Archive | 2015/11/08

Luba

Przemysław Nowicki's Profile PhotoLuba

Przemysław Nowicki



Foto: kadr z “Miasteczka Twin Peaks”. Phoebe Augustine jako Ronette Pulaski.

Nikt już dziś nie pamięta – kim była, co robiła, a tym bardziej jak wyglądała Luba Halter z Izbicy Kujawskiej.

Jeszcze parę lat temu żyli tu ostatni świadkowie, którzy pamiętali: jak Luba żyła.

A żyła, jak się zdaje, w permanentnych koszmarach. Nieżyjąca dziś Władzia, wtedy jeszcze dziarska dziewięćdziesięcioparolatka, opowiadała mi, że Luba zwariowała, bo zakochała się w polskim, katolickim chłopcu. I że on odwzajemniał jej uczucie, tyle że przeciwstawili się temu miejscowi przedstawiciele religijni dwóch stron: żydowskiej i chrześcijańskiej.

Nie pozwolili młodym na spotykanie się. Nie pozwolili im na miłość.

Być może jest w tym jakieś ziarno prawdy, niemniej jednak z interpretacji źródeł archiwalnych wynika, że choroba psychiczna Luby miała podłoże genetyczne. Jej matka, Ryfka-Łaja Halter, w latach 20-tych XX w. sama zmagała się ze zdrowiem psychicznym. Była wielokrotnie hospitalizowana w szpitalu dla psychicznie chorych w Warcie. W aktach odnajdujemy cały przebieg akcji względem pokrycia kosztów za Ryfkę-Łaję, ponieważ kwestia dotowania i pokrywania kosztów za leczenie szpitalne mieszkańca danej jednostki podziału administracyjnego (tu: gminy), należała do obowiązków władzy cywilnej – gminy świeckiej, izbickiej – organu nadzorczego gminy wyznaniowej żydowskiej, jej zarządu.

Nie wiadomo, od którego momentu życia Luba poczęła słyszeć w głowie inne głosy tudzież zaśpiewy transcendentne…
Jej historia – na podstawie odnalezionych dokumentów – zaczęła się kiedy dziewczyna dobiegała trzydziestki.

We wrześniu 1935 r., Związek Międzykomunalny Budowy i Utrzymania Zakładów Psychiatrycznych w Województwie Warszawskim – Szpital dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Gostyninie, zwrócił się z pismem do wójta gminy Izbica Kujawska o potwierdzenie okresu zamieszkiwania 28-letniej Luby, córki biednego Izraela Lajzera w osadzie Izbica Kujawska oraz o jej stan majątkowy (w latach 1918-1938 Izbica Kuj. leżała w powiecie kolskim i województwie łódzkim).

Dopiero w grudniu wójt Stanisław Fryza raczył udzielić szpitalowi odpowiedzi. Pisał: „Halter majątku żadnego nie posiada, lecz posiada rodzinę dość majętną, jak spadkobiercy Dawida Haltera brata ojca Halter Liby (Luby – P.N.) zamieszkali w Izbicy Kuj.”. Izrael Lajzer był rodzonym bratem Dawida, właściciela dużego tartaku i obszarów rolnych. Dawid wielokrotnie zasiadał w zarządzie gminy wyznaniowej żydowskiej w Izbicy Kuj. Pamiętamy, że w gestii świeckiej władzy osady (gminy), było m.in. pokrycie kosztów leczenia jej biednych mieszkańców, niezależnie od ich wyznania. Być może w kasie gminy brakowało lub już nie było środków na ten cel i wójt „odnalazł” potomków bogatego krewnego, by ewentualnie ci wyłożyli pieniądze na pokrycie kuracji Luby.

Zwrócenie się dyrekcji szpitala gostynińskiego do wójta gminy o refundację kosztów z pewnością nie miało nic wspólnego z zakończeniem leczenia pacjentki. Luba niejednokrotnie lądowała w tamtejszym „domu bez klamek”. Niecałe dwa lata później (19 maja 1937 r.), została schwytana za pośrednictwem dąbskiej policji i przekazana zarządowi gminy przez organ władzy cywilnej miasta Dąbia. Niewykluczone, że właśnie w Dąbiu zakończyła się nieudana ucieczka Luby z zakładu psychiatrycznego w Gostyninie.

Dzień po przekazaniu umysłowo chorej do Izbicy Kuj. (20 maja) doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło miejscowymi stróżami prawa i mieszkańcami osady. Posterunkowy Miętkiewicz relacjonował to władzom gminnym w następujący sposób:

„W dniu dzisiejszym na ulicy Narutowicza w os.[adzie] Izbica Kuj. została zatrzymana umysłowo chora Halter Luba przez poster.[unkowego] Stępienia Piotra i osadzona w areszcie gminnym, gdyż ta znajdowała się zupełnie nago będąc tylko na biodrach opasana brudną ścierką – czem wywoływała ogólne zgorszenie w obecnych na ulicy w tym czasie dzieci. Halterówna już od dłuższego czasu w os.[adzie] Izbicy zakłóca spokuj (sic!) publiczny przez tłuczenie szyb wystawowych i w prywatnych mieszkaniach, a ostatnio została przytrzymana przez Posterunek PP (Policji Państwowej – P.N.) w Dąbiu i odstawiona do tutejszej gminy [jako niebezpieczna] celem oddania jej pod dozór odpowiedzialny lub celem umieszczenia jej w szpitalu dla psychicznie chorych, a pomimo to Halterówna w dalszym ciągu chodzi po ulicach osady niepokojąc tutejszych mieszkańców i wywołując ogólne zgorszenie wśród mało-letnich (sic!). Wobec powyższego posterunek prosi o oddanie Halterówny pod dozór odpowiedzialny lub umieszczenie jej w szpitalu dla psychicznie chorych”.

Luba nie trafiła do szpitala, przynajmniej do początku czerwca 1937 r. Przebywała pod nadzorem policji w izbickim areszcie. Jak wynika ze źródeł, jej pobyt tam wciąż przysparzał spore kłopoty miejscowym stróżom prawa. Na początku czerwca komendant posterunku, Stanisław Kostrzewski, poinformował zarząd gminy cywilnej o zaistniałym w pomieszczeniu aresztu incydencie:

„Dnia 5 czerwca roku bieżącego stwierdziłem, że w areszcie w os.[adzie] Izbica będącym pod nadzorem zarządu Gminy Izbica przebywa Halter Luba umysłowo chora. Halter Luba wybiła otwór w ścianie łączącej cele żeńską z męską, wskutek czego obie cele mają ze sobą połączenie. Ponieważ obecnie przebywają aresztanci w celi męskiej, a w każdej chwili może zajść potrzeba osadzenia kobiety w celi żeńskiej, stan ten nie może trwać nadal. Wobec powyższego proszę o natychmiastowe usunięcie z celi żeńskiej umysłowo chorej Halterówny, poczem doprowadzenia aresztu do należytego stanu”.

Dalsze losy Luby są nieznane. Nie wiadomo też w końcu która władza – cywilna (urząd gminy z wójtem), czy religijna (gmina wyznaniowa żydowska z zarządem), pokryła koszty związane z pobytem Luby w miejscowym areszcie. Na pewno Luba, będąc sztandarowym przykładem człowieka zmagającego się z psychiką, swą barwną osobowością wpisała się w dzieje obyczajowości osady (miasta). I jeżeli do września 1939 r. nie stała się jej żadna krzywda, to najprawdopodobniej została zgładzona w Chełmnie nad Nerem, bądź jeszcze zlikwidowana z innymi chorymi podczas akcji eutanazji, czyli wraz z wdrażaniem niemieckiego programu „eliminacji życia niewartego życia” (Aktion T4) na okupowanych ziemiach polskich.

Nikt już dziś nie pamięta – kim była, co robiła, a tym bardziej jak wyglądała Luba Halter…

Kiedy przywołuję ją w pamięci – na podstawie, rzecz jasna, tylko ocalałych archiwaliów i np. wspomnień Władzi – widzę taki obraz: skrzyżowanie Tłuji ze „Sklepów cynamonowych” Schulza z Ronette Pulaski z „Miasteczka Twin Peaks” Lyncha. Nieżyjąca już Ruta Sakowska, historyczka, znawczyni getta warszawskiego na podstawie Archiwum Ringelbluma, powiedziała mi kiedyś, że historia tej wariatki z Izbicy Kuj. nadaje się na scenariusz filmowy. Czyżby?

[tekst m.in. na podstawie: P. Nowicki, Z dziejów opieki zdrowotnej i społecznej Żydów w Izbicy Kujawskiej (XIX w.-1939 r.), „Prace Komisji Historii Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego” t. 22: Rozważania i badania z perspektywy 90. rocznicy powrotu Pomorza i Kujaw Północnych do Macierzy, pod red. Zdzisława Biegańskiego i Włodzimierza Jastrzębskiego, Bydgoszcz 2010]


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


“Listy z Getta” powracają dla tomaszowskiej publiczności

“Listy z Getta” powracają dla tomaszowskiej publiczności

Oni nie grali, oni na ten moment nimi byli. Całymi sobą. W tym spektaklu było wszystko – miłość, która dawała wtedy siłę do życia, gry i zabawy dzieci, które nawet w tej otchłani nikczemności i okrucieństwa pozostawały dziećmi, były też rozdzierające sceny odrywania dzieci od matek i matek od dzieci. Były i ból, i śmierć, zwątpienie i nadzieja. A mnie i kilku moim koleżankom trudno było powstrzymać się od myśli, że 70 lat temu to byłaby nasza i naszych dzieci historia. Ten spektakl to piękne przywracanie pamięci. Lepsze i bardziej trafiające do świadomości niż jakiekolwiek tablice pamiątkowe – tak o spektaklu „Listy z getta” mówiła Dorota Liliental Absolwentka Wydziału Aktorskiego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley (USA), która była na premierze w Tomaszowie Mazowieckim 31 lipca br. Po bardzo ciepłym przyjęciu spektaklu przez publiczność powraca on do Tomaszowa w dwóch odsłonach – 9 i 10 września!.

„Listy z getta” to spektakl inspirowany prawdziwą historią tragicznej miłości tomaszowskiego Żyda Izraela Aliuche „Lutka” Orenbacha do Edith Blau, w czasach niemieckiej okupacji, podczas II wojny światowej

“Wszystko co pokazujemy w spektaklu wyreżyserowanym przez Karinę Górę i scenografii Małgorzaty Jochan ma swoje odbicie w listach „Lutka” do Edith. Poza tym miejsce gdzie „gramy” przedstawienie, czyli pofabryczny loft przy Zgorzelickiej 27 to teren dawnego getta, a niedaleko stąd przy Zgorzelickiej 14 mieszkał właśnie Izrael Aliuche Orenach. Opowieść jest naprawdę niezwykła i mocno zakorzeniona w historii naszego miasta. „Listy z getta” to spektakl, który powstał w ramach projektu Nie/Pamięć. Teatr w Tomaszowie Mazowieckim” jednak teraz rozwijać się będzie on niezależnie od projektu. – mówi Barbara Przybysz dyrektor Ośrodka Kultury „Tkacz” i menadżer teatru „Trzcina”, którego aktorzy stanowią główna obsadę przedstawienia.”

Urodzony 29 X 1920r w Tomaszowie Mazowieckim Izrael Aliuch „Lutek” Orenbach był urzędnikiem-wolontariuszem, karykaturzystą, a także aktorem-amatorem i reżyserem przedstawień teatralnych w getcie tomaszowskim. Pod koniec lat trzydziestych XX w. wyprowadził się wraz z rodzicami do Bydgoszczy gdzie zdał maturę i w okresie wakacyjnym poznał Edith Blau, o rok młodszą niemiecką Żydówkę z Gdańska.

Niestety rozdzieliła ich wojna. Na początku okupacji we wrześniu 1939 r. po zajęciu Bydgoszczy przez wojska niemieckie Orenbachowie zdecydowali się na powrót do Tomaszowa. Od grudnia 1939 r. przez dwa lata „Lutek” prowadził intensywną korespondencję ze swoją ukochaną Edith . W listach pisał o wszystkim. O tym co dzieje się w tomaszowskim gettcie i rodzinie.

Niestety Edith Blau została wywieziona do obozu pracy w Rydze, następnie do obozu w Stutthofie, a potem na wyspę Bornholm. Kontakt z „Lutkiem” się urwał. Izrael Aliuche Orenbach znalazł się w obozie zagłady w Treblince, gdzie stracił prawdopodobnie życie.

W lipcu przedstawienie obejrzało prawie 500 osób. Na premierze pojawili się między innymi Anna Rozenfeld artystka malarka, judaistka, Dorota Liliental Absolwentka Wydziału Aktorskiego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley (USA), dr Joanna Posłuszna UMCK, Eliza Gaust z Centrum Dialogu im. Marka Edelmana, oraz przedstawiciele władz samorządowych.

9 i 10 września o godzinie 19.30 zapraszamy na spektakl „Listy z getta” do pofabrycznego loftu przy ul. Zgorzelickiej 27 w Tomaszowie Maz.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wszystkie krakowskie uczelnie uczciły 76. rocznicę Sonderaktion Krakau

Wszystkie krakowskie uczelnie uczciły 76. rocznicę Sonderaktion Krakau

(łg)


Wszystkie krakowskie uczelnie uczciły 76. rocznicę Sonderaktion Krakau
Foto: Thinkstock

Uniwersytet Jagielloński zawsze upamiętniał to wydarzenie 6 listopada – to właśnie tego dnia 1939 r. hitlerowcy aresztowali w UJ i wywieźli do obozów koncentracyjnych 183 profesorów i wykładowców krakowskich uczelni.

– W Uniwersytecie Jagiellońskim 6 listopada zawsze były duże i ważne obchody – podobnie jak w innych szkołach wyższych Krakowa, tylko, że w nich obchody organizowane były w różnych dniach i w różnym zakresie. W tym roku postanowiliśmy, aby ten dzień pamięci był dla całej społeczności akademickiej Krakowa i nam się to udało – powiedział rektor.

Główne uroczystości odbyły się w Collegium Novum. To tutaj nastąpiły okolicznościowe przemówienia, apel pamięci, emisja filmu “Universita Restituta – 19 maja 1945 r. – pierwsza po II wojnie światowej inauguracja roku akademickiego” i złożenie kwiatów pod tablicami pamiątkowymi, a także przed Dębem Wolności obok budynku. Wieniec spoczął także przed tablicą pamiątkową w koszarach 16. Batalionu Powietrznodesantowego im. gen. bryg. Mariana Zdrzałki.

– Dla uniwersytetu, dla środowiska krakowskiego, bardzo ważną uroczystością jest pamięć o Sonderaktion Krakau. To jest największe zobowiązanie dla tych wspaniałych ludzi, którzy przez to piekło przeszli – powiedział rektor.

Wszyscy rektorzy krakowskich uczelni wraz z przedstawicielami studentów złożyli też kwiaty na grobach zmarłych profesorów pochowanych na cmentarzach Rakowickim i Salwatorskim. Na cmentarzu Rakowickim nastąpiło również uroczyste odsłonięcie wyremontowanego nagrobka wybitnego botanika prof. Bogumiła Pawłowskiego.

76 lat temu, 6 listopada, Niemcy podstępnie zwabili krakowskich uczonych do Collegium Novum, po czym aresztowali ich i wywieźli do obozów koncentracyjnych. Sonderaktion Krakau była jedną z najdramatyczniejszych akcji przeciwko polskiej inteligencji.

Ówczesny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Tadeusz Lehr-Spławiński na żądanie sturmbannfuehrera SS Bruno Muellera zaprosił profesorów na godz. 12 do sali wykładowej nr 66 im. Mikołaja Kopernika w Collegium Novum (dziś sala nr 56 im. Józefa Szujskiego). Uczeni mieli tu wysłuchać wykładu dowódcy SS o stosunku III Rzeszy i narodowego socjalizmu do zagadnień nauki i szkolnictwa wyższego.

Zamiast zapowiedzianej prelekcji w Collegium Novum uczeni usłyszeli od Bruno Muellera, który przeprowadził tę akcję, że Uniwersytet Krakowski był zawsze ośrodkiem antyniemieckim i z tych względów zostanie zamknięty, a profesorowie skierowani do obozu.

W sumie hitlerowcy aresztowali 183 profesorów i wykładowców krakowskich uczelni, 155 z Uniwersytetu Jagiellońskiego, 22 z Akademii Górniczej oraz trzech z Akademii Handlowej.

Aresztowani najpierw trafili do więzienia na Montelupich, potem do koszar 20. pułku piechoty przy ul. Mazowieckiej, a później do więzienia we Wrocławiu. W międzyczasie, w wyniku akcji Polskiego Czerwonego Krzyża, zwolniono kilkunastu aresztowanych, m.in. prawnika Fryderyka Zolla i profesorów ukraińskich. 27 listopada więźniów przewieziono do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen niedaleko Berlina.

Wskutek międzynarodowego poruszenia Niemcy zwolnili część więźniów z obozu w Sachsenhausen – jak zwracają uwagę historycy, był to jedyny taki przypadek w dziejach niemieckich obozów koncentracyjnych.

8 lutego 1940 roku obóz opuściło 102 więźniów, którzy ukończyli 40. rok życia. Przed zwolnieniem musieli się pisemnie zrzec wykonywania w przyszłości swoich zawodów. Pozostałych profesorów naziści przewieźli do innych obozów, m.in. do Dachau (4 marca 1940) i później częściowo zwalniali.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com