Prof. Barbara Engelking o Marszu Pamięci
JewHistInst
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Prof. Barbara Engelking o Marszu PamięciJewHistInst
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Plotkies – Jewish heritage trip to Poland May 2015 with Frida Schatztwoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Holocaust victims belonging to Nazi doctor discovered 70-years later in Starsbourg 86 bodies in all were acquired by Nazi anatomy professor August Hirt in 1943 after their gas chamber executions.
Jewish women are rounded up by Nazis and Hungarian fascists, Wesselényi Street, Budapest, October 1944. Photo By: WIKIPEDIA / GERMAN FEDERAL ARCHIVE
A grizzly collection of experimented-on cadavers belonging to Jewish victims of the Holocaust were discovered in Stasbourg, France, AFP quoted local officials Saturday, 70-years after their untimely deaths at the hands of the Third Reich.
Eighty-six bodies in all were acquired by Nazi anatomy professor August Hirt in 1943 after their gas chamber executions and stored in a Strasbourg medical institute for over seven decades, leading to questions of why the disturbing collection was never divulged to local authorities until now.
The bodies, some burned and dismembered, others fully intact, were originally discovered in November 1944 after Strasbourg was liberated from Nazi occupation. It was thought the bodies had been buried in a common grave following their autopsies in 1946, according to AFP.
However, less than two weeks ago, historian Raphael Toledano rediscovered the remains of some of the victims, managing to identify several of the body parts, including “a jar containing skin fragments of a gas chamber victim.” Other macabre items such as test-tubes containing intestines were also found.
According to Toledano’s research, in light of the atrocities the Nazi regime perpetrated against European Jewry, military authorities had tasked forensic professor Camille Simonin to preserve the bodies in order to “establish the conditions that had led to [their] deaths” as part of an investigation into Hirt’s crimes.
Toledano was given a clue as to the location of the remains in a letter written by Simonin in 1952, which “mentioned the jars containing the samples taken in the course of judicial autopsies carried out on the Jewish victims of the Struthof gas chamber,” AFP reports.
Local authorities aim to return the newly-discovered remains back to the Jewish community in Strasbourg.
Hirt committed suicide in July 1945, before the Nuremberg trials.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
The Spielberg Jewish Film Archive – Miracle of Survival: Against All Odds [2]
Hebrew University of Jerusalem
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Tajemnica Hotelu PolskiegoJoanna Podgórska
Dla ocalałych Żydów to miejsce było jak cud.
W dniu, w którym z Hotelu Polskiego wyjechał ostatni transport, Niemcy otoczyli i przeszukali budynek. Wyłapano ok. 400 osób, które zostały, bo nie miały żadnych dokumentów. Zawieziono je na Pawiak. Dwa dni później, 15 lipca 1943 r. o godz. 14, rozpoczęła się egzekucja. Więźniom kazano rozebrać się do naga, a uzbrojeni w kije Ukraińcy pędzili ich piątkami Dzielną, a potem Niemcy rozstrzelali ich w jednej z bram. Hotel Polski został zamknięty.
Panika w Vittel wybuchła pół roku później, gdy do obozu przyjechała specjalna komisja z niemieckiego MSZ, by rejestrować i weryfikować dokumenty osób pochodzenia żydowskiego. Niemcy podejrzewali, że papiery są fałszywe. „W obozie dla internowanych w Vittel znajduje się ok. 150 Żydów z Warszawy. Zostali oni przeniesieni z Warszawy do Vittel na podstawie posiadania obywatelstw południowoamerykańskich. Większość tych Żydów wystarała się o obywatelstwa za pieniądze w 1942 r. przez konsulaty w Szwajcarii, nigdy nie widząc swojej tzw. ojczyzny. Nazwiska tych Żydów zostały już przekazane do wiadomości chroniącego ich państwa, Szwajcarii. Proszę w porozumieniu z wydziałem II B4 o sprawdzenie przez wykwalifikowanych urzędników prawdziwej narodowości pochodzących ze wschodu Żydów, znajdujących się w obozie w Vittel. Trzeba koniecznie pokazać Szwajcarii, że za pomocą wyłudzonych obywatelstw żydowscy przestępcy nie mogą zostać wydostani z Rzeszy” – pisał w liście do Adolfa Eichmanna Hauptsturmfuehrer Alois Brunner. Gdy Niemcy zwrócili się do państw południowoamerykańskich o potwierdzenie obywatelstwa i tożsamości osób internowanych, te albo nie uznawały ich dokumentów, albo zwlekały z odpowiedzią.
Certyfikat palestyński
W lutym 1944 r. Niemcy odizolowali polskich Żydów w Vittel, a potem przenieśli ich do hotelu poza obrębem obozu. Dwa miesiące później hotel otoczył kordon wartowników i pierwsza grupa polskich Żydów została przewieziona najpierw do obozu w Drancy, a stamtąd prosto do komór gazowych Auschwitz. Nikt z tego transportu nie przeżył. Zginął wówczas, wraz z synem, poeta Icchak Kacenelson, autor „Pieśni o zamordowanym narodzie żydowskim”. Miesiąc później nastąpiła druga deportacja. Niemcy zostawili w Vittel tylko tych, którzy ze względów zdrowotnych nie byli zdolni do transportu, m.in. żonę Adama Żurawina, będącą w zaawansowanej ciąży. Ten transport przeżyły dwie osoby: Adam Żurawin i historyk Natan Eck, którym udało się wyskoczyć z jadącego do Oświęcimia pociągu. Reszcie do ocalenia zabrakło tak niewiele. Gdy pociąg z Vittel docierał do Auschwitz, rząd niemiecki wydał oświadczenie, że dokumenty osób, które znajdują się jeszcze w obozach internowania, zostają uznane.
W Bergen Belsen też trwała weryfikacja. Już we wrześniu 1943 r. poszła pogłoska, że 1800 osób z paszportami południowoamerykańskimi zostanie przewiezionych do lepszego obozu pod Dreznem. To byli stosunkowo bogaci ludzie, których stać było na najdroższe i – wydawało się – najpewniejsze paszporty. Do pociągów wsiadali ubrani w swoje najlepsze rzeczy, resztki dawnej fortuny; kobiety w futrach i kapeluszach, mężczyźni z eleganckim bagażem. Ale to nie był transport pod Drezno, tylko do Oświęcimia. Więźniowie obozu, którzy widzieli, jak wysiadają na rampie, wspominają, że wyglądali jak ludzie z jakiegoś innego świata; do momentu gdy – jak wszystkim innym – przed wejściem do komór gazowych kazano się rozebrać do naga. Mówiono o nich później, że kupili najdroższe bilety do Oświęcimia.
Paradoksalnie tymi, którzy dostali największą szansę na przeżycie, okazali się pasażerowie czwartej kategorii z listy palestyńskiej, bo Palestyna, jako protektorat brytyjski, nie kwestionowała wystawionych certyfikatów. W czerwcu 1944 r. z Vittel wyjechało tam ponad 60 osób. W Bergen Belsen w grupie polskich Żydów, przetrzebionej transportami do Oświęcimia, zostali tylko ci z listy palestyńskiej. W sumie z ok. 2,5 tys. osób, które przewinęły się przez Hotel Polski, przeżyło 350; najwięcej tych z certyfikatami palestyńskimi.
Ale Bergen Belsen szybko zmieniało się w piekło. Z obozu jenieckiego przemianowano go na obóz zagłady, a komendantem został Josef Kramer, poprzednio komendant Auschwitz II Birkenau. Niemcy przenosili tu więźniów ewakuowanych z innych obozów. Ścisk, wszy, tyfus, wycieńczenie, głód zbierały żniwo. Zimą 1945 r. umierało tu kilkadziesiąt osób dziennie. W marcu – ponad 18 tys. „Nawet we śnie nie przestajemy myśleć o jedzeniu – pisze we wspomnieniach Symcha Motyl. – Doszło do ostatecznego rozkładu fizycznego i moralnego. Okropne wychudzenie, bez przerwy głodni, drżący z zimna i okryci łachmanami, z trudem wlekliśmy się na spuchniętych okropnie nogach. Apele stały się męką nie do zniesienia”. Im gorsza sytuacja Niemców na froncie, tym gorsze warunki w obozie – podsumowywał Symcha. Gdy wydawało się, że nikt nie uniknie śmierci głodowej, do obozu zaczęły docierać paczki z Czerwonego Krzyża: cukier, margaryna, zielony groszek, serki szwajcarskie. To im uratowało życie. „W trójkątnych serkach szwajcarskich odnalazłem smak lodów i czekolady. Nigdy nic nam tak nie smakowało” – pisze.
W kwietniu 1945 r. Symcha i Nadzia po 21 miesiącach pobytu w Bergen Belsen zostali wraz z resztą obozu ewakuowani. Spędzili sześć dni w pociągu do Magdeburga bez wody i jedzenia. W końcu niemiecka załoga uciekła, a transport został wyzwolony przez Amerykanów.
Leon Skosowski w listopadzie 1943 r. został jako kolaborant zastrzelony w Warszawie przez wywiad Armii Krajowej. Jego rodzinę, która trafiła do Vittel z paszportami Paragwaju, wywieziono do Oświęcimia pierwszym transportem. Adamowi Żurawinowi po ucieczce z oświęcimskiego transportu do Warszawy groził wydany przez Żydowską Organizację Bojową wyrok śmierci. Nie został jednak wykonany, bo wybuchło powstanie warszawskie. W dniu wybuchu powstania w Vittel przyszedł na świat syn Żurawina. Po wojnie cała rodzina trafiła do USA. Tam, po ukazaniu się wspomnień jednego z warszawskich Żydów, który opisał aferę Hotelu Polskiego, a Żurawina nazwał agentem gestapo, jego sprawą zainteresowało się FBI, ale została umorzona z braku dowodów. Sąd rabinacki, którego ocenie się poddał, z tego samego powodu wydał wyrok uniewinniający. Na prośbę syna pod koniec życia Żurawin wydał własne wspomnienia, w których przedstawia się jako fałszywie oskarżany, bezinteresowny bohater, walczący o ocalenie rodziny. Zmarł w USA w 1992 r.
– Wspomnienia Żurawina to raczej autokreacja niż spowiedź, pełna nieścisłości, przekłamań, przemilczeń, mijająca się z faktami – ocenia dr Agnieszka Haska. Jednak jej zdaniem teoria, że Hotel Polski był jedynie wyreżyserowaną przez Niemców pułapką, by wyciągnąć z kryjówek ukrywających się Żydów, jest zbyt prosta. – Gdyby tak było, transporty z Dworca Gdańskiego jechałyby prosto do Treblinki, nie zadawano by sobie trudu z weryfikacją dokumentów. Internowanie Żydów z paszportami obcych państw było usankcjonowane prawnie, a rzeczywiste wymiany jeńców były faktem. Gdyby nie splot okoliczności, możliwe, że dzięki sprawie Hotelu Polskiego udałoby się uratować więcej osób.
Budynek Hotelu Polskiego został niemal doszczętnie zniszczony w czasie powstania warszawskiego. Po wojnie odbudowano tylko część frontową. Do dziś mieści się tu Federacja Związków Zawodowych „Metalowcy” oferująca na trzecim piętrze pokoje gościnne. Przez wiele lat wojenna historia tego miejsca była zapomniana. Dopiero w 2013 r., w 70. rocznicę zamknięcia Hotelu Polskiego, zawieszono pamiątkową tablicę. Gdy kilka lat wcześniej Kama Veymont przyjechała do Warszawy, by kręcić film dokumentalny o tej historii, i rozmawiała z pracującymi recepcjonistkami, opowiadały, że podczas nocnych dyżurów widują postać starego Żyda z siwą brodą, w długim płaszczu i skórzanym kapeluszu, który jakby czegoś szuka i próbuje mówić w nieznanym języku.
PS Dziękuję dr Agnieszce Haskiej za pomoc.
Czytaj dalej tu: Tajemnica Hotelu Polskiego
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com