Archive | April 2017

NIE, POLSKIE ELITY NIE RATOWAŁY ŻYDÓW – JAN GRABOWSKI

KrytykaPolityczna.plNIE, POLSKIE ELITY NIE RATOWAŁY ŻYDÓW

JAN GRABOWSKI


jan-grabowski

Oburzenie wsparte o brak wiedzy to przepis na bardzo kiepską historię – prof. Jan Grabowski polemizuje z Grzegorzem Berendtem z IPN-u.

W wypowiedzi opublikowanej w „Haaretz” 27 lutego 2017 roku dr Grzegorz Berendt, historyk i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej – mianowanego przez państwo polskie „kustosza” pamięci historycznej – wyraził swoje zastrzeżenia wobec artykułu Ofera Adereta z 10 lutego dotyczącego roli pewnych segmentów polskiego społeczeństwa w eksterminacji Żydów polskich w czasie Holokaustu. Ponieważ artykuł Adereta dotyczył mojej książki Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945, która właśnie ukazała się w języku hebrajskim nakładem Yad Vashem, oraz obszernie nawiązywał do jednego z udzielonych przeze mnie wywiadów, czuję się w obowiązku odpowiedzieć na insynuacje i przeinaczenia Berendta.

Dość emocjonalna polemika dr. Berendta składa się z trzech części. W pierwszej z nich autor zajmuje się cierpieniem narodu polskiego pod okupacją nazistowską. Przywołane przez niego dobrze znane i często powtarzane fakty historyczne są niekwestionowane i oczywiste. Poziom terroru wprowadzonego w Polsce przez Niemców był znacznie wyższy niż wśród innych okupowanych narodów Eurelopy Zachodniej. Zgoda. Niejasne pozostaje natomiast znaczenie tego stwierdzenia Berendta dla bieżącego zagadnienia. Artykuł Ofera Adereta (oraz moja praca) nie skupiają się na cierpieniu Polaków (czyli zjawisku dobrze udokumentowanym), ale na dużo gorzej zbadanych zbrodniach Polaków przeciwko ich bezsilnym współobywatelom – Żydom. Berendt daje do zrozumienia, że samo istnienie niemieckiej polityki ludobójczej skierowanej przeciwko Polakom w jakiś sposób odpiera i rozładowuje „niewygodne” odkrycia na temat zaangażowania Polaków w zagładę Żydów tego kraju. Jest to – oczywiście – nierozsądne, i sprawia obłudne wrażenie.

Druga część polemiki Berendta sugeruje, że w Polsce przedsięwzięto ratowanie Żydów na wielką skalę. Niestety, takie stwierdzenie przeczy dekadzie żmudnych badań historycznych prowadzonych w kraju i za granicą. Berendt przekonuje, że zarówno polskie elity, jak i przywództwo państwa polskiego (na uchodźstwie, w Londynie) współczuło Żydom w ich niedoli. Nie wspomina jednak o tym, że rzadkie publiczne deklaracje wsparcia ze strony polskiego rządu na uchodźstwie spotykały się z nieskrywaną wrogością polskiego ruchu oporu i miejscowej ludności. Generał Stefan Rowecki, głównodowodzący ruchem oporu, uciekł się nawet do ostrzeżenia władz w Londynie, że jeśli nie ograniczą swoich wypowiedzi na temat Żydów, to zrażą do siebie polski lud. Jeszcze dalej posunął się Jan Karski, podziemny kurier, którego słowa często się cytuje. Powiadomił władze, że „rozwiązanie kwestii żydowskiej” mogło być prawdopodobnie „jedynym pomostem pomiędzy niemieckim okupantem a większością społeczeństwa polskiego”.

Twierdzenie za Berendtem, że te nieliczne znane nam deklaracje polskich „elit” miały wpływ na sytuację w Polsce, jest – mówiąc wprost – błędem historycznym. Stosunek decydentów do Żydów w okupowanej Polsce można nazwać w najlepszym przypadku obojętnym, a w najgorszym: nieskrywanie wrogim. Roman Knoll, jeden z najwyżej postawionych członków cywilnych władz podziemnych, jeszcze w lecie 1943 roku pisał, że w niepodległej Polsce nie będzie miejsca dla Żydów – nawet tych nielicznych, którym uda się przetrwać Holokaust: „masowe mordowanie Żydów w Polsce prowadzone przez Niemców zmniejszy problem żydowski, ale nie usunie go całkowicie” – pisał Knoll. Deklarację Knolla powielała polska prasa podziemna i z lewej, i z prawej strony – przykłady są zbyt liczne, by tu cytować. Z punktu widzenia umierających Żydów rzadkie wyrazy wsparcia z Londynu nie miały żadnej wagi; liczyła się postawa przywódców miejscowego ruchu oporu, jak również wysokich funkcjonariuszy polskiego Kościoła katolickiego. Obie te strony dotkliwie zawiodły Żydów. Szczególnie dojmujące było milczenie Kościoła.

Podobnie fałszywe jest stwierdzenie Berendta o rzekomej powszechności zjawiska „pomocnej dłoni”. Pomoc Żydom – wskazuje Berendt – była działaniem nadzwyczaj ryzykownym, a kara śmierci wprowadzona przez Niemców miała silne działanie odstraszające. IPN-owski historyk po raz kolejny daje fałszywy obraz rzeczywistości historycznej: do niesienia pomocy kara śmierci zniechęcała tak skutecznie, ponieważ udzielanie schronienia Żydom nie spotykało się ze społecznym przyzwoleniem. Wprowadzenie przez Niemców kary śmierci za szereg innych przestępstw i naruszeń niemieckiego porządku nie odniosło podobnego skutku. Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie? Przecież nie brakowało ludzi trzymających niezarejestrowany żywy inwentarz, słuchających radia, opowiadających „polityczne” dowcipy czy czytających prasę podziemną – nie mówiąc już po prostu o działalności w ruchu oporu. Każde z tych wykroczeń niosło ze sobą namacalne zagrożenie wyrokiem śmierci.

Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie?

Symptomatyczny jest fakt, że wielu Polaków uhonorowanych medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata zwróciło się do Yad Vashem z prośbą o zachowanie anonimowości z obawy przed sąsiadami. (W konsekwencji, niektórzy odznaczeni otrzymali medale podczas cichych ceremonii w ambasadzie izraelskiej w Warszawie albo na inne, podobnie „bezpieczne” sposoby).

Dr Berendt przyznaje, że pewne szubrawe elementy polskiego społeczeństwa asystowały Niemcom w ludobójczych dążeniach, ale jednocześnie zapewnia, że zabójstwa Żydów dokonywane masowo przez polską policję „granatową” przeprowadzano wyłącznie z rozkazu Niemców. To nieprawda: w moich badaniach odkryłem między innymi zaskakujący stopień własnej inicjatywy polskich policjantów, samodzielnie zabijających Żydów – nie tylko bez bezpośredniego zaangażowania Niemców – a czasem bez ich wiedzy. Jeszcze ważniejszym odkryciem (nic dziwnego, że nieobecnym w polemice Berendta) był stopień zaangażowania innych polskich sprawców – tysięcy ochotniczych strażaków, młodzieży ze Służby Budowlanej (Baudienst) oraz niezliczonych „gapiów” i sąsiadów, którzy wzięli udział w brutalnych likwidacjach lokalnych gett i następujących po nich polowaniach na ocalałych Żydów.

Na końcu Berendt podważa dane historyczne przedstawione w moich badaniach i wykryty przeze mnie poziom współsprawstwa Polaków w niemieckim planie eksterminacji. Odrzuca moje odniesienia do szacunków Szymona Datnera, który udowadniał, że około 10 procentom Żydów udało się zbiec z likwidowanych gett. Niestety, większość z nich została później bądź schwytana i zabita przez Polaków, bądź też wydana w ręce Niemców. Dalej Berendt twierdzi, że na danych Datnera nie można polegać, ponieważ ten polski historyk żydowskiego pochodzenia nie przeprowadził żadnych konkretnych badań w tej kwestii.

Takie stwierdzenie, wychodzące spod pióra naukowca, który jak dotąd nie napisał ani jednej książki o Holokauście, jest oburzające. Berendt powinien wiedzieć, że Szymon Datner doszedł do tych szacunków na podstawie własnych, bardzo bolesnych doświadczeń – najpierw jako Żyd w okupowanej Polsce, potem jako powstaniec w 1943 roku w getcie białostockim i wreszcie, po wojnie, w ciągu swojej ponadczterdziestoletniej pracy historyka. Wykazując skalę współsprawstwa pewnych segmentów polskiego społeczeństwa w eksterminacji Żydów tego kraju, Datner nie był sam. Emanuel Ringelblum, założyciel Oneg Shabbat, podziemnego archiwum getta warszawskiego, oszacował, że liczba żydowskich ofiar zabitych jedynie przez polskich policjantów sięgnęła „setek tysięcy”. Niestety Ringleblum nie mógł przeprowadzić tak drobiazgowych badań, jakich wymaga Berendt. Siódmego marca 1944 roku, 73 lata temu, gdy krył się w swoim bunkrze w Warszawie, został złapany przez polską Policję Kryminalną, a następnie zastrzelony przez Niemców. Poza tym, gdyby Berendt był na bieżąco z obowiązującą wiedzą, wiedziałby, że liczby Datnera zostały potwierdzone przez niedawne badania, biorące pod uwagę opracowania i dokumenty wytwarzane przez polski ruch oporu podczas wojny.

Kończąc polemikę, Berendt mocno stwierdza, że „nie można zgodzić się na rozciągnięcie odpowiedzialności za ich zbrodnie na dziesiątki milionów ludzi, którzy żadnej zbrodni nie popełnili. W cywilizowanym świecie nie obowiązuje zasada domniemania winy”. Rzeczywiście, z rozciąganiem odpowiedzialności nie można się zgodzić, tym bardziej, że niczego takiego ani ja, ani Ofer Aderet w swoim artykule nie twierdzimy. Niestety, oburzenie wsparte o brak wiedzy to przepis na bardzo kiepską historię.

Gdyby Berendt postanowił przekuć swoje oburzenie w coś dobrego, jeśli jest naprawdę zainteresowany najnowszym stanem badań w dziedzinie historii stosunków polsko-żydowskich, to powinien pouczyć swojego przełożonego, dr. Jarosława Szarka, dyrektora IPN, na temat prawdziwej tożsamości sprawców masowego morderstwa Żydów w Jedwabnem. Dr Szarek, jak dowiedzieliśmy się z jego zeszłorocznego oświadczenia, uważa, że za tę zbrodnię odpowiadali Niemcy. Berendt mógłby także zbadać sprawę oburzającej wystawy w niedawno otwartym Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej, wytworze jego instytucji, która bezwstydnie przeinacza historię Szoah. Wreszcie, mógłby oświecić polską minister edukacji, która do dziś nie jest wstanie przyznać, że to Polacy dokonali mordu na Żydach w niesławnym pogromie kieleckim w 1946 roku. Berendt mógłby też zająć się licznymi innymi skandalicznymi insynuacjami, przeinaczeniami i wprost kłamstwami, które zaśmiecają dziś media w Polsce. Jednak taka próba – ze względu na obecny klimat polityczny – wymagałaby pewnej odwagi.

 

przeł. Ola Paszkowska. Jest to tłumaczenie tekstu, który ukazał się 19 marca w „Haaretz”.


 Jan Grabowski – profesor historii na Uniwersytecie w Ottawie (Kanada), członek Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN. Opublikował m.in. Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu (2011) oraz rozszerzone wydanie anglojęzyczne tej książki – Hunt for the Jews: Betrayal and Murder in German-Occupied Poland (2013).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Newsletter 4-11 kwietnia 2017 – ŻIH

Newsletter 4-11 kwietnia 2017 – ŻIH

ŻIH


CZWARTEK NA TŁOMACKIEM
6 kwietnia, godz. 18:00
 
Zapraszamy na drugie spotkanie z cyklu 
„Żydowskie dylematy Andrzeja Wajdy”. 
 
Czy się opowiada przedwojenną historię, tak jak w „Ziemi Obiecanej” lub „Panu Tadeuszu”; czy się opowiada o wojnie i wtedy jest to najbardziej tragiczny moment; czy wreszcie opowiada się o okresie powojennym, kiedy następuje decyzja gdzie być, gdzie znaleźć dla siebie miejsce — w każdym z tych przypadków nieustannie mamy do czynienia z żydowskimi motywami” — mówił Andrzej Wajda. 
To był ważny temat dla tego bezgranicznie oddanego dziejom Polski wizjonera, któremu udało się narzucić wielu pokolenim Polaków swój obraz narodowej historii.
SEMINARIUM NAUKOWE
18 kwietnia, godz. 11:00
WIELKA AKCJA W GETCIE WARSZAWSKIM (1942). POLSKA PRASA KONSPIRACYJNA WOBEC ZAGŁADY. PREZENTACJA PROJEKTU BADAWCZEGO PAWŁA SZAPIRO.
 
Okupacyjny los milionów Żydów – 10% społeczeństwa II Rzeczypospolitej – był zespołem zjawisk, który postronni mogli ignorować tylko do pewnego czasu. Nie tylko z powodu liczebności populacji objętej ustawodawstwem norymberskim, a bardziej ze względu na narastającą wyjątkowość sytuacji, w której ta populacja się znalazła. To właśnie w okupowanej przez Niemców Polsce utworzono przeważającą większość gett (ponad 400 z czterystu kilkunastu w ogóle istniejących) oraz wszystkie bez wyjątku ośrodki zagłady. Na polskich ziemiach zginęła największa część ofiar Holokaustu – około 80% z 6 milionów pomordowanych. Polityka niemiecka uczyniła Polaków jedynymi naocznymi świadkami Zagłady. I to każdej, poza procesem decyzyjnym, jej fazy.
Wystawa Bracia Hirszenbergowie – w poszukiwaniu ziemi obiecanej wpisuje się w program obchodów 70-lecia Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma, najważniejszej powojennej instytucji zajmującej się zachowaniem i upowszechnianiem dziedzictwa Żydów polskich. Jest pierwszą monograficzną prezentacją prac malarzy Samuela i Leona oraz ich młodszego brata Henryka, architekta. Samuel uważany był, obok Maurycego Gottlieba, za jednego z prekursorów „sztuki żydowskiej” w Polsce. Dorobek Leona i Henryka pozostawał do tej pory prawie zupełnie nieznany.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Paul Young is coming to Tel Aviv, Israel

Paul Young is coming to Tel Aviv, Israel

Daniel Gilenson


British singer Paul Young will perform in Tel Aviv, Israel this May. He will join the respectable list of artists who will land in the country over the next several months.

image descriptionPaul Young Photo credit: EPA

British singer and songwriter Paul Young will come to Tel Aviv, Israel this May. This will be the third time that Young will visit perform in Israel.

The 1980s pop god will be performing old and new songs following the release of his new album, Good Thing, the first album he released in 10 years. He will be accompanied by his band Los Pacaminos formed in 1993.

Some of Young’s greatest hits include ‘Everytime You Go Away’, ‘Come Back and Stay’ and ‘Love of the Common People’. He has visited the top 10 of the UK Singles Chart repeatedly.

Young will be among a respectable list of artists coming to Israel in the next several months, including Britney Spears, Guns N’ Roses and Aerosmith.


Paul Young – Every Time You Go Away (Top Of The Pops)
Hey!, if we can solve any problem
Then why do we lose so many tears
Oh, and so you goagain
When the leading man appears
Always the same thing
Can’t you see, we’ve got everything goin’ on and on and onEvery time you go away you take a piece of me with you
Every time you go away you take a piece of me with youGo on and go free,yeah
Maybe you’re too close to see
I can feel your body move
It doesn’t mean that much to me
I can’t go on sayin’ the same thing
Just can’t you see, we’ve got everything do you even know we know

Every time you go away you take a piece of me with you, oh
Every time you go away you take a piece of me with you

I can’t go on sayin’ the same thing
‘Cause baby, can’tcha see, we’ve got everything goin’ on and on and on

Every time you go away you take a piece of me with you
Every time you go away you take a piece of me with you

Looking at the pieces (Every time you go away)
Be careful (You take a piece of me with you)
(Every time you go away) Every time you go, every time you go
(You take a piece of me with you) You take a piece of me!
(Every time you go away you take a piece of me with you) Every time you go!

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Tortury za murami Jerycha

Gatestone InstituteTortury za murami Jerycha

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Podczas gdy prezydent Autonomii Palestyńskiej (AP) Mahmoud Abbas i jego liczni kumple zajmowali się przez ostatnie dwa tygodnie wygłaszaniem ostrzeżeń dla prezydenta Trumpa, żeby nie przenosił ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, pojawiły się kolejne informacje o brutalnych warunkach i łamaniu praw człowieka w więzieniu palestyńskim na Zachodnim Brzegu.

Schowano jednak te informacje, żeby nie zagłuszać retoryki skierowanej przeciwko administracji Trumpa. Wszystko, co powiedział Abbas lub wysocy oficjele AP w sprawie przeniesienia ambasady USA do Jerozolimy, dostawało się na czołówki największych gazet i sieci telewizyjnych na całym świecie.

W pewnym momencie naprawdę wyglądało na to, że media głównego nurtu na Zachodzie były zainteresowane w nagłaśnianiu i wyolbrzymianiu tych wypowiedzi w próbie wywarcia nacisku na Trumpa, by porzucił pomysł przeniesienia ambasady. Zachodni dziennikarze pędzili na wyścigi, by dostarczyć platformy każdemu palestyńskiemu politykowi, który chciał ostrzec administrację Trumpa.

Te ostrzeżenia przyjmowały postać gróźb, że przeniesienie ambasady do Jerozolimy “zniszczy proces pokojowy”, “zagrozi bezpieczeństwu regionalnemu i międzynarodowemu” oraz “wepchnie cały region w anarchię i przemoc”. Niektórzy oficjele palestyńscy posunęli się tak daleko, że twierdzili, iż takie posunięcie będzie uważane za “atak na wszystkich Palestyńczyków, Arabów i muzułmanów”. Grozili także “anulowaniem” palestyńskiego uznania prawa Izraela do istnienia.

Niestety, kiedy oficjele palestyńscy z całego spectrum politycznego połączyli siły, by powielać sensacyjne tytuły w mediach głównego nurtu na całym świecie, informacje o torturowaniu palestyńskich aresztantów w więzieniu nie potrafiły przyciągnąć uwagi niezliczonych mas dziennikarzy, którzy zajmują się konfliktem izraelsko-palestyńskim.

Tortury w więzieniach i ośrodkach internowania AP nie są niczym nowym.

Przez ostatnich kilka lat Palestyńczycy przyzwyczaili się do koszmarnych historii o tym, co dzieje się za murami tych instytucji. Niemniej, ponieważ to nie Izraelczycy popełniają te okropności, informacje o tym są dla dziennikarzy nieciekawe.

Palestyńczyk, który wskazuje palcem na Izrael, ma zagwarantowane przyjazne wysłuchanie ze strony dziennikarzy. Kiedy Palestyńczyk skarży się na tortury z rąk palestyńskich śledczych lub służb bezpieczeństwa, machają lekceważąco ręką. Co więcej, często reakcją jest pełne wyrozumiałości wzruszenie ramionami: “Ach, ci Arabowie, czego można od nich oczekiwać?”

Jak na ironię, takie doniesienia publikują media Hamasu i Autonomii Palestyńskiej. Te dwie strony przez minione dziesięć lat regularnie informują o łamaniu praw człowieka w więzieniach i ośrodkach internowania przeciwnika jako część kampanii, prowadzoną przez każdą z nich przeciwko tej drugiej stronie.

Związane z Hamasem media pełne są doniesień dokumentujących wypadki tortur w ośrodkach internowania AP na Zachodnim Brzegu. Podobnie, media AP chętnie przyjmują każdego Palestyńczyka, gotowego opowiedzieć o swojej męce w więzieniu Hamasu w Strefie Gazy.

Wniosek: zarówno Hamas, jak AP, według świadectw i informacji, stosują tortury w swoich więzieniach. Żadna z tych dwóch stron nie dba ani odrobinę o prawa zatrzymanych i więźniów i obie kpią z międzynarodowych praw człowieka. Ponieważ jednak organizacje praw człowieka, prawnicy i krewni tak często nie mają dostępu do palestyńskich więźniów i internowanych, trzymanych przez Hamas i AP, nie mogą otrzymać świadectw z pierwszej ręki, od samych więźniów, od ludzi – torturowanych w więzieniu!

Wszystko to ma oczywiście głęboki sens: Hamas jest ekstremistycznym ruchem islamistycznym, który nie czuje się zobowiązany do przestrzegania międzynarodowych praw i traktatów dotyczących podstawowych praw człowieka. Koncepcja praw człowieka po prostu nie istnieje pod rządami Hamasu w Strefie Gazy, gdzie nie ma wolności publicznych, w tym wolności słowa i mediów.

Jak jednak finansowana przez Zachód AP, która od dawna próbuje dołączyć do organów międzynarodowych, takich jak Narody Zjednoczone, wyjaśnia to systemowe barbarzyństwo?

Od lat AP funkcjonuje jako “niepodległe państwo”, uznane przez ponad 100 krajów. W takiej sytuacji rządy zagraniczne, szczególnie podatnicy amerykańscy i europejscy, są upoważnieni, a raczej zobowiązani do pociągania AP do odpowiedzialności za naruszenia praw człowieka i do żądania przejrzystości i odpowiedzialności. To prawo wynika z faktu, że AP stara się zostać członkiem społeczności międzynarodowej przez zdobycie uznania dla państwa palestyńskiego. Chyba że społeczność międzynarodowa jest gotowa na przyjęcie kolejnego państwa arabskiego, które depcze prawa człowieka i stosuje tortury w więzieniach.

Najnowsze dowody tortur na Zachodnim Brzegu przedstawił reportaż na związanej z Hamasem stronie internetowej. Reportaż naświetla niektóre metody tortur stosowane przez śledczych AP i daje wyjątkowy wgląd w warunki, w jakich przetrzymywani są więźniowie. Konkretnie opisuje osławione centralne więzienie Jerycho, które jest pod kontrolą rozmaitych gałęzi służb bezpieczeństwa AP.

Reportaż zatytułowany Więzienie Jerycho – fort tortur? opisuje warunki w więzieniu jako podobne do tych, pokazywanych na filmach sensacyjnych, żeby przyciągnąć uwagę widzów.

Palestyńczyk, który niedawno został zwolniony z centralnego więzienia w Jerycho opisywał, że każdy, kto tam przybywa, najpierw ma zawiązane oczy i ręce związane z tyłu zanim zostaje ciężko pobity przez pięciu do dziesięciu bezpieczniaków. Jedną z najpowszechniejszych form tortur w więzieniach AP, opowiadał, nazywa się pozycją “szabah”, w której więzień ze skutymi rękoma zostaje zawieszony z sufitu na kilka godzin. W tym czasie otrzymuje uderzenia w całe ciało. Jeśli próbuje się poruszyć lub zmienić pozycję, bicie jest silniejsze. Czasami “szabah” odbywa się w toalecie więziennej.

Inną haniebną formą tortur w centralnym więzieniu Jerycho jest “falaka”, przy której ofiary otrzymują razy w bose stopy. Według świadectwa innego byłego aresztowanego, zidentyfikowanego jedynie jako Abu Madżd, był on poddany “falaka” przy użyciu rury plastikowej przez kilka godzin podczas każdej sesji. Czasami jeden z “przesłuchujących” bił go także po twarzy, podczas gdy ciosy spadały na jego bose stopy.

Abu Madżd powiedział, że był także poddany innej dobrze znanej torturze, gdzie kazali mu “wspiąć się” na nieistniejącą drabinę na ścianie. Ponieważ nie ma drabiny i aresztowany nie może “wspiąć się”, jest karany biciem.

Inni byli więźniowie opowiadali o pozbawieniu snu, izolatkach więziennych i zamykaniu w małym wychłodzonym pomieszczeniu jako powszechnymi praktykami tortur w tym samym więzieniu. To, oczywiście, w dodatku do obelg i zmuszania więźniów do spania na podłodze bez materacy lub koców.

Według doniesień w 2013 r. dwóch więźniów palestyńskich zmarło w wyniku tortur w centralnym więzieniu Jerycha w przeciągu pięciu dni. Zidentyfikowano ich jako Arafata Dżaradata i Ajmana Samarahę.

Na początku tego miesiąca ojciec Ahmeda Salhaba, który niedawno został zatrzymany przez siły bezpieczeństwa AP i zabrany do więzienia w Jerycho, skarżył się, że zdrowie jego syna uległo poważnemu uszczerbkowi w wyniku tortur. Ojciec powiedział, że syn cierpi z powody silnych bólów po tym, jak przesłuchujący bili go po głowie.

Informowano o tym, że więźniowie w więzieniach palestyńskich rozpoczęli strajk głodowy, by zaprotestować przeciwko zamknięciu w izolatkach i torturom. Na ich nieszczęście nie strajkują w więzieniu izraelskim, gdzie taka akcja natychmiast ściągnęłaby zainteresowanie mediów głównego nurtu.

Działająca w Londynie organizacja praw człowieka poinformowała o 3175 wypadkach złamań praw człowieka, w tym o arbitralnych aresztowaniach, przez siły bezpieczeństwa AP w roku 2016. Według tego raportu wśród setek zatrzymanych byli studenci i wykładowcy uniwersytetów, jak również nauczyciele szkolni.

Policjant Autonomii Palestyńskiej atakuje protestujących. (Zdjęcie: “Palestinians for Dignity” Facebook)

Raport ujawnia, że w tym samym roku siły bezpieczeństwa AP zatrzymały także 27 dziennikarzy.

Funkcjonariusze AP, polityczni i sił bezpieczeństwa, zbywają te doniesienia jako zorganizowaną przez Hamas “propagandę”. Nie trzeba jednak czekać na Hamas, żeby opowiedzieć światu o torturach i łamaniu praw człowieka przez funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa AP. Wśród tysięcy Palestyńczyków, którzy przez ostatnich dwadzieścia lat przeżyli uwięzienie w więzieniach i ośrodkach internowania AP wielu chętnie opowie swoją historię. Ale czy jest ktoś chętny do ich wysłuchania?

Z pewnością nie zachodnie rządy, organizacje praw człowieka ani dziennikarze. Większość z nich szuka zła w Izraelu i tylko w Izraelu. Ale takie zachowanie pomaga w stworzeniu kolejnej dyktatury arabskiej na Bliskim Wschodzie. Obecnie mieszkańcy Jerycha nadal będą wysłuchiwać w swoim mieście krzyków torturowanych ludzi. Reszta świata zamknie oczy i uszy i nadal będzie udawać, że wszystko jest wspaniale w ziemi “prezydenta” Abbasa.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com