Archive | November 2014

Ocalałe

Kolekcja malarstwa, rysunku, rzeźby ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego


Ocalałe

Kolekcja malarstwa, rysunku, rzeźby ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Wystawa „OCALAŁE. Kolekcja ŻIH” ukaże fenomen polsko-żydowskiej kultury i sztuki od końca XIX do połowy XX wieku. Zaprezentowane zostaną dzieła blisko pięćdziesięciu artystów.
 

Czas trwania – 30 X 2014 – 31 III 2015
Wernisaż – czwartek, 30 października 2014, godzina 18:00

Miejsce – Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa, ul. Tłomackie 3/5
Kurator wystawy – Teresa Śmiechowska
Współpraca – Jakub Bendkowski, Michał Krasicki
Partnerzy wystawy – Taube Foundation
Patroni medialni – PAP, Radio TOK FM, TVP Kultura, Tygodnik Powszechny, Newsweek Historia, Gazeta Wyborcza, Gazeta Co Jest Grane, The Warsaw Voice, Kultura Liberalna, Dzieje.pl, Culture.pl

* * *

Zbierane na terenie całego kraju od roku 1944, ocalone od zniszczenia dzieła są bardzo ważnym dokumentem i świadectwem historii polskich Żydów. Stanowią one trzon kolekcji malarstwa, grafiki i rzeźby znajdującej się w zbiorach Muzeum ŻIH. Dzięki jej stałemu uzupełnianiu Instytut zgromadził prace najważniejszych artystów żydowskiego pochodzenia, niejednokrotnie jest to jedyny pozostały po nich ślad, jedyna pamiątka. Na wystawie zaprezentujemy dzieła blisko pięćdziesięciu autorów, ukazujące bogactwo żydowsko-polskiego życia artystycznego przedwojennej Warszawy i wielu innych miast II Rzeczypospolitej. Znajdą się na niej także prace powstałe w gettach w czasie niemieckiej okupacji.

Wystawą pragniemy też przerwać długie milczenie na temat tych mało znanych a zarazem wybitnych twórców. Złożona z dwóch części ekspozycja będzie zrealizowana z okazji otwarcia wystawy głównej w Muzeum Historii Żydów Polskich.

Jej pierwsza część, na którą złożą się prace artystów tworzone w gettach i w czasie niemieckiej okupacji, zostanie umieszczona w specjalne zaaranżowanej przestrzeni. Duża część prac związana jest bezpośrednio z Warszawą i Łodzią. Większość z nich pochodzi z Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego z tzw. Archiwum Ringelbluma. Wśród nich będą prace takich artystów jak Gela Seksztajn (seria portretów dzieci) czy nieznany z imienia Rosenfeld (rysunki z komentarzami autora). Ponadto na wystawie znajdą się rysunki Witolda Lewinsona, Romana Kramsztyka i Henryka Becka, dzieła tworzone w atmosferze lęku o życie i w nieludzkich warunkach.

Przypomnimy także prace Maksymiliana Eljowicza, który w czasie wojny w warszawskim getcie, razem z innym artystą Józefem Śliwniakiem, wykonywał witraże do holu recepcyjnego budynku gminy żydowskiej oraz polichromie ukazujące sceny biblijne i Żydów przy pracy.

Na drugą część wystawy złożą się przede wszystkim dzieła będące rdzeniem kolekcji sztuki ŻIH. Ich treści dotyczą wielu zjawisk, myśli inspirowanych problemami epoki i wydarzeniami z codziennego życia. Ich autorzy, mistrzowie koloru, przestrzeni, rytmu i formy często nawiązują do czasów dzieciństwa i dojrzewania. Pokażemy zapamiętane przez artystów „krajobrazy“, wiejskie i miejskie scenerie, martwe natury i portrety, malarstwo rodzajowe. To, co je charakteryzuje, to znakomity warsztat malarski nabyty w szkołach rzemiosła artystycznego i akademiach sztuk pięknych Europy. Będziemy mogli zobaczyć różne style i kierunki odbijające się w prezentowanych dziełach, począwszy od realizmu, poprzez impresjonizm, postimpresjonizm, po ekspresjonizm i surrealizm.

Ważne i wspólne dla obu części wystawy OCALAŁE. Kolekcja ŻIH jest to, że będzie ona świadectwem życia wielu artystów, które zostało brutalnie przerwane: umierali z głodu, mordowano ich w niemieckich obozach zagłady w Treblince, Auschwitz, Bełżcu, ginęli zamęczeni w gettach Warszawy, Lwowa, Krakowa, Białegostoku i Łodzi. Tylko niewielu z nich udało się przeżyć gehennę Holokaustu. Jedyne, co po nich zostało, to wspomnienie pejzaży minionego świata.

Czytaj dalej o wystawie tu: Kolekcja malarstwa….


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wielka Brytania: Churchill był za nuklearnym atakiem USA na ZSRR

Wielka Brytania: Churchill był za nuklearnym atakiem USA na ZSRR

WB, PAP


Winston Churchill,  Władysław Sikorski, Charles de Gaulle

Winston Churchill, Władysław Sikorski, Charles de Gaulle (Fot. Wikimedia/ Horton (Capt) War Office official photographer)

W 1947 roku Winston Churchill, będąc wówczas liderem konserwatywnej opozycji, wezwał USA do dokonania ataku nuklearnego na ZSRR w celu wygrania zimnej wojny – poinformował w najnowszym wydaniu brytyjski tygodnik “Mail on Sunday”.

Tygodnik powołał się przy tym na odnaleziony niedawno raport, w którym agent FBI relacjonował spotkanie Churchilla z przybyłym do Wielkiej Brytanii prawicowym amerykańskim senatorem, republikaninem Stylesem Bridgesem. Churchill namawiał swego rozmówcę, by przekonał ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Harry’ego Trumana do takiego ataku.

Raport zostanie opublikowany w napisanej przez dziennikarza śledczego Thomasa Maiera książce “When Lions Roar: The Churchills And The Kennedys”, która ukaże się w Wielkiej Brytanii w grudniu. Książka poświęcona jest dziejom rodzinnych dynastii Churchillów i Kennedych.

Uderzenie prewencyjne

W dokumencie, o którym pisze “Mail on Sunday”, mowa jest o “zmieceniu Kremla z powierzchni ziemi”, co uczyniłoby ze Związku Radzieckiego “bardzo łatwy problem” do uporania się z nim. Moskwa nie dysponowała wtedy bronią atomową, a swej pierwszej próby nuklearnej dokonała dopiero w 1949 r.

Jak pisał autor raportu, Churchill zaznaczył, że jeśli nie dokona się nuklearnego uderzenia prewencyjnego, “Rosja zaatakuje Stany Zjednoczone w ciągu dwóch lub trzech lat, kiedy uzyska bombę atomową, a cywilizacja zostanie zmieciona lub cofnięta o wiele lat”.

Churchill i Stalin stali się sojusznikami po ataku Hitlera na ZSRR 22 czerwca 1941 roku. Obok prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, wchodzili w skład “wielkiej trójki”, która decydowała o losach świata na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie.

W 1946 roku, po wyborczej przegranej w roku poprzednim, Churchill wygłosił w Fulton w stanie Missouri głośne przemówienie, w którym użył określenia “żelazna kurtyna” w odniesieniu do granicy między strefą wpływów politycznych ZSRR a resztą Europy.

Wojowniczy w opozycji

“Dokument FBI pokazuje, że agresywna postawa Churchilla wobec wczorajszego brytyjskiego sojusznika [Stalina – red.] była tak silna, że gotów był on pogodzić się ze śmiercią setek tysięcy ludzi, którzy zginęliby w ataku nuklearnym na ZSRR” – pisze “Mail on Sunday”.

– Myślę, że Churchill postrzegał po prostu atak nuklearny jako jeszcze jeden element postępu w prowadzeniu wojny konwencjonalnej, zanim zrozumiał, że broń jądrowa powoduje znacznie większe zniszczenia” – powiedział gazecie Thomas Maier.

Zauważył też, że jako lider opozycji Churchill był o wiele bardziej wojowniczy niż w trakcie ponownego sprawowania funkcji premiera w latach 1951-55.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Bunt i zagłada w obozie janowskim we Lwowie

Bunt i zagłada w obozie janowskim we Lwowie

Michał Staniul dla Wirtualnej Polski


Bunt i zagłada w obozie janowskim we Lwowie

Wizyta Hansa Franka (trzeci z lewej) we Lwowie. Generalny gubernator przechodzi przed oddziałem ochotników SS “Galizien” (fot. NAC / )

Nazistowski obóz janowski we Lwowie działał zaledwie dwa lata. To wystarczyło, by przekształcił się z miejsca katorżniczej pracy przymusowej w katownię, w której mordowano tysiące polskich i ukraińskich Żydów. Gdy 19 listopada 1943 roku garstka więźniów wybranych do odkopywania i palenia zwłok podjęła desperacką próbę buntu, Niemcy po raz kolejny zastosowali odpowiedzialność zbiorową. 71 lat temu oddziały SS otoczyły obóz przy ul. Janowskiej i zimną krwią pozbawiły życia resztę jego mieszkańców – pisze Michał Staniul w artykule dla WP.PL.

Masywny, dwupiętrowy budynek przy ulicy Janowskiej 134 miał już swoje lata – powstał jeszcze w czasach, gdy Lwów był częścią austriackiego zaboru. W 1939 roku stanowił centralny punkt fabryki maszyn młyńskich należącej do żydowskiego przedsiębiorcy Steinhausa. Gdy po sowieckiej napaści na Polskę miasto dostało się w ręce wojsk radzieckich, zakład został znacjonalizowany. Wkrótce jednak znowu miał konkretnego właściciela.

Niestety, była to DAW – Deutsche Ausrüstungswerke, firma zbrojeniowa zarządzana przez hitlerowskie SS.

Trucizna

Armia Czerwona nie była, rzecz jasna, łaskawa dla mieszkańców Lwowa. Ocenia się, że podczas niespełna dwóch lat pobytu nad Pełtwią komuniści zabili około 7 tys. ludzi, głównie “wrogów klasowych”. Większość ginęła w piwnicach bezpieki lub podczas egzekucji w okolicznych lasach, z dala od wzroku przypadkowych świadków. Kiedy więc 29 czerwca 1941 roku miasto zostało zdobyte przez Wermacht, Niemcy bez większych problemów obciążyli sowieckimi zbrodniami lokalnych Żydów.

Przedwojenny Lwów był trzecim z największych skupiskiem ludności żydowskiej w Polsce. Według danych z początku lat 30., około 100 tysięcy lwowian wyznawało religię mojżeszową. Dekadę później liczbę tę powiększyła – oprócz przyrostu naturalnego – fala uchodźców z frontu zachodniego. W chwili nadejścia oddziałów nazistowskich w mieście mogło żyć więc nawet 150 tysięcy Żydów.

“Już w pierwszych godzinach rozlepili Niemcy po mieście afisze podjudzające przeciwko Żydom. W tych afiszach i w ulotkach, rozdawanych na ulicach, przedstawiano Żydów jako winowajców pożogi wojennej, pomawiano ich o niestworzone zbrodnie, insynuowano im rzekome wymordowanie kilku tysięcy Polaków i Ukraińców. Zatruty siew wydał oczywiście odpowiedni plon” – pisał w wydanej tuż po wojnie “Zagładzie Żydów lwowskich” historyk Filip Friedman.

Pogromy wybuchały z przerażającą częstotliwością przez kolejne trzy lata. W części z nich brały udział bojówki ukraińskich nacjonalistów.

W lipcu 1941 roku Niemcy uruchomili produkcję amunicji przy ulicy Janowskiej, na północno-zachodnim obrzeżu miasta. Niemieckie prawo nakładało obowiązek pracy na wszystkich żydowskich mężczyzn w wieku od 14 do 60 lat. Początkowo wielu z nich dobrowolnie zgłaszało się do DAW; wierzyli, że papiery z zakładów pozwolą im chociaż częściowo uniknąć represji ze strony okupantów. Ale jeśli tak było, trwało to bardzo krótko.

Po niecałych trzech miesiącach hitlerowcy postanowili zmienić charakter fabryki. Poszerzono należący do niej teren, otoczono go drutem kolczastym i wieżyczkami strażniczymi, a na wolnym miejscu wzniesiono kompleks podłużnych drewnianych baraków. Odesłano też do domu polskich i ukraińskich robotników. 1 października 1941 roku komendant placówki, Hauptsturmführer (kapitan w SS) Fritz Gebauer, oznajmił pozostałym pracownikom: od teraz zostajecie tutaj.

Obiekt przy ul. Janowskiej miał stać się bowiem głównym lwowskim obozem koncentracyjnym dla ludności żydowskiej.

Sadyści

Sytuacja Żydów we Lwowie stawała się tymczasem dramatyczna. Jesienią Niemcy zaczęli wypędzać ich do getta, które utworzono w najbardziej zaniedbanej, północnej części miasta: na Zamarstynowie i Kleparowie. Ponad 100 tysięcy ludzi musiało stłoczyć się na obszarze zaledwie kilku osiedli. Przeludnienie, głód i choroby nie były jednak jedynymi problemami – hitlerowcy co rusz urządzali brutalne łapanki, podczas których zatrzymywali zdrowych i silnych mężczyzn oraz chorych i starców. Ci pierwsi trafiali do obozów pracy. Drudzy byli zazwyczaj zabijani na miejscu.

Czytaj dalej tu: Bunt i zagłada…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


List otwarty do świata muzułmańskiego.

W liście otwartym do świata muzułmańskiego francuski filozof, muzułmanin, mówi, że islam zrodził potwora i potrzebuje reformy


Abdennour Bidar (zdjęcie: aujourdhui.ma)

W eseju opublikowanym 3 października 2014 r. w gazecie francuskiej “Marianne”, Abdennour Bidar, filozof i autor Islam, osobista historia islamu (Seuil, 2006); Islam bez poddania się: egzystencjalizm muzułmański (Albin Michel, 2008) i Historia humanizmu na Zachodzie (Armand Colin, 2014),napisał, że wierzący muzułmanie nie mogą uniknąć dyskusji o przyczynach ekscesów dżihadystów, potępiając jedynie barbarzyństwo terrorystów. Mówi, że w obliczu dogmatów i manipulacji politycznych, jakim poddany jest świat muzułmański, musi on być samokrytyczny i musi działać na rzecz zreformowania się. Poniżej podajemy jego esej:

“Widzę, że zatracasz się, tracisz czas i honor, odmawiając uznania, że ten potwór [ISIS] zrodził się z ciebie”

Drogi świecie muzułmański: jestem jednym z twoich oddalonych synów, który patrzy na ciebie od środka i z daleka – z Francji, gdzie żyje dzisiaj tak wiele twoich dzieci. Patrzę na ciebie przenikliwymi oczyma filozofa, od dzieciństwa karmionego tasawwuf (sufizmem) i myślą Zachodu. Patrzę więc na ciebie z mojej pozycji barzakh, z cieśniny między dwoma morzami: Wschodu i Zachodu.

I co widzę? Co widzę lepiej niż inni, niewątpliwie właśnie dlatego, że widzę cię z daleka, z odległości? Widzę cię w stanie nieszczęścia i cierpienia, co smuci mnie niezmiernie, ale czyni mój sąd filozofa tym ostrzejszym. Bowiem widzę cię w trakcie rodzenia potwora, który ośmiela się nazywać siebie Państwem Islamskim, a którego pewni ludzie wolą nazywać imieniem demona – Daeesz. Najgorsze jest jednak to, że widzę, iż zatracasz się, tracisz czas i honor, odmawiając uznania, że ten potwór zrodził się z ciebie, z twojego niezdecydowania, z twoich sprzeczności, z twojego rozdarcia między przeszłością a teraźniejszością, z twojej odwiecznej niemożności znalezienia swojego miejsca w cywilizacji ludzkiej.

Co bowiem mówisz, w konfrontacji z tym potworem? Krzyczysz: „To nie ja!”, „To nie islam!” Odrzucasz [możliwość], że zbrodnie tego potwora popełniane są w twoim imieniu (#NotInMyName). Buntujesz się przeciwko uzurpowaniu sobie przez potwora twojej tożsamości i oczywiście masz prawo to robić. Jest ważne, byś oświadczał światu głośno i wyraźnie, że islam potępia barbarzyństwo. Ale to w żadnym razie nie wystarcza! Znajdujesz bowiem ucieczkę w odruchu samoobrony bez zrozumienia, a przede wszystkim bez przyjęcia odpowiedzialności i bez samokrytyki. Oburzasz się i zadowalasz się tym – tracisz jednak historyczną okazję do kwestionowania siebie. Zamiast przyjęcia na siebie odpowiedzialności, oskarżasz innych: „Wy, ludzie Zachodu i wszyscy wrogowie islamu – przestańcie kojarzyć nas z tym potworem! Terroryzm nie jest islamem! Prawdziwy islam, dobry islam, nie znaczy wojny, znaczy pokój!”

“Korzeń tego zła, które dzisiaj kradnie twoją twarz, znajduje się w tobie; Potwór wyłonił się z twojego brzucha”

O mój drogi świecie muzułmański, słyszę wznoszący się w tobie krzyk buntu i rozumiem go. Tak, masz rację: jak każda z wielkich, świętych inspiracji na świecie, islam tworzył w swojej historii piękno, sprawiedliwość, sens i dobro, i [był źródłem] wielkiego oświecenia dla ludzi, którzy są na drodze przez tajemnice istnienia… Tutaj, na Zachodzie, walczę we wszystkich moich książkach, aby ta mądrość islamu i wszystkich religii nie została zapomniana ani pogardzana. Ze względu jednak na moją odległość [od świata muzułmańskiego] mogę dostrzec to, czego ty nie widzisz… A to wzbudza moje pytanie: dlaczego ten potwór ukradł twoją twarz? Dlaczego ten nikczemny potwór wybrał twoją twarz, a nie jakąś inną? Prawdą jest, że za tym potworem ukrywa się olbrzymi problem, na konfrontację z którym nie wydajesz się gotowy. W końcu jednak będziesz musiał znaleźć w sobie odwagę [by to zrobić].

Problemem jest korzeń tego zła. Skąd pochodzą zbrodnie tego tak zwanego „Państwa Islamskiego”? Powiem ci, przyjacielu. Nie ucieszy cię to, ale jest to mój obowiązek jako filozofa. Korzeń tego zła, które dzisiaj kradnie twoją twarz, znajduje się w tobie; Potwór wyłonił się z twojego brzucha. I wyłonią się inne potwory, jeszcze gorsze, jak długo będziesz odmawiał przyznania twojej choroby i nie zabierzesz się wreszcie za korzeń tego zła!

Nawet zachodnim intelektualistom trudno jest to zobaczyć. W większości do tego stopnia zapomnieli o mocy religii – na dobre i na złe, nad życiem i nad śmiercią – że mówią mi: „Nie, problemem świata muzułmańskiego nie jest islam, nie jest religia, ale polityka, historia, ekonomia itd.” Całkowicie zapomnieli, że religia może być rdzeniem reaktora cywilizacji ludzkiej i że jutro przyszłość ludzkości będzie zależeć nie tylko od rozwiązania kryzysu finansowego, ale także – i bardziej zasadniczo – od rozwiązania bezprecedensowego kryzysu duchowego, który dotyka całą ludzkość.

“Widzę w tobie, świecie muzułmański, wielkie siły gotowe powstać i przyczynić się do tego globalnego wysiłku znalezienia życia duchowego dla XXI wieku”

Czy będziemy w stanie zebrać się razem, na całym świecie, by stawić czoła temu fundamentalnemu wyzwaniu? Duchowa natura człowieka nie znosi próżni i jeśli nie znajduje niczego nowego, by ją wypełnić, napełni ją jutro religiami, które są coraz mniej przystosowane do teraźniejszości – i które, jak islam dzisiaj, [także] zaczną produkować potwory.

Widzę w tobie, świecie muzułmański, wielkie siły gotowe powstać i przyczynić się do tego globalnego wysiłku znalezienia życia duchowego dla XXI wieku. Mimo powagi twojej choroby masz w sobie wielkie tłumy mężczyzn i kobiet chętnych do reformowania islamu, do ponownego wynalezienia jego geniuszu poza jego postaci historyczne i do bycia częścią całkowitej odnowy stosunku, jaki ludzkość miała kiedyś ze swoimi bogami. Właśnie do tych wszystkich, zarówno muzułmanów, jak nie muzułmanów, którzy razem marzą o rewolucji duchowej, adresuję moje książki – którym daję moimi słowami filozofa zaufanie do tego, co dostrzega ich nadzieja.

Czytaj dalej tu: W liście otwartym do świata…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Obejrzałem dziś po raz pierwszy wystawę główną – Piotr Paziński

Piotr Paziński


Obejrzałem dziś po raz pierwszy wystawę główną

Piotr Paziński

[ Przedruk z Facebook’a za zezwoleniem autora ]


No więc obejrzałem dziś po raz pierwszy wystawę główną w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Na pewno jest tak, że jedna wizyta, nawet kilkugodzinna, nie wystarczy, żeby ekspozycję zgłębić porządnie i dać sprawiedliwą ocenę. Stąd tylko kilka luźnych uwag:
1. Wystawa zrobiona jest rzeczywiście z rozmachem, widać tu i włożony wysiłek intelektualny i pieniądze i żmudną, wieloletnią pracę koncepcyjną.

2. Im dalej, tym lepiej. O ile pierwsze moduły wystawy, tak mniej więcej od Ibrahima ibn Jakuba do rozbiorów, rażą szkolną dydaktyką i sztucznością (jak pokazać ciekawie średniowiecze?), to dalej robi się ciekawiej, mimo że materiału coraz więcej.

3. Las, z którego mają wyłonić się Żydzi, jest słaby, dalej panuje chaos, wielka makieta Krakowa i Kazimierza jest tak duża, że zupełnie nieporęczna i niezagospodarowana, w związku z tym nic nie wyjaśnia. Gwoździec jest ładny, choć szczerze mówiąc nie powala. Oryginalna polichromia z Tykocina czy Łańcuta to to nie jest, a i całe założenie „miasteczka” przypomina martwą makietę, brak w nim zupełnie życia.

4. Ciekawie się robi, kiedy wkraczamy w nowoczesność. Poczekalnia dworcowa, Łódź, Nalewki, wielka plansza wyjazdów do Ameryki – wszystko to jakoś porusza, choć niby znamy te historie. Wiadomo, MHŻP nie da rady konkurować z oryginałami. Kto widział fabrykę Poznańskiego, Ellis Island, a nawet warszawskie Muzeum Kolejnictwa, będzie miał poczucie, że dostarcza mu się miniaturowych, ledwie naszkicowanych kopii, ale kiedy się o tym zapomni, kiedy przyjmiemy do wiadomości, że to musi być synteza, z konieczności powierzchowna, ekspozycja zyskuje i przestaje irytować.

5. Wbrew obawom całkiem podobała mi się wystawa o 20-leciu międzywojennym, wydaje mi się, że udało się uchwycić ten okres w całej jego wręcz fajerwerkowej różnorodności, unikając tego, co tak natrętnie suflowane jest w pierwszych galeriach, tzn. że Polska była dla Żydów rajem na ziemi. Wiemy, że nie była, i raczej nikt tego tutaj nie udaje. To duża zaleta.

6. Część holokaustowa jest mocna, nic nie poradzę. Na małej przestrzeni udało się uzyskać wrażenie przerażającej klaustrofobii Zagłady, ścieśniającej się przestrzeni (zejście po schodach na Umschlagplatz!, kryjówki, pomysłowe szuflady z archiwum Ringelbluma, nieźle zaaranżowane powstanie w getcie itd.), no i całkowitej ruiny barwnego świata przedwojnia (panorama doszczętnie zburzonego getta z kilkoma artefaktami wydobytymi z ruin – dreszcz na plecach). Duży punkt dla muzeum!

7. Powojnie całkiem interesujące. Wiadomo: wszystko w skrócie, ale są i Kielce, i wyjazdy, i Dolny Śląsk i TSKŻ i Gomułka i Marzec. Niezłe proporcje. Ci, którzy chcieli mieć koniecznie żydokomunę, dostali Bermana i Światłę. Mam nadzieję, że im wystarczy. Ociupinkę za mała jest wystawa o latach 70. Że prawie nic, tylko „Odczytanie popiołów” Ficowskiego, a potem Wałęsa w stoczni (jakoś mnie irytuje ten Wałęsa!). No a potem współczesność, o której nic nie powiem, bo jestem jednym z eksponatów, więc mi głupio i w ogóle obciach.

8. Jestem zdania, że muzeum nie powinno być ani apologetyczne i utrzymane w klimacie „łał, jacy byliśmy super i jaki wielki jest nasz wkład w dzieje świata”. Sądzę też, że nie musi być nadmiernie krytyczne. Naprawdę, muzeum nie jest po to, żeby od razu rozwalać jednym kopniakiem wszystkie własne i cudze dobre samopoczucia, rozmontowywać paradygmaty, opowiadać stronniczo (żeby nasza prawda okazała się najprawdziwsza i nasze było na wierzchu). Piję tu trochę do niesprawiedliwej i agresywnej recenzji Joanny Krakowskiej, która na łamach Dwutygodnika zarzuciła twórcom wystawy oportunizm i tchórzostwo. Bo wystawa nie powinna się podobać, a powinna uwierać jak kolec w oku. Bez przesady. Sam jestem jak najdalszy od wizji Polin jako raju na ziemi, ale nie wiem, czy chciałbym oglądać muzeum super zaangażowane i super krytyczne. Obawiam się, że byłoby ono wówczas prostym rewersem apologetyki i zalizywania.

9. To, co rzuca się w oczy, to fakt, że opowieść snuta jest z perspektywy dziejów Polski. To faktycznie jest historia Polin, z Żydami w roli głównej. Wynika z tego kilka rzeczy: przekonanie, że dzieje Żydów w ostatnim tysiącleciu są jakoś naturalnie sprzężone z dziejami Polski. Tymczasem wiemy, że to prawda i nieprawda. Żydowska cywilizacja była transgraniczna, toczyła się równolegle w wielu państwach i w wielu językach, dla żydowskiego świata Polin stała się ważna tak naprawdę dopiero w XVI wieku, a i później zresztą wiele ważnych wydarzeń w żydowskiej historii i procesów historycznych, które składały się na żydowskie dzieje, toczyło się poza obszarem zwyczajowo nazywanym Polin. Ta perspektywa, zasygnalizowana na początku mapą wędrówek żydowskich kupców i szybkim przelotem przez gminy Nadrenii i Czech, zupełnie zanika w kolejnych epokach. Jak gdyby wraz z umocnieniem się i powiększeniem Rzeczypospolitej (tak mniej więcej od Kazimierza Wielkiego poprzez Jagiellonów aż do XIX wieku) całość żydowskich dziejów wyczerpywała się na Polsce. Taka perspektywa zdecydowanie mi nie odpowiada. O ile nie oczekiwałem od MHŻP, że będzie chłostać statystycznego Polaka i na każdym kroku wytykać mu antysemityzm i mówić, że całe to rajskie Polin to ściema, a jak ktoś uważa inaczej, to jest filosemitą albo podlizuje się gojom, to tego oczekiwałem: pokazania diaspory żydowskiej w Europie jako niesłychanie skomplikowanego organizmu, w którym Polin była jednym z organów (zgoda, bardzo dużym), nie zawsze najważniejszym i dominującym, a na pewno połączonym z innymi. Starczy przypomnieć Haskalę (słabo w muzeum przedstawioną i właściwie niezrozumiałą), a więc ruch ku niemieckości, czy dzieje rosyjskojęzycznej inteligencji żydowskiej, która w ogóle przepadła (bo Rosji nie lubimy, więc nie przyznamy, że kultura rosyjska była od XIX wieku atrakcyjniejsza jako droga emancypacji i asymilacji od kultury polskiej).

10. Muzeum nazbyt powierzchownie przemyka się nad żydowską tradycją. Skoro jest placówką edukacyjną, to powinno wyjaśnić, czym był i jest judaizm. Mamy gabloty o Mosze Isserlesie i jego appendiksach do Szulchan Aruch, o sporach sabataistów z ortodoksami, chasydów z mitnagdami, haskalistów z tradycjonalistami, mamy makietkę jesziwy wołożyńskiej i dworu w Sadogórze, ale chyba się nie dowiemy (o ile czegoś nie przeoczyłem), co to jest Tora, Talmud, halacha, hagada, szabat czy Jom Kipur. W każdym muzeum żydowskim, jakie znam, tradycji, kalendarzowi, świętom i obyczajom poświęcona jest z reguły oddzielna sala. Od czegoś trzeba zacząć. Zamiast kompletnie niepotrzebnej sali z gadającym lasem wystarczyło zrobić solidną pigułkę „Judaizm w dziesięć minut”. Nie chodzi o powielanie dobrze znanych ekspozycji z setką kubków kiduszowych, besaminek i talerzy sederowych, ale właśnie pigułkę: oto podstawowe zasady cywilizacji, o której będziemy opowiadać.

11. No i na koniec: sporo niedoróbek, które dla początkujących mogą okazać się barierą nie do sforsowania. Nie opisane mapy (konia z rzędem temu, kto połapie się w wielkiej mapie Podola i zrozumie, o co biega w makiecie Krakowa), nie podpisane zdjęcia, rozliczne portrety bez notek biograficznych, a często z sygnaturami tylko w języku jidysz albo hebrajskim. Wiele tekstów umieszczono zwyczajnie za wysoko, pod sufitem, a nie wszędzie jest dobre światło… No ale zobaczyć warto, a może nawet trzeba.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com