Archive | 2016/02/15

Salomea Palińska — rywalka Modrzejewskiej

Salomea Palińska — rywalka Modrzejewskiej

dr Mikołaj Getka-Kenig


W połowie XIX w. Salomea Palińska była czołową gwiazdą warszawskiej sceny teatralnej.

Palińska pod koniec życia, rycina wg zdjęcia Jana Mieczkowskiego, Tygodnik Ilustrowany, 1873, nr 304.

W połowie XIX w. Salomea Palińska była czołową gwiazdą warszawskiej sceny teatralnej – kres jej aktorskich triumfów nadszedł wraz z przybyciem do Warszawy Heleny Modrzejewskiej.

Salomea Palińska przyszła na świat w r. 1831 w Płocku, jako Sara Ryfka Adelschon, córka Dawida i Ajdli z Rupików. Wychowywała się w Warszawie, gdzie jako trzynastolatka wraz z resztą rodziny przyjęła katolicki chrzest, zmieniając nazwisko na Palińska, po swoim ojczymie, zamożnym kupcu, którego rozległe interesy handlowe sięgały aż Londynu (gdzie okresowo przebywał). Jej ojcem chrzestnym był rosyjski namiestnik Iwan Paskiewicz, a fakt ten wynikał ze starej polskiej tradycji dotyczącej neofitów, według której w takiej roli występował monarcha (w tym przypadku jego przedstawiciel), patronujący „nawróceniom”.

Jej żydowskość stanie się później dla wielu tajemnicą poliszynela, a ona sama – ze względu na uprzedzenia chrześcijańskiej większości społeczeństwa i tym samym obawy przed stygmatyzacją – będzie ukrywać swoje korzenie (czego przykładem posługiwanie się fałszywymi dokumentami urodzenia przy okazji zawierania związku małżeńskiego, nie tylko pomijającymi fakt konwersji ale i wskazującymi na Litwę jako rzekome miejsce urodzenia).

Pod tym względem jej historia przypominała los innych aktorek żydowskiego pochodzenia w ówczesnej Europie, ze słynną Sarą Bernhardt na czele.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Palińska zapałała chęcią do pracy na scenie, już jednak w wieku szesnastu lat szkoliła się pod okiem wybitnej aktorki Leontyny z Żuczkowskich Halpertowej, żony dyrektora Warszawskich Teatrów Rządowych Borysa (nota bene, luteranina żydowskiego pochodzenia). Debiutowała w Warszawie w r. 1850, grając Celinę w komedii Stanisława Bogusławskiego Lwy i lwice. Początkowo otrzymała angaż, choć z nieznanych bliżej powodów (zapewne weszła w jakiś spór z władzami teatralnymi) opuściła Warszawę i przeniosła się do Wilna. Grała w tamtejszym teatrze do r. 1855, kiedy wróciła do rodzinnego miasta, tym razem z ustaloną pozycją godnej następczyni Halpertowej, przejmując jej główne role dramatyczne.

To właśnie grając w poważnych („seriodramatycznych”, jak pisał w r. 1924 historyk Józef Kotarbiński) sztukach osiągnęła największe uznanie publiczności. Krytyk Władysław Bogusławski (syn Stanisława i wnuk Wojciecha) nazwał ją nawet „ostatnim [prawdziwym] wcieleniem siły tragicznej na naszej scenie”.

Do jej największych popisów należała tytułowa rola aktorki Adrianny Lecouvreur w bardzo popularnej wówczas sztuce Eugène’a Scribe’a i Ernesta Legouvé’a, jak również rola Desdemony w Otellu Szekspira, grając obok amerykańskiego aktora Iry Aldridge’a (jako Otella), gościnnie występującego nad Wisłą – to ostatnie, szczególnie pamiętne w historii przedstawienie z r. 1862, stanie się w przyszłości kanwą dramatu Otello umiera autorstwa Macieja Karpińskiego (premiera: Teatr Wybrzeże w Gdańsku, 2002). Palińska nie tylko zresztą grała, ale i parała się tłumaczeniem sztuk francuskich i niemieckich, które później wystawiano w Warszawie.

Kariera Palińskiej zaczęła chylić się ku zachodowi kiedy do warszawskiego zespołu teatralnego dołączyła w r. 1868 Helena Modrzejewska. Przybyła z Krakowa artystka obawiała się zresztą nie tyle talentu Palińskiej (który doceniała, lecz własny stawiała wyżej), ile przede wszystkim wpływów jej męża, dziennikarza Józefa Keniga, zwanego „potentatem opinii” i specjalizującego się m.in. w krytyce teatralnej.

Kenig okazał się jednak uczciwy w swoich opiniach, sprawiedliwie oceniając umiejętności Modrzejewskiej i przyczyniając się do utwierdzenia jej sukcesu jako pierwszej warszawskiej (i tym samym polskiej) gwiazdy.

Palińska co najmniej raz wystąpiła wspólnie z Modrzejewską, w kantacie „Widma” (inscenizacji fragmentu Dziadów), generalnie jednak coraz rzadziej udzielała się na scenie, co powiązane było także z pogarszającym się stanem zdrowia. Ostatni raz wystąpiła jako tytułowa Serafina w sztuce Victoriena Sardou we wrześniu r. 1873. Miesiąc później zmarła, pozostawiając owdowiałego męża i trójkę dzieci. Jej grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim.

Jak napisał po latach kronikarz warszawskiej sceny, Władysław Krogulski: „Palińska […] doszła przy wrodzonym, dużym talencie i temperamencie krańcowym do wyżyn, na których [jednak] się nie poznali współcześni, powiększyła więc grono … niedocenionych” – zresztą do dziś pamięta się ją bardziej jako przegraną rywalkę Modrzejewskiej, niż jako główną heroinę warszawskiej sceny połowy XIX w., tym mniej jako jedną z najważniejszych polskich artystek żydowskiego pochodzenia okresu zaborów.


Bibliografia:

Akt chrztu parafii św. Jana Chrzciciela w Warszawie, 1844, nr 144. Biogram Salomei Palińskiej w Polskim Słowniku Biograficznym, t. 25, 1980. Dzieje teatru polskiego, t. 3, Teatr polski od 1863 r. do schyłku XIX wieku, red. T. Sivert, Warszawa 1982. W. Krogulski, Notatki starego aktora, Kraków 2015.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Rondo imienia Ulmów w Rzeszowie

Rondo imienia Ulmów w Rzeszowie

Krzysztof Bielawski


Rzeszowscy radni chcą jedno z rond nazwać imieniem Rodziny Ulmów. Decyzja zapadanie w marcu.

Wniosek dotyczy ronda u zbiegu ul. Lubelskiej z ul. Krogulskiego. Projekt uchwały złożyli radni klubu Prawa i Sprawiedliwości.

– Od początku wojny tysiące Polaków niosły pomoc Żydom i należy o tym głośno mówić i ciągle ten fakt przypominać – mówi Marcin Fijołek, jeden z pomysłodawców.

24 marca 1944 r., w wyniku donosu granatowego policjanta, w pobliskiej Markowej Niemcy rozstrzelali 8-osobową rodzinę Ulmów oraz ukrywanych przez nich Żydów Gołdę Grünfeld i Lejkę Didner z córeczką oraz Sula Goldmana i jego 4 synów.

Rodzina Ulmów (fot. archiwum rodzinne M. Szpytmy)

Przypomnijmy, że 17 marca w Markowej zostanie otwarte Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów.

Rondo przy ul. Lubelskiej jest na razie bezimienne. Przyjęcie nowej nazwy jest praktycznie pewne.

Więcej informacji o tragedii w Markowej znajdziesz na portalu www.sprawiedliwi.org.pl


Źródło: Gernand A., Rondo imienia rodziny Ulmów? Jest propozycja PiS-u [online] http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/1,34975,19594274,rondo-imienia-rodziny-ulmow-jest-propozycja-pis-u.html [dostęp: 11.02.2016].


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Od Hłaski do Olbrychskiego

Od Hłaski do Olbrychskiego

AGNIESZKA KRIZEL


Dżentelmen to – według słownika wyrazów obcych Kopalińskiego – „człowiek nienaganny zarówno pod względem etycznym, jak i form towarzyskich, taktowny, honorowy, godny zaufania, uprzejmy”.

Bohaterowie książki Emilii Padoł to nie tylko aktorzy czy pisarze, ale przede wszystkim mężczyźni z krwi i kości, prawdziwi dżentelmeni czasów, w jakich przyszło im żyć. Były to czasy dziwne, czasem bolesne, pełne wszechobecnej szarości, kurtuazji, odbudowywania się. Zbuntowani amanci PRL-u w życiu prywatnym znacznie odbiegali od wizerunku, jaki kreowali na scenie czy w swoich książkach.

Dziewięciu wspaniałych: Tyrmand, Cybulski, Hłasko, Niemczyk, Olbrychski, Mikulski, Zelnik, Łapicki, Nowicki. Amanci, do których wzdychały rzesze fanek, kochanek i kobiet pragnących spełnić się u ich boku w roli żon. Każdy inny, każdy będący odrębną częścią składową świata, w którym panowały ściśle określone zasady.

Autorka podzieliła książkę na cztery rozdziały, w których przedstawione zostały sylwetki poszczególnych postaci. Najciekawsza jest część pierwsza – wynika z niej, że choć bycie dżentelmenem było w modzie, to bohaterowie tego rozdziału niekoniecznie wpisywali się w obowiązujące trendy. Nadal mam przed oczyma przywołany przez autorkę obraz Tyrmanda: awangardowego, w kolorowych skarpetkach, wyróżniającego się swoim specyficznym wyczuciem chwili. Interesujący jest również życiorys Cybulskiego, którego psychikę w znacznym stopniu ukształtowała bolesna przeszłość. Ciągle czymś zajęty, cięgle czegoś szukał, kręcił się w kółko, zbierał jakieś mało ważne karteczki. Na ekranie doskonale wpasowywał się w graną przez siebie rolę, ale szybko zapominał tekstu.

A Hłasko? Autor Pięknych dwudziestoletnich to człowiek sukcesu i już za życia wielka legenda, „buntownik bez powodu” a` la Humhrey Bogart, czy też „młody gniewny” stylizowany na Jamesa Deana. Łatwo popadał ze skrajności w skrajność. Nie lubił kobiet, za to one wręcz wieszały mu się na szyi. Szybko wydoroślał, w wieku szesnastu lat podjął pierwszą pracę. Miał znakomity zmysł obserwacji. Zawsze stał gdzieś z boku, podpierał ściany, lekko przygarbiony, z tlącym się papierosem w ustach, niepozorny, nie ściągający na siebie uwagi. Obserwował, a potem zapisywał.

Każdy z nas nosi w sobie jakąś historię. Scharakteryzowanych w książce dżentelmenów łączyło wiele: zgubny wpływ używek, w których się zatracali; niezliczone rzesze kobiet i jakiś prozaiczny, oderwany od rzeczywistości stosunek do nich; ślepy zachwyt powiewem zachodniego luksusu, na który musieli ciężko zapracować. Jednym przychodziło to łatwo, inni zaś robili wszystko, by błyszczeć nie tylko na ekranie.

Własną wartość znał na pewno Daniel Olbrychski. Za młodu był amantem, który przesadnie dążył do doskonałości. Aktorstwo, kobiety, życie towarzyskie – we wszystkim chciał być najlepszy. Na własnej skórze przekonał się o zgubnym wpływie alkoholu (z którym zresztą do dziś ma problem), ale nie ulega wątpliwości, że stworzył mnóstwo niezapomnianych i wielkich kreacji.

Książka może nie byłaby wiarygodna, gdyby nie to, że zawiera wypowiedzi bliskich, znajomych, a także członków rodzin opisywanych bohaterów. Napisana została prostym stylem, w sposób przemyślany i zrozumiały.

A oni? Dżentelmeni? Czy faktycznie wpisywali się w ramy określone w przywołanej na początku definicji? Wszechobecni na szklanych ekranach, porywający w rolach, jakie społecznie sprawowali, amanci, bożyszcza kobiet, uwikłani w wiele związków. Dusze towarzystwa, dobrzy koledzy. Prywatnie zaś często oddzieleni grubą szybą, zamknięci, wyalienowani. Jacy byli, są naprawdę? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba sięgnąć po książkę. Wcale nie trudną. Ciekawą.


Emilia Padoł, Dżentelmeni PRL-u, Prószyński i MediaWarszawa 2015.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com