Archive | 2016/02/23

Dlaczego jestem członkiem organizacji „Pokój nie teraz”

Dlaczego jestem członkiem organizacji „Pokój nie teraz”

Richard Landes tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Niemal każdy w świecie gier o sumie pozytywnej, gdzie obie strony wygrywają, zgadza się, że najlepszym rozwiązaniem konfliktu między Izraelczykami i Palestyńczykami jest rozwiązanie w postaci dwóch państw. Ziemia za pokój, wzajemne kompromisy, daj trochę, otrzymaj wiele. To myślenie o pozytywnej sumie leży u sedna tego, co umożliwia istnienie demokracji i co umożliwiło Europejczykom zastąpienie tysiącleci wojen między plemionami i narodami (co w czasach średniowiecznych było codziennym zajęciem) współpracującą i produktywną Unią.

Niemniej ten konflikt okazał się zdumiewająco trwały i oporny na podejmowane w najlepszych intencjach wysiłki zachodnich outsiderów przez ostatnich dwadzieścia lat. Nie tylko zepsuło to ostatni rok prezydentury Billa Clintona, ale skompromitowało dwójkę sekretarzy stanu Obamy, która z pewnością siebie przepowiadała, że (każde z nich) rozwiąże ten problem w ciągu kilku miesięcy. Jak Syzyf z chorobą Alzheimera, skazani na powtarzanie tych samych ruchów bez zauważania powtórek, zachodni eksperci od „rozwiązywania konfliktów” raz za razem próbują zastosować te same rozwiązania „pozytywnej sumy”, z dającymi się przewidzieć tymi samymi rezultatami: nie tylko brakiem sukcesu, ale rzeczywistą porażką. Sytuacja jest za każdym razem gorsza niż była przedtem.

Tym, co umyka wielu, którzy, podobnie jak ja, akceptują koncepcję rozwiązania w postaci dwóch państw, jest niewspominana teraźniejszość, która towarzyszy wszystkim bieżącym wysiłkom. Koncepcja, że to rozwiązanie można i należy natychmiast wprowadzić w życie, ma dobre powody. W dodatku do troski o zakończenie cierpień spowodowanych tym konfliktem tak szybko, jak to możliwe, pośpiech uwzględnia problemy demograficzne następnego pokolenia: czy Izrael będzie zarówno żydowski, jak i demokratyczny?

Jedno i drugie są dobrymi powodami, by działać szybko, ale nie są to dobre powody, by ignorować przeszkody stojące na drodze. Rzeczywistość, kombinacja kultury politycznej silniejszego [„strong horse”] i plemiennej, apokaliptycznej, dżihadystycznej kultury religijnej, uniemożliwia zamykanie oczu i żywienie nadziei, że obie strony są gotowe i że jest to tylko kwestia znalezienia właściwej formuły kompromisu, by zgarnąć pulę.

Większość głosów w sferze publicznej obwinia Izrael za brak postępów. Jest to główny temat dyplomacji europejskiej i badań postkolonialnych od połowy lat 1970., mediów zachodnich głównego nurtu (z BBC i „New York Times” w awangardzie), szczególnie od roku 2000, a obecnie przeszło także do kręgów politycznych USA. Ta tendencja me sens tylko dlatego, że łatwiej jest winić elastyczniejszych i bardziej samokrytycznych Izraelczyków, nawet jeśli wina nie leży po ich stronie. O ileż łatwiej jest pójść tą drogą, kiedy z jednej strony Palestyńczycy przyjmują każdą krytykę z wielką wrogością, a z drugiej krytykujący znajduje silne poparcie u samokrytycznych Izraelczyków i Żydów w diasporze.

Ci “Żydzi przeciwko sobie” dostarczają argumentów politykom i ekspertom, niezbyt skłonnym do krytykowania Palestyńczyków ani do stawiania im jakichkolwiek żądań, by podwoić ciężar na Izraelczyków. W końcu, jest bardzo niewielu Palestyńczyków głośno domagających się krytyki i ostrego potępienia własnego społeczeństwa w sposób, w jaki robią to Żydzi i Izraelczycy. Jest wręcz odwrotnie, nie ma żadnych palestyńskich dziennikarzy głównego nurtu, żadnych decydentów, żadnych polityków gotowych do wzięcia na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za jakikolwiek błąd, pomyłkę lub niewłaściwy krok ze swojej strony. Wśród nich jest przedmiotem wiary, którą podziela coraz więcej ludzi na Zachodzie: wina leży po stronie Izraela; Palestyńczycy są niewinnymi ofiarami.

A przecież, kiedy widzimy, co przywódcy palestyńscy mówią po arabsku do swojej publiczności, znajdujemy całą kulturę nieprzejednania i podżegania. Jest to kultura sumy zerowej, nie tylko w stosunku do sąsiada, Izraela – Od rzeki do morza, Palestyna będzie wolna – ale w stosunku do własnej ludności. Podobnie jak elity w każdym innym kraju arabskim, kierownictwo palestyńskie, niezależnie od tego, czy jest religijne (Hamas), czy „świeckie” (OWP), żyje w luksusie, podczas gdy jego lud żyje w nędzy.

Jeśli za wskazówkę weźmie się cięte uwagi Dennisa Rossa o tym, dlaczego Oslo zawiodło, Autonomia Palestyńska kontynuuje „największe zaniechanie” Arafata: nie przygotowuje swojej ludności do pokoju. Wręcz przeciwnie, nieustannie i systematycznie pierze jej mózgi propagandą. Już samo uparte twierdzenie, że wyłącznie Izrael jest winny, jest częścią tej propagandy wojennej. Identyfikuje to problem: nie szukają oni kompromisu, co wymaga przynajmniej częściowego uznania żądań drugiej strony; szukają rozwiązania o sumie zerowej. Izrael jest winny i musi zapłacić, a więc Palestyńczycy wygrywają dużo, a Izrael przegrywa dużo.

Najbardziej umiarkowanym stanowiskiem, jakie znajdujemy w arabskim dyskursie Palestyńczyków, nie jest koncepcja dwóch państw (która pojawia się tylko w artykułach publikowanych na Zachodzie), ale dwóch etapów, a mianowicie: wziąć to, co oferują Izraelczycy i użyć tego jako obszaru strategicznego do dalszych ataków, aż do zniszczenia Izraela. A nawet to wydaje się być zbyt wielkim kompromisem dla honoru arabskiego, bo także, kiedy oferowano im duże obszary, włącznie z Jerozolimą, ci “umiarkowani” konsekwentnie odpowiadali “nie”.

Mimo niechęci mediów do informowania o tym, wiemy, że w 2007 r. Abbas odrzucił ofertę Olmerta, jak dotąd, najhojniejszą. Dzisiaj nawet Gershon Baskin, jeden z najbardziej zdeterminowanych i oddanych adwokatów pokoju teraz, ktoś, kto w przeszłości zawsze twierdził, że kierownictwo palestyńskie było i jest chętne do niezbędnych dla pokoju kompromisów, przestał liczyć na obecne (“umiarkowane”) kierownictwo palestyńskie.

Europejczycy systematycznie unikali i unikają zwracania uwagi na ten „wewnętrzny” dyskurs palestyński. Albo chcą rozpaczliwie wierzyć, że pokój jest możliwy teraz, albo chcą obwiniać Izrael za palestyńskie nieprzejednanie, w każdym razie wolą wersję wydarzeń, w której Izrael jest jedyną przeszkodą do pokoju, i utrzymać wiarę, że zmuszanie Izraela do dalszych ustępstw jest najszybszą drogą do pokoju. Dzisiaj Francja ogłasza absurdalną, samospełniającą się groźbę, że jeśli negocjacje pokojowe zawiodą, Francja uzna państwo palestyńskie: kto mógłby chcieć lepszej motywacji dla Palestyńczyków do sabotowania rozmów?

Gdyby ich ocena była poprawna – Palestyńczycy są gotowi do kompromisu, Izraelczycy nie są – naciski na Izrael mogłyby zadziałać. Oczywiście to wszystko nie działa, bo ocena oparta jest na odwróceniu rzeczywistości. Zamiast posuwać się ku celowi sumy pozytywnej, która daje korzyści „obu stronom”, ta polityka pcha tylko Izrael w stronę większego zagrożenia, a Palestyńczyków w stronę większego nieprzejednania.

Najnowsza groźba francuskiego ministra spraw zagranicznych, Fabiusa, że jeśli następna runda rozmów zawiedzie, Francja jednostronnie uzna Palestynę, doskonale ilustruje to szaleństwo: mówi Palestyńczykom, że jeśli tylko pozostaną nieprzejednani, zwyciężą. Równocześnie grozi Izraelczykom sankcjami za odmowę popełnienia samobójstwa. Strona francuska wzmacnia także palestyńskich dżihadystów w czasie, kiedy nie wiedzą, co zrobić z własnymi dżihadystami. Im bardziej Palestyńczycy opierają się kompromisom, tym więcej wsparcia otrzymują, tym bardziej outsiderze przyjmują ich wojowniczą narrację: „Zlikwidować Izrael dla Pokoju Światowego”.

Nie jest to też po prostu kwestia palestyńskiej woli politycznej (jak Zachód sądził w sprawie Arafata podczas Oslo), ale problem kulturowy, o którym większość z nas nie chce myśleć. Niektórzy politolodzy spekulowali, że Palestyńczycy są jednym z narodów arabskich, który ma największe szanse stania się demokracją (często wyjaśniane przez bliskość do demokracji izraelskiej). Zarówno jednak zachowanie elit (polityka Silniejszego), jak patriarchalnych mężczyzn (morderstwa honoru), sugerują, że Palestyńczykom bardzo daleko do tego rodzaju instytucjonalnego i społecznego przekonania, jakie jest niezbędne, by rozpocząć i utrzymać eksperyment wolności.

Istnienie tych przeszkód kulturowych dla pokoju po stronie palestyńskiej sprawia wielkie trudności liberalnym Żydom i Izraelczykom, przekonanym o konieczności kompromisów, jakie ich zdaniem warto uczynić, by osiągnąć rozwiązanie w postaci dwóch państw (włącznie z podziałem Jerozolimy). Z jednej strony, otwarte podnoszenie tych kwestii wywołuje obrazę wśród Palestyńczyków i ich orędowników (jak Saïd). Z drugiej strony, przez naciskanie na Izrael, by godził się na rozwiązanie w postaci dwóch państw teraz, faktycznie choć niezamierzenie osłabiają Izrael i wzmacniają wrogów pokoju, szczególnie wśród Palestyńczyków. Każda porażka pokoju teraz w oparciu o ideę sum pozytywnych osłabia graczy sum pozytywnych i wzmacnia graczy sumy zerowej po obu stronach. Jest to dynamika, która oznacza wzmacnianie graczy politycznych wśród Palestyńczyków, których postawy wobec Izraela pokrywają się w dużej mierze z postawami apokaliptycznych dżihadystów.

Ten dylemat staje się jeszcze bardziej toksyczny, kiedy poczucie naglącej potrzeby doprowadza Żydów o dobrych intencjach do niecierpliwości wobec izraelskiej niechęci uczynienia posunięć, które wyborcy, na co dzień żyjący z napędzaną podżeganiem przemocą palestyńska, uważają za samobójcze. Liberałom jest o tyle łatwiej potępiać Netanjahu jako prawicowca, nieprzejednanego i nieustępliwego i chwalić Abbasa jako umiarkowanego i gotowego do pokoju. Jeśli jednak rzeczywistość jest odwrotna (a jest), to każde posunięcie, do którego prze obóz pokojowy, prowadzi do wojny; a im mocniej prze, tym gorsza jest wojna, którą bezwiednie przygotowują.

Z drugiej strony, jeśli problemem jest opór palestyński i radykalny brak gotowości kultury palestyńskiej do pokoju z Izraelem, to inna polityka może poprawić perspektywę rozwiązania w postaci dwóch państw, które jednak nie nadejdzie szybko.

Postawa wobec Izraela dzierżących władzę Palestyńczyków ujawnia całą gamę palestyńskiej nietolerancji: żadnych Żydów mieszkających w państwie palestyńskim, żadnych Żydów wśród sił zagranicznych stacjonujących w Palestynie. Nawet żadnych uchodźców palestyńskich z obozów w świecie arabskim w państwie palestyńskim (muszą wrócić do Izraela). To oczywiście nazywa się czystką etniczną i jest dokonywane jako oczywistość przez wojownicze, autorytarne reżimy.

To zrobili Osmanie w latach 1910. i 1920. wobec Ormian i Greków, których masakrowali i wygnali. Nie ma dostrzegalnej różnicy między kulturą polityczną i religijną Osmanów, a rodzajem kultury panującej w elitach palestyńskich („świeckich” i religijnych). Wręcz dzisiejsi Palestyńczycy stanowią zdecydowany regres w stosunku do wielkoduszności Ataturka wobec Greków.

A jednak ci sami ludzie, którzy rozkoszują się oskarżaniem Izraela o czystkę etniczną (mimo 20% populacji arabskiej, która ma wolność i przywileje, jakich nie ma nigdzie indziej na Bliskim Wschodzie), wydają się nie mieć zastrzeżeń (lub wiedzy) do tej palestyńskiej, otwarcie zamierzonej czystki etnicznej, której często towarzyszy ten rodzaj ludobójczego podżegania, który, we właściwych warunkach, może dać koszmarną rzeczywistość. Trzeźwy obserwator (tj. taki, który nie jest zamroczony Saïdem, lub niepokoi się o obrazę muzułmańskiego honoru) zauważyłby od razu: Palestyńczycy muszą dopiero przejść rodzaj rewolucji moralnej w swojej “grupie honoru”, która pozwoli na większą tolerancję “innego” i w ten sposób położy podwaliny pod zarówno demokrację, jak pokojowe stosunki z „innymi”. A do tego czasu wszystkie ustępstwa wobec nich stanowią przepis na wojnę.

Pokój nie teraz.

Rozwiązanie w postaci dwóch państw istotnie jest najbardziej godziwym rozwiązaniem tej tragicznej walki dwóch ludów, które mogłyby być owocnymi przyjaciółmi. Dla osiągnięcia jednak tego rodzaju sprawiedliwości potrzeba czasu, zanim kultura palestyńska rozwinie zdolność przejścia ze świata sumy zerowej przy rozwiązywaniu sporu przez przemoc (przy czym upierają się przywódcy palestyńscy, mimo że jak dotąd zawsze przegrywali), do rozwiązywania sporów przez sprawiedliwe dyskusje, w które wchodzi wzajemność. Do tego czasu zmuszanie Izraela do czynienia ustępstw na rzecz graczy, którzy odrzucają wzajemność i uważają ustępstwa za oznaki słabości, jedynie sprzyja wojnie.

Poniższe sugestie są żądaniami, które są całkowicie rozsądne przy założeniu, że Palestyńczycy planują zawrzeć pokój z Izraelem; są one nie do przyjęcia, jeśli Palestyńczycy planują zniszczenie Izraela. Wydaje się, że najmniejsze, co outsiderzy o dobrych intencjach, którzy wierzą w rozwiązanie w postaci dwóch państw teraz, mogą zrobić, to prosić kierownictwo palestyńskie:

  • Okażcie dobrą wolę w sprawie kompromisu o uchodźcach przez rozpoczęcie przenoszenia uchodźców z obozów do przyzwoitych, permanentnych domów.
  • Okażcie szacunek kobietom przez poważne zabranie się za sprawę morderstw honorowych, włącznie z przypadkami, kiedy ojciec lub brat gwałcą ofiarę.
  • Przestańcie prześladować Palestyńczyków, którzy współpracują z Izraelczykami, jako szpiegów i zdrajców.

Wybrałem te sprawy, ponieważ dotyczą one kwestii kulturowych, które powodują, że tak trudno jest o pokój. Oczywiście, każdy wysiłek na rzecz pokoju powinien również zawierać żądanie, by funkcjonariusze palestyńscy zaprzestali nadawania najpaskudniejszego rodzaju propagandy wojennej: podżegania do ludobójstwa, separatystycznych twierdzeń i obietnic, gloryfikacji ludzi, którzy zabili niewinnych cywilów. To jednak jest niemal zbyt oczywiste, by to wspominać… a może nie?


Richard Allen Landes

Amerykański historyk, wykładowca na Boston University, dyrektor bostońskiego Center for Millennial Studies. Autor szeregu książek o średniowieczu i ruchach apokaliptycznych. Obserwator konfliktu na Bliskim Wschodzie (to on ukuł pojęcie „Pallywood” na wyprodukowane ze statystami filmy mające być „dowodami” przeciwko Izraelowi). Jest również autorem dwuczęściowej druzgoczącej analizy tzw. „Raportu Goldstone’a”.
•”Goldstone’s Gaza Report, Part I: A Failure of Intelligence”, Middle East Review of International Affairs (MERIA), January 2010.
•”Goldstone’s Gaza Report, Part II: A Miscarriage of Human Rights,” Middle East Review of International Affairs (MERIA), January 2010.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


“Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu

“Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu

Trójka


Projekt T4 był pierwszym masowym mordem ludności dokonanym przez niemieckie państwo nazistowskie. Szacuje się, że w ramach akcji wymordowano ok. 20 tysięcy osób (zdjęcie ilustracyjne)

Do rąk polskich czytelników trafi wkrótce najnowsza książka Anny Dziewit-Meller. To historia o ludzkiej krzywdzie i funkcjonowaniu bezdusznej maszyny do zabijania bezbronnych.

Posluchaj o – “Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu (Do południa/Trójka)

 

“Góra Tajget” opowiada o programie T4 realizowanym w III Rzeszy w latach 1939-1944. Program polegał na fizycznej “eliminacji życia niewartego życia”.

– Była to akcja eksterminacji chorych psychicznie, słabych i niedostosowanych jednostek – mówi w Trójce autorka książki. – Było to preludium do Holokaustu, trening, jak zabijać w sposób masowy – dopowiada.

W “Do południa” Michał Nogaś pyta autorkę o kulisy pracy nad powieścią, jej bohaterów i historię programu T4. – Nie znam osoby, która po lekturze tej książki nie byłaby poruszona – stwierdza podczas audycji dziennikarz Trójki.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy na temat zbrodni, która przez siedemdziesiąt lat nie doczekała się rozliczenia i obok której – mimo upływu czasu – nie można przejść obojętnie.

Anna Dziewit-Meller i Michał Nogaś w studiu Trójki (foto: Polskie Radio)Anna Dziewit-Meller i Michał Nogaś w studiu Trójki (foto: Polskie Radio)

Wiecej tu: Góra Tajget


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Gdańsk. Kolejna dewastacja

Gdańsk. Kolejna dewastacja

GWŻ Gdańsk, Gazeta Wyborcza Trójmiasto



Czarnej serii dewastacji cmentarzy żydowskich ciąg dalszy – ktoś zniszczył ogrodzenie gdańskiego cmentarza żydowskiego na Chełmie. Po raz kolejny. Betonowe płyty ogrodzenia na górnym tarasie cmentarza zostały rozbite na długości ok. 10 metrów, a na dolnym tarasie zniszczono elementy ażurowe otaczające miejsce pochówku gdańskich Żydów. Za zniszczonym ogrodzeniem leżał betonowy krąg kanalizacyjny, którego musieli użyć wandale. Przy pomocy pił do metalu przepiłowali też stalowe pręty zbrojenia. O profanacji gdańską Gminę Żydowską zawiadomili więźniowie z Przeróbki. Pracują na terenie cmentarza jako wolontariusze, oczyszczając go z chwastów.

“Zniszczono dziewięć modułów ogrodzenia na dolnym tarasie (w sąsiedztwie cementarza katolickiego) i trzy moduły ogrodzenia na tarasie górnym” – pisze Mieczysław Abramowicz, , rzecznik gdańskiej Gminy.

“Ponieważ ten fragment ogrodzenia niszczony był przez “nieznanych sprawców” już kilkanaście razy, po ostatnich aktach wandalizmu z roku 2009 umocniono go specjalnymi płytami ze zbrojonego betonu. Zniszczenie tak solidnej konstrukcji wymagało udziału kilku osób, olbrzymiej siły i sporego czasu. Ślady pozostawione przez napastników świadczą o tym, że do zniszczenia ogrodzenia użyli oni wielkiego kręgu betonowego, który specjalnie w tym celu przytoczyli i zepchnęli na ogrodzenie oraz pił do metalu, którymi przepiłowali stalowe pręty zbrojenia. Bez wątpienia “praca” ta powodowała duży hałas. Jednak, podobnie jak we wszystkich poprzednich wypadkach – mieszkańcy bloków stojących 20-30 metrów od cmentarza nic nie widzieli i nic nie słyszeli. Tego haniebnego aktu wandalizmu, który nie tylko godzi w gdańskich Żydów, ale też w dobre imię Miasta Gdańska, dokonano najprawdopodobniej w sobotę lub niedzielę. Gdańska Policja szybko i sprawnie zajęła się sprawą.

Sprowadzono specjalną ekipę techników kryminalistycznych, którzy zabezpieczyli pozostawione przez bandytów ślady. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ilekroć na cmentarzu prowadzone są jakieś prace (np. porządkowe) wkrótce dochodzi do kolejnych aktów wandalizmu. Tym razem było podobnie: od ubiegłego tygodnia na cmentarzu pracuje (przy wycinaniu chwastów) grupa więźniów z Zakładu Karnego w Gdańsku-Przeróbce (jest to element szerokiego, polsko-izraelskiego projektu “Tikkun -Naprawa”). Wszelkie prace na cmentarzu spotykają się z nieprzychylnymi reakcjami mieszkańców sąsiednich domów. Przy tej okazji trzeba też przypomnieć ubiegłoroczny atak na cmentarz żydowski na Chełmie.

Wówczas to na tablicy ze świętym dla Żydów znakiem Magen Dawid pojawił się rasistowski napis: “Żydy do gazu, bo tam wasze miejsce”, którego nie można nazwać jedynie głupim wybrykiem chuligańskim. Ten widomy akt antysemityzmu spotkał się wówczas ze zdecydowanymi i dosadnymi słowami potępienia, m.in. ze strony Prezydenta Miasta Gdańska, pana Pawła Adamowicza. ” – czytamy w Liscie Adamowicza.

Profanacje cmentarza może ukróciłoby zamontowanie kamer wokół ogrodzenia. Policja wyraziła już zgodę na wciągnięcie monitoringu, jeśli tylko powstanie, do swojego systemu. Jednak gdańskiej Gminy Żydowskiej nie stać na taka inwestycję.

– To absolutny skandal – komentuje dewastację prezydent Gdańska. – W kraju, w którym tak czci się zmarłych takie zachowanie jest oburzające. Teren niestety nie należy do miasta, więc jedyne co mogę zrobić, to spotkać się w najbliższym czasie z komendantem miejskim policji i komendantem straży miejskiej. Oczekuję, by zwrócili szczególną uwagę na to miejsce i posłali tam więcej patroli.

Cmentarz żydowski na Chełmie został założony został ok. drugiej połowy XVI wieku. Jest jednym z najstarszych miejsc pochówku Żydów w naszej części Europy. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1694 roku. Macewy zwrócone były na wschód, w kierunku Jerozolimy i – jak na każdym z cmentarzy Żydów aszkenazyjskich na terenach Polski i Europy Wschodniej – ustawione pionowo. Skierowanie macew na wschód wiąże się też z symboliką Światła, która w tym miejscu, na Chełmie, nabiera szczególnego znaczenia – ze wzgórza cmentarnego rozpościera się widok na całą Zatokę Gdańską i odbijające się w morzu wschodzące słońce. Cmentarz przetrwał niezniszczony do końca II wojny światowej. Zamknięto go dopiero w 1956 r. i od tego czasu zaczęła się systematyczna dewastacja, szczególnie nasilona w latach 70., kiedy całkowicie zniszczono i splantowano dolny taras z najstarszymi i najcenniejszymi nagrobkami. Dziś przy cmentarzu na Chełmie stoją bloki mieszkalne. Z płyt nagrobnych zbudowano prowadzące na strome wzgórze schody.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com