Archive | 2016/04/26

Wieczory z Frida – Lundski Kabaret i Wielki Bal

Wielki Bal w Sztokholmie 16 kwietnia 2016 zorganizowany przez Fride Schatz

autor: Ewa Korulska (Szwajcaria)


Piękna, elegancka sala, długie stoły, obrusy w odcieniu błękitu …kolor tak bliski sercu każdego Żyda…
Z estrady wita nas przyjaźnie wierny Axel – Wasz opiekun i towarzysz z tamtych lat, świadek pierwszych Waszych przeżyć na tej szwedzkiej ziemi, zawsze pomocny w doli i niedoli… Podziwiamy jego piękną polszczyznę! My niestety nie zrobiliśmy postępów w szwedzkim, lecz czujemy bez slow jak bardzo związał sie on z Wami przyjaźnią, która trwa juz 46 lat…. Zycie cale! Jak bardzo ceni sobie wasza wyjątkową generacje imigrantów – najlepsza ze wszystkich! Oby te dzisiejsze generacje mogły wziąć Was za przykład i także kiedyś w przyszłości wypełnić te świąteczną sale serdeczna zabawa!


Po przemowach, pora na rozrywkę:

Świetna grupa Janusza Tencera na gościnnych występach :


Na scenie małżeńska para szykuje stół na przyjecie: biały obrus, szabasowe świece, czulent-bigos, wszystko ma być doskonale dla słynnego gościa, co przyjechał z daleka…

Małżeństwo stare i dobre, wiec kloca sie trochę… Skąd my to znamy ? 🙂
On – poczciwy niedźwiedź w czapce, ona – energiczna rzadzicielka, nie daje mu spokoju: ploteczki, dociekania, jakieś małżeńskie wymówki i zawracanie glowy….jak to baba… Niedźwiedź znosi to z filozoficznym spokojem i wytrenowana latami cierpliwością……samo życie..
Każdy komentarz ilustrowany jest piosenka…. i o podstarzałym podrywaczu którego nikt juz nie myśli podrywać, i o tym panu co szuka mamusi zamiast zony, o za szybko mijających latach, o sztuce gotowania czulentu, i o nowych życia urokach….
Każdy może sie odnaleźć w tych słowach i pośmiać z samego siebie…
Śpiewają Janusz, Benek, Helena…. a wszyscy doskonali!

Czas na bufet, a wokół niego krzątanina, podjadanie, i dalsze przywitania….
Nowe twarze, i te znajome, co w miarę kolejnych spotkań staja sie nam coraz, bliższe i droższe…. I całusy, i wspominki, i nowe fajne plany… Az w glowie sie kreci od tych bogactw…

Po kolacji następne występy. Ben Auerbach śpiewa Yiddish Blues


a Magda Stoltz “46 lat”, które stało sie hymnem tego pokolenia… Wtórujemy jej refrenem i łezka w oku…


Potem Frida Schatz wita nas ze sceny tak ciepło i serdecznie ze każdy czuje ze był osobiście zaproszony…. Ona posiada cenny sekret tej rodzinnej atmosfery, tej szczodrości i gościnności na 140 osób!
Na zakończenie tych występów Frida śpiewa piosenkę o pięknym Israelu „Eretz, Eretz”, kraj o błękitnym niebie i miodowym kolorze słońca, kraj, w którym Frida przeżyła wiele lat i który zawsze będzie jej ojczyzna. Czujemy wszyscy, jakie znaczenie ma ta piosenka dla Fridy.

 

A potem śpiewy jej…. i tance… tance… tance… Wszyscy tańczą!!! Bo i jakże tu usiedzieć przy Fridy muzyce? Przy tej naszej wesołej, żydowskiej muzyce, co sama podrywa i łaskocze w nogi? Wiec tańczymy i tańczymy, do utraty tchu… do przytulania…. do późnej nocy… Aby rozstać się zmęczeni, z ciepłem w sercu i muzyka w glowie, i maszerować do domu naszych gościnnych przyjaciół otuleni magiczna wiosenna mgłą, co nadaje ratuszowi i uliczkom nierealne kształty….
Fredziu droga, dziękujemy Ci najmocniej za Twoja serdeczność, za świąteczną gościnę jakby we własnym domu. Ty o wszystkim pomyślałaś, zadbałaś o każdy szczegół, i włożyłaś cale serce abyśmy tak świetnie sie bawili, i ciałem i dusza…
I dziękujemy wspaniałym Artystom, co trafili nam do serca wzruszeniem i śmiechem…
Juz cieszymy sie na następne z Wami spotkanie w Warszawie i w listopadzie na następnym balu w Sztokholmie, który zorganizuje Frida!!!
Bo mówimy jednym językiem, i wszyscy dzielimy emigrancki los, choć życie każdego z nas jest unikalne i jedyne. A i wszyscy starzejemy się sie po równo…..wiec pośmiejmy sie z samych siebie choćby jeszcze raz!

Ewa Korulska


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Prof. Bartoszewski: Przed wojną nie znałem ani jednego Niemca

Prof. Bartoszewski: Przed wojną nie znałem ani jednego Niemca

Bożena Szaynok


Władysław BartoszewskiWładysław Bartoszewsk

W pierwszą rocznicę śmierci publikujemy drugi fragment ostatniego wywiadu udzielonego przez prof. Władysława Bartoszewskiego.

Publikujemy drugi fragment wywiadu Bożeny Szaynok z Władysławem Bartoszewskim z książki “Polacy – Żydzi – Okupacja. Fakty. Postawy. Refleksje”, Wydawnictwo Znak.

Bożena Szaynok: Przełomem w historiografii na temat wojennych losów Polaków i Żydów była książka profesora Jana T. Grossa Sąsiedzi. Po jej publikacji w Polsce, jak powiedział jeden z historyków, odbyła się narodowa debata. Przyjęliśmy, że w naszej historii istnieją również ciemne karty. W maszynopisie z końca lat 60. nie ma o tym mowy.

Władysław Bartoszewski: Zacząłem badać Jedwabne i różne inne rzeczy, po latach, w innych warunkach. Tematy te były mi znane nie od kogo innego jak od Zofii Kossak, bo jej ukochana kuzynka, Anna Lasocka, pochodziła z rodziny ziemiańskiej z Podlasia. Nie tak daleko od Jedwabnego mieli majątek. Uciekli przed bolszewikami do Warszawy i nic tu nie mieli. Otóż pani Anulka załatwiła za łapówkę przepustkę u Niemców, bo – jak wspominałem -dało się ją uzyskać w sprawach prywatnych. I ona po prostu tam pojechała, aby obejrzeć, co zostało z domu, ale również zorientować się w tym, w co na co dzień była umoczona głęboko. Wróciła i przywiozła wiadomości o Jedwabnem. Z pierwszej ręki, bo dowiedziała się strasznych rzeczy, tam, na miejscu. Jako „swoja”, katoliczka i ziemianka, dobra pani, dowiedziała się, co robią chłopi. Nie ziemianie, bo tam ziemian nie było, tylko chłopi, pod bolszewikami. Przyjechała tak zrozpaczona, że dała swojej bliskiej kuzynce Zofii Kossak materiały do Dzisiejszego oblicza wsi.

Czytaj także: Prof. Bartoszewski: Żydzi nie byli przygotowani do Zagłady, tak jak Polacy do bombardowania miast

Bożena Szaynok: Czego dowiedzieliście się od kuzynki Zofii Kossak-Szczuckiej o Jedwabnem? Co mówiono? Że Polacy biorą udział w mordowaniu Żydów?

Władysław Bartoszewski: Że Niemcy potrafili zmobilizować sobie poparcie dla pogromu, bo nie było wiadomo wtedy jaka to skala.. Myśmy zastanawiali się, czy tam jest szansa rozszerzenia działań Żegoty, a choćby pomagania. Ale okazało się, że tam jest w ogóle cała inna sytuacja. To nie jest problem gotowości do pomagania. Tam był problem, czy nie ma gotowości do zabijania. Zupełnie przeciwny biegun. Inne postrzeganie nasze, a inna rzeczywistość tam. Nie wiedziałem konkretnie, że w Jedwabnem, tylko że na wsiach na Podlasiu były przypadki współdziałania wyraźnego, przez Niemców osiągniętego bez żadnego trudu, to znaczy ludzie popierali, przyłączali się, nie było nawet mowy o tym, o co nam chodziło, czyli o pomoc.

Bożena Szaynok: Jak sobie tłumaczyliście te informacje, które do was docierały z tamtych terenów?

Władysław Bartoszewski: Tłumaczyliśmy sobie tak, jak pisano z oburzeniem w broszurze „Dzisiejsze oblicze wsi”.

 

Bożena Szaynok: To przypomnijmy, co Zofia Kossak- Szczucka napisała w tej książce: „wspomnieliśmy, mówiąc o wysiedleńcach, iż wojna za długo trwa. To samo można powtórzyć, mówiąc o kwestii żydowskiej. Chodzi o stosunek psychiczny do niej. Początkowo zachowanie się chłopów do popełnionych przez Niemców gwałtów na żydach było ludzkie, logiczne i zrozumiałe. Wyrażało się ono w spiesznym zajmowaniu opróżnionych przez żydów placówek, kształceniem młodzieży w rzemiosłach będących dotąd wyłącznym przywilejem żydów […], a równocześnie w bardzo chrześcijańskim udzielaniu pomocy głodomorom zbiegłym z ghetta. […] Tak było jeszcze w roku 1941. Dzisiaj bestialstwa niemieckie stępiły wrażliwość wsi, odebrały jej pewność osądu. Piorun nie pada z nieba, nie zabija morderców dzieci, krew nie woła o pomstę. Może to prawda, że żyd jest tworem wyklętym, nad którym zbrodnia popełniona uchodzi bezkarnie. W związku z tem przekonaniem mnożą się niestety wypadki czynnego współdziałania chłopów w eksterminacyjnej akcji niemieckiej. To precedens bardzo groźny”.

Władysław Bartoszewski: To jest potworne, to były przypadki przecież bardzo krytycznie oceniane przez moje środowisko, które było katolickie. Wtedy dla nas największym problemem było zachowanie ludzi Kościoła, księży, proboszczów, myśmy mieli do czynienia z innymi postawami, na przykład z Zieją, z takimi, którzy byli zaangażowani w różnych zgromadzeniach w różny sposób, ale w dobrym kierunku. Jedni aktywni, drudzy mniej, ale do nich można było pójść i przez nich coś załatwić. Problemem było, jak się zachowują ludzie mający poglądy podobne do naszych, bo najlepszą formą zwalczania zła jest tworzenie dobra, prawdy, czyli muszą być te jakieś kontrpropozycje, przykłady, może i ofiary, może nawet i męczennicy.

Bożena Szaynok: Książka profesor Carli Tonini poświęcona Zofii Kossak-Szczuckiej ma podtytuł „antysemitka, która ratowała Żydów” i nie jest to jedyna publikacja, w której określa się ją mianem antysemitki.

Władysław Bartoszewski: Jak ludzie mi pieprzą, za przeproszeniem, że Zofia Kossak to antysemitka i tak dalej, to bzdury kompletne. Zofia Kossak nie była endeczką, tylko żoną sanacyjnego, legionowego oficera. A sanacja nienawidziła endecji, nie PPS-u, nie ludowców, tylko endecji. I wzajemnie. Żeby pisać, trzeba to rozumieć, co to znaczyło endecja i sanacja, zupełnie przeciwne bieguny. Ojciec mojej żony był żołnierzem Pierwszej Brygady. U niego w domu nie bywał endek, on endekom ręki nie podawał. Moja żona była tak wychowana, że endekom się ręki nie podaje. Więc ktoś miesza endecję i sanację i ich nastawienie do Żydów, to była zasadnicza różnica. To są dwa inne światy. Ale ludzie nie rozumieją, jak wówczas rozumowano.

Bożena Szaynok: Co Pan sądzi o takim zdaniu, które pojawia się w książce profesora Grossa Strach, kiedy pisząc właśnie o tym, co się działo w Jedwabnem, pyta o wasze środowisko BIP-u: „Dlaczego nawet ci mili, mądrzy, przyzwoici ludzie na wieść o tych potwornych zbrodniach nie podnieśli larum pod niebiosa, nie rwali sobie włosów z głowy, choć to przecież katastrofa, na którą prasa podziemna i władze powinny były natychmiast zareagować”.

Władysław Bartoszewski: Powinien się dowiadywać u mamy, bo ona pracowała w BIP-ie, a była inteligentną osobą.

Bożena Szaynok: Dobrze, ale co Pan sądzi o tym pytaniu?

Władysław Bartoszewski: Powinni rwać sobie włosy z głowy po rzeziach w Wielkopolsce, po Bydgoszczy w 39 roku. Jeszcze nie tworzono gett, już wyrzynano inteligencję polską. Palmiry były w roku 40, masowo w 41, kiedy to się skończyły, bo getta zaczęto likwidować w końcu 41, a na dobrą sprawę, formalnie, po styczniu 42. Ginęły elity. I byli księża w Dachau. Dlaczego ludzie nie stanęli w obronie księży wywożonych do Dachau, nie popełniali samobójstwa? Nie wiem. No nie wiem. Dlaczego? Dlaczego? Nie wiem. By odpowiadać na takie pytania trzeba być już nawet nie socjologiem. Bo jakie badania trzeba by prowadzić na jakim materiale i w jakich warunkach, żeby móc jakiś z tych badań sensowny wniosek wyciągnąć? Trzeba byłoby być jakimś wizjonerem. Ciągle sobie zadaję pytanie, jak to możliwe.

O takich sprawach rozmawialiśmy bezradnie, między innymi w Waszyngtonie, w kawiarni, z Karskim. Lata po wojnie, właśnie w 70., co można było zrobić. Obaj byliśmy ludźmi, niewątpliwie również dla obserwatorów i dla Żydów też, dobrej woli. Co Karski proponował? Proponował receptę, którą mu przekazywali syjoniści, bundowcy. I on z tą receptą poszedł w Londynie i przekazywał ją, jak był następny etap. Getto, walka, był kwiecień–maj 43, no to Zygielbojm odebrał sobie życie. Ale Anglicy, Amerykanie i Partia Pracy, i amerykańscy Demokraci nie zrobili nic. Absolutnie nic. Nawet nie wykonali jednego bombardowania odwetowego ani nie zrzucili ulotek nad Niemcami, że będzie odpowiedzialność. Wydali jakieś oświadczenie dyplomatyczne, że po wojnie sprawcom udowodni się winę i będą z całą surowością ścigani i karani. Było oświadczenie, które wyszło zresztą z inicjatywy rządu polskiego, z datą październik 42. To nie jest wszystko przypadek, a jedynie mini mini efekt werbalny tego, że ten kurier dotarł i co on mówił. Ten kurier wiedział, co tu się dzieje, sam był w rękach Gestapo, w gestapowskim w więzieniu, sam był na polskiej prowincji na południu Polski, w rejonie Nowego Sącza.

Jego losy znane dzisiaj dokładnie, jego wiedza i doświadczenia, nie nabył tego na uczelni, to wszystko pochodziło z praktyki, którą mieli inni jego koledzy, opracowujący na przykład raporty do Londynu. byłem wśród nich, ani główny, ani ważny, ale jeden z nich. To były dziesiątki ludzi. Nie zgadzam z Helą Datner, która nie widzi tego, bo w ostatnich dwóch dniach była w „Wyborczej” i powiedziała, że nie było głosu opinii publicznej, bo „Biuletyn Informacyjny” był redagowany nie przez endeka i nie przez prawicowca, ale przez Aleksandra Kamińskiego, który jest Sprawiedliwy. I we wszystkich encyklopediach Holocaustu jego nazwisko występuje, i w angielskich, i niemieckich wersjach. I nie można tak powiedzieć, że jeżeli naczelny organ prasowy w tych wymiarach, w jakich może działać, robi coś systematycznie i wychowawczo sugeruje, jak trzeba postępować, część czytelników interpretuje to bardziej twórczo i aktywnie. Ale wszystkich się wzywa, żeby i uczciwi byli, i powiedzieli prawdę. W każdym kraju się wzywa. Przecież Polska przedwojenna nie przestała istnieć 31 sierpnia. Mentalność ludzi, ich nastawienia, preferencje, osobiste zaangażowanie pozostały.

Ale czym innym jest być nastawionym źle, a czym innym przyjąć postawę: „beze mnie”. Boję się, mam swoją rodzinę, swoje sprawy. Żydzi mają potężne wpływy, mają w całym świecie znajomości, ale nawet gdy w te znajomości usiłowaliśmy włączać się my, czyli goje, ostatecznie ich wykorzystanie nic nie przyniosło., Na przykład Karski rozmawiał p. z [Felixem] Frankfurterem [m.in. sędzia Sądu Najwyższego USA].

Bożena Szaynok: W tekście, o którym Pan wspomniał, Profesor Helena Datner napisała: „Generalnie jest tak, że Żydzi zaistnieli dla społeczeństwa polskiego w momencie, kiedy zaczęli się bić. To, co się z Żydami działo wcześniej, jest niegodne najmniejszej uwagi. Dodatkowo zbieżne z głębokim przekonaniem, że Żydzi nigdy nie walczyli i zasługują na swój los oraz że Polacy nigdy by się tak biernie nie zachowali. Wbrew temu, co mówi Władysław Bartoszewski, wszyscy są tym powstaniem zaskoczeni, zdumieni. Jest to wyrażane różnie, bardzo często z sympatią, czasem z niechęcią podszytą pogardą”. Z czym nie zgadza się Pan z profesor Datner?

Władysław Bartoszewski: Ona tam troszkę wyostrza, że ja bagatelizuję, że nie należycie oceniam tę izolację czy brak poparcia. Co innego są subiektywne odczucia człowieka, jego sympatie, a co innego jest sytuacja, znalezienie się w tych warunkach, kiedy nie wiadomo było, za co się łapać, i kiedy było formalne i materialne poparcie rządu Rzeczypospolitej w Londynie jako jedynego rządu, który takie stanowisko zajmował i który doprowadzał do rezolucji i działań werbalnych poświadczeń innych państw. W Holandii, jak wpadła Anna Frank i jej rodzina, jej ojciec przeżył, ona sama zmarła na tyfus w obozie. Nie istniał automatyzm, że jak znaleźli, to zabijali Holendrów – inna jakość, inny świat. Ja ten świat pamiętam, musiałem w tych regułach żyć, tak jak nie oczekiwałem, że w Oświęcimiu będą podawali śmietankę do kawy. Po prostu, jeżeli nie zabijali, to już nie jest najgorzej, ponieważ zabijanie oznacza koniec.

Czytaj dalej tu: Prof. Bartoszewski: Przed wojną ….


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Cowardice in the Face of Leftist Jew-Hate

Cowardice in the Face of Leftist Jew-Hate

Daniel Greenfield


At a Bernie Sanders event in New York City, a black “community activist” began ranting about “Zionist Jews” running the Federal Reserve and Wall Street. At previous events, Sanders had been quick to condemn what he claimed was bigoted and Islamophobic rhetoric by Republicans. But when confronted with the real thing by a left-wing activist at one of his own events, he couldn’t do it.

There was no condemnation of anti-Semitism. Instead after an initial claim that he was proud to be Jewish, he switched to a rambling speech criticizing Israel and distancing himself from Zionism.

Bernie Sanders had suggested at the same event that President Clinton was racist for defending his crime fighting policies to Black Lives Matter protesters, but would not condemn anti-Semitism. Instead of defying left-wing hatred for Jews, he tried to suggest that he wasn’t one of the “bad Zionists”. He was one of the “good Jews” who had a balanced position on Israel and “Palestine”.

It was a sad and shameful display. And this was not the first time that Bernie saw bigotry and blinked.

When NPR’s Diane Rehm accused him of having dual citizenship in Israel, he stumbled through a reply, but never condemned the anti-Semitism inherent in the question. He backed Jesse Jackson despite the Hymietown slur. When asked about it, he did his best to avoid directly condemning anti-Semitism.

Bernie Sanders came out of a political movement rife with anti-Semitism. He encounters it in public on a regular basis. And he is too much of a coward to stand up to it.

After Roseanne Barr ran for president, she stated that during the campaign, “everything I had ever believed about the left was severely shaken” and that she discovered that “many of those I had considered comrades were naked bigots”.

And she did what Bernie Sanders won’t do. She condemned the bigotry.

There’s little doubt that Bernie Sanders has encountered far more anti-Semitism in private than he has in public. And at every turn of the road, he made the decision to fall in line and keep his mouth shut.

In the UK, prominent Jews and non-Jews within Labour have been speaking out against growing anti-Semitism within the party and its political adjuncts. But here there’s a culture of silence about anti-Semitism on the left. And those who speak out pay the price. Consider the response to Phyllis Chesler’s The New Anti-Semitism. And, in contrast, the mainstreaming of Max Blumenthal’s blatant bigotry.

The “gentleman’s agreement” used to be that Jews were expected to keep quiet about anti-Semitism on the left while claiming that all the bigots were on the right. Bernie Sanders is a product of that system. His refusal to talk about anti-Semitism while accusing the right of bigotry is typical of how it works.

The Sanders event at the Apollo Theater also featured Harry Belafonte, who had claimed that “Hitler had a lot of Jews high up in the hierarchy of the Third Reich” and Spike Lee who had responded to criticism of anti-Semitic stereotypes in his movies by saying that he “couldn’t make an anti-Semitic film” because Jews run Hollywood. What does it say about Bernie Sanders that these are the ugly views of the people whom his campaign used in order to present him to a black audience?

Bernie Sanders has made his peace with anti-Semitism. He would rather that you didn’t scream it at him in public, but if you do, he will talk about how there are bad people on both sides in Israel.

But this is a “gentleman’s agreement” that isn’t holding up as the anti-Semitism on the left grows more blatant humiliating good “comrades” like Bernie Sanders at public events. During the Iraq War even a veteran anti-Israel activist like Michael Lerner was left with no choice but to write a Wall Street Journal editorial complaining that anti-Semitism had become the “acceptable –ism”.

Bernie Sanders troops from rally to rally dutifully invoking Hitler and the Holocaust, but he never discusses the fact that the anti-Semitism of National Socialism was rooted in Socialism. Even the inventor of the term, Wilhelm Marr, was a German Socialist who wrote, “Anti-Semitism is a socialist movement, only in nobler and purer form than social democracy.” Georg Ritter von Schonerer, whose “Fuhrer” style heavily influenced Hitler, had been dedicated to fighting “Jewish free-market capitalism”.

The genesis of the movement that led to the mass murder of Jews could be found in a populist Socialism not too different from his own. The origin of Occupy Wall Street, a movement that helped pave the way for his political campaign, was in Adbusters, a magazine which featured articles such as, “Why Won’t Anyone Say They Are Jewish?” The author of that article, Kalle Lasn, praises Bernie Sanders for saying the same things that Adbusters had been saying.

Why won’t Bernie Sanders say that they’re anti-Semitic? It’s obvious why. He needs their support.

The fact that a presidential candidate of Jewish ethnic origin can’t condemn anti-Semitism even when it’s being shouted right in his face shows how serious the problem is. Bernie Sanders will condemn all sorts of bigotry. But he won’t address left-wing anti-Semitism. It would end his political career.

Bernie Sanders is a coward. But he’s not the only one.

The old “gentleman’s agreement” is coming apart as anti-Semitic tropes are increasingly mainstreamed. Hard left activists like Spencer Ackerman or M.J. Rosenberg, who are by no stretch of the imagination friendly to Israel, occasionally scribble a brief complaint about the extremity of the ugliness growing in their movement and then the anti-Semitism business on the left goes on as usual.

A significant portion of the hard left is not anti-capitalist in the abstract, as Bernie Sanders is, but convinced that secretive networks of Jews control the economy. Corporate conspiracies are an easy gateway drug to Jewish conspiracies. Tie in an anti-Israel crowd which blames everything from American police to the Iraq War on Zionism and the anti-Semitic conspiracy theories write themselves.

While these people are a minority, as Adbusters reminds us, they are very influential on the left. They are the types of activists who show up early and leave late, who help shape committees, appear at events and donate without having to be asked. They play a major role in the left-wing networks that boosted Obama’s career and that took Bernie Sanders from an obscure joke to a viable candidate.

Instead of denouncing them, Bernie Sanders panders to them by attacking the Jewish State.

That is why there has been no sustained effort from within the American left to push back against anti-Semitism within the movement. It’s easier instead to ignore it or to pander to it. To respond to anti-Semitism by criticizing Israel, as Bernie Sanders did. Or to just pretend not to hear what is being said.

The Sanders campaign is modeled on Jeremy Corbyn’s successful campaign for the Labour party leadership in the UK. But Corbyn’s victory brought his assorted bigoted allies out of the woodwork like Raed Salah of the Islamic Movement who claimed that Jews use human blood for matzah, Holocaust denier Paul Eisen and Stephen Sizer who claimed that the Jews were behind 9/11. Now anti-Semitism in the Labour party is being vigorously debated. Unfortunately Bernie Sanders’ Jewish origins allow him to “Jewwash” the anti-Semitism of the American left in ways that Corbyn could not. By standing up there and ignoring anti-Semitism, even when it’s directed at him, Bernie Sanders pretends it’s not a problem.

That is what makes his cowardice in the face of left-wing anti-Semitism so useful to the anti-Semitic left.


Daniel Greenfield, a Shillman Journalism Fellow at the Freedom Center, is a New York writer focusing on radical Islam.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com