Archive | 2026/05/08

Żyć jest bardzo niezdrowo. Kto żyje ten umiera – mija 60 lat od śmierci Stanisława Jerzego Leca


Żyć jest bardzo niezdrowo. Kto żyje ten umiera – mija 60 lat od śmierci Stanisława Jerzego Leca

Paweł Tomczyk (PAP)


STANISŁAW JERZY LEC – 1964 R. PAP/CAF-ARCHIWUM

Potrafił jak najkrócej powiedzieć jak najwięcej – ocenił pisarz i satyryk Andrzej Nowicki. 7 maja 1966 roku zmarł satyryk, poeta i aforysta Stanisław Jerzy Lec, autor m.in. „Myśli nieuczesanych”. Miał 57 lat. „Żyć jest bardzo niezdrowo. Kto żyje ten umiera” – zdążył napisać.

Pogrzeb Stanisława Jerzego Leca odbył się 11 maja 1966 r.

„Na cmentarzu komunalnym, dawnym cmentarzu wojskowym na Powązkach zebrali się w środę rano, przy dusznej, bezwietrznej pogodzie, literaci warszawscy prawie bez wyjątku, ażeby oddać ostatni hołd koledze i przyjacielowi. Prezes Związku Literatów Jarosław Iwaszkiewicz i Artur Międzyrzecki pełnili w wartę przy katafalku, kompania honorowa prezentowała broń, oddała salut honorowy. Dwie panie, stojące obok mnie, zadrżały przy huku wystrzałów. Przypomniała mi się refleksja Leca: »Niech żywi zachowają ciszę na cmentarzu, jeśli potrafią to nawet umarli«. I jedno z jego typowych westchnień: »Szkoda, że do raju jedzie się karawanem!«. Pogrzeb państwowy dla satyryka!” – wspominał Karl Dedecius, który o śmierci Leca dowiedział się dzień wcześniej, z gazety rozdawanej w samolocie LOT-u lecącym z Frankfurtu nad Menem do Warszawy.

„Od dłuższego czasu nie dostawałem listów od niego, dopiero drogą okrężną dowiedziałem się o groźnym stanie jego zdrowia. W maju postanowiłem z dobrymi wieściami wydawniczymi i odrobiną nadziei pojechać do Warszawy” – wyjaśnił Dedecius. Przetłumaczone przezeń „Myśli nieuczesane” osiągnęły w Niemczech nakład ok. 2 mln egzemplarzy.

„»Niech żywi zachowają ciszę na cmentarzu, jeśli potrafią to nawet umarli«. I jedno z jego typowych westchnień: »Szkoda, że do raju jedzie się karawanem!«. Pogrzeb państwowy dla satyryka!”

Najzwięźlej – i aforystycznie! – twórczość Stanisława Jerzego Leca podsumował pisarz i satyryk Andrzej Nowicki (1909-86). „Osiągnął ideał: potrafił jak najkrócej powiedzieć jak najwięcej” – ocenił, cytowany w opracowaniu Wandy Leopold pt. „Myślę, że jestem… Portrety wielokrotne. Wspomnienia i szkice o Stanisławie Jerzym Lecu” (1974).

W audycji Moniki Małkowskiej „Kwadratura Kultury” (Polskie Radio 24, 2020) architekt i varsavianista Tomasz Lec ocenił, że bon moty jego ojca z biegiem lat nabierają aktualności – pisząc: „Można mieć profil nie mając twarzy” przewidział powstanie Facebooka, zaś aforyzmem: „Omijam ludzi – rzekł pewien ich przyjaciel, aby im nic złego nie zrobić” opisał sytuację społeczną wywołaną pandemią.

Stanisław Jerzy Lec – a właściwie Stanisław Jerzy de Tusch-Letz – urodził się 6 marca 1909 r. we Lwowie, w uszlachconej rodzinie żydowskiej – był synem barona Benona de Tusch–Letza i Adeli z domu Safrin. Wychowanek gimnazjów we Lwowie i Wiedniu, maturę uzyskał w 1927 roku we Lwowie i podjął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza – po roku polonistyki przeniósł się na prawo. W 1928 r. debiutował wierszem „Wiosna” w 13. numerze krakowskiego „Kuriera Literacko–Naukowego”.

„Potwierdzał swoim życiem prawdziwość własnych najbardziej paradoksalnych maksym. Dziedzic baronowskiego tytułu na przekór swojej sferze miał zdecydowanie lewicowe poglądy. Trójczłonowe nazwisko skrócił i spolszczył do prostego: Lec, co po hebrajsku oznacza wesołka, ale i bystrego obserwatora, który to, co widzi, »na swój sposób interpretuje i wyjaśnia«” – napisał Janusz R. Kowalczyk (culture.pl, 2017).

„Lec (albo Letz, według pisowni starszych dowodów osobistych rodziny w Wiedniu) znaczy po hebrajsku dowcipniś, satyryk. Staroniemieckie słowo »Letze« – fortyfikacja graniczna, wał ochronny – nadaje mu politycznej wagi. Czasownik »letzen« znaczy, paradoksalnie, zarówno krzepić, orzeźwiać, jak i dręczyć, przygnębiać. Myśli Leca krążyły wokół rzeczy ostatecznych (niem.: »letzte Dinge«). I w reszcie — i na koniec — rzeczownik niemiecki »Letzt« oznacza wieczerzę pożegnalną, stypę” – wyjaśnił Karl Dedecius w artykule „Lec: temat, forma, źródło z krótkim prologiem i epilogiem (pierwszego spotkania i ostatniego spaceru)”, opublikowanym w „Kwartalniku Literackim” (1973).

„Osiągnął ideał: potrafił jak najkrócej powiedzieć jak najwięcej.”

„Związany ze środowiskiem lewicy społecznej należał do ścisłego grona współzałożycieli pisma »Tryby«, które zostało niemal natychmiast zamknięte przez władze po ukazaniu się pierwszego numeru (1931, nr 1). Współpracował z komunistycznym »Dziennikiem Popularnym« w latach 1933-36, na łamach którego publikował pod pseudonimem »Stach« stały codzienny felieton pt. »Przed sądem nieostatecznym« oraz niedzielny felieton pt. »Przed sądem ostatecznym«” – napisano na stronie diapozytyw.pl. „Stworzył wraz z Leonem Pasternakiem kabaret literacki »Teatr Pętaków«, który został zamknięty po kilku przedstawieniach. Po zamknięciu przez władze »Dziennika Popularnego«, w obawie przed aresztowaniem, wyjechał na krótko do Rumunii, później przebywał u matki na Podolu, gdzie pracował jako aplikant adwokacki w Czortkowie, by znów powrócić do Warszawy i kontynuować swa działalność literacką. W latach 1936-37 współpracował z »Lewarem« – pismem założonym przez Pasternaka (tytuł pochodził z gry słów: »Lewar – Lewi Artyści«), w latach 1936-38 z tygodnikiem »Sygnały«. Podjął także współpracę z pismami satyrycznymi takimi jak: »Cyrulik Warszawski« (od 1931) i »Szpilki« (od 1937), »Czarno na białem«(1938-39)” – dodano.

Po wybuchu II wojny światowej znalazł się w okupowanym przez ZSRS Lwowie, gdzie uczestniczył w życiu literackim – podjął współpracę z „Nowymi Widnokręgami”. 19 listopada 1939 r. podpisał oświadczenie pisarzy polskich witające przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Sowieckiej. W 1940 r. wstąpił do Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy.

„W »Czerwonym Sztandarze« publikował między innymi teksty do propagandowych rysunków satyrycznych Franciszka Pareckiego. Z tego okresu pochodzi szereg jego utworów zgodnych z oczekiwaniami władz radzieckich, między innymi pierwszy polski wiersz opiewający Stalina. Jacek Trznadel napisał: w powojennej historii literatury biografia Leca uległa zafałszowaniu. Lec pozostał w literaturze przede wszystkim jako autor zbioru aforyzmów »Myśli nieuczesane«, tłumaczonego także na inne języki. A przecież w grupie pisarzy komunistycznych we Lwowie Lec należał do najaktywniejszych apologetów zaboru i systemu sowieckiego. Ogłaszał w pismach sowieckich reportaże, tłumaczenia z politycznej poezji sowieckiej, wiersze, satyry. W jednej z satyr grozi deportacją za łapownictwo, w innej atakuje polską emigrację polityczną, co oznaczało także atakowanie konspiracji lwowskiej, rozstrzeliwanej przez okupanta. To wszystko uległo po wojnie, a i dziś ulega zatarciu” – przypomniał Janusz R. Kowalczyk.

Po wkroczeniu 30 czerwca 1941 r. Niemców do Lwowa Lec został osadzony w obozie pracy przymusowej w Tarnopolu.

„Miał trzydzieści cztery lata, kiedy kopał sobie grób. Nie położył się? w nim, tylko jak w starym, dobrym powiedzeniu uciekł grabarzowi spod łopaty. Był rok 1943. Lec był komunista?, Żydem, synem dobrze sytuowanych rodziców, którzy przeszli na chrześcijaństwo, ale to nie miało znaczenia. Ojciec, baron Tusch-Letz, z bogatej rodziny, która pamiętała wędrówkę z hiszpańskiej diaspory przez Niemcy do Galicji, do Lwowa, gdzie Stanisław się urodził, i matka, córka zamożnego ziemianina, dalecy byli od socjalnego kontekstu, w którym mogłyby się zrodzić idee braterstwa, wolności i równości. W przypadku Leca tylko solidne wykształcenie i żydowskie pochodzenie – czyli przynależność do mniejszości i wykluczenie z mentalnych i duchowych zwyczajów większości – sprawiły, że zbliżył się do religii o nazwie proletariacki internacjonalizm” – napisał bośniacki literat Miljenko Jergović w tekście „Stanisław Jerzy Lec. Bo´g i aforyzm” (2013).

Przypomniał, że Lec był również autorem prozy – krótkiej i skondensowanej. „Gdy kopałem ten kawałek fosy, który miał być moim grobem, i gwizdałem cicho i mechanicznie jakąś arietkę z Nietoperza, rzekł pilnujący mnie SS-owiec: »Jesteś cynikiem!«. Nie czuł widocznie do mnie sympatii” – pisał Lec.

W ukradzionym niemieckim mundurze przedarł się do Warszawy, gdzie zaangażował się w działalność konspiracyjną w Gwardii Ludowej, do stycznia 1944 r. wchodził w skład redakcji organu okręgowego GL „Żołnierz w Boju”. Jako oficer AL brał udział w walkach partyzanckich, m.in. uczestniczył w bitwie pod Rąblowem. Literackim dokumentem tego czasu jest poetycki „Notatnik Polowy”. Później współredagował propagandowe pisma Polskiej Partii Robotniczej „Żołnierz w Boju” i „Wolny Lud”. Po wkroczeniu Armii Czerwonej został majorem Ludowego Wojska Polskiego.

Po wojnie wraz z Jerzy Zarubą i Leonem Pasternakiem wznowił w Łodzi tygodnik satyryczny „Szpilki”. W latach 1946-50 przebywał w Wiedniu jako attache prasowy Polskiej Misji.

„Byłem 2 lata w obozie śmierci, uciekłem znad grobu do Warszawy, potem robota konspiracyjna, potem partyzantka, potem wojsko, teraz służba dyplomatyczna. Słowem żywot człowieka poczciwego. Łatwo napisać, trudniej przeżyć, ale najtrudniej na nowo napisać. Dlatego o obozie jeszcze nie napisałem. O partyzantce mało” – pisał Lec z Wiednia do przyjaciół – Anny Kamieńskiej (1920-86) i Jana Śpiewaka (1908-67).

„Sięgając po formułę starożytnych sentencji, posługując się ostrym dowcipem, kalamburem, grą słów, konceptem językowym, konceptem poetyckim, skrótem myślowym, Lec budował wyjątkowo trafny komentarz do współczesnych zjawisk społecznych i politycznych.”

Z Wiednia nie wrócił do kraju, wyemigrował do Izraela. Został skreślony z listy członków Związku Literatów Polskich, a jego utwory objęto zapisem cenzury i wycofano z bibliotek.

W 1952 r. jednak wrócił – sam bez żony i dzieci – do Polski, co wywołało sensację. „Było bardzo śmiesznie, bo nie miał gdzie pójść, i poszedł do kawiarni literatów, z walizką, prosto z dworca, a tam akurat Minkiewicz siedział. Wszyscy, zobaczywszy Leca, zaczęli zwiewać, myśleli, że coś okropnego się dzieje, bo przecież wiadomo było, że on uciekł. Natomiast Minkiewicz podszedł do niego, przywitał się, i powiedział: »No a kiedy Cześ wraca…?«. Chodziło o Miłosza oczywiście” – wspominał Stefan Kisielewski.

W Warszawie pracował jako tłumacz literatury niemieckiej, po 1955 r. zaczął publikować także własne utwory liryczne i satyryczne. Wtedy właśnie pojawił się nowy w jego twórczości gatunek – aforyzmy, które publikował w czasopismach m.in. „Nowej Kulturze”, „Przeglądzie Kulturalnym”, „Szpilkach”, „Twórczości”, „Świecie” i „Dialogu”.

„Gdy w latach pięćdziesiątych zacząłem przeglądać prasę polską, zwróciły moją uwagę tu i ówdzie rozproszone aforyzmy, zatytułowane »Myśli nieuczesane«. Dziwnie zafascynowała mnie precyzja ich sformułowań, trafność obserwacji i definicji, poezja obrazów. Postanowiłem zbierać te myśli i jednocześnie — nawiązać kontakt z ich twórcą. Odezwał się on wkrótce z Warszawy, odpowiedział na mój napisany po polsku list swobodną niemczyzną i okazał się w ciągu naszej korespondencji socjalistą z przekonania, aczkolwiek tytułował mnie niezmiennie w arystokratycznym stylu: »Wohlgeborener Herr!« (»Wielmożny Panie!«)” – wspominał Dedecius.

„Na początku myślałem, że jest to jeden z żartów satyryka, ale potem zrozumiałem, że to niepozbawiona nostalgii powaga, reminiscencja dawno pogrzebanego świata, którego odblask żył wciąż jeszcze w tym pogodnym, ale i ciętym poecie” – napisał tłumacz i popularyzator polskiej literatury.

„Myśli nieuczesane”, wydane po raz pierwszy w formie książkowej w 1957 r., przetłumaczono na wiele języków.

„Stanisław Jerzy Lec jawnie komunizował, co mu nie przeszkadzało trwać w kulcie cesarza Franciszka Józefa, którego portret w kolejnych mieszkaniach wieszał zawsze na poczesnym miejscu. Mimo poglądów zbieżnych z postulowaną polityką władz powojennej Polski, miewał poważne zatargi z komunistyczną cenzurą” – przypomniał Janusz R. Kowalczyk. „W końcu – a może i przede wszystkim – uważał się za poetę, mimo że największą sławę zyskał jako autor celnych sentencji” – dodał.

Jan Śpiewak – który uważał, że poezja Stanisława Jerzego Leca jest „poza modą, może dlatego, że jest tak bardzo krystaliczna” – przypomniał wiersz jego autorstwa pt. „Nagle”: „Nagle otworzyłem oczy, / szedłem z piosnką na ustach / przez byłe Getto! / Miliony żywych, zabitych oczu patrzyło na mnie, / jedynie ja szedłem martwy / i tylko własna krew, / czerwona od wstydu, / biła mnie po twarzy”.

„To jeden z tych wierszy, do którego jakikolwiek komentarz byłby sporym nietaktem. Pokazuje nam potęgę poetyckiego warsztatu Stanisława Jerzego Leca, przy których nie tak dawne lwowskie wiersze do »Czerwonego Sztandaru« zdają się być napisane przez zupełnie innego człowieka. Lec konsekwentnie dopomina się o należne mu miejsce na poetyckiej mapie kraju, Europy, świata” – napisał Kowalczyk. „Nikogo nie pouczał ani nie moralizował. Jego maksymy, mocno zakotwiczone w antycznej formie sentencji, zadziwiały ponadczasową, nieodpartą logiką. Autor przemawiał do zdrowego rozsądku czytelnika, pozostawiając mu zawsze wybór właściwej, choć niełatwej drogi: Nie skostnieć, ani nie sflaczeć, trwać na posterunku, ale nie stać na miejscu, być giętkim, ale nieugiętym, być lwem czy orłem, lecz nie zwierzęciem, nie być jednostronnym, ale nie mieć dwóch twarzy, trudna rzecz!” – podsumował.

Danuta Butler w pracy „Polski dowcip językowy” (2001) wielokrotnie cytuje Stanisława Jerzego Leca, podkreślając wszechstronne możliwości jego pióra. Przywołuje modyfikacje związków frazeologicznych – „salto morale”, i przysłów – „Dłużej autora niźli utwora”; a także inwencję neologiczną – „XI przykazanie: Nie cudzosłów!”, oraz fraszki – „Trudno jeszcze żywić cześć, kiedy nie masz sam co jeść” i „Położenie a postawa, to piekielnie trudna sprawa”.

Aforyzmy Leca stanowią najbardziej oryginalną i znaną część jego dorobku pisarskiego.

„Sięgając po formułę starożytnych sentencji, posługując się ostrym dowcipem, kalamburem, grą słów, konceptem językowym, konceptem poetyckim, skrótem myślowym, Lec budował wyjątkowo trafny komentarz do współczesnych zjawisk społecznych i politycznych” – ocenił prof. Julian Krzyżanowski.

I miał rację, bo przecież aforyzm: „analfabeci muszą dyktować” (1957) nietrudno skojarzyć z „dyktaturą ciemniaków” (1968) Kisiela.

Stanisław Jerzy Lec zmarł 7 maja 1966 r. w Warszawie – miał 57 lat. Według Jana Śpiewaka, do końca zachował dystans do rzeczywistości. „Jestem zajęty wyłącznie umieraniem” – miał rzec, gdy do szpitala przyniesiono mu książkę do korekty.

„Niełatwo jest żyć po śmierci. Czasem trzeba na to stracić całe życie” – widnieje na jego grobie na Powązkach Wojskowych.

„To, że nie czyta się Szekspira, Owidiusza czy »Ulissesa« Joyce’a, może być skutkiem braku czasu albo nienaprawialnych duchowych i mentalnych niedostatków, lecz ani jedno, ani drugie nie może wyjaśnić, dlaczego ktoś nie czyta Leca” – ocenił Miljenko Jergović.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hamas is Humiliating Trump’s ‘Board of Peace’


Hamas is Humiliating Trump’s ‘Board of Peace’

Khaled Abu Toameh


  • Expecting Hamas to disarm voluntarily is like expecting ISIS or Al-Qaeda to renounce jihad (holy war) and become peaceful political movements.
  • [D]espite these repeated rejections, the “Board of Peace” continues its embarrassing efforts to negotiate with Hamas over the surrender of its weapons. The entire spectacle has become surreal. Instead of confronting Hamas with meaningful consequences, the international mediators appear to be pleading with the terrorist group to cooperate.
  • The mediators, especially Qatar, Egypt and Turkey — all of which maintain direct channels with Hamas and present themselves as key brokers in the negotiations — also deserve scrutiny. These countries, unsurprisingly, are not exerting serious pressure on Hamas to disarm.
  • For Hamas, armed “resistance” is not negotiable: it is the group’s very reason for existence.
  • The failure of Trump’s Gaza plan is now becoming increasingly difficult to hide.
  • The continued failure to enforce disarmament damages US credibility throughout the Middle East. America now appears unable to impose its own conditions even after using repeated threats and ultimatums to Hamas. America’s allies are watching closely, as are Iran and its other terror proxies.
  • Trump’s “Board of Peace” should stop humiliating itself by chasing fantasies about Hamas moderation. The longer the negotiations continue without results, the stronger Hamas appears — and the weaker the US appears.

The continued failure to enforce disarmament damages US credibility throughout the Middle East. America now appears unable to impose its own conditions even after using repeated threats and ultimatums to Hamas. America’s allies are watching closely, as are Iran and its other terror proxies. Pictured: Hamas terrorists in Gaza City on January 25, 2025. (Photo by Abood Abusalama/Middle East Images via AFP)

Six months after US President Donald J. Trump unveiled his ambitious ceasefire and reconstruction plan for the Gaza Strip, the Iran-backed Hamas terrorist group remains more armed, entrenched, and openly defiant than ever. Far from disarming, the Islamist group now controls roughly half the Gaza Strip and much of its population, while making a mockery of Trump’s “Board of Peace” initiative and the international mediators sponsoring it.

It is now clear that the Trump administration’s strategy was based on a misguided assumption that Hamas (a theocratic terror regime like Iran’s) could somehow be persuaded through negotiations, incentives, and diplomatic pressure to voluntarily surrender its weapons and abandon its jihadist ideology.

The exact opposite has happened. Hamas not only rejected disarmament, but also used the ceasefire periods to solidify control, regroup politically and militarily, and humiliate the people negotiating with them.

According to Palestinian and Israeli sources, talks between Hamas and representatives of the “Board of Peace,” headed by former United Nations official Nickolay Mladenov, recently reached a dead end in Cairo after Hamas again rejected the central demand of Trump’s 20-point plan: total disarmament.

“No one was surprised six months ago, and no one is surprised today that Hamas refuses to disarm,” an Israeli source familiar with the negotiations told i24 News.

Indeed, no one should be surprised.

Expecting Hamas to disarm voluntarily is like expecting ISIS or Al-Qaeda to renounce jihad (holy war) and become peaceful political movements.

Hamas’s weapons are not merely military tools; they are the foundation of its ideology, identity, and power. Asking Hamas to hand over its weapons is essentially asking the group to sign its own death warrant.

Hamas leaders themselves are not hiding their position. Recently, an unnamed Hamas official declared bluntly that his group “will not accept disarmament.” Another insisted that the issue of weapons could only be discussed within the framework of a future Palestinian state and broader political arrangements.

Hamas, in other words, is clearly saying: no disarmament now, no disarmament later, no disarmament ever.

Yet, despite these repeated rejections, the “Board of Peace” continues its embarrassing efforts to negotiate with Hamas over the surrender of its weapons. The entire spectacle has become surreal. Instead of confronting Hamas with meaningful consequences, the international mediators appear to be pleading with the terrorist group to cooperate.

What happened to all the deadlines, ultimatums and threats issued by Trump and his administration over the past year? What happened to the repeated warnings that Hamas would face devastating consequences if it refused to disarm?

So far, Hamas has paid no meaningful price for its defiance.

On the contrary, Hamas seems to interpret the continued negotiations as a sign of weakness and desperation. Every new round of talks in Cairo reinforces Hamas’s belief that the international community lacks either the will or the courage to confront it decisively.

The mediators, especially Qatar, Egypt and Turkey — all of which maintain direct channels with Hamas and present themselves as key brokers in the negotiations — also deserve scrutiny. These countries, unsurprisingly, are not exerting serious pressure on Hamas to disarm.

Qatar has spent years funding the Hamas-controlled Gaza Strip while hosting the terror group’s leaders in luxury hotels in Doha. Turkey openly supports Hamas politically and ideologically. Egypt periodically pressures Hamas on border-security issues, yet still treats it as a legitimate political actor rather than as a terrorist group committed to Israel’s destruction.

If these mediators truly wanted to disarm Hamas, they possess significant leverage. The reality is that none of them appear genuinely committed to dismantling Hamas militarily or politically.

Meanwhile, Hamas continues to exploit the negotiations to buy time.

Reports indicate that Hamas may be willing to discuss only limited, phased restrictions on certain heavy weapons while retaining light weapons and preserving its core military infrastructure. This is not disarmament. It is a tactical maneuver designed to preserve Hamas’s rule while extracting concessions from Israel and the international community.

Hamas reportedly seeks reciprocal Israeli withdrawals and additional humanitarian and economic benefits for partial limitations on some of its weapons. Hamas wants all the advantages of remaining armed while receiving the benefits of reconstruction and international legitimacy. The current negotiations in Cairo are fundamentally detached from reality.

Islamist groups and regimes do not surrender because of diplomatic persuasion. Hezbollah did not lay down its weapons after becoming part of the Lebanese political system. The Taliban in Afghanistan did not moderate after negotiations with the US. Iran’s regime has not abandoned its nuclear weapons program or its revolutionary ideology despite decades of diplomacy and sanctions relief. Hamas is no different.

For Hamas, armed “resistance” is not negotiable: it is the group’s very reason for existence. Disarmament would mean losing control over the Gaza Strip, losing its ability to intimidate rivals, and losing the ideological narrative that sustains it: jihad until Hamas replaces Israel with an Islamist state.

Hamas leaders are also apparently worried that disarmament would expose their members to revenge attacks from rival clans and angry civilians inside the Gaza Strip. Hamas leaders understand that many Palestinians blame their organization for bringing catastrophe upon the Gaza Strip through its October 7, 2023 invasion of Israel, which started the war.

This is why Hamas will never voluntarily surrender its weapons or power.

The failure of Trump’s Gaza plan is now becoming increasingly difficult to hide. The “International Stabilization Force” envisioned under the peace plan has not materialized. Funding commitments remain incomplete. The technocratic Palestinian committee meant to govern the Gaza Strip is dysfunctional.

Most importantly, Hamas remains armed and in control.

The continued failure to enforce disarmament damages US credibility throughout the Middle East. America now appears unable to impose its own conditions even after using repeated threats and ultimatums to Hamas. America’s allies are watching closely, as are Iran and its other terror proxies.

Trump’s “Board of Peace” should stop humiliating itself by chasing fantasies about Hamas moderation. The longer the negotiations continue without results, the stronger Hamas appears — and the weaker the US appears.


Khaled Abu Toameh is an award-winning journalist based in Jerusalem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


China Warns of ‘Red Lines’ After Israeli Lawmakers Visit Taiwan Amid Deepening Ties


China Warns of ‘Red Lines’ After Israeli Lawmakers Visit Taiwan Amid Deepening Ties

Ailin Vilches Arguello


Taiwanese President Lai Ching-te meets with Israeli Knesset members Mickey Levy and fellow lawmakers during a diplomatic visit focused on strengthening cooperation in technology and national resilience amid rising regional tensions. Photo: Screenshot

A diplomatic row has escalated between China and Israel after an Israeli parliamentary delegation visited Taiwan on Tuesday, reflecting deepening ties between Jerusalem and Taipei at a time of mounting geopolitical tensions across the Indo-Pacific and the Middle East.

The delegation of Israeli lawmakers — including Knesset members Mickey Levy, Boaz Toporovsky, Ron Katz, and Yonatan Mishraki — met with Taiwanese President Lai Ching-te and senior officials during a diplomatic visit aimed at expanding cooperation, as both countries work to broaden and deepen bilateral ties across multiple sectors.

During a press conference, Lai praised Israel’s strong support for Taiwan’s international participation, adding that closer engagement and expanded cooperation are essential to strengthening diplomatic relations, reinforcing shared democratic values, and bolstering global and regional stability.

“Taiwan and Israel are geographically far apart, yet we share such universal values as freedom and democracy. We also face complicated circumstances in our respective regions,” the Taiwanese leader said.

“As we witness the continued expansion of authoritarianism, we keenly understand that only by constantly enhancing our self-defense capabilities and societal resilience can we ensure peace and protect peoples’ daily lives and democratic institutions,” Lai continued.

.

As both countries seek to expand cooperation in technology and national resilience, Taiwan’s Foreign Minister Lin Chia-lung expressed hope to lead a delegation to Israel once conditions in the Middle East stabilize, aiming to deepen ties through what he described as “comprehensive diplomacy.”

Further straining already tense relations, China’s Embassy in Israel on Wednesday denounced the visit as a “provocative” move that “severely undermines the political foundation of China-Israel relations,” accusing the lawmakers of breaching the one-China principle.

“There is only one China in the world, and Taiwan is an inseparable part of China’s territory,” an embassy spokesperson said in a statement, arguing that the People’s Republic of China is the only legitimate government of China and that the one-China principle is a basic rule of international relations.

China regards Taiwan, a self-governed democratic island, as a separatist province that must eventually be reunified with the mainland, by force if necessary. Under pressure from Beijing, most countries maintain no formal diplomatic relations with Taiwan. Israel recognizes Beijing but not Taipei, even as Taiwan has increasingly sought closer defense ties with Jerusalem.

The Chinese Embassy accused Israeli lawmakers of repeatedly violating Israel’s one-China policy and of “cooperating with separatist forces” that support Taiwan independence, describing their actions as “despicable in nature.”

“China will never allow anyone, in any form, to separate Taiwan from China, nor will it allow any external forces to obstruct China’s complete reunification,” the embassy said, warning that officials should “not fantasize that they can cross red lines on the Taiwan question without paying a price.”

“We call on the relevant Knesset members to immediately stop their wrong words and actions,” it added, stressing that China’s determination to defend its sovereignty and territorial integrity should not be underestimated.

In recent years, Taiwanese cooperation with Israel has expanded across multiple fields, including academic exchange, agriculture, and health, with more than 36 agreements and memorandums of understanding signed.

In October, Lai said that Israel is a model for Taiwan to learn from in strengthening its defensesciting the Biblical story of David versus Goliath on the need to stand up to authoritarianism.

“The Taiwanese people often look to the example of the Jewish people when facing challenges to our international standing and threats to our sovereignty from China. The people of Taiwan have never become discouraged,” he said. “Israel’s determination and capacity to defend its territory provides a valuable model for Taiwan. I have always believed that Taiwan needs to channel the spirit of David against Goliath in standing up to authoritarian coercion.”

He made the remarks during a dinner of the American Israel Public Affairs Committee (AIPAC) in Taiwan.

Lai in October also announced a new multi-layered air defense system called “T-Dome” to defend itself against a possible future attack by China. It is partly modeled on Israel’s air defense system.

Lai told the AIPAC dinner that T-Dome had been inspired by Israel’s Iron Dome missile defense system, as well as US President Donald Trump’s “Golden Dome” missile defense shield plan.

“I believe that trilateral Taiwan-US-Israel cooperation can help achieve regional peace, stability, and prosperity,” he said.

Meanwhile, as regional tensions rise and great-power competition shapes the Middle East, diplomatic and security relations between Beijing and Jerusalem have become increasingly strained.

China, a key diplomatic and economic backer of Iran, has moved to deepen ties with the Islamist regime in recent years, signing a 25-year cooperation agreement, holding joint naval drills, and continuing to purchase Iranian oil despite US sanctions.

With nearly 90 percent of Iran’s crude and condensate exports flowing to Beijing, China stands as the largest importer of Iranian oil.

On Thursday, China ordered companies to ignore US sanctions on Iranian oil by invoking a 2021 Commerce Ministry “blocking statute” that bars compliance with foreign sanctions it deems illegitimate, in a move that further escalates tensions with Washington.

In response, US Treasury Secretary Scott Bessent accused Beijing of effectively financing Iran’s military activities through continued oil purchases, arguing that Chinese demand is sustaining Tehran’s economy.

The tensions between China and Israel expands beyond Iran.

In September, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu accused Beijing, along with Qatar, of funding a “media blockade” against the Jewish state.

According to a report released by the Institute for National Security Studies (INSS), an Israeli think tank, China has increasingly used state media and covert campaigns to spread anti-Israel and antisemitic narratives in the United States.

The report examined how China’s state media portrays Israel and the United States as solely responsible for the war in Gaza, depicting them as destabilizing actors while spreading anti-Israel and antisemitic messages.

“It is evident that China and its proxies play a significant role in the current wave of antisemitism and anti-Israel sentiment in the United States,” Ofir Dayan, a research associate in the Israel-China Policy Center at INSS, wrote in the report.

In February, the Jewish People Policy Institute (JPPI) published a new report showing how China has embraced overt antisemitic messaging in its domestic propaganda in recent years. The study tied the move to both geopolitical rivalry with the United States and efforts to curry favor with Arab and Muslim countries hostile to Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com