Archive | August 2016

Napady w Rabce na dzieci ocalałe z Holokaustu

“Skupiska żydowskie przepędzi się…”. Napady w Rabce na dzieci ocalałe z Holokaustu

Bartłomiej Kuraś


W 1945 r. uczniowie i nauczyciele gimnazjum w Rabce trzykrotnie organizowali zbrojne napady na sierociniec żydowski, w którym przebywały dzieci ocalałe z Holokaustu. “Nie szkodzi, jeżeli skupiska żydowskie przepędzi się, byleby wypadków nie było” – tłumaczył ksiądz Józef Hojoł, jeden z inspiratorów ataków.

Rabka
O napadach na sierociniec w Rabce od czasów wojny na Podhalu krążyły legendy. Jedni twierdzili, że oddział “Ognia” wymordował żydowskie dzieci. Inni mówili, że to wymysł komunistycznej propagandy. A jeśli nawet partyzanci strzelali, to nie do dzieci, lecz do funkcjonariuszy UB i MO.

70 lat po tamtych zdarzeniach przebieg napadów na sierociniec odtworzyła Karolina Panz, przygotowująca w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego doktorat na temat ludności żydowskiej Podhala. Jej ustalenia opublikowało już Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN w pracy “Dlaczego oni, którzy tyle przecierpieli i przetrzymali, musieli zginąć. Żydowskie ofiary zbrojnej przemocy na Podhalu w latach 1945-1947”.

Traumatyczne przeżycia dzieci

W 1945 r. Tymczasowy Komitet Pomocy dla Ludności Żydowskiej w Krakowie, mieszczący się przy ulicy Długiej 38, szukał spokojnego miejsca dla dzieci ocalałych z Holokaustu. W krakowskiej kamienicy opiekunowie nie potrafili zapewnić im godnych warunków. Oprócz setki najmłodszych schronienie znalazło tam także 250 dorosłych. Wszyscy niedożywieni i schorowani. Brakowało miejsca. W tym samym budynku urządzono też biura administracyjne z punktem rejestracyjnym, kuchnię, ośrodek lekarski i izbę chorych. Ludzie spali pokotem na podłodze, nawet bez sienników.

Dzieci postanowiono przenieść do Rabki, która już przed wojną była znanym uzdrowiskiem. Na przełomie czerwca i lipca 1945 r. około setki młodych pensjonariuszy, pochodzących m.in. z Krakowa, Warszawy, Łodzi, trafiło do trzech willi: Stasin, Niemen i Juras. Nieco dalej znajdował się Urząd Bezpieczeństwa i stacjonował oddział Armii Czerwonej. Bliżej stał budynek, w którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej Niemcy prowadzili Szkołę Policji SS.

Dzieci miały za sobą traumatyczne przeżycia. Niektórym udało się przetrwać okupację z rodzicami, ale nie wszystkie miały tyle szczęścia. Na oczach ośmioletniego Benka Brandera umarła mama, gdy całą rodziną próbowali przetrwać wojnę w piwnicach w Przemyślu. Rodzice dwa lata starszego Ludwika Rympela w skrajnej rozpaczy postanowili odebrać życie sobie i synowi. Ocaliło go tylko to, że z naciętych żył chłopca nie wypływała krew.

Ciężko chory siedmioletni Jerzy Cyns przeszedł przez niemieckie obozy w Płaszowie, Gross-Rosen i Auschwitz, gdzie poddawano go eksperymentom medycznym i trzykrotnie tatuowano. Aleksander Bober po ucieczce z getta warszawskiego tułał się po ulicach i spał w zajezdniach tramwajowych.

Nachum Bogner, którego rodzice zginęli w 1943 r., chował się w leśnych bunkrach w okolicy Przemyślan pod Lwowem.

Dziesięcioletnią Mirę Bram, gdy Niemcy zabili jej mamę i ojca, ukrywali volksdeutsche. Takich ponurych historii było bardzo wiele. W górskim uzdrowisku dzieci miały zapomnieć o wojnie.

Granat w sierocińcu

Gdy dzieci przyjechały do Rabki, ze względów bezpieczeństwa wiezione na ciężarówce przykrytej brezentem, z początku myślały, że trafiły prawie do raju. Róża Silberberg, urodzona w 1935 r., opowiadała po latach: “Zaskoczyła mnie duża ilość jedzenia i to, że można było brać dokładki. Nareszcie mieliśmy własne ubrania z darów. Mi podarowano sukienkę i buty. Czułam się rozpieszczana”.

Ale czasy były ciągle niespokojne i raj nie trwał długo, bo do drugiej połowy lata. 11 sierpnia doszło do pogromu Żydów w Krakowie. Dzień później, w niedzielę, zaatakowano sierociniec w Rabce. Do willi Niemen przez okno wrzucono granat, który eksplodował. Ofiar nie było. Trzynastoletnia chora dziewczynka, przy której łóżku w izolatce wybuchł ładunek, upadła na podłogę, ale nie odniosła większych obrażeń.

Nazajutrz Anna Górska, Polka pracująca jako pomoc kuchenna w sierocińcu, relacjonowała w Wojewódzkim Komitecie Żydowskim w Krakowie: “W podłodze była dziura średnicy około 10 do 15 cm, szyby były wybite, ściany uszkodzone, przyrządy lekarskie rozbite, kozetka w pokoju wywrócona do góry nogami, a bielizna leżąca na kozetce rozrzucona po pokoju. Wśród dzieci panuje słuszny popłoch. Milicji ani żadnej władzy nie było na miejscu”.

Halina Landsberg, kierowniczka sierocińca, prosiła o pomoc, oceniając, że tamtejsze władze wydają się całkowicie bezradne i nie dają gwarancji, że ataki się nie powtórzą.

– Na sierociniec w Rabce napadano trzykrotnie. Nie atakował oddział “Ognia”, choć ta partyzancka grupa ma na sumieniu inne zbrodnie na Żydach i niektórzy z uczestników napadów w Rabce później zostali jego podkomendnymi – mówi Karolina Panz.

Ks. Hojoł: W Polsce rządzą sami Żydzi

Polskiemu personelowi placówki i dostawcom żywności do sierocińca grożono ogoleniem głów, jeśli dalej będą pracować dla Żydów. Niektóre dzieci pisały do rodziców, że chcą jak najszybciej wyjechać z Rabki: “Tutaj dłuższy pobyt jest niemożliwy. Ci, którzy dziś napadli, grożą dalszymi napadami. W tę całą grę wciągnięta jest milicja. Kto może, ten ucieka z zakładu, wychowawczynie, pielęgniarki, dzieci. Pierwszą okazją jadą zaraz do Krakowa, bo tu jest b. niebezpiecznie”.

– Z dokumentów wynika, że atak zorganizowali uczniowie i nauczyciele Prywatnego Gimnazjum Sanatoryjnego Męskiego doktora Jana Wieczorkowskiego – mówi Panz. – Zaraz po wznowieniu działalności szkoły, w lutym 1945 r., zaczęła w niej działać komórka Ruchu Oporu Armii Krajowej, której dowódcą był Jan Stachura “Adam”. Uczniowie gimnazjum należący do tej organizacji skupieni byli w kilkunastoosobowej drużynie harcerskiej. Ich duchowym i faktycznym przywódcą był ksiądz Józef Hojoł, wspierany przez profesora Edmunda Chodaka, polonistę, autora przedwojennego elementarza.

Anna Bala, mieszkanka Rabki, zeznała w 1950 r.: “Ks. Hojoł Józef na terenie Rabki był bożyszczem, miał duże zaufanie wśród ludności z terenu Rabki oraz był bardzo poważany na terenie gimnazjum. Prowadził stowarzyszenia katolickie oraz hufiec harcerski”.

Jak wynika z zeznań przesłuchiwanych w śledztwie, ksiądz Hojoł o wprowadzonym w 1945 r. w Polsce ustroju miał mówić, że prześladuje religię i nie daje swobody wyznania, a “w Polsce rządzą sami Żydzi”. To on miał być autorem listów z pogróżkami, które Mieczysław Klempka “Kot”, przywódca harcerskiej konspiracji w gimnazjum Wieczorkowskiego, podrzucał do sierocińca. Napisano w nich, że jeśli dzieci nie opuszczą Rabki, będą zastosowane wobec nich represje. “Groźba ta została wykonana, gdyż ks. Hojoł dał rozkaz członkom nielegalnej organizacji z terenu gimnazjum Wieczorkowskiego” – powiedziała śledczym Bala.

Żołnierze pilnują sierocińca

Osiemnastoletni Stanisław Wróbel “Bimber” zeznał, że o planowanym napadzie dowiedział się od Mieczysława Klempki i jego zastępcy Władysława Śmietany podczas szkolnej przerwy. Atak miał nastąpić w niedzielę 12 sierpnia około godziny 23. Zaplanowali zbiórkę godzinę wcześniej pod skocznią narciarską na Górze Grzebień. Wróbel i jego towarzysz czekali około trzech godzin, ale nikt nie przyszedł. Okazało się, że źle umówiono miejsce spotkania. W napadzie więc nie uczestniczyli, słyszeli jedynie pojedyncze wystrzały i huk wybuchającego granatu.

“Bimber” zeznał: “Na drugi dzień w szkole Klempka opowiadał do nas, że w drodze powrotnej do domu koło sierocińca żydowskiego wystrzelił z pistoletu w okno sierocińca i wrzucił przez okno do sierocińca granat, nie wiedząc, jakie powstały skutki”.

Dzień po ataku krakowski Komitet Żydowski zorganizował ochronę sierocińca z dziesięciu uzbrojonych mężczyzn. Do pilnowania zgłosiło się też czterech żołnierzy pochodzenia żydowskiego ze stacjonującej nieopodal jednostki Armii Czerwonej.

“Nie szkodzi, jeżeli skupiska żydowskie przepędzi się”

Drugi napad zorganizowano w kolejną niedzielę – 19 sierpnia. Tym razem wszystkie budynki ostrzelano z broni ręcznej i automatycznej, rzucano też granaty.

Ks. Hojoł tak opisał spotkanie po napadzie: „Klempka Mieczysław ps. »Kot « ( ), uczeń gimnazjalny, syn Klempki Władysława, ( ) bezpośrednio po napadzie referował cały przebieg ( ), jak wykonali ten napad ( ): obrzucili granatami, jak światło elektryczne zostało uszkodzone, straszny krzyk dzieci, pielęgniarki latały ze świecami, po czym wycofaliśmy się, gdyż żołnierze Armii Radzieckiej następowali na nas, Klempka Władysław [ ] skrytykował działalność swego syna ( ), na co ja ( ) zareagowałem ( ) i powiedziałem, że nie szkodzi, jeżeli skupiska żydowskie przepędzi się, byleby wypadków nie było ( ), ja pochwalałem te czyny ( ). Następnie podzieliłem się wiadomościami z profesorem Chodakiem ( ). Ja, Hojoł Józef, z mojego osobistego poglądu aprobowałem organizowany napad na sierociniec żydowski, jak i za aprobatą profesora Chodaka”.

Dzień po tym ataku do ochrony sierocińca przysłano jedenastoosobowy oddział wydelegowany przez Powiatową Komendę Milicji Obywatelskiej w Nowym Targu. Jeden z milicjantów, Józef Jama z Krościenka, wspominał po latach: “Dzieci wychodziły na spacer pod naszym ubezpieczeniem. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo, kiedy na spacerze uzbierały trochę polnych kwiatów, wręczały nam tak po dziecinnemu jedno przez drugie, były to chwile bardzo radosne , prawie codziennie przychodziły do nas i dzieliły się swoimi wrażeniami i zmartwieniami. Opowiadania te, wyrażone w dziecinnych słowach i wyobraźniach, były tego rodzaju, że trzeba było nieraz silnie zaciskać zęby, żeby nie rozpłakać się nad ich dolą. Wdzięczność tych małych istot była wielka , wzruszała nas ogromnie”.

Dzieci myślały, że to strzelali Niemcy

Minął tydzień i znów kolejny atak – w nocy z niedzieli na poniedziałek.

Klempka wystąpił do dowódcy rabczańskiego ROAK Józefa Makuły “Tygrysa” o wsparcie jego ludzi oraz o pozwolenie na użycie oddziałowej broni i amunicji. Wzięli ze sobą dwa rkm-y, jeden granatnik przeciwpancerny (pancerfaust), 15 karabinów, dwa karabiny dziesięciostrzałowe, pięć pistoletów maszynowych PPSz, cztery pistolety zwykłe, jedną paczkę granatów i jedną skrzynię amunicji.

Makuła początkowo nie chciał się zgodzić na taką pomoc. Zmienił zdanie, gdy dowiedział się, że pomysłodawcą ataków jest ks. Hojoł. Według zeznań Stanisława Wróbla swej zgody udzielił także dowódca ROAK na rejon nowotarski i limanowski kpt. Jan Stachura “Adam”. W napadzie wzięły udział 32 osoby.

polecił:
Leon Rozenbaum
Jak zeznał Andrzej Palarczyk, ich celem było “wystraszenie dzieci żydowskich w Rabce”. Dowództwo nad wszystkimi, po otrzymaniu wskazówek od ks. Hojoła, objął Klempka. Dał znak do ostrzału budynków sierocińca wystrzałem z pancerfausta. Stanisław Wróbel zużył trzysta naboi z karabinu maszynowego. Stanisław Pyka strzelał z karabinu do willi Stasin.

Jerzy Łączyński celował w willę Juras: “Strzelałem do okien z karabinu, wiedząc, że mogę spowodować zabójstwo, gdyż kule wpadały do środka willi, ale jednak na to nie patrzyłem, tylko oddawałem strzały”.

Ostrzał trwał dwie godziny.

Dzieci w Rabce pod wpływem ciągłego strachu straciły na wadze i jeszcze bardziej podupadły na zdrowiu. Niektóre z nich myślały, że ciągle trwa wojna i to Niemcy ich atakują.

“W Rabce ciągle strzelali”

Oleś Aronowicz miał wtedy siedem lat. Tak opisał tamte wydarzenia: „W Rabce ciągle strzelali. Siostra Gusta zawsze nas posyłała pod łóżko i pod łóżko, a myśmy nie chcieli. Jednej nocy wystrzelali oni z 2400 kul. Jeden sierżant, który nas bronił, opowiadał mi o tym. Pewnego razu Niemcy [właśnie tak postrzegał atakujących – red.] wrzucili granat do jednego pokoju, gdzie spała chora dziewczynka, i łóżko się znalazło gdzieś za oknem, a ona na szafie. W Rabce były ze trzy napady. Pamiętam drugi. Jak rzucili na nasze wille »Stasia” i »Niemno” granaty, to zrobili wielkie dziury w ścianie. Potem wille te dostały do obrony karabiny maszynowe. Później zlikwidowano nasz dom w Rabce i pojechaliśmy do Zakopanego. Jeden ze znajomych żołnierzy powiedział mi, że wyjeżdżamy dlatego, że Polacy zajmują całą Rabkę. W Zakopanem było dużo lepiej, było naj-, najlepiej. Bo w Rabce, jak się poszło do lasku na chwileczkę, pobawić się, to zaraz ktoś mówił: »O, ja ci tu dam! Chcesz, żeby ci łeb rozwalić? «. Nie było swobody w Rabce ”.

Rabczański sierociniec zlikwidowano 28 sierpnia 1945 r. Niektórzy z podopiecznych wrócili do swych rodziców, część dzieci wysłano do domów dziecka w Otwocku i Bielsku. Te najbardziej chore i bez opiekunów trafiły do sierocińca w Zakopanem.

Pamiątkowa tablica poświęcona ks. Hojołowi

W akcie oskarżenia przeciwko ks. Hojołowi i prof. Chodakowi prokurator napisał, że pod wpływem duchownego i za aprobatą swego nauczyciela uczniowie dokonali trzykrotnie napadów na kolonie dzieci żydowskich w Rabce. Ale w wyroku nie uwzględniono tego zarzutu.

Jeden z punktów innego aktu oskarżenia, sporządzonego w 1950 r. przeciwko Palarczykowi, Łączyńskiemu i Pyce, brzmiał: “W miesiącu sierpniu 1945 r. w miejscowości Rabka wspólnie z innymi członkami bandy w liczbie około 30 osób, przy użyciu broni, dopuścił się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy UB i MO, którzy ochraniali kolonie dzieci żydowskich”.

– Taka perspektywa, sformułowana po raz pierwszy przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie, negująca to, że faktycznym celem ataków były żydowskie dzieci, dominuje do dzisiaj – mówi Karolina Panz. – Tak naprawdę zarówno funkcjonariusze rabczańskiego UB, jak i MO nie brali udziału w obronie sierocińca. Władze uznały to za podejrzane i nawet wszczęły w tej sprawie śledztwo.

W trakcie trzech napadów żadne z dzieci nie zginęło. W jakim stopniu zawdzięczać to można szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, a w jakim ograniczonemu charakterowi zbrojnej akcji – trudno dziś do końca rozstrzygnąć. Ks. Józef Hojoł, który inspirował napastników i zarazem nie chciał, by doszło do “wypadków”, ostatecznie spędził w więzieniu cztery lata z paragrafu “za działalność antypaństwową”. Nauczyciela Edmunda Chodaka sąd skazał na pięć lat, ale dzięki amnestii pozostał na wolności.

W 2011 r. w rabczańskim kościele św. Marii Magdaleny umieszczono tablicę upamiętniającą antykomunistyczną działalność ks. Hojoła. O jego współudziale w organizowaniu ataków na żydowskie dzieci nie wspomniano.

* Cytaty pochodzą m.in. z akt śledztwa i procesu sądowego z przełomu lat 40. i 50. oraz ze wspomnień uczestników zdarzeń zebranych przez Karolinę Panz.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ignoring Terrorism Against Jews Will Lead to More Against Everyone

Ignoring Terrorism Against Jews Will Lead to More Against Everyone

Abraham Cooper
Harold Brackman



In Judaism, every single life — imbued with a spark of the divine — is of infinite value. This is why, according to Jewish tradition, Adam was created alone: because the entire world was created for the sake of a single human being.

In the last century, racist Nazism railed against the Judeo-Christian concepts of justice and mercy, and almost succeeded in not only extinguishing 6 million Jewish lives — but in erasing Jewish life and values. By the time Hitler was stopped, tens of millions of people had perished across the globe.

Today’s world is plagued by the universal scourge of Islamist terrorism. Al Qaeda, ISIS, al Shabab, et al. wage war on the very same humane values the Nazis mocked and defamed — this time in the name God.

From hijackings, to suicide bombers, to vehicular slaughter, Jews — specifically Israeli Jews — were often the first victims of contemporary terror. But they have hardly been the last. Indeed, Muslims, Christians and Hindus, not just Jews, now find themselves targeted online and in real life by genocidal jihadists.

The immoral actions of these thugs should have provided the civilized world with a moment of moral clarity: We are all in this war together. Yeah right.

As was recently reported:

In the same week that jihadist terrorists, slit the throat of an 84-year old Cleric in a Normandy Church, several local councils in France forwarded an initiative to grant honorary citizenship to convicted Palestinian terrorist, Marwhan Barghouti. Barghouti is one of the founders of the Tanzim terror group. He was convicted on five counts of murder in 2002 and is presently serving five consecutive life terms in Israeli jail. He is responsible for planning numerous terror attacks and is credited with inciting the second Intifada. Bargouti is unrepentant and continues to incite violence from his prison cell.

In fact, many European countries reeling from Islamist terrorism — from Belgium to France, to Germany and Scandinavia — continue to pour millions of dollars into Palestinian entities that celebrate and validate terrorism against Jews.

Meanwhile, a New York Times roundup features an “endless stream of terror attacks. Orlando and Beirut. Paris and Nice and St. Etienne-du-Rouvray, France. Germany and Japan and Egypt. Each bomb or bullet tearing holes in homes and communities.”

Neither the recent shooting attack at Tel Aviv’s Sarona Market claiming four lives, nor the knifing to death of a 13-year-old Israeli-American teen, were mentioned.

As someone else pointed out, it’s also “hard to forget how President Obama characterized the Jewish victims of the HyperCacher Kosher Market attack in Paris, on the heels of the Charlie Hebdo massacre, as ‘random’ individuals when, in fact, the whole point of the terrorist attack was to target Jews.”

Don’t Jewish lives matter?

Equating Jews with vermin, as a Georgia Congressman recently did, hasn’t been done since Nazi Julius Streicher’s Der Stürmer newspaper did it on a daily basis in the 1930s.

Whatever one’s position in the debate over Jewish communities in territories captured by Israel in the 1967 war, it is dead wrong to treat the terrorist murder of Jews differently than any other terror outrage — whether in West Bank towns once walked by the biblical patriarchs or in Tel Aviv cafes or outside a Synagogue in a European capital. It’s not only morally wrong, it’s practically and politically self-defeating to the point of being suicidal. If terrorism pays off in the Holy Land, it will only spawn more recruits for the Jihadists globally.

Simon Wiesenthal, who lost 89 members of his family in the Holocaust, issued this warning three decades ago: “History teaches us that Jews are often the first victims; they are never the last victims.”

Offering up Israelis to the Moloch of Terrorism just won’t work. European leaders especially should reflect on Winston Churchill’s insightful quip: “An appeaser is one who feeds a crocodile, hoping it will eat it last.”

If there is any hope of defeating ISIS and their compatriots, humanity needs wall-to-wall religious and political leaders with the courage to say no to all terrorism — whatever its cause and whomever it targets.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Descendants of Nazi Perpetrators Singing the Hatikvah

Descendants of Nazi Perpetrators Singing the Hatikvah

March of Life – Marsch des Lebens


Find out more about the MARCH OF LIFE and the MARCH OF THE NATIONS: http://www.marchoflife.org
Visit us on Facebook: https://www.facebook.com/marchoflife

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Różne zawiłości historyczne

Różne zawiłości historyczne

Jakub Berski


Fragment okładki "Chiduszu" o pogromie kieleckim. Autorka: Edyta MarciniakFragment okładki “Chiduszu” o pogromie kieleckim. Autorka: Edyta Marciniak

„Polacy spalili Żydów w stodole”, rozpoczyna rozmowę Monika Olejnik. „To jest opinia pani redaktor, powtarzana za panem Grossem”, odpowiada minister edukacji Anna Zalewska, tuż po 75 rocznicy pogromu w Jedwabnem, 12 lat po zakończeniu (kolejnego i ostatniego) śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, które wykazało, że rola Polaków w realizacji mordu była decydująca.

Olejnik pyta dalej: kto dokonał pogromu w Kielcach? Zalewska odpowiada, że różne były zawiłości historyczne. Z trudem zgadza się, że zbrodni ktoś jednak dokonał. Precyzuje, że byli to jacyś antysemici i zdaje się być bardzo zadowolona, że w końcu udało jej się znaleźć jakąś odpowiedź. Olejnik nie przestaje dopytywać, ale z odpowiedzi Zalewskiej niewiele wynika. Może poza tym, że minister najwyraźniej wyszła z założenia, że lepiej będzie powiedzieć cokolwiek, niż przyznać, że tych zbrodni dokonali Polacy. W 70. rocznicę tragicznych wydarzeń w Kielcach, 10 lat po zakończeniu (kolejnego i ostatniego) śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, podczas którego nie znalazł się nawet jeden dokument potwierdzający sowiecką prowokację.

Więcej o pogromie czytaj w lipcowym „Chiduszu” dostępnym w Empikach od 25 lipca, w Centrum Informacji Żydowskiej we Wrocławiu od 22 lipca

W 2001 roku, gdy śledztwo w sprawie Jedwabnego było jeszcze w toku, Jan Nowak-Jeziorański mówił, że skoro poczuwamy się do zbiorowej dumy z osiągnięć indywidualnych Polaków, powinniśmy także poczuwać się do zbiorowego wstydu. Jeżeli będziemy umniejszali tę zbrodnię, cały naród polski stanie się w oczach świata wspólnikiem zbrodni. Z moralnego punktu widzenia i ze względu na dobre imię Polski konieczny jest jakiś akt żalu. Nie czekajmy na to, aż zakończy się dochodzenie – konkludował – bo może to potrwać długo, powinniśmy uprzedzić jego wyniki i przeprosić, tak jak Willy Brandt, który uklęknął przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, choć sam ręki do Zagłady nie przyłożył. Jeziorański stwierdził, że właśnie dzięki takim gestom świat nie mówi już o zbrodniach niemieckich, tylko nazistowskich i dla naszego wspólnego, polskiego interesu – jeżeli już nie przez wzgląd na moralność chrześcijańską – powinniśmy dokonać aktu skruchy.

Tymczasem według „Gazety Wyborczej”, z przyzwoleniem burmistrza Jedwabnego zbiera się w 75 rocznicę pogromu w Jedwabnem podpisy pod projektem ustawy nakazującej ekshumację zamordowanych tam Żydów. Pod projektem podpisała się już większość mieszkańców miasteczka. To jedyna nadzieja dla znacznej części polskiego społeczeństwa, żeby ostatecznie przerzucić całą odpowiedzialność za zbrodnię w Jedwabnem na Niemców. Przyglądając się jednak dyskusji wokół Jedwabnego i Kielc łatwo można odgadnąć, że niezależnie od wyników ekshumacji, część zainteresowanych osób nadal będzie wierzyć tylko w swoją teorię. Podobnie jak kwestionuje się śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej i większość dokumentów historycznych. Zresztą przy odrobinie złej woli zakwestionować można nawet najbardziej niezbite dowody zbrodni.

Przypomnijmy: wśród możliwych wersji historii pogromu kieleckiego dominują dwie narracje. Pierwsza odtwarza tok wydarzeń na podstawie zachowanych źródeł, starając się sprawiedliwie oddzielać fakty i dokumenty od domysłów i plotek. Według niej nie istnieją dokumenty, na podstawie których można by udowodnić, że pogromy w Kielcach i Jedwabnem był prowokacją sowiecką, komunistyczną, nazistowską, syjonistyczną czy jakąkolwiek inną.

Druga, sprzeczna z pierwszą, ma za zadanie rzekomo bronić dobrego imienia Polski i próbuje za wszelką cenę zdyskredytować istniejące źródła historyczne. W jej myśl Sowieci (Niemcy) przygotowali pogrom w Kielcach (Jedwabnem), aby skompromitować Polaków na arenie międzynarodowej, bo przecież niemożliwe jest, żeby przedstawiciele narodu, który ma najwięcej drzewek pamięci w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, bestialsko zamordowali swoich sąsiadów.

Pomimo braku dokumentów na potwierdzenie tej teorii ma ona wielu zwolenników nie tylko w kręgach skrajnej prawicy ale, co zaskakujące, ostatnio również w mediach publicznych. W lipcu w Programie Pierwszym Polskiego Radia wyemitowano wiele audycji próbujących wyjaśnić Jedwabne i Kielce w myśl drugiej, konspiracyjnej teorii dziejów.

Nie wydaje się, aby kiedykolwiek w Polsce mogło dojść do przepracowania trudnej historii XX wieku, skoro niemożliwe jest zaakceptowanie podstawowych faktów dotyczących wydarzeń sprzed 70 czy 75 laty. I nie zmieni tego kolejna ekshumacja.

Po wypowiedziach minister Zalewskiej Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP wystosował do niej list, w którym czytamy: „Działając w porozumieniu z Muzeum Polin oraz Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny, Związek wystosował do Pani Minister zaproszenie – podpisane przez Lesława Piszewskiego, Przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, Michaela Schudricha, Naczelnego Rabina Polski, oraz profesora Dariusza Stolę, Dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich – do odwiedzenia Muzeum, gdzie będzie mogła się dowiedzieć, że sprawcami tych zbrodni na Żydach byli Polacy. I ofiary, i sprawcy byli obywatelami Rzeczypospolitej.” Czy Anna Zalewska z tego zaproszenia skorzysta, wydaje się jednak niestety bardzo wątpliwe. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Book tells of Jews’ escape via Japan

The Japan TimesBook tells of Jews’ escape via Japan

Keiji Hirano


Sonia Reed, her husband and their three children at home in the United States in 1958. Reed escaped from Nazi persecution via Japan by using a transit visa issued by Japanese diplomat Chiune Sugihara in 1940. | COURTESY OF JUDITH LERMER CRAWLEY/KYODO

A former official of the semigovernmental Japan National Tourism Organization has published an English-language version of his research on Jews who escaped via Japan from wartime persecution by the Nazis.

Akira Kitade, 70, initially published the book in Japanese two years ago, based on a study of the behind-the-scenes role Japan played in supporting the efforts of Chiune Sugihara, who, as an acting consul in the then-Lithuanian capital of Kaunas in 1940, saved thousands of Jews from the Holocaust by issuing transit visas.

Sugihara, often referred to as Japan’s Oskar Schindler, died at the age of 86 in 1986. Schindler, the German factory owner in Poland, provided Jews with a safe haven during World War II and was depicted in the Steven Spielberg film “Schindler’s List.”

Kitade’s Japanese and American friends living in New York translated the book, titled “Visas of Life and the Epic Journey — How the Sugihara Survivors Reached Japan,” into English. The translated version, published by Tokyo-based Chobunsha Co., will be sold at major bookstores in Japan and at their U.S. outlets.

Kitade found out in 1998 that a former supervisor of his had been engaged in a mission to escort Jews, who were fleeing Europe, from Vladivostok to Tsuruga, Fukui Prefecture, by passenger boat.

The Jews were to continue on their journey, ultimately reaching destinations such as the United States, via the port cities of Yokohama and Kobe.

The supervisor, Tatsuo Osako, worked for Japan Tourist Bureau, currently JTB Corp., and made more than 20 round trips across the Sea of Japan from late 1940 to the spring of 1941 for the transfer of the Jews. He was seconded to the JNTO in 1966 to work with Kitade.

Kitade’s interest in the mission pushed him to continue researching it after retiring from the JNTO in 2004. He found that Osako, who died in 2003 at the age of 86, had developed friendships with the Jews during their voyage and that people in Tsuruga had received the Jews warmly in general.

“What Mr. Sugihara did for the sake of Jews is widely known, and I was impressed that unknown, ordinary people like Mr. Osako were also involved in the life-saving mission,” Kitade said.

A public bathhouse in Tsuruga opened its facilities to the Jewish refugees for free, while an elementary school principal told the students during a morning assembly not to look down on the Jews only because they were poorly clad, as they were exiled from their homes in the wake of the war, according to his research.

Kitade also found that Osako kept a photo album that contained seven pictures of Jewish refugees — a man and six women, each accompanied by messages to him in Bulgarian, French, German, Norwegian or Polish, along with names and dates.

Staring at them, Kitade had an urge to try to locate them and find out more about their lives since taking the voyage. To seek clues, in 2010 he visited with Jewish people who had landed at Tsuruga before emigrating to the United States, along with other so-called Sugihara survivors.

While he was unable to locate any clues about the seven during the trip, he was strongly encouraged by the survivors to issue an English version if he wrote a book about his research so they could also read it.

To his surprise, while preparing for publishing the English version, he was recently contacted by a Japanese journalist now living in Canada and who also follows the Sugihara survivors. She said she had found out about one of the six women.

One person she interviewed was a niece of the woman and happened to see the photos of the seven Jews from the Osako album on the website of a Holocaust memorial in Israel.

Kitade provided the photos to the Israeli Embassy in Japan a few years ago, with the expectation they might allow him to reach out to the seven people or their family members.

The woman in the photo was named Sonia Reed, originally from Poland, who lived on Long Island and died in 1997 at age 73. She was survived by three children.

Reed and her late husband, a Jewish man from Berlin, ran a sheet-metal plant and invested in Japanese products. They traveled to Japan twice, according to their children.

“I plan to visit the United States again this year to give the original photo of Sonia to her children,” Kitade said.

He now hopes the English version of his book will be widely read and enable him to locate the remaining six people.

“If I could meet with them or their families, I want to ask them how they survived the wartime hardships” and share their stories, he said.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com