Archive | 2015/07/10

Ksiazki – “Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall”

Ksiazki – “Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall”

Aleksandra Lipczak, lipiec 2015


Okładka książki "Reporterka" Jacka Antczaka, wyd. Agora
Nie wiadomo (o ile nie zerknie się do przypisów), kto pyta, nie wiadomo, do kogo akurat mówi przepytywana autorka. Okazuje się jednak, że to nie problem, ale specyficzny urok tej “brikolażowej” książki. Wywiad-rzeka z Hanną Krall przeprowadzony przez 82 osoby to zaskakująco pochłaniająca lektura.

To przedsięwzięcie mogło zakończyć się tak sobie. Jacek Antczak, wrocławski dziennikarz, reporter i wykładowca, znając opór Hanny Krall wobec pomysłu udzielenia przez nią wywiadu-rzeki, postanowił zmontować go z istniejących materiałów. Hanna Krall już go przecież w zasadzie udzieliła – tylko że nie jednemu, a kilkudziesięciu dziennikarzom i nie “jednorazowo”, ale na przełomie wielu lat. Antczak wpadł więc na pomysł, żeby przejrzeć archiwum i z istniejących rozmów skomponować jedną, w rozmiarze XXL. I choć pomysł był nieco ryzykowny, powiódł się bardzo dobrze.

Perfekcyjnie zmontowany z pytań osiemdziesięciu rozmówców dialog – “autoryzowany” przez samą przepytywaną, z którą Antczak współpracował podczas tworzenia książki – to opowieść spójna, głęboko intrygująca i dająca wgląd w warsztat, wrażliwość, ogląd świata i sposób myślenia zupełnie niezwykłej pisarki/reporterki/postaci jaką jest Hanna Krall.

Pierwsze wydanie książki ukazało się w 2007 roku (Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy), ale Agora oddała w ręce czytelników i czytelniczek wydanie poszerzone, uaktualnione i opatrzone licznymi fotografiami.

Reporterka” to książka stworzona po to, by ją obficie cytować.

“Trzeba pisać tylko o tym, co jest warte zapisania, o czym trzeba ZAWIADOMIĆ ludzi, nie, co jest potrzebne autorowi lub bohaterowi”.

“Ludzie opisujący świat to swego rodzaju sztafeta, jedni przychodzą po drugich i opisują tę cząstkę, która jest im dana, ten świat, na który natrafili”.

“Ale kiedy reportaż ma być czymś ważnym, to trzeba go przepuścić przez siebie jak przez tunel. Nie ma innej drogi, wokół tego tunelu nie ma objazdu”.

“(…) powiedziałam, że tego za dużo jest na życie, ale za mało na literaturę” (to o człowieku, który przyszedł jej opowiedzieć swój okupacyjny los: “Tu uciekałem, tam strzelali”).

“Nie podoba mi się sposób prowadzenia rozmowy przez pytania, jak w wywiadzie. Jeżeli pytam, to po to, byśmy razem zastanowili się nad odpowiedzią. Albo byśmy razem uznali, że odpowiedzi nie znamy, że pytanie jest dla nas za trudne”.

Hanna Krall, fot. Jan Rolke / Forum

Hanna Krall, fot. Jan Rolke / Forum

W “Reporterce” Hanna Krall opowiada o spotkaniu z Markiem Edelmanem, który miał jej sprawdzić tekst o pionierskiej operacji wszczepienia bypassów. O kartkach, które zostawiał jej w drzwiach Krzysztof Kieślowski. O kolacji z Kieślowskim i Stuhrem w Krakowie i trwającej do rana rozmowie o dziadkach i przodkach, podczas której ona sama milczała. Co z kolei dało początek “Sublokatorce“. O czarniutkiej dziewczynce z wielkimi oczami, która przewija się przez wiele jej reportaży i książek. O dopisywaniu sceny do “Makbeta” na prośbę Krzysztofa Warlikowskiego. O listach i telefonach od ludzi, którzy potem znaleźli się w jej książkach. O ludziach z Rio de Janeiro, Toronto i Iowa, którzy do Ameryki zabrali “Kocki, Przysuchy, jakiś Tykocin, jakiś Otwock, i w nich pozostały na zawsze”. O świecie, który kiedyś był całością i o najgłębszym sensie swojego pisarstwa: “Miewam czasami dojmujące, fizyczne uczucie, jakby kiedyś istniał pełny, całkowity obraz, na którym było wszystko. Później ten obraz się rozproszył. Od czasu do czasu znajduję cząsteczki, które do siebie pasują”.

Choć “Reporterka” złożona jest z tak wielu osobnych rozmów o różnej tonacji, Jackowi Antczakowi udało się stworzyć opowieść bez widocznych szwów. A może raczej: opowieść, gdzie drobiazgi, o które można się od czasu do czasu potknąć (nagła zmiana płci pytających, pewne powtórzenia) dodają tylko specyficznego uroku tej książce. Z rozmowy wyłania się pełen, nasycony i zniuansowany obraz pisarstwa Hanny Krall – mistrzyni, reporterki zrośniętej ze swoim zawodem, o którym – jak się okazuje na niemal każdej stronie “Reporterki” – opowiada równie zajmująco jak pisze. “To jest cudowne w tym zawodzie – siedzieć, słuchać, dziwić się” – mówi Hanna Krall. W innym momencie stwierdza: “Ludzie oczekują, że reporter wytłumaczy sens ich losów. Nie mogą uwierzyć, że nie dowiedzą się. Nie tutaj w każdym razie. Nie teraz. Nie ode mnie”.

Reporterka” to doskonałe towarzystwo do lektury “Dowodów na istnienie” albo “Tańca na cudzym weselu“. Rodzaj stworzonego z ogromną czułością przewodnika, który pomoże z większą uważnością wstępować we wszechświat jej koronkowego (określenie Justyny Sobolewskiej) pisarstwa. Uchwycić istotę przenikającego go przeświadczenia o istnieniu Wielkiego Scenarzysty, który nieprzypadkowo układa ludzkie losy tak a nie inaczej. Będącego “drogą do pustki, do białych miejsc, do milczenia”. I stanowiącego nieuczęszczaną – a więc najciekawszą – drogę do spraw ostatecznych. Pozwoli zajrzeć za kulisy (czasem bardzo intymne), przyjrzeć się jej relacji z bohaterami, dowiedzieć więcej o tym, jak dochodziła do reporterskiej subtelnej maestrii.

O tym, jak wyczerpujący materiał zawiera, świadczy anegdota przytaczana w postcriptum przez Pawła Goźlińskiego o tym, jak “Reporterka” uratowała go z tarapatów, kiedy okazało się, że autorka nie przyjedzie na spotkanie, które miał prowadzić. Książka Jacka Antczaka pozwoliła mu odpowiedzieć na pytania nurtujące publiczność nawet mimo nieobecności pisarki.

Mimo odpowiedzi udzielonej na jakieś 560 pytań, jakaś Hanna Krall jednak wymknęła się 82 dziennikarzom i dziennikarkom. Ta prywatna, przywołująca wspomnienie czarnowłosej dziewczynki, tę “małą, którą dość dobrze znała”. Mówi o sobie w “Reporterce” poprzez opowieści o swoich bohaterach, przyjaciołach, pracy i czasach, w których przyszło jej żyć, ale – podobnie jak w swoich reportażach – unika osobistych wyznań, wspomnień. “Moim zawodem jest nie wiedzieć” – cytuje Krzysztofa Kieślowskiego. “Ja mam poczucie, że moim zawodem jest dowiadywanie się”. I o tym właśnie – o “dowiadywaniu się”, o reporterze, reportażu i czytelniku – jest “Reporterka“, nie o biografii.

Aleksandra Lipczak, lipiec 2015

Jacek Antczak, “Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall
Wydawnictwo Agora, 2015
liczba stron: 240
ISBN: 9788326822223


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Roman Vishniac – fotograf zaginionego świata

Roman Vishniac – fotograf zaginionego świata

Roman Vishniac urodził się w 1897 r. w zamożniej rodzinie rosyjskich Żydów (zmarł w 1990 r. w wieku 92 lat w Stanach Zjednoczonych). Wychowywał się w Moskwie, gdzie studiował zoologię i biologię. W 1920 r. wyemigrował do Berlina. Najpierw jako fotograf amator fotografował życie ulicy, tworząc swoistą kronikę miasta. Jednocześnie eksperymentował z nowym podejściem do kadru i kompozycji.

Vishniac udokumentował dojście nazistów do władzy; wszelkie przejawy represji stały się głównym tematem jego prac. Od 1935 r. na zlecenie europejskiego przedstawicielstwa American Jewish Joint Distribution Committee, największej żydowskiej organizacji pomocowej na świecie (znanej jako Joint) przez cztery lata dokumentował życie ubogich społeczności żydowskich w Europie Wschodniej. Zdjęcia te stały się znakiem rozpoznawczym jego twórczości.

Mylnie uważa się Vishniaca za fotografa Zagłady. W rzeczywistości w końcu 1940 r. udało mu się wraz z rodziną opuścić Europę i wyjechać do USA. Już w Stanach Zjednoczonych zarabiał na utrzymanie, fotografując życie żydowskich emigrantów i amerykańskiej społeczności żydowskiej. Z czasem stał się pionierem w dziedzinie mikrofotografii.

W 1947 r. Vishniac wrócił do Europy. Fotografował żydowskie obozy dla dipisów, a także życie ocalałych z Zagłady i ruiny Berlina.

Wystawa „Roman Vishniac: Fotografia 1920–1975” w Muzeum Historii Polskich Żydów to próba całościowego spojrzenia na jego twórczość, począwszy od lat w Berlinie aż po powojenny okres w USA. Prace, w tym wiele do tej pory niepublikowanych, pochodzą z archiwum Romana Vishniaca w International Center of Photography, w którym zgromadzono ponad 30 tys. obiektów, w tym 10 tys. negatywów. Do tej pory zidentyfikowano zaledwie 3 proc. znajdujących się na nich osób i miejsc.

Wystawę można oglądać do 31 sierpnia 2015 r.

Vishniac przyjechał do Berlina w 1920 r., niedługo po utworzeniu Republiki Weimerskiej. Wraz z żoną Lutą mieszkał w dzielnicy Wilmersdorf, zamieszkanej przez liczną społeczność zamożnych rosyjsko-żydowskich emigrantów. Z Rolleiflexem i Leicą przemierzał ulice Berlina, tworząc wnikliwe portrety miasta. Na zdjęciu praca „Krnąbrność”, Berlin, 1929.

Vishniac przyjechał do Berlina w 1920 r., niedługo po utworzeniu Republiki Weimerskiej. Wraz z żoną Lutą mieszkał w dzielnicy Wilmersdorf, zamieszkanej przez liczną społeczność zamożnych rosyjsko-żydowskich emigrantów. Z Rolleiflexem i Leicą przemierzał ulice Berlina, tworząc wnikliwe portrety miasta.

Na zdjęciu praca „Krnąbrność”, Berlin, 1929.

Czytaj dalej tu: fotograf zaginionego świata


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com