Archive | August 2016

Zaginione dzieci Izraela

Wyborcza.plZaginione dzieci Izraela

ROBERT STEFANICKI
i MACIEJ CZARNECKI


1949 r. – jemeńscy Żydzi przemierzają pustynię w drodze do obozu w pobliżu Adenu. To stamtąd ewakuowano uchodźców w ramach operacji ‘Zaczarowany dywan’ * GOVERNMENT PRESS OFFICE *

Nawet kilka tysięcy dzieci mogło zostać odebranych rodzinom migrującym do Izraela w pierwszych latach jego istnienia. Rządowa komisja ma zbadać, czy państwo maczało w tym palce.

Izrael był i jest dumny z operacji „Zaczarowany dywan”, w ramach której w latach 1949-50 potajemnie ewakuowano z Jemenu 49 tys. Żydów. Ale Jona Josef nie może powstrzymać płaczu na wspomnienie tego, co zdarzyło się potem.

Wraz z innymi Jemeńczykami umieszczono ją w obozie przejściowym. Na miejscu ktoś poprosił, by zaniosła swoją czteroletnią siostrę na rutynowe badania. – W klinice kazano mi iść do domu. Powiedzieli, że później oddadzą Saadię – opowiada Jona „Washington Post”. – Nic nie wiedziałam. Sama byłam dzieckiem.

Nigdy już nie zobaczyła siostry.

Poseł Nurit Koren kierujący parlamentarnym lobby na rzecz wyjaśnienia zagadki skradzionych dzieci ma ponad tysiąc udokumentowanych przypadków. Inni aktywiści szacują, że w pierwszych latach istnienia Izraela nawet osiem tysięcy dzieci mogło zostać odebranych rodzicom. Uważają, że je sprzedawano albo dawano bezdzietnym parom żydowskim w Izraelu i USA. Poszkodowani najczęściej słyszeli tłumaczenie, że ich dziecko zmarło.

Ofiary rasizmu

W lipcu premier Beniamin Netanjahu ogłosił, że „znosi immunitet” tej sprawie, i wyznaczył swojego ministra Cachiego Hanegbiego, by „odkrył prawdę”. – To otwarta rana krwawiąca w wielu jemeńskich rodzinach, które nie wiedzą, co się stało z ich dziećmi – powiedział premier.
Na razie Hanegbi ustalił to, co już wiadomo: że dzieci naprawdę znikały. Brały w tym udział pielęgniarki, lekarze, pracownicy socjalni i państwowi urzędnicy. Ale czy polecenie szło z góry?

– Uważamy, że był to proceder zorganizowany – twierdzi poseł Koren. – Jeśli naprawdę tak było, państwo powinno to przyznać i wziąć na siebie odpowiedzialność.

Nie tylko poszkodowane rodziny są przekonane, że padły ofiarą rasizmu aszkenazyjskich (pochodzących z Europy) elit rządzących Izraelem, które zawsze skrycie pogardzały sefardyjskimi (arabskojęzycznymi) ziomkami. Jeśli tak, byłby to kolejny przypadek „skradzionego” pokolenia, jak w Australii i Kanadzie, gdzie dzieci odbierano autochtonom, zamykano w internatach i zmuszano do przeobrażenia się w białego – czytaj cywilizowanego – człowieka.

Dziennikarz Jonathan Cook tłumaczy, że arabskich Żydów sprowadzano do Izraela w pierwszej dekadzie istnienia państwa, by wygrać wojnę demograficzną z Palestyńczykami; mieli też być siłą roboczą. Ale widziano w nich również zagrożenie.

Pierwszy premier Dawid Ben Gurion obawiał się, że pomimo wspólnej religii mogą popsuć kulturę żydowskiego państwa, wnosząc „ducha Lewantu”. Syjonistyczne kierownictwo uważało, że dorosłych nie da się oduczyć „prymitywizmu”, ale ich dzieci – owszem. „Trzeba je zreformować poprzez edukację i wpojenie nienawiści do wszystkiego, co arabskie. Będzie to łatwiejsze, jeśli oddzieli się je od biologicznych rodzin” – pisze Cook.

Zniknięci na Cyprze

Jeśli coś w tej analizie nie przekonuje, to to, że ginęły nie tylko dzieci sefardyjskie. Dziennik „Haarec” opublikował obszerny reportaż o rodzinach, które przeżyły Holocaust w Europie i spotkał je ten sam los. Do zniknięć często dochodziło w brytyjskim obozie przejściowym na Cyprze.

Na początku 1947 r. pochodzący z Polski 25-latek Mosze i 20-letnia Miriam z Ukrainy próbowali dotrzeć do Palestyny, ale Brytyjczycy zawrócili ich statek i kazali czekać na Cyprze. Tam urodził się Zelig, który zachorował w wieku czterech miesięcy. Matka zabrała go do kliniki prowadzonej przez organizacje syjonistyczne. Kazano jej zostawić dziecko i wracać do domu. Następnego ranka Mosze i Miriam dowiedzieli się, że Zelig zmarł. Rodzicom odmówiono okazania ciała.

To nie koniec dziwnych zdarzeń. W lutym 1948 r. małżeństwo dostało miejsce na statku do Izraela. Organizujący aliję (emigrację) izraelski urzędnik zażądał, by potwierdzili, że Zelig jedzie z nimi.

– Ależ on nie żyje! Nie chcemy kłamać! – wzburzyli się Mosze i Miriam. W końcu jednak ulegli, licząc, że jeśli w papierach będą figurowali jako para z dzieckiem, to może dostaną od władz lepsze mieszkanie.

Po wielu latach Mosze odnalazł w izraelskim domu starców pielęgniarkę, która zabrała Zeliga.
– Wyznała, że sprzedali go za pięć tysięcy dolarów bezdzietnej parze – opowiada „Haarecowi” siostra Zeliga Efrat. 95-letni Mosze wciąż żyje nadzieją, że jakimś cudem syn się odnajdzie.

Jedna z pochodzących z Europy kobiet, która wciąż szuka swojej siostry, powiedziała dziennikarzom, że odbieranie dzieci nie miało źródła w rasizmie, lecz „arogancji weteranów wobec nowych imigrantów”. Jednak według raportu z 2001 r. przypadków znikania dzieci europejskich i amerykańskich było tylko 30, czyli bez porównania mniej niż jemeńskich.

Rodziny czekają na prawdę

W ciągu półwiecza kwestią zaginionych zajmowały się trzy państwowe komisje. Zgodnie dochodziły do wniosku, że większość dzieci zmarła z powodu chorób, a pozostałe mogły zostać oddane do adopcji.
Poszkodowane rodziny nie chcą się pogodzić z taką wersją, czekają na prawdę.

– Była to straszliwa zbrodnia na niebywałą skalę – mówi „Washington Post” Jael Cadok, były dziennikarz zaangażowany w sprawę od 30 lat. Dziś działa w organizacji Achim Wekajamim (Bracia Wciąż Istnieją), która próbuje połączyć rozdzielone rodziny. Udało się to w kilkudziesięciu przypadkach.

SKRADZIONE POKOLENIA

Australijskie władze od XIX w. do końca lat 60. XX w. systematycznie zabierały dzieci aborygeńskim matkom, uzasadniając to chęcią zapewnienia opieki i polityką asymilacji.

Wysyłano je do misji, szkół i instytucji opiekuńczych, które według Doris Pilkington, autorki znanej książki na ten temat „Follow the Rabbit Proof Fence”, przypominały bardziej obozy koncentracyjne: dormitoria zamykane na klucz, surowe regulaminy, izolatki dla niepokornych… Podopiecznym nie wolno było używać ojczystego języka. W najlepszym wypadku czasem dostawali list od rodziny.

Wymagano od nich pracy fizycznej już od młodych lat, a edukacja była w dużej mierze fikcją. Zwłaszcza dziewczynki były narażone na molestowanie seksualne, co w 1997 r. opisywał głośny raport specjalnej komisji praw człowieka i równych szans „Bringing Them Home”.
W 2008 r. ówczesny premier Australii Kevid Rudd przeprosił w parlamencie wszystkich Aborygenów za politykę, która „wywołała głębokie cierpienie, żal i straty”. Przyznał, że dzieci zabrane z domów należały do „straconych pokoleń”.

W tym samym roku przeprosiny wystosował do rdzennych ludów Kanady premier tego kraju Stephen Harper. Opowiadał przed parlamentem o tworzonych od lat 80. XIX w. szkołach z internatami dla Indian, Metysów i Inuitów, które funkcjonowały przez całe stulecie (ostatnią w Saskatchewan zamknięto w 1996 r.). Według Harpera trafiło do nich ponad 150 tys. dzieci.

– Nadrzędnym celem było zabieranie dzieci i izolowanie ich od wpływów domów, rodzin, tradycji i kultur oraz ich asymilacja w dominującej kulturze. Ten cel wynikał z założenia, że rdzenne kultury i wierzenia duchowe były pośledniejsze i nierówne. Niektórzy próbowali, jak głosi haniebne powiedzenie, zabić Indianina w dziecku. Dziś uznajemy, że taka polityka była zła, wyrządziła ogromną krzywdę, i nie ma na nią miejsca w naszym kraju – przemawiał Harper.

Kanadyjczycy postanowili wypłacić odebranym dzieciom odszkodowania. W 2006 r. rząd zawarł ugodę z przedstawicielami poszkodowanych opiewającą na 2 mld dol. 80 tys. osób miało otrzymać po 10 tys. dol. za pierwszy rok spędzony w szkole i 3 tys. dol. za każdy kolejny. Na dodatkowe odszkodowanie mogły liczyć ofiary kar fizycznych i molestowania seksualnego. Większość pieniędzy wypłacono do końca 2012 r.
W Australii podobne fundusze stworzyły Tasmania i Australia Południowa. W innych stanach i terytoriach można dochodzić sprawiedliwości w sądach powszechnych, ale nie jest to łatwe. MC


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The 11th Encyclopædia Britannica on Who Is a Palestinian

The 11th Encyclopædia Britannica on Who Is a Palestinian

Daniel Pipes


Robert Alexander Stewart Macalister (1870-1950)

As several authors (Aryeh L. Avneri, Joan Peters, Fred M. Gottheil) have shown, the non-Jewish population of Palestine grew because of the many in-migrants who came to work at Zionist economic enterprises. But it’s also worth noting that, even before that immigration began, this small territory was already filled with a wide range of peoples.

The famed Encyclopædia Britannica, 11th edition, dating from 1910-11, or antedating the British conquest of the area, provides colorful information on these peoples. The entry Palestine in vol. 20, by the Irish archeologist Robert Alexander Stewart Macalister, delineates Palestine

as the strip of land extending along the eastern shore of the Mediterranean Sea from the mouth of the Litany … southward to … a short distance south of Gaza. … Eastward … the line of the pilgrim road from Damascus to Mecca is the most convenient possible boundary. (p. 601)

This map shows what’s meant (in modern terms, more or less northern Israel and northwestern Jordan) by Palestine.

Macalister’s section on the population of Palestine stresses its diversity.

The inhabitants of Palestine are composed of a large number of elements, differing widely in ethnological affinities, language and religion. It may be interesting to mention, as an illustration of their hetereogeneousness, that early in the 20th century a list of no less than 50 languages, spoken in Jerusalem as vernaculars, was there drawn up by a party of men whose various official positions enabled them to possess accurate information on the subject.

A footnote adds that only 30 languages are regularly used but that too is “a sufficient number … to indicate the cosmopolitan nature of the city.” This complexity makes it “no easy task to write concisely and at the same time with sufficient fullness on the ethnology of Palestine,” whose population Macalister roughly estimates to be 650,000. Nevertheless, he plunges ahead in an 850-word summary, provided here in its entirety, with additional paragraphing inserted for easier reading:

There are two classes into which the population of Palestine can be divided – the nomadic and the sedentary. The former is especially characteristic of Eastern Palestine, though Western Palestine also contains its full share. The pure Arab origin of the Bedouins is recognized in common conversation in the country, the word “Arab” being almost restricted to denote these wanders and seldom applied to the dwellers in towns and villages.

It should be mentioned that there is a third, entirely independent, nomad race, the despised Nowar [Nawar], who correspond to the gipsies or tinkers of European countries. These people live under the poorest conditions, by doing smith’s work; they speak among themselves a Romani dialect, much contaminated with Arabic in its vocabulary.

The EB deals quickly with the sedentaries:

The sedentary population of the country villages – the fellahin, or agriculturists – is, on the whole, comparatively unmixed; but traces of various intrusive strains assert themselves. It is by no means unreasonable to suppose that there is a fundamental Canaanite element in this population: the “hewers of wood and drawers of water” often remain undisturbed through successive occupations of a land; and there is a remarkable correspondence of type between many of the modern fellahin and skeletons of ancient inhabitants which have been recovered in the course of excavation.

The focus is on the waves of foreign colonization:

New elements no doubt came in under the Assyrian, Persian and Roman dominations, and in more recent times there has been much contamination.

The spread of Islam introduced a very considerable Neo-Arabian infusion. Those from southern Arabia were known as the Yaman tribe, those from northern Arabia the Kais (Qais). These two divisions absorbed the previous peasant population, and still nominally exist; down to the middle of the 19th century they were a fruitful source of quarrels and of bloodshed. The two great clans were further subdivided into families, but these minor divisions are also being gradually broken down. In the 19th century the short-lived Egyptian government introduced into the population an element from that country which still persists in the villages. These newcomers have not been completely assimilated with the villagers among whom they have found a home; the latter despise them, and discourage intermarriage.

Villages contain some Christians:

Some of the larger villages – notably Bethlehem – which have always been leavened by Christianity, and with the development of industry have become comparatively prosperous, show tangible results of these happier circumstances in a higher standard of physique among the men and of personal appearance among the women. It is not uncommon in popular writings to attribute this superiority to a crusader strain – a theory which no one can possibly countenance who knows what miserable degenerates the half-breed descendants of the crusaders rapidly became, as a result of their immoral life and their ignorance of the sanitary precautions necessary in a trying climate.

The towns are more diverse:

The population of the larger towns is of a much more complex nature. In each there is primarily a large Arab element, consisting for the greater part of members of important and wealthy families. Thus, in Jerusalem, much of the local influence is in the hands of the families of El-Khalidi, El-Husseini and one or two others, who derive their descent from the heroes of the early days of Islam. The Turkish element is small, consisting exclusively of officials sent individually from Constantinople. There are very large contingents from the Mediterranean countries, especially Armenia, Greece and Italy, principally engaged in trade. The extraordinary development of Jewish colonization has since 1870 effected a revolution in the balance of population in some parts of the country, notably in Jerusalem.

Dispensing with Zionism in that one sentence, the Encyclopædia Britannica goes on to the many other peoples of the region:

There are few residents in the country from the more eastern parts of Asia – if we except the Turkoman settlements in the Jaulan, a number of Persians, and a fairly large Afghan colony that since 1905 has established itself in Jaffa. The Mutāwileh (Motawila), who form the majority of the inhabitants of the villages north-west of Galilee, are probably long-settled immigrants from Persia. Some tribes of Kurds live in tents and huts near Lake Huleh.

If the inmates of the countless monastic establishments be excluded, comparatively few from northern or western Europe will remain: the German “Templar” colonies being perhaps the most important. There must also be mentioned a Bosnian colony established at Caesarea Palestina, and the Circassian settlements placed in certain centres of Eastern Palestine by the Turkish government in order to keep a restraint on the Bedouin: the latter are also found in Galilee. There was formerly a large Sudanese and Algerian element in the population of some of the large towns, but these have been much reduced in numbers since the beginning of the 20th century: the Algerians however still maintain themselves in parts of Galilee.

The most interesting of all the non-Arab communities in the country, however, is without doubt the Samaritan sect in Nablus (Shechem); a gradually disappearing body, which has maintained an independent existence from the time when they were first settled by the Assyrians to occupy the land left waste by the captivity of the kingdom of Israel. (p. 604)

Samaritans of Nablus.

This overview of Palestine mentions in no less than 20 foreign ethnicities other than the native fellahin (farmers) and the Jews: Assyrian, Persian, Roman, Arabian, Crusader, Nawar, Arabian, Turkic, Armenian, Greek, Italian, Turkoman, Motawila, Kurd, German, Bosnian, Circassian, Sudanese, Algerian, and Samaritan.

So, enough of this nonsense about the Palestinians all being an ancient people going back to the Jebusites. The Arab Palestinian identity dates to after this encyclopedia entry was written, to the year 1920. (July 31, 2016)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


“Nie ma miejsca dla tworu syjonistycznego w regionie”

“Nie ma miejsca dla tworu syjonistycznego w regionie”

Khaled Abu Toameh tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Zamaskowani członkowie Hamasu (ubrani na czarno) przygotowują egzekucję miejscowych Palestyńczyków, którzy, jak twierdzą, szpiegowali na rzecz Izraela, 22 sierpnia 2014, w Gazie. (Zdjęcie: Reuters, zrzut z ekranu)

Zamaskowani członkowie Hamasu (ubrani na czarno) przygotowują egzekucję miejscowych Palestyńczyków, którzy, jak twierdzą, szpiegowali na rzecz Izraela, 22 sierpnia 2014, w Gazie. (Zdjęcie: Reuters, zrzut z ekranu)

Marzyciele powtarzają nadal po angielsku: “Hamas i Izrael, Izrael i Hamas. Może któregoś dnia… kto wie”. A potem płynie arabskojęzyczna prawda: “Śmierć dla Izraela, zawsze!”

Niektórzy analitycy polityczni, arabscy i zachodni, błędnie zinterpretowali zgodę Hamasu na uczestniczenie w wyborach samorządowych wyznaczonych na 8 października, jako oznakę „pragmatyzmu” tego ruchu i marsz ku uznaniu prawa Izraela do istnienia.

Założyli fałszywie, że gotowość Hamasu do wzięcia udziału w procesie demokratycznym pokazuje, że przywódcy tego ruchu ekstremistycznego są gotowi porzucić swoje marzenie o zniszczeniu Izraela i porzucić “walkę zbrojną” przeciwko niemu.

Takie same argumenty o rzekomym “pragmatyzmie” i “umiarkowaniu” Hamasu wysuwano również w 2006 r., kiedy Hamas stanął do palestyńskich wyborów parlamentarnych. Również wtedy wielu analityków politycznych twierdziło, że decyzja Hamasu wzięcia udziału w wyborach była zachęcającą oznaką, że ruch ten popiera nowe, umiarkowane podejście do Izraela i procesu pokojowego.

Rzeczywistość pokazała jednak, że te założenia były całkowicie fałszywe. Zwycięstwo Hamasu w wyborach parlamentarnych 2006 r. nie przyniosło żadnych zmian ideologii ekstremistycznej. Hamas nie zmienił swojej Karty, która wzywa do zniszczenia Izraela. Ani też Hamas nie porzucił morderczych zamachów terrorystycznych na Izraelczyków.

Dla przypomnienia, oto, co Karta Hamasu mówi otwarcie w tej sprawie

„Islamski Ruch Oporu [Hamas] uważa Palestynę na świętą własność islamu poświęconą dla przyszłych pokoleń muzułmanów aż do Dnia Sądu. Ziemia ta, ani żadna jej część nie może zostać roztrwoniona ani oddana. Wyzwolenie tej ziemi jest indywidualnym obowiązkiem wiążącym każdego muzułmanina na całym świecie. W celu przeciwstawienia się uzurpacji Palestyny przez Żydów nie mamy ucieczki przed podniesieniem sztandaru Dżihadu. Wymaga to propagowania świadomości islamskiej wśród mas na szczeblach lokalnym, arabskim i islamskim. Musimy szerzyć ducha Dżihadu w islamskim Umma [narodzie], ścierać się z wrogami i dołączać do szeregów wojowników Dżihadu”.

W rzeczywistości zwycięstwo Hamasu w 2006 r. jeszcze bardziej ośmieliło Hamas i podniosło stopień jego determinacji w trzymaniu się swojej ideologii i terroryzmu w dodatku do indoktrynacji i podżegania przeciwko Izraelowi. Następnego roku, 2007, Hamas przeprowadził zamach stanu przeciwko Autonomii Palestyńskiej (AP) i przechwycił pełne panowanie w Strefie Gazy.

Również decyzja Hamasu wzięcia udziału w nadchodzących wyborach samorządowych i miejskich wzmocni ten ruch i utoruje drogę do rozszerzenia panowania ze Strefy Gazy na Zachodni Brzeg.

Tak więc wyborcze zwycięstwo lub porażka jest dla Hamasu całkowicie nieistotne. Hamas nie zmieni swojej ideologii ani nie złagodzi stanowiska wobec Izraela i „procesu pokojowego”. I, oczywiście, Hamas nie uzna prawa Izraela do istnienia. Jego przywódcy nadal zapewniają o tym ludność – publicznie i codziennie.

Jeśli chodzi o wybory parlamentarne, Hamas może nawet wyłonić się z nich silniejszy i bardziej zdecydowany, szczególnie, jeśli zwycięży w nadchodzących wyborach samorządowych, jak to się wydaje nieuniknione.

Hamas widzi swoje uczestnictwo w wyborach jako złotą okazję do “wzmocnienia swojej pozycji i zachęcania do Dżihadu”, jak to wyraźnie i jednoznacznie mówi w swojej Karcie.

Innymi słowy, Hamas widzi wybory jako szansę prowadzenia walki o wyeliminowanie Izraela. Hamas nie staje więc do nadchodzących wyborów w celu dostarczenia Palestyńczykom lepszych usług municypalnych, ale, jak to stanowi w Karcie, „w celu umożliwienia następnej rundy walki z Żydami, handlarzami wojny” i „aż do całkowitego wyzwolenia, rozgromienia najeźdźców i zapanowania zwycięstwa Allaha”.

Niemniej, nie do uwierzenia, niektórzy zachodni analitycy polityczni i “eksperci” spraw palestyńskich, zbywają Kartę Hamasu jako nieistotną. To zbywanie opiera się obecnie na wypowiedziach przypisywanych sporadycznie kilku przywódcom Hamasu i ich rzecznikom w rozmaitych mediach. Dla nich te wypowiedzi są „zachęcającymi” i „pozytywnymi” sygnałami Hamasu. Podejmują nawet lekkomyślny krok doradzania przywódcom światowym, by słuchali tych głosów i brali je pod uwagę w kontaktach z Hamasem.

Przyjrzyjmy się przez chwilę jednej z takich wypowiedzi.

Jak poinformowano niedawno, przywódca Hamasu, Chaled Maszaal, dał wyraz gotowości swojego ruchu do uznania prawa Izraela do istnienia, jeśli wycofa się do linii sprzed 1967 r., a mianowicie z Zachodniego Brzegu, Jerozolimy Wschodniej i Strefy Gazy (Izrael już wycofał się ze Strefy Gazy w 2005 r.).

Poinformowano, że Maszaal powiedział przedstawicielom azjatyckich organizacji medialnych podczas odprawy w Doha w Katarze, że jest gotowy zaakceptować prawo Izraela do istnienia i „rozwiązanie w postaci dwóch państw”.

Niemal natychmiast kierownictwo Hamasu zaprzeczyło, by Maszaal coś takiego powiedział. Hamas nazwał doniesienia „kłamstwami” i „fabrykacjami” i powtórzył odmowę uznania prawa Izraela do istnienia. „Te podejrzane i sfabrykowane wypowiedzi mają na celu wypaczenie wizerunku i stanowiska Hamasu i jego przywódców” – czytamy w oświadczeniu wydanym przez ruch islamistyczny w Strefie Gazy.

Oszczerstwa i szkalowanie: tak Hamas widzi informację o rzekomej gotowości swoich przywódców do uznania Izraela na Bliskim Wschodzie. Zaprzeczenie Hamasu ma na celu ochronę swojej reputacji i wizerunku w oczach swoich zwolenników, bo jeszcze uwierzą, Boże broń, że ruch islamistyczny porzucił swoje pragnienie wyeliminowania Izraela.

Dla wyjaśnienia sprawy inny dygnitarz Hamasu, Musa Abu Marzouk, oświadczył w tym tygodniu: “Twór syjonistyczny nie będzie częścią tego regionu. Będziemy kontynuować opór wobec niego aż do wyzwolenia naszej ziemi i powrotu naszego ludu”. Abu Marzouk, którego szykuje się na potencjalnego następcę Maszaala, powiedział ironicznie, że celem Hamasu stojącym za decyzją o uczestnictwie w wyborach 8 października jest „służenie naszym ludziom”. Zwracając się do swoich rywali we frakcji Fatahu prezydenta Mahmouda Abbasa, powiedział: „Nasze różnice nie doszły do poziomu wrogości. Naszym jedynym wrogiem jest Izrael. Nasza rywalizacja polityczna nie powinna przekraczać tej granicy”.

Jak właściwie Hamas zamierza „służyć” Palestyńczykom przez wzięcie udziału w wyborach, jest nieco mętne. Abu Marzouk nie mówił o budowaniu nowych szkół i parków dla Palestyńczyków. Kiedy mówi o „służeniu” ludziom, ma na myśli tylko jedno: rekrutowanie Palestyńczyków do Hamasu i dżihadu przeciwko Izraelowi i Żydom.

W ostatnich tygodniach zwolennicy Hamasu rozpoczęli rozmaite kampanie, naświetlające “osiągnięcia” tego ruchu islamistycznego w Strefie Gazy, w próbie zdobycia serc i umysłów wyborców. W jednej z tych kampanii, zatytułowanej „Piękniejsza Gaza”, przedstawiają zdjęcia czystych ulic i parków publicznych w kilku częściach Strefy Gazy. Niemniej różowy obraz, jaki maluje Hamas, milczy o nadzwyczaj wysokim poziomie bezrobocia i biedy w Strefie Gazy lub o fakcie, że tysiące rodzin palestyńskich straciło domy w wojnach z Izraelem, które były bezpośrednim wynikiem bombardowania Izraela przez Hamas rakietami i pociskami rakietowymi. Ani też nie mówi się w tej kampanii o drastycznych pociągnięciach Hamasu wobec kobiet i dziennikarzy.

Ta kampania dezinformacji ma na celu przekonanie wyborców palestyńskich, że dwa miliony mieszkańców Strefy Gazy żyje w utopii pod rządami Hamasu i że to doświadczenie musi teraz być powtórzone na Zachodnim Brzegu.

Nie ulega wątpliwości, że wielu Palestyńczyków wpadnie w tę pułapkę i odda swoje głosy na Hamas. Zrobią to, ponieważ będą przekonani, że Hamas rozwiąże wszystkie ich problemy ekonomiczne i społeczne i zaprowadzi pokój i stabilność w kraju. Wielu Palestyńczyków będzie jednak głosować na Hamas z innych powodów. Pierwszym z nich jest to, że identyfikują się z ideologią Hamasu, wyrażoną w jego Karcie, i wierzą, że dżihad jest jedynym sposobem „wyzwolenia Palestyny”. Drugim jest to, że Hamasowi udało się przekonać dużą liczbę Palestyńczyków, że głosowanie na inną partię lub kandydata innego niż z Hamasu, byłoby głosem przeciwko islamowi i Allahowi.

Wydaje się, że historia powtarza się i nie zostały wyciągnięte lekcje ze zwycięstwa Hamasu w 2006 r. Hamas nabiera nie tylko wielu Palestyńczyków obietnicą lepszego życia i dobrobytu pod swoimi rządami; nabiera także ludzi Zachodu, którzy mówią o „oznakach umiarkowania i pragmatyzmu” ze strony tego ruchu islamistycznego.

Od momentu założenia w 1987 r. Hamas był pełen determinacji w sprawie swojego udokumentowanego w Karcie pragnienia prowadzenia dżihadu przeciwko Izraelowi. Jego przywódcy nadal mówią to codziennie po arabsku. To nie jest wielka filozofia, ruch ten nie zmienił się i nie zrobi tego w przyszłości, niezależnie od tego czy wygra, czy przegra te wybory.

Hamas mówi całkowicie jasno. Co natomiast nie jest jasne, to dlaczego niektórzy ludzie na Zachodzie nadal mówią o jego “zmianie polityki”. Trudno także zrozumieć, dlaczego ktoś na Zachodzie nie zapyta prezydenta Abbasa i jego Autonomię Palestyńską, co zamierzają zrobić jeśli i kiedy Hamas wygra wybory samorządowe. Wreszcie, jest prawdziwą zagadką, dlaczego Abbas pcha przygotowania do tych wyborów, skoro wie, że jego Fatah może z łatwością przegrać z Hamasem.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Midrasz – Numer: Serce i słowo – dzieło Haliny Górskiej

Numer: Serce i słowo – dzieło Haliny Górskiej

Piotr Pazinski



Bohaterką nowego numeru “Midrasza” (lipiec-sierpień) jest Halina Górska – pisarka, publicystka, działaczka społeczna, socjalistka, obrończyni tych, których “sprawa była na marginesie życia”, znana dobrze przed wojną, a dzisiaj nieco zapomniana (ale może właśnie odkrywana na nowo?), związana ze Lwowem i we Lwowie zamordowana przez hitlerowców.

Pisze o niej obszernie Olga Medvedeva-Nathoo w eseju pt. Na właściwych torach. Ponadto przedrukowujemy fragmenty książek Górskiej: “Nad czarną wodą”, “Druga brama”, “Ślepe tory”, “Ucieczki”, oraz przedwojenną recenzję pióra Karola Kuryluka z ‘Sygnałów’. W numerze ponadto m.in. fragmenty dwóch książek: “Dziesięć przykazań” rabina Marc-Alaina Ouaknina (całość niebaweem w ŻIH w przekładzie Belli Szwarcman-Czarnoty) oraz “Żydzi na tułaczce” Josepha Rotha (za jakiś czas w Austerii w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz) oraz esej Aleksandry Francuz o poezji Irit Amiel; Bartosz Kaliski o zagładowych refleksjach Yehudy Bauera; Jacek Surzyn o Mojżeszu Hessie; proza Dawida Pińskiego w przekładach Belli Szwarcman-Czarnoty

Rozmowy “Midrasza”

Z Wolfgangiem Georgim rozmawia Joanna Łada-Zielke

Nowoczesność wychodzi na spotkanie tradycji

Okładka

Olga Medvedeva-Nathoo
Na właściwych torach

Olga Medvedeva-Nathoo
Serce i słowo

Halina Górska
Nad czarną wodą

Halina Górska
Druga brama

Halina Górska
Ślepe tory

Halina Górska
Ucieczki

Karol Kuryluk
Ślepe tory. Wstęp.

Biblioteka

Marc-Alain Ouaknin
Dziesięć przykazań

Opinie i recenzje

Aleksandra Francuz
“Wytatuowani w mej pamięci, wyżłobieni w moich żyłach”

Bartosz Kaliski
Historia niezamknięta

Jacek Surzyn
Od socjalizmu do syjonizmu

Przynoszę rzecz, przynoszę historię
Z Mieczysławem Jaskulskim rozmawia Przemysław Kaniecki

Na Gęsiej

Bella. Midrasze z Arki
Bella Szwarcman-Czarnota

Niemoralnie po angielsku

Dawid Piński
Kuszenie rabiego Akiwy

Dawid Piński
Tak musiało być

Literatura
Joseph Roth
Żydzi na tułaczce

 Kupuję ten numer ->

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com