Archive | 2016/02/12

SN: proces ws. słów o W. Szpilmanie wraca do sądu apelacyjnego

SN: proces ws. słów o W. Szpilmanie wraca do sądu apelacyjnego

Wiera Gran i Władysław Szpilman
Wiera Gran i Władysław Szpilman

Do sądu apelacyjnego wraca cywilny proces wytoczony przez rodzinę Władysława Szpilmana za książkę o piosenkarce Wierze Gran, w której przytoczono jej opinię, jakoby słynny pianista w czasie wojny służył w żydowskiej policji w warszawskim getcie — orzekł Sąd Najwyższy.

W środę SN uwzględnił skargę kasacyjną wdowy po zmarłym w 2000 r. Szpilmanie Haliny Grzecznarowskiej-Szpilman oraz ich syna Andrzeja, którzy pozwali autorkę książki pt. “Oskarżona Wiera Gran” Agatę Tuszyńską oraz Wydawnictwo Literackie. Sądy dwóch instancji oddaliły ich pozew. Teraz SN zdecydował, że z powodów formalnych sprawa wraca do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Osią sporu jest konflikt dwóch wartości: swobody twórczej pisarza oraz ochrony dóbr osobistych rodziny opisywanej postaci — dwa sądy przyznały prymat pierwszej wartości. SN podkreślił, że płonne są oczekiwania strony powodowej, że SN “ustali, jak wyglądała historia”. “Sąd może tylko wskazać ramy prawne, w jakich można przedstawiać wydarzenia historyczne i czy opisujący je nie przekroczył ich” — oświadczył sędzia SN Hubert Wrzeszcz. Dodał, że autor ma prawo do własnej wersji, ale musi uważać by nie naruszało to dóbr osobistych. Zaznaczył, że autor musi np. rozważać potrzebę przedstawienia stanowiska osoby, której dotyczy dany zarzut.

W swej książce z 2010 r. Tuszyńska opisała skomplikowane losy piosenkarki Wiery Gran, która w czasie II wojny światowej występowała w warszawskim getcie w kawiarni “Sztuka”, gdzie grywał i Szpilman. Po wojnie oskarżano ją o współpracę z gestapo; potem wyjechała z Polski. W książce znalazły się słowa Gran (zmarłej w 2007 r. we Francji), że Szpilman był w getcie policjantem, który miał uczestniczyć w doprowadzaniu Żydów na Umschlagplatz, skąd Niemcy wywozili ich do obozu zagłady w Treblince.

Powodowie uznali, że książka naruszyła ich dobra osobiste w postaci prawa do kultu po zmarłym. W pozwie żądali, by sąd nakazał pozwanym przeprosiny w kilku mediach i na stronie internetowej wydawnictwa. Innym żądaniem pozwu było usunięcie określonych stron z ewentualnych kolejnych wydań i zakazanie pozwanym naruszania dóbr powodów w przyszłości. Powodowie chcieli też, by na czas procesu sąd zakazał rozpowszechniania książki (co sąd oddalił). Podkreślali, że w spisach policjantów z getta nie ma Szpilmana, a książka prezentuje całościowo negatywny obraz Szpilmana (jakoby np. miał w getcie nie pomóc swemu głodującemu bratu).

Pozwani dowodzili, że nie doszło do naruszenia dóbr powodów, gdyż autorka przytaczała wierne cytaty Gran; podkreślała też, że nikt nigdy nie potwierdził jej zarzutów wobec Szpilmana; ponadto nie ukrywała choroby i stanu psychicznego swej rozmówczyni. Zwracali uwagę, że rodzina na etapie pisania książki miała możliwość odniesienia się do jej treści. Tuszyńska mówiła, że nie może powiedzieć, ani czy Szpilman był policjantem, ani czy nim nie był. Podkreślała, że w pamiętnikach Szpilman “wyciął” Gran ze swego wojennego losu, bo nie napisał, kto śpiewał w getcie jego popularną piosenkę.

W 2013 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew, uznając, że pisząc czyjąś biografię, pisarz ma prawo przytaczać różne opinie. Sędzia SO Bożena Lasota podkreślała, że gdyby przyjąć argumentację powodów, nie dałoby się napisać biografii osoby niedawno zmarłej tak, aby nikogo nie urazić — “chyba że miałaby to być laurka”. SO dodał, że Tuszyńska wyrażała wątpliwości wobec słów Gran, a materiał zebrała starannie. Według SO miała ona też prawo cytować dokument IPN, z którego wynika, że gdy Szpilman starał się w PRL o paszport, powiedział SB, że Gran współpracowała z gestapo.

W 2014 r. SA oddalił apelację powodów. SA podkreślił, że przy konflikcie swobody twórczej pisarza oraz ochrony dóbr osobistych opisywanej postaci pierwszeństwo ma swoboda wypowiedzi. Według SA książka jest bardziej literacka niż historyczna i dlatego nie poddaje się ocenie w kategoriach prawda-fałsz. SA uznał, że doszło do naruszenia prawa do dobrej pamięci po zmarłym, ale naruszenie to nie było bezprawne. Jak mówił sędzia SA Jacek Sadomski, książka nie była “zobiektywizowanym opracowaniem naukowym”, lecz łączyła cechy reportażu, wywiadu-rzeki oraz eseju. Dodał, że autorka pokazała “świat przedstawiony Wiery Gran” w całym jej subiektywizmie, i to czytelnikowi pozostawiono wybór, komu dać wiarę. Podkreślił, że autorka “nie przedstawiła prawdy Gran jako prawdy”.

“Wyrok jest stronniczy i utrwala nieprawdę o moim mężu” — mówiła po wyroku SA wdowa po Szpilmanie. Według niej Gran mogła czuć jakąś zawiść wobec jej męża. “Sąd przyznał prawo głosu mojej bohaterce” — komentowała Tuszyńska.

Od wyroku SA powodowie złożyli skargę kasacyjną, w której wnieśli o uwzględnienie pozwu lub o zwrot sprawy do SA Adwokaci pozwanych wnosili o oddalenie skargi powodów, podkreślając że nie żądają oni np. erraty, tylko sądowego zakazu fragmentów o Szpilmanie.

Trzyosobowy skład SN uznał, że rozpatrując apelację, SA nie odniósł się merytorycznie do kwestionowania przez stronę powodową autentyczności cytatów wykorzystanych w książce. Chodzi o nagrane przez Tuszyńską rozmowy z Gran. Jak uzasadniał wyrok sędzia Wrzeszcz, w postępowaniu odwoławczym dopuszczalność nowych dowodów jest zasadą, a nie wyjątkiem. Dlatego SN uznał, że SA nie miał podstaw by pominąć kwestię autentyczności cytatów, wobec tego musi to zbadać.

Tuszyńska powiedziała, że cytaty z książki były autentyczne. “Wszystkie co do jednego” — zapewniła. Wyroku SN nie chciała komentować.

“SA musi przesłuchać taśmy, których pani Tuszyńska do sprawy nie dołączyła; brak tego uniemożliwił SN kontrolę wyroku SA” — powiedział pełnomocnik powodów mec. Maciej Lach. “Nie wiemy w jakim stanie psychicznym była pani Gran; nie chodzi tylko o to, co ona powie, ale jak ona to powie, w jakim kontekście i jakie były pytania” — dodał.

Pierwszy raz Gran wysunęła oskarżenia wobec Szpilmana w książce wydanej przez nią w 1980 r. w Paryżu. Nie chciał jej wydać Jerzy Giedroyć, obawiając się procesu. “Zbagatelizowałam to ostrzeżenie o tym, co może się rozpętać po próbie poruszenia tematu Wiery Gran. Ale gdybym wiedziała o tym wcześniej, i tak nie zrezygnowałabym z napisania tej książki. Ta historia domagała się opowiedzenia” — mówiła Tuszyńska.

W 2013 r. Wyższy Sąd Krajowy w Hamburgu zakazał zamieszczania w ewentualnym kolejnym niemieckim wydaniu książki Tuszyńskiej fragmentów sugerujących, że Szpilman uczestniczył w akcji policji żydowskiej w getcie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Insanity of Jewish Philanthropy Funding Hamas

The Insanity of Jewish Philanthropy Funding Hamas

Daniel Greenfield


Only the insane think that Jews should help Hamas kill Jews.
Daniel Greenfield, a Shillman Journalism Fellow at the Freedom Center, is a New York writer focusing on radical Islam.

Jane Kahn and Michael Bien, two activists with the anti-Israel New Israel Fund, had a complaint about San Francisco’s Jewish Community Federation. They were unhappy that JCF wouldn’t fund Hamas.

Or more specifically, they whined that “we were unable to make donations through our JCF donor-advised philanthropic fund to certain organizations that we support”. One of those organizations was the American Friends Service Committee because the JCF narrow-mindedly refuses to help fund groups that “endorse or promote anti-Semitism” or promote BDS.

The American Friends Service Committee does these things and more. It promotes BDS as if that were its religion right down to a “BDS Summer Institute”. And it has a long and troubled history with anti-Semitism from urging Jews to “tolerate some anti-Semitic remarks” to throwing a shindig for Iranian madman Ahmadinejad.

But, more importantly, the AFSC has urged the United States to deal with Hamas despite its call for the eradication of the Jewish people. It has a history of supporting Hamas front “charities” and its website defends Hamas and describes its murderous terror attacks against Israeli civilians as “the use of violence in resisting Israel’s occupation”. It tells supporters “U.S. government policy officially supports Israel’s continued siege on Gaza and the Isolation of Hamas. This is a situation that must end.” It urges supporters to demand a, “complete end to Israel’s siege on Gaza and engagement with Hamas.”

AFSC Palestine-Israel program director Mike Merryman-Lotze justifies anti-Semitic terrorism by arguing that, “Violence is the inevitable response.” AFSC figures advocate the destruction of Israel in various forms. AFSC coordinates with other extreme anti-Israel groups, including JVP. This isn’t a new development for the AFSC which has an ugly history of defending politically correct genocide.

Like many on the left, including Noam Chomsky, the American Friends Service Committee denied Pol Pot’s crimes for as long as they could, instead describing the horrifying atrocities as “the example of an alternative model of development and social organization.” There is doubtlessly an anti-Semitic component to the AFSC’s hostility toward the Jewish State, but the AFSC has supported enough horrifying dictatorships for ideological reasons that it is simply what the organization does.

The left has become so thoroughly corrupted that it is possible for Judith Butler, the Hannah Arendt Chair at the European Graduate School, and Zaid Jilani, formerly of the Center for American Progress, to argue that Hamas or Hezbollah are “progressive” organizations. The notion that there is a distinction between anti-Semitism and anti-Zionism is swiftly collapsing as a former Doctors Without Borders president argues that Jews wearing Kippahs have it coming because Jewish religious clothing shows “allegiance to the policies of the state of Israel” or when a respected NPR host casually accuses Bernie Sanders of dual loyalty, despite his anti-Israel credentials, simply because he is Jewish.

The question though is should the Jewish Community Federation be expected to provide aid and comfort to the advocates for an organization that speaks of “Our struggle with the Jews” and states that, “The Day of Judgment will not come about until Moslems fight the Jews (killing the Jews)”?

Is it really too much to ask that a Jewish community group shouldn’t be funding organizations that “endorse or promote anti-Semitism” or promote the revival of Nazi boycotts of Jewish businesses?

According to Jane Kahn and Michael Bien of the New Israel Fund, an organization that is responsible for more than its own share of controversial funding programs to groups that libel, smear and wage an unceasing war against the Jewish State, it is.

This debate did not begin yesterday. The original open letter attacking the Jewish Community Federation’s “No anti-Semites” policy back in 2010 was signed by, among others, Cindy Shamban of the misleadingly named Jewish Voice for Peace, who more recently became the only speaker to oppose a call by Jewish faculty, alumni and students for the University of California to fight anti-Semitism.

There’s a pattern here and it’s a very ugly one. Advocates of boycotting Jews complain that it’s wrong for Jewish charities to boycott them. Endorsers of an academic boycott against Israel warn of a “chilling effect” if they and their groups don’t get the money they want. Activists with organizations that aid anti-Semitism demand civility and respectful dialogue even while their comrades scream hate outside Jewish synagogues and businesses in a twisted hateful reenactment of 1930’s Germany.

All of this is an obscene farce and it should have come to an end long ago.

Jewish charities should not be funding organizations that hate Jews, that kill Jews and that justify the murder of Jews. There is no dialogue, civil or otherwise, to be had about this subject.

These phenomena are not new. Max Naumann and his VNJ blamed Nazi anti-Semitism on the Zionists. They boycotted pro-Israel programming and sponsored a tour by an “Ex-Zionist” to reveal the “Truth About Palestine”. They endorsed Hitler. The Gestapo came for them anyway. The Marxist movements in Russia that became the Yevsektsiya, the Jewish Section, helped the NKVD round up and kill Rabbis and Zionists. Until their turn came and they ended up on the wrong side of the fence. Just like the VNJ.

JVP is just VNJ. J Street is just the Yevsektsiya. And none of their twisted antics will stop a Muslim terrorist from killing them anyway. A great deal of spilled ink has been wasted on analyzing such pathological behavior. But it’s a waste of time and energy. Arguing with the insane is insanity.

Aiding those who want to kill you or those who want to help kill you is suicide. Anyone who aids their own killers is by definition insane and their arguments and justifications should be viewed as the ravings of the utterly unhinged who have chosen to commit suicide and want to take everyone else with them.

The insane can have great charismatic powers of persuasion. Not everyone who drank the Kool -Aid at Jonestown was crazy. But those who had a choice, chose to participate in homicidal and suicidal insanity. The Jewish Anti-Israel left is just Jonestown on a multinational scale. Their Kool-Aid is routed through a sophisticated network of NGOs and delivered to students on campuses around the world.

But for all the cleverness and sophistication, the billionaire funders and policy papers, the front groups and brand names, it’s all just a Jewish Jonestown with a much better marketing campaign.

That’s all it was in 1930. That’s all it is today. That’s all it ever will be.

Instead of following insanity through its complex pathways of rationalization in which black turns white and up seems down, insanity is best met with common sense. If you follow the logic of madness far enough, you can come to a point at which mass suicide seems like the logical solution. It takes common sense to say that we should not kill ourselves and we should not fund our killers or those who aid them.

The San Francisco’s Jewish Community Federation’s policy of not funding those who hate Jews and the Jewish State is only controversial to those whose survival instincts have been drowned in ideological insanity. It is elementary common sense to everyone else.

The only people who really think that a policy of not funding anti-Semitism is controversial are anti-Semites and their insane Jewish accomplices.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Syn Szawła” – pokaz specjalny i rozmowa z aktorem Jerzym Walczakiem

“Syn Szawła” – pokaz specjalny i rozmowa z aktorem Jerzym Walczakiem

Data wydarzenia: czwartek, 25 Luty, 2016 – 15:30

Teatr Żydowski we współpracy z kinem Muranów zaprasza na specjalny pokaz węgierskiego filmu „Syn Szawła” w reżyserii László Nemesa, w którym jedną z głównych ról zagrał Jerzy Walczak, aktor Teatru Żydowskiego w Warszawie. Przed projekcją filmu zapraszamy na spotkanie z Jerzym Walczakiem, które poprowadzi Weronika Wawrzkowicz. Pokaz odbędzie się w czwartek 25 lutego o godzinie 15:30 w Kinie Muranów. Bilety do nabycia w kasie kina Muranów (cena 17zł i 15zł).


( zdjęcie udostepnione przez dystrybutora Gutek Film )

Pomyślałem, że udział w tym filmie może zmienić coś w moim własnym życiu, spowoduje, że zacznę inaczej myśleć – wspomina w rozmowie z PAP aktor Jerzy Walczak, który zagrał w nagrodzonym Złotym Globem i nominowanym do Oscara filmie rolę rabina Frankla. Początkowo aktor rozważał rezygnację udziału w produkcji, gdy na jednym ze spotkań z reżyserem dowiedział się, że będzie to film skoncentrowany na ludziach z Sonderkommando, czyli obsługujących komory gazowe i krematoria w obozach koncentracyjnych. – Wyobrażenie o Sonderkommando wyniosłem z domu. Była to opinia negatywna. W moim rodzinnym domu panował kult Hannah Arendt, która uważała, że członkowie Sonderkommanda są współwinni temu, co się działo w Auschwitz. – powiedział Walczak. Aktor przyznał, że praca nad tym filmem odebrała mu prawo do oceny postaw tamtych ludzi, gdyż dzisiaj nie mamy narzędzi, za pomocą których tej oceny moglibyśmy dokonać. Film ma również wymiar pozytywny ukazuje człowieka starającego się zachować godność i szacunek do drugiej osoby, pomimo ekstremalnych warunków. Mimo mroku tej historii, widzę w niej coś takiego: światełko człowieczeństwa i humanitaryzmu. To jest dla mnie bardzo ważne w tym filmie – posumował aktor.

Po projekcji zapraszamy na godz. 18 do Żydowskiego Instytutu Historycznego (Tłomackie 3/5) na „Czwartek na Tłomackiem” i dyskusję na temat „Syna Szawła”.

O filmie rozmawiać będą Tadeusz Sobolewski (krytyk filmowy), Paweł Sawicki (Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau) oraz profesor Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. Spotkanie poprowadzi Anna Kaplińska.

Przed projekcją polecamy lekturę  Jerzy Walczak: Powinniśmy być czujni na słowa [wywiad] oraz   wywiad Katarzyny Markusz z Jerzym Walczakiem


* zdjęcie udostepnione przez dystrybutora Gutek Film.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com