Archive | October 2014

Arab Terrorists Try to Burn Jews Alive in Jerusalem

Arab Terrorists Try to Burn Jews Alive in Jerusalem

By Dalit Halevy, Ari Yashar



 

‘Silent intifada’ spirals out of control; terrorists hurl firebombs at Jewish homes in dead of night to burn sleeping inhabitants.

Arab terrorists hurling molotov cocktail firebombs at Jewish homes, trying to burn entire families as they sleep – it has become part of a routine of terror in the Israeli capital of Jerusalem, where a “silent intifada” has been raging under the radar of major news outlets.

A new video shows just shocking and potentially lethal the wave of terror has become; the video, uploaded to YouTube on Thursday, shows Arab terrorists from the Al Sawana neighborhood just east of the Old City, between the Mount of Olives and Hebrew University’s Mount Scopus campus, lobbing firebombs at Jewish homes.

The terrorists can be seen charging the homes in the dead of night clutching their molotov cocktails, before releasing the bombs at the houses in large arcs and then turning tail to flee the scene.

Two of the firebombs are seen catching, setting alight the homes with blazing fires. Miraculously, the inhabitants were able to avoid the urgent danger.

Palestinian Authority (PA) Chairman Mahmoud Abbas’s Fatah faction has been actively promoting the recent terror wave, with senior PA official Jibril Rajoub saying in August his organization had made a “political decision” not to stop anyone from “slaughtering a settlement.”

Fatah terrorists have also been engaged in gun battles in and around Jerusalem, and were recently filmed firing automatic weapons into the air in the capital. Hamas has also been getting in on the action; another recent video shows terrorists with Hamas headbands shooting at an IDF Border Patrol post with modified sub-machine guns in Jerusalem’s Shuafat neighborhood.

Read more: Arab Terrorists…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Don’t Accept Putin’s Version of History

Don’t Accept Putin’s Version of History

By: Anne Applebaum


Photo by Str Old/Reuters

East German citizens climb the Berlin wall at the Brandenburg Gate as they celebrate the opening of the East German border on Nov. 10, 1989. Photo by Str Old/Reuters

LONDON—Looking back over the past quarter-century, it isn’t easy to name a Western policy that can truly be described as a success. The impact of Western development aid is debatable. Western interventions in the Middle East have been disastrous.

But one Western policy stands out as a phenomenal success, particularly when measured against the low expectations with which it began: The integration of Central Europe and the Baltic States into the European Union and NATO. Thanks to this double project, more than 90 million people have enjoyed relative safety and relative prosperity for more than two decades, in a region whose historic instability helped launch two world wars.

These two “expansions,” which were parallel but not identical (some countries are members of one organization but not the other), were transformative because they were not direct leaps, as the word “expansion” implies, but slow negotiations. Before joining NATO, each country had to establish civilian control of its army. Before joining the EU, each adopted laws on trade, judiciary, human rights. As a result, they became democracies. This was “democracy promotion” working as it never has before or since.

Why did we keep pretending that Russia had transformed itself?

But times change, and the miraculous transformation of a historically unstable region became a humdrum reality. Instead of celebrating this achievement on the 25th anniversary of the fall of the Berlin Wall, it is now fashionable to opine that this expansion, and that of NATO in particular, was mistaken. This project is incorrectly “remembered” as the result of American “triumphalism” that somehow humiliated Russia by bringing Western institutions into its rickety neighborhood. This thesis is usually based on revisionist history promoted by the current Russian regime—and it is wrong.

For the record: No treaties prohibiting NATO expansion were ever signed with Russia. No promises were broken. Nor did the impetus for NATO expansion come from a “triumphalist” Washington. On the contrary, Poland’s first efforts to apply in 1992 were rebuffed. I well remember the angry reaction of the U.S. ambassador to Warsaw at the time. But Poland and others persisted, precisely because they were already seeing signs of the Russian revanchism to come.

When the slow, cautious expansion did eventually take place, constant efforts were made to reassure Russia. No NATO bases were ever placed in the new member states, and until 2013 no exercises were conducted there. A Russia-NATO agreement in 1997 promised no movement of nuclear installations. A Russia-NATO council was set up in 2002. In response to Russian objections, Ukraine and Georgia were in fact denied NATO membership plans in 2008.

Meanwhile, not only was Russia not “humiliated” during this era, it was given de facto “great power” status, along with the Soviet U.N. Security Council seat and Soviet embassies. Russia also received Soviet nuclear weapons, some transferred from Ukraine in 1994 in exchange for Russian recognition of Ukraine’s borders. Presidents Clinton and Bush both treated their Russian counterparts as fellow “great power” leaders and invited them to join the G-8—although Russia, neither a large economy nor a democracy, did not qualify.

Read more: Don’t Accept…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Śladami żydowskiej Warszawy…

Robert Mielcarek

Śladami żydowskiej Warszawy…

 

Śladami żydowskiej Warszawy…której nie ma…


Zaznaczony ślad muru getta w okolicy Pałacu Kultury FOTO: Robert Mielcarek

 


Synagoga Nożyków Foto: Robert Mielcarek

Zobacz wiecej tu: Śladami żydowskiej Warszawy…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


George Deek: mój dziadek nie chciał być palestyńskim uchodźcą

George Deek: mój dziadek nie chciał być palestyńskim uchodźcą

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


geek1

George Deek – zastępcy ambasadora Izraela w Norwegii, wygłoszone w Domu Literatury w Oslo, 27 września 2014: „Historia mojej rodziny w 1948 roku – ucieczka z Jaffy i budowanie przyszłości w Izraelu”.

Przed 1948 rokiem mój dziadek, George, po którym odziedziczyłem imię, pracował jako elektryk w Rotenberg Electricity Company. Nie interesował się polityką. A ponieważ Jaffa była miastem mieszanym, naturalnie miał przyjaciół Żydów. Jego przyjaciele nauczyli go nawet jidysz, czyniąc z niego pierwszego w świecie Araba, który mówił tym językiem.

Kiedy chodzę ulicami mojego rodzinnego miasta, Jaffy, często wracam myślami do roku 1948. Aleje starego miasta, domy w dzielnicy Adżami, sieci rybackie w porcie – wszystko to wydaje się opowiadać różne historie o tym roku, który na zawsze zmienił moje miasto.

Jedna z tych opowieści jest o jednej z najstarszych rodzin w tym starożytnym mieście – o rodzinie Deek – mojej rodzinie.

Przed 1948 rokiem mój dziadek, George, po którym odziedziczyłem imię, pracował jako elektryk w Rotenberg Electricity Company. Nie interesował się polityką. A ponieważ Jaffa była miastem mieszanym, naturalnie miał przyjaciół Żydów. Jego przyjaciele nauczyli go nawet jidysz, czyniąc z niego pierwszego w świecie Araba, który mówił tym językiem.

W 1947 r. zaręczył się z Verą – moją babcią – i razem planowali stworzyć rodzinę w tym samym mieście, w którym rodzina Deek żyła od około 400 lat – w Jaffie.

Ale kilka miesięcy później ich plany zmieniły się, dosłownie z dnia na dzień. Kiedy ONZ zaakceptowała utworzenie Izraela i kilka miesięcy później zostało ustanowione państwo Izrael, przywódcy arabscy ostrzegli Arabów, że Żydzi planują zabicie ich, jeśli zostaną w domu, i użyli masakry Deir Jassin jako przykładu. Mówili wszystkim: „Zostawcie wasze domy i uciekajcie”. Mówili, że potrzebują tylko kilku dni, podczas których 5 armii obiecało zniszczyć nowonarodzony Izrael. Moja rodzina, przerażona, postanowiła uciec wraz z większością innych.

Szybko sprowadzono księdza do domu rodzinnego Deeków i zaślubił on pospiesznie George’a i Verę, moich dziadków. Moja babcia nie miała nawet czasu na zdobycie odpowiedniej sukni. Po tym nagłym ślubie cała rodzina zaczęła ucieczkę na północ, w kierunku Libanu.

Kiedy jednak wojna skończyła się, Arabom nie udało się zniszczyć Izraela. Moja rodzina była po drugiej stronie granicy i wydawało się, że losem braci i sióstr rodziny Deek będzie rozproszenie po całym globie. Dzisiaj mam krewnych w Jordanii, Syrii, Libanie, Dubaju, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, USA, Australii i w innych miejscach.

Historia mojej rodziny jest tylko jedną – prawdopodobnie nie najgorszą – wśród wielu tragicznych historii 1948 r. I, uczciwie mówiąc, nie trzeba być antyizraelskim, by przyznać istnienie katastrofy humanitarnej Palestyńczyków w 1948 r., a mianowicie Nakby.

Fakt, że muszę rozmawiać przez Skype z krewnymi z Kanady, którzy nie mówią po arabsku, lub z kuzynami z kraju arabskiego, którzy nadal nie mają obywatelstwa, mimo że są już trzecim pokoleniem – jest żywym świadectwem tragicznych konsekwencji tej wojny.

Według ONZ 711 tysięcy Palestyńczyków zostało bez domów – słyszeliśmy to już wcześniej – niektórzy uciekli, a niektórzy zostali wygnani siłą.

W tym samym czasie, z powodu powstania Izraela, 800 tysięcy Żydów zostało zmuszonych terrorem do opuszczenia świata arabskiego, pozostawiając go właściwie bez Żydów. I, jak słyszeliśmy już wcześniej, potworności po obu stronach nie były rzadkością.

Wydaje się jednak, że nie był to jedyny konflikt XIX i XX wieku, który doprowadził do wygnania i przemieszczenia.

Od 1821 do 1922 roku miliony muzułmanów zostały wygnane z Europy, głównie do Turcji.

W latach 1990. rozpadła się Jugosławia, co doprowadziło do śmierci 100 tysięcy ludzi i przemieszczenia około 3 milionów.

Od 1919 do 1949 r. na terenach granicznych Polski i Ukrainy zginęło 150 tysięcy ludzi, a 1,5 miliona zostało przemieszczonych.

Po II wojnie światowej i konferencji w Poczdamie między 12 do 17 milionów Niemców zostało przemieszczonych.

Kiedy podzielono Indie i Pakistan przemieszczono około 15 milionów ludzi.

Ten trend istnieje także na Bliskim Wschodzie. Na przykład, przemieszczenie 1,1 miliona Kurdów przez Osmanów. 2,2 miliona chrześcijan wygnanych z Iraku. W chwili obecnej jazydzi, bahaiowie, Kurdowie, chrześcijanie, a także muzułmanie są zabijani i wyganiani w tempie tysiąca ludzi miesięcznie w następstwie rosnącego w siłę radykalnego islamu. Szanse, że jakakolwiek z tych grup wróci do swoich domów, jest niemal żadna.

Dlaczego więc tragedie Serbów, muzułmanów europejskich, uchodźców polskich lub chrześcijan irackich nie są upamiętnione? Jak to możliwe, że wygnanie Żydów ze świata arabskiego zostało całkowicie zapomniane, podczas gdy tragedia Palestyńczyków, Nakba, nadal jest żywa w dzisiejszej polityce? Wydaje mi się, że jest tak dlatego, że Nakba została przekształcona z katastrofy humanitarnej w ofensywę polityczną. W upamiętnianiu Nakby nie chodzi dłużej o pamiętanie tego, co się zdarzyło, ale o niechęć do samego istnienia państwa Izrael. Najwyraźniej widać to po dacie wybranej dla jej upamiętnienia: Dniem Nakby nie jest 9 kwietnia – dzień masakry w Deir Jassin; ani 13 lipca – dzień wygnania w Lod. Na Dzień Nakby ustalono 15 maja – dzień po proklamacji niepodległości Izraela.

Czytaj dalej tu: George Deek: mój dziadek…

Orginalny artykul: The best speech of an Israeli diplomat ever


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Joanna Szczęsna


 



 

Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irkę Gelblum, nie mówili, że zmieniła tożsamość

Chciała, by widziano w niej dziennikarkę, tłumaczkę i poetkę, tę zaś część swojej biografii, w której była nieustraszoną, pełną fantazji łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i odznaczoną Krzyżem Walecznych uczestniczką powstania warszawskiego – po prostu amputowała. Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irenę Gelblum, nie mówili – przynajmniej publicznie – że zmieniła tożsamość.

O jej istnieniu dowiedziałam się w początkach lat 90. od Marka Edelmana, który mówił o niej per “Irka wariatka”. Ale z uznaniem: – Cóż to był za numer. Piękna dziewczyna, a do tego nie wiedziała, co to strach. Miała czarny, błyszczący płaszcz, do tego kapelusz z wielkim rondem i tak wystrojona wkraczała do przedziału dla Niemców, by już po chwili zasnąć z głową na ramieniu jakiegoś oficera Wehrmachtu.

Bohaterska szczęściara

Opuściła getto kilka miesięcy przed powstaniem kwietniowym, wyprowadziła ją Luba Zylberg, przyjaciółka z pracy w gettowym urzędzie pocztowym. Za murami zostawiła starszego brata i rodziców. Nic niemal o nich nie wiadomo; o matce przetrwało wspomnienie, że nosiła zawsze białe rękawiczki, co uznawano za ekstrawagancję. Irena nigdy już ich nie zobaczy.

Trzeba było mieć tupet, by z fałszywą kenkartą i metryką szukać pracy w niemieckim urzędzie, ale dzięki temu zdobyła prawdziwy ausweis, i to z gapą na pieczątce. Wtedy chyba po raz pierwszy odjęła sobie trochę lat, niedużo, zaledwie dwa. Wynajęły z Lubą – wedle papierów Marysią Kowalską – mieszkanko na poddaszu kamienicy na Pańskiej 5. Załatwiły budowę skrytki na kilka osób.

Wkrótce znaleźli tam schronienie członkowie komendy ŻOB – Antek Cukierman, Cywia Lubetkin, Marek Edelman – a też Kazik Ratajzer, 19-latek, który uratował ich oraz kilkudziesięciu powstańców, organizując ucieczkę kanałami z płonącego już getta.

Irena zakochuje się w Kaziku i zostają parą.

Na parterze kamienicy jest knajpa, gdzie przesiaduje szemrane towarzystwo: szmuglerzy, szantażyści, złodzieje. “Wobec całego tego towarzystwa Irka odstawiała pewną siebie facetkę, w bliskich stosunkach z co ważniejszymi Niemcami. Ubierała się elegancko, nawet wyzywająco, i ku rozpaczy współtowarzyszy dla większego fasonu wracała po godzinie policyjnej”. To cytat z książki “Mur miał dwie strony” Heleny Balickiej-Kozłowskiej, Polki, która pomagała Żydom i miała z Irką konspiracyjne kontakty.

Kiedyś Edelman dał Irce 10 tys. dolarów, nie pamięta, czy to były pieniądze ŻOB-u, czy Żegoty, żeby wymieniła je na tzw. czarnej giełdzie, która mieściła się na Królewskiej. – Kontrahent ulotnił się z pieniędzmi i wydawało się, że szukaj wiatru w polu – opowiadał mi. – Ale nie z Irką takie numery, nie odpuściła, chodziła tam tak długo, aż dopadła oszusta, przyłożyła mu, zatargała do szefa giełdy, który kazał oddać forsę. Była naprawdę ostra.

Jej brawura i zimna krew odegrały niemałą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańcom Pańskiej. Z odwagą stawiała czoło szmalcownikom, jej pewność siebie zbijała ich z tropu. Zaczepiona na ulicy nie wahała się wezwać na pomoc policjanta. Gdy banda szmalcowników ograbiła ich mieszkanie, poskarżyła się dozorcy, że pod pretekstem rekwizycji mienia żydowskiego pozbawiono ją całego dobytku. Była tak przekonująca w swoim oburzeniu na pomysł, jakoby miała przechowywać u siebie jakichś Żydów, że współczuła jej cała kamienica, a nawet niemiecki pracodawca.

Czytaj dalej tu: Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci


Dom Wydawniczy poleca nową książkę “Wybór Ireny” Remigiusz Grzeli

 

 

Wybór Ireny – Grzela Remigiusz

Są takie życiorysy, w których nic się nie zgadza. Fikcja miesza się z prawdą, a prawda z roku na rok coraz bardziej się kamufluje. Bywa, że w końcu łatwiej uwierzyć w fikcję niż w prawdę o sobie. Czas mija, świadkowie odchodzą, fakty gubią się, a to, co zostaje, to fragmenty opowieści.

Ta książka jest opowiadaniem o braku miłości, zemście i nieistnieniu, ale przede wszystkim o fascynującej kobiecie, której życie było pełne fikcji, tajemnic i mitów. Choć była w nim też prawda. To ona łączyła Irenę z ludźmi, którzy znali ją od początku: Antkiem Cukiermanem, Cywią Lubetkin, Kazikiem Ratajzerem, Markiem Edelmanem, Aliną Margolis. Ta brawurowa łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestniczka powstania warszawskiego, bez wątpienia bohaterka, zdecydowała się wymazać siebie – swój wojenny los, swoje pochodzenie – ze wspomnień i z książek historycznych. Wybrała nieistnienie. Zmieniła rok urodzenia, narodowość, poglądy, a nawet głos. Nie rozpoznawała prawie nikogo z dawnych przyjaciół. Była Ireną Gelblum, Ireną Waniewicz a w końcu stała się włoską poetką Ireną Conti. Grała ją perfekcyjnie, przez całą dobę. Przez całe lata.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com