Archive | May 2017

Radiohead Won’t Boycott Israel

Roger Waters: Radiohead Won’t Boycott Israel — Even Though I Asked

Naomi Zeveloff


foto: Haaretz

Pink Floyd frontman Roger Waters says that he failed to convince the British rock group Radiohead to back out of its Tel Aviv show in protest of Israel’s treatment of the Palestinians.

“I have engaged in a correspondence with some of Radiohead and they seem to have decided that they’re going to go ahead and do a concert in Tel Aviv, so there’s very little more that I can say on the matter,” Waters told New York Times music critic John Pareles during a taped interview on Wednesday.

Waters and several other artists, including author Alice Walker and Sonic Youth musician Thurston Moore, implored Radiohead to cancel its July 19 show in a public letter.

“Since Radiohead campaigns for freedom for the Tibetans, we’re wondering why you’d turn down a request to stand up for another people under foreign occupation,” the letter read, according to the Times of Israel.

Waters, a prominent critic of Israel’s military occupation of the Palestinians, said he didn’t want to call out Radiohead further.

“If people choose to (go), that is entirely a matter for them and their own consciences.”

Contact Naomi Zeveloff at zeveloff@forward.com or on Twitter @naomizeveloff


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czego wam nie pokazują?

Czego wam nie pokazują?

Forest Rain
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Dżenin, kwiecień 2002

“Czy nie boisz się żołnierzy?” – zapytał reporter starego Araba.

Mieszkaniec Dżenin, około 60-70 letni, siedział na kupie gruzu. Siedział tam spokojnie, nic nie robiąc. Zdziwiło go pytanie reportera. Oglądałem to w telewizji izraelskiej, wywiad prowadzony był po arabsku, ale były napisy hebrajskie, żeby widzowie, tacy jak ja, rozumieli, co ma do powiedzenia mieszkaniec Dżenin.

Ta scena wryła mi się w mózg, wymiana słów, której nigdy nie zapomnę. Było to podczas operacji „Tarcza obronna” (2002 r.). Terroryści popełnili tak wiele potwornych ataków na Izraelczyków (zamachy samobójcze w restauracjach, hotelu, atakowanie ludzi w ich domach itd.), że stało się koniecznością przenieść walkę do ich siedliska. Wiedzieli, że Izraelska Armia Obronna (IDF) nadchodzi i mieli czas zamienić część domów Dżeninu w bombowe pułapki, czyniąc go straszliwym miejscem do bitwy. IDF musiała w końcu zburzyć buldożerami wiele budynków, co dostarczyło prasie bodźca do rozpoczęcia wrzasków, że armia popełniła zbrodnie wojenne (fałszywe oskarżenie, za które potem przepraszali).

– Ja? Bać się? Kogo? – zapytał stary człowiek.

– Żołnierzy – odpowiedział reporter.

Pogarda na twarzy starego człowieka zafascynowała mnie. – Oczywiście, że nie boję się żołnierzy! – odpowiedział – Nie jestem terrorystą! Nie mam bomby. Ani karabinu. Ani noża!

Chciałem równocześnie śmiać się i płakać. Ten stary Arab wiedział to, co wiedzieli wszyscy mieszkańcy Dżenin, co wiedzą wszyscy, a o czym media nigdy nie informują. Nie miał absolutnie żadnego powodu bać się żołnierzy izraelskich, ponieważ nie był terrorystą i nie zajmował się niczym, co można uznać za działalność terrorystyczną.

On znał prawdę. Ja znam prawdę. Ilu przeciętnych konsumentów mediów na całym świecie zna prawdę?! Ilu studentów amerykańskich uniwersytetów? Ilu przeciętnych Europejczyków?

Zwrot „konsumenci mediów” jest trafny. Cokolwiek dostarczają media, to zostaje zjedzone, połknięte w całości. Zadaje się bardzo niewiele pytań.

Talerz staje na stole, więc jesz. To jest automatyczne.

Główne firmy medialne mają wzniosłe hasła o swojej prawdomówności, ścisłości i bezstronności. Promują swoje kanały informacyjne wypełnionymi autoreklamą, w których prezenter mówi o jakościowym dziennikarstwie, o pragnieniu ujawniania wydarzeń, zobaczenia działań i przekazania ich publiczności z pierwszej ręki, bez żadnych filtrów.

A większość ludzi po prostu je to, co im podają.

A jeśli ta żywność nie jest czysta? Jeśli media nie przedstawiają informacji w sposób bezstronny i zrównoważony, bez własnych interpretacji?

Wielu zaczyna dostrzegać problematyczne dziennikarstwo, nieścisłości i czasami zwyczajne kłamstwa. Dziennikarze są bardziej prezenterami niż reporterami, ich „śledztwa” są bardziej propagandą niż czymkolwiek przypominającym etyczne dziennikarstwo śledcze. Badania i sprawdzanie faktów uważane są za niemodne. Jeśli chodzi o informowanie o Izraelu, kłamstwa są jawne. Tendencyjne, nieetyczne dziennikarstwo stało się normą zamiast wyjątkiem.

Założono liczne organizacje, by kontrować kłamstwa mediów o Izraelu. Spontaniczne grupy zagniewanych obywateli pracują ciężko, by je sprostować. Powoli zaczyna to działać. Na przykład, kampania HonestReporting wpłynęła na duże źródła medialne, zmuszając je do poprawiania nieścisłości.

Prostowanie błędów i nieścisłych informacji (czytaj: kłamstw) mediów jest niekończącym się zadaniem. Ta sama narracja, powtarzana wielokrotnie, staje się prawdą, jeśli nie zostanie sprostowana. Ruch antyizraelski używa opowieści medialnych jako paliwa w swoich działaniach, jako uzasadnienia dla polityki i propagandy, by wpłynąć na innych i skłonić ich do nienawidzenia Izraela. Nienawiść podżega do terroryzmu i ludzie giną.

Trzymanie się prawdy i zapewnienie, że ludzie ją słyszą, jest dla Izraela dosłownie kwestią przeżycia.

Problem polega na tym, że kłamstwa są tak podstępne, że wychodzą daleko poza nieścisłe lub tendencyjne informowanie. Często kłamstwem jest to, czego ci nie mówią.

Czy pytałeś się kiedykolwiek: czego mi nie pokazują? Co jeszcze jest tam, o czym nie mówią?
Sceny takie, jak ta rozmowa ze starym człowiekiem z Dżenin, są rzeczami, których nigdy nie zobaczysz na swoim ekranie telewizyjnym ani nie dowiesz się z żadnego międzynarodowego medium głównego nurtu. Nie pasują do narracji.

Media kłamią przez publikowanie rzeczy, które są nieścisłe, ale także przez pomijanie prawdy. Dziwne jest to, że prawda nie jest ukryta, wystarczy spojrzeć, żeby ją zobaczyć.

Europejczycy i działacze BDS mogą nie znać rzeczywistości izraelskiej lub po prostu woleć wierzyć propagandzie. W odróżnieniu od tego terroryści znają prawdę. Rozumieją ducha izraelskiego. Wierzą, że nasza dobroć i moralność jest naszą słabością i używają ich przeciwko nam.

To dlatego Hamas i Hezbollah chowają się za ludzkimi tarczami. To dlatego składowanie broni i ataki z meczetów, szkół, szpitali i klinik stały się ich modus operandi.

Są gotowi narażać własnych cywilów, bo wiedzą, że my nie jesteśmy gotowi na barbarzyństwo, że wolimy narazić siebie niż zranić niewinne kobiety i dzieci.

Atakują nasze dzieci i próbują porywać naszych żołnierzy, bo wiedzą, że każde dziecko Izraela jest dla nas cenne. Wiedzą, że narazimy się na niebezpieczeństwo, by uratować choćby jednego człowieka.

Dla mediów Izrael jest machiną wojenną, a nie ludźmi broniącymi swego istnienia.
Terroryści wiedzą lepiej.

Pytanie brzmi: co zrobisz następnym razem, kiedy usłyszysz wiadomości z Izraela? Czy będziesz szukał głębiej?


Od Redakcji

Zdjęcie lotnicze obszaru, na którym toczyły się walki.

Pierwszego kwietnia 2002 roku, po wielu operacjach terrorystycznych przeprowadzonych przez terrorystów z palestyńskiego miasta Dżenin, Izraelska Armia Obronna wkroczyła do tamtejszego obozu dla uchodźców. Jak informuje wikipedia, źródła izraelskie podały wówczas liczbę 52 zabitych Palestyńczyków i 23 żołnierzy izraelskich. Źródła palestyńskie, a za nimi światowe media i ONZ mówiły o setkach i tysiącach zabitych i o mieście zrównanym z ziemią. Z czasem źródła ONZ przyznały, że dane przedstawione przez stronę izraelską były poprawne. Podczas trwających 9 dni zaciętych walk część miasta (obszar o długości 200 metrów i szerokości 100 metrów), została zrównana z ziemią (Zburzone budynki były wcześniej zaminowane przez terrorystów.) . Uprawiający filozofię nienawiści przez udawane współczucie do dziś opowiadają o „ludobójstwie” i „masakrze” w Dżenin.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Regev: Shut down UN headquarters in Jerusalem

Regev: Shut down UN headquarters in Jerusalem

Ben Ariel


In wake of UNESCO resolution, Culture and Sport Minister to demand that UN Jerusalem headquarters be closed.

(Miri RegevYonatan Sindel/Flash 90)

Kulture and Sport Minister Miri Regev (Likud) will demand at Wednesday’s Cabinet meeting to close the UN headquarters in Jerusalem’s Armon Hanatziv neighborhood and return the land to the state.

Her call came after the United Nations Educational, Scientific and Cultural Organization (UNESCO) Steering Committee voted to adopt a resolution denying Israel’s rights to Jerusalem.

The resolution declares that “all legislative and administrative measures and actions taken by Israel, the occupying Power, which have altered or purport to alter the character and status of the Holy City of Jerusalem, and in particular the “basic law” on Jerusalem, are null and void and must be rescinded forthwith.”

The resolution also condemns Israel for the military conflicts with the Hamas terrorist organization, which rules Gaza. 22 countries voted in favor of the resolution, compared to 10 which voted against it. 23 countries abstained.

“50 years to our sovereignty in the city, there is no need for the presence of UN observers. They were given the opportunity to use the compound to supervise the ceasefire agreements of the Six Day War – agreements that are no longer relevant. This saga must end,” Regev told Channel 2 News on Tuesday evening.

“I intend to approach the Foreign Ministry and other relevant parties in order to return the compound, in the Armon Hanatziv neighborhood in the heart of Jerusalem, to the State of Israel,” she added.

Israeli leaders from across the political spectrum slammed the UNESCO vote.

Prime Minister Binyamin Netanyahu said that fewer nations supported Tuesday’s resolution than had supported similar anti-Israel UNESCO resolutions last year, but added, “I still want to make a systematic and consistent effort to reduce this even further, because these kinds of votes have no place at the UN.”

Opposition leader Yitzhak Herzog called the resolution anti-Semitic.

“This [UNESCO resolution] is an anti-Semitic and anti-Israel disgrace that distorts the history of the Jewish people and their unshakable connection to their capital, Jerusalem,” Herzog said.

“This is a miserable, baseless and aggressive decision that will find itself in the garbage can of history, just like the accusation that Zionism is racism,” he added.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Sarah Zoabi – muzułmanka i syjonistka z Nazaretu

Sarah Zoabi – muzułmanka i syjonistka z Nazaretu

Malgorzata Koraszewska   Malgorzata Koraszewska



Sarah Zoabi powtarza od lat: jestem muzułmanką, Izraelką i syjonistką. Mieszka w północnym Nazarecie, obok swoich arabskich sąsiadów i współwyznawców i każdego dnia mówi im za co i dlaczego kocha Izrael.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dwie niedźwiedzice, Meir Shalev – recenzja.

Dwie niedźwiedzice

Adam Kraszewski


Meir Shaev Dwie niedźwiedziceMeir Shalev
Dwie niedźwiedzice, Wydawnictwo Marginesy

W górskiej dolince, pod wielkim karobem zostaje znalezione ciało starego Zeeva. Mężczyzna, który był legendą pobliskiego moszawu został zamordowany. Tego samego dnia w góry wyrusza Ejtan, mąż wnuczki zamordowanego. Gdyby nie stary, pamiętający jeszcze czasy pierwszej wojny światowej, karabin, można by pomyśleć, że Ejtan wybiera się na rekreacyjną wycieczkę. Mężczyzna nie idzie jednak, by odpocząć na łonie natury. On idzie po zemstę, wie bowiem, iż morderca wróci następnego dnia na miejsce zbrodni, którą tylko on, Ejtan, może ukarać. Oko za oko, ząb za ząb.

Każda, nawet najmniejsza społeczność ma swoje tajemnice. Wiedzą o nich wszyscy jej obywatele, ale nikt głośno się nad nimi nie rozwodzi. Zdarzyło się, nikt już tego nie cofnie, więc po co o tym rozmawiać. W tym małym moszawie doszło przed kilkudziesięciu laty do morderstwa. Zamordowany był przybyszem z dalekiej Turcji i zdołał zaaklimatyzować się w nowej społeczności. Stracił życie w czasie, w którym dwóch innych mieszkańców popełniło samobójstwo, jednak wszyscy wydają się wiedzieć, że za tą śmiercią stoi ktoś inny. W następnych latach życie moszawu określają zbiory i historia Izraela. Młodzież idzie do wojska, część wybiera łatwiejsze życie w mieście, ale wielu wraca, często wraz z innymi. Pary wiążą się węzłem ślubnym, rodzą się kolejne pokolenia, ludzie przeżywają chwile małego szczęścia, ale też chwile wielkich tragedii.

Ejtan jest jednym z takich przybyszy. Zafascynowany siostrą kolegi z wojska postanawia związać swoje losy z moszawem. Młodzi jednak nie mogą cieszyć się zbyt długo szczęściem. Tragedia jaka ich spotyka załamuje mężczyznę. Ejtan jest w stanie wykonywać tylko proste, wymagające siły czynności. Zachowuje się tak, jakby obce było mu wszystko, czego się nauczył przez całe swoje życie. czy to świadomość, iż zawiódł jako mężczyzna i obrońca najbliższych tak go powaliła? Staje się obojętny na wszystko i wszystkich, a jedynym, który może mu pomóc jest właśnie dziadek Zeev. W dniu śmierci nestora rodziny, zaczyna budzić się stary Ejtan, choćby tylko po to, by pomścić krew niewinnie przelaną.

Pragnienie zemsty. Któż z nas jego nie doświadczył? Każdy z nas w jakimś momencie życia został zraniony tak mocno, iż rozważał sposób, w jaki odpłaci za wyrządzoną krzywdę. Pragnienie zemsty jest tym silniejsze, im w młodszym wieku jesteśmy. Na starość patrzymy na pojęcie krzywdy w inny sposób, więcej jesteśmy w stanie wybaczyć, choćby z poczucia wyższości nad innymi. W książce Meira Shaleva zemsta przybiera różne oblicza. Jest zemsta mężczyzny o zranionym ego. Zemsta kobiety, która nie chce odebrać życia, ale kaleczy i naznacza na resztę życia. Wreszcie jest zemsta na samym sobie, swoista autodestrukcja za winy i zaniedbania samego mściciela. I spinająca całą historię zemsta beznamiętna, dokonana w poczuciu posiadania racji, bez złości i satysfakcji. Czytelnik ma wrażenie, że oto chodzący trup godzi w żywego człowieka i to właśnie wrażenie zwielokrotnia jego przerażenie.

Meir Shalev opisuje nam nieznany do tej pory Izrael. Tu nie ma wszechobecnego konfliktu, osadników czy terrorystycznych zamachów. Nie znaczy to jednak, że brakuje w niej dylematów moralnych. Nie widzimy ich co prawda, postacie w chwilach próby są opanowani. To chwila, w której trzeba wykazać się zimną krwią, należy zrobić to, czego wymagają okoliczności, a na rozważania czy rozpacz przyjdzie jeszcze czas. Metamorfoza, jaka w nich zachodzi zaskakuje. Odreagowanie napięcia czy luksus przeżycia chwili słabości? A może jedno i drugie? Ich ból i emocje mogą ujawnić się dopiero wtedy, kiedy już nic nie można zrobić, kiedy pozostaje jedynie miejsce na ból. Wydaje mi się, że po tej książce zaczynam rozumieć Izraelczyków przypominających często kaktus opuncji. Twardzi i kolczaści na zewnątrz, delikatni w środku tak bardzo, iż łatwo ich zranić, rzeczywiście odpowiadają slangowemu określeniu sabra.

A Meir Shalev? Cóż, po raz kolejny dowiódł, że jest mistrzem słowa.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com