Archive | 2015/11/21

Zamykanie getta w kronice Emanuela Ringelbluma

Zamykanie getta w kronice Emanuela Ringelbluma

Zosia Mioduszewska


16 listopada 1940 r. hitlerowcy zamknęli getto Warszawskie, największe w okupowanej Europie. Na 307 hektarach stłoczono ok. 450 tys. Żydów.

Wide zamk0001

16 listopada 1940 roku oficjalnie zamknięto getto warszawskie. Ukończono budowę wysokich murów z cegły, zamurowano okna kamienic granicznych, zaryglowano bramy podwórek od strony ulic aryjskich, na bramach wjazdowych do getta stanęli niemieccy żołnierze, funkcjonariusze żydowskiej służby porządkowej, granatowi policjanci. W zamkniętym 307-hektarowym obszarze znalazły się duże ulice południowej Warszawy (Sienna, Śliska, Pańska, Twarda, Grzybowska, Krochmalna, Waliców), a także położone w Dzielnicy Północnej (część ulicy Żelaznej, Leszno, Karmelicka, Nowilipie, Nowolipki, Dzielna, Pawia, Gęsia, Franciszkańska, Smocza, Zamenhofa, Nalewki, Miła, Muranowska, Niska, zachodnia część ulicy Stawki).

Granice getta były nietrwałe. W czasie jego krótkiego, dwuipółletniego istnienia wielokrotnie zmieniano ich kształt, ponieważ systematycznie zmniejszano obszar dzielnicy zamkniętej.

Ogród Krasińskich znalazł się poza granicami getta. Od tej pory zamknięci w getcie Żydzi o spacerze po parku mogli tylko marzyć. Wladysław Szlengel, poeta, który znalazł się w getcie warszawskim, opisał przymusową izolację w wierszu „Okno na tamtą stronę”.

Zamknięcie getta stanowiło zakończenie lawinowo postępującego procesu izolacji ludności żydowskiej rozpoczętego w chwili zajęcia Warszawy przez Niemców. Utworzenie dzielnicy zamkniętej poprzedził proces degradacji, grabieży, publicznych upokorzeń i prześladowań Żydów. Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego pisze, że „od samego początku zastanawiano się w jaki sposób oddzielić ludność żydowską. Od grudnia 1939 roku wszyscy Żydzi mieli nosić opaskę na prawym ramieniu, z gwiazdą Dawida, na białym tle. W następnym roku stworzono, tak zwaną, strefę zagrożoną tyfusem. Niemcy zaczęli przegradzać ulice i ludzie czuli, że prawdopodobnie będzie coś takiego jak getto, przeczuwali, że jakiś teren zamkną, ale nie wiedzieli dokładnie jak i kiedy.”

Utworzenie getta oznaczało, że 113 tysięcy Polaków i 138 tysięcy Żydów pod przymusem zmieni miejsce zamieszkania. Polacy mieli opuścić teren wyznaczony pod getto, natomiast Żydom nakazano przeprowadzkę do „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” – od tej pory należało posługiwać się tą oficjalną nazwą.

Odbywały się gorączkowe poszukiwania mieszkania, pokoju, jakiegokolwiek miejsca do zamieszkania. Fotografie dokumentujące owe pospieszne przeprowadzki znajdują się w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Atmosferę niepewnego czasu tuż przed zamknięciem getta, oddają notatki Emanuela Ringelbluma z jesieni 1940 roku. Ringelblum zapisywał „wszystko”: wiadomości z Warszawy i innych miast, tytuły prasowe, krążące plotki, popularne żarty, codzienne scenki uliczne, a także wieści z gett i obozów, doniesienia o dramatycznych łapankach i egzekucjach, własne doświadczenia i zmagania. Gruntownie badał nastroje Żydów i Polaków, bacznie obserwował Niemców. Notatki z 1940 roku dokumentują dynamiczny, „topograficzny” proces społeczny. W tych plastycznych zapisach widzimy Polaków, Żydów i Niemców zajętych negocjowaniem granic warszawskiego getta. Analiza Ringelbluma jest subtelna i „wielogłosowa”.

W notatkach z tego okresu powtarzają się uwagi o ogromnej niepewności Żydów. Nie wiadomo które ulice ostatecznie znajdą się na wydzielonym terytorium. Ludzie żyli w permanentnym strachu. Tysiące ludzi straciło domy, dorobek życia i najbardziej osobiste rzeczy.

2, 3, 4, 5 października 1940

Zastraszający niepokój ogarnął ludność żydowską, nikt nie jest pewny, czy nazajutrz będzie spał w swoim łóżku. (Ringelblum, s. 161)

Ulica Żelazna w kierunku Chłodnej, widok od strony ul. Grzybowskiej
Fotografia ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego
Big zamkn 20001

24 października 1940

Dziś, 24 października, włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w tę, raz w tamtą stronę, i nikt nie wie, kiedy się to wszystko skończy. Taki oto wypadek miał miejsce: Ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W tym czasie dowiedziano się, że Żelazna i pobliskie ulice nie należą do getta, znalazł się więc na ulicy. Tymczasem zabrano mu cały dobytek. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i otrzymują. (Ringelblum, s. 180)

Powszechnym procederem, który odnotowuje Ringelblum, była nierówna walka Polaków z Żydami o prawo do miasta, ulic, mieszkań i majątku. Część warszawiaków nie chciała się zgodzić na oddanie wybranych ulic pod getto, inni wykorzystywali tragiczne położenie Żydów, aby się wzbogacić. Jeszcze inni „po prostu” wymieniali się mieszkaniami, w zamian za mieszkanie na terenie getta, brali mieszkanie poza jego murem. Księża zbierali podpisy mieszkańców pod petycjami w sprawie pozostawienia ulic mieszanych (Nowolipki, Leszno) poza gettem. Prośby uzasadniali obecnością kościołów przy danej ulicy.

12, 13 października 1940

Całe miasto wytapetowane jest białymi kartkami o zamianie mieszkań przez Żydów i chrześcijan (…) Polacy imają się różnych kruczków, aby powiększyć ilość kamienic w dzielnicy polskiej. I tak np. zamurowuje się bramy domów, jeśli wychodzą na rejon żydowski, pozostawiając bramę tylko po stronie polskiej (…) Niektórzy Polacy wybierają sobie mieszkania żydowskie i przychodzą z nakazami rekwizycyjnymi Zarządu Miejskiego. W ten sposób pozbawia się tych Żydów prawa zamiany mieszkań z chrześcijanami. (Ringelblum, s. 173–174)

Czytaj dalej tu: Zamykanie getta w kronice…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Nie mówcie o „wojnie z terrorem”

Nie mówcie o „wojnie z terrorem”

Adam Puchejda


Piątkowe zamachy w Paryżu po raz kolejny dowiodły, jak słabe w starciu z międzynarodowym terroryzmem pozostają państwa narodowe i jak wysoką cenę przychodzi nam płacić za marzenia o eksporcie demokracji.

Krwawy zamach w stolicy Francji przeraża nie tylko dlatego, że zginęło w nim ponad 130 osób, lecz także z powodu ujawnionej bezradności francuskich i belgijskich służb bezpieczeństwa, które nie były w stanie mu zapobiec. I nie pomogą tu tłumaczenia, pojawiające się przy okazji wcześniejszych zamachów, np. na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo”, że ataków dokonały tzw. samotne wilki, czyli pojedynczy terroryści, działający na własną rękę, których wykrycie przysparza dużych trudności.

Paryskie zamachy z 13 listopada nie były dziełem przypadkowych, zradykalizowanych jednostek. Przeciwnie, stała za nimi świetnie zorganizowana, wyszkolona i skoordynowana grupa, wykonująca precyzyjny plan o jasno wyznaczonych celach. W tym sensie piątkowa masakra swoim rozmachem i zamysłem przypomniała nam o działaniach dawnej Al-Kaidy, która przygotowała zamachy z 11 września 2001 r.

Tuż po tamtych atakach sprzed ponad dekady w dyskusjach o możliwych skutecznych reakcjach (skutecznych, tzn. tworzących warunki, w których nie dojdzie do nowych aktów terroru) ścierały się ze sobą dwa stanowiska: jedni opowiadali się za opcją militarną, drudzy – za potrzebą usprawnienia środków wywiadowczych i postawienia na jeszcze lepszą, szeroko zakrojoną koordynację działań policji wszystkich państw europejskich, Stanów Zjednoczonych, krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jak wiemy, wygrała opcja pierwsza, co doprowadziło do ataku na Afganistan, a później na Irak.

Niestety z opłakanym skutkiem, bo polityka polegająca na wysyłaniu wojsk do krajów podejrzewanych o szkolenie i zaopatrywanie terrorystów doprowadziła jedynie do destabilizacji politycznej całych regionów, pojawienia się państw upadłych, a także do powstania zupełnie nowych organizacji polityczno-religijnych, takich jak ISIL/Państwo Islamskie, które kontrolują spore połacie terytoriów dawnych państw i czerpią zyski ze znajdujących się tam bogactw naturalnych, głównie z ropy naftowej.

Innymi słowy, próby zapobieżenia atakom terrorystów w krajach Zachodu poprzez wypowiedzenie tzw. „wojny z terrorem”, prowadzonej głównie na Bliskim Wschodzie, nie rozwiązały żadnego z problemów, tj. nie przyniosły ani większej stabilizacji, ani bezpieczeństwa. Ich skutki były dokładnie odwrotne do zamierzonych. Europejscy przywódcy nie powinni popełnić tego samego błędu.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że Europa powinna siedzieć z założonymi rękami. W moim odczuciu w reakcji na zamachy w Paryżu państwa Unii powinny, po pierwsze, wyraźnie poprawić procedury wymiany informacji między służbami poszczególnych krajów (także w kontekście napływających fal uchodźców), tak by nie dochodziło więcej do sytuacji, w której Belgowie nie są w stanie ostrzec Francuzów przed szykowanymi zamachami i vice versa. Po drugie zaś, powinny w swoim własnym partykularnym interesie dążyć do wypracowania w miarę spójnego modelu aktywnej polityki zagranicznej Unii w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pojedyncze państwa narodowe, nawet jeśli zamkną granice, w dłuższej perspektywie nie będą w stanie zapobiec przenikaniu na swoje terytoria terrorystów. Z tego powodu są wręcz skazane na współpracę. Negowanie tego faktu w imię obrony jakiejś wyobrażonej pełnej suwerenności, która rzekomo zapewni nam całkowite bezpieczeństwo, może prowadzić jedynie do kolejnych aktów terroru./span>

Podobnie brak przemyślanej polityki zagranicznej Unii jest prostą drogą do wybuchu kolejnych kryzysów. Tak było nie tylko w Iraku, zdestabilizowanym przez amerykańską inwazję, wspartą przez rządy wielu krajów Wspólnoty (w tym Polski), lecz także w Libii, która po obaleniu dyktatury przez lotnictwo Francji, Belgii, Stanów Zjednoczonych i innych, pogrążyła się w chaosie, który przyczynił się do napływu ogromnej fali uchodźców przez Morze Śródziemne.

Europejczycy dotychczas zbyt często kierowali się w swojej polityce albo partykularyzmami narodowymi, albo emocjami opinii publicznej, co w rezultacie prowadziło do jeszcze większych cierpień wielu tysięcy ludzi. Czas wyciągnąć wnioski z błędnej polityki, która z każdym dniem zbiera coraz krwawsze żniwo.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com