Wielki Artur Rubinstein (1887 – 1982). Dlaczego warto przywrócić pamięć o tym wybitnym Polaku
Stanisław Trzciński
Artur Rubinstein, zdjęcie z 1906 roku (z archiwum Biblioteki Kongresu USA)
Oto opowieść o człowieku niezwykłym i kontrowersyjnym zarazem. Wątki sensacyjne i magia przeplatają się tutaj z mozolną pracą i światowym sukcesem. Zaś spokój i szczęście mieszają się z cierpieniem najbliższych. Niedługo – 20 grudnia 2012 roku – będziemy obchodzić trzydziestą rocznicę śmierci tego znanego na całym świecie rodaka. Poznajcie Państwo wielkiego geniusza muzyki i maestra życia – Artura Rubinsteina.
Obdarzony talentem, z jakim rodzi się jeden na milion. Na sto milionów. Wyróżniony najwyższymi odznaczeniami państwowymi w wielu krajach. Zdobywca pięciu nagród Grammy (w tym w pośmiertnie w 1994 roku za życiowe dokonania). Nawet film dokumentalny o życiu Artura Rubinsteina “The Love Of Life” otrzymał w 1969 roku Nagrodę Akademii Filmowej Oskara. I nic dziwnego, bo jego życie – barwne, pasjonujące, niebanalne – to gotowy scenariusz filmowy.
Artur Rubinstein swoje 95-letnie życie przeżył w czasach dramatycznych i niespokojnych. Zabory, dwie wojny światowe, Holokaust i komunizm. Mimo tego, a może właśnie dlatego – znajdował czas na celebrowanie życia. Wśród przyjaciół i znajomych cieszył się niesłabnącą sympatią, uchodził za duszę towarzystwa. Charyzmatyczny, czarujący opowieściami gawędziarz. Uwielbiał znajdować się w centrum uwagi i zabiegać o uznanie towarzystwa. Mistrz elegancji, etykiety i swoisty człowiek renesansu. Młodzieńczą słabość do hazardu, już w dojrzałym życiu, szczęśliwie zastąpił innymi przyjemnościami. Koneser życia – hedonista w pozytywnym tego słowa znaczeniu – zgłębiał jego meandry. Fascynował się nie tylko muzyką, ale także literaturą, malarstwem, nauką, a nawet metafizyką.
Przyjaźnił się z Einsteinem, Ravelem, Chaplinem, Szymanowskim, Kochańskim, czy Witkacym. Pogodny z natury, bardzo lubiany. Na jego przyjęciach bywały setki innych wybitnych artystów, twórców i ludzi kultury. Portretowali Go m. in. Picasso i Boznańska. Znał osobiście Królową Elżbietę i kilku prezydentów Stanów Zjednoczonych, czy też Francji. Obracał się w towarzystwie najbardziej wpływowych ludzi ówczesnego świata. W 1915 roku był nawet podejrzewany o romans z królową Hiszpanii. Bo mimo że od 1932 roku przez blisko pół wieku był szczerze oddanym i kochającym mężem Anieli (Neli) Młynarskiej, nie przeszkadzało mu to szaleńczo i na zabój kochać wiele innych kobiet. Flirty i romanse Artura Rubinsteina niejednokrotnie powodowały dramatyczne zwroty w jego nietuzinkowym życiu. Chociaż starał się być dyskretny, jego życie osobiste prowokowało do oskarżeń i skandali. Ale przede wszystkim był znany i ceniony za swoją twórczość artystyczną. Był jednym z pierwszych na świecie artystów nagrywających i sprzedających płyty. Podziwiała go Indira Gandhi. W 1946 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo.
Artur Rubinstein wychował się w Łodzi, w tradycyjnej żydowskiej rodzinie. Miał sześcioro rodzeństwa. Koleje życia sprawiły, że stał się obywatelem świata – posiadał domy w wielu krajach. Na początku swojej kariery korzystał z pomocy sponsorów i mecenasów, ale już od połowy lat 30-tych wiódł dostatnie życie. Przez wiele lat posiadał plantację tytoniu na Kubie, gdzie produkował własne cygara. Ale do Polski powracał często, także po II Wojnie Światowej.
Ci Polacy, którzy znają Rubinsteina, pamiętają twórczość – grę na fortepianie. Znacznie mniej wiedzą o Jego równie wielkim patriotyzmie. Kochał Polskę, czemu dawał wyraz w najbardziej poruszający i naturalny sposób. Taki prosty przykład – Rubinstein biegle władał ośmioma językami, a do Polski przyjeżdżał jedynie na krótkie wizyty. Mimo to prywatnie, aż do samej śmierci, mówił wyłącznie w języku ojczystym. Po polsku. Moim pragnieniem jest oddać hołd temu wielkiemu Polakowi, tak, aby Jego godna podziwu postawa była wzorem dla nas wszystkich. To szczególnie ważne w dobie okropnej, politycznej walki i podziału na “lepszych i gorszych Polaków”. Niedawna, kolejna rocznica odzyskania niepodległości i zdarzenia temu towarzyszące, pokazują, że nie tylko warto eksponować we współczesnej Polsce takie pozytywne, historyczne życiorysy naszych rodaków, ale wręcz trzeba. Potrzebują tego przede wszystkim młodzi Polacy, którzy wręcz organicznie potrzebują wzorów do naśladowania.
Niestety, najmłodsze pokolenia Polaków nie wiedzą o słynnym na całym świecie rodaku kompletnie nic. Zero. Szereg funkcjonujących od niedawna instytucji kultury w naszym kraju nie robi nic w sprawie „dziedzictwa narodowego”, które pozostało po Rubinsteinie. W Łodzi i Bydgoszczy odbywają się cykliczne konkursy Jego imienia. Być może Rubinstein żył tak kolorowo, że nie pasuje do ogłaszanych co roku celebracji wybitnych Polaków. Kto pamięta, że rok 2007 był między innymi Jego rokiem? Obydwie autobiografie i zdecydowana większość biografii o Rubinsteinie nie są wznawiane w naszym kraju od blisko 25 lat. Dlatego właśnie zdecydowałem się napisać ten tekst.
Kiedy ja usłyszałem pierwszy raz o Rubinsteinie? Pamiętam taki obrazek z telewizji w roku 1979. Na ostatnią wizytę do swojej ojczyzny przylatuje wybitny pianista Artur Rubinstein. Miał wtedy dziewięćdziesiąt dwa lata (już prawie nie widział). Ja niespełna siedem. Wiele lat później z przejęciem oglądałem zdjęcie z autografem przekazane podczas tej samej podróży cukierni Blikle na Nowym Świecie. Później był rok 1981 – telewizyjna premiera polsko – francuskiego filmu dokumentalnego z tejże podróży. A w styczniu 1983 roku Polska Kronika Filmowa wyświetlana w kinach publikuje materiały z życia Artura Rubinsteina. W ten sposób żegnamy wielkiego rodaka, który umiera w grudniu 1982 roku.
Dopiero od dziesięciu lat zacząłem zbierać i świadomie słuchać nagrań tego wyjątkowego człowieka. Wszystko zaczęło się od wysłuchania w nieistniejącym już komisie muzycznym Helicon na warszawskim Nowym Mieście kosmicznego wykonania Poloneza As-dur op. 53 („Heroica”), którym Artur Rubinstein spowodował, że ja, człowiek z kompletnie innej planety muzycznych fascynacji, popłakałem się. Uzbrojony w słuchawki i odwrócony od reszty ludzi w sklepie. Czułem, że nie chodzi tylko o Chopina. Wiedziałem, że ten człowiek miał do powiedzenia o moim ukochanym kraju coś bardzo ważnego i pięknego. Przejmującego i wzruszającego. To nagranie powstało w czasie Drugiej Wojny Światowej.
Czytaj dalej tu: Wielki Artur Rubinstein (1887 – 1982). Dlaczego warto przywrócić pamięć o tym wybitnym Polaku
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com