Archive | 2015/07/11

Wstydliwy Holocaust.

Wstydliwy Holocaust. Żydzi z Izraela nazywali tych, którzy przeżyli Auschwitz “mydłem”

Jakub Mielnik



Wyzwolenie Auschwitz okazało się nie lada kłopotem dla Agencji Żydowskiej w Palestynie. Ocalone ofiary III Rzeszy psuły budowany z mozołem wizerunek niezłomnych pionierów syjonizmu, ujarzmiającego arabską pustynię.

W 1949 r. izraelskie gazety pełne były reklam Siedmiorga Karłów z Auschwitz. Rodzinna trupa taneczno-muzyczna z Rumunii była fenomenem, bo niemal nietknięta przetrwała Holocaust. Ovitzowie pochodzili spod Maramuresz, przeżyli Auschwitz, a po wojnie trafili do Izraela. Tu stali się gwiazdami wodewilu, ale nazwa ich trupy była jedynym nawiązaniem do dramatycznych przeżyć z czasów, gdy byli ulubionym obiektem eksperymentów doktora Josefa Mengele. Ich wojenne historie w Izraelu nikogo wtedy nie interesowały. Kraj, którego powstanie miało być zadośćuczynieniem za eksterminację Żydów w Europie, potrzebował opowieści o walecznych bohaterach, a nie o Zagładzie.

“MYDŁO” JEDZIE DO IZRAELA

– Wystarczy 5 tys. Żydów z Europy, żeby zrobić z Izraela dom wariatów – pisał w raporcie jeden z przedstawicieli Agencji Żydowskiej, szukający w zrujnowanej wojną Europie kandydatów do osiedlenia się w Izraelu. Ocaleni z Holocaustu nie byli idealnymi kandydatami. Według rozpowszechnionej wśród syjonistów wykładni europejscy Żydzi zginęli właśnie dlatego, że odrzucali syjonizm i budowę państwa Izrael. Nie skorzystali z okazji ucieczki, gdy była ona możliwa. Tym, którzy ocaleli, oczywiście pomagano, ale jednocześnie, według tego, co pisze Tom Segev w książce “Siódmy milion”, mówiono na nich “mydło”, nawiązując do popularnego mitu o masowym wytwarzaniu przez III Rzeszę mydła z ludzkiego tłuszczu. To określenie pokazywało poziom pogardy, okazywanej im za słabość i brak woli walki, jaką mieli rzekomo okazać w obliczu Zagłady. Efekty ich traumatycznych przeżyć wojennych także budziły wątpliwości.

– To ludzkie ruiny, wielka społeczność żebraków, zdegenerowana, zapóźniona i osłabiona nie tylko fizycznie i psychicznie, ale i moralnie – pisali żołnierze Brygady Żydowskiej, działającej po wojnie w Europie pod brytyjskim dowództwem. Syjoniści z Palestyny nie mieli wielkiego zrozumienia dla Holocaustu, bo tak naprawdę niewiele o nim wiedzieli. W czasie wojny tamtejsza prasa o Zagładzie pisała niewiele, obawiając się wystąpień przeciwko rządzącym wtedy Palestyną Anglikom, którzy nawet po wybuchu wojny z Hitlerem zawracali statki z uchodźcami z Europy. W efekcie istniejący do dziś dziennik “Haarec” relację naocznego świadka o masakrze Żydów w Charkowie uznał za mniej ważną od artykułu o zwycięstwie żydowskiej drużyny piłkarskiej w towarzyskim meczu w Damaszku. Kierująca osadnictwem żydowskim w Palestynie Agencja Żydowska też traktowała ten temat po macoszemu. Szef Agencji David Ben Gurion w ogóle nie pojawił się na prezentacji raportu o sytuacji Żydów w Europie. Reszta obecnych szefów Agencji po zapoznaniu się z dowodami na istnienie komór gazowych i pieców krematoryjnych w Auschwitz powołała komitet do opracowania oświadczenia w tej sprawie. Potem wszyscy przeszli do kolejnego punktu obrad. Omawiano związkowy spór o warunki pracy w fabryce konserw Assis w Tel Awiwie.

– To klęska. Nie twierdzę, że nic nie zrobili, ale niewystarczająco o tej sprawie myśleli. Ratowanie Żydów nie było ich priorytetem. Dla nich najważniejsze było powstanie państwa – tak reakcję jiszuwu na eksterminację Żydów w Europie skomentował izraelski historyk Saul Friedlander. Ben Gurion przyznał to jeszcze w latach 30., uznając zwycięstwo NSDAP w Niemczech za impuls, który zachęci wreszcie europejskich Żydów do poparcia ruchu syjonistycznego i emigracji do Palestyny.

MATERIAŁ LUDZKI JEST CORAZ GORSZY

– Na ulicach leży więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek mogliśmy marzyć. Oto szansa, by budować i rozwijać się, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy i nigdy mieć nie będziemy – pisał z Berlina Mosze Bejlinson, wysłannik jiszuwu negocjujący z III Rzeszą porozumienie o przeniesieniu tysięcy niemieckich Żydów do Palestyny. Znane pod nazwą Haawara porozumienie zawarte w 1933 r. obowiązywało aż do połowy drugiej wojny światowej, dając zmagającej się z brakiem pieniędzy i ochotników Agencji Żydowskiej w Palestynie niezbędny zastrzyk gotówki i osadników. Agencja prowadziła staranną selekcję kandydatów. Stawiano na samotnych mężczyzn i kobiety w wieku produkcyjnym, bo to oni byli idealnym materiałem do stworzenia nowego izraelskiego narodu. Nie było to jednak takie proste, bo większość chętnych do wyjazdu stanowili obciążeni rodzinami przedstawiciele niemieckiej klasy średniej. Mało przydatni w kraju planowanym jako gigantyczna rolnicza kooperatywa.

– Materiał ludzki przybywający z Niemiec jest coraz gorszy – narzekali przedstawiciele Agencji Żydowskiej po roku rządów Hitlera. Wprowadzono staranną selekcję kandydatów. Doszło do tego, że Agencja miała wątpliwości, czy przyjmować do Palestyny 120 więźniów obozu w Dachau, których zwolnienie w 1937 r. wynegocjowali Żydzi amerykańscy, bo większość z nich nie była związana z ruchem syjonistycznym. – Ziemia Izraela istnieje dziś jedynie dla wybranej klasy, to młodzi ludzie w kolorze czerwonym, socjalistyczni robotnicy – narzekał w 1939 r. lider prawicowych syjonistów, Zeew Żabotyński, oskarżając kontrolującą Agencję lewicę o utrudnianie imigracji Żydom o innych niż lewicowe poglądach. – Moglibyśmy uratować setki tysięcy ludzi więcej – stwierdził po wojnie Jochanan Bader, bliski współpracownik Menachema Begina, szefa działającej w Polsce prawicowej organizacji Betar.

IZRAEL NAS NIE SZUKAŁ

Antek Cukierman, jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim, po zakończeniu wojny czekał całe osiem miesięcy na pojawienie się w Polsce przedstawicieli Agencji Żydowskiej z Palestyny. – Izrael nas nie szukał, czuliśmy się porzuceni – skarżył się potem.

W Europie Środkowej trwała wówczas bricha, czyli ucieczka ocalałych Żydów na Zachód. Podobnie jak przed dojściem Hitlera do władzy większość z nich nie wybierała się do Palestyny. Celem brichy były głównie Stany Zjednoczone z przystankiem w wolnej od komunistów Europie. Agencja Żydowska w Palestynie dosyć późno zorientowała się, że szukając pionierów idealnych, może stracić szansę na jakichkolwiek osadników, a przez to i sposobność do przekonania świata, że bezpieczeństwo ocalonych z Zagłady zależy od powstania państwa Izrael. Sposobnością do propagandowej ofensywy stała się epopeja statku “Exodus”, wiozącego nielegalnych imigrantów żydowskich z Europy do Palestyny. Spacyfikowany na Morzu Śródziemnym przez Brytyjczyków, odesłany na Cypr, a stamtąd do Francji “Exodus” stał się symbolem powojennej tragedii europejskich Żydów. Po trzech tygodniach prasa w Europie pisała o pływającym Auschwitz, a David Ben Gurion tak sterował całą sprawą, żeby zmusić Brytyjczyków do odesłania nieszczęśników tam, skąd uciekli, czyli do obozu przejściowego w Niemczech. Dwumiesięczna tułaczka skończyła się traumą kilkuset byłych więźniów obozów zagłady, ale z propagandowego punktu widzenia była zwycięstwem syjonistów. Opinia publiczna całego świata była przekonana, że naród żydowski potrzebuje własnego państwa. Tyle że ludzie, których wojenne przejścia umożliwiły tę zmianę, wcale nie byli w Izraelu mile widziani.

Czytaj dalej tu: Wstydliwy Holocaust.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Peretzniks

The Peretzniks

This touching documentary from New York-based, Polish-Jewish filmmaker Slawomir Grünberg (Saved By Deportation, The Legacy of Jedwabne) tells the story of a celebrated Jewish day school in Lodz.
Established after the war to try and resurrect Jewish life in Poland, the school closed in 1968 when an anti-Semitic campaign led to a wave of emigration that scattered pupils and their families around the world.
Grünberg gathers the diaspora of its alumni – among them, Daniel Libeskind, the distinguished architect of Berlin’s celebrated Jewish Museum – to create an unforgettable view of Jewish life in Poland.

The Festival of Jewish Cinema in Australia

The Peretzniks

The events of March ’68 are still somewhat obscure in Poland. The political background is known, as are the film archives, and press coverage. However, little is known about how it was to grow up in Poland of the sixties as a Polish Jew, or as a Pole of Jewish origin. How it was to be a kid in the heart of a country still recovering from a horrific war, in a family severed by the Holocaust, and then to come of age and experience first loves at the outbreak of the disturbing March events. The experience of the ‘Peretz School’ pupils in Lodz in some way reflects the experience of the Jewish minority in Poland in the 50 and 60 of the previous century. It is the experience of adolescents nevertheless, who were much more interested in the Beatles than they were in politics. It was the latter, however, which caused for most of them to scatter all over the world, creating a peculiar phenomenon of a Polish-Jewish Diaspora integrated today in so many countries’ identities.

The Peretz graduates’ experience shows that though they were made to leave Poland, they never quite said goodbye, not quite to Poland and certainly not to old friendships. The emotions they show are not nostalgia, but rather a real part of their lives. This documentary is not another film about immigration. Nor is it a film about nostalgia for school years. “That school was our entire life” – one of the characters in the film says. “It wasn’t just a school… it was a way of life” – says another. The Peretz school created a peculiar microcosm, where one could have a sense of security, but – most importantly – a sense of community. It was a common experience of the ‘Peretzniks’ that they were born in families affected by the Holocaust. For most, this meant not having any grandparents, or aunts or uncles, and often not having any siblings. The school was in some sense an extended foster family and an oasis, where our characters could feel like ‘normal’ kids.

This film tells the story of an exceptional family, which the ‘Peretzniks’ created for themselves in the heart of post-war Lodz, and which became perhaps even stronger because history made every effort to break it apart. ‘The Peretzniks’ is the first documentary, which addresses the complexities of Jewish existence in post-war Poland under the Communist regime.

“To our parents and teachers, and to the memory of our lives in Lodz” The Peretzniks

 

Perecowicze

Wydarzenia marcowe 68 roku nadal sa w Polsce malo znane. Znamy kulisy polityczne, widzielismy kroniki filmowe, czytalismy artykuly prasowe. Znamy nawet fragmenty opowiesci o wyjazdach, o pozegnaniach. Malo jednak wiemy o tym jak to bylo dorastac w Polsce lat 60 jako polski Zyd, czy jako Polak z zydowskim pochodzeniem. Jak to bylo zyc jako dziecko w sercu kraju powstajacego na nogi po najstraszniejszej wojnie, w rodzinie zdziesiatkowanej przez Holokaust, a nastepnie dojrzewac i przezywac pierwsze milosci w przededniu marcowej zawieruchy. Doswiadczenia uczniow Szkoly Pereca w Lodzi w pewnym sensie odzwierciedlaja doswiadczenie mniejszosci zydowskiej w Polsce w latach 50 i 60 ubieglego wieku, zachowujac jednoczesnie perspektywe ludzi mlodych, ktorzy bardziej interesowali sie Beatles’ami niz Gomulka. A jednak to ten ostatni wlasnie przyczynil sie do tego, ze ogromna wiekszosc z nich rozpierzchla sie po calym swiecie, tworzac fenomen specyficznej polsko-zydowskiej diaspory wplecionej do dzis w tozsamosci tylu krajow.

Doswiadczenie Perecowiczow pokazuje nam, ze pomimo tego, ze wyjechali z Polski, nie rozstali sie do konca ani z nia ani z dawnymi przyjazniami. I te emocje, ktore pokazuja to nie nostalgia, a rzeczywista czesc ich zycia. Film ten nie jest kolejnym filmem o emigracji. Nie jest takze filmem o nostalgii do szkoly. “Szkola to bylo cale nasze zycie” – mowi jedna z bohaterek filmu. “To nie byla tylko szkola. to byl sposob zycia” – dodaje kolejny bohater. Szkola tworzyla pewien mikrokosmos, ktory dawal poczucie bezpieczenstwa, a przede wszystkim poczucie wspolnoty. Wspolnym doswiadczeniem wiekszosci Perecowiczow bylo to, wszyscy urodzili sie w rodzinach dotknietych przez Holokaust. U wiekszosci oznaczalo to, ze nie mieli dziadkow, ze czesto nie mieli cioc, ani wujkow, rzadko tez mieli rodzenstwo. Szkola byla wiec w pewnym sensie rodzina zastepcza i oaza, gdzie czuli, ze moga byc soba, gdzie mogli czuc sie jak ‘normalne’ polskie dzieciaki.

Ten film opowiada wiec o niezwyklej rodzinie, ktora stworzyli dla siebie Perecowicze w sercu powojennej Lodzi, i ktora stala sie jeszcze silniejsza przez to, ze historia probowala ja rozbic. ‘Perecowicze’ to pierwszy dokument, ktory opowiada o zydowskiej egzystencji w powojennej Polsce w czasach komunistycznego rezimu.

“Naszym rodzicom, nauczycielom i pamieci naszego zycia w Lodzi” Perecowicze


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com