Archive | 2016/02/06

Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów

Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów

Anna Pieszko


Zdjęcie numer 2 w galerii - Książka o ofiarach Holokaustu, która wstrząsnęła Litwą. Nakład „To książka dla tych, kto nie zamyka oczu na prawdę — w nadziei, że zniknie. Książka opowiada o zabójcach i zabitych. O Litwinach i Żydach. O tym, co się stało przed 75 laty na naszej, litewskiej ziemi” — podczas wtorkowej (26 stycznia) prezentacji książki „Mūsiškiai” mówiła autorka Rūta Vanagaitė.

Jak powiedziała „Kurierowi”, książka może służyć jako antidotum przeciwko przejawom antysemityzmu i możliwej powtórce z historii, kiedy to „zwykli ludzie” celowali w Żydów ustawionych przy dołach.

Nowa pozycja odsłania trudny temat, o którym na Litwie mówi się bardzo niechętnie. Jak twierdzą historycy, jest to biała plama historiografii. Mowa o masowych egzekucjach wykonywanych na ludności żydowskiej w 1941-44 roku na Litwie, gdzie zagłada Żydów była przeprowadzana na niespotykaną nigdzie dotąd skalę. Zamordowano wtedy ponad 90 proc. (niektóre źródła podają cyfrę 96 proc.) z ponad 200 tys. litewskich Żydów. Okupantom Litwy – Niemcom faszystowskim – aktywnego wsparcia w mordowaniu ludności żydowskiej udzielali kolaboranci litewscy z litewskiej formacji wojskowej „Ypatingas burys” (Oddział Specjalny), kierowanej przez Hauptscharfuehrera SS Martina Weissa.

„40-50 ochotników litewskich, najemnych członków »Oddziału Specjalnego« z tego domu (przy ul. Wileńskiej 37) prawie codziennie wyruszali na przeprowadzenie operacji w Ponarach, okolicach Wilna i Litwie Wschodniej. Tylko w ciągu trzech miesięcy od 1 września 1941 r. do 25 listopada w Ponarach zabili oni 18 898 Żydów, w wileńskim okręgu – 13 501. Ogółem w okresie okupacji w »Oddziale Specjalnym« służyło około 500 mężczyzn Litwy” — mówiła Rūta Vanagaitė podczas prezentacji książki.

„Litewskie Centrum Holokaustu przeprowadziło badania, że tych Litwinów, którzy uczestniczyli w mordzie Żydów i naciskali na spust, jest 2055” — powiedziała autorka w jednym z wywiadów. W swej nowej książce docieka, co było przyczyną tego zjawiska.

— Samo życie zmusiło mnie do podjęcia tego tematu – powiedziała „Kurierowi” autorka książki „Mūsiškiai” (tłum. pol. „Nasi”) Rūta Vanagaitė. – Przekonałam się, że na Litwie jest bardzo dużo antysemityzmu. Chociaż Żydów praktycznie nie zostało, ale nienawiść została prawie taka sama jak w 1941 roku. Nawet motywy zostały te same: że Żydzi to komuniści i wrogowie, ciągle – i wtedy, i dziś — padają te same argumenty.

Jak przyznała autorka książki, temat Holokaustu na Litwie jest znany niedostatecznie, gdyż miejsce zagłady Żydów to nie tylko Ponary. Również litewscy historycy przyznają, że problem Holokaustu na litewskiej prowincji jest prawie niezbadany. Tymczasem, jak twierdzi autorka, w lasach litewskich jest 227 miejsc masowej zagłady Żydów.

— Wystarczająco dobrze znane są ogólne dane, kto uczestniczył i kto zabijał, ale są to treści przystępne dla wąskiego grona odbiorców. Są to dzieła historyczno-naukowe, których nie czytają ani uczniowie, ani szerszy krąg społeczeństwa – mówiła autorka.

W swej książce odsłania mechanizm przeprowadzenia planowego wyniszczenia narodu żydowskiego: rozpoczynając od ukierunkowanej propagandy informacyjnej, przedstawiającej Żydów jako komunistów i wrogów, poprzez włączenie w proces ludobójstwa całej litewskiej struktury administracyjnej, departamentu policji, naczelników komisariatów.

Książka
Nowa pozycja na rynku wydawniczym — „Mūsiškiai” Rūty Vanagaitė — pomaga odkłamywać historię. Pomnik w Ponarach z sowieckiego okresu (inskrypcja na pomniku: „Tu hitlerowscy okupanci spalali wykopane trupy”) Fotomontaż Marian Paluszkiewicz

Efraim Zuroff Fot. archiwum

Efraim Zuroff Fot. archiwumSystem zagłady działał skutecznie: litewskie samorządy organizowały kopanie rowów przez mieszkańców, litewska policja pilnowała sprawnego formowania grup żydowskich, organizowano ich transport i konwój w miejsce straceń, oprawcy zabijali, mieszkańcy zakopywali doły, w samorządach litewskich przeprowadzano aukcje do podziału majątku żydowskiego.

— Kiedy zetknęłam się w archiwum z aktami spraw dotyczącymi zabójców, próbowałam zrozumieć, kim byli ci mordercy i dlaczego tak robili – mówi Rūta Vanagaitė. — Te świadectwa mną wstrząsnęły, to w ogóle było szokujące doświadczenie. Pomyślałam, że mieszkańcy Litwy muszą o tym wiedzieć. Muszą wiedzieć, dlaczego Litwini zabijali, wiedzieć, że byli oni całkowicie normalnymi i zwykłymi ludźmi. Oznacza to, że skoro jeden raz to się wydarzyło i zwykli mężczyźni okazali się w takiej sytuacji, że nacisnęli na spust — to może się stać, że taka sytuacja się powtórzy – nie jesteśmy od tego zabezpieczeni. Jeżeli będziemy wiedzieli więcej o tym, jeżeli zrozumiemy, dlaczego tak się stało, to może będzie to jakieś antidotum na to, żeby się nie powtórzyło innym razem. Historia przecież lubi się powtarzać.

Autorka podzieliła się swymi przemyśleniami na temat przyczyn tragicznych wydarzeń.

— Złożyło się na to niezwykle dużo nieprzychylnych okoliczności. Poczynając od tego, że z Hitlerem kolaborowała ówczesna władza litewska, poprzez to, że Kościół katolicki nie przeciwstawił się temu, a wręcz odwrotnie, w batalionach zabójców służyli kapelani, którzy odpuszczali im grzechy, i kończąc na ogromnej antysemickiej propagandzie – wyliczała Vanagaitė.

Jak mówiła, w dużym stopniu wpływ wywarł również wysoki poziom ubóstwa społeczeństwa litewskiego.

— Ludzie szli zabijać Żydów dla złota, dla ich domów, w których zostało dużo majątku. Litwa „dobrze” się wzbogaciła w 1941 r. To były podstawowe motywy. A żołnierze? Żołnierze spełniali obowiązek. Przyszli oni do batalionów, gdyż powiedziano im, że będą bronić ojczyzny i będą walczyć z sowietami, których nienawidzili, a potem byli postawieni przy dołach, do których przyprowadzono Żydów.

Książka powstała na podstawie dokumentów historycznych i zeznań żywych jeszcze świadków. Autorka cytuje znalezione w Litewskim Archiwum Specjalnym i Centralnym Archiwum Państwowym Litwy fragmenty protokołów śledztw, dokumentów, publikuje zdjęcia archiwalne, opiera się na komentarzach historyków litewskich oraz relacjach świadków rzezi.

— Cała książka powstała w oparciu o materiały litewskie, są to autentyczne dokumenty, opowiadania świadków z archiwum, do którego może przyjść dowolna osoba i je przeczytać. W drugiej części książki jest opis wspólnej podróży — mojej i łowcy nazistów Efraima Zuroffa (dyrektora biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie) — po 40 miejscowościach na Litwie i dzisiejszej Białorusi, która wtedy była częścią wschodniej Polski. Tam również Litwini byli „delegowani” do zabijania. Zabili 15 452 Żydów — opowiadała Vanagaitė.

Książkowa reprodukcja, przedstawiająca mord Żydów
w kowieńskich garażach „Lietūkisa” Fot. archiwum

Książkowa reprodukcja, przedstawiająca mord Żydów w kowieńskich garażach „Lietūkisa” Fot. archiwum

Rūta Vanagaitė przytacza w książce cyfry: w Nowej Wilejce „Ypatingas burys” zamordował 1 159 Żydów, w Niemenczynie – 403, Oranach – 1 767, Jaszunach – 575, Ejszyszkach – 3 446, Trokach — 1446 itd…. Ogółem na Litwie Wschodniej zamordowano 13 501 ludzi.
W książce znalazły się też udokumentowane wspomnienia świadków mordów dokonywanych na Żydach, przechowywane w zbiorach Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Zeznawali zasłużeni dla nauki i kultury Litwy działacze, w 1941 roku mający po kilkanaście lat.
14-letni Laimonas Noreika, (nieżyjący już aktor, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki) był świadkiem mordu Żydów w garażach „Lietūkisa”, gdzie 27 czerwca 1941 r. łomami zabito 52 kowieńskich Żydów; 11-letni Julius Šmulkštys (doktor nauk filozoficznych, doradca prezydenta Valdasa Adamkusa) był świadkiem rozstrzeliwania Żydów z Zapyškisa. 9-letni Antanas Kmieliauskas (malarz, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki) wspomina o rozstrzeliwaniu Żydów w miejscowości Butrimonys. Okropne sceny mordu wryły się w pamięć 5-letniego wtedy Marcelijusa Martinaitisa (śp. poeta, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki).

W książce autorka cytuje również fragmenty pamiętnika Kazimierza Sakowicza, świadka masowych mordów Żydów i Polaków w Ponarach. Jego świadectwo ludobójstwa, książka „Dziennik 1941-1943” została z polskiego przetłumaczona na język hebrajski, niemiecki, angielski. Na Litwie „Panerių dienoraštis” ukazał się w 2012 r. — nakładem 500 egzemplarzy.

— „Mūsiškiai” byli tymi, którzy zabijali, i tymi, których zabijano. Jedni i drudzy byli „nasi”: i ofiary, i oprawcy. Nie możemy wyrzec się ani jednych, ani drugich – tłumaczy tytuł swej książki autorka.

Pozycja została zaprezentowana przed kilkoma dniami i wywołała w mediach prawdziwą burzę.

— Jest dużo komentarzy, dużo artykułów, dużo wywiadów. Kilku kolegów powiedziało, że robię źle, kilku bliskich nie było zachwyconych. Obecnie na razie nie obcujemy, nie wiem, jak będzie w przyszłości, może wybaczą. Taką mam nadzieję… – zdradziła Vanagaitė.

Podczas prezentacji książki mówiła o strachu panującym na Litwie przed publicznym mówieniem o przewinieniach oprawców.

„Zdziwił mnie mocno ogromny strach przed mówieniem na ten temat, poczynając od polityków, do prawników i zwykłych ludzi, którzy nie mają odwagi o tym mówić. Niektórzy zgadzali się o tym mówić po długich namowach, bez ujawniania swych imion. Naprawdę boimy się tego tematu. Po 25 latach niepodległości ludzie boją się nie władzy – boją się utraty pracy. To była ostatnia kropla, kiedy postanowiłam: »Jeżeli nie ja – to kto? Jeżeli nie teraz – to kiedy? Całe szczęście, że tego lata rozmawialiśmy z tymi ludźmi, którzy są świadkami, którzy mają dziś 85-90 lat«” — mówiła.

Na tylnej stronie okładki książki „Mūsiškiai” znalazła się refleksja ks. Ričardasa Doveiki: „Wszyscy musimy sobie powiedzieć: jest to przeszłość naszego narodu. Jesteśmy spadkobiercami i musimy przyjąć spuściznę. Nie wskrzesimy nikogo z grobu, nie pogodzimy kata i ofiary, ale może nauczymy się tej lekcji, by to, co się wydarzyło, już się nie powtórzyło”.


Fot. archiwum

image-76443

Rūta Vanagaitė
Urodziła się 25 stycznia 1955 r. w Szawlach. Specjalistka od PR, teatrolog, działaczka społeczna oraz polityczna. Pomysłodawczyni teatralnego festiwalu LIFE. Producentka różnych programów telewizyjnych. W 1993 r. została ogłoszona Kobietą Roku. Autorka książek „Ne bobų vasara” i „Pareigos metas”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czy można zakończyć z „kolonizacją” ?

Czy można zakończyć z „kolonizacją”?

N.R. Cohen-Tanugi
Tłumaczyła z francuskiego Irena Elster


Ban Ki Moon jako sekretarz generalny ONZ – organizacji, w której przeważają Arabowie oraz ich sojusznicy – już nie pierwszy raz oskarża Izrael o kolonizowanie „terytoriów palestyńskich”. Najwyższy czas, aby obalić tę niby kolonizację, która sugeruje ludziom, że w Judei-Samarii nie było… Żydów, podczas kiedy sama nazwa Judea ukazuje dokładnie coś odwrotnego !

Dokładniej, aby ukryć tę prawdę, w 1948 roku Jordania przechrzciła Judeę-Samarię na „Cisjordanię” i obarczyła ją wojną. Po pokoju z Izraelem, z tej fikcji zrezygnowała. 
Nieuniknioną prawdą historyczną jest, że jeśli w 1967 roku nie było tam Żydów, to prostu dlatego, że po swym podboju w 1948 roku, Jordania wygnała ich wszystkich, szczególnie tych z Jerozolimy Wschodniej, gdzie już od 1850 roku Otomańskie Imperium zaliczało Żydow do stanowiących większość. Historia, prasa z 1948 roku, fakty, dokumenty i reportaże fotograficzne są tutaj jednoznaczne.
Ale to nie wszystko: przed wypędzeniem Żydów przez Jordanię, arabonazistowski zbrodniarz, Mufti z Jerozolimy, urządził etniczną czystkę, która wywołała wiele ludobójczych pogromów w Judei, zidentyfikowanych historycznie.

Instalując się z powrotem na tych ziemiach, Żydzi mają podwójną rację: nie dość, że byli tam od średniowiecza, byli tam przed rokiem 1900, w roku 1948 i bezustannie od trzech tysięcy lat.

Kiedy w Palestynie miała miejsce etniczna czystka Żydów, w tym samym okresie świat arabski wypędził prawie milion Żydów, których większość mieszkała tam przed inwazją arabską.

W przeciwieństwie do Arabów, Żydzi nie zachowali się tak samo w stosunku do Arabów z Izraela. Na odwrót, zagrali w otwarte karty – obywatelstwa i współżycia – co potwierdza obecność dwóch milionów Arabów izraelskich. I dobrze zrobili.

Powtarzamy: i pod względem demograficznym istnieje podwójne prawo zarówno Żydów, jak i Arabów do Palestyny. W samej Palestynie Żydzi byli nieprzerwanie od trzech tysięcy lat; Arabowie żyją tam od prawie tysiąca trzystu lat.

Jedni jak i drudzy mają więc prawo do życia na tej ziemi. Izrael praktykuje kohabitację z Arabami (przeszlo 20% mieszkańców), podczas kiedy rasistowscy faszyści niezależności terrorem narzucają swoje ustawy Arabom, wykluczając wszelkie współistnienie i apelują o Palestynę judenrein.

W rzeczywistości, od wieków Żydzi byli liczniejsi w Judei-Samarii niż w reszcie Palestyny. Nie ma więc żadnej kolonizacji, można mówić o reintegracji. Jeśli powstałoby kiedyś nowe Państwo Palestyńskie, według nas będzie do zaakceptowania jedynie, jeśli pozwoli na pokojową kohabitację z Żydami. Jak dotychczas, według woli Fatahu i Hamasu, jest akurat odwrotnie.
Teraz, posuńmy się dalej, bo najwyższy czas na rozstrzygnięcie w zgodzie z prawdą kwestii manipulacji dokonywanej przez arabsko-europejską propagandę.

Palestyńczycy twierdzą, że ziemia ta należy do nich, bo na niej się urodzili.

Czyżby ?

Jeśli jest jakakolwiek rzecz, którą od wieków znakomicie wie każdy Żyd, to właśnie ta, że być urodzonym w jakimś kraju nigdy nie dawało prawa do pozostania w nim. We Francji Żydzi żyli około pięć wieków przed Frankami – zostali wypędzeni pięć razy, tak samo jak z Anglii, z Niemiec, z Rosji i z całej Europy ! Więcej: przez trzy tysiące lat żyli w Afryce północnej, w świecie arabskim, skąd WSZYSCY zostali wypędzeni, począwszy od 1948 roku.


Historia potwierdza arabską skłonność do etnicznego “oczyszczania” i do masywnej kolonizacji. Z Algierii wypędzili Francuzów, którzy żyli w tym kraju od dwóch-trzech pokoleń, wśród nich niektórzy nigdy nie przebywali we Francji. Czy należy przypomnieć wydalenie tubylców z Iraku oraz z Libii, za to, że nie byli Arabami ale chrześcijanami, na długo przed powstaniem islamu?!


Jeśli byśmy stosowali tę samą sprawiedliwość, co świat arabski, odpłacilibyśmy tym samym i wyrzucili tubylców arabskich z Palestyny. A działamy akurat odwrotnie, bo takie są nasze wartości od wieków.


A więc, panowie Arabowie i obywatele Zachodu, oczyśćcie się z waszej ignorancji, z waszego tendencyjnego lub wyrachowanego podejścia, z waszego nieznośnego zwyczaju nakazywania Żydom, co mają robić i myśleć.


Żydzi, uwolnijmy się z Tuniki Nessosa, bądźmy sobą, wierni naszej historii, naszej przeszłości, tożsamości, ufając przyszłości i silni, aby ją budować.


Lien Israël-Diaspora [Łącznik Izrael-Diaspora] z dn. 30/01/16
Pour en finir avec la “colonisation”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ultraortodoksyjny parlamentarzysta nazywa reformowanych Żydów „klaunami”

JEWISH.PL
Ultraortodoksyjny parlamentarzysta nazywa reformowanych Żydów „klaunami”

A member of Women of the Wall wears phylacteries and the
‘tallit’ shawl, traditional Jewish prayer apparel for men.
Photograph: Gali Tibbon/AFP/Getty Images

A member of the liberal Jewish religiousWczoraj w Izraelu ogłoszono kompromis w sprawie dostępu do Zachodniego Muru, zwanego w Polsce Ścianą Płaczu. Egalitarna sekcja przy Murze zostanie powiększona i oddana pod kontrolę „pluralistycznemu komitetowi”.

Porozumienie jest sukcesem ruchu „Kobiety Muru”, kobiecej grupy modlitewnej, która co miesiąc organizowała spotkania religijne w części ortodoksyjnej. „Kobiety będą się modlić przy Kotelu jako równe istoty, jako aktywne uczestniczki i liderki obrzędów, ceremonii i oczywiście uroczystego czytania Tory”.

W negocjacjach brali udział przedstawiciele organizacji „Kobiety Muru”, ultraortodoksyjnych opiekunów miejsca, Agencji Żydowskiej, izraelskiego rządu i ruchów reformowanych i konserwatywnych.

Premier Benjamin Netanjahu nazwał porozumienie „sprawiedliwym rozwiązaniem”.

Mosze Gafni, ultraortodoksyjny parlamentarzysta i członek komisji finansowej, zapowiedział, że nie będzie respektował zawartego kompromisu. „Reformowani Żydzi to grupa klaunów, która godzi w świętą Torę” – miał powiedzieć, cytowany przez portal Walla. „Nigdy, przenigdy nie będzie usankcjonowania tej grupy klaunów, ani przy Murze, ani nigdzie indziej.”

Cztery piąte Izraelczyków, będących Żydami, uważa, że wszyscy wyznawcy judaizmu, łącznie z reformowanymi i konserwatywnymi, powinni czuć, że Zachodni Mur należy do nich.

Rabin Szmuel Rabinowitz, rabin Zachodniego Muru i Miejsc Świętych, przyjął kompromis z „ciężkim sercem i westchnieniem ulgi”. „Odkąd krzykliwa grupa Kobiety Muru rozpoczęła swoją działalność w mediach, miejsce to przestało być tym, które jednoczy, a stało się tym, gdzie odbywają się nieustanne kłótnie” – napisał w oświadczeniu. „Musimy zrobić wszystko, by ten straszny rozdział znalazł się już za nami”.



Victory for Israel’s women of the wall after 25 year campaign

Long-awaited triumph for feminist group campaigning for right to pray on equal terms to men at Western Wall since 1988

The first women arrived at the Western Wall as the dawn mist cleared, deftly binding their arms with black leather straps that fixed Torah scrolls to their fingers and heads. By 7am, there were 300 women clad in white prayer shawls and skull caps drawing stares of amazement as their singing swelled in a loud chorus.

A group of teenage schoolgirls praying nearby burst into fits of giggles. One wailed tunelessly, mimicking the women’s enthusiastic songs. Another shook her head at the group of women praying like men. “You’re crazy!” she shouted across a line policewomen, half amused, half outraged. “This is against the Torah!”

Sunday’s service celebrating the first day of the Jewish month of Tamuz marked an historic moment in modern Jewish history. Since Israel reclaimed the Western Wall in 1967, one of the most sacred sites in Judaism has been run in strict accordance to ultra-Orthodox protocol. Women and men have been segregated. Only men have been allowed to sing from the Torah, don white prayer shawls and apply the black leather t’filin straps.

Sunday marked a victory for Women of the Wall, a feminist group which has been campaigning for the right to pray on equal terms to men at the site since 1988. The activists argue that Jewish law does not prohibit women from praying as men do. International support for their cause rocketed earlier this year, when 10 members – including the sister of the US comedian Sarah Silverman – were arrested for illegally wearing prayer shawls. In April, Israel’s supreme court finally conceded their case and ruled that the Women of the Wall should be allowed to pray freely at the site. The decision has outraged Israel’s largely conservative religious community.

Years of tension erupted in violent clashes and multiple arrests during prayers at the wall last month. On Friday, a teenage settler was arrested for inquiring on Facebook if it was permissible under Jewish law to shoot Women of the Wall members. But on Sunday, a police force that only weeks ago had arrested Women of the Wall supporters flanked them at every side. Dozens of armed officers ensured they were bussed directly to the entrance of a segregated corridor leading into a pen in front of – but not touching – the Western Wall. Ella Rembrand, a 33-year-old car mechanic, was among several women who refused to be “caged”.

She crossed the barricades into the open women’s section wearing a kippeh and attempted to embrace the ultra-orthodox women praying loudly beside her. The women recoiled, denouncing Rembrand and her fellow worshipers as “an abomination to God”. From the far side of the wall, men poked their heads caped with tefillin boxes and broad-brimmed hats over the fence into the women’s section. A young mother spat across her pram into the Women of the Wall enclosure.

“Take your trousers and go pray elsewhere,” another yelled.

Undeterred, Rembrand argued that this hostile reaction proved her point. “We are trying to be inclusive, to encourage pluralism, and they are determined to stay in their own ghettos, both mental and physical,” she said.

“The Kotel [the Western Wall] has been an ultra-Orthodox synagogue for years but now things are changing. I wear a kippeh because I am Jewish — more Jewish than [those ultra-Orthodox] are.”

Sunday’s ultra-Orthodox counter-protest was smaller than anticipated, with around 200 men, women and children gathered to protest against the controversial female worshipers, holding banners that read: “Provocative women! You have made up a new religion. Go ahead, build a new modern wall!”

Sara Rigler was among them.

“Women’s singing is offensive here. Men who don’t want to hear women singing can’t close their ears. It’s sexually provocative and violates local mores,” she said. “This issue has been cast in terms of freedom. But it’s not about the freedom of women to worship – this is violating the freedom of men not to hear women singing.”

Acknowledging the angry chants echoing across from the men’s section, Women of the Wall supporter Lior Nevo cradled her two-month daughter Netta and smiled: “It’s the price of our success – at least they notice us now.”

Praying within a barricade of police was strange, she said, but Sunday’s service was undoubtedly a leap in the right direction.

“I was arrested here when I was eight-months pregnant. Last month, I came with my baby and the violence really scared me. Now the rabbinate has realised there is no sense in arresting us. In 12 years, Netta may have her batmitzva here,” she smiled. “Israeli attitudes are changing.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com