Archive | February 2025

Netanjahu pomoże Trumpowi wyludnić Gazę i wykończyć Iran

Sekretarz stanu USA Marco Rubio i premier Izraela Benjamin Netanjahu uczestniczą w konferencji prasowej w biurze premiera w Jerozolimie, 16 lutego 2025 r. (Fot. REUTERS/Ohad Zwigenberg)


Netanjahu pomoże Trumpowi wyludnić Gazę i wykończyć Iran

Robert Stefanicki


Premier Izraela oświadczył, że podejmuje działania mające na celu urzeczywistnienie planu prezydenta Donalda Trumpa, zakładającego przesiedlenie palestyńskiej ludności Strefy Gazy.

Po spotkaniu z amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio w Jerozolimie w niedzielę Beniamin Netanjahu powiedział, że współpracuje z USA w zakresie „wspólnej strategii” dla terytoriów palestyńskich.

Trump w zeszłym tygodniu zaproponował, aby USA „przejęły” Gazę, zdewastowaną przez izraelską armię, i na stałe wysiedliły stamtąd Palestyńczyków do Egiptu i Jordanii.

– To mogło zszokować i zaskoczyć wielu, ale nie możemy tkwić w cyklu, w którym powtarzamy to samo w kółko i lądujemy dokładnie w tym samym miejscu – powiedział Rubio, tłumacząc, że zaproponowanie alternatywy dla „nudnych idei” z przeszłości wymagało „odwagi”.

Netanjahu wdroży wizję Trumpa

Przywódcy Palestyny i państw arabskich powszechnie odrzucili plan Trumpa, a Autonomia Palestyńska i Hamas podkreśliły, że ziemia palestyńska „nie jest na sprzedaż”. ONZ stwierdziła, że jakiekolwiek przymusowe przesiedlenia ludności cywilnej z terenów okupowanych są surowo zabronione na mocy prawa międzynarodowego i „równają się czystkom etnicznym”.

Kiedy Trump ogłaszał swój pomysł w Waszyngtonie w obecności premiera Izraela, niektórzy obserwatorzy wyczytali na twarzy Netanjahu zaskoczenie. Jednak w niedzielę Izraelczyk zapewnił, że plan został z nim omówiony wcześniej.

W przeciwieństwie do swoich poprzedników odwiedzających region Rubio nie spotkał się z żadnym z palestyńskich przywódców, aby omówić przyszłość Gazy.

Przemawiając w niedzielę na wspólnej konferencji prasowej Netanjahu powiedział, że on i Rubio omówili sposoby wdrożenia wizji Trumpa. Dodał, że USA i Izrael mają wspólne stanowisko w sprawie Gazy. Ostrzegł też, że „bramy piekieł” zostaną otwarte, jeśli wszyscy izraelscy zakładnicy przetrzymywani przez Hamas nie zostaną uwolnieni.

– Dopóki Hamas będzie istnieć jako siła, która może rządzić lub administrować, lub siła, która może grozić przemocą, pokój staje się niemożliwy – dodał Rubio.

Izrael: Czas dokończyć robotę z Iranem

Rubio i Netanjahu przedstawili obszary porozumienia, w tym zamiar wyeliminowania możliwości rządzenia enklawą przez Hamas, uniemożliwienia Iranowi uzyskania broni jądrowej oraz monitorowania rozwoju wydarzeń w Syrii po obaleniu Baszara al-Asada.

Czołowy amerykański dyplomata oskarżył Teheran o to, że „stoi za każdym aktem przemocy, za każdą destabilizującą działalnością, za wszystkim, co zagraża pokojowi i stabilności” w regionie.

– Przez ostatnie 16 miesięcy Izrael zadał potężny cios osi terrorystycznej Iranu – powiedział Netanjahu. – Pod silnym przywództwem prezydenta Trumpa… nie mam wątpliwości, że możemy dokończyć robotę i tego dokonamy.

Palestyńczyk pośród gruzów budynków zniszczonych podczas izraelskiej ofensywy w Rafah w południowej Strefie Gazy, 16 lutego 2025 r. Fot. REUTERS/Hatem Khaled

Amerykańskie agencje wywiadowcze niedawno ostrzegały zarówno administrację Bidena, jak i Trumpa, że Izrael prawdopodobnie spróbuje zaatakować obiekty kluczowe dla irańskiego programu nuklearnego w tym roku. Jeden z ostatnich raportów wywiadowczych mówi, że Izrael dąży do szerszego celu, jakim jest spowodowanie zmiany reżimu w Teheranie.

Polityka administracji Trumpa wobec Iranu nie jest jeszcze klarowna. Są sygnały wskazujące, że nowy przywódca USA chciałby się z Teheranem dogadać, inne sugerują, iż będzie on zwiększał “maksymalną presję” na ajatollahów, tak jak robił to podczas swojej pierwszej kadencji.

Izrael wdzięczny Trumpowi za bomby

Premier Izraela wykorzystał wizytę Rubio, aby kolejny raz potępić Międzynarodowy Trybunał Karny, który wystawił za Netanjahu list gończy, oskarżając go o zbrodnie wojenne. Według Netanjahu sąd w Hadze „w skandaliczny sposób zniesławia Izrael”. Podziękował też administracji Trumpa za nałożenie sankcji na MTK.

Tuż przed przyjazdem Rubio do Jerozolimy, do Izraela dotarła z USA dostawa ciężkich bomb MK-84. Mają one masę 1 tys. kg i mogą rozrywać beton i metal, niszcząc całe budynki.

Po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. prezydent Joe Biden wysłał Izraelowi tysiące MK-84, ale później odmówił zgody na eksport tej amunicji z obawy o życie cywilów w Gazie. Trump unieważnił embargo. Minister obrony Izraela Israel Katz powiedział, że bomby stanowią „znaczący atut” dla armii Izraela i dowodzą istnienia silnego sojuszu między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi.

Od jednodniowej inwazji Hamasu na Izrael w wojnie zginęło 1,7 tys. Izraelczyków i 49 tys. Palestyńczyków. 19 stycznia weszło w życie zawieszenie broni. Warunkiem jego utrzymania jest całkowita przerwa w walkach przez pierwszą 42-dniową fazę.

Druga faza negocjacji z Hamasem

Tymczasem Hamas poinformował, że w izraelskim ataku lotniczym w niedzielę w pobliżu Rafah w południowej części Strefy Gazy zginęło trzech policjantów. Hamas nazwał to poważnym naruszeniem zawieszenia broni. Izrael poinformował, że zaatakował w tym rejonie kilka uzbrojonych jednostek.

W zeszłym tygodniu pojawiły się poważne obawy, że kruche porozumienie może się załamać z powodu sporu o planowe uwalnianie zakładników, ale ostatecznie do wymiany doszło w sobotę.

Biuro Netanjahu potwierdziło w niedzielę, że izraelski zespół negocjacyjny uda się w poniedziałek do Kairu, aby omówić drugą fazę zawieszenia broni.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel will act against Hezbollah violations ‘at full strength,’ Katz vows after Lebanon withdrawal

Israel will act against Hezbollah violations ‘at full strength,’ Katz vows after Lebanon withdrawal

update desk


“We will not allow a return to the reality of Oct. 7,” the Israeli defense minister declared.

Defense Minister Israel Katz visits an IDF post in Southern Lebanon, Dec. 22, 2024. Photo by Ariel Hermoni/Ministry of Defense.

The Israel Defense Forces will continue to act against the Iranian-backed Hezbollah terrorist group in Lebanon “at full strength,” Defense Minister Israel Katz vowed on Tuesday morning in a post on X as the military reportedly completed its withdrawal from most of the territory.

“We will not allow a return to the reality of Oct. 7,” Katz declared, referring to the 2023 Hamas-led massacre in Israel’s south and the 16-month-long Hezbollah terrorist campaign that followed the attacks.

Katz reiterated in his statement that, “starting today, the IDF will remain in the buffer zone in Lebanon at five control posts along the border line, to ensure the protection of the northern communities.”

Israel’s Kan News public broadcaster reported that the withdrawal from the Land of the Cedars was completed ahead of the midnight deadline. IDF officials told the outlet overnight that “the challenge is to preserve the [military] achievements and prevent Hezbollah from returning.”

On Monday, the army’s Northern Command confirmed that soldiers would remain deployed at five strategic outposts in Southern Lebanon beyond the Feb. 18 deadline set out in the ceasefire deal with Beirut.

Israel’s decision to keep boots on the ground in Lebanon was made in conjunction with the Trump administration. The company-size posts, located within several hundred meters of the border, are manned by hundreds of soldiers until the political echelon decides otherwise.

The five outposts are located on a hill near Labbouneh, opposite the Israeli border town of Shlomi; on the Jabal Blat peak, opposite Moshav Zar’it; on a hill opposite Moshav Avivim and Kibbutz Malkia; on a hill opposite Moshav Margaliot; and on a hill opposite the town of Metula.

Hezbollah leader Naim Qassem warned Israel on Sunday that if it does not withdraw its forces by Tuesday, “we will know how to deal with it.

“Israel must fully withdraw on Feb. 18; it has no excuse [not to do so],” the top terrorist leader said in a televised speech cited by the France 24 outlet.

The truce with Lebanon, which took effect on Nov. 27, mandated an IDF redeployment within 60 days. However, the U.S.-monitored deal to end the war with Hezbollah was extended in late January to Feb. 18 .

Under the ceasefire agreement, the IDF was to gradually withdraw from Southern Lebanon as the Lebanese Armed Forces and U.N. Interim Force in Lebanon assumed responsibility for ensuring that Hezbollah remains disarmed in the entire area south of the Litani River.

However, there had been doubts in Jerusalem that the LAF could fulfill its obligation to clamp down on the presence of Hezbollah. The IDF remained engaged in frequent operations in the area until Monday.

The LAF announced on Tuesday morning that its forces were deployed overnight to several areas throughout Southern Lebanon, including in the villages of Kafr Kila, Meiss al Jabal, Bint Jbeil and “other border sites.”

The LAF said engineering units were surveying the areas, reopening roads and removing unexploded ordnance left behind during the war.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Marks 500 Days Since Oct. 7 Attack With Fasts, Rallies Amid News of Early Release of Four Hostage Bodies

Israel Marks 500 Days Since Oct. 7 Attack With Fasts, Rallies Amid News of Early Release of Four Hostage Bodies

Debbie Weiss


Demonstrators hold signs and pictures of hostages, as relatives and supporters of Israeli hostages kidnapped during the Oct. 7, 2023 attack by Hamas protest demanding the release of all hostages in Tel Aviv, Israel, Feb. 13, 2025. Photo: REUTERS/Itai Ron

Israelis on Monday held rallies, blocked roads, and observed a fast to mark 500 days since the Palestinian terrorist group Hamas invaded southern Israel, massacred 1,200 people, and abducted 251 hostages into Gaza on Oct. 7, 2023.

The grim milestone coincided with reports that the bodies of four deceased hostages would be returned on Thursday, two days earlier than the next expected round of captive releases, slated for Saturday.

Hostage families and supporters gathered in major cities. In Tel Aviv, demonstrators blocked Namir Road, holding banners demanding the immediate return of those still held captive. Others gathered outside the Hostages and Missing Families Forum tent in central Jerusalem before marching to Israel’s parliament, the Knesset, where relatives of the hostages pleaded for urgent action. A 500-minute fast, symbolizing the 500 days in captivity, began at 11:40 am and concluded at 8 pm with a rally in Hostages Square in Tel Aviv, attended by thousands.

Israelis on Feb. 17, 2025, marking 500 days since Hamas’s Oct. 7, 2023, attack on southern Israel. Photo: Paulina Patimer

In a screened video message at the rally, Iair Horn made his first public statement since being released on Saturday after 498 days in Hamas captivity. “We’re out of time. We must return them now,” he said.

Horn broke down in tears as he mentioned his brother Eitan, who remains in captivity and is not pegged for release until the next phase of the Gaza ceasefire and hostage-release deal. “Bring back my brother and all of the hostages.”

On Thursday, Israel is set to receive the remains of four hostages, with their identities expected to be revealed that morning. Israel’s KAN public broadcaster cited Israeli officials as saying that preparations were underway for their bodies to be identified and processed at the Abu Kabir forensic institute in Tel Aviv. The four hostages were believed to have been killed in captivity, though the exact circumstances of their deaths remain unclear.

On Saturday, Hamas will release three living hostages, followed by the return of four more bodies next Thursday, Feb. 27. In exchange for the bodies, Israel will release all women and minors under 19 who were arrested in Gaza since the Oct 7 onslaught.

Between Feb. 22 and March 2, Hamas is also scheduled to free the final three living hostages from the first, six-week phase of the ceasefire deal, including Hisham al-Sayed and Avera Mengistu, who have been held in Gaza for over a decade.

Hamas is believed to be holding the bodies of at least 36 people, out of a total of 70, including soldiers and civilians killed on Oct. 7 and others who died in captivity.

Freed hostage Ohad Ben Ami, who was released earlier this month appearing severely malnourished, urged mass participation in the demonstrations. “What kept me going was knowing people were fighting for me,” he said.

Levi Ben-Baruch, whose nephew Edan Alexander remains in captivity, recited the words of Jewish fast-day prayers — “Please save us!” — as he joined others in fasting. “We fast for 500 minutes,” he said, “but they have already fasted for 500 days.”

Jimmy Miller, cousin of Shiri Bibas. Photo: Lior Rotstein

At Kibbutz Be’eri, one of the communities devastated in the Oct. 7 attack, residents held a gathering in memory of those taken hostage from their community and killed in Gaza. Nira Sharabi, whose husband Yossi Sharabi was killed in captivity, said that while the focus remained on bringing home the living, Israel also had an obligation to return the bodies of those who had not survived. “Until they are buried here, we can’t say goodbye,” she said.

Nira’s brother-in-law, Eli Sharabi, who was also released this month, only discovered after his release that his wife and two daughters were murdered in their home on Oct. 7.

Maccabit Mayer, whose relatives Ziv and Gali Berman are among the hostages, said each day felt like an eternity. “Day 500 is just like every other day,” she said. “Except that it’s one day longer.”

“I too want to begin the journey of rehabilitation and healing like all those who have returned from there,” she added.

Shay Dickmann, whose cousin, Carmel Gat, was killed by Hamas terrorists while in captivity, recounted how his grandmother languished during the Holocaust after all her family members had perished, and “waited for the world’s nations to decide when she would be freed.”

“She survived and immigrated to Israel, helping build a country so she would never have to wait again. And today, for 500 days, our people are waiting. We cannot let them wait for the world’s nations to decide if they will survive or be murdered,” Dickmann said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


W oczach Hamasu: wygrywa ta strona, która upokarza drugą

Jedynym środkiem odstraszającym jest perspektywa upokorzenia.


W oczach Hamasu: wygrywa ta strona, która upokarza drugą

Anjuli Pandavar
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Aby zrozumieć ich, nie ma sensu zaczynać od nas. Aby zrozumieć ich, musimy zacząć od nich. Palestyńczycy nie mogą już dłużej machać Żydom przed nosem państwem palestyńskim jak marchewką. Państwem, którego tylko Żydzi naprawdę chcieli.

7 października, 7 lipca (Wielka Brytania), 11 września (USA). Data zamachu w USA, w amerykańskim formacie zapisu (9/11) wystarczy, aby utrwalić w umyśle konkretny akt muzułmańskiego świętego masowego morderstwa, lub, jak jedna imigrantka, szczególnie niezasługująca na amerykańską hojność, określiła najwcześniejszy z tych definiujących religię przejawów barbarzyństwa, „jacyś ludzie coś zrobili”, błahy incydent, o którym nie warto pamiętać, dawno zapomniany. „Zapomnij o zeszłym tygodniu!” warknął Mohamed Hijab kilka dni po tym, jak jego współwyznawcy muzułmanie „coś zrobili” 7 października. Dlaczego my, to znaczy Zachód, „nieustannie gadamy” o robotnikach umierających w Katarze, pytał zirytowany rzecznik Kataru, „Śmierć jest częścią życia”. „Życie nie jest cenne”, powiedziała triumfująca matka z Gazy, której życie dziecka uratowali właśnie żydowscy lekarze w izraelskim szpitalu, do żydowskiego dziennikarza, który zrobił wszystko, aby zgromadzić fundusze na ratowanie jej dziecka. Jej marzeniem było, aby jej wracający do zdrowia synek został zamachowcem-samobójcą w Jerozolimie.

Izraelczycy, zamiast oburzyć się na tę kobietę, zasmucili się. Mąż kobiety, nieco bardziej obyty ze światem, poinstruował ją, co powiedzieć, aby naprawić sytuację, w końcu wciąż byli w izraelskim szpitalu. Izraelscy Żydzi byli szczęśliwi, że zmieniła zdanie, a obraźliwe nagranie zostało usunięte z Internetu, pozostawiając jedynie rozczulające, potwierdzające iluzję słowa żydowskiego dziennikarza: „Życie jest cenne”. 7 października w końcu sprawił, że większość izraelskich Żydów zrozumiała, że mają do czynienia z kultem śmierci.

Istnieje powszechne niezadowolenie wśród Żydów izraelskich — nie arabskich Izraelczyków, nie diaspory żydowskiej — z tego, co uchodzi Gazańczykom na sucho w najnowszym „porozumieniu o uwolnieniu zakładników”, z wezwaniami do kary śmierci dla terrorystów i żądaniami wznowienia wojny. To postęp w stosunku do narodu, który wkroczył do akcji, aby uratować dziecko, które miało być wychowywane na ich mordercę. Do 7 października żądali od siebie więcej, żeby osiągnąć pokój z Palestyńczykami.

W diasporze wielu Żydów podwoiło swoje postanowienie kapitulacji, inni złamali nawyk życia i porzucili tych, w których dotąd rytualnie pokładali nadzieje, a którzy teraz pokazali swoje prawdziwe, żydożercze oblicze, podczas gdy jeszcze inni podejmowali decyzję, której każdy Żyd z diaspory ma nadzieję, że nigdy nie będzie musiał podejmować. Ku mojemu zdumieniu słyszałam w Pradze, ponad rok po masakrze z 7 października, jak rabin wielokrotnie podkreślał swoim uczniom: „Aby uzyskać pokój, musicie coś dać”. Niektórzy ludzie coś dawali. W Talmudzie niektórzy ludzie dawali połowę tkaniny, potem znowu połowę tkaniny, potem znowu połowę tkaniny… Jeśli rabin z Pragi mógł przewidzieć, gdzie to wszystko ostatecznie się skończy, dobrze to ukrył przed swoimi uczniami.

Na szczęście dla większości izraelskich Żydów 7 października zabił aksjomat: „Aby uzyskać pokój, musisz coś dać”. Bardziej dalekowzroczni po raz pierwszy uważnie przyglądają się swojemu wrogowi i pozostają skupieni wystarczająco długo, aby zauważyć, że przyjęte zasady nie mają tu zastosowania. Ich potępienia Palestyńczyków mówią więcej o nich samych niż o tym wrogu: „Palestyńczycy nigdy nie przegapią okazji, aby przegapić okazję”, „Mogli mieć Singapur nad Morzem Śródziemnym”, „Złamali zawieszenie broni”, „Nie są partnerem dla pokoju” itd. Prosty początek zdania: Gdybyśmy byli nimi, my byśmy… umożliwia wyjaśnienie wszystkich tych palestyńskich tajemnic, ponieważ natychmiast zakłada, Gdyby oni byli nami, oni by… Łatwiej jest pojąć, że oni nie są nami. Aby ich zrozumieć, bezsensowne jest zaczynanie od nas. Aby ich zrozumieć, musimy zacząć od nich.

Możemy zacząć od ich wspaniałego aforyzmu, życie nie jest cenne, wynikającego z idei, że to życie jest tylko testem dla prawdziwego życia, które nadejdzie po śmierci i podstawą przechwałek „Kochamy śmierć bardziej niż wy kochacie życie”. Gdyby nie wierzyli, że „następne życie” jest prawdziwym życiem, Ahira, nie byliby muzułmanami; byliby kafirami, najgorszym możliwym stanem istnienia. Rodzice i nauczyciele wbijają to dzieciom do głowy: ta dunya [świat, ziemskie życie] i Ahira, ta dunya i Ahira, ta dunya i Ahira… A potem wyzwanie tableeghis [nauczanie prawdy] do świeckich muzułmanów: „Czy chcesz odnieść sukces w tym życiu, czy w życiu przyszłym?” To przesłanie jest wszędzie.

Tak więc „okazje”, których Palestyńczycy nigdy nie tracą, nie są wcale okazjami; są one zachętą do inwestowania w to życie, a nie w następne. Powiedzenie im, że mogliby mieć Singapur-nad-Morzem Śródziemnym, jest dla nich obrazą, ponieważ sugeruje to, że powinni cenić to życie bardziej niż następne, że jest coś ważniejszego niż zabijanie Żydów. Takie napomnienia po prostu sprawiają, że zaprzeczają temu życiu z większym zapałem. Co więcej, są nie tylko muzułmanami, ale Palestyńczykami. Ich istnienie opiera się na pragnieniu nieistnienia Żydów. Nawet Żydzi, którzy rozumieją i akceptują, że Palestyńczycy nie są zainteresowani państwem, a jedynie chcą, aby nie było państwa żydowskiego, w większości przypadków nie rozumieją, że Palestyńczycy nie mogą istnieć, dopóki istnieją Żydzi. Mają potworną tożsamość tak ukształtowaną z islamu, nacjonalizmu i nihilizmu, że tworzą naród, który poczyna, rodzi i wychowuje dzieci wyraźnie po to, aby te dzieci mogły dorastać i zabijać się, zabijając Żydów.

7 października nie doprowadził narodu żydowskiego do pełnego zrozumienia tego, ale większość z nich w Izraelu jest dziś na dobrej drodze. Teraz bardzo często słyszy się, jak izraelscy Żydzi mówią: „Chcą nas wszystkich zabić”, zamiast: „Dlaczego nie możemy się po prostu dogadać?”. To utrudnia sytuację tym, którzy prowadzą dżihad przeciwko Izraelowi, ponieważ Palestyńczycy nie mogą już dłużej machać Żydom przed nosem państwem palestyńskim jak marchewką. Państwem, którego tylko Żydzi naprawdę chcieli. Niezależnie od tego, czy w końcu zdają sobie sprawę, że cały „proces pokojowy prowadzący do państwa palestyńskiego” był oszustwem, czy też decydują, że danie Palestyńczykom państwa jest nagrodą za 7 października, wynik jest taki sam: nie będzie państwa palestyńskiego. Podczas gdy to drugie oznacza tylko, że Żydzi nie będą już dłużej godzić się na udział w tej farsie, pierwsze oznacza, że Żydzi przygotowują się na wszelkie oszustwa dżihadu, które mogłyby w przyszłości nadejść z dowolnej strony, szczególnie ze strony rzekomych przyjaciół Izraela lub ze strony jego własnej elity rządzącej, w szczególności Sądu Najwyższego i przywódców instytucji bezpieczeństwa i obrony.

Krytycznym aspektem takiej gotowości jest postrzeganie zwycięstwa i porażki z perspektywy wroga. Analitycy zachodni, w tym Izraelczycy, widzą usłaną gruzami Gazę i z niedowierzaniem obserwują, jak mieszkańcy Gazy radośnie obwieszczają zwycięstwo. Rzeczywiście, odnieśli zwycięstwo, przynajmniej na razie. Wszystkie obsceniczne widowiska uzbrojonych, umundurowanych morderców Żydów, „chroniących” porwanych przez siebie ludzi przed lasem „cywilów” fotografujących aparatami w telefonach, mają na celu upokorzenie Izraela. Machanie rękami na scenie, oprawione certyfikaty, torby na prezenty; w tej wojnie propagandowej Izraela nigdzie nie widać. A dla Arabów porażką nie jest podpis na dokumencie kapitulacji, ale upokorzenie przez wroga.

Upokorzenie polega na poniżaniu władców, zabijaniu mężczyzn oraz gwałceniu i zniewalaniu kobiet i dzieci. Dla Hamasu przekazanie jeńców jest aktem wojny. Palestyńczycy z przekazania porwanych robią najgłębsze możliwe upokorzenie izraelskich przywódców i izraelskich mężczyzn, częściowo w odwecie za intensywne upokorzenie ich z powodu okoliczności śmierci Jahji Sinwara. Sinwar, leżący martwy w gruzach u stóp izraelskich żołnierzy z ogromną dziurą w głowie, upokorzył muzułmanów na całym świecie tak głęboko, że próbowali wszystkiego, aby uratować choć trochę honoru z jego śmierci. Wszystko to Hamas był w stanie zrobić Izraelowi, ponieważ ktoś pomyślał, że porozumienie pokojowe będzie dobrym pomysłem.

Ich etyka narodziła się na pustyni, w miejscu nieograniczonej przestrzeni. Nie ma znaczenia, czy granice przesuwają się tam i z powrotem, czy po prostu pozostają nieokreślone. Nałóż islam na taką etykę i geografię, a ziemia stanie się fundamentalna. Muzułmanie mają religijny obowiązek emigracji ze swojej ziemi do ziem niewiernych, sprowadzenia tych ziem do warunków odpowiednich dla islamu i uczynienia docelowej populacji muzułmanami, tym samym przyspieszając „całą cześć dla samego Allaha”. Kilka stuleci dzikości zapewniło, że wszystko poszło po ich myśli. Rozszerzyli „ziemie muzułmańskie” na Słupy Herkulesa, Bramy Wiedeńskie, Bramę Nefrytową i Cieśninę Sundajską. Nie miało znaczenia, który muzułmański władca rządził tym terytorium, pod warunkiem, że na zawsze pozostało ono „ziemią muzułmańską” i stale się rozszerzało poprzez dżihad i emigrację.

Tak więc, głębszym upokorzeniem niż ukorzenie i degradacje wspomniane powyżej, jest utrata „ziemi muzułmańskiej” na rzecz niewiernych. Rekonkwista była takim upokorzeniem. Zachodni kolonializm był takim upokorzeniem. Izrael jest najpoważniejszym ze wszystkich takich upokorzeń, ponieważ była to utrata „ziemi muzułmańskiej” na rzecz Żydów. Na długo zanim jakikolwiek Arab pomyślał o sobie jako o „Palestyńczyku” w przeciwieństwie do Izraelczyka, Bractwo Muzułmańskie ciężko pracowało, organizując muzułmanów z całego świata do prowadzenia dżihadu przeciwko „żydowskiemu modernizmowi” w Mandatowej Palestynie, z celem zabicia każdego Żyda tam przebywającego. Arabowie, którzy uciekli podczas katastrofalnej dla nich wojny z 1948 roku oferowali gotowe źródło, z którego można było zmobilizować rywalizującą populację do kontynuowania wojny. Potrzebowali tylko nazwy, przywódcy i sprawy.

Stworzenie „Palestyńczyków” z tych uciekinierów, wyrzutków i rozbitków pozwoliło muzułmanom, zwłaszcza Arabom, zlecić zabijanie Żydów temu wymyślonemu „narodowi”, nadając mu specjalny status i odpowiedzialność w ummie. Jednocześnie (paradoksalnie dla nas, ale w sposób konsekwentny dla nich) ten specjalny status sprawia, że Palestyńczycy są podatni na permanentne zawieszenie między istnieniem a nieistnieniem, a tym samym przekształca jądro islamskiej pogardy dla tego życia w pełnowymiarową nihilistyczną kulturę, która daje życie każdemu następnemu pokoleniu, aby mogło zabić siebie, zabijając Żydów. Ich arabscy muzułmańscy bracia muszą utrzymać ich w tym potwornym stanie, aby świat wywarł presję na Izrael, aby przyznał im państwo, krok, który znacznie osłabi państwo żydowskie i umożliwi powtórzenie próby z 1948 r., przejęcia jak największej części kraju dla siebie, zanim zrobią to ich bracia. Po tym nie będą potrzebować Palestyńczyków, a Palestyńczycy nie będą potrzebować siebie. To jest ich prawdziwa tragedia.

Oczywistym kontratakiem dla muzułmańskiego podboju ziemi w bezpośrednim kontekście wojny w Gazie jest usunięcie całej populacji muzułmańskiej z Gazy, pomoc niemal wymarłym chrześcijanom w ponownym osiedleniu się tam i, co najważniejsze, ponowne zaludnienie Gazy Żydami, od krańca do krańca. Ogólną zasadą powinno być to, że ziemia zmienia właścicieli tylko w jednym kierunku: z dala od muzułmanów. Gdziekolwiek nadarzy się okazja, aby przejąć ziemię od muzułmanów, przejmij ziemię od muzułmanów. Nakładanie upokorzenia na upokorzenie w ten sposób przyczyni się ostatecznie do złamania dżihadu. Nie będzie to trwałe rozwiązanie, ale będzie możliwe do opanowania, pod warunkiem, że Żydzi będą wolni od złudzeń, a Izrael będzie wolny od zdrajców.


Anjuli Pandavar, urodzona w Południowej Afryce, w muzułmańskiej rodzinie, zna czarne karty islamu tak, jak niektórzy z nas znają czarne karty Kościoła katolickiego. Islam broniący się przed współczesnością, islam który sprzymierzył się z nazizmem, islam gloryfikujący nienawiść i barbarzyństwo, dotarł jej zdaniem do punktu zwrotnego. Wielu mieszkańców muzułmańskiego świata zaczyna dostrzegać, że ich religia nie tylko cofa ich do średniowiecza, uniemożliwia współżycie z innymi, ale również niszczy ich życie codzienne. Fundamentalny islam, nazywany dla niepoznaki islamizmem, nadal jest w pełni sił i nadal trzyma w swoich szponach setki milionów wyznawców.

Pierwotnie opublikowane w Arutz 7 Israel National News


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The End of ‘Palestine’

The End of ‘Palestine’

Lee Smith


Donald Trump and Benjamin Netanyahu speak during a meeting in the Oval Office on Feb. 4, 2025 / Anna Moneymaker/Getty Images
.

Donald Trump reminds the world that ideas have sell-by dates

Yesterday, President Donald Trump single-handedly collapsed the most destructive idea of the last hundred years—Palestine. During meetings with Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu and other Israeli officials, Trump said he was going to move 1.7 million Palestinians out of Gaza. And just like that, he broke the long spell that had captured generations of world leaders, peace activists, and Middle East terror masters alike, who had paradoxically come to regard the repeated failure and haunting secondary consequences of the idea of joint Arab Muslim and Jewish statehood in the same small piece of land as proof of its necessity.

Palestine was a misshapen idea from the beginning, engendered by an act of pure negation. The Arabs could have gone along with the U.N.’s partition plan like the Jews did, and chosen to build whatever version of Switzerland or Belgium on the eastern Med in 1948. Instead, they resoundingly chose war. That’s the storied “Nakba” at the core of the Palestinian legend—the catastrophe that drove the Arabs from their land and hung a key around the neck of a nation waiting to go home. The Arabs chose the catastrophe; they chose war, based on the premise that they would inevitably win and exterminate the Jews.

Yet despite repeated military failures, and the increasing distance between the first-world powerhouse that the Israelis built and their increasingly war-torn, third-world neighborhood, the global conscience was always predisposed to rebuilding what the Palestinians destroyed. Accordingly, the Palestinian Arabs became a tribe of feral children whose identity was carved out of the relentless vow to eliminate Israel and slaughter the Jews en masse—despite repeated failures, each one more crushing than the last.

Trump said, enough, we’re not rebuilding Gaza. Time for a new idea—the Gazans have to to go, they can try to start again somewhere else, in a land where every building still standing isn’t already wired to explode.

Gazans waged an exterminationist campaign against Israel, and they lost. At any other time in history, save the last 75 years, they would be lucky to lose only territory and not have their legend and language permanently deleted from the book of the living.

What if they won’t go, or if the Egyptians and Jordanians won’t take them? They’ll take them, said Trump. Ah, he’s talking big, but it’s not real, say the experts—after all, he’s a real estate guy, and he’s pretending it’s just another property deal to pressure Hamas—Mar-a-Gaza. You can’t move a million people just like that, says an American electorate that elected Trump because he promised to deport tens of millions of illegal aliens who crossed the U.S. border in the last four years. He’s nuts says the D.C. foreign policy crowd: He’ll destabilize Egypt and Jordan, and undermine America’s best Arab friends and allies in the region.

Yet Trump is right to see both Egypt and Jordan as paltry constructions with little-to-no ability to project force on America’s behalf, and whose survival depends month to month on American aid. Cairo is useful to the United States only insofar as it, one, makes sure the Suez Canal is open and, two, observes the peace treaty with Israel—i.e., continues its campaign of repression against a populace of 112 million people who can barely afford to buy bread, and many of whose dreams are filled with the same insanity that drives Hamas. The only antidote to this misery that Egypt’s rulers have found is blaming the Zionists next door for the ills of their own society, while torturing religious extremists in their prisons. Maybe when Elon Musk is finished fixing Washington he can conduct an audit of where American money goes in Egypt. Somehow, I doubt he’d get in the door.

Egyptian President Abdel Fattah al-Sisi’s problem is that he allowed Hamas to smuggle arms through the Philadelphi crossing into Gaza, thereby violating Egypt’s peace treaty with Israel—which is what we nominally pay him for. From the perspective of Trump, an American president keen to enforce treaty obligations, Sisi has a new chance to prove himself as a friend of America and not a grafting liar by adding a million Gazans—who in the past have been ruled by Egypt and have family names like al-Masri (“the Egyptian”)—to Egypt’s existing population of 112 million, amounting percentagewise to roughly the same number of legal immigrants that the United States accepts per year. Sisi can deal with the Hamas members among the Gazan immigrants the same way he deals with Muslim Brotherhood militants in his own society—or he can give them all medals for their service. It’s up to him.

And if not? Well, he might remember that Hosni Mubarak’s regime collapsed not because of Muslim Brotherhood-led street protests during the 2011 Arab Spring but because Barack Obama withdrew his support from the longtime U.S. ally.

With money from the Gulf states, or even Israel, Sisi can afford to absorb Palestinians and might even volunteer to take all of Gaza—the average salary in Egypt at present being the equivalent of $5,000 per year. He can then leave Jordan’s King Abdullah responsible for the rest of the Palestinians in the likely event that Trump, as he did in his first term, encourages Netanyahu to annex the Jordan Valley, or goes a step further and acknowledges Israeli sovereignty over Judea and Samaria.

Since the CIA has long treated the Hashemite Kingdom as a key asset, we can expect within the next week The Washington Post’s David Ignatius to publish an article based on intelligence sources—i.e., U.S. and Jordanian spies—concocting a story about Trump’s rationale for “destabilizing Jordan.” The reality is that the Jordanians, with U.S. help, put down a Palestinian rebellion in 1970. The country of a little more than 11 million is already estimated to be two-thirds Palestinian, the rest Jordanian tribesmen, and it’s hard to see how adding another 500,000 Palestinians will make it harder for Jordan’s notoriously effective security services to contain their neighbors, especially if the offer includes a few dozen more Black Hawk helicopters. After all, no one will expect the Jordanians to allow Hamas to build a giant tunnel-city stuffed with rocket factories beneath their encampments while giving them billions in foreign aid to pay for it all.

Again, the key players here aren’t Jordan and Egypt but the oil rich Gulf Cooperation Council states, especially Saudi Arabia, the United Arab Emirates, and of course Qatar. Trump might make Saudi largesse in resettling the Gazans a precondition for the much-hyped prospect of normalizing relations between Riyadh and Jerusalem. Given the fact that Israel regularly attracts nine- and 10-figure investments from Silicon Valley’s biggest funds, the reality is that the Saudis have little to offer Israel except for money applied to exactly this type of local purpose. Moving millions of Gazans who have repeatedly attacked their Israeli neighbors out of what is now a shattered war zone is a sensible investment in the kind of stability that helps rich people get richer.

The Arabs and Democrats are only the most vocal of the many opposed to Trump’s initiative. Left-wing governments from Europe to Australia are lining up to pledge their allegiance to the fantasy of a Palestinian state, in the hopes of propitiating Muslim and Arab constituencies at home—whose understanding of “peace” means eliminating Israel. But even leaving the patent bad faith of those professing “peace” aside, moving Gazans out of Gaza is the only sane option 14 months after they initiated a campaign of rape, murder, and hostage-taking that brought their own house down on their heads.

After all, what’s more fanciful, moving 1.7 million people out of Gaza, a large portion of whom would simply be required to board air-conditioned buses or walk across the nearby Egypt border, or compelling them to live in a giant rubble field booby-trapped by an Iran-backed terrorist group? Estimates vary as to how long it would take to clear Gaza of explosives—half a decade or more? Fifteen years? Twenty? Are the Gazans supposed to live quietly in tents for the next decade or two while their homes are rebuilt next door? Where? In “temporary cities” made of Dwell Magazine-like rehabbed shipping containers built by graduates of Birmingham University? In Hamas’ tunnels?

Regardless, should the Palestinians remain in Gaza, they would invariably return to war no matter how much munificence the Gulf Arab states, the European Union, and perhaps even the U.S. might shower on the toxic sand castle built over the past two decades with billions of Western aid money. Proof the Palestinians can’t and won’t keep the peace is that even after they won a reprieve when Trump’s Middle East envoy Steve Witkoff forced the Biden administration’s cease-fire on Jerusalem, Hamas and its NGO-supported human shields celebrated in the streets as if the Hamas space program had successfully landed Palestinians on Mars. Even as Israel released jailed murderers, the Gazans paraded Israeli hostages through the ruins of Gaza like trophies of war.

The Saudis, Qataris, Emiratis and others who now rend their clothes while lamenting the likely fate of their ant-farm death cult might well have counseled: Quiet brothers, you have been spared. Don’t bring attention to yourselves. For the winds of Gaza shift on a whim and who knows if you are not next to be swept away by fate—or the American president.

Here is the stark reality: Gazans, not just the enlisted members of the Hamas brigades, waged an exterminationist campaign against Israel, and they lost. At virtually any other time in history, save the last 75 years, they would be lucky to lose only territory and not have their legend and language permanently deleted from the book of the living.

Trump’s generous offer to the Gazans therefore signals a return to history, but with a twist. Trump has not only spared them, but vowed to provide them with new lives, better lives, work, new homes, a chance to raise their families in peace, an existence not premised on total and permanent war with a more powerful adversary destined to rout them entirely, and would have already done so if not for the objections of other powerful global players.

Trump, in his innovative mercy, has offered to save the Palestinian people from their own history, and give them a new idea to live by. They should thank their maker for the chance to start anew—and give thanks as well to the American president, who realistically promises them a better future, backed by U.S. global power. Given the repeated failure of the multi-decade-long dream of eliminating and replacing the Jews of Israel, it seems unlikely that the Palestinians will receive a better offer.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com