Archive | 2017/03/03

Gdy myślę „Zygmunt Bauman”

Gdy myślę „Zygmunt Bauman”

Szymon Wróbel


Autorka: Joanna WitekAutorka: Joanna Witek

Gdy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę o figurze tłumacza i jego zadaniu, które jest zadaniem nieustannego przekładu z języka polityki na język praktyki i indywidualnego doświadczenia, z języka nauki na język działania zbiorowego, z języka socjologii na język mediów.

Po śmierci Zygmunta Baumana, która mnie zaskoczyła, wykonałem pracę żałoby polegającą na próbie odpowiedzi na proste pytanie: co myślę, gdy mówię „Zygmunt Bauman”? Poniższy tekst jest zapisem tej chwili zastanowienia, namysłu nad znaczeniem i stawką pisarstwa Zygmunta Baumana. Jest próbą domyślenia się jego nieoczywistego znaczenia.

Aktywna utopia

Kiedy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę nade wszystko o „aktywnej utopii”. Nie jest to chimera poszukiwania wysp szczęścia, innych światów, fikcyjnych dostatnich społeczeństw. Nie jest to również projekt modernizacji społeczeństwa tradycyjnego ani racjonalna utopia oświecenia. Aktywna utopia to zbiór przeświadczeń i postulatów, pozwalających na stałą i niekończącą się korektę świata społecznego, w którym żyjemy. Bauman swoją książkę z 1976 r. zatytułowaną „Socialism: The Active Utopia” zaczyna od rozdziału „Utopia a rzeczywistość”, demonstrując, że utopia to nade wszystko wizja dotycząca przyszłości, a zatem nadchodzącej teraźniejszości. Utopia nie jest poróżniona z rzeczywistością, ona jest jedynie korektą narzuconą rzeczywistości. Utopia pozwala nam zatem sformułować odpowiedź na jedno z podstawowych pytań z Kantowskiej antropologii: na co możemy mieć nadzieję?

Dla Baumana utopia jest wypełniona konkretną treścią. Utopia to utopia socjalistyczna. Bauman pisze explicite: socjalizm ujawnił się w XIX-wiecznej Europie w formie utopii. Ta nakazała ludziom myśleć o społeczeństwie nie jako czymś, co należy utrwalać i konserwować, ale jako czymś, co należy uszlachetniać, poprzez ustanowienie społeczeństwa ludzi równych i wolnych. To umożliwia tylko demokracja, która do dziś funkcjonuje w myśleniu filozoficznym jako skandal.

Demokracja nie jest tu rozumiana jako „dyktatura ludu” – homogenicznej wspólnoty obywateli, którzy strzegą swego prawa do obywatelstwa (lub terytorium) – ani jako „demokracja proceduralna”, rozumiana jako zbiór praw i uprawnień silniejszych od woli ludu, ale jako krytyczne rozszerzenie zbioru liberalnych wolności. Liberalizm, w swej najbardziej uszlachetnionej formie, widzi równość formalnie jako ustanowienie warunku wolności; socjalizm, przeciwnie, widzi równość jako sposób urzeczywistnienia i ustanowienia społeczeństwa. Stąd hasło: „Socjalizm albo barbarzyństwo”.

Socjalizm jest demokracją w działaniu. To uzasadnia i pozwala zrozumieć tak silne zainteresowanie Baumana socjalizmem brytyjskim, o którym pisze w swej książce z 1959 r. zatytułowanej „Socjalizm brytyjski. Źródła, filozofia, doktryna polityczna”. Demokracja, jeśli nie chce być tylko emblematem, techniką rządzenia lub procedurą administrowania światem społecznym, musi być praktykowaniem równości.

Utopia jest zatem aktywną utopią, aktywnie oddziałującą na nasze myślenie, wrażliwość i działanie. Utopia jest utopią socjalistyczną, albowiem to socjalizm pozwala nam myśleć o ustanowieniu społeczeństwa ludzi równych i wolnych. Znaczy to jednak, że socjalizm wymaga kultury socjalistycznej. Socjalizm to nade wszystko „kultura jako praktyka”, a zatem walka z kulturą hegemoniczną. To główny wniosek, jaki Bauman wyprowadza z lektury „Listów z więzienia” Antonio Gramsciego. W książce „Culture as Praxis” z 1973 r. Bauman powiada zupełnie otwarcie, że kultura to nie system (w polemice z Talcottem Parsonsem) i nie struktura (w polemice z Claudem Lévi–Straussem) ani nawet zbiór funkcji (w polemice z Pierre’em Bourdieu), ale wspólne praktykowanie wartości służących ustanowieniu dobrego społeczeństwa. Gdyby kultura była tylko kulturą hegemoniczną, nie mielibyśmy prawa do jakiejkolwiek zmiany, nie mielibyśmy prawa do nadziei.

Szymon Wróbel: – Aktywna utopia, socjalizm, kultura jako praktyka, przekład – tym właśnie korpusem pojęciowym i o tym zbiorze warunków życia społecznego myśli Zygmunt Bauman i ja o tym myślę, gdy przywołuję jego imię.

Podsumujmy zatem: gdy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę nade wszystko aktywną utopię. Ta jednak odsyła mnie do socjalizmu jako znaczącej korekty liberalizmu. Socjalizm jest niemożliwy bez kultury socjalistycznej, ale kultura okazuje się praktyką, która nie jest ani „zmysłem praktycznym”, ani „ucieleśnionym rozumem”, ani nawet „refleksyjnym działaniem”, ani tym bardziej habitusem lub zbiorem nawyków, ale próbą dostrojenia się do siebie naszych zbiorowych celów ukierunkowanych na ulepszenie świata społecznego, tj. rodzaj politycznego zestrojenia, politycznej orkiestracji bez odwoływania się do idei dyrygenta.

Intelektualista jako tłumacz

Dyrygent jest zastąpiony intelektualistą publicznym, który jest tłumaczem, a nie mędrcem lub ekspertem. Gdy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę zatem o figurze tłumacza i o jego zadaniu, które jest zadaniem nieustannego przekładu z języka polityki na język praktyki i indywidualnego doświadczenia, z języka nauki na język działania zbiorowego, z języka socjologii na język mediów etc. Tłumacz z tego względu staje się tworem nieczystym, gatunkiem problematycznym, a jego język złożony jest z tłumaczonych języków znajdowanych w świecie. Aktywna utopia, socjalizm, kultura jako praktyka, przekład ­– tym właśnie korpusem pojęciowym i o tym zbiorze warunków życia społecznego myśli Zygmunt Bauman i ja o tym myślę, gdy przywołuję jego imię. W jakim jednak świecie myśli Bauman?

W świecie pełnym ambiwalencji, tj. życia nierytmicznego, świecie nieprzejrzystości tego, co społeczne, tj. świecie niezdolnym do dokonania działania w kierunku ustanowienia socjalizmu. Bauman pisze w świecie po dokonaniu demontażu tego, co społeczne, i tego, co wspólne. Pojęcie wspólnoty zostało uprowadzone przez nieskończenie podzielne wyobrażone wspólnoty – wspólnoty narodowe, etniczne, sportowe, zdrowotne (chorych na bulimię lub chorobę Alzheimera), artystyczne, mieszkaniowe, kulinarne etc. Pojęcie wolności zostało natomiast uprowadzone przez język ultraliberalizmu, który mówi jedynie o wolności jako braku przeszkód dla dalszych przepływów i wolności zogniskowanej w jednostce.

Twierdzę, że dla Baumana centralnym pojęciem w opisie świata społecznego wcale nie była kategoria ambiwalencji z książki „Modernity and Ambivalence” z 1991 r., po polsku funkcjonująca jako „wieloznaczność” („Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna”), ani ponowoczesności z „Ponowoczesność jako źródła cierpień”, ani nawet płynności. Twierdzę, że najbliższe Baumanowi jest pojęcie wypożyczone ze słownika Norberta Eliasa, tj. pojęcie społeczeństwa jednostek. W przestrzeni ambiwalencji i płynności można być, kim się chce, mamy pozorną swobodę wyboru symbolicznej tożsamości, lecz aby tam zaistnieć, musimy wybrać jedną tożsamość, która zawsze w pewien sposób nas zdradza i która co prawda nigdy nie będzie w pełni adekwatna, ale jest niezbędna do tego, aby w tym świecie zaistnieć.

W świecie ambiwalencji nie jestem zmuszany do trwałej symbolicznej identyfikacji, rezygnuję i resetuję prawno-polityczną tożsamość mojej jaźni, istniejącej dzięki określonemu miejscu w strukturze społeczno-symbolicznej, muszę jednak mieć pewną tożsamość (ikonę), aby w tę sieć w ogóle wejść, aby się w niej zarejestrować. Płynność świata prowadzi do skupienia jednostek i skupienia się na jednostkach.

Krytyka społeczeństwa jednostek

Wszystkie książki Baumana na temat płynności to krytyki „społeczeństwa jednostek”, społeczeństwa po demontażu tego, co społeczne. „Płynna nowoczesność” z 2000 r. stwarza ramę teoretyczną dla analizy płynności i powiada o wycofaniu się lub skryciu samego pojęcia społeczeństwa, tak jakby Bauman chciał do końca przestraszyć nas (i siebie samego) słynnym stwierdzeniem Margaret Thatcher z 1987 r.: „There is no such thing as society”.

Kolejne tomy pisarstwa Baumana mówią już tylko o konsekwencjach tego demontażu, tj. opowiadają o losach pojęć, które nie mogą być myślane osobno, ale muszą być myślane razem, lecz z powodu „płynności” myślane są w ramach „społeczeństwa jednostek”. Są to kolejno pojęcia: miłości („Liquid Love: On the Frailty of Human Bonds”, pol. „Razem osobno”, 2003), życia („Liquid Life”, pol. „Płynne życie”, 2005), lęku i bezpieczeństwa („Liquid Fear”, pol. „Płynny lęk”, 2006), czasu i niepewności („Liquid Times: Living in an Age of Uncertainty”, pol. „Płynne czasy. Życie w epoce niepewności”, 2006), wiedzy i inwigilacji („Liquid Surveillance: A Conversation”, pol. „Płynna inwigilacja. Rozmowy”, 2013), wreszcie bogactwa i biedy, pracy i bezrobocia („Does the Richness of the Few Benefit Us All?”, pol. „Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy”, 2013).

Szymon Wróbel:Miłości, wiedzy, bezpieczeństwa, pracy, ale także własnego życia i czasu nie da się doświadczyć osobno. Pewnych rzeczy nie da się zrobić i nie należy robić w samotności.

Bauman pisze zatem o społeczeństwie rozmontowanym, tj. o społeczeństwie ludzi rozerotyzowanych, ale pozbawionych miłości, ludzi pracujących, ale pozbawionych miejsc pracy, ludzi poszukujących bezpieczeństwa, ale stale przerażonych, ludzi mających dostęp do wiedzy, ale żyjących w niepewności, ludzi pragnących bogactwa i celebrujących bogaczy, ale doświadczających biedy, ludzi, którym wydaje się, że jeszcze coś tworzą, ale już dawno temu zostali przekształceni w konsumentów.

Po dokonaniu takiej diagnozy na temat rozbiórki „społeczeństwa”, Bauman zadaje lakoniczne pytanie: czy w zindywidualizowanym społeczeństwie może istnieć jeszcze polityka? Miłości, wiedzy, bezpieczeństwa, pracy, ale także własnego życia i czasu nie da się doświadczyć osobno. Pewnych rzeczy nie da się zrobić i nie należy robić w samotności. To dlatego jedynym przedmiotem myśli Baumana jest samo życie, którego czarny wir próbował opisać w zwierzeniu zatytułowanym „To nie jest dziennik”. Życie jest tym, co wspólne, i nie ma życia poza tym, co wspólne. Nieobecność socjalizmu w naszym myśleniu o życiu prowadzi do prywatyzacji życia. Ta oznacza wszakże śmierć „aktywnej utopii” i „kultury jako praktyki” lub raczej „wspólnych mnogich praktyk”. To wszystko łącznie oznacza śmierć ludzkich nadziei.

Nie tylko przepływy

Wyprowadzam wniosek ostateczny. Bauman jest socjologiem głęboko skonfliktowanym ze swoim czasem. Bauman nie pisze pochwały płynności, swobodnych przepływów, niepewności, wolnej miłości, przerażających nierówności, rozproszonego czasu, pustego życia, iluzji nieśmiertelności, życia na przemiał. Społeczeństwo to nie tylko przepływy. Przepływ nie wystarcza do ustanowienia społeczeństwa, trzeba do tego jeszcze socjalistycznej praktyki. Żeby coś zaszło, nie wystarcza, aby coś szło, przeciwnie, często trzeba, aby coś nie poszło dalej, trzeba jeszcze zatrzymania, połączenia, powiązania, bycia razem. Bauman, w rezultacie, pisze o naszych niespełnionych nadziejach na lepsze życie.

Autor „Płynnych czasów” jest pisarzem śmierci aktywnej utopii, opisującym wykluczenie socjalizmu z naszego myślenia i odczuwania. To wykluczenie prowadzi do unieważnienia polityki przyjaźni, etyki gościnności, niezbędnej w chwili, gdy bliźni pojawia się u naszych drzwi, tj. gdy na granicy, u progu społeczeństwa jednostek, zjawia się nieproszony gość. Nie jest to abstrakcyjny Inny filozofów, jest to materialny Inny z wyrazistą twarzą, niemiłym oddechem, obcą mową, niezrozumiałymi zwyczajami, bulwersującym ubiorem i niewygodnymi wierzeniami religijnymi. Jest to obcy, który szuka u naszych drzwi bliskości, obcy, o którym pisze Bauman w książce „Strangers at Our Door” z 2016 r. w kategoriach paniki moralnej.

Kiedy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę jego konkretność, myślę jego twarz, myślę chwilę, kiedy po raz pierwszy przeczytał „Zimę o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta” Janiny Bauman. Kiedy myślę „Zygmunt Bauman”, myślę o swoim ostatnim liście od Profesora, gdzie odpowiada na moją prośbę o podanie tytułu wystąpienia na konferencji o ateizmie, którą miał otwierać w październiku tego roku na wydziale „Artes Liberales” UW. Odpowiedział na moją prośbę najprościej, jak potrafił, kierując się jak zwykle przyjaźnią dla świata: „O niesamowystarczalnym Człowieku w poszukiwaniu Boga…” i dodał: „Jeśli dożyję i jeśli w październiku będę mógł polskich przyjaciół bez szkody dla nich odwiedzać…”.


Szymon Wróbel
profesor zwyczajny na Wydziale „Artes Liberales” UW oraz w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie. Psycholog i filozof. Absolwent Wydziału Nauk Społecznych (psychologia) UAM w Poznaniu. Ostatnio opublikował: „Polska pozycja depresyjna: od Gombrowicza do Mrożka i z powrotem” (wyd. Universitas, Kraków 2015) oraz „Filozof i terytorium. Polityka idei w myśli Leszka Kołakowskiego, Bronisława Baczki, Krzysztofa Pomiana i Marka J. Siemka” (wyd. IFiS PAN, Warszawa 2016).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Why Were the 7,000 Antisemitic Incidents Under Obama Largely Ignored?

Why Were the 7,000 Antisemitic Incidents Under Obama Largely Ignored?

Seth Frantzman


A door spray-painted with a swastika. Photo: Twitter.A door spray-painted with a swastika. Photo: Twitter.

In the last two months, almost 100 Jewish community centers and day schools have been targeted with antisemitic threats. The map of the threats is shocking. It stretches from Maine to Florida, Texas, Colorado, all the way to California and Washington. Despite more than 190 antisemitic incidents, no arrests have been made. These are terrifying times for many, and there is a feeling that antisemitism is reaching a crescendo in the US. The perception is that America has historically been safe and tolerant, but today a rising “wave” of antisemitism may be breaking on its golden door.

The US administration’s response has been tepid at best, and a case of denial at worst. Although Vice President Mike Pence stopped by a desecrated cemetery in St. Louis, it took more than a month for US President Donald Trump to make his denunciations clear, despite numerous chances to do. Trump is personally blamed for “unleashing” antisemitism during the election campaign last year. Rabbi Daniel Bogard, a victim of online antisemitic abuse, told the JTA,“There has been permission that’s been given to say these things we didn’t used to say.”

This feeds a growing narrative about the rise in antisemitism. There are more than nine million results in Google relating to “Trump antisemitism,” including the recent headlines “Report: Trump mulling axing antisemitism envoy as part of budget plan,” and “Trump suggests Jewish community is spreading antisemitic threats.”

However, Mark Oppenheimer at The Washington Post notes, “There is no good statistical evidence (yet, anyway) that Americans have grown more anti-Semitic in recent months…Overall, however, we won’t know for many more months, when the FBI and the Anti-Defamation League have better data to work with, if Nov. 9, 2016, was the start of something new or just a continuation of a regrettable but enduring legacy.”

The Anti-Defamation League has released a list of the 10 worst antisemitic incidents of 2016, though the data for that year is not yet complete. There is data, however, for previous years.

If there was a major rise in antisemitism, then the 190 incidents that the media have reported on in the first two months of 2017 should be significant. That’s 95 a month. Let’s use that as a barometer and look at the first seven years of Barack Obama’s presidency. The 2016 data, when it is released, will be influenced by the apparent rise in antisemitism during the election. But the years 2009-2015, for which we have data, are untainted by the alleged rise in attacks from Trump supporters.

There were 1,211 antisemitic incidents in Obama’s first year in office. This was after four straight years of declining antisemitism. For instance, in 2008, there were 1,352 incidents. Attacks had peaked in 2004 with 1,821.

Over the years, the number of incidents continued to decline. After an initial uptick to 1,239 in 2010, they declined to 751 in 2013. They began to rise again to 914 in 2015, the last year for which we have data. When we tally the total number of incidents between 2009 and 2015, the overall number of attacks reaches more than 7,000. However, the number of assaults increased, almost doubling during the Obama administration.

Overall, there was an average of 84 incidents a month under the Obama administration. Let’s step back for a moment and compare that to the 95 incidents between January and February 2017. That’s a 10% increase. It could be more once all the data comes in. But the media haven’t been telling us there is a slight increase; the narrative has been that there is an antisemitic wave sweeping the US. In Berlin, there was a 16% increase in antisemitic incidents by comparison. It was also “sweeping” the UK in 2014.

One of the key indicators of rising antisemitism during the Obama years was the number of physical assaults. From a low of 17 in 2012 they rose to 56 in 2015. The ADL noted a “dramatic rise” in assaults that year.

So why are headlines today claiming a “pandemic” of antisemitism in the US? Abe Foxman used the word “pandemic” to describe antisemitism in the US in 2009. “This is the worst, the most intense, the most global that it’s been in most of our memories. And the effort to get the good people to stand up is not easy,” he said in a speech that year. Jonathan Greenblatt said in November of 2016 that the US was suffering extreme levels of hate. “Anti-Jewish public and political discourse in America is worse than at any point since the 1930s,” he was quoted by JTA as saying.

Looking back almost a decade puts things in perspective. Where was the media in 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015 to highlight thousands of incidents of antisemitism? 210 physical assaults on Jews. 3,900 threats against Jews and Jewish institutions. 2,900 incidents of vandalism. 180 incidents of antisemitism on campus. Every six days, a Jewish person in America was being attacked in 2015 and it went largely ignored. On average, there were threats every day against Jews and Jewish institutions over the last eight years and most of them did not receive headlines.

There were also incidents of vandalism every day on average. Why did 7,034 incidents of antisemitism not get major headlines for so long? Was it because of an agenda to protect the Obama administration from criticism, or due to complacency and people becoming inured to the phenomenon? The cesspool and swamp from which today’s hate crimes on Jewish cemeteries emerge is not in a vacuum and it may not be due to the toxic divisions of 2016; it may have deeper roots. That’s the elephant in the room: 7,000 incidents that were recorded — and reported by the ADL — which almost no one wants to talk about.

Is the media misleading us through fear-mongering about antisemitism in the United States? The data seems to show that the recent wave of threats, while unique in their target and regularity, are not a massive increase from years past. Threats occurred throughout the last decades, and many went unreported. The key indicator of physical assaults has been rising in the last years. Campus antisemitism, the ADL says, peaked in 2015. The most important thing is to present the public with real data on the number of incidents. The 24-hour news cycle tends to encourage the feeling that antisemitism is leaving people under siege, with swastikas on subways and memorials, at rural synagogues and on homes.

There is also a tendency to feed a narrative that there is a major rise in hate crimes in the United States connected with the toxic election of Trump. There may be a rise in hate crimes, but many of them are not directed at Jews; many of them are directed at Muslims and other groups, such as the Georgia couple recently sentenced for threatening African-Americans.

The reality is that the American press even ignores serious antisemitism in other countries, while reporting on its expression in the US. Video footage recently emerged of a preacher at Canada’s Al Andalous Islamic Centre — Sheikh Wael Al-Ghitawi — claiming Jews were “people who slayed the prophets, shed their blood and cursed the Lord.” Another sermon in Toronto referred to the “filth of the Jews.”

Are there videos in America of anyone preaching such hatred openly without a pushback?

This raises serious questions about how we discuss and learn from antisemitism. When people sit through a sermon and don’t raise a hand in protest when a preacher says Jews should be killed, that’s a huge problem.

What about when there are clear cases of antisemitism whose perpetrators are not charged with hate crimes? In Avignon, a man tried to light firecrackers in front of a synagogue, but was cleared of antisemitism charges. He just happened to do it in front of a synagogue, not any of the dozens of churches in the town?

This is one of but many examples.

The question is: Are we only offended by certain types of antisemitism and not others?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


PURIM W MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN

PURIM W MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce


11 marca (sobota) zapraszamy na Rodzinny Bal Purimowy w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

W tym roku będziemy bawić się przy muzyce zespołu The Warsaw Dixielanders.
Nie zabraknie również tradycyjnych humentaszy.
Dla najmłodszych czeka wiele atrakcji w miejscu edukacji rodzinnej „U króla Maciusia”
Purimowe przebrania obowiązkowe, najlepsze stroje zostaną nagrodzone!
Zabawę rozpoczynamy o godz. 20.00

Wstęp wolny, po potwierdzeniu obecności (komunikacja@tskz.pl lub 22/620.05.47 lub 620.05.54)

plakat happy purim plakat

Organizator: Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce
Partner: Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Zrealizowano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com