Archive | 2015/07/19

Tajemnica Hotelu Polskiego

Tajemnica Hotelu Polskiego

Joanna Podgórska


Dla ocalałych Żydów to miejsce było jak cud.

W dniu, w którym z Hotelu Polskiego wyjechał ostatni transport, Niemcy otoczyli i przeszukali budynek. Wyłapano ok. 400 osób, które zostały, bo nie miały żadnych dokumentów. Zawieziono je na Pawiak. Dwa dni później, 15 lipca 1943 r. o godz. 14, rozpoczęła się egzekucja. Więźniom kazano rozebrać się do naga, a uzbrojeni w kije Ukraińcy pędzili ich piątkami Dzielną, a potem Niemcy rozstrzelali ich w jednej z bram. Hotel Polski został zamknięty.

Panika w Vittel wybuchła pół roku później, gdy do obozu przyjechała specjalna komisja z niemieckiego MSZ, by rejestrować i weryfikować dokumenty osób pochodzenia żydowskiego. Niemcy podejrzewali, że papiery są fałszywe. „W obozie dla internowanych w Vittel znajduje się ok. 150 Żydów z Warszawy. Zostali oni przeniesieni z Warszawy do Vittel na podstawie posiadania obywatelstw południowoamerykańskich. Większość tych Żydów wystarała się o obywatelstwa za pieniądze w 1942 r. przez konsulaty w Szwajcarii, nigdy nie widząc swojej tzw. ojczyzny. Nazwiska tych Żydów zostały już przekazane do wiadomości chroniącego ich państwa, Szwajcarii. Proszę w porozumieniu z wydziałem II B4 o sprawdzenie przez wykwalifikowanych urzędników prawdziwej narodowości pochodzących ze wschodu Żydów, znajdujących się w obozie w Vittel. Trzeba koniecznie pokazać Szwajcarii, że za pomocą wyłudzonych obywatelstw żydowscy przestępcy nie mogą zostać wydostani z Rzeszy” – pisał w liście do Adolfa Eichmanna Hauptsturmfuehrer Alois Brunner. Gdy Niemcy zwrócili się do państw południowoamerykańskich o potwierdzenie obywatelstwa i tożsamości osób internowanych, te albo nie uznawały ich dokumentów, albo zwlekały z odpowiedzią.

Certyfikat palestyński

W lutym 1944 r. Niemcy odizolowali polskich Żydów w Vittel, a potem przenieśli ich do hotelu poza obrębem obozu. Dwa miesiące później hotel otoczył kordon wartowników i pierwsza grupa polskich Żydów została przewieziona najpierw do obozu w Drancy, a stamtąd prosto do komór gazowych Auschwitz. Nikt z tego transportu nie przeżył. Zginął wówczas, wraz z synem, poeta Icchak Kacenelson, autor „Pieśni o zamordowanym narodzie żydowskim”. Miesiąc później nastąpiła druga deportacja. Niemcy zostawili w Vittel tylko tych, którzy ze względów zdrowotnych nie byli zdolni do transportu, m.in. żonę Adama Żurawina, będącą w zaawansowanej ciąży. Ten transport przeżyły dwie osoby: Adam Żurawin i historyk Natan Eck, którym udało się wyskoczyć z jadącego do Oświęcimia pociągu. Reszcie do ocalenia zabrakło tak niewiele. Gdy pociąg z Vittel docierał do Auschwitz, rząd niemiecki wydał oświadczenie, że dokumenty osób, które znajdują się jeszcze w obozach internowania, zostają uznane.

W Bergen Belsen też trwała weryfikacja. Już we wrześniu 1943 r. poszła pogłoska, że 1800 osób z paszportami południowoamerykańskimi zostanie przewiezionych do lepszego obozu pod Dreznem. To byli stosunkowo bogaci ludzie, których stać było na najdroższe i – wydawało się – najpewniejsze paszporty. Do pociągów wsiadali ubrani w swoje najlepsze rzeczy, resztki dawnej fortuny; kobiety w futrach i kapeluszach, mężczyźni z eleganckim bagażem. Ale to nie był transport pod Drezno, tylko do Oświęcimia. Więźniowie obozu, którzy widzieli, jak wysiadają na rampie, wspominają, że wyglądali jak ludzie z jakiegoś innego świata; do momentu gdy – jak wszystkim innym – przed wejściem do komór gazowych kazano się rozebrać do naga. Mówiono o nich później, że kupili najdroższe bilety do Oświęcimia.

Paradoksalnie tymi, którzy dostali największą szansę na przeżycie, okazali się pasażerowie czwartej kategorii z listy palestyńskiej, bo Palestyna, jako protektorat brytyjski, nie kwestionowała wystawionych certyfikatów. W czerwcu 1944 r. z Vittel wyjechało tam ponad 60 osób. W Bergen Belsen w grupie polskich Żydów, przetrzebionej transportami do Oświęcimia, zostali tylko ci z listy palestyńskiej. W sumie z ok. 2,5 tys. osób, które przewinęły się przez Hotel Polski, przeżyło 350; najwięcej tych z certyfikatami palestyńskimi.

Ale Bergen Belsen szybko zmieniało się w piekło. Z obozu jenieckiego przemianowano go na obóz zagłady, a komendantem został Josef Kramer, poprzednio komendant Auschwitz II Birkenau. Niemcy przenosili tu więźniów ewakuowanych z innych obozów. Ścisk, wszy, tyfus, wycieńczenie, głód zbierały żniwo. Zimą 1945 r. umierało tu kilkadziesiąt osób dziennie. W marcu – ponad 18 tys. „Nawet we śnie nie przestajemy myśleć o jedzeniu – pisze we wspomnieniach Symcha Motyl. – Doszło do ostatecznego rozkładu fizycznego i moralnego. Okropne wychudzenie, bez przerwy głodni, drżący z zimna i okryci łachmanami, z trudem wlekliśmy się na spuchniętych okropnie nogach. Apele stały się męką nie do zniesienia”. Im gorsza sytuacja Niemców na froncie, tym gorsze warunki w obozie – podsumowywał Symcha. Gdy wydawało się, że nikt nie uniknie śmierci głodowej, do obozu zaczęły docierać paczki z Czerwonego Krzyża: cukier, margaryna, zielony groszek, serki szwajcarskie. To im uratowało życie. „W trójkątnych serkach szwajcarskich odnalazłem smak lodów i czekolady. Nigdy nic nam tak nie smakowało” – pisze.

W kwietniu 1945 r. Symcha i Nadzia po 21 miesiącach pobytu w Bergen Belsen zostali wraz z resztą obozu ewakuowani. Spędzili sześć dni w pociągu do Magdeburga bez wody i jedzenia. W końcu niemiecka załoga uciekła, a transport został wyzwolony przez Amerykanów.

Leon Skosowski w listopadzie 1943 r. został jako kolaborant zastrzelony w Warszawie przez wywiad Armii Krajowej. Jego rodzinę, która trafiła do Vittel z paszportami Paragwaju, wywieziono do Oświęcimia pierwszym transportem. Adamowi Żurawinowi po ucieczce z oświęcimskiego transportu do Warszawy groził wydany przez Żydowską Organizację Bojową wyrok śmierci. Nie został jednak wykonany, bo wybuchło powstanie warszawskie. W dniu wybuchu powstania w Vittel przyszedł na świat syn Żurawina. Po wojnie cała rodzina trafiła do USA. Tam, po ukazaniu się wspomnień jednego z warszawskich Żydów, który opisał aferę Hotelu Polskiego, a Żurawina nazwał agentem gestapo, jego sprawą zainteresowało się FBI, ale została umorzona z braku dowodów. Sąd rabinacki, którego ocenie się poddał, z tego samego powodu wydał wyrok uniewinniający. Na prośbę syna pod koniec życia Żurawin wydał własne wspomnienia, w których przedstawia się jako fałszywie oskarżany, bezinteresowny bohater, walczący o ocalenie rodziny. Zmarł w USA w 1992 r.

– Wspomnienia Żurawina to raczej autokreacja niż spowiedź, pełna nieścisłości, przekłamań, przemilczeń, mijająca się z faktami – ocenia dr Agnieszka Haska. Jednak jej zdaniem teoria, że Hotel Polski był jedynie wyreżyserowaną przez Niemców pułapką, by wyciągnąć z kryjówek ukrywających się Żydów, jest zbyt prosta. – Gdyby tak było, transporty z Dworca Gdańskiego jechałyby prosto do Treblinki, nie zadawano by sobie trudu z weryfikacją dokumentów. Internowanie Żydów z paszportami obcych państw było usankcjonowane prawnie, a rzeczywiste wymiany jeńców były faktem. Gdyby nie splot okoliczności, możliwe, że dzięki sprawie Hotelu Polskiego udałoby się uratować więcej osób.

Budynek Hotelu Polskiego został niemal doszczętnie zniszczony w czasie powstania warszawskiego. Po wojnie odbudowano tylko część frontową. Do dziś mieści się tu Federacja Związków Zawodowych „Metalowcy” oferująca na trzecim piętrze pokoje gościnne. Przez wiele lat wojenna historia tego miejsca była zapomniana. Dopiero w 2013 r., w 70. rocznicę zamknięcia Hotelu Polskiego, zawieszono pamiątkową tablicę. Gdy kilka lat wcześniej Kama Veymont przyjechała do Warszawy, by kręcić film dokumentalny o tej historii, i rozmawiała z pracującymi recepcjonistkami, opowiadały, że podczas nocnych dyżurów widują postać starego Żyda z siwą brodą, w długim płaszczu i skórzanym kapeluszu, który jakby czegoś szuka i próbuje mówić w nieznanym języku.

PS Dziękuję dr Agnieszce Haskiej za pomoc.

Czytaj dalej tu: Tajemnica Hotelu Polskiego


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pod sztandarami dżihadu

Pod sztandarami dżihadu

Andrzej Koraszewski



Jeden z Pani czytelników złożył na mnie doniesienie do prokuratury. Gdyby przypadkiem prokuratura potraktowała go poważnie, miałbym pewien problem z pełną dokumentacją jego elektronicznego dżihadu. Zamieszcza setki komentarzy pod wieloma pseudonimami, wiele jego komentarzy zostało usuniętych przez moderatora ze względu na ich antysemicki charakter. Zebranie i prezentacja dostępnej dokumentacji byłoby zajęciem czasochłonnym i uczciwie mówiąc, nudnym jak flaki z olejem.

Dżihad naszych nadwiślańskich antysemitów to nasza sprawa wewnętrzna, nie wpływa na losy świata, możemy najwyżej prowadzić badania nad stanem umysłów mieszkańców naszego zaścianka na obrzeżach (zachodniej) Europy.

Czy zwróciła Pani uwagę na nazistowskie saluty jednego z polskich reprezentantów w Parlamencie Europejskim? Janusz Korwin-Mikke nie ukrywa swojej wrogości do demokracji, jest zwolennikiem dyktatury, rządów silnej ręki, publikowane przez niego pismo ma również silne wątki antysemickie. Oddając salut nazistowski z trybuny Parlamentu Europejskiego ten pan w muszce twierdzi, że zwalcza totalitarne tendencje w Unii Europejskiej.

Wielu ludzi krytykuje nadmierną biurokrację w unijnych instytucjach, skłonność do regulowania wszystkiego, brak umiejętności zastosowania zasad federalizmu. Gospodarczy centralizm był znacznie silniejszy w Związku Radzieckim niż w III Rzeszy i mimo wszystkich zapewnień, nasz reprezentant w PE pozostawia nas w niepewności, czy oddając ten salut z unijnej trybuny robi to jako zwolennik nazizmu, czy jako jego krytyk, czy tylko jako groźny pajac na międzynarodowej arenie politycznej.

Deklarowany dżihad Janusza Korwina-Mikke to „rozwalić Unię Europejską”. Demokracja umożliwia realizowanie takich celów metodami demokratycznymi.

Interesujący jest dżihad Amnesty International, organizacji niegdyś bardzo mi bliskiej. Chciałbym Pani opowiedzieć o jednym z setek incydentów informujących o dżihadzie obecnych przywódców organizacji niegdyś broniącej więźniów sumienia.

Ci obrońcy czegoś innego zakochali się w kampaniach na twitterze.

Jeden z nich wyglądał tak:

AmnestyInternational‏@AmnestyOnline 
12 July #GazaCity: 17 family members killed when Israeli warplanes bombarded house as worshippers left nearby mosque http://amn.st/6017B8fcb ;

(17 lipca #GazaCity: 17 członków rodziny zabitych kiedy izraelski samolot wojskowy zbombardował dom podczas gdy wierni wychodzili z pobliskiego meczetu.)

Informacja krótka, rzeczowa, zamieszczona w kilka miesięcy po wydarzeniu, o którym wszystko było od dawna wiadomo, ale działacze organizacji niegdyś broniącej więźniów sumienia, chcieliby poruszyć nasze sumienia dziś. Czy link w tweecie informuje lepiej? Nie, ale AI nie zajmuje się informowaniem.

No to może spróbujmy dowiedzieć się więcej. Chodzi o rodzinę Al Batsh, której dom w dzielnicy Szedżaija został istotnie zbombardowany. Zginęło 18 osób (jedna osoba zmarła później wskutek odniesionych ran).

Na czele rodziny stał Nahed Na’im al-Batsh, a Hamas wyprodukował nawet krótki film o męczeństwie tego oficera Brygad Kassam. (film jest tylko w wersji arabskiej, ale zdjęcia informują obszerniej niż tweet AI). Z zabitych 18 osób sześć było członkami „ruchu oporu” (pojęcie ukradzione z czasów walki z nazizmem, a w tym kontekście oznaczające członków organizacji terrorystycznych). Zginęło, również dziesięcioletnie dziecko, chłopiec, którego zdjęcie w mundurze polowym i z karabinem automatycznym wskazuje na indoktrynowanie dzieci do zabijania.

Warto zwrócić uwagę na eleganckie połączenie wychodzącej właśnie z meczetu gromady wiernych i zbombardowania domu (w domyśle niewinnych cywilów), z którego prowadzono operacje terrorystyczne, ale udajemy, że o tym nie wiemy. Czy Pani również uważa, że pytanie o dżihad Amnesty International jest uzasadnione?

Słowo „dżihad” stosunkowo najczęściej tłumaczone jest jako „święta wojna”. Zwolennicy reformacji w islamie są na ścieżce wojennej z tym tłumaczeniem i woleliby, żeby tłumaczyć je jako drogę do Boga, czyli zmagania o doskonalenie się duchowe. Nie wiem, czy Korwin-Mikke prowadzi świętą wojnę, czy tylko doskonali się duchowo, ale użycie tego słowa w wystąpieniach działaczy islamskich organizacji religijnych i militarnych zazwyczaj nie pozostawia wiele wątpliwości co do tego, które znaczenie mu przypisują.

Dla zachodniego odbiorcy strawy medialnej spory o różne interpretacje tego pojęcia nie mają większego znaczenia. Dżihad kojarzy się jednoznacznie z motywowanym przez religię islamskim terroryzmem. W Stanach Zjednoczonych właśnie zatrzymano młodego człowieka, który podobno planował zamach bombowy w studenckiej stołówce. Alexander Ciccolo konstruował bombę, był w posiadaniu niezarejestrowanej broni, o swoich sympatiach pisał na Facebooku, planował zamach w imieniu Państwa Islamskiego.

Sto lat temu młodych ludzi z duszami rewolucjonistów kusił anarchizm, który również głosił drogę do świetlanej przyszłości prowadzącą przez zamachy bombowe. Pewną zaletą tamtego terroryzmu było jego ograniczenie do władców i polityków, chociaż efekty końcowe liczyły się w milionach ofiar. (Możemy się zastanawiać nad pytaniem, jak zasadne jest łączenie zabójstwa Stołypina z bolszewicką rewolucją, czy zabójstwa austriackiego arcyksięcia z wybuchem pierwszej wojny światowej? Były to wydarzenia marginalne, ale nie bez znaczenia. Domyślam się jednak, że dla Pani ciekawsze były wynurzenia Chomsky’ego niż przerwane reformy Stołypina.

Czy lubi Pani określenie „badacze owadzich nogów”? Noam Chomsky jest interesującym lingwistą, lingwiści to też „badacze owadzich nogów”, więc lingwistyczne teorie Chomsky’ego nie interesują studenckich mas, studenckie masy porywa jego anarchistyczna miłość do morderców. Dżihad Noama Chomsky’ego jest wspólny z dżihadem przywódcy Hezbollahu (Partii Boga), Nasrallaha, którego osobiście odwiedził, i którego gorąco popiera. Nasrallah nie ukrywa, że jego dżihad to dżihad Eichmanna, uzupełniony o miłość do Allaha. (Tej ostatniej Chomsky nie podziela, ale ważna jest wspólna sprawa.)

Badacze owadzich nogów to ludzie przyziemni, bez wizji, można powiedzieć, że bez serca i bez ducha. Dżihad to wizja nadające sens zarówno życiu, jak i śmierci.

Dżihad fanatycznego islamu obserwujemy na wszystkich kontynentach. Więc pojawia się pytanie, co łączy syna wysokiego oficera amerykańskiej policji, Alexandra Ciccolo, z synem wiejskiego duchownego afgańskiego?

Inny amerykański dżihadysta, urodzony w Ameryce Adam Yahiye Gadahn, został zabity uderzeniem dronu 19 stycznia 2015. Ciekawa postać, żydowska rodzina, dziadek znany urolog, ojciec muzyk, matka chrześcijanka, (dziennikarka), ojciec nawrócony na chrześcijaństwo ateista. Adam Gadahn studiował, trochę muzykował, szukał siebie. Nawrócił się na islam, a następnie w 1997 roku pojechał do Pakistanu i dołączył tam do Al-Kaidy.

Literatura może nam czasem pomagać w rozwiązywaniu zagadek, czasem wpuszcza na fałszywe tropy, czasem zmusza do zastanowienia się. Rodzice Adama Gadhana zmienili nazwisko z Pearlman na Gadhan, co jest innym zapisem znanego z Biblii Gideona, niszczyciela. (Ciekawe, ale w tym wątku dalej możemy tylko spekulować.) Tak czy inaczej amerykański Żyd, Adam Gadhan, był przed śmiercią rzecznikiem Al-Kaidy.

Właśnie angielskojęzyczny magazyn tej organizacji opublikował nieznaną wcześniej rozmowę z Gadhanem, podczas której odpowiadał na pytanie dlaczego dołączył do dżihadu:

„Poza pragnieniem dopełnienia jednostkowego obowiązku dżihadu, sądzę, że szczególnie kierowały mną dwie rzeczy, które są wspólne niemal dla wszystkich, którzy się zgłaszają: potrzeba pomocy i obrony prześladowanych i uciskanych muzułmanów, gdziekolwiek oni się znajdują oraz pragnienie, by pomóc w ustanowieniu islamskiego państwa. W moim przypadku było to również pragnienie zobaczenia islamskiego rządu – rządu talibów – w działaniu.”

Prawda, że piękne, wręcz rozczulające. O rządach talibów w działaniu są tłumaczone na język polski dwie bardzo piękne książki afgańskiego pisarza, Khaleda Hosseiniego. Czytała je Pani? Pytałem o nie polskiego muzułmanina (nie, nie polskiego Tatara, polskiego inteligenta, który nawrócił się na islam). Najpierw odpowiedział, że są ciekawsze książki, potem, że owszem słyszał o tych wszystkich okrucieństwach muzułmanów wobec muzułmanów i też mu przykro, ale zapewnia mnie, że islam ceni ludzkie życie.

Dżihad jest ideą imperialną. Był ideą imperialną w początkach islamu, pozwolił zjednoczyć najpierw arabskie plemiona i błyskawicznie podbić obszary znacznie większe od imperium rzymskiego. Dzisiejsze odrodzenie tej idei to nie jest li tylko ciekawostka dla politologów.

Jesteśmy ignorantami, jesteśmy skazani na obcowanie z informacjami, które nie są pewne i które nigdy nie są kompletne. Czytamy opinie, ale opinie są skażone wiarą, uprzedzeniami ich autorów, tym, że ich autorzy są również ignorantami, czasem nazbyt przekonanymi, że wiedzą więcej niż inni. Mamy również skłonność do myślenia przez analogię, ale te analogie mogą być mylące.

Informacje o opublikowanym pośmiertnie wywiadzie Adama Gadhara zaczerpnąłem z artykułu Tufaila Ahmada, jednego z pracowników badawczych MEMRI, który ukazał się pierwotnie w jednym z indyjskich periodyków. Ahmad pisze, że idea międzynarodowego dżihadu od 1980 roku porywa umysły młodych muzułmanów od Kalifornii do Kandaharu i od Kaukazu do Kabulu. Dżihadystyczne ugrupowania mogą się koncentrować początkowo na jednym kraju czy regionie, ale nieodmiennie okazywały się częścią globalnego dżihadu.

Ta islamska międzynarodówka, jak pisze Tufail Ahmad, jak się wydaje zaczęła się rodzić wraz z powstaniem Islamskiej Republiki Iranu w 1979 roku, sunnicka Al-Kaida zrodziła swoją bardziej radykalną wersję Islamskie Państwo. Adam Gadhan mówi w tym wywiadzie, że Al-Kaida nigdy nie zamierzała ograniczać się do jednego kraju lub regionu. Na jej czele stali arabscy dowódcy, ale początkowo była to organizacja głównie pakistańska, założona w 1988 roku w Peszawarze, inspirowana i nadzorowana przez pakistański wywiad.

Cel Bractwa Muzułmańskiego, Iranu, Al-Kaidy, ISIS, Boko Haram jest jeden i ten sam – wszechświatowy islamski kalifat. Chętni rekruci garną się do tych, którzy są bardziej brutalni i mają więcej zwycięstw. W cieniu czai się Turcja, marząca o odbudowie osmańskiego imperium i, podobnie jak niegdyś Japonia, marząca o rzuceniu rękawicy Zachodowi. Tu myślenie jest strategiczne, długofalowe, obliczone na wykorzystanie zwycięstw harcowników i wzajemne wyczerpanie się pretendentów do przewodzenia międzynarodowemu dżihadowi.

Pisząc ten list do Pani dostałem dwie wiadomości – pierwszą od znajomego muzułmanina z Egiptu, który przesłał mi tylko link do informacji o nowym wystąpieniu prezydenta Sisiego. Serwis angielskojęzyczny Ahram 14 lipca 2015 pisał m.in.

Prezydent Abdel-Fattah El-Sisi oskarżył Wielkiego Imama Al – Azharu Ahmeda El-Tayeba oraz innych duchownych o to, że nie podjęli wysiłku rozpoczęcia dyskursu o religii w Egipcie.

„To wy jesteście odpowiedzialni za ten religijny dyskurs i Bóg mnie zapyta, czy jestem z tego zadowolony, czy nie.”

„Rolą duchownych nie jest wygłaszanie kazań w meczetach ale propagowanie pokoju wśród ludzi.„

„Kiedy podczas ubiegłorocznej ceremonii podjąłem ideę religijnej rewolucji, nie miałem na myśli narzucania zmian przemocą, mówiłem raczej o zrewolucjonizowaniu naszego myślenia, aby było zgodne z naszymi czasami i prowadziło do poprawienia obrazu islamu.”

Czy obserwuje Pani dżihad tego egipskiego generała, który po ulicznych masowych protestach przeciw Bractwu Muzułmańskiemu został egipskim prezydentem? Czy możemy powiedzieć, że prowadzi dżihad przeciwko dżihadowi? Pani najwierniejsi komentatorzy bardzo go nie lubią. Podejrzewam, że bardziej podnieci ich druga wiadomość. Jest to wiadomość również z 14 lipca 2015 i również dotycząca Egiptu. Pochodzi z Jerusalem Center for Public Affairs. Z krótkiego doniesienia dowiadujemy się, że Egipt oskarża Turcję o inspirowanie i wspieranie działalności ISIS na Synaju. Egipska armia poinformowała o aresztowaniu oficerów tureckiego wywiadu. Egipcjanie podają nazwiska czterech aresztowanych na Synaju osób. Równocześnie wywiad izraelski poinformował, że Turcja zezwoliła na założenie co najmniej trzech obozów treningowych dla dżihadystów na swoim terytorium, w pobliżu granicy z Syrią i Irakiem. Działalność w tych obozach jest kierowana i nadzorowana przez wywiad turecki.

Było wiele wiarogodnych doniesień o cichym wspieraniu ISIS przez Turcję i nawet prezydent Obama powiedział nieśmiało, że Turcja mogłaby robić więcej w walce z terroryzmem ISIS.

Od obalenia w Egipcie prezydenta Mursiego Turcja otwarcie okazywała swoją wrogość wobec nowego rządu w Kairze i (całkiem otwarcie) udzieliła schronienia i wsparcia związanej z Bractwem Muzułmańskim egipskiej opozycji.

Podobnie jak wcześniej komunistyczna międzynarodówka była siedliskiem walczących ze sobą żmij, tak globalny dżihad pełen jest wewnętrznych konfliktów, a mimo to nieustannie rośnie w siłę. Jak się okazuje jest to siła potężniejsza od lokalnych armii i znakomicie dająca sobie radę z walczącą z nim międzynarodową koalicją krajów zachodnich. W organizacjach globalnego dżihadu niesłychanie popularny jest gest, który Janusz Korwin-Mikke wykonał w Parlamencie Europejskim. Niektórzy zastanawiają się nad dżihadem prezydenta Obamy, który również szuka porozumienia z najpoważniejszymi pretendentami do przewodzenia globalnemu islamskiemu dżihadowi – Iranem i Turcją.

Nie sądzi Pani, że żyjemy w ciekawych czasach?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Child Survivor Fund Makes First Payments

Child Survivor Fund Makes First Payments

child-survivor-fund

Holocaust survivors who were children at the time have begun to receive payments under a landmark agreement reached with the German government.

The symbolic financial compensation for child survivors from this $190 million fund represents an acknowledgment of the unique trauma and hardship endured by children during the Holocaust.

Payments of €2,500 are being made to the first 21,600 Holocaust survivors in 52 countries from the Child Survivor Fund following Claims Conference negotiations with the German government. The Claims Conference has been pressing for a number of years for recognition of the suffering of Jewish children during the Holocaust and, it will continue to press claims and pay additional survivors now that the process has begun.

“These children endured devastating separation from parents, witnessed unimaginable atrocities, suffered from malnutrition and hunger, and lived through other persecution that stole their childhoods,” said Julius Berman, Claims Conference President. “All of these have had a cumulative effect and are resulting in late-onset problems that only now are manifesting as physical and psychological symptoms in the survivors’ advanced age.”

Eligibility for the Child Survivor Fund is open to survivors born January 1, 1928 or later and who were persecuted as Jews in a concentration camp or ghetto (or similar place of incarceration, in accordance with the German Slave Labor Program); or who lived in hiding or under false identity or illegality for at least six months in Nazi-occupied or Axis countries.
Read the full eligibility criteria.

Application forms were distributed to survivors living in 81 countries and territories who the Claims Conference believes may be eligible for this new payment. The Claims Conference gathered information about these survivors from various compensation programs.

Individuals who did not receive an application form by mail but wish to apply to the Child Survivor Fund should click here for additional information, including full eligibility criteria and application forms.

This year, in addition to these payments of $60 million, the Claims Conference expects to make approximately $500 million in direct compensation payments from its four programs to Holocaust victims in 77 countries and territories.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Konflikt w Claims Conference

Konflikt w Claims Conference

http://www.claimscon.org/

Shmuel Hollander, niezależny rzecznik praw obywatelskich, oskarża Claims Conference o zdefraudowanie kwoty wyższej niż 57 milionów dolarów. Organizacja odpiera te zarzuty i… zwalnia Hollandera z pracy. Całą sprawą zajmie się prawdopodobnie rada dyrektorów Claims Conerence, która zbiera się w Nowym Jorku w tym tygodniu.

Hollander wystosował do członków Claims Conference list, w którym skarży się na to, że jego umowa o pracę została wypowiedziana podczas rozmowy telefonicznej 3 czerwca. Oskarżył również dyrektora Grega Schneidera z tej organizacji o utrudnianie mu pracy oraz stwierdził, że rzeczywista kwota zdefraudowanych pieniędzy wynosi “znacznie więcej” niż 57 milionów dolarów.

Defraudacja, do której miało dojść w latach 90., została wykryta dopiero w 2009 przez urzędników CC, którzy zawiadomili FBI. Pracownicy CC składali fałszywe wnioski do funduszu, który przewiduje jednorazowe płatności z Niemiec na ok. 3 360 dolarów dla tych, którzy uciekli spod rządów nazistów, gdy ci zdobywali wschodnie tereny oraz funduszu, poprzez który niemiecki rząd wypłaca miesięczne emerytury ofiarom nazistów.

CC w imieniu ocalałych z Holokaustu zajmuje się restytucją z Niemiec i Austrii. Restytucja z innych krajów leży w gestii World Jewish Restitution Organization.

Julius Berman z CC, który miał zwolnić Hollandera przez telefon, odrzuca wszystkie oskarżenia. Podkreśla, że Hollander nie został zwolniony za przygotowanie dwa lata temu raportu w sprawie defraudacji, bo jego kontrakt został wtedy przedłużony. Uważa też, że Hollander zachowuje się irracjonalnie i nie jest zdolny do współpracy ze Schneiderem, co miało być główną przyczyną zwolnienia. CC planuje zatrudnienie nowego rzecznika na jego miejsce.

Sam Schneider podkreśla, że od czasu procesu w 2013 nie wykryto dowodów na to, że doszło do defraudacji wyższej niż 57 milionów dolarów. Poza tym organizacji udało się odzyskać ok. 10 milionów dolarów spośród zdefraudowanych pieniędzy. Do oszustwa dochodziło w latach 1993-2009.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com