Głowa do góry Ministro kultury
Andrzej Koraszewski

Piszę do ciebie w te dni przedostatnie, bo w moją skrzynkę pocztową wpadły dwa listy otwarte nie do mnie lecz do Ministry Kultury. Jam nie kulturysta, zaś dziedzic narodowy poniekąd i owszem, ale wybredny, wątek niedocieczony…
Czytając te listy z jakiegoś powodu najpierw przyszedł do głowy „Fortepian Szopena”. Może ze względu na motto: L’art?… c’est l’art — et puis, voilà tout, albo pierwsze wersy:
Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Niedocieczonego wątku
– Pełne jak mit,
Blade jak świt,
– Gdy życia koniec szepce do początku:
„Nie stargam cię ja – nie! – Ja, u-wydatnię!…”
Mamy tu i mit i jakby pytanie o miejsce sztuki w życiu. Ale im bardziej wgłębiałem się w te listy do Ministry, tym bardziej myśli moje uciekały od narodowego dziedzictwa do tego bardziej światowego, a osobliwie do Erazma, który przemierzając na koniu przez kawał Europy układał w głowie „Pochwałę głupoty”. Tytuł troszkę mylący, bo chciał chwalić cnotę. Wybrał w tym celu Głupotę, która napuszonym odpowiada skromnie, że z tym napuszeniem, to raczej nie do mnie.
Jesteś Ministro politolożką, producentką, a wszystko w jednym. Twarz miła, mówić by siła, ale ja chciałbym o tych listach od ludzi kultury do Ministry Dziedzictwa. Czytając te listy, jako ateista, westchnąłem „mój Boże, bo cóż nasza Ministra zrobić teraz może, czy im odpowie, czy raczej zmilczy?” Biedna Ministra w sytuacji trudnej. Mogłabyś tedy odpowiedzieć sucho, że polityka międzynarodowa nie jest moim zadaniem, mam dbać, o naszą kulturę, by kwitła. No właśnie, jaką rolę ma minister kultury? Najkrócej mówiąc, to państwowy mecenas sztuki. Artyści z mecenasami mieli zawsze kłopot, bo źródło utrzymania ale i różne oczekiwania. Państwowy mecenas sztuki, zazwyczaj twierdzi, że sztuce tylko oddany, ale to pół prawdy, bowiem zawsze pragnie by sztuka wspierała tę stronę sceny, która ją (czy jego) wybrała. Ludzka sprawa. Tak więc minister lub ministra wybiera dyrektorów i przydziela granty stosownie do potrzeb właściwej entanty.
Wróćmy przeto do listów otwartych do Pani – pod pierwszym pół tysiąca pisarzy, poetów, artystów i statystów w dziedzictwie tworzonym na żywo. Przeglądam tę listę, co całymi stronami płynie i parafraza słów T.S. Eliota na usta się ciśnie – nie sądziłem, że głupstwo porwało tak wielu.
Piszą tedy autorzy owego listu otwartego do Ministry Dziedzictwa, że stoją (lub siedzą) w obliczu „ludobójstwa, którego dokonuje państwo Izrael w Strefie Gazy”, jest tam dalej i apartheid i okupacja i agresja na Liban. Ach, czytałem to już tysiąc razy; nasi kulturyści nie są zbyt oryginalni. Jak w sennych majakach powtarzają słowa, które już były plagiatem muzułmańskich twórców cyfrowych, kiedy je czytali. Z jakiej talii kart wzięli te wróżby, na jakiej glebie sieją ziarna „nowego” dziedzictwa? (Może nie jest tak nowe, może król jest nagi?) Pytanie na początek brzmi, czy Ministra czytała „Umysł zniewolony”. (Jakże to niezręczne pytanie, jak mógłbym pomyśleć, że go nie czytała? Wszak to nasze dziedzictwo.) Rozmawiałem kiedyś o popularności tej książki z pewnym szwedzkim pisarzem. Zastanawiałem się dlaczego kogoś obchodzą losy czterech pisarzy, których nazwisk nie potrafią nawet wymówić? Odpowiedział, że nie chodzi o tych konkretnych pisarzy, a o zjawisko, mody, uległości i zagubienia artystów. Ja chciałem wędrować po przykładach rosyjskich, on pociągnął mnie w inną stronę, wielkich, uwiedzionych łajdactwem talentów zachodnich, Knuta Hamsuna, Ezry Pounda, Bernarda Shawa, który kłaniał się zarówno Stalinowi jak i Hitlerowi, skończyło się na wspólnym ulubieńcu Garcii Marquezie, który właśnie wtedy odwiedzał Fidela Castro, bawiąc się w jego przepysznych włościach. Talent nie chroni przed głupstwem (głupstwo było ulubionym słowem Karskiego, Jana Karskiego).
Umysły zniewolone to długa historia, wróćmy zatem do pisanych do Pani listów, nie o kulturze, a o polityce, przez ludzi którzy mogą mieć jakiś talent, co nie oznacza, że wiedzą o czym mówią. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie…” pisał poetę niezbyt chętny oświeceniu, ale bardzo romantyczny. Otrzymała Pani list od głęboko czujących i mało zainteresowanych pytaniem – czy Izrael popełnił, popełnia lub ma zamiar popełnić ludobójstwo. Ich czucie i wiara nie wymaga dowodów (tym właśnie wiara różni się od nauki), a ich wrażliwość nie podlega negocjacjom, więc domagają się od Pani działania zgodnego z ich szemraną wrażliwością.
Zabawny jest drugi list, podpisany przez mieńszewików. (Tu widzę zaledwie kilkadziesiąt nazwisk.) Ten list jest zgoła ciekawszy. Przypomniał mi młodość, kiedy niezdarne próby krytyki ukrywano wśród głębokich pokłonów. Tu również nikt nie rozważa ani absurdalności ani amoralności zarzutów wysuwanych przez sygnatariuszy pierwszego listu.
Ten drugi list zaczyna się tak:
W obliczu tragedii rozgrywającej się na Bliskim Wschodzie: wojny i cierpienia palestyńskiej ludności cywilnej w Strefie Gazy, zbrodni dokonanych przez Hamas i Palestyński Dżihad na Izraelczykach, przemocy dotykającej Palestyńczyków ze strony żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu oraz dramatycznej sytuacji w Południowym Libanie, my, ludzie kultury, zwracamy się z apelem, by odpowiedzią polskich instytucji kultury nie było zrywanie relacji z izraelskimi środowiskami artystycznymi, naukowymi i intelektualnymi – szczególnie z tymi, które od miesięcy publicznie sprzeciwiają się wojnie, polityce okupacji oraz łamaniu praw człowieka.
I znów stoimy (lub siedzimy) w obliczu kiczu. Drugi akapit jest znacznie ciekawszy i znacznie głębiej zakorzeniony w naszym dziedzictwie kulturowym. Piszą tedy autorzy tak:
Nie ma wątpliwości, co do faktu ludobójstwa – potwierdziły to liczne organizacje, w tym ONZ, Amnesty International, Human Rights Watch, B’Tselem, Lekarze bez Granic, Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstwa (IAGS), a także ponad 800 specjalistów prawa międzynarodowego i studiów nad ludobójstwem.
Jako doświadczona politolożka zapewne uderzył Panią argument z autorytetu. Naszych mieńszewików znów nie interesują twarde dowody, definicje, ani nawet autorytety prezentujące inne stanowisko. Furda mędrca szkiełko i oko. Nie bawimy się w definicje, boć to przecie nie seminarium tylko sztuka epistolarna. Mieńszewicy przekonują, żeby Pani Ministra nie zrywała kontaktów z izraelskimi instytucjami kulturalnymi, bo oni tam czasem przecież też protestują, więc mamy wspólną sprawę.
Nie mając pojęcia, który z tych listów jest bardziej obrzydliwy, już chciałem wrócić do „Pochwały głupoty” kiedy zobaczyłem trzeci list otwarty do Pani w sprawie naszego dziedzictwa narodowego i kultury.
Tym razem autorka i sygnatariusze zwracają się do Pani Minister zauważając na początek, że Polska nie wdrożyła unijnej strategii zwalczania antysemityzmu i wspierania życia żydowskiego. (To raczej apel do premiera oraz Ministra Spaw Wewnętrznych i Administracji.) Mamy tu również apel o zawieszenie współpracy przez kierowane przez Panią Ministerstwo, ale tym razem z antysemitami wszelkiej maści. (Co może być o tyle trudne, że w Pani kompetencji jest ocenianie twórczości, a nie poglądów i jak długo te poglądy nie przekładają się na oczekiwania od polityka repezentującego państwo ich podzielania i promowania, może Pani nie mieć formalnych podstaw do zawieszenia takiej współpracy.)
W tym trzecim liście konkret pojawia się kilka akapitów dalej:
Apelujemy również o jednoznaczny sprzeciw wobec prób wymuszania bojkotu izraelskich instytucji, organizacji i osób fizycznych wyłącznie z powodu ich pochodzenia, obywatelstwa lub braku publicznego odcięcia się od państwa Izrael, o co wnoszą antysemici dzisiaj, tak jak wnosili w roku 1968.
Czyli, jest to apel, żeby Pani ten pierwszy list kulturystów wyrzuciła do kosza na śmieci informując o tym jego sygnatariuszy. (To rozsądna rada.)
Pojawia się tu również merytoryczna uwaga, że
… egzystencjalna obrona Izraela i jego obywateli przed fundamentalistycznym terrorem nie jest ludobójstwem. Trwający konflikt jest tragiczny, ale nie jest ludobójstwem. Jest wojną wywołaną przez Hamas, wsparty przez Iran i Hezbollah. Izrael nie jest jej inicjatorem, a celem agresorów 7 października była ludność, a nie infrastruktura wojskowa.
Całkowicie się z tym zgadzam, na podstawie analizy dochodzenia w MTS, (w szczególności dwukrotnego głosu odrębnego sędzi Sebutinde), jak również analiz autorytetów z dziedziny prawa międzynarodowego i prawa wojennego pominiętych w spisie autorytetów wymienionych w liście mieńszewików, po rozważeniu przedstawionych argumentów, a nie tylko w reakcji na blask aureoli. Problemem jest jednak pytanie czy polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest właściwym forum dyskusji o tej sprawie.
Skrócona wersja trzeciego listu do Pani kończy się słowami:
Współczesna nienawiść do Żydów budzi dziś zasadne skojarzenia z polityką najgorszych, totalitarnych reżimów znanych z historii dwudziestego wieku. Uważamy, że każda forma współpracy, finansowania czy legitymizowania instytucji, organizacji i osób, które szerzą antysemityzm lub tolerują go w swoich szeregach, okrywa dziś polską kulturę głęboką i niezmywalną hańbą.
Nie da się ukryć, że wśród czarnych kart naszej kultury i naszego dziedzictwa narodowego nienawiść do Żydów zajmuje miejsce szczególne. Przypadła Pani rola Państwowego Mecenasa Sztuki, a sztuka, jak twierdzi mój amerykański przyjaciel, może czasem prawdę odkrywać, ale nie posiada narzędzi, do jej ustalania, w odróżnieniu od teologii ma zasadne prawo do istnienia na uniwersytetach, ale nie może rościć sobie prawa do ustalania prawdy przez czucie i wiarę. Erazm mówi to samo, choć trochę inaczej, więc głowa do góry i wróćmy do spraw kultury.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com