Archive | 2016/04/21

Rzeczpospolita Kowalskich, czyli wszechobecni Sprawiedliwi

logoRzeczpospolita Kowalskich, czyli wszechobecni Sprawiedliwi

Piotr Forecki


Czemu ma służyć Muzeum w Markowej?

Polacy ratujący Żydów podczas II wojny światowej to temat dobrze zadomowiony w różnych przestrzeniach dyskursu publicznego. Z przyznanymi przez Yad Vashem odznaczeniami Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata czy bez nich Polacy ci doskonale służą aktualnej polityce historycznej, a przede wszystkim tej zagranicznej i wizerunkowej. Po co się bowiem oszukiwać. Nie o pamięć o tych nielicznych rodzimych bohaterach przecież chodzi, ale o polską rację stanu i dobre samopoczucie Polaków, co rusz przecież zakłócane – a to książkami Jana Tomasza Grossa, a to Pokłosiem Władysława Pasikowskiego, a to publikacjami historyków związanych z warszawskim Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Innymi słowy, o wzmacnianie tożsamości zbiorowej w ramach afirmatywnego patriotyzmu, który przy instrumentalnym traktowaniu Sprawiedliwych pozwala zasłaniać nimi zbrodnie Polaków na Żydach oraz polski antysemityzm wczoraj i dziś. Trudno się zatem dziwić, że liczba instytucji oraz inicjatyw w tej dobrze rozwijającej się gałęzi polskiego przemysłu upamiętniania wciąż wzrasta: Kancelaria Prezydenta RP, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Instytut Pamięci Narodowej, muzea (zwłaszcza Muzeum Historii Żydów Polskich i Muzeum Historii Polski), powstały w 1999 roku Komitet dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, Fundacja Edukacyjna Jana Karskiego, nie wspominając już o działaniach podejmowanych samozwańczo przez rozmaite środowiska prawicowe i kościelne wraz z imperium medialnym Tadeusza Rydzyka. Lista z pewnością nie jest kompletna, ale i ta pokazuje, że rąk do pracy nie brakuje, konkurencja jest spora, a nawet robi się tłoczno.

Poświęconych polskim Sprawiedliwym publikacji, filmów fabularnych, dokumentalnych, seriali obrodziło w ostatnich latach jeszcze więcej. Wiele z nich trafiło zresztą do działu „Curiosa” w piśmie „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”. Patrząc jednak na efekty tego trendu bez wątpienia można dziś mówić o „wszechobecności Sprawiedliwych”, jak lapidarnie ujęła ów stan rzeczy Justyna Kowalska-Leder w tytule jednego ze swoich artykułów. Tym samym niedawne otwarcie Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej to po prostu zdobycie kolejnego przyczółka w konsekwentnie prowadzonej kampanii.

Zamordowana przez Niemców rodzina Ulmów, podobnie jak ukrywana przez nią żydowska rodzina Saula Goldmana, niewątpliwie zasługują na upamiętnienie i hołd. Ale czy Muzeum w Markowej tylko temu ma służyć?

Przydane mu funkcje jasno wynikają z lektury przyjętej przez Sejm RP specjalnej uchwały towarzyszącej otwarciu tej placówki.

Bez zastosowania wysublimowanych narzędzi z zakresu krytycznej analizy dyskursu można w niej między innymi expressis verbis przeczytać, że Sejm wyraża uznanie dla samorządu województwa podkarpackiego, który

poprzez budowę muzeum o ogólnopolskim charakterze pierwszy na tak szeroką skalę upamiętnił to nadzwyczajne bohaterstwo, realizując żywotny interes całego społeczeństwa.

Ot po prostu, włodarze przyswoili sobie zasadę – myśl globalnie, działaj lokalnie – i ku chwale ojczyzny oraz pokrzepieniu serc rodaków wcielili ją w życie. Od siebie zaś parlamentarzyści dodali, że „hołd dla sprawiedliwych Polaków – oddany tym dokumentem – jest jednocześnie wyraźnym przypomnieniem całemu światu, że w odróżnieniu od okupowanej zachodniej Europy na ziemiach polskich za nawet najmniejszą pomoc Żydom groziła kara śmierci”. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że „wyraźne przypomnienie całemu światu” leży w „żywotnym interesie całego społeczeństwa”.

Gdyby jednak ktoś nadal miał wątpliwości, jaką rolę odgrywać ma Muzeum w Markowej, to rozwiał je Prezydent RP Andrzej Duda. Obecny na uroczystości otwarcia w swoim oficjalnym wystąpieniu mówił między innymi o tym, że były „dziesiątki, setki takich rodzin; tysiące ludzi, którzy za pomoc swoim pobratymcom, współobywatelom oddali życie”, że pomimo bezprecedensowego ryzyka śmierci „znalazły się tysiące Polaków, którzy umieli stanąć na wysokości zadania bycia braćmi i współobywatelami. Bycia ludźmi miłosiernymi, wsłuchanymi w naukę, jaką wszystkim nam głosi religia chrześcijańska: naukę miłości bliźniego”, że to Muzeum „jest ich wszystkich pomnikiem”. Wspominał także, iż pokazuje ono „choć w tragicznej postaci, najmocniejsze znamię Rzeczypospolitej Przyjaciół, gdzie przyjaciel za przyjaciela, brat za brata, człowiek za człowieka był gotów oddać życie”. Oznajmiał, że jako „Polacy możemy czuć się godnie” i dziękował „bo Polska, a także sprawiedliwość dziejowa bardzo takiego pomnika potrzebowała”. Pełen tekst tego wystąpienia w języku polskim, niemieckim, hebrajskim oraz angielskim udostępniony został na oficjalnej stronie Prezydenta RP.

Dodatkowo w języku francuskim całość uroczystych obchodów otwarcia Muzeum była transmitowana do osiemnastu placówkach dyplomatycznych i kulturalnych RP funkcjonujących w czternastu krajach na czterech kontynentach.

Przez kilka dni Muzeum w Markowej było także tematem chętnie podejmowanym w mediach ogólnopolskich. Jednakże polskiej publiczności ufundowano coś ekstra. Wieczorem w przeddzień inauguracji otwarcia w TVP 1 przypomniano fabularyzowany dokument zatytułowany Historia Kowalskich w reżyserii Macieja Pawlickiego i Arkadiusza Gołębiewskiego. Wyprodukowany przy współpracy TVP miał on wprawdzie swoją premierę we wrześniu 2009 roku, a powstał w ramach programu IPN oraz Narodowego Centrum Kultury „Życie za życie”. Od tego czasu pokazywany był nie tylko w polskiej telewizji, ale między innymi także na specjalnych projekcjach pod patronatem Prawa i Sprawiedliwości, na gdyńskim festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, a także w ambasadzie polskiej w Londynie. Samozwańczej misji jego dystrybucji podjął się europoseł PIS Konrad Szymański, który zorganizował jego zamknięty pokaz w Parlamencie Europejskim. Uczestniczyli w nim nie tylko jego deputowani, ale również zaproszeni przedstawiciele organizacji żydowskich, korpusu dyplomatycznego, Komisji i Rady Europejskiej. Szymański zadbał też o to, by ponad tysiąc kopii filmu na płytach DVD, powielonych w różnych wersjach językowych, trafiło do wszystkich europosłów, unijnych komisarzy oraz „najważniejszych unijnych polityków”, „pod wszystkie najważniejsze adresy w Brukseli”.

 

Historia Kowalskich toczy się w kilku planach: przed wojną, podczas wojny i współcześnie. Film rozpoczyna scena w warszawskim centrum handlowym, zbliżenie na polską złotą młodzież, młode rozbawione dziewczyny i wnet to właśnie one lądują w międzywojennym Ciepielowie, choć oczywiście w innych ubraniach i dekoracjach. To pierwsze ujęcia jeszcze przed rozpoczynającymi film napisami. Właściwy początek wyznacza pojawienie się w Ciepielowie dziennikarza, który w 1968 roku odwiedza krewną rodziny Kowalskich zamordowanych wraz z innymi Polakami za ukrywanie Żydów. Dla niewtajemniczonej widowni rok tej wizyty pozostaje zapewne bez znaczenia, ale to właśnie wtedy temat Sprawiedliwych został poddany propagandowej instrumentalizacji, a polska publiczność miała okazję zapoznać się z filmem Jana Kidawy zatytułowanym nie inaczej tylko Sprawiedliwi. Dziennikarski wywiad inauguruje fabularyzowane retrospekcje, opowieści świadków, sąsiadów, Polaków i Żydów. Tam i wtedy, tu i teraz. Plany się przeplatają.

Ciepielów między wojnami. Soplicowo. Żydzi mieszkają w samym centrum miasteczka i trudnią się handlem. Polacy zajmują inne miejsce w strukturze społecznej, ale w filmie próżno szukać odpowiedzi dlaczego.

„W Ciepielowie wszystkie urzędy Polacy mieli – składa świadectwo przepytywana przez dziennikarza narratorka. – Bo to taka ciepielowska inteligencja była. Nauczyciele, urzędnicy gminy, kierownik szkoły, naczelnik poczty i jeden listonosz. A tak to reszta sklepów i drobnych zakładów należała do Żydów. Oj, ci nasi ciepielowscy Żydzi, to umieli dbać o swoje. Targowali się do upadłego, ale dzięki nim handel się kręcił”. Panowie wspominają piękne „żydóweczki”, jest czosnek, pożyczki na słowo, odmienność kulturowa i religijna, ale dzieci razem się bawią, wspólnie kąpią w rzece, chodzą do szkoły, młodzi razem na potańcówki, tworzą się pary, włodarze odwiedzają Żydów w synagodze i wspólnie śpiewają Mazurek Dąbrowskiego.

„Razem my tu żyliśmy, chociaż dało się odczuć ich inność. Byli tacy, co żyli w zamknięciu, nawet niektórzy słabo po polsku mówili, ale Polskę szanowali” – dopowiada znajomy już głos zza kadru.

Owszem, w filmie pojawia się jeden antysemita wzywający do ekonomicznego bojkotu, ale w fabularyzowanym fragmencie jest on antypatyczny, gruby i brzydki, nielubiany i sam.

Żydzi zaś przemawiają jakże miłym polskim uszom głosem. Życzliwym, bo pośmiertnie wetkniętym im w usta w ramach bieżącego zapotrzebowania. Ortodoksi w chałatach, z brodami i pejsami „żydłacząc” zapewniają, że Polska to ich ojczyzna, w której zewsząd wyganiani znaleźli bezpieczny azyl, że tu przyjęto ich najgościnniej, że polscy królowie, przywileje, Konstytucja 3 Maja. „My polscy Żydzi, czujemy się Polakami mojżeszowego wyznania. Jesteśmy nimi na dobre i na złe! Niech żyje Polska!”. Antysemityzm? Ktoś tam komuś szybę wybił, pokrzyczał „Nie kupuj u Żyda”, czasem ludzie krzywo patrzą. „No może w Ciepielowie jest tych tam pięciu durniów – mówi jeden z nich – Ale gdzie wszyscy kupują? U Żyda. Zazdroszczą nam trochę dobrych interesów, ale krzywdy nam nie zrobią”.

Zamieszczone w Historii Kowalskich deklaracje uznania i lojalności oraz rozgrzeszenie z antysemityzmu stanowią klasyczny wariant przemocy filosemickiej. Jej rozpoznania i opisu powiązanych z nią praktyk dyskursywnych podjęli się Elżbieta Janicka z Tomaszem Żukowskim na podstawie analizy filmu Jolanty Dylewskiej Po-Lin. Okruchy pamięci. W przemocy tej chodzi głównie o „inkluzję, którą żywi aplikują umarłym”. Działanie podejmowane przez większość na mniejszości, przez grupę wykluczającą „na grupie wykluczanej i ostatecznie wykluczonej”. Jej zastosowanie w Historii Kowalskich widać wyraźnie w całej tej żydowskiej narracji o życiu Żydów w Ciepielowie, a faktycznie po prostu Żydów w Polsce. Podporządkowani przez twórców filmu jego konstytutywnym założeniom i przesłaniu, snują swoją, lecz tak naprawdę naszą polską klechdę domową ku pokrzepieniu serc.

Poza odśpiewanym w synagodze polskim hymnem brakuje tylko, by ortodoksyjni mieszkańcy sztetla, patrząc w obiektyw kamery i z uśmiechem na ustach zaintonowali gromkim chórem „Polacy nic się nie stało”. Najlepiej czystą polszczyzną.

Idyllę wspólnego sąsiedzkiego życia w Ciepielowie przerywa wybuch wojny. Żydów zaczynają dotykać represje, przemoc, egzekucje, wywózki. W dworku nieopodal utworzono posterunek SS. „To katownia dla Polaków i dla Żydów była. Strach było obok dworu przejść takie krzyki tam były” – mówi znajomy głos narratorki. O gehennie Żydów, rozgrywającej się na oczach struchlałych polskich sąsiadów, z przerażeniem opowiadają kolejni świadkowie. Do filmu sprawnie zostaje wprowadzony wątek widma represji, grożących za pomoc Żydom ze strony okupantów. W pierwszej kolejności robi to narratorka:

Niemcy chcieli nas wszystkich przestraszyć, żeby nikt nie ważył się Żydom pomagać w jakikolwiek sposób. Pamiętam dokładnie te niemieckie plakaty, co po wsiach i w mieście wieszali, że za pomoc Żydowi śmierć całej rodzinie.

Później w fabularyzowanych scenach przypominają o tym inni. Także Żydzi, do których docierają wieści o Zagładzie i którzy rozpatrują różne warianty ratunku. „Czy goje nas przyjmą?” – pyta jeden z nich. – „A ty Abram? Naraziłbyś swoje dzieci na śmierć, żeby goja ocalić?” – odpowiada pytaniem na pytanie drugi, jednakże z ekranu odpowiedź nie pada. Zapada wymowne milczenie. Twórcy filmu zdecydowali się zaufać kompetencjom kulturowym widzów.

Wbrew grożącym sankcjom miejscowi Polacy przychodzą jednak żydowskim sąsiadom z pomocą. Ksiądz wydaje fałszywe metryki, a ojcowie rodzin Kowalskich i Skoczylasów podejmują decyzje o ukryciu kilkorga znanych sobie Żydów w swoich domostwach. Widzowie nie dowiadują się jednak z Historii Kowalskich niczego na temat motywacji ukrywających i warunków ukrywania. Choćby tego, czy za swoje usługi otrzymują jakąkolwiek gratyfikację, czy Żydzi łożą na swoje utrzymanie, co przecież wcale nie musi uchybiać bohaterstwu polskich Sprawiedliwych, lecz stanowi ważne dopowiedzenie. Mogą zatem sądzić, że u podstaw tych heroicznych wyborów leżał po prostu chrześcijański odruch ratowania bliźnich w potrzebie, sąsiadów, „swoich” ciepielowskich Żydów. „Miłosierdzie chrześcijańskie – pisał Jan Żaryn w kontekście Ciepielowa i polskiej pomocy Żydom – stanowiło fundament odzywający się wtedy, gdy należało dokonać wyboru”.

W filmie Pawlickiego i Gołębiewskiego mowa jest jednak także o Polakach, co węszą, z podejrzliwością patrzą na większe zakupy, czy nowe buty Skoczylasa. „Byli tacy, co szukali – wspomina narratorka. Sprawdzali, czy trawa nie wygnieciona od lasu do domu. Byli tacy”. Jednakże pytana przez dziennikarza o to, w jaki sposób Niemcy w ogóle się dowiedzieli, że u Kowalskich, Skoczylasów, Kosiorów ukrywają się Żydzi, udziela następującej odpowiedzi: „Nie wiadomo. Może ich wypatrzyli, a może kto doniósł. Domysłów było wiele. No był wśród nich i taki, że może któryś z Żydów schwytanych przez Niemców i wzięty na tortury powiedział. Ale wie pan, jakby to nawet była prawda, to ja bym go nie przeklinała. Bo ja sama nie wiem, co ja bym zrobiła na jego miejscu”. Tym samym zabezpiecza tyły („domysłów było wiele”), ale w ostatecznym rozrachunku sugerująco rozwija tylko jeden, jakże wygodny i użyteczny „domysł”, by na końcu sprawcę wpadki wspaniałomyślnie rozgrzeszyć. Twórcy filmu niby pozostawili widzom prawo wyboru wariantu denuncjacji, ale zarazem zdecydowanie ten właściwy podpowiedzieli. Aby jednak oskarżenie nie poszło zbyt daleko i wnioski nie były pochopne, na ekranie odrobiono lekcję z wiersza Wisławy Szymborskiej „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”. To w nim padają słowa: „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.

Kulminacyjną i zarazem kluczową scenę filmu stanowi jednak spalenie przez Niemców polskich rodzin ukrywających Żydów. Mężczyzn, kobiet i dzieci wraz z tymi, których próbowali ratować.

Wszystkie sekwencje tego przerażającego i mającego przerażać dramatu są rozciągnięte w czasie, a obraz płonącej stodoły w różnych ujęciach długo pozostaje w filmowych kadrach. Z pewnością na długo ma też pozostać w pamięci widzów, ale przede wszystkim przywołać pamięć innej stodoły.

W lipcu 2001 roku podczas uroczystych obchodów upamiętniających ofiary zbrodni opisanej przez Grossa w Sąsiadach, Szewach Weiss powiedział między innymi: „Ja, profesor Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce, miałem okazję spotkać w życiu również innych sąsiadów. Dzięki nim ja i moja rodzina przeżyliśmy Holokaust. Dzięki nim mogę teraz stanąć przed Wami. W swoim życiu poznałem także inne stodoły, w których ukrywano Żydów”. Maciej Pawlicki oraz Arkadiusz Gołębiewski postanowili pokazać jeszcze inną stodołę. Taką, w której Polacy nie tylko Żydów ukrywali, a Skoczylasowa uczyła żydowskie dzieci pacierza na wypadek testu ich polskości, ale przede wszystkim stodołę, w której polscy bohaterowie ponieśli okrutną śmierć wraz z ratowanymi sąsiadami. Stodołę mającą zasłonić tę z Jedwabnego, a wraz z nią unieważnić treść książki Grossa i pokazać zupełnie innych sąsiadów. Ludzi gotowych do niesienia Żydom pomocy za wszelką cenę. Oczywiście w Historii Kowalskich nazwisko Grossa i słowo Jedwabne nie padają, ale skojarzenie nasuwa się samo. Dodatkowo, na co zwrócił uwagę Tomasz Żukowski, cały ten fabularyzowany dokument odnosi się do żydowskiej nielojalności oraz żydowskiej niewdzięczności, o czym doskonale wiedzą jego twórcy i widzowie. To Żydzi, za których przelewano polską krew zniesławiają Polaków, szkalują dobre imię Polski, sam Gross jest najlepszym przykładem tego rodzaju praktyk, zaś „operacja Jedwabne” podręcznym dowodem w sprawie. Do tych niewdzięcznych Żydów karmiących się fałszywymi wyobrażeniami na temat Polaków Historia Kowalskich jest zresztą także adresowana. Pytany przez dziennikarza „Rzeczpospolitej” o powody zainteresowania tematem, reżyser filmu Maciej Pawlicki odpowiedział:

Kiedyś zaprzyjaźniłem się z amerykańskim dziennikarzem, synem Żydówki ze Lwowa ocalonej przez Polaka. Mówił, że Polacy to antysemici, a ja i moja żona to wyjątek. Od lat chcę go przekonać, że się myli.

Z Historii Kowalskich ma jasno wynikać, że ratowanie Żydów przez narażających swoje życie Polaków było niemal powszechną praktyką, by nie powiedzieć sąsiedzką normą. Przed gremialną pomocą powstrzymywało ich co najwyżej drakońskie prawo ustanowione przez okupanta, rodzące uzasadnioną obawę o życie własne i swoich rodzin. Jednakże i ten strach Polacy potrafili przezwyciężyć, czego dowodzą losy Kowalskich, Skoczylasów, Obuchiewiczów i Kosiorów. „Polacy to naród, który nie przyjmuje zakazów” – pisał w kontekście zbrodni w Ciepielowie i w ogóle ratowania Żydów Jan Żaryn. Historyk podsuwa tu nam ważną wskazówkę, bo w istocie bohater Historii Kowalskich jest bohaterem zbiorowym. To Polacy, naród polski, dumne i treścią filmu dodatkowo uwznioślone „My”. Najlepiej świadczą o tym napisy końcowe, które z faktami mają wprawdzie niewiele wspólnego, ale temu „My” oddają cześć i zwracają honor:

Polska i Ukraina były jedynymi krajami w Europie, gdzie Niemcy za pomoc udzieloną Żydowi karali śmiercią całe rodziny. Według szacunków historyków, by ocalić jednego Żyda, potrzebne było zaangażowanie 10-25 Polaków. By ocalić swych sąsiadów, polskich Żydów, życie własne narażało ok. 500 tys. – 1 mln Polaków.

Intensywne poszukiwania tego miliona wciąż trwają, o czym pisał między innymi Dariusz Libionka. Polaków ratujących Żydów systematycznie przybywa i tylko liczba ocalałych z Zagłady jakoś się nie zmienia. Historię Kowalskich rekomendowano między innymi jako „rodzaj szczepionki na Pokłosie”). O związku „Pokłosia („dydaktyzmu na zamówienie”) z Historią Kowalskich („nasz film oparty jest na faktach”) wspominał także w jednym z wywiadów reżyser filmu o polskich Sprawiedliwych z Ciepielowa Aleksander Gołębiewski.

W tym kontekście tytuł komentarza Adama Leszczyńskiego – Anty-Jedwabne – do filmu Historia Kowalskich, nie tylko odpowiada intencjom twórców tego fabularyzowanego dokumentu, ale także podsumowuje jego treść, opisuje wewnętrzną logikę, definiuje przesłanie, wyznacza recepcję i określa odbiorców.

Tymi zaś są ci, którzy odrzucają Sąsiadów, a wraz z nimi film Pokłosie i w ogóle całą dotychczasową wiedzę o wojennych mordach na Żydach, których dopuszczali się Polacy. Czynią to hurtem, bo współudział w Zagładzie nie mieści się w polskim koncepcie tożsamościowym. Doskonale natomiast jest w nim osadzona życzeniowa historia polsko-żydowskiego współżycia w Po-lin oraz celująco zdany egzamin w chwili próby, na którą Polaków i Żydów wystawiła obca siła spod znaku swastyki.

W takim właśnie duchu przemawiał Prezydent RP Andrzej Duda podczas otwarcia Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej. Nie streszczał on bynajmniej scenariusza Historii Kowalskich. Mówił po prostu językiem dominującej narracji o tamtych czasach, a precyzyjnie rzecz ujmując o tzw. stosunkach polsko-żydowskich podczas wojny. Językiem, w którym Historia Kowalskich jest w istocie historią Kowalskich. To przecież drugie pod względem popularności nazwisko w Polsce. Metonim każdego przeciętnego Polaka, każdej Polki, wszystkich Polaków – w zależności od kontekstu. W konstruowanej na naszych oczach historii o polskich Sprawiedliwych Kowalscy to wszyscy Polacy. A tak stawiany znak równości krzywdzi nie tylko Kowalskich z Ciepielowa i Ulmów z Markowej.


Przywoływane teksty i źródła cytatów:

  • Elżbieta Janicka, Tomasz Żukowski, Przemoc filosemicka [w:] PL: Tożsamość wyobrażona, J. Tokarska-Bakir (red.), Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013, s. 34.
  • Justyna Kowalska-Leder, Wszechobecność Sprawiedliwych, „Zagłada Żydów. Materiały” 2014, nr 10, t. 2, s. 1073–1083.
  • Adam Leszczyński, Anty-Jedwabne, „Gazeta Wyborcza” 27 października 2009, s. 18.
  • Dariusz Libionka, W poszukiwaniu miliona Sprawiedliwych, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” 2015, nr 11, s. 773–782.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Świadectwa Zagłady. W rumowisku pamięci

Świadectwa Zagłady. W rumowisku pamięci

Dorota Kozłowska


„Jest to z pewnością najwybitniejsza praca o funkcjonowaniu pamięci ofiar Zagłady, która ułatwia zrozumienie olbrzymiej literatury wspomnieniowej i tego, co nazywamy historią oralną.”
Paweł Śpiewak

Nakładem Żydowskiego Instytutu Historycznego ukazała się książka „Świadectwa Zagłady. W rumowisku pamięci” autorstwa wybitnego badacza literatury Zagłady Lawrenca L. Langera. Książka to wnikliwa analiza świadectw wideo, do których autor dotarł dzięki Fortunoff Video Archive for Holocaust Testimonies przy Uniwersytecie w Yale – udało się tam zgromadzić ponad tysiąc czterysta różnej długości nagrań. Książka udowadnia, że o literaturze, a przede wszystkim wspomnieniach związanych z Zagładą warto mówić nowym, przemyślanym językiem. To temat stale obecny w kulturze i dyskursie historycznym. I choć wydaje się, że napisano już wiele, to kolejni autorzy, a wśród nich Langer, udowadniają, że można i trzeba szukać wciąż nowych sposobów opowiadania i chyba przede wszystkim słuchania, dojrzałego, odwołującego się także do wcześniejszych wypowiedzi, całej bogatej biblioteki uzupełnianej przez lata. Najważniejsze jednak, to uważne wysłuchanie, bo to ono ma być celem wszelkich badań nad Zagładą. Przecież pisanie o niej bez uważnego wsłuchania się w głos świadków traci sens.

swiadectwa-zaglady-w-rumowisku-pamieci-lawrence-l-langer-holocaust-zagłada-shoah

Langer koncentruje się głównie na problemie pamięci, narracji oraz ciągłości biografii. W wielu miejscach rozszerza obszar swoich badań o kwestie tożsamości, roli odbiorcy oraz języka, jakim mówi i pisze się o Zagładzie. Znajdziemy tu odwołania do ważnych prac na jej temat – autor w pewnych momentach dokonuje ich twórczego przedefiniowania i nowego, świeżego spojrzenia na problemy, które są w nich poruszane. Książka wymaga więc od czytelnika skupienia i bardzo uważnej lektury, ułatwia ją jednak spójna i przemyślana struktura. Langer bada biografie poszczególnych osób, patrząc na nie przez pryzmat pięciu, wyróżnionych przez siebie, rodzajów pamięci – głębokiej, udręczonej, upokorzonej, skażonej, nieheroicznej. I właśnie ta ostatnia szczególnie przykuwa uwagę, pisząc o niej Langer w dużej mierze koncentruje się na języku, robi to oczywiście również w innych miejscach, jednak w tym przypadku rozważania nad warstwą językową mogą istotnie wpłynąć na odbiór prezentowanych historii. Poddaje rewizji sposób, w jaki próbujemy je analizować i relacjonować. Pokazuje pułapki, w jakie wpadają badacze, tworząc pewien zestaw słów i pojęć, które mogą w pewnych momentach prowadzić ich w niewłaściwym kierunku:

„Gilbert umiejętnie manipuluje podniosłymi rzeczownikami („wola”, „bunt”, „protest”, „odwaga”, „szlachetność”, „opór”, „heroizm”, „godność”, „zwycięstwo”, „duch”), aby zneutralizować ich groźne przeciwieństwa („deportacja”, „śmierć”, „odwet”, „zło”), a tym samym wznosi pomnik nadziei na gruzowisku. Jest to budowla werbalna, pozbawiona ludzkiej treści, ponieważ jednak udaje rekapitulację i jest ostatnią rzeczą, z jaką ma kontakt czytelnik przed zamknięciem książki, pozostawia trwałe (dla wielu być może najsilniejsze) wrażenie. Przywraca – a raczej próbuje przywrócić – łaskę pamięci, która została skażona przez spektakl anormalnego i często upokarzającego umierania, w niczym nieprzypominającego umierania z godnością, o jakim mówi Gilbert. Jego taktyka jest jak sypanie fiołków na drogę, którą Wergiliusz i Dante podążają w głąb piekła; wielu powita świeży powiew z radością, ale wyczulonych na okrucieństwo i grzech nieadekwatny zapach nie zwiedzie.”

Wnikliwa ocena języka, jakiej dokonuje Langer niejednokrotnie zmusza do skonfrontowania tego, w jaki sposób budujemy swoje wypowiedzi, jak relacjonując już raz zrelacjonowaną historię, tworzymy w ten sposób zupełnie nową narrację i na ile jest ona zgodna z pierwotnym świadectwem, a jak silnie wpłynęły na nią nasze wyobrażenia, lektury, literackość, forma, etc.

Przyglądając się pamięci nieheroicznej i tego, co łączy się z nią u Langera, zwraca uwagę, co zresztą widać już w przytoczonym wyżej cytacie, gramatyka heroizmu i męczeństwa, która często nie oddaje prawdziwego obrazu zdarzeń:

Prenumerata
„Łatwość, z jaką jaźń przystosowuje się do sytuacji, stanowi zagrożenie dla idei, według której zasadniczym bodźcem ludzkiego postępowania jest duchowa wartość. Dlatego wielu komentatorów Zagłady kurczowo trzyma się gramatyki heroizmu i męczeństwa, broniąc poglądu, że atak nazistów na ciało i duszę ofiar nie nadwyrężył hołubionego przez nas przekonania, iż nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach charakter człowieka instynktownie pcha go ku dobru.”

Książka porusza temat tych, którzy przeżyli Zagładę (o ile użycie tego słowa w takim kontekście jest właściwe), ale też tych, którzy próbują wysłuchać, zrozumieć i skomentować ich relacje (o ile zakładamy, że to możliwe). Zastanawia się nad fenomenem historii mówionych/ świadectw wideo, które w przeciwieństwie do świadectw pisanych pozbawione są strategii i środków literackich. Pełna jest odwołań, celnych dygresji, a Langer na każdym kroku udowadnia, że jest erudytą, trafnie nawiązując do literatury (Conrad, Szekspir, Havel, Dante, Brodski etc.), badaczy tematu Zagłady (Charlotte Delbo, Primo Levi, Gilbert etc.) czy filozofii.

„Świadectwa Zagłady. W rumowisku pamięci” to cenny głos w dyskusji na Zagładą, a szczególnie językiem, jakim się o niej mówi, ale to też książka niełatwa w odbiorze, wymagająca od czytelnika pewnego przygotowania i wiedzy. Nie jest jednak przez to niedostępna, raczej stanie się dobrym impulsem do poszukiwań i głębszych studiów. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Anti-Semitism in Sweden

Anti-Semitism in Sweden

Joseph Puder



Anti-Zionism and anti-Israel sentiments in Sweden have morphed in recent times into blatant anti-Semitism. In the city of Malmo (known for its violent Arab and Muslim population), a Jewish teacher in a Swedish public school was fired last month for being Jewish. The teacher identified only as A, is an Israeli-Jewish woman who immigrated to Sweden 39 years ago with her native born Swedish husband who served with the UN Observers Force in the region. A claimed that her school principle warned her that the students “hate the Jews,” and added that she would be “abused by both the Swedish and the Arab students.”

A’s experience is not unique in 2016 Sweden, and not just in Malmo. Naomi Lind, another Israeli woman living in a Stockholm suburb, also encountered the same anti-Semitism as a teacher in Swedish public schools. Lind moved to Sweden from Israel in 1982, and taught computer science to adults and youngsters. She recalled that on one occasion a young female student who was upset by a grade Lind gave her, responded with “I hope Hitler would rise from his grave and finish his work.” Lind remembered the difficult situations in her work that compelled her to leave her job. “I always felt that the school administration felt uncomfortable with me because I was an Israeli and a Jew.”

Lind, a daughter of Holocaust survivors, pointed out that her school administration refrained from dealing with the anti-Semitic and hurtful remarks of the girl that invoked Hitler.

Visiting Sweden late last summer, this reporter witnessed the fear and discomfort Jews in Sweden now feel. In discussions with Swedish Jews, I was told of avoidance to wear Jewish identifying symbols such as a kippah or a necklace with a Star of David. Ralph, 29, a veteran of the Swedish army, put it plainly by stating, “There is no place for Jews in Sweden.” He added that he was planning to move to the U.S. Many young Jews have moved to Israel.

A synagogue in central Stockholm had its windows boarded to hide the fact that it was a Jewish place of worship. There was no sign at the entrance to mark it as a synagogue. This was not happening in a remote village but just a few miles from the seat of the Swedish government and its people’s parliament.

The Algemeiner reported (April 5, 2016) that “A Muslim mob in Uppsala, last week set upon and severely beat a Jewish mother of four, for wearing a Jewish Star of David necklace.” Anna SjAgren lamented, “I cannot go the police. The worst thing is that the assailants will get my name and address. They know where to find me and know I am the Jew who reported them.” The Muslim (Arab) immigrant mobs have free reign in Sweden. The citizenry is intimidated and the leftist and multi-cultural Swedish government will always consider the sensitivities of Muslims over that of ordinary citizens, especially Jews. In fact, the Swedish government has instructed the police not to identify Muslim rapists, lest the anti-immigrant political party, called the Sweden Democrats, seize upon the issue.

The factors that have caused the rise of anti-Semitism in Sweden include a large scale immigration from Muslim countries, where anti-Semitism is openly preached and taught. Swedish politicians are pandering to the Muslim voters by expressing strong pro-Palestinian views, especially among the leftist parties led by the governing Social-Democratic party. The demonization of Israel and Jews has filtered through the major Swedish media. Sweden’s deep investment in multiculturalism makes it impossible to be critical of the violent Muslim cultures. At the same time, the Swedish obsession with multiculturalism makes it impossible to differentiate between culture and racism. The same hang-up with multiculturalism constrains Swedish society from being critical of Muslim immigration. In addition, there are major Swedish institutions who legitimize anti-Semitism. As a case in point, the Church of Sweden has endorsed the anti-Israel and pro-Palestinian Kairos document.

The current Social-Democratic party led government has been the first European state to endorse a Palestinian state at the UN without the Palestinians having to negotiate with Israel. Sweden’s Foreign Minister Margot Wallstrom put on public display her anti-Israel and anti-Jewish bias. Last November, following the terror attacks in Paris, she charged that the Israeli-Palestinian conflict was one of the factors explaining why “There are so many people who have become radicalized.” The Israeli government responded by calling her remarks “appallingly imprudent.” During the same month, Wallstrom complained that “the Jews are campaigning against me.”

The Swedish tabloid Aftonbladet, one of Sweden’s most popular newspapers published a report in August, 2009, claiming that Israel Defense Force (IDF) soldiers, “snatched Palestinian youth, and returned their dismembered bodies a few days later.” Aftonbladet accused Israel of “selling” body parts. Israel’s Foreign Ministry called this blood libel “a shocking example of Israel’s demonization.”

Swedish history has not been particularly kind to Jews either. It was not until 1910 that the Swedish Riksdag (parliament) granted the Jews equality before the law. During WWII, Sweden was neutral and traded heavily with Nazi Germany, providing it with essential iron ore. German employers were allowed to fire Jewish workers. Swedish immigration policy in the 1930’s was restrictive, unkind, and even hostile towards Jewish refugees trying to escape the Nazi terror and mass murder. Jewish refugees were systematically discriminated against by the immigration authorities compared to other refugees.

While Sweden restricted peaceful and productive Jewish immigrants in times of peril, it is eager to admit violent Arab and Muslim immigrants from the Middle East and North Africa. This gesture of goodwill toward un-acculturated and un-assimilated Arab and Muslim immigrants has rewarded Sweden with the title of “rape capital of the West.” James Zumwalt reported in the Daily Caller (10/23/2015) that, “A 1996 Swedish National Council for Crime Prevention report bears this out. It noted that Muslim immigrants from North Africa were 23 times more likely to commit rape than Swedish men. It is no wonder why today Sweden is deemed the rape capital of the Western world.

Zumwalt added, “Even more shocking, however, is the political correctness overshadowing the reporting of these crimes. Sensitive about accusations of Islamophobia, the Swedish press refuses to sound a warning alarm for native women about who these sexual predators are. Thus, when a Muslim commits a rape, the media only refers to him as a Swedish male.”

According to Euro-Islam, since 2007 there were 350,000 Muslims in Sweden. There are at most 20,000 Jews in Sweden who have no voice and are in fear. Since the influx of Middle Eastern immigrants into Sweden, violent crime has risen by 300%, rapes by a whopping 1472%. The Swedish people can “thank” their “caring,” multiculturalist government for that.

Back to A, the Israeli – Swedish teacher, fired essentially because of her origin and religion. Driving home after being dismissed by the school principle, she described her feelings. “On the way home, alone in a train car, I allowed the tears of my frustration to flow. I was angry with my tears, was angry about maybe having to find other work not as a teacher. Above all, I was angry at Sweden in 2016.” A might also recognize that Sweden is no longer a place for Jews.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com