Archive | 2025/05/26

Dlaczego Trump stawia bardziej na państwa arabskie niż na Izrael [LE FIGARO]

Donald Trump na Bliskim Wschodzie (Fot. REUTERS/Brian Snyder)


Dlaczego Trump stawia bardziej na państwa arabskie niż na Izrael [LE FIGARO]

Adrien Jaulmes / Le Figaro


[ Glupie pytanie/tytul. Trump wie ze moze ufac Izraelowi ale nie Arabom ]
Głośna podróż Trumpa do trzech naftowych monarchii w Zatoce Perskiej wskazuje na nowe, znacznie bardziej pragmatyczne podejście Ameryki do regionu. A także sugeruje, że wpływ Izraela na politykę USA będzie malał.
embed

Korespondencja z Waszyngtonu

George W. Bush próbował aktywnie przekształcać świat arabski. Barack Obama próbował się od niego dystansować. Trump stawia na powrót USA, ale przy podejściu, które można nazwać asertywnym realizmem.

Pierwsza oficjalna podróż zagraniczna Trumpa podczas jego drugiej kadencji była manifestacją nowych reguł dyplomatycznych prezydenta, który podjął się przedefiniowania roli USA na świecie.

Kontrowersyjny, oględnie mówiąc, styl Trumpa czasami przesłania to, co kluczowe w jego polityce zagranicznej. Na przykład akurat jego podejścia do Bliskiego Wschodu nie można określić całkowitym zerwaniem z przeszłością, przeciwnie – rysuje się powrót do niektórych tradycyjnych podstaw amerykańskiej dyplomacji w regionie.

Arabia Saudyjska została potwierdzona jako główny regionalny sojusznik Waszyngtonu. I chociaż Izrael nadal korzysta z bezwarunkowej amerykańskiej ochrony, Trump zasygnalizował – poprzez ominięcie Izraela podczas tej podróży – że Stany Zjednoczone stawiają własne interesy na pierwszym miejscu.

Chodzi tu o: pacyfikację konfliktów na Bliskim Wschodzie, stabilność na rynku ropy naftowej i lukratywne kontrakty handlowe, w szczególności zbrojeniowe, z krajami, od których Chiny i Rosja mają być trzymane z daleka, jak Katar czy ZEA.

W swoim przemówieniu w Rijadzie Trump nie krył swojej fascynacji Arabią Saudyjską. „Kocham ją aż za bardzo”, powiedział autorytarnemu następcy tronu Mohammedowi Bin Salmanowi.

Nie jest pierwszym amerykańskim prezydentem, który ma słabość do Saudów. Sojusz zawarty w 1945 r. na krążowniku „Quincy” między Franklinem D. Rooseveltem a Ibn Saudem, założycielem państwa noszącego imię jego rodu, został w ciągu dekad potwierdzony przez liczne amerykańskie interwencje wojskowe w regionie. Najpierw w latach 80. w celu ochrony Saudów i królestw Zatoki Perskiej przed zagrożeniem ze strony irańskiej rewolucji szyickiej. Następnie w latach 1990-91, aby bronić ich przed Irakiem Saddama Husajna. Przejawiło się to w jeszcze bardziej niezwykły sposób na początku XXI w., kiedy USA przymknęły oko na narodowość sprawców ataków z 11 września 2001 r. i oszczędziły Arabii Saudyjskiej jakichkolwiek sankcji lub innego rodzaju reperkusji.

Wszyscy amerykańscy prezydenci faworyzowali kontrakty zbrojeniowe i stabilne dostawy ropy z Zatoki, regularnie wyciszając krytykę rządów tych w zasadzie bez wyjątku autokratycznych sojuszników.

Żadnej krytyki za łamanie praw człowieka

Trump poszedł jednak teraz jeszcze dalej. W przeciwieństwie do administracji G.W. Busha, która kładła pewien nacisk na demokratyczne aspiracje społeczeństw arabskich, starając się oprzeć na nich transformację Bliskiego Wschodu, czy Obamy, który potępił korupcję arabskich reżimów w swoim przemówieniu w Kairze w 2009 r. – tuż przed falą buntów, które wstrząsnęły regionem – Trump skrytykował swoich poprzedników i wykluczył jakąkolwiek amerykańską ingerencję w wewnętrzne sprawy arabskich sojuszników USA.

„Błyszczące cuda Rijadu i Abu Zabi nie zostały stworzone ani przez tak zwanych inżynierów przemian, neokonserwatystów czy liberalne organizacje non-profit, takie jak te, które wydały biliony dolarów, zaniedbując rozwój Kabulu, Bagdadu i wielu innych stolic w regionie” – powiedział Trump w swoim przemówieniu w Rijadzie 13 maja. „Pokój, dobrobyt i postęp nie wynikają z radykalnego odrzucenia waszego dziedzictwa, ale raczej z akceptacji waszych tradycji narodowych, które tak bardzo kochacie”, wyjaśnił Trump, porzucając mesjanistyczny dyskurs, który charakteryzował amerykańską politykę w regionie przez ostatnie ponad dwie dekady lat.

Trump powstrzymał się od jakiegokolwiek krytykowania sojuszników. Zamiast izolacjonizmu praktykowanego przez jego administrację wobec Europy, Trump powtórzył swoje obietnice obrony sojuszników z Zatoki Perskiej.

„Nigdy nie zawaham się użyć amerykańskiej potęgi, jeśli będzie to konieczne do obrony USA lub pomocy w obronie naszych sojuszników” – mówił Trump – „i nie będzie litości dla żadnego wroga, który spróbuje zaszkodzić nam lub im”.

Jego ostentacyjna odmowa ingerowania w politykę wewnętrzną świata arabskiego kontrastowała bardzo z wystąpieniami członków jego administracji skierowanymi do europejskich sojuszników, m.in. potępieniem Niemców i Brytyjczyków za rzekomy brak poszanowania wolności słowa.

Rośnie dystans między Trumpem a Netanjahu

Ten „neorealizm” Trumpa obejmuje również korektę amerykańskiego stanowiska wobec Izraela. Owszem, zasada braku ingerencji i krytyki polityki wewnętrznej dotyczy również Izraelczyków. Od początku swojej kadencji Trump dał premierowi Benjaminowi Netanjahu carte blanche na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. Jednak wpływ Netanjahu na amerykańską politykę gwałtownie zmalał.

Izrael poczekał do końca podróży Trumpa z rozpoczęciem nowej ofensywy przeciwko Hamasowi w Strefie Gazy. Istnieją jednak oznaki, że Waszyngton nie jest zadowolony z tego przeciągania i rozogniania konfliktu. Utrudnia to misję specjalnego wysłannika Trumpa, Steve’a Witkoffa, który stara się wynegocjować zawieszenie broni i uwolnienie ostatnich zakładników. Wiceprezydent J.D. Vance zrezygnował z wizyty w Izraelu w tym tygodniu, oficjalnie z „powodów logistycznych”, ale według amerykańskich źródeł, aby uniknąć sugerowania, że administracja Trumpa popiera tę nową ofensywę.

Także inne sygnały wskazują na dystansowanie się amerykańskiej dyplomacji od Izraela. Ostatnie uwolnienie zakładników w Strefie Gazy zostało wynegocjowane przez Waszyngton bezpośrednio z Hamasem, bez udziału Izraelczyków. Negocjacje z jemeńskimi rebeliantami Huti, które doprowadziły do zawieszenia ataków na statki korzystające z morskich szlaków w regionie, były prowadzone za pośrednictwem Omanu, a Izraelczycy także nie zostali włączeni do rozmów.

Ale przede wszystkim Netanjahu, który zdawał się wierzyć, że może namówić na amerykański udział w ataku na irańskie obiekty nuklearne, został zamiast tego poinformowany, że negocjacje z Teheranem zostają wznowione. Co więcej, izraelski premier musi obserwować również rosnący wpływ prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana na Trumpa. Ankara zabiega o powrót do programu samolotów myśliwskich F-35, z którego została wykluczona w odwecie za zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych – a to wzbudziło obawy Izraela o jego przewagę powietrzną w regionie.

Pokój na Bliskim Wschodzie jako okazja do zarobienia

Zniesienie amerykańskich sankcji wobec nowego reżimu syryjskiego, ogłoszone z zaskoczenia przez Trumpa podczas podróży – to decyzja podjęta za radą Turcji i Saudów – również zwiększyło strategiczne obawy Izraela.

Wznowienie negocjacji z Iranem to spektakularny zwrot Trumpa, który gwałtownie krytykował porozumienie podpisane z Teheranem przez Obamę w 2015 r. i zerwał je podczas swojej pierwszej kadencji, czy normalizacja stosunków z byłym syryjskim dżihadystą, który przejął władzę w zrujnowanym przez dekadę wojny domowej kraju wskazują przede wszystkim na duże pole manewru, jakie daje mu w zasadzie brak wewnętrznej opozycji w USA. Każda z tych decyzji, gdyby była podjęta przez prezydenta Demokratę, spotkałaby się z gwałtownym atakiem Republikanów w Kongresie, a teraz została zaakceptowana, choć niechętnie, nawet przez zwolenników twardej linii wobec Teheranu.

Ta swoboda działania pozwala Trumpowi realizować jego dyplomatyczny cel, jakim jest Bliski Wschód spokojny, czyli zapewniający okoliczności do prowadzenia lukratywnych interesów, zarówno przez USA jako państwo, jak i przez Trumpa, jego rodzinę i znajomych.

Wznowienie izraelskiej ofensywy w Strefie Gazy, a przede wszystkim niechęć Izraela do znalezienia akceptowalnego wyjścia z konfliktu, prawdopodobnie zwiększy irytację Trumpa wobec Izraela. Netanjahu, który regularnie wywiera wpływ na amerykańską politykę za pośrednictwem swoich republikańskich sojuszników w Kongresie, teraz musi układać się z prezydentem, który zacieśniając relacje z arabskimi monarchiami jest znacznie mniej podatny na jego presję.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


US citizen arrested for threats to ‘burn down’ US embassy branch in Tel Aviv, kill Trump

US citizen arrested for threats to ‘burn down’ US embassy branch in Tel Aviv, kill Trump

JNS Staff


“This defendant is charged with planning a devastating attack targeting our embassy in Israel, threatening death to Americans and President Trump’s life,” the U.S. attorney general stated.

A backpack and Molotov cocktails recovered from a dual U.S.-German citizen who allegedly spat on a security guard outside the U.S. embassy branch artist in Tel Aviv on May 19, 2025. Credit: Israel Police.

Joseph Patrick Neumeyer appeared in federal court in Brooklyn, N.Y., on Sunday, where the 28-year-old, dual U.S.-German citizen was charged with threatening to kill U.S. President Donald Trump and to bomb a U.S. embassy branch in Tel Aviv.

Israel deported Neumeyer, of Colorado, to New York on Saturday, per the U.S. Justice Department. He faces up to 20 years in prison and up to $250,000 in fines, per the department.

“This defendant is charged with planning a devastating attack targeting our embassy in Israel, threatening death to Americans and President Trump’s life,” stated Pam Bondi, the U.S. attorney general. “The department will not tolerate such violence and will prosecute this defendant to the fullest extent of the law.”

“Neumeyer not only made threats against Americans and U.S. diplomatic missions, but also allegedly attempted to carry out those threats by bringing potentially deadly devices to the U.S. embassy in Tel Aviv,” stated Steven Jensen, assistant director in charge of the FBI Washington field office. 

“Let his arrest carry an unmistakable message,” Jensen stated. “The FBI and our partners will aggressively pursue those who attempt to harm U.S. citizens and interests abroad.”

The U.S. government alleges that on May 19—in the month after he arrived in Israel—Neumeyer wrote, “Join me this afternoon in Tel Aviv
and “We are burning down the U.S. embassy” on Facebook.

“Join me as I burn down the embassy in Tel Aviv.  Death to America. Death to Americans,” he wrote, directing an expletive at “the west,” per the criminal complaint.

On May 19, Neumeyer spat on a guard outside the U.S. embassy branch artist in Tel Aviv but was able to flee, while yelling profanities, as the guard sought to detain him. After a guard grabbed him by the backpack, Neumeyer managed to break free and escape, leaving the backpack behind, per the complaint.

“Law enforcement recovered from Neumeyer’s backpack several bottles that had been turned into improvised incendiary devices, commonly known as ‘Molotov cocktails,’” per the Justice Department. “Authorities confirmed the presence of flammable fluid in the bottles.”

The complaint described a guard noticing a “strong odor of ‘pure’ alcohol emanating from the backpack” and “a bottle with black cloth protruding from its neck.”

Neumeyer’s social-media accounts allegedly had “threatening posts that, among other things, called for the assassination of President Donald J. Trump,” according to the department, which said that law enforcement tracked him to his hotel and arrested him.

Among the screen captures detailed in the criminal complaint are also a threat against billionaire entrepreneur Elon Musk and a reference to Texas Gov. Greg Abbott.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


An Open Letter to Hamas’ Defenders

An Open Letter to Hamas’ Defenders

Elisa Albert


We have so much to chat about—as soon as the war we never wanted is over

Tablet Magazine

Hi, Terror Apologist!

I don’t know who you are, why you care about the plight of Jews in the diaspora or in Israel, how long you’ve been involved with Jewish-Arab peace and coexistence movements, or how much you have personally at stake with the safety of Israeli Jews or people in Gaza, but I’m so glad you’re here.

Perhaps you’re a gentile with a social justice bent and you’ve recently become interested in a centuries-old conflict between people you don’t know in a place you’ve never been near. Perhaps you are on an exciting algorithmic adrenaline ride, learning as you go. Perhaps you are an assimilated Jew with some intellectual curiosity and the epigenetic trauma response of trying to cover your ass so you’ll be accepted by the secular world. Whatever the case, you are alive and well and safe enough in this moment to be putting forth some sort of argument for—or implicit defense of—terrorism. You might be doing so from an Israel bomb shelter, in which case I salute you and would love to discuss the absolute necessity of a two-state solution, the complete removal of Netanyahu and his cronies, a total withdrawal from Judea and Samaria, and the travesty of what unfolded in Gaza since we unilaterally withdrew in 2005 and found ourselves under rocket fire literally two hours later—once our hostages are home and Hamas is destroyed. Assuming you aren’t a random careless internet dilettante who will be on to the next “cause” by then.

We can talk about war crimes, morality, good and evil, when this war we never wanted is over. Assuming you won’t be on to the next cause by then.

We weep for the plight of the Palestinian people and for the ignorance and naïveté of so many who believe that anyone but Hamas is responsible for their current suffering. Someday, when this war we didn’t want is over, I’d love to discuss the radicalization of the oppressed. And the fomenting of extremism, and Israeli intellectuals who have been warning against this very scenario for decades. When this war we did not want is over, we can grab coffee and talk about Iran and Saudi Arabia and Qatar. And Jordan and Egypt and Yemen. We can talk about building terror infrastructure under a hospital, about the concept of “martyrdom,” about propaganda. We can talk about squandered opportunities. We can talk about Hamas’ misdirected/stolen billions in aid. We can talk about means and ends and which ends justify which means. We can talk about how a population that doubled over the past 20 years can possibly be said to be a victim of genocide. We can talk about war crimes, morality, and good and evil when this war we never wanted is over. Assuming you won’t be on to the next cause by then.

Meanwhile, our hearts are broken and our hopes for peace are dashed yet again, but we have long memories and a powerful will to live.

Am yisrael chai.

Be safe, and pray for the safety of others—

Elisa


Elisa Albert is the author of three novels and a story collection. Her fiction and essays have appeared in n+1, the Guardian, The New York TImes, New York Magazine, Lilith, Bennington Review, Michigan Quarterly Review, and elsewhere. THE SNARLING GIRL, now out from Clash Books, represents a decade’s worth of personal essays and literary criticism. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com