Archive | 2016/06/06

Czy aktor żydowski musi być Żydem? (Bliscy Nieznajomi.)

Czy aktor żydowski musi być Żydem?

Stanisław Godlewski



Przez długie lata Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie miał opinię miejsca, w którym artystycznie nic się nie dzieje. Gdzie grają słabe artystycznie spektakle, nudne i tradycyjne, wykorzystujące elementy kultury judaistycznej, ale raczej na zasadzie cepelii. W spektaklu “Aktorzy żydowscy” Anny Smolar tytułowi bohaterowie próbują zmierzyć się z mitem teatru, w którym pracują i z własnym statusem.

Aktor żydowski – co to znaczy?

Czy aktor żydowski musi być Żydem? Czy może powinien być dobrym aktorem, który powinien umieć dobrze zagrać Żyda? Czy znajomość jidysz jest konieczna? Jakie spektakle i w jakiej formie powinien grać Teatr Żydowski, aby z jednej strony realizować swoją misję, a z drugiej tworzyć nowoczesne i dobre artystycznie przedstawienia? Takie pytania zadają na scenie pracownicy teatru (Ryszard Kluge, Mariola Kuźnik, Joanna Rzączyńska, Izabella Rzeszowska, Małgorzata Trybalska, Jerzy Walczak) do wtóru perkusyjnego akompaniamentu Dominiki Korzenieckiej. Aktorzy żydowscy niekoniecznie mają pochodzenie żydowskie – przeciwnie, część z nich stała się “Żydami przez zasiedzenie”. Przyjmują taką tożsamość jedynie dlatego, że w takim, a nie innym zespole przyszło im pracować. Wśród części z nich stanowiło to impuls do pogłębienia wiedzy na temat kultury żydowskiej, dla innych – niekoniecznie.

Pytania podczas spektaklu są kierowane również do widzów, którzy siedzą po dwóch stronach wielkiego stołu, wysypanego piaskiem, na którym toczy się gra. Aktorzy wchodzą ze sobą w spory, opowiadają o swoich zawodowych i prywatnych sukcesach i porażkach.

W tekście Michała Buszewicza, w którym prawda miesza się z fikcją, błyskotliwa krytyka instytucji przechodzi w niepewność dotyczącą tożsamości. Mechanizm wtórnej stygmatyzacji (nie zwyczajny aktor, ale aktor żydowski!) staje się punktem wyjścia do rozważań na temat funkcjonowania kultury żydowskiej w Polsce, jej historycznych konotacji, a także do losu aktora, który pracując na etacie w teatrze, może raczej zapomnieć o realizacji własnych artystycznych pragnień.

Przedstawienie jak najbardziej polityczne

Spektakl, oparty na szybkim rytmie i tempie narzucanym przez perkusję, ogląda się świetnie. Także dlatego, że mimo wszystkich poważnych tematów, jakie zostają poruszone, jest on niezwykle zabawny i autoironiczny. Sformułowania, które mogłyby zostać uznane za politycznie niepoprawne, są tutaj jak najbardziej na miejscu, bo wypowiadają je sami zainteresowani.

Aktorzy żydowscy zajmują się przede wszystkim sobą i próbą zdefiniowania tego, w jakim miejscu są oni i ich specyficzny, jak sami mówią – “rodzinny” teatr. W tym sensie to przedstawienie staje się jak najbardziej polityczne – nawet nie dlatego, że porusza temat związany z judaizmem, lecz dlatego, że jest próbą autokomentarza, krytyką instytucji kultury i sztuki.

Od tego zawsze warto zaczynać – nie od razu porywać się na wielkie, ważne i gorące sprawy, lecz przyjrzeć się samemu sobie.

Istotne w tym spektaklu jest również to, że większość sporów i anegdot opowiadają aktorki. We współczesnym polskim teatrze rzadko zdarzają się tak podmiotowo potraktowane role kobiece. Role, bowiem spektakl nie jest żadną osobistą improwizowaną “spowiedzią”, lecz traktatem, napisanym na bazie własnych doświadczeń, w którym aktorki i aktorzy mogą dać pełen popis swoich umiejętności. Zespół został doceniony nagrodą na zakończonych właśnie 56. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych.

Największą i unikatową zaletą “Aktorów żydowskich” jest to, że podejmują szereg ważnych tematów, jednak nie ma w tym spektaklu charakterystycznego “zadęcia” i patetycznej powagi. Poruszane problemy traktowane są tu bez uproszczeń. A to już bardzo dużo.

Zagubiona wyspa i zemsta słońca

Podczas Bliskich Nieznajomych – w sobotę – widzowie mogli zobaczyć spektakl “Zostań, zostań” – spektakl Michała Borczucha przygotowany razem z dziećmi z Domu Dziecka w Szamocinie i Stowarzyszenia Stacja Szamocin. Spektakl, choć dotyka trudnych tematów, nie pozwala popaść w sentymentalizm i łatwe wzruszenia. Momentami jest wręcz bardzo zabawny.

Michał Borczuch, uznany reżyser teatralny i jego główny aktor, Krzysztof Zarzecki, spotkali się z dziećmi z Szamocina podczas programu “Wielkopolska: Rewolucje”. Od tego czasu zdążyli stworzyć już trzy spektakle. “Zostań, zostań” jest ich najnowszym dziełem. Przedstawienie zostało oparte na “Kindertotenlieder” Gustava Mahlera do słów Friedricha Rückerta, cyklu pieśni opowiadających o zmaganiu się z doświadczeniem śmierci dziecka. Teksty, przetłumaczone przez Tomasza Śpiewaka i muzyka, przetworzona przez Marcina Maseckiego, stały się podstawą do tworzenie scen z szamocińskimi dzieciakami. Wspólnie z Borczuchem wykreowali oni na scenie coś w rodzaju dzikiej wyspy z Piotrusia Pana czy też postapokaliptycznego miejsca, w którym wśród namiotów i zepsutych telefonów próbują się skontaktować ze światem.

Nie jest to jednak historia jak z “Władcy much” Goldinga, raczej zbiór scenek, w których na różne sposoby podejmowany jest temat zagubienia, samotności i strachu. Widzimy coś w rodzaju rytuałów plemiennych – kłótni, polowania, akcji ratunkowej. Wszystko przetykane jest pieśniami-trenami, wyrażającymi żal po stracie dziecka, jednak śpiewają je właśnie dzieci.

Nie zostawaj, idź

Efekt nie jest emocjonalnym szantażem, łzawym i tandetnym zagraniem, przeciwnie – naturalna ekspresja dzieci i komediowe wtręty sprawiają, że spektakl staje się słodko-gorzką podróżą przez zamknięty świat, w którym groza miesza się z radością, a tragizm z dowcipem. To wymieszanie porządków zostaje wzmocnione przez oprawę sceniczną – z jednej strony przez większość spektaklu jest ciemno, aktorzy oświetlani są tylko światłem latarek. Z drugiej, ubrani są w finezyjne i kolorowe stroje, czasem abstrakcyjne, czasem groteskowo dosłowne (w piosence o oczach, dwie dziewczyny mają na głowach opaski z przymocowanymi, dużymi, odstającymi gałkami ocznymi).

Co znaczy tytuł – “Zostań, zostań”? Kto ma zostać? Dziecko? Rodzic? Dzieciństwo jako stan niewinności? Borczuch i jego aktorzy nie silą się na konkretyzację tego, co odchodzi lub zostaje utracone, ważniejszy jest tutaj sam mechanizm godzenia się z utratą. Okazuje się, że sama możliwość wypowiedzenia, wykrzyczenia, wyśpiewania doświadczenia już przynosi ulgę.

Wszyscy młodzi wykonawcy tworzą tu świetne role aktorskie. Marlena Cholewa, Krystyna Kogut, Danuta Peksa, Małgorzata Peksa, Weronika Popkowska, Daria Rakowska, Amelia Szymanowska, Marlena Szymanowska, Dagmara Świątek, Patrycja Świątek, Sławomir Czapla, Leszek Kogut, Grzegorz Peksa, Jacek Rubczak, Marcin Semrau, Mateusz Szymanowski, Jakub Świątek, Kacper Wysocki, Tadeusz Zarzecki. W spektaklu brał również udział Krzysztof Zarzecki, jednak jego rola ograniczała się właściwie do zapowiadania kolejnych części spektaklu.

W finale udaje się pokonać “zemstę słońca”. Reflektory znów świecą, wszyscy wspólnie śpiewają piosenkę.
Aż się chce sparafrazować tytuły spektakli Borczucha i aktorów z Szamocina. Nie “Lepiej tam nie idź”, nie “Zostań, zostań”, lecz właśnie nie zostawaj i idź. Chyba warto, nawet kosztem bólu.

O rzezi wołyńskiej

W piątkowy wieczór można było zobaczyć “Swarkę” w reżyserii Katarzyny Szyngiery, przywiezioną na Bliskich Nieznajomych z Teatru Polskiego w Bydgoszczy. To przedstawienie o trudnej i ważnej sprawie. W dodatku przedstawienie z tezą. Teza brzmi: nie miej tez, bo ostatecznie nie dowiesz się, jak to było naprawdę.

Widownia siada w ławach z białego drewna. Na scenie znajduje się sześć mównic z podobnego materiału. Aktorzy początkowo siedzą razem z nami, dopiero potem zajmują miejsca i przemawiają ex cathedra. Ich wypowiedzi – bazujące na materiałach książkowych dotyczących rzezi wołyńskiej i stosunków polsko-ukraińskich w latach czterdziestych, przerywane są nagraniami filmowymi, które reżyserka, Katarzyna Szyngiera, razem z Mirosławem Wlekłym, zebrali przed próbami. Są to wypowiedzi osób z Wołynia, którzy jeszcze pamiętają, co tam się stało.

No właśnie – czy pamiętają? Materiały zebrane przez Szyngierę i Wlekłego są często sprzeczne. I nie chodzi tu jedynie o to, że relacje Polaków zupełnie różnią się od opowieści Ukraińców. Także sami opowiadający gubią się w swoich zeznaniach. “Może coś się zdarzyło, już nie pamiętam”. Aktorzy czasem sami zaczynają odgrywać wypowiedzi bohaterów.

Co jest prawdą?

Kwestia aktorstwa jest w tym spektaklu niezwykle istotna. Aktorzy czasami zawieszają grę, zapalają papierosa, piją wodę z eleganckich bidonów. Gdy przedstawiają dane dotyczące rzezi wołyńskiej lub “grają” bohaterów filmowego reportażu, jawnie podkreślają wybrane słowa, robią znaczące pauzy, zmieniając tym samym znaczenie wypowiedzi. Ukazanie tego performatywnego charakteru wypowiadania słów jest chyba najciekawszym elementem spektaklu.

“Swarka” dotyka ważnego problemu, który niedługo mocniej wróci do debaty za sprawą premiery filmu Wojciecha Smarzowskiego. Jednak zamiast tradycyjnej fabuły, spektakl proponuje namysł nad samym przekazem historycznym, nad mechanizmami manipulacji pamięcią. Jawnie prowokacyjne monologi, nawiązujące także do współczesnych postaw Polaków wobec współczesnej Ukrainy mieszają się z makabrycznymi opisami morderstw, strzępami wspomnień. Nad wszystkim unosi się duch wątpliwości – skoro tyle jest sprzecznych relacji, to co jest prawdą?

Uderzające jest w tym spektaklu to, że choć jawnie kpi z moralizatorstwa, sam wpada w nieznośny dydaktyzm. Ukazanie sprzecznych relacji służy jedynie potwierdzeniu tego, co wszyscy wiemy. Że źródła historyczne także mogą podlegać manipulacji, że są różne perspektywy patrzenia na tę samą sprawę, że nie ma jednego wyjaśnienia konfliktu. W “Swarce” widać też jakiś rodzaj bezpiecznej bezradności. O Wołyniu nic się już nie można dowiedzieć na pewno i wszyscy o tym wiemy. Historia to ciąg manipulacji i wszyscy o tym wiemy.

A może przesadzam? Może właśnie nie wszyscy to wiedzą? Przecież coraz więcej jest osób, które zdają się dokładnie wiedzieć, co, jak i gdzie się zdarzyło, które prezentują bardzo wyrazistą i spójną wersję historii. Tylko że oni chyba nie chodzą na festiwale teatralne.

Chociaż, kto wie, czy na pewno?

Program festiwalu –Bliscy Nieznajomi


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Muslims Yes, Jews No: The Hypocrisy of the NY Times

Muslims Yes, Jews No: The Hypocrisy of the NY Times

Rabbi Benjamin Blech


Separate swimming hours to accommodate religious sensitivities provokes hypocritical response.

Muslims Yes, Jews No: The Hypocrisy of the NY Times

This time the New York Times really outdid itself.

If there were an award for hypocrisy, the hands-down winner should clearly be the paper which has long regarded itself as “the newspaper of record.” Within the span of just a few months, the Times editorial board took heated and diametrically opposed positions on the identical issue – the only difference being whether an accommodation was being made for the religious sensitivities of Muslims or of Orthodox Jews.

This past February, when the city of Toronto allowed for women-only sessions at a public pool at specific hours at the behest of Muslim residents, the Times was delighted. Although it was a story from across the border, the editorial writers of the newspaper gushed at this beautiful demonstration of “community integration.” This was a “model of inclusion.” Here was Canada showing us how citizens with differing views of modesty and morality could be extended the courtesy of understanding and the consideration of a policy which would be willing to extend community benefits to all at the cost of minimal sacrifice. The pool might not be open to everybody at all times, but everybody could find some times to enjoy a publicly funded recreation.

So religious accommodation, the Times effusively affirmed is a good thing even if, just like any accommodation, it requires a little compromise. But remarkably enough that is not the way they saw it at all when the ideal was now offered as justification for Orthodox Jews having a few hours during the week set aside at a municipal pool in Brooklyn for women whose religious scruples prevent them from swimming together with men.

Suddenly the former defendants of inclusiveness viewed the matter in a totally different light. This desire on the part of, as it turns out, an exceedingly large number of residents in that particular area of Williamsburg to be true to their traditions of modesty is, according to the New York Times, an affront to “the laws of New York City and the Constitution.” The same Constitution in whose name liberals today so vociferously demand equality for same-sex marriages, unrestricted bathroom use for trans-genders and a host of other “rights” which may upset others it seems according to the interpretation of the Times is unequivocally opposed to granting consideration to Orthodox Jews for their beliefs.

It is a stunning illustration of an attitude exemplified by a classic story: An old Jewish lady sees a gentleman in a long black coat, big beard and black hat on a bus. She goes over to him and says “Why can’t you Hassidim dress a bit more modernly? Why not wear a nice suit and trim your beard so you can look a bit more respectable. This is the 21st century in New York City and you are an embarrassment to all of us.”

recommended by:
Leon Rozenbaum
The gentleman responds to the lady, “I am not Jewish. I am Amish and I am dressed in accord with the traditions of my people.”

The lady respectfully apologizes. “Please forgive me. I didn’t realize. And by the way I truly admire the way you people have kept your customs.”

Substitute Muslims for Amish and you have the essence of New York Times anti-Semitism. As a liberal newspaper constantly on guard against the slightest indication of the sin of racism or of Islamo-phobia, political correctness rules every article and editorial.

Change the victim, however, from Muslim to Jew or from Arab to Israeli and the perspective suddenly shifts 180°. One can only wonder if this almost incomprehensible insensitivity and abandonment of reason isn’t in some measure due to the fact that the original owners of the Times were Jews – and history has given us more than enough examples of that remarkable phenomenon of self-hating Jews desperately trying to become beloved by denying and disparaging their own identity.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jerusalem Day 2016

Jerusalem Day 2016

Keren Hayesod UIA     Keren Hayesod UIA



To mark the 49th anniversary of the liberation of Jerusalem, capital of Israel, President Reuven Rivlin sends greetings to the citizens of the State of Israel and to the Jewish people around the world.
“We love Jerusalem and are connected to it”, says the President of the State of Israel. Jerusalem is Israel’s heart and, together, we celebrate its liberation”.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com