Archive | January 2016

Będą wspominać ofiary holokaustu z Sędziszowa

Urząd Miejski w Sędziszowie MałopolskimBędą wspominać ofiary holokaustu z Sędziszowa

Anna Olech



28 stycznia 2016 r. po raz pierwszy w Sędziszowie Małopolskim odbędą się obchody Międzynarodowych Dni Pamięci o Ofiarach Holokaustu. 18 stycznia br. w sędziszowskim Urzędzie Miejskim odbyła się w tej sprawie konferencja prasowa, w której uczestniczył burmistrz Sędziszowa Małopolskiego Bogusław Kmieć oraz prezes Fundacji Anty-Schematy 2 Tomasz Malec.

Od 25 do 29 stycznia 2016 r. na całym Podkarpaciu odbywać się będą obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, honorowy patronat nad wydarzeniem objął Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl. To już ósme obchody, a w tym roku po raz pierwszy uroczystości te odbędą się również w Sędziszowie Młp. – To ważne, by pamiętać o ofiarach tej straszliwej zbrodni hitlerowskiej, w wyniku której zginęli również przedstawiciele żydowskiej społeczności naszego miasta. Ale trzeba też pamiętać o Polakach, którzy często z narażeniem życia ratowali swoich sąsiadów, znajomych – mówił w trakcie konferencji burmistrz Sędziszowa Młp. Bogusław Kmieć, który objął patronatem obchody w naszym mieście.

Natomiast Tomasz Malec z Fundacji Anty-Schematy 2 podkreślał edukacyjny charakter tego wydarzenia. – Chcemy, by młodzież pamiętała o tych zbrodniach – mówił.

Organizatorami obchodów na Podkarpaciu są: Fundacja Anty-Schematy 2, Uniwersytet Rzeszowski, Instytut Pamięci Narodowej oddział w Rzeszowie, Kuria Diecezjalna w Rzeszowie, Podkarpackie Kuratorium Oświaty, Podkarpackie Centrum Edukacji Nauczycieli, Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, a odbywać się one będą w: Krośnie, Dukli, Rymanowie, Jarosławiu, Przeworsku, Markowej, Przemyślu, Birczy, Rzeszowie, Lubaczowie, Kolbuszowej, Dubiecku, Łańcucie, Dynowie i Sędziszowie Młp.

Program obchodów w Sędziszowie Młp.

28 stycznia 2016

godz. 10.00 – 11.00 – Modlitwa na cmentarzu żydowskim oraz uczczenie pamięci Żydów sędziszowskich pod obeliskiem upamiętniającym zamordowanych 24 lipca 1942 r.

godz. 11.30 – 12.00 – Projekcja filmu dokumentalnego o rodzinie Klejmanów z Sędziszowa „My jesteśmy stąd” – Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Sędziszowie Młp.

godz. 12.00 – 13.00 – Wykład Tomasza Kocura-Malca (Fundacja Anty-Schematy 2) i Ewy Koper (UR, Muzeum – Miejsce Pamięci w Bełżcu) – Holokaust Żydów sędziszowskich.

godz. 13.00 – Promocja albumu „Każda ofiara ma swoje imię” autorstwa Ewy Koper.

godz. 13.30 – Spotkanie z przedstawicielami trzeciego pokolenia ocalonych z Holokaustu Żydów sędziszowskich.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Przymierze zakrapiane wódką. Kulisy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow

Przymierze zakrapiane wódką. Kulisy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow

Dariusz Kaliński


Efektem paktu Hitler-Stalin była śmierć milionów niewinnych ludzi.
Na ilustracji rysunek z października 1939 roku, doskonale oddający
istotę tego porozumienia (źródło: domena publiczna).

Efektem paktu Hitler-Stalin była śmierć milionów niewinnych ludzi. Na ilustracji rysunek z października 1939 roku, doskonale oddający istotę tego porozumienia (źródło: domena publiczna).Niemcy nauczyli się, by nie dawać napiwków rosyjskim taksówkarzom, a pamiątkową fotografię prawie zepsuły puste kieliszki. W końcu Stalin nie mógł przegapić okazji, by upić Ribbentropa. Jak negocjowano zbrodnicze porozumienie przypieczętowane wkrótce polską krwią? Czy podpisali je pijani dyplomaci?

Po południu 23 sierpnia 1939 r. na moskiewskim lotnisku Chodynka wylądowały dwa samoloty Focke-Wulf Fw 200 Condor. Maszyny te przywiozły członków niemieckiej delegacji z ministrem spraw zagranicznych Joachimem von Ribbentropem na czele. Jego świta liczyła około 40 osób: dyplomatów, doradców, tłumaczy i fotografów.

Zdrawstwujtie, druzja!

Niemców zadziwiło gorące powitanie, jakie zgotowano im na Chodynce. Budynek portu lotniczego i jego okolice były uroczyście udekorowane sowieckimi i niemieckimi flagami. Zwłaszcza o te drugie było w Moskwie trudno. Ostatecznie po gorączkowych poszukiwaniach udało się takowe znaleźć w rekwizytorni stołecznego Mosfilmu.

Brama lotniska w podmoskiewskiej Chodynce. Powitanie niemieckiej delegacji, które tam się odbyło, skończyłoby się klapą, gdyby nie pomoc rekwizytorni Mosfilmu (źródło: domena publiczna).

Brama lotniska w podmoskiewskiej Chodynce. Powitanie niemieckiej delegacji, które tam się odbyło, skończyłoby się klapą, gdyby nie pomoc rekwizytorni Mosfilmu (źródło: domena publiczna).

Kiedy tylko Ribbentrop pokazał się w drzwiach samolotu, orkiestra wojskowa odegrała hymny obu państw, a chwilę później Niemcy i Sowieci padli sobie w objęcia. Dla niektórych zgromadzonych na lotnisku osób moment ten wyglądał dość osobliwie i nienaturalnie, zwłaszcza po latach wzajemnego obrzucania się wyzwiskami i oblewania wiadrami pomyj. Roger Moorhouse przywołuje w książce „Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina” wspomnienia pilota Hansa Baura, który:

Przypatrując się, jak Ribbentrop dokonuje przeglądu kompani honorowej, złożonej z lotników elitarnych eskadr sowieckich sił powietrznych, nie mógł się nadziwić surrealistycznemu widokowi niemieckiego ministra spraw zagranicznych, przechodzącego dziarskim krokiem wzdłuż szeregu, z ramieniem wyciągniętym w hitlerowskim salucie. Autor relacji stwierdził wówczas, że Cuda ciągle się zdarzają.

Czytaj dalej tu: Przymierze zakrapiane wódką.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pomnik na zniszczonym cmentarzu w Żninie

Pomnik na zniszczonym cmentarzu w Żninie

Krzysztof Bielawski


Zabudowania na zniszczonym cmentarzu (foto: Marcin Natan Dudek-Lewin)

Ilustracja

Upamiętniono cmentarz żydowski w Żninie (woj. kujawsko-pomorskie). Na jego terenie odsłonięto pomnik.

Gmina żydowska w Żninie posiadała dwa miejsca pochówku: tak zwany „stary cmentarz”, założony w pierwszej połowie XIX w. oraz „nowy cmentarz”, który powstał kilkadziesiąt lat później. Oba uległy zniszczeniu.

– Pomimo częściowego sprofanowania, nowy cmentarz przetrwał II wojnę światową. Jego ostateczna likwidacja rozpoczęła w latach 60-tych XX wieku – mówi Marcin Natan Dudek-Lewin ze Stowarzyszenia Ahawas Tora – Dziś w tym miejscu znajdują się bloki mieszkalne oraz sklep.

Stowarzyszenie Ahawas Tora od 2 lat zabiegało o upamiętnienie cmentarza. Starania zakończyły się sukcesem. Kilka dni temu na cmentarzu ustawiono macewę z napisem: „Cmentarz żydowski w Żninie. Pamięci Żydów tu spoczywających”.

 

Pomnik na cmentarzu w Żninie (foto: Marcin Natan Dudek-Lewin)
Ilustracja


Tablicę ufundowało Stowarzyszenie Ahawas Tora. Część funduszy przekazali potomkowie rodziny Itzig, mieszkającej w Żninie w XIX wieku.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Syrian Refugees Threaten Americans and Jews

Syrian Refugees Threaten Americans and Jews

Morton A. Klein


Middle Eastern refugees. Photo: UN Refugee Agency.Syrian immigrants pose a grave danger to all Americans — and especially to American Jews and homosexuals.

Top Obama Administration officials have testified that Syrian refugees cannot be properly vetted. As FBI Director James Comey stated, “We can query our databases until the cows come home, but nothing will show up because we have no record of them.”

Homeland Security Counterterrorism and Intelligence Subcommittee Chairman, Congressman Peter King (R, NY), added: “There is absolutely no real way of vetting these refugees coming in. . . . there is no intelligence on the ground. . . . There’s obviously no government records we can go to. Syria is a totally chaotic country, and it’s a hotbed of al Qaeda and ISIS. And we have no idea who’s coming out of Syria. . . . it definitely puts the United States at risk.”

US Director of National Intelligence James Clapper testified that US intelligence officials have a “huge concern” about ISIS’ ability to infiltrate the country via Syrian refugees. A top Lebanese minister warned that two in every 100 Syrian migrants are ISIS fighters. An ISIS operative admitted that 4,000 ISIS fighters have been smuggled into Western nations, hidden among refugees. Congressman Peter King wrote “we know that ISIL will attempt to infiltrate its members into the United States with these refugees. . . . ISIS perpetrators of the Paris massacre traveled hidden among refugees.”

FBI Director Comey also testified that the intelligence community is concerned that ISIS has the capability to manufacture fraudulent passports. US Immigration and Customs Enforcement (ICE) intelligence sources report that ISIS has passport printing machines, blank passport books, and Syrian citizen’s biographical data for stealing identities.

Moreover, many Syrians support ISIS and hate Jews. An Arab Center for Research and Policy Studies poll of 900 Syrian refugees in November showed that a third of Syrian refugees are ISIS sympathizers, and 13% support ISIS.

In addition, according to a 2007 poll cited in the article “Opposing Syrian Muslim Refugees is a Jewish Value,” a staggering 77% of Syrians support Hamas — a terrorist organization whose Charter calls for murdering Jews. Hamas trainers and trainees, who are in Syria, may very well enter the United States as Syrian “refugees.”

The Pew Research Center’s Global Attitudes survey (2009) found that in majority Muslim nations such as Syria, more than 90% of people held strongly unfavorable (antisemitic) attitudes towards Jews.

Syrian Muslims are indoctrinated from an early age to celebrate martyrdom, act violently towards “enemies,” and hate Jews and Israel. A chilling recent study of Syrian textbooks found vicious antisemitic teachings.

The violence perpetrated by Muslim immigrants in Europe — especially toward European Jews — portends what America has in store if we bring more such immigrants here. A recent ISGAP survey noted: “Perpetrators of the most extreme cases of violence against European Jews in recent years were Muslims.” In the wake of numerous Muslim attacks on German Jews, the leader of Germany’s Jewish community, Dr. Josef Schuster, warned that many refugees are from cultures marked by “hate towards Jews and intolerance,” and implored German Chancellor Angela Merkel to limit refugees. Dr. Schuster also reminded Merkel of the Islamists’ mistreatment of women and homosexuals.

Islamists are attacking Jews in America already. Our children are subjected to rampant, even violent, hateful antisemitism on some American college campuses. At City University of New York’s Hunter College, the anti-Israel hate group “Students for Justice in Palestine” (SJP) chanted “Zionists out of CUNY!” and “Intifada! Intifada! Long live the Intifada, Death to the Zionists!” (Intifada means murdering innocent Jews.) Likewise, at UC Berkley in October, Muslim students shouted: “We support the intifada!” during an antisemitic, anti-Israel SJP rally.

At Temple University, an SJP member or sympathizer punched an innocent Jewish student in the face. A gang of SJP members screamed at the Jewish student that he was a “Zionist pig” and “kike” and deserved what he got. Repeated antisemitic incidents have reportedly made it unsafe to be Jewish at Vassar College.

Muslim terrorist plots have targeted American synagogues in New York, Los Angeles, Chicago and Washington DC.

On New York’s Upper West Side, a Muslim man attacked and struck a Jewish bookstore owner in the face, while screaming “F- the Jews!”

San Bernardino terrorist Sayed Farook specifically targeted and killed a pro-Israel Messianic Jewish co-worker, Nicholas Thalasinos. According to the victim’s friend, Farook had been threatening Nicholas, “telling him that Islam will rule the world, that Christians and Jews deserve to die; and that he (Nicholas) was going to die.”

We dare not increase this scourge.

An influx of Syrian Muslims would also further strengthen the Arab anti-Israel lobby, thereby weakening US-Israel relations.

Shockingly, despite these grave perils, HIAS, the Anti-Defamation League, AJC, Union for Reform Judaism and the national JCRCs signed a joint letter with vicious anti-Israel organizations (i.e. Muslim Public Affairs Council, CAIR, the pro-BDS Presbyterians) supporting dangerous Syrian immigration, opposing additional restrictions and security measures on Syrian refugees, and giving credibility to these terrible anti-Israel groups.

Even before the San Bernadino massacre, a Bloomberg poll showed that most Americans oppose bringing Syrian refugees here: 53% of Americans want to completely stop accepting Syrian refugees; plus 11% want to only accept Christian Syrian refugees. Only 28% favored continuing resettlement.

American Jews and the pro-Israel community should join ZOA and most Americans in opposing bringing more ISIS-infiltrated, Jew hating refugees here.


Morton A. Klein is National President of the Zionist Organization of America (ZOA), the oldest pro-Israel group in the U.S., founded in 1897. He is a member of the Executive Committee of AIPAC. Mr. Klein is widely regarded as one of the leading Jewish activists in the United States.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Łukasz Kos: Nieporadne to moje żydostwo

Łukasz Kos: Nieporadne to moje żydostwo

Mike Urbaniak


Łukasz Kos

Nie myślałem, że kiedykolwiek zobaczę paloną podczas legalnej demonstracji kukłę Żyda, że usłyszę od rządzących Polską, że jakaś grupa ludzi to pasożyty, które przenoszą choroby. Rozmowa z reżyserem teatralnym Łukaszem Kosem
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Panie Brtko, ja nic w życiu nie rozumiem, ale jedno wiem na pewno: tam, gdzie prawo krzywdzi uczciwych ludzi, tam jest amen. Tam wcześniej czy później przyjdzie kolej na każdego, nawet na tych, co takie prawa wymyślają”. Jakże aktualne w dzisiejszej Polsce słowa żydowskiego fryzjera Josefa Katza do “aryzatora” Antona Brtki.

Kiedy słyszę z sejmowej mównicy, że “prawo nie jest absolutne, nad prawem jest dobro narodu”, to aż ciarki mi przechodzą po plecach. Bo co to znaczy, że ktoś jest ponad prawem? To, że można wyeliminować zarówno jednostki, jak i całe grupy, a sobie przy okazji coś załatwić.

Gdy zaczynałem pracę nad cytowanym przez ciebie “Sklepem przy głównej ulicy” Ladislava Grosmana, do głowy mi nie przyszło, że język ideologii faszystowsko-katolickiej Pierwszej Republiki Słowackiej z 1942 roku będę słyszał w wydaniu współczesnego polskiego rządu. Czytam teraz książkę Victora Klemperera “Język Trzeciej Rzeszy” i z przerażeniem stwierdzam, że to, co słyszymy obecnie z ust naszych polityków, nie jest podobne do tamtego języka, jest identyczne! Nie myślałem, że za mojego życia zobaczę paloną na legalnej demonstracji na wrocławskim Rynku kukłę Żyda, że usłyszę od rządzących Polską, że jakaś grupa ludzi to pasożyty, które przenoszą choroby. 

A broniący demokracji są sponsorowani przez “żydowskiego bankiera”.

Brakuje jeszcze tylko hasła “Syjoniści do Syjamu!”, aż strach włączyć radio.

Od początku pracy w Teatrze Żydowskim czytam jak opętany o Marcu ’68. W powszechnej świadomości jest on wybrykiem komunistycznych władz, antysemickim incydentem, który blednie w porównaniu z Holocaustem, a w rzeczywistości był równie wielkim ohydztwem, które uruchomiło lawinę podłości i złamało życie tysiącom ludzi.

Polscy Żydzi znaleźli schronienie w kilku krajach, bo byli na szczęście tacy, którzy się nimi zaopiekowali, ale wtedy dla wygnanych to nie było takie oczywiste, choć w Polsce się uważa, że przecież Żydzi wyjechali do lepszego świata, porobili kariery i tak w ogóle to im zazdrościmy.

A to było niewyobrażalne upokorzenie, wielka ludzka tragedia. Dlatego odbieram Marzec ’68 jako ostatni akord Zagłady.

Przepłakałem całą noc, czytając “Zapiski z wygnania”, niezwykłą książkę marcowej emigrantki Sabiny Baral. Ona pisze, że Marzec ’68 zakończył 800-letnią tradycję polskiego żydostwa. Bardzo mnie to zabolało, bo jak to? Przecież ja tu jestem. Ale potem zdałem sobie sprawę, że Sabina Baral ma rację.

Idzie Kamińskiej, która z dumą prowadziła po wojnie Teatr Żydowski w Warszawie, urządzono w 1967 roku jubileusz. Henryk Grynberg wspomina go tak: „Na widowni przeważali wtedy Żydzi, bo każdy Żyd chciał być wtedy w Teatrze Żydowskim, jak w Sądny Dzień w synagodze. () Najpierw wydukali swe przemówienia drugorzędni bonzowie partyjni, potem parę serdecznych słów powiedzieli artyści, a gdy przyszła kolej na jubilatkę, podziękowała wszystkim po polsku, jak trzeba (), po czym oświadczyła, że chce się zwrócić do swej publiczności w języku, w którym od tylu lat przemawia ze sceny, i wygłosiła w jidysz krótkie przemówienie ku pokrzepieniu serc. » Nie martwcie się, kochani – mówiła – nie pierwsza to burza, jaką przetrwaliśmy, więc i tę przetrwamy. Złe wichry ucichną, nie takie rzeczy już przecież widzieliśmy «”. A to było ledwie 20 lat po pogromach, po komorach gazowych. Tej burzy Żydzi już nie przetrwali, bo za chwilę Polacy zmusili ich do opuszczenia ojczyzny.

Baral z kolei opisuje historię małżeństwa, które wyjeżdżając w Marcu ’68, zabrało ze sobą trumnę swojej córeczki. Wyobrażasz sobie, co musieli czuć ludzie, którzy nie chcieli, by nawet ich zmarłe dziecko leżało w polskiej ziemi?

Marzec to wielka trauma Teatru Żydowskiego. Wyjechała nie tylko Ida Kamińska, lecz także wielu aktorów.

Dlatego uważam, że powinien się w nim odbyć seans spirytystyczny, przebłaganie ducha Idy Kamińskiej.

Może teraz, kiedy Gołda Tencer została dyrektorką tej sceny, jest na to czas, bo – co uświadomiła mi Joanna Krakowska – wraz z Gołdą wrócił do Teatru Żydowskiego matriarchat.

Chodziłeś w ogóle to tego teatru?

Byłem w nim po raz pierwszy w 1981 roku na “Dybuku”, zabrali mnie na niego rodzice. Piękny spektakl, Leę grała Gołda. Ale jednocześnie miałem poczucie, że to miejsce jest smutne, opuszczone, że zatrzymał się w nim czas. Wtedy dookoła trwał karnawał “Solidarności”, także w teatrach. A w Żydowskim – cisza.

Teraz wracasz tu po raz pierwszy jako reżyser, choć tematy żydowskie brałeś już wcześniej na warsztat.

Brałem, jednak głównie ich unikałem, choć wszyscy mi powtarzali, że powinienem, bo – wiadomo – “jak nie ty zrobisz tematy żydowskie, to kto?”. Chciałem zawsze zrobić “Dybuka”, ale na razie się nie udało.

Zrobiłeś za to błyskotliwie “Naszą klasę” Tadeusza Słobodzianka w PWST we Wrocławiu.

To było po śmierci mamy, mój pierwszy zamach na żydowskie tematy.

Ale, o dziwo, nie odnaleźliśmy ze studentami w “Naszej klasie” tajemnicy tragicznego polsko-żydowskiego związku. U nas to była rzecz o rozpadzie grupy szkolnych przyjaciół, o tym, jak coś pięknego się rozwala.

Bliżej żydowskich tematów byłem przy “Bobiczku” Hanocha Levina w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu.

To też bardzo udany spektakl, jeden z lepszych Levinów w Polsce. A dlaczego właściwie wystawiasz teraz “Sklep przy głównej ulicy” Grosmana?

Bo to najbardziej serdeczny film o związku katów i ofiar, ale przede wszystkim chodziło oczywiście o grającą w nim Rozálię Lautmanovą Idę Kamińską. Filmowi Jána Kadára udało się bez wątpienia ocalić osobowość Kamińskiej, ona w nim naprawdę działa.

Dzisiaj w Teatrze Żydowskim działa wielowymiarowo.

Bo historia teatru żydowskiego w Polsce, nie tylko instytucji, ale też zjawiska, jest historią Kamińskich – Idy i wcześniej jej matki Ester Rachel. W filmie dokumentalnym o Idzie Kamińskiej “Jej teatr” jest taka scena, w której widzimy tę staruszkę na tle jakichś ruin, i kiedy się dokładniej przyjrzymy, okazuje się, że ona stoi na placu budowy Teatru Żydowskiego przy placu Grzybowskim, gdzie teraz siedzimy. Teatru, który był budowany dla niej i do którego nigdy nie weszła, bo w roku 1968 Polacy zmusili ją do wyjazdu.

Zaraz po tym, jak za “Sklep przy głównej ulicy” jako jedyna polska aktorka w historii dostała nominację do Oscara.

I won z Polski! Co ona musiała czuć, kiedy po powrocie do Warszawy ze światowego tournée zasugerowano jej, by spakowała walizki?

Wyjechała do Ameryki i straciła wszystko. Wysłałem do jej syna mail z prośbą, by opowiedział mi, jak wyglądały losy matki po opuszczeniu Polski, bo właściwie nic o nich nie wiemy. Odpowiedział z Nowego Jorku: “() Nie jestem pewien, na ile rozmowa telefoniczna () pomogłaby panu uzmysłowić sobie, jak wyglądało ostatnie dziesięć lat życia mojej mamy ()”.

Gościnnie Lautmanovą gra u ciebie obchodząca w zeszłym roku setne urodziny i uwielbiana przez publiczność Danuta Szaflarska, aktorka TR Warszawa.

Prowadząca sklep pasmanteryjny wdowa Lautmanová jest centralną postacią “Sklepu przy głównej ulicy”. Reżyserzy Ján Kadár i Elmar Klos wiedzieli, że aktorki do tej roli nie znajdą w Czechosłowacji, i postanowili wyruszyć na poszukiwania do Związku Radzieckiego. W drodze do Moskwy zatrzymali się w Warszawie, poszli do Teatru Żydowskiego, zobaczyli na scenie Idę Kamińską i wiedzieli, że dalej nie muszą szukać.

Ja z kolei nie wyobrażałem sobie w tej roli nikogo poza Danutą Szaflarską. To niezwykła aktorka i niezwykły człowiek. Przeszła przez całe swoje długie życie, wojnę i komunę, z podniesioną głową i nigdy się nie zeświniła. Nigdy! Kiedy dostała propozycję zagrania w moim spektaklu, od razu powiedziała “tak”, dodając, że Idę Kamińską znała i gdy ta dostała nominację do Oscara, ambasador USA w Warszawie wydał na jej cześć kolację i Danuta oczywiście na niej była.

Pani Danuta nie zwalnia tempa. Dużo gra, częściej odmawia, niż przyjmuje propozycje. Jak udało się ją namówić do zagrania kolejnej roli?

Na pytanie, dlaczego przyjęła propozycję z Teatru Żydowskiego, Danuta odpowiada: “Bo w Polsce jest antysemityzm. A ja chcę przeciw temu zaprotestować”. Cała ona.

Gdyby się nie zgodziła, nie robiłbym tego spektaklu.

Nie chcę tobie ani reszcie zespołu aktorskiego nic ujmować, ale zdajesz sobie sprawę, że ludzie będą walili do teatru drzwiami i oknami na Szaflarską.

Na tym polega moja żydowska przebiegłość.

Ale ten spektakl może być też moją historią i zdałem sobie z tego sprawę dopiero podczas prób.

Urodziłem się w 1970 roku, półtora roku po tym, jak starsza siostra mojej mamy Rema i jej mąż Zygmunt wyrzuceni z pracy musieli z trójką dzieci opuścić Polskę. Nie zdążyli się nawet spakować, kiedy do ich mieszkania przy Krakowskim Przedmieściu zapukali nowi lokatorzy. Babcia była już wtedy ciężko chora. Zmarła pod koniec 1968 roku. Dziadek nie miał sił, żeby zaczynać od nowa. Zmarł trzy lata później. Mama została.

W domu mówiło się o Marcu?

Coś tam do mnie dochodziło, jak to do dziecka, ale wtedy po prostu tego nie rozumiałem. Wiedziałem tylko, że mam rodzinę Braunów w Australii. Nie wiedziałem natomiast, że wyjeżdżając, nazywali się Gołaszewscy (to było nazwisko, które Zygmunt, jedyny z rodziny ocalały z getta, miał w papierach i dzięki temu przeżył wojnę). Polecieliśmy do nich pierwszy raz w odwiedziny, kiedy miałem pięć lat. Rema i Zygmunt myśleli, że przyjechaliśmy na stałe, i byli w szoku, gdy się dowiedzieli, że jednak wracamy do Polski.

A żydowskość była w domu?

Była, bo chodziliśmy przecież do dziadków na cmentarz żydowski. Ale oboje byli komunistami, więc żadnych świąt się w naszym domu nie obchodziło. Dopiero na początku lat 80., na fali odwilży spowodowanej 40. rocznicą wybuchu powstania w getcie warszawskim, mama postanowiła nas pchnąć w stronę tradycji. Potem zaczęła pracować w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego i do końca życia prawie codziennie oglądała dokumenty o gettach i obozach. Mój młodszy brat miał w synagodze Nożyków – jako pierwszy od wojny chłopiec w Polsce – bar micwę.

A ty?

A ja dostałem od cioci Remy pierwszy zegarek, to była moja bar micwa. Chodziliśmy też wtedy z bratem na lekcje hebrajskiego do pana Szapiro na Pradze, a mama zaczęła obchodzić żydowskie święta: Pesach, Purim, Rosz Haszanę. Miałem z tym jednak zawsze problem, bo czułem, że te kolacje są jakieś sztuczne, nieporadne.

Ty i ja też byliśmy kiedyś na takiej kolacji sederowej na Pesach, na której nikt do końca nie wiedział, co i kiedy powiedzieć, a na stole stała sałatka krabowa, choć owoce morza są niekoszerne, pamiętasz?

Pamiętam, pyszna sałatka. Ale są tacy, których owa nieporadna wędrówka zaprowadziła na łono ortodoksyjnego judaizmu, jak twojego brata.

To prawda, Mateusz skończył studia rabinackie w USA i został pierwszym po wojnie polskim rabinem. Nie pracuje jednak w Warszawie, o czym marzył, ale w Wielkiej Brytanii.

Być może okazał się zbyt ortodoksyjny jak na polskie warunki.

Dogadujesz się z bratem?

Tak, ale on już rzadko przyjeżdża. Kiedyś oglądał moje spektakle, teraz za bardzo nie może, kiedy na scenie śpiewają kobiety, o nagości nie wspominając. Ale mam nadzieję, że da się namówić na “Sklep przy głównej ulicy”. Tym bardziej że konsultuję się z nim w różnych kwestiach.

Mówiłeś o babci i dziadku, którzy byli komunistami, ale powiedzieć “komunista” o twoim dziadku to nic nie powiedzieć. Chaskiel Kameraz był wykładowcą Instytutu Czerwonej Profesury w Moskwie, przekształconej później w Wyższą Szkołę Marksizmu-Leninizmu przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

A potem przez dziesięć lat siedział w obozie.

Bardzo chciałbym odkryć całą historię dziadka, który po przyjeździe do Polski zaczął pracować w Centralnym Komitecie Żydów Polskich i spisał swoje przeżycia w jidysz. Mam oryginał i tłumaczenie wujka Zygmunta. Kiedyś to zrobię w teatrze, ale na razie dostałem od Gołdy Tencer propozycję na małą scenę, a ja mojego dziadka na małej scenie zamknąć przecież nie mogę.

Jakie imiona mają twoje dzieci?

Ezra, Rema i Ninel. Dlaczego pytasz?

Bo mówisz, że nieporadne jest to twoje żydostwo, że masz do niego dystans, a dzieci nie nazwałeś jednak Piotrek, Tomek i Kasia.

Był też pomysł na Piotrka, przysięgam, ale Joanna – moja partnerka – znalazła imię Ezra, co znaczy “pomoc”, a my potrzebowaliśmy pomocy. Pierwsza córka urodziła się w nocy, po naszym przylocie z Australii, gdzie wraz z mamą żegnaliśmy się z umierającą Remą, dostała więc imię po niej. A najmłodsza, Ninel, po mojej mamie.

Ninel to imię, które wymyślił twój dziadek Chaskiel. Jest anagramem słowa Lenin.

Mama długo się z tym męczyła, czuła wstyd. Ojca kochała, ale imienia na cześć Włodzimierza Lenina już nie. Ktoś jej w końcu powiedział, że “nin” to po hebrajsku “prawnuk”, a “El” – wiadomo – “Bóg”. Bożą prawnuczką mogła być. Przeciwko imieniu Ezra protestowały obie nasze rodziny: “Nie krzywdźcie dziecka! Po co ma się męczyć?”, ale od kiedy pojawił się film animowany “Gwiezdne wojny: Rebelianci”, wszyscy koledzy synowi zazdroszczą, bo główny bohater nazywa się Ezra Bridger.


rekomendowala: Sabina Baral
Łukasz Kos (ur. 1970) – reżyser teatralny i aktor, absolwent stołecznej Akademii Teatralnej. Był asystentem Rudolfa Zioły, Krystiana Lupy i Andrzeja Wajdy. Zadebiutował w 1998 r. “Dziadami” w Teatrze Ludowym w Krakowie. Był etatowym reżyserem Teatru Nowego w Łodzi i konsultantem programowym Teatru Powszechnego w Warszawie. Można go zobaczyć w roli Dżepetta w “Pinokiu” w reżyserii Anny Smolar w Nowym Teatrze w Warszawie. W Teatrze Żydowskim reżyseruje “Sklep przy głównej ulicy” Ladislava Grosmana, w którym w roli Rozálii Lautmanowej wystąpi Danuta Szaflarska. Premiera 12 lutego

 

List Łukasza Kos do Sabiny Baral

Pani Sabino, czytam Pani książkę i cały czas płaczę… A nie jestem z tych bardzo podatnych. Jak to jest, że tyle ludzi o tym starało się opowiedzieć, a ciągle wymykało się to co najważniejsze, ciągle brakowało mocy, brakowało tych a nie innych słów, żeby doszło jaką hańbą był – nie – ciągle jest 68 rok. Ja urodziłem się już po 68 roku w którym wyjechała prawie cała rodzina mojej mamy, w każdym razie została kompletnie rozbita

i dotąd nie dochodzło do mnie jakie znaczenie dla mojego życia miał ten fakt.

Pani książka przez bardzo głęboką introspekcję swojego własnego losu pozwala mi spojrzeć na mój.

Pani powiedziała coś ważnego, że wyjeżdżając czuliście że wraz z Wami kończy się kilkusetletnia historia polskich Żydów.
Te słowa bardzo mnie zabolały.
Ale zabolały bo są prawdziwe
68 skończył historię polskich Żydów.
My którzy tu zostaliśmy już nimi nie możemy być.
Zawsze kiedy różni ludzie, znajomi próbujący heroicznie przeprowadzać jewish revival in Poland zapraszali mnie na święta żydowskie, czułem straszne skrępowanie, jakbym uczestniczył w czymś niestosownym wymuszonym, nieautentycznym.
I miałem z tego poczucie winy.
Czułem potęgę żydowskiego dziedzictwa, ale niedostępną, tak naprawdę do dziś nie wiem jak się z nią skontaktować
Czuję że ciągle najżywszymi i najbardziej autentycznymi miejscami żydowskimi w Polsce są cmentarze. Tam czuję spokój. Tam czuję że wszystko jest na swoim miejscu.

Dziś myślę że ja się urodziłem w krajobrazie – pełnym smrodu i wstydu
Tym krajobrazie, który najcelniej opisał Rudnicki w swoim eseju „Teatr zawsze grany” – w eseju pisanym przez tego, który pozostał, pełen poczucia winy, za jakieś współuczestnictwo w świństwie, które się stało
W tym krajobrazie, którego Pani uniknęła, bo nie dała Pani zgody na życie ze spuszczoną głową

Ten moment, ten czas wygnania, te kilka lat Pani życia, do których Pani wraca w swojej książce okazały się bezcennym skarbem. Tam krzyżuje się do dziś tyle wątków, które są kluczem do zrozumienia co się wtedy stało

Ja trafiłem na Pani książkę via Teatr Żydowski i Ida Kamińska
Tym bardziej z radością znalazłem fragment w którym mówi Pani że wśród autografów przez Panią zbieranych był też podpis Idy Kamińskiej.

Pracuję teraz nad Sklepem przy Głównej Ulicy. To ten pierwszy fim z Europy wschodniej który dostał oscara. Opowiada o 1942 i pozbyciu się Żydów ze Słowacji.
ale coraz bardziej robi się z tego historia o 68, o Idzie Kamińskiej, jej wygnaniu i o tych którzy na jej wygnaniu skorzystali. Bo na tym zawsze ktoś jednak korzysta.

Bo tak jak Pani pisze w Polsce nikt nie bierze na siebie tej historii – to ciągle historia o komunistycznej prowokacji, polityczna historia Polski, opozycyjna gawęda o złym systemie, a nie o ludziach
życiowe sukcesy, ucieczka do tzw lepszego zacodniego świata – („właściwie to wam zazdrościliśmy”) przysłania zrozumienie sytuacji w której się wtedy znaleźliście.

Niestety
wszystko wskazuje na to że Polska się nie zmieniła, że zmiana była złudą
nieprzepracowano tego co było do przepracowania
Tuż pod oknami ratusza w którym prezydent klękał przed Panią i prosił o wybaczenie – kilka dni temu spalono kukłę Żyda i nikt nie interweniował
Na Pani pytanie Czy wy o tym wiecie? odpowiadam: Nie wiemy, nie wiemy
A nawet jak o tym mówimy – pomijamy sedno

Ma Pani rację to Polska potrzebuje Pani dużo dużo bardziej niż Pani Polski

Pani Ruta miała rację że Panią namawiała
To bardzo bardzo ważne że napisała Pani tę książkę
Trzeba wydrzeć z siebie coś tak osobistego, coś tak intymnego i tak bolesnego – żeby w ogóle coś w powietrzu zaczęło się zmieniać

Chciałem spytać czy ewentualnie mógłbym użyć fragmentów Pani książki w spektaklu lub w programie do niego
Choć Pani książka zasługuję na osobną inscenizację
Choć czy jakiemuś aktorowi udałoby się opowiadać o tym, tak jak Pani o tym opowiada

Dziękuję
I pozdrawiam najserdeczniej


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com