Archive | 2017/04/11

Święto Pesach


Święto Pesach

A. Zielińska: “Przewodnik pesachowy”


Pesach (hebr. פסח , dosł. przejście) – święto żydowskie obchodzone na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej.

Moses Leads the Jews out of Egypt - by Stephen Howard

Moses Leads the Jews out of Egypt – by Stephen Howard

 

W Izraelu trwa siedem, a w diasporze osiem dni, poczynając od 14 dnia miesiąca nisan. Święto Pesach kojarzy się przede wszystkim z uroczystą wieczerzą – Sederem oraz ze spożywaniem macy. Dobrze znane jest także związane z Pesach poszukiwanie i pozbywanie się chamecu. Zakaz posiadania chamecu wynika z następujących wersetów: “Przez siedem dni będziecie jedli mace. Ale [przed] pierwszym dniem [święta] usuniecie zakwas z waszych domów…” [Szemot 12:15]

Kiedy wszystkie przygotowania są zakończone, w wigilię święta nadchodzi czas na zwyczaj bdikat hamec – poszukiwanie rzeczy kwaszonych – zgodnie ze zwyczajem – przy świecy. Niektórzy używają latarek, ale w ten sposób gubi się mistyczny charakter rytuału. Przed poszukiwaniami należy odmówić błogosławieństwo (bracha), które można znaleźć w większości Hagadot. Każdy okruch powinien być zgarnięty na drewnianą łyżkę lub papierowy talerz za pomocą pióra albo gałązki z lulaw i spalony rano. Pozostałe przygotowania mają również swoją kolejność. Na przykład w Szabat poprzedzający święto należy pójść do synagogi. Jest to szczególny Szabat Hagadol (Wielki Szabat), który formalnie jest początkiem święta Pesach. Haftora przypadająca na ten Szabat mówi o wielkim dniu Boga (używając słowa gadol w celu opisania tego dnia), wiążąc wyzwolenie spod egipskiego jarzma z ostatecznym odkupieniem. W tym samym czasie rabini udzielają długich (gadol) pouczeń związanych ze świętem.

Niektórzy czytają fragmenty Hagady po południu, podczas Szabat Hagadol, aby przypomnieć sobie tekst. Wielu pierworodnych pości w erew Pesach (wigilię Pesach), na pamiątkę plagi, której uniknęli Izraelici, a która zabiła egipskich pierworodnych. Tego poranka odczytuje się ostatni fragment świętych tekstów studiowanych w synagodze. Z powodu zakończenia studiów urządzany jest sijum (dosłownie “ukończenie”, w tym przypadku posiłek i święto z okazji ukończenia studiów. Sijum jest ważniejsze od postu i ci, którzy brali udział w modlitwie mogą wziąć w nim udział nie łamiąc prawa.

Najważniejszym przykazaniem obowiązującym żydów w święto Paschy jest zakaz spożywania (a nawet posiadania w domu) chleba na zakwasie (chamec). Zamiast niego spożywa się pieczywo ze specjalnie przygotowanej mąki – macę. Nie można używać zwykłych naczyń kuchennych i sztućców, gdyż wchłonęły one chamec i mogą być rytualnie oczyszczone tylko przez specjalne procedury koszerowania. Chamec należy wyrzucić, albo sprzedać nie-Żydom i ewentualnie odkupić po świętach. Poza tym różne społeczności żydowskie mają własne ograniczenia pokarmowe, np. Aszkenazyjczycy nie jedzą fasoli, grochu i ryżu. W pierwszy i ostatni dzień Paschy zakazana jest praca.

Oczyszczenie domu z chamecu jest ważnym rytuałem, który wynika z symbolicznego znaczenia chamecu. Judaizm uważa, że każdy człowiek ma inklinacje do zła i niezależnie, jak bardzo stara się postępować właściwie, cały czas tkwi w nim potencjalna skłonność do arogancji, niesprawiedliwości, zarozumiałości, mściwości, zniewolenia innych. Cechy te charakteryzowały egipskich właścicieli niewolników i prześladowców Żydów. Symbolizował je właśnie chamec – niezbędny składnik najpopularniejszego produktu egipskiego, którym był chleb – wynalazek cywilizacji egipskiej i symbol triumfu Egiptu nad resztą świata – robiony ze zbóż tak obficie zbieranych wyłącznie w delcie i na równinach zalewanych wodami Nilu. Egipski chleb był chlebem właścicieli niewolników, a więc chlebem ludzi złych.

Ilustracja

Czym jest chamec?

  • 1) Chamec to produkt z każdego z pięciu podstawowych zbóż: pszenicy, żyta, jęczmienia, orkiszu i owsa, który wszedł w kontakt z wodą na czas co najmniej 18 minut. Przyjmuje się, że w takim zbożu rozpoczął się już proces zakwaszania, ponieważ właśnie po 18 minutach w cieście powstałym z mieszanki mąki z wodą rozpoczyna się proces fermentacji.
  • 2) Chamec to każde jedzenie i napój wytworzony z użyciem tych zbóż lub w którym któreś z nich występuje choćby w minimalnych ilościach. (Wyjątkiem jest maca przygotowywana w szczególny sposób specjalnie na Pesach.)
  • 3) W Pesach zakazane jest używanie naczyń i przyborów kuchennych, które mogą zawierać
  • choćby minimalne ilości chamecu. Takie przybory muszą być przed użyciem uczynione koszernymi.
  • 4) Żydzi aszkenazyjscy podczas Pesach nie jedzą także kitnijot – produktów z ryżu, kukurydzy, soczewicy, prosa i fasoli. Chamecu nie wolno nie tylko jeść, ale i posiadać: “Mace będą jedzone przez siedem dni i nie będzie widziane u ciebie zakwaszone i nie będzie widziany u ciebie zakwas” [Szemot 13:7].

Matzah balls (Yiddish: קניידלעך kneydlekh pl., singular קניידל kneydl; with numerous other transliterations) are an Ashkenazi Jewish soup dumpling made from a mixture of matzah meal, eggs, water, and a fat, such as oil, margarine, or chicken fat. Matzah balls are traditionally served in chicken soup. For some they are a staple food on Passover.(specjalnosc Fridy Schatz)

 

“Przez siedem dni nie znajdzie się w waszych domach zakwas” [Szemot 12:19] Nie wolno także czerpać z niego żadnych korzyści. Przed świętem Pesach w żydowskich domach dokonuje się specjalnego oczyszczenia z chamecu, którą to ceremonię określa się mianem bedikat chamec. Należy pamiętać także o tym, że chamec w Pesach nie może się znajdować również np. w naszym biurze w pracy, w garażu, w samochodzie, w altanie na działce itd.

Współcześnie podczas kolacji sederowej spożywa się warzywa zanurzone w słonej wodzie oraz gorzkie zioła. Tradycyjnymi potrawami są: pieczony udziec z kością (symbolizujący ofiarę z baranka paschalnego) oraz jajka. W pierwszą noc święta (poza Izraelem także w noc następną) spożywa się w gronie rodziny uroczystą kolację, podczas której odczytuje się „Opowieść na Pesach”. Wieczór sederowy składa się z wielu tradycyjnych rytuałów, odprawianych w ustalonym porządku. Istnieje też wiele zwyczajów ludowych związanych z sederem: np. dzieci próbują znaleźć ostatni kawałek macy (afikoman) i wymienić go na prezenty; jeden puchar wina napełnia się dla proroka Eliasza, który jest uroczyście zapraszany do środka (na którego należy czekać ponieważ nie wiadomo czy nie przyjdzie akurat tego wieczoru); wino z kielichów jest ulewane dziesięciokrotnie na pamiątkę dziesięciu plag egipskich. Na koniec wieczerzy składa się życzenia: „Na przyszły rok w Jerozolimie!”.

Chrześcijaństwo nawiązuje do żydowskiego święta Paschy, ponieważ wydarzenie Ostatniej Wieczerzy ma miejsce tuż przed świętem Paschy. Jego przebieg ponadto ma elementy wspólne z wieczorem sederowym, jednak pozostaje istotowo różny.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ostoja – Pamiętnik 2, Katarzyna Jerzak – recenzja.

Dwutygodnik - strona kulturyOstoja – Pamiętnik 2, Katarzyna Jerzak -recenzja.

Katarzyna Jerzak


Ostoja
W „Pamiętniku 2” Grynberga sarny nie są romantyczne ani kiczowate. Załatwiają się na jego backyardzie, bo czują się jak w domu. Wyznaczają rytm obecności i nieobecności. Pojawiają się jako ucieleśnienie tych, którzy odeszli

„Pamiętnik 2” Henryka Grynberga przeczytałam z zapartym tchem, momentami bez tchu, tak jak się biegnie, gdy wie się, że można nie dobiec, a wszystko od tego zależy. Zaczęłam czytać wieczorem, czytałam do drugiej w nocy, a potem od rana. Nie ubrałam się, dzieciom dałam tylko chleb (z masłem), nie wyszłam, nie dzwoniłam do nikogo, a e-mail sprawdziłam tylko po to, by zobaczyć, czy Henryk Grynberg już wstał i czy żyje. Jako tłumaczka jego esejów i autorka tekstów o jego twórczości od lat byłam z nim w kontakcie mailowym, ale czytanie „Pamiętnika 2” wytworzyło między nami gorącą linię. Znając jego regularny rytm nocy i dni w McLean, VA, wiedziałam, że około godziny 14.00 mojego czasu siądzie do komputera, i, jeśli nie będzie akurat saren, to kwadrans później powinna być od niego wiadomość. Nie było. Przeraziłam się – a nuż właśnie teraz, gdy całą noc go czytałam, on poczuł się słabo i potrzebuje pomocy.

W „Pamiętniku 2” chodzi przede wszystkim właśnie o to, że główny bohater jeszcze żyje, bo większość już nie żyje, a ci, co żyją, zapominają, że inni żyli i życia nie cenią. Lektura najnowszego tekstu Grynberga wywołuje instynktowną reakcję: chciałoby się bronić życia. Całość „Pamiętnika”, mimo elegancji i erudycji, a także ogromnej powściągliwości, wysyła sygnał S.O.S., czyli Save Our Souls. Nie chodzi tu jednak o zagrożenie osobiste, w amerykańskim McLean Grynbergowi jest jak u Pana Boga za piecem. Chodzi o ratowanie duszy ludzi, których już nie ma.

Henryk Grynberg, „Pamiętnik 2”, Świat Książki, 656 stron, w księgarniach od listopada 2014

Często spotykany u żołnierzy oraz osób cywilnych, które przeżyły traumę Post Traumatic Stress Disorder, czyli zespół stresu pourazowego, u Grynberga objawia się jako narracja posttraumatyczna, czyli w przeciwieństwie do „disorder”, staje się swego rodzaju „order” – nakazem moralnym pisania o tym, co się wydarzyło i co jeszcze się wydarza, oraz nadawania tym wydarzeniom i ich znaczeniu pewnego porządku. Grynberg nigdy nie rozkłada rąk bezradnym gestem, nie powtarza za Theodorem Adorno, że poezja po Auschwitz byłaby barbarzyństwem – odwrotnie, pisze i poezję, i prozę przeciw barbarzyństwu.

„Pamiętnik 2” to tylko cztery lata życia Grynberga (2010–2014), i to nie wojenne, więc z pozoru niewiele się tam dzieje. Trudno w pierwszej chwili zrozumieć, dlaczego książka trzyma czytelnika w niewiarygodnym napięciu: zapiski starszego pana, który mieszka sam i przez okno swego amerykańskiego domu popatruje na sarny i lisy – jeśli akurat pojawiają się na scenie jego panoramicznego okna. To ten sam dom, w którym racoon z opowiadania w tomie „Szkice rodzinne” próbował walczyć o życie, osmaliwszy się w kominku, a narrator, jego pobratymiec, jego alter ego i Mitmensch, jeśli tak o racoonie można powiedzieć, wypuścił go frontowymi drzwiami na wolność.

Pozornie nic się nie dzieje, ale odczuwamy niepokój. Autor „Pamiętnika 2” żyje niebezpiecznie, czyli na skraju życia. Czasem budzi się w nocy bez powietrza, a w dzień miewa zawroty głowy. Kiedy podróżuje, czuje się osaczony i szczuty. Śni o koszmarnych podróżach donikąd – trochę jakby do Polski, ale najczęściej do krainy, gdzie znajdują się już jego zmarli: Matka, Braciszek, Ojczym, Córka. Czekają na niego, przywołują, przytulają, nalewają napój, który jest na pewno napojem Z Tamtej Strony, i jeśli się go napije, nie obudzi się już i nie wróci do nas, aby o śnie opowiedzieć.

Grynberg pisze, że nie czeka już na przyszłość, ale nie chciałby też wrócić do przeszłości. „Zatem matnia”. Jednak z matni udaje mu się wyrwać – do matecznika. Obserwując odwiedzające jego „mały rezerwat” sarny i kozły, przenosi się gdzie indziej. On, który lata najwcześniejszego dzieciństwa, lata dosłownie sielskie, spędził na wsi, teraz wraca do sielanki wprawdzie zagrożonej naporem cywilizacji (dęby wycinane, domy rozbudowywane, coraz mniej lasu, a coraz więcej dróg), ale jeszcze prawdziwej, cudem żywej, dzikiej zwierzyny. Jest w tym ostoja i dla tych zwierząt, i przede wszystkim dla niego. Gdy poeta francuski Saint-John Perse pracował jako dyplomata w Pekinie w latach 1917–1920, był tak samotny, że – jak pisał w listach do swojej matki – zaprzyjaźnił się z psem, z koniem oraz z komarem, który w dzień spał w oprawie nigdy nieotwieranego słownika Petit Larousse, a wieczorem odwiedzał go przy biurku. Sam czując się w Chinach jak na wygnaniu, poeta nazwał komara Ulisses i naznaczył go czerwonym atramentem, aby być pewnym, że to ten sam.

Nie jest to pamiętnik w sensie luźnych zapisków. Podobnie jak poprzedni „Pamiętnik” (Świat Książki, 2011) jest to dzieło orkiestralne, symfoniczne, napisane na wiele instrumentów. Polifonia głosów, które słychać było również w „Dzieciach Syjonu” (głosów przywróconych dzieciom, które indagowane przez urzędników nie mogły wypowiedzieć się swobodnie), powraca w obu „Pamiętnikach”, gdzie jest jeszcze bardziej rozbudowana. Pamiętnik jako forma literacka to jednak najczęściej monolog, a Grynberg zawsze pisze do kogoś – najlepszym tego przykładem jest jego zbiór esejów „Monolog polsko-żydowski”, który, jak sam autor tłumaczy w „Pamiętniku 2”, jest raczej dialogiem. Każdy jego utwór to wołanie lub odpowiedź. W obydwu „Pamiętnikach” są głosy z wielu czasów, wielu miejsc, ale wszystko jest spójne dzięki zdyscyplinowanej formie. Wtręty o pogodzie i sarnach nie są dygresjami ani przerywnikami. Kontemplacja saren i próby utrwalenia ich na zdjęciu to rodzaj kontrapunktu, który towarzyszy tematowi głównemu.

A jaki jest temat główny? Stary jak świat. Jak pisał Marcel Reich Ranicki, tematy literatury są tylko dwa: cierpienie i przemijanie. U Grynberga są one obecne nieustannie i przeplatają się ze sobą, począwszy od „Ekipy Antygona” aż po „Pamiętnik 2”, ich wersja żydowska, umiejscowiona w konkretnym i pisarzowi najbliższym miejscu i czasie – Radoszyna, Mińsk Mazowiecki, Stanisławów, Dobre – jest równocześnie uniwersalna, ludzka, i dlatego moi nieżydowscy i niepolscy studenci z głębokiego Południa Stanów Zjednoczonych o nikim nie napisali tylu dobrych prac, a jeden przez trzy dni nie jadł po przeczytaniu „Żydowskiej wojny i Zwycięstwa”.

Jak zatem nazwać tę księgę? To epos. Jak przystało na ten gatunek, mieści w sobie wszystkie inne: epikę, lirykę i dramat. Dramatyczne jest wszystko, łącznie z bukolicznym pojawianiem się saren na backyardzie i z ich niewytłumaczonym znikaniem. Pojawiają się też lisy, jako ostrzeżenia, zwiastuny niewiadomego losu, jako posłańcy niewiadomej – lub niewidomej – wyroczni. Lis to złodziej i morderca, ale wychudzony lis to survivor, ocalony. Nawet mały chipmunk (wiewiórka ziemna) ma swoją rolę dramatyczną, bo raz się pojawia na parapecie, a innym razem nie, i jak już się do niego przyzwyczaić, to nagle przepada bez wieści, być może zgładzony przez kota sąsiadów, po to tylko, by nagle zmartwychwstać i przywrócić jedynemu widzowi radość. Chipmunk skacze po murku, bo żyje, a Grynberg cieszy się, że go widzi, bo to znaczy, że obaj jeszcze żyją. Natomiast gdy czyta Jana Grabowskiego książkę o polowaniu na Żydów, łomocze mu serce i skacze ciśnienie, nie może spać.

Poluje, ale nie po to, aby zabić, wręcz przeciwnie, strzela tylko zdjęcia zwierzyny na pamiątkę, bo chce je uwiecznić, nie chce, aby odeszły bez śladu, zginęły na zawsze. Sarny to uciekinierzy, nie są u siebie, nie należą do świata ludzi, są inne. Ale mają swoje zwyczaje, godność, życie rodzinne. Gdy przychodzi matka z córką, Grynberg jest wzruszony. Gdy przychodzi sama córka, martwi się, czy aby nie za wcześnie mała jest puszczana samopas i czy coś nie stało się matce. Czy przeżyją, gdy jego i jego rezerwatu nie będzie? Martwi się niepotrzebnie. Jak napisze w ostatnim akapicie książki, mimo że on postrzega je jako bezdomne, saren jest teraz w Stanach więcej niż za czasów Krzysztofa Kolumba.

Czeka na powrót kulawej sarny, którą śledzi z niepokojem i troską. Gdy długo nie wraca, myśli, że już jej nie ma. Czeka na wizyty zmarłej Córki, która za życia nie okazywała mu czułości, a teraz, nieświadoma swej śmierci, przychodzi się przytulić i sprawia, że Ojciec tęskni za nią z roku na rok coraz mocniej, zamiast powoli o niej zapominać.

Z niepokojem obserwuje wydarzenia w Polsce i świecie. Cytuje także na przykład to, co przytacza żydowski tygodnik „Forward” sprzed 75 lub 50 lat. Czytelnik często daje się nabrać, że są to świeże newsy, bo historia się powtarza i to z przewrotną – lub przerażającą – ironią. Czeka na listy i kartki, bo gdy na któreś święta przychodzą o dwie mniej, oznacza to, że dwie osoby ubyły z jego laickiej, ale uświęconej wspólnoty, minjanu tych, których nie spalono, tylko osmalono.

Sarny Grynberga nie są romantyczne à la Emerson czy Thoreau, ani kiczowate. Załatwiają się na jego backyardzie, „bo czują się jak w domu”. Sarny Grynberga to realizm – bo w Ameryce faktycznie podchodzą tak blisko i pasą się na trawnikach – ale i czysta poezja. Pojawiają się w pamiętniku jak refren, liryczne powtórzenie. Wyznaczają rytm obecności i nieobecności. Pojawiają się jak „zjawy realne”, namacalne ucieleśnienie tych, którzy odeszli na zawsze. Narrator „W poszukiwaniu straconego czasu” pisał: „Bardzo rozsądna wydaje mi się wiara celtycka, że dusze tych, których straciliśmy, uwięzione są w jakiejś niższej istocie, w zwierzęciu, roślinie, rzeczy nieożywionej, stracone w istocie dla nas, aż do dnia — dla wielu nie przychodzi on nigdy — gdy nam się zdarzy przejść koło drzewa, wejść w posiadanie przedmiotu będącego ich więzieniem. Wówczas drżą, wołają nas, i skorośmy je tylko poznali, czar pryska. Oswobodzone przez nas, zwyciężyły śmierć i wracają, aby żyć z nami”.

W pierwszym tomie „Pamiętnika”, na samym początku, pod datą 12.III.1959 Grynberg notuje: „Ja noszę w sobie powieść pt. «Żydzi», ale nikomu nie mówię. (…) Brak mi szczegółów dokumentalnych (…). Zresztą znaczna część akcji musi się rozgrywać poza Polską, więc nie napiszę, dopóki nie wyjadę”. Można śmiało powiedzieć, że jego cała twórczość to ta powieść, rozpisana na głosy, tomy. Właśnie ją kończy. Są już materiały dokumentalne i ten niezbędny pobyt za granicą. Wszystko już jest, oby tylko życia – i Żydów – starczyło.

Grynberg nawet za życia czuje się chwilami kimś, kogo nie ma: „Czasem uważałem się nawet za umarłego pisarza. Wyglądało to tak, jakby moje książki ukazywały się po mojej śmierci. Nie widziałem recenzji, reakcji czytelników, nie korzystałem z honorariów, z uśmiechów kobiet”. Gdy dwa i poł roku temu byliśmy z Henrykiem Grynbergiem na cmentarzu żydowskim w Sopocie, mój siedmioletni wtedy synek zauważył, że przed cmentarzem katolickim jest mnóstwo straganów z kwiatami i zniczami – a przed żydowskim – pusto. „To dlatego, że Żydzi już nie umierają”, powiedział z uśmiechem Henryk. Dajenu. Już się dość naumierali.


KATARZYNA JERZAK
Studiowała literaturę porównawczą w Brown University (B.A.) i Princeton University (M.A. i Ph.D). W latach 1995–2012 wykładała literaturę porównawczą w University of Georgia w Athens, GA (USA). Laureatka Rome Prize z historii sztuki Akademii Amerykańskiej w Rzymie. Publikuje teksty na temat wygnania w literaturze i sztuce. W 2013 wydała w Paryżu ksiażkę „The Golden Age” napisaną wspólnie z Yoannem Lemoine (znanym jako Woodkid). Obecnie jest profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Neofilologii Akademii Pomorskiej w Słupsku. Mieszka w Sopocie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com