Archive | 2026/09/27

Dlaczego istnienie Izraela jest kryzysem teologicznym dla fundamentalistycznego islamu


Dlaczego istnienie Izraela jest kryzysem teologicznym dla fundamentalistycznego islamu

Rewolucja Rożawy


Ostatecznie konflikt nie dotyczy granic, lecz suwerenności Żydów, Jerozolimy i przyszłości historii – pisze irańsko-kanadyjski autor Ali Siadatan.[1] Poniżej tłumaczenie jego artykułu:

„Izrael stawia radykalny fundamentalistyczny islam przed problemem, którego żadna zmiana granic nie rozwiąże.

Terytorium można podzielić. Można negocjować ustalenia dotyczące bezpieczeństwa. Konkurujące roszczenia narodowe mogą, przynajmniej teoretycznie, zostać naruszone. Ale Izrael reprezentuje coś więcej niż terytorium. Reprezentuje przywrócenie narodu żydowskiego do suwerenności na ziemiach jego przodków, odrodzenie Jerozolimy jako stolicy żydowskiej wspólnoty i powrót historii biblijnej do współczesnego świata.

Dla ruchów islamskich, które postrzegają historię jako postęp triumfującego islamu, ta restauracja nie jest jedynie politycznym niepowodzeniem. To sprzeczność teologiczna.

Problem nigdy nie polegał jedynie na tym, że Żydzi mieszkali na Bliskim Wschodzie. Żydzi zamieszkiwali cały świat islamski przez wieki. Głębszy problem polega na tym, że Żydzi stali się suwerenni. Posiadają władzę polityczną, dowodzą armiami, rządzą muzułmanami i sprawują władzę w Jerozolimie. Lud, który dawniej podlegał władzy muzułmańskiej, utworzył niepodległe państwo na terytorium, które wcześniej należało do kolejnych imperiów islamskich.

Izrael stanowi zatem wyjątkowe wyzwanie teologiczne. Fundamentalistyczna myśl islamska postrzega państwo żydowskie jako naród niewierzących, którego odrodzenie narodowe promuje zupełnie inną wersję historii.

Ruchy fundamentalistyczne twierdzą, że autorytatywne źródła islamu powinny rządzić życiem politycznym, a roszczenia islamu do ziemi, suwerenności i świętej przestrzeni nie mogą zostać trwale porzucone. Ruchy te przemawiają do potencjalnego elektoratu liczącego setki milionów osób.

Zatem, w praktyce, nie można zrozumieć konfliktu bez przeanalizowania wojny, którą islam uważa za wojnę z Izraelem.

Uchylenie porządku Dhimmi

Pod rządami islamu Żydzi byli klasyfikowani jako dhimmi . Chociaż termin ten jest powszechnie tłumaczony jako „ludzie chronieni”, ochrona ta istniała w ramach systemu prawnie narzuconego podporządkowania. Żydom pozwolono przetrwać jako wspólnota religijna pod warunkiem zaakceptowania muzułmańskiej supremacji, płacenia dżizji ( podatku nakładanego na niemuzułmanów) oraz poddania się ograniczeniom, które odróżniały ich od muzułmanów i podkreślały ich niższą pozycję. [Pisałem o tym w artykule o muftim[2] w rozdziale „Dlaczego Żydzi?”]

Surowość tych ograniczeń różniła się w zależności od władcy i okresu, ale sama hierarchia pozostała. Żydzi mogli żyć pod władzą islamu; nie mieli prawa sprawować władzy nad muzułmanami. Mogli być tolerowani jako podporządkowana wspólnota religijna; nie mieli prawa stać się niezależną siłą polityczną i militarną.

Syjonizm obalił ten porządek.

Powstanie Izraela nie tylko sprowadziło Żydów z powrotem na Bliski Wschód. Przywróciło ich również jako władców. Byli dhimmi stali się suwerenami. Żydzi dowodzili armiami, rządzili muzułmanami, pokonali otaczające ich mocarstwa islamskie i ostatecznie przejęli polityczną kontrolę nad Jerozolimą.

Dla fundamentalistycznej myśli islamskiej to odwrócenie oznacza coś więcej niż stratę militarną czy terytorialną. To odwrócenie ustanowionej przez Boga hierarchii. Problemem nie jest przede wszystkim obecność Żydów. Problemem jest żydowska władza: Żydzi rządzący sobą, Żydzi rządzący muzułmanami i Żydzi sprawujący suwerenność nad terytoriami, które weszły w skład królestwa islamu.

Izrael jest zatem wyjątkowo obraźliwy dla tego porządku teologicznego. Nie istnieje on po prostu poza władzą islamską. Jego istnienie publicznie obala porządek islamski.

Upokorzenie wynikające z wielokrotnych porażek również ma znaczenie. Islam jawi się nie tylko jako jedna z wielu religii, ale jako ostateczne objawienie Allaha – prawdziwa wiara, której przeznaczeniem jest zwycięstwo. Jak zatem muzułmański świat liczący prawie dwa miliardy ludzi, posiadający ogromne terytoria, armie, bogactwa i zasoby naturalne, może wielokrotnie przegrywać z jednym małym narodem żydowskim? Co ważniejsze, jak wyznawcy „prawdziwej wiary” mogą zostać pokonani przez naród, którego wcześniejsze objawienie islam rzekomo zastąpił?

Przetrwanie Izraela staje się zatem oskarżeniem teologicznym. Skoro islam posiada ostateczną prawdę i sankcję Allaha, dlaczego żydowska suwerenność przetrwała, umocniła się i wielokrotnie pokonuje tych, którzy dążyli do jej zniszczenia? Każde zwycięstwo Izraela pogłębia sprzeczność między oczekiwanym triumfem islamu a obserwowanym biegiem historii.

Państwo żydowskie zdaje się zapowiadać inne zakończenie historii – takie, w którym odrodzenie Żydów, Jerozolima i obietnice Biblii hebrajskiej wskazują nie na odbudowę kalifatu, lecz na nadejście Królestwa Mesjańskiego.

Hadżdż Amin al-Husseini i obrona meczetu Al-Aksa

Ten wymiar teologiczny był widoczny jeszcze przed powstaniem Izraela.

Hadż Amin al-Husajni, mianowany Wielkim Muftim Jerozolimy w ramach Mandatu Brytyjskiego w 1921 roku, rozumiał mobilizującą siłę islamskich miejsc świętych w Jerozolimie. Pomógł przekształcić konflikt o aspiracje narodowe, żydowską imigrację i ziemię w walkę o obronę samego islamu.

W centrum jego kampanii znajdowało się oskarżenie o zamiar zdobycia Wzgórza Świątynnego, zniszczenia lub przemieszczenia Meczetu Al-Aksa i odbudowania Świątyni. Żydowskie przywiązanie do Ściany Płaczu można było zatem przedstawić nie jako modlitwę w najświętszym dostępnym miejscu judaizmu, ale jako dowód spisku przeciwko islamowi.

Napięcia wokół Muru Płaczu nasiliły się w latach dwudziestych XX wieku. W sierpniu 1929 roku pogłoski o zamiarze Żydów zajęcia muzułmańskich sanktuariów przyczyniły się do wybuchu przemocy w całym Mandacie Palestyny. W Hebronie doszło do ataku na starożytną społeczność żydowską. Sześćdziesięciu siedmiu Żydów zostało zamordowanych, domy i synagogi splądrowano, a ocalałą społeczność wypędzono z miasta.

Oskarżenie, że „Al-Aksa jest w niebezpieczeństwie”, przekształciło niepokój polityczny w stan zagrożenia religijnego. Gdy walka stała się święta, przemoc wobec Żydów można było interpretować jako obronę islamu.

Ta formuła przetrwała prawie wiek. 7 października 2023 roku Hamas najechał Izrael, mordując około 1200 osób i porywając 251 zakładników. Hamas nadał swojej operacji nazwę „Powódź Al-Aksa” .

Nazwa ta umiejscowiła atak w tej samej narracji teologicznej: świątynia islamu była zagrożona, odpowiedzialni byli Żydzi, a przemoc muzułmanów stanowiła świętą odpowiedź.

Fuzja nazistowska

Hadżdż Amin al-Husseini stał się także ważnym pomostem między wrogością islamu wobec suwerenności Żydów a współczesnym europejskim antysemityzmem.

Po ucieczce z terytorium kontrolowanego przez Brytyjczyków, ostatecznie dotarł do nazistowskich Niemiec. W listopadzie 1941 roku spotkał się w Berlinie z Adolfem Hitlerem, wspierał działania wojenne państw Osi, brał udział w niemieckich audycjach propagandowych skierowanych do arabskich i muzułmańskich odbiorców oraz zachęcał muzułmanów do walki z aliantami i Żydami.

Al-Husseini poparł nazistowskie Niemcy, ponieważ ich wojna z Żydami i Wielką Brytanią krzyżowała się z jego własną determinacją, by zapobiec powstaniu żydowskiej ojczyzny w Palestynie. Jego współpraca pomogła połączyć dawną wrogość wobec islamu z europejskim rasistowskim antysemityzmem i mitologią spiskową. [Mitologia spiskowa podbudowana wcześniejszym arabskim tłumaczeniem „Protokołów Mędrców Syjonu” – i w tym też mufti maczał paluchy, pisałem o tym we wspomnianym artykule o nim.]

Teraz Żydów można było przedstawić nie tylko jako naród odrzucony religijnie i podporządkowany, ale także jako ukrytą siłę stojącą za kapitalizmem, komunizmem, imperializmem i dominacją Zachodu.

To połączenie przetrwało nazistowskie Niemcy. Stworzyło język, dzięki któremu lokalna walka z odbudową żydowskiego państwa mogła stać się częścią ogólnoświatowej wojny z rzekomo wszechobecnym żydowskim spiskiem.

Hamas i proroctwo ostatniej godziny

Hamas wyłonił się z palestyńskiego odłamu Bractwa Muzułmańskiego podczas pierwszej intifady. Jego pakt z 1988 roku nie określał Palestyny jedynie jako ojczyzny palestyńskich Arabów. Ogłosił on Palestynę islamskim wakfem – świętym darem powierzonym wszystkim pokoleniom muzułmanów aż do Dnia Zmartwychwstania. Żaden władca, organizacja ani pokolenie nie miały prawa zrzec się jakiejkolwiek jego części.

Przymierze przewidywało, że Żydzi i chrześcijanie będą mogli żyć bezpiecznie jedynie pod islamską suwerennością. Problemem nie była zatem fizyczna obecność Żydów, lecz żydowska niezależność od islamu i żydowska suwerenność nad ziemiami, które islam uważał za swoje.

Hamas umieścił konflikt w wyraźnie eschatologicznych ramach, cytując tradycję przypisywaną Mahometowi:

„Ostatnia Godzina nie nadejdzie, dopóki muzułmanie nie zaczną walczyć z Żydami, a muzułmanie ich nie zabiją, dopóki Żydzi nie schowają się za kamieniem lub drzewem, a kamień lub drzewo nie powie: Muzułmanie, sługo Allaha, za mną jest Żyd; przyjdź i zabij go”.

Ta interpretacja nie została narzucona Hamasowi przez jego wrogów. Hamas celowo umieścił proroctwo w konstytucji swojego ruchu.

W ten sposób umiejscowił współczesną wojnę z Izraelem w kontekście wydarzeń poprzedzających Ostatnią Godzinę. Zniszczenie Izraela nie było już jedynie palestyńskim celem narodowym. Stało się częścią oczekiwanego dopełnienia świętej historii.

Proroctwo identyfikuje walczących, opisuje konflikt i zapowiada jego wynik. Muzułmanie walczą z Żydami. Żydzi próbują się ukryć. Wszelkie stworzenie pomaga muzułmanom, ujawniając ich. Zwycięstwo muzułmanów przedstawione jest nie jako jeden z możliwych rezultatów politycznych, lecz jako wydarzenie, ku któremu zmierza historia.

Hamas przekształcił w ten sposób tradycję eschatologiczną w nowoczesny program rewolucyjny. Jego bojownicy mogli postrzegać siebie nie tylko jako żołnierzy walczących o terytorium, ale jako uczestników walki przepowiedzianej przez Mahometa.

W 2017 roku Hamas wydał bardziej wyrafinowany politycznie dokument, deklarując, że jego konflikt dotyczy „projektu syjonistycznego”, a nie Żydów, ze względu na ich religię. Mimo to dokument nadal definiował całą Palestynę – od rzeki Jordan po Morze Śródziemne – jako niepodzielną ziemię, odmawiał uznania prawowitości Izraela i potwierdzał zbrojny opór jako sposób na wyzwolenie.

Zewnętrzny słownik uległ zmianie. Zakaz trwałej suwerenności żydowskiej pozostał.

Chajbar jako plan

Przywołanie Chajbaru należy rozumieć w kontekście tej samej koncepcji historii świętej.

W 628 roku Mahomet i jego armia zaatakowali i zdobyli żydowską oazę Chajbar. Żydowscy obrońcy zostali zabici, polityczna niezależność społeczności została zniszczona, a ocalała ludność znalazła się pod panowaniem muzułmańskim i zmuszona do oddania części plonów. Pozostali Żydzi zostali później wypędzeni przez kalifa Umara.

Dla muzułmańskich fundamentalistów Chajbar nie jest jedynie symbolem, który można oddzielić od samych wydarzeń. Czyny Mahometa stanowią precedens, który został ustanowiony przez Boga. Allah zaaranżował wydarzenia w życiu Mahometa, aby przyszłe pokolenia miały wzór do rozpoznania i naśladowania.

Chajbar funkcjonuje zatem jako historyczny mikrokosmos współczesnego konfliktu. Konfrontacja Mahometa z plemionami żydowskimi uczy muzułmańskiego wojownika, jak należy rozumieć ponowną konfrontację z żydowską potęgą. Żydzi ponownie zgromadzili się na ufortyfikowanym terytorium. Ponownie stali się potęgą militarną i polityczną. Armia islamu musi zatem powrócić, podążać za proroczym precedensem i odnieść to samo zwycięstwo.

Oto znaczenie tej pieśni:

„Chajbar, Chajbar, o Żydzi, armia Mahometa powróci”.

Pieśń nie głosi, że Izraelczycy są jedynie symbolicznymi reprezentacjami starożytnych Żydów. Zapowiada ona, że historia Chajbaru ma zostać odtworzona. Aktorzy powrócili, okoliczności powróciły, a precedens pozostawiony przez Mahometa stanowi wzór do działania.

Islamska Republika Iranu ucieleśnia tę ideę w nazwie jednego rodzaju rakiet balistycznych. W 2022 roku Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprezentował pocisk balistyczny średniego zasięgu o nazwie Chajbar Szekan – „Niszczyciel Chajbaru”. Broń może dotrzeć do Izraela i nosi nazwę upamiętniającą podbój żydowskiej twierdzy przez Mahometa.

Nazwa ta łączy historię z VII wieku z wojną XXI wieku. Sam pocisk deklaruje irańskie rozumienie konfliktu: Izrael jest nową żydowską twierdzą, islamska armia rewolucyjna powracającą armią Mahometa, a Chajbar stanowi wzór jej klęski.

To, co zaczęło się jako święty precedens, przekształciło się w rewolucyjną doktrynę, a następnie przekuto w broń.

Sura al-Isra i powrót Żydów

Sura al-Isra, zwana również Surą Bani Isra’il, stała się kolejnym ważnym elementem współczesnej islamskiej interpretacji Izraela. (Sura to rozdział Koranu, stąd jej nazwa tłumaczy się jako rozdział dotyczący synów Izraela).

Wersety 4–8 (Sury) opisują dwie sytuacje, w których Izraelici szerzyli zepsucie i zostali ukarani:

‘Z pewnością sprowadzisz na ziemię dwa razy zepsucie i z pewnością osiągniesz stopień wielkiej arogancji’.

Kiedy nadejdzie wyznaczona kara, Allah posyła przeciwko nim sługi o wielkiej sile militarnej. Kiedy Izraelici odzyskają siły, powrócą do zepsucia, a następnie nastąpi kolejny wyrok.

Interpretatorzy fundamentalistyczni odnoszą ten fragment do współczesnego Izraela. W tym wersie naród żydowski został ponownie zgromadzony, ponownie doszedł do władzy i ponownie dopuścił się zepsucia. Dlatego Allah powoła inny naród, aby go ukarać.

Zwycięstwo militarne nad Izraelem przestaje być jedynie aspiracją. Staje się oczekiwanym spełnieniem boskiego wyroku. Muzułmańscy wojownicy mogą wyobrazić sobie siebie jako sługi powołane przez Allaha, by wkroczyć do Jerozolimy i ukarać dzieci Izraela.

Taka interpretacja tworzy zamknięty system teologiczny. Sukces Izraela jest dowodem żydowskiej arogancji i korupcji. Przemoc wobec Izraela jest narzędziem sądu. Nawet zwycięstwa Izraela można interpretować jako tymczasowe etapy poprzedzające zagładę Izraela, którą Bóg zapowiedział.

Negocjacje nie mogą zmienić światopoglądu, w którym istnienie Izraela samo w sobie jest buntem przeciwko właściwemu porządkowi historii.

Iran i szyici – front rewolucyjny

Islamska Republika Iranu dodaje odrębny wymiar szyicki i imperialny.

Irański reżim łączy perskie ambicje strategiczne z rewolucyjnymi doktrynami z 1979 roku. Jego konstytucja ustanawia globalną misję, zobowiązując Republikę Islamską do wspierania ruchów islamskich i rewolucyjnych poza granicami Iranu. Za pośrednictwem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Teheran zbudował sieć, która obejmowała Hezbollah, Palestyński Islamski Dżihad, Hamas, milicje irackie i Huti.

Iran jest perski i w przeważającej mierze szyicki; Hamas jest arabski i sunnicki. Ich różnice są podporządkowane wspólnej wojnie z Izraelem i wspierającym go zachodnim porządkiem.

Teologia szyicka przewiduje powrót ukrytego imama, Mahdiego, który ustanowi boską sprawiedliwość u kresu ery. Republika Islamska przedstawia się jako państwo rewolucyjne, przygotowujące drogę dla islamskiej przyszłości, podczas gdy Izrael jest przedstawiany jako nielegalny „reżim syjonistyczny” skazany na upadek.

Irańska strategia, imperialne ambicje i szyicka eschatologia wzajemnie się wzmacniają. Zniszczenie Izraela nie byłoby świętowane jedynie jako geopolityczne zwycięstwo. Byłoby ogłoszone jako dowód, że rewolucja islamska przewodzi w realizacji boskich celów historii.

Radziecki słownik antysyjonizmu

Po II wojnie światowej dodano kolejną warstwę ideologiczną.

Po sojuszu Izraela z Zachodem, a zwłaszcza po wojnie sześciodniowej, Związek Radziecki rozwinął szeroko zakrojoną antysyjonistyczną kampanię propagandową. Syjonizm przedstawiano jako rasizm, faszyzm, kolonializm i narzędzie amerykańskiego imperializmu. Radzieccy propagandyści przeformułowali stare antysemickie teorie spiskowe, używając języka rewolucyjnego wyzwolenia.

Według relacji byłych funkcjonariuszy wywiadu, programy dezinformacyjne KGB – w tym tzw. operacja SIG – miały na celu podburzenie świata arabskiego i muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i Stanom Zjednoczonym. Kampania sowiecka pomogła przekształcić Izrael z wroga islamu we wroga każdego ruchu rewolucyjnego przeciwstawiającego się mocarstwom Zachodu.

Wojujący fundamentaliści islamscy mogli teraz porozumiewać się w dwóch językach.

Dla swoich wyznawców religijnych mówił o dżihadzie, ziemi islamskiej, Al-Aksie, Chajbarze, sądzie boskim i Ostatniej Godzinie. Dla odbiorców zachodnich mówił o kolonializmie, apartheidzie, wyzwoleniu narodowym i oporze wobec imperializmu.

Odwieczne żądanie, by Żydzi pozostali pod islamską suwerennością, mogło zatem przedostać się do zachodnich instytucji pod przykrywką świeckiej kampanii na rzecz wyzwolenia. Teologiczny sprzeciw wobec władzy Żydów przełożył się na polityczne żądanie demontażu państwa żydowskiego jako wyjątkowo nieuprawnionej formy istnienia narodowego.

Czerwone jałówki i powódź Al-Aksa

Kontrowersje wokół niewielkiej liczby czerwonych jałówek sprowadzonych do Izraela z Teksasu pokazują, jak bardzo odnowa biblijna i niepokój islamu są ze sobą powiązane.

W Biblii hebrajskiej popioły nieskazitelnej czerwonej jałówki są związane z rytualnym oczyszczeniem. Aktywiści Świątyni Żydowskiej postrzegają takie oczyszczenie jako niezbędne przygotowanie do odnowienia kultu w Świątyni.

W styczniu 2024 roku rzecznik Hamasu, Abu Ubaida, odniósł się do przybycia czerwonych jałówek, wyjaśniając tło ataku „Powódź Al-Aksa”. Przedstawił je jako element projektu religijnego zagrażającego Al-Aksie i całemu narodowi muzułmańskiemu.

Znaczenie teologiczne jest jasne. Dla Hamasu odrodzenie Żydów nie kończy się na imigracji, państwowości ani politycznej kontroli nad Jerozolimą. Wskazuje na Świątynię. Świątynia wskazuje na Mesjasza. Mesjasz wskazuje na zakończenie historii, w którym Jerozolima stanie się centrum Królestwa Mesjańskiego, a nie odzyskaną stolicą odrodzonego porządku islamskiego.

Dlatego Wzgórze Świątynne pozostaje najbardziej zapalnym miejscem konfliktu. To tutaj zderzają się dwie sprzeczne wersje historii.

Suwerenny niewierny powstrzymuje wulkan

Izrael nie jest po prostu kolejnym wrogiem radykalnego fundamentalistycznego islamu. To wróg, którego klęskę można by ogłosić zadośćuczynieniem za cały system teologiczny.

Gdyby Izrael został złamany, Jerozolima odzyskana, a żydowska suwerenność zlikwidowana, zwycięstwo nie byłoby przedstawiane jako wyzwolenie jednego małego terytorium. Byłoby ono ogłoszone w całym świecie muzułmańskim jako dowód, że islam pokonał Żydów, wypędził Zachód, odzyskał swoje święte dziedzictwo i wznowił przerwany marsz historii islamu.

Efekt ten będzie miał zasięg znacznie wykraczający poza Izrael.

Ruch, który osiągnął to, czego arabskie armie, rewolucyjne rządy i organizacje dżihadystyczne pragnęły od pokoleń, zyskałby ogromną legitymację religijną i polityczną. Mógłby twierdzić, że Allah działał przez niego, że epoka dominacji Zachodu dobiega końca, a odbudowa szerszego królestwa islamu rozpoczęła się.

Izrael powstrzymuje więc ideologiczny wulkan.

Jego istnienie podważa tezę, że islamski podbój jest historycznie nieunikniony. Jego siła militarna uniemożliwia radykalnemu fundamentalizmowi przekształcenie teologii w podbój. Posiadanie Jerozolimy podtrzymuje istnienie innej narracji historycznej – tej, która zaczyna się od Abrahama, kontynuuje przez proroków i Biblię Hebrajską, i wskazuje na Królestwo Mesjańskie.

Pod językiem terytorium kryje się kwestia suwerenności. Pod suwerennością kryje się kwestia świętej historii. Pod świętą historią kryje się pytanie, na które ani dyplomacja, ani odstraszanie militarne nie potrafią odpowiedzieć:

Do kogo należy Jerozolima i która historia zdefiniuje kolejną epokę dziejów?”


Przypominam też dwa moje artykuły:

„Mufti” czyli kto jak i dlaczego rozpętał konflikt izraelsko-palestyński[2] i „Czym jest Hamas”.[3] Tłumaczenie na polski teologicznego uzasadnienia mordowania Żydów opublikowanego przez Hamas na pół roku przed 7 października.[4] oraz post o antysemityzmie,[5] który pomaga zrozumieć dlaczego ludzie wierzą w kłamstwa o tym konflikcie.

[1] https://allisraelnews.com/why-israels-existence-is-a…

[2] https://rozawa.home.blog/2024/10/31/mufti/

[3] https://rozawa.home.blog/2024/11/12/hamas/

[4] https://rozawa.home.blog/2025/05/01/teologia-ludobojstwa/

[5] https://www.facebook.com/RewolucjaRojavy/posts/pfbid034FmAJ9yAFasgBpmaeaBQ1jeERFbRJKFsJGzYbTTvy2B8a7fP7j7FkTKgQF5h3k31l

Rewolucja Różawy, 17 września 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Why ‘Fauda’ has shocked the West


Why ‘Fauda’ has shocked the West

Melanie Phillips


A TV show delivers truths that people don’t know have been so lethally denied.

Actor Lior Raz (left) and Avi Issacharoff, co-creators of the hit Israeli TV show “Fauda,” attend a demonstration in Tel Aviv against the Israeli government’s plans to shut down public broadcaster KAN, Jan. 25, 2023. Photo by Jack Guez/AFP via Getty Images.

The Israeli drama series “Fauda” is making waves that no one expected.

The series has long been regarded as brilliant. A strong part of its compulsive appeal is that it’s closely modeled on a reality that’s scarcely less dramatic: the undercover Israeli counter-intelligence unit whose members pose convincingly as Palestinian Arabs to infiltrate the terrorist gangs that wage their war of annihilation against Israeli Jews.

Its fifth season, which aired two weeks ago on Netflix, plunges graphically into the Hamas-led atrocities in Israel on Oct. 7, 2023. No one foresaw that, at a time of unprecedented hatred of Israel, this show would have such a global impact.

In the Arab world, “Fauda” has always been popular, and this season has been an instant smash hit. In Lebanon, Jordan, Qatar and Saudi Arabia, Arabs who are programmed to hate and fear Israel are binge-watching a show about Israelis infiltrating Arab areas and fighting Arab terrorists, and about Jewish trauma suffered at their hands.

Maybe this is because “Fauda” presents Palestinian Arab culture with fairness, subtlety and a measure of empathy.

Even more striking has been the reception to this latest season in the Israel-hating West. People there are watching it with their hands to their mouths in shock, horror and tears.

For the first time, it seems, “Fauda” has made them understand the enormity of what happened on Oct. 7. For the first time, they have registered the depravity of the Gazan Arabs who invaded southern Israel, slaughtered, raped or burned alive 1200 men, women and children and took 251 into Gaza as hostages.

How can it be, others are asking, that people are only now realizing what happened on that terrible day? How come this TV drama is cutting through when everything that the Israeli government has said about Oct. 7 could not?

The main reason why people are reacting as if they didn’t know what actually happened that day is because those atrocities were all but eclipsed by the coverage of the war that followed.

That has given rise to the grotesque belief that Israel wasn’t defending itself against genocide but was committing it, along with war crimes, ethnic cleansing and the latest evidence of its apparent monstrousness, “settler violence.”

These claims are becoming ever more hysterical and deranged, not least at the shameful anti-Israel hate-fest this week at the United Nations. The U.N. secretary-general, António Guterres, declared: “The scale of killing in Gaza is unlike anything I’ve witnessed in my years as secretary-general.”

Thus, he claimed that a war in which Hamas itself says some 74,000 Gazans were killed, of whom more than half were fighting-age men, was worse than the 377,000 killed in the savage war in Yemen, or the more than 600,000 who were massacred or starved to death in Ethiopia, or the 150,000 who were killed in Sudan.

Australia’s foreign minister Penny Wong claimed: “In the first six months of this year alone, ‘settler violence’ [in the “West Bank”] has driven more than 15,000 children from their homes.” There is no basis whatsoever for this figure, which she seems to have plucked out of the air.

And French President Emmanuel Macron beclowned himself by announcing: “Hamas has never been active in Judea and Samaria.”

The reality is that Jewish “settlers” in Judea and Samaria are being subjected to virtually nonstop attacks, both carried out and plotted, by Hamas and other Islamic terrorist groups.

On the eve of Yom Kippur, a father of six, Netanel Shukrun, was murdered in a shooting attack at the natural spring in Samaria where he had gone for a ritual immersion.

Within the following three hours, elsewhere in these disputed territories, according to Israeli journalist Amit Segal, an Israeli was attacked and wounded after he took a wrong turn into an Arab village; an attempted car-ramming targeted Israeli troops; and a vehicle with no license plates tried to run down two more Israelis.

All this followed a weekend in which Jewish residents of these areas had reported at least seven other such attacks. On Wednesday, the soldier son of Yechiel Leiter, Israel’s ambassador to the United States, was left fighting for his life after another car-ramming in Samaria.

On the same day, Israeli forces arrested a Fatah-affiliated man, reported by Palestinian sources to be an officer in the Palestinian Authority security apparatus, on suspicion of advancing terrorist activity.

And then Israeli forces discovered two shafts 12 meters deep in Qalqilya, an Arab city in Samaria only a few kilometers away from several Jewish cities. The shafts contained weapons, magazines and ammunition. Israeli forces arrested four Arabs suspected of terrorist activity.

In other words, the Palestinian Arabs are constantly attempting serious terrorist violence against Israelis within the “West Bank”—from where the West has decided that Jewish “settlers” must be ethnically cleansed.

The reason people are reacting as if they didn’t know what happened on Oct. 7 is because the atrocities were eclipsed by the coverage of the war that followed.

Virtually none of this systemic onslaught on Israeli Jews in these territories is ever reported in the West. Instead, it defames them as monsters wantonly killing Palestinian innocents and driving the rest out.

Many things have contributed to the insanity of the West’s obsessional delegitimization of Israel that has turned it into a pariah in mainstream political and cultural circles. This can only be properly understood as part of a broader and deeper Western civilizational crisis.

However, one factor, in particular, has turned truth and lies inside out in the minds of many. For decades, there’s been a settled view among progressives that Israel is a rogue state that behaves illegally and cruelly.

That’s because the overwhelming majority of media coverage of the Jewish state has consisted of lies and distortions intended to delegitimize it as a prelude to its destruction.

In recent days, a curtain has been lifted on a corner of this madness. Motaz Azaiza is a Palestinian Arab photojournalist lionized by Western liberals for his production of images that have fueled hatred and incitement against Israel. Time magazine listed him among its top 100 most influential people of 2024.

But in a long interview in Arabic, whose translation is now all over social media, Azaiza revealed that every claim or image coming out of Gaza during the war had been crafted to fit the Hamas narrative. If Gazan journalists didn’t toe the line, they disappeared. Every journalist in Gaza belonged to a Hamas-run group.

Said Azaiza: “They take the details of a specific person, publish his phone number in the group and instruct online activists to attack him, curse him and make his life miserable.”

As a result, photographers like him lowered their cameras the moment anyone said something bad about Hamas.

Furthermore, Azaiza himself supported Hamas terrorism. He related how he’d filmed Gazans beating and abusing Israelis who were captured and dragged into the Strip on Oct. 7, but he didn’t publish those videos because he didn’t want Israel to identify the abusers and kill them.

Not a word of Azaiza’s revelations has appeared in Western media. Of course not. That would reveal that they’ve been doing Hamas’s dirty work for it. Every report from Gaza should have carried a health warning that it was produced under Hamas censorship. Instead, it was all presented as credible or true.

And this has been the case for decades. The Western public has no idea that what it takes to be the truth about Israeli behavior and Palestinian suffering—because it’s “seen it on TV”—is a giant and monstrous lie.

Shockingly, many Diaspora Jews are now claiming that Israel’s terrible image in the world is due to the toxic nature of its prime minister, Benjamin Netanyahu, and the extremists in his coalition government, Minister of National Security Itamar Ben-Gvir and Finance Minister Bezalel Smotrich.

Such a ludicrous misrepresentation of the civilizational emergency that has engulfed the West can only be explained by the desperate need for such Diaspora Jews to deny the danger to themselves from their own society that has simply lost its collective mind.

“Fauda” is delivering to the West a truth that it doesn’t even realize it has so devastatingly denied.


Melanie Phillips, a British journalist, broadcaster and author, writes a weekly column for JNS. Currently a columnist for The Times of London, her new book, Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege, has just been published by Wicked Son. Her previous book, The Builder’s Stone: How Jews and Christians Built the West and Why Only They Can Save It, was published in 2025. Access her work at: melaniephillips.substack.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The ‘Proud Jew’ Pushing Out British Jewry


The ‘Proud Jew’ Pushing Out British Jewry

Jonathan Sacerdoti


Britain’s Foreign Secretary Ed Miliband speaks at the House of Commons in London, Britain, Sept. 8, 2026. Photo: HOUSE OF COMMONS/Handout via REUTERS

Our British Foreign Secretary is certainly not camera shy. In fact, he has something of an obsession with posting toe-curling social media videos — so much so that one might mistake his taxpayer-funded trip to the UN General Assembly in New York for a wannabe influencer’s minibreak, booked on Avios saved up from years of shopping at Accessorize. His wooden personality, bodily awkwardness, and peculiar dental endowment combine to bring new levels of dweebishness to the poorly produced, formulaic Instagram reels he’s been pumping out since he took office. His poor man’s Robert Jenrick act is simply showing him up as the lightweight he is.

While other world leaders used the UN General Assembly this week to hold important meetings, deliver set-piece speeches, and put vital messages across to the world, Edward Miliband appears to have forced a spad [special adviser] to film him as he wanders around the UN building and through the streets of New York, awkwardly delivering lines fresh from ChatGPT. He’s giving more “Miss Alumunumu” vibes than Lord Palmerston – but she at least raised a few smiles flogging her Chinese-made aluminum capsule homes on TikTok. Not so Miliband.

In one carefully stage-managed collab with the internet video creator Feroz Khan, he declares himself “like the Marco Rubio of Great Britain.” Nothing could be further from the truth. Khan became internet-famous for a series of videos in which he spontaneously stops strangers in the street to chat. He faked this one with Miliband, presumably to help the guy build more international recognition. If the badly scripted conversation hadn’t given the game away, the very idea that anyone would stop a second-rate Mr. Bean tribute act on Fifth Avenue because he looked “well dressed” destroyed any scrap of believability. Asked what his job involves, he garbled, “I’m just trying to make the world a better place,” with all the flair of David Brent.

This Alan Partridge-meets-messiah-complex act might reveal why he’s doing such a bloody dreadful job only weeks into the new role. I always thought the UK Foreign Secretary’s job was to direct British foreign policy worldwide, negotiate treaties, and build alliances, all for the benefit of British interests. Miliband thinks he’s been appointed Mother Teresa.

Then there was his tone-deaf post of a photo of himself standing next to Zohran Mamdani. “Progressive parties are so much stronger when we learn from and stand with each other — from the cost of living to climate action to peace in Israel and Palestine,” he gushed in the caption. Zohran Mamdani is the New York mayor who used his first day in office to bin the city’s adoption of the IHRA definition of antisemitism, who wouldn’t condemn calls to “globalize the intifada,” who has called AIPAC “monsters,” and who took most of a day to condemn chants of “We support Hamas” outside a Queens synagogue. For nine months, New York’s rabbis, from Reform to Orthodox, have been telling him that his rhetoric is making Jews less safe. That is the man Britain’s Jewish Foreign Secretary chose to “learn from and stand with.”

In another video, he talks about how great it was that the Labour government “recognized” a Palestinian state. It’s not entirely clear what positive effect he thinks that had – but maybe it’s too early to tell. Surely his desperate Hail Mary, punishing Israel to keep alive the long-dead fantasy of a two-state solution, is proof enough that the so-called recognition did nothing to bring about Palestinian statehood. If it had really recognized a state, wouldn’t there already be two? The “solution” would be well and truly achieved, and peace would reign throughout the Middle East.

Then there’s the money. This week Miliband also unveiled more than £88 million of British taxpayers’ cash for Gaza and the “West Bank,” some of it for UNRWA – the agency whose staff the UN’s own investigators found may have taken part in the Oct. 7 massacre. He couldn’t resist using the announcement for another swipe at Israel, urging it to “listen to our Call to Action” and end its “unacceptable restrictions on Gaza.” One wonders whether Hamas, which has spent years diverting resources into tunnels and rockets, received a Call to Action too.

The point of all this cheap, transparent social media fodder is clear: Miliband is desperate for his potential voters to know that, while he is a “proud Jew,” he’s not afraid to upset, imperil, and abandon British Jews, and is positively excited by the prospect of destroying the safety and security of Israeli Jews. In fact, the sheer volume of these totally un-serious videos makes it clear that he really, really wants everyone to know this. None of this is accidental. Thankfully for both groups, he is also making sure Britain’s ability to do the latter shrinks by the day, as he makes our nation ever less relevant and influential in the messy business of containing the Palestinian and wider Iranian threat to Israel.

Miliband’s morality is also strikingly selective. Just over two weeks after solemnly invoking “death, destruction, and dehumanization on an appalling scale” in Gaza, he sat down in New York with Iran’s Abbas Araghchi, foreign minister of a regime whose forces massacred protesters in January — more than 36,500 in just two days, according to documents obtained by Iran International. To be fair, he reportedly used the meeting to warn Tehran against hostile activity on British soil. But don’t expect that one to get a slickly produced reel, or any talk of making the world a better place

With every video and photo condemning Israel for one thing or another, Miliban makes it clearer which voters Labour is most afraid of losing. And each one signals weakness, not the strength he thinks he’s projecting. Meanwhile, everyone who isn’t obsessed with Gaza and “recognizing Palestine” is left with an increasingly clear sense that he has little to add to our standing in the world. He would rather make online gestures and meaningless political moves over something he can’t control than roll up his sleeves and do the hard work of effective diplomacy, alliance-building, and forging strong trade partnerships.

Even on this issue of the Middle East, just think which side makes the more productive ally for Britain as it faces an increasingly uncertain and unsafe future: a democratic, confident, strong Israel, with its excellence in defense, technology, intelligence, and medicine — or the Palestinians, with their decades-long, stubborn commitment to violence, terrorism, and rejectionism. Britain’s interests are not served by alienating a strong and valuable ally for an imaginary, violent one with few shared values.

Since declaring himself a “proud Jew,” Miliband has wasted no time in proving how little that pride is worth to the community he claims. He is at least doing British Jews one service: More of us now understand that our legitimate, real concerns do not count when set against the objections of a small but angry and often violent mob of irrational actors. Their concerns — and votes — matter far more than ours to the government that determines our future.

British Jews are increasingly being convinced by our Foreign Secretary that this country is no longer a sensible place to bring up children, build businesses, or plan a safe and secure future. As a “proud Jew,” perhaps this is his contribution to helping Anglo-Jewry decide its path ahead.


Jonathan Sacerdoti, a writer and broadcaster, is now a contributor to The Algemeiner.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com