Archive | June 2016

Mówił, że był więźniem Auschwitz. Przez całe życie kłamał

Mówił, że był więźniem Auschwitz. Przez całe życie kłamał

Autor: PMB/tr
Źródło: The Guardian


Mówił, że był więźniem Auschwitz. Przez całe życie kłamał

86-letni Joseph Hirt przyznał, że kłamał na temat swojego pobytu w Auschwitz. Stwierdził, że nie był więźniem, ale opowiadał o swoich zmyślonych doświadczeniach z obozu, aby zachować pamięć o Holokauście. Wcześniej historyk Andrew Reid wyraził wątpliwości co do prawdziwości wspomnień Hirta.

Mieszkający obecnie w Pensylwanii 86-letni Joseph Hirt przyznał, że przez całe życie kłamał, twierdząc, że był więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przez lata opowiadał o swoich, jak się okazało, wyimaginowanych doświadczeniach z II wojny światowej, takich jak spotkania z nazistowskim doktorem Josephem Mengele czy podróż jego żydowskiej rodziny z Polski do Belgradu. Utrzymywał też, że udało mu się uciec z obozu, wydostając się spod ogrodzenia z drutu pod napięciem.- Nie byłem tam więźniem. Nie chciałem zmniejszyć wagi wydarzeń, które miały miejsce naprawdę. Przepraszam każdego za szkody wyrządzone z przypisywania sobie historii z Oświęcimia – napisał w lokalnej gazecie. – Myliłem się i proszę o przebaczenie. Postanowiłem zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zapobiec utracie prawdy o życiu w czasie wojny i śmierci w Auschwitz – dodał.

Zachować pamięć

Na początku tego roku Andrew Reid, nowojorski nauczyciel historii, wyraził podejrzenia co do życiorysu Hirta. Stwierdził, że w publicznie dostępnych dokumentach nie znalazł wzmianki o więźniu o takim nazwisku, ani tym bardziej o domniemanej ucieczce. Ponadto informacje podawane przez Hirta nie pasowały do chronologicznej kolejności wydarzeń – opuszczenie obozu miało nastąpić jeszcze przed pojawieniem się doktora Mengele w Auschwitz.Hirt twierdzi, że kłamstwa były podyktowane obawami o zapomnienie historii. Przyznał, że był wstrząśnięty, gdy dowiedział się że Auschwitz, obecnie muzeum i miejsce pamięci, stało się turystycznym celem, gdzie goście nierzadko nie potrafią zachować powagi.Jak potwierdzają historycy, Hirt nie jest jedyną osobą, która przedstawia swój przejaskrawiony życiorys, aby zapobiec utracie pamięci lub też odrzuceniu tragicznej historii II wojny światowej i śmierci sześciu milionów ludzi. 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Za kulisami niechętnego ślubu Turcji z Izraelem

Za kulisami niechętnego ślubu Turcji z Izraelem

Burak Bekdil
tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Prezydent Turecji (wówczas premier) Recep Tayyip Erdogan, po prawej, na spotkaniu z przywódcami Hamasu Chaledem Maszaalem (pośrodku) i Ismailem Haniją, 18 czerwca 2013 r. w Ankarze w Turcji. (Zdjęcie: Biuro prasowe premiera Turcji)Prezydent Turecji (wówczas premier) Recep Tayyip Erdogan, po prawej, na spotkaniu z przywódcami Hamasu Chaledem Maszaalem (pośrodku) i Ismailem Haniją, 18 czerwca 2013 r. w Ankarze w Turcji. (Zdjęcie: Biuro prasowe premiera Turcji)

Wszystkie oznaki wskazują na to, że Turcja i Izrael nie są daleko od powrotu do normalizacji swoich burzliwych stosunków dyplomatycznych. Według tureckiego ministra spraw zagranicznych, Mevluta Cavusoglu, ci byli sojusznicy są o “jedno lub dwa spotkania” oddaleni od normalizacji.

Jeśli jednak po sześciu latach zimnej wojny Ankara i Jerozolima uścisną sobie ręce, będzie to dlatego, że Turcja czuje się coraz bardziej izolowana na arenie międzynarodowej, nie zaś dlatego, że ma jakieś autentycznie przyjazne uczucia wobec narodu żydowskiego.

Najprawdopodobniej “pokój” między Turcją a Izraelem będzie wyglądał tak jak definicja pokoju w The Devil’s Dictionary Ambrose Bierce’a: “W kontaktach międzynarodowych, okres oszukiwania między dwoma okresami walk”.

Tymczasem 29 maja po raz pierwszy od 41 lat w historycznej synagodze w północno zachodniej prowincji Edirne odbyła się żydowska ceremonia ślubna. Kilka miesięcy wcześniej, w grudniu 2015 roku, żydowski rok 5776 przeszedł do historii jako pierwszy, być może, raz, kiedy w muzułmańskiej Turcji odprawiono oficjalną chanukową ceremonię zapalania świec jako wydarzenie sponsorowane przez państwo. Wszystko to jest bardzo miłe – ale może być mylące.

Są dwa wielkie problemy, które prawdopodobnie zablokują prawdziwą normalizację. Jednym jest Hamas, a drugim głęboki i jak się wydaje nieodwracalny, antysemityzm, który trawi większość Turków.`

Niedawno Jonathan Schanzer w ważnym artykule przypomniał, że chociaż Saleh Arouri, wysoki rangą przywódca wojskowy Hamasu, został wydalony ze swej bezpiecznej bazy w Stambule, “… wielu innych wysokich rangą funkcjonariuszy Hamasu nadal tam pozostaje. A ich wydalenie z Turcji wydają się należeć do stanowczych żądań Izraela, kiedy rozmowy o zbliżeniu dobiegają końca”.

Schanzer pisze, że są dziesiątki funkcjonariuszy Hamasu, którzy obecnie cieszą się schronieniem w Turcji, i podaje nazwiska sześciu z nich, w tym Mahmouda Attouna, winnego porwania i zamordowania 29-letniego Izraelczyka. Również członkowie brygad Izzedine al-Kassam znaleźli bezpieczne schronienie w Turcji. Schanzer dodaje:

“Jest ich więcej i z łatwością można ich zidentyfikować przez doniesienia w prasie arabskiej i tureckiej, a niemal wszyscy mają również profile na Facebooku i Twitterze, gdzie regularnie zamieszczają aktualności o swoim życiu w Turcji”.

Turecki prezydent, Recep Tayyip Erdogan, twierdził wiele razy, że Hamas nie jest organizacją terrorystyczną, ale legalną partią polityczną. Spotykał się nieskończoną ilość razy z wysokimi funkcjonariuszami Hamasu, włącznie z Chaledem Maszaalem, szefem biura politycznego Hamasu. Ponadto Erdogan przedstawił pomysł ogłoszenia syjonizmu “zbrodnią przeciwko ludzkości”.

Jak wspomniałem, drugim problemem jest antysemityzm. Erdogan umyślnie podsycał antysemityzm w i tak juz bardzo ksenofobicznym społeczeństwie, aż wreszcie postanowił zamilknąć (nie całkiem), kiedy zrozumiał niedawno, że nie da się utrzymać zimnej wojny Turcji z Izraelem. Nie znaczy to jednak, że zmieniły się poglądy jego lub społeczeństwa tureckiego w sprawie Żydów.

Na przykład, na początku roku jeden z głównych doradców Erdogana atakował rywali politycznych na łamach prorządowych mediów za “wychowywanie żołnierzy dla Żydów”. Te antysemickie sentymenty nie ograniczają się oczywiście do sfer rządowych.

Pierwszy od 41 lat żydowski ślub w synagodze w Edirne był bez wątpienia radosnym wydarzeniem, zarówno dla tej pary Żydów tureckich, jak też z politycznego punktu widzenia. Była tu jednak i druga, bardziej paskudna strona medalu. W odróżnieniu od normalnego ślubu tureckiego (lub, powiedzmy, żydowskiego ślubu w USA) zastosowano niezwykle ostre środki bezpieczeństwa w całej dzielnicy, włącznie z zamknięciem ulic prowadzących do synagogi i sprawdzaniem gości weselnych. Wchodząc do synagogi goście musieli przechodzić przez wykrywacz metalu. Zamknięte ulice i wykrywacz metalu przy wejściu ślub?!

A jest tu jednak więcej spraw, o których warto opowiedzieć. Turcy swobodnie wyrażali swoje uczucia w mediach społecznościowych, przy okazji żydowskiego ślubu. “Jednym z moich największych marzeń jest zabić Żyda” – napisał jeden z użytkowników Twittera.”Hitler nie zrobił tego na próżno” – napisał inny. Serię z Hitlerem kontynuowano: „On był wielkim człowiekiem”, „Gdzie jesteś, Hitlerze?” i „Wszyscy jesteśmy Hitlerem”.

Takie są kulisy sceny politycznej w kraju, gdzie para żydowska, po raz pierwszy od 41 lat, szczęśliwie pobrała się w synagodze – w kraju, który podobno “normalizuje” swoje stosunki z Izraelem.


Burak Bekdil

Popularny publicysta wychodzącej w języku angielskim gazety tureckiej “Hurriyet Daily News”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Why Are Some Feminists So Preoccupied with Israel?

Middle East ForumWhy Are Some Feminists So Preoccupied with Israel?

Phyllis Chesler

(Originally published under the title “Feminist Totally Occupied by Palestine.”)


This month, a British feminist historian, Dr. Catherine Hall, refused a half-million dollars because the money is connected to an Israel-based foundation.

The Dan David Foundation had absolutely no trouble finding two other European feminist historians (Drs. Arlette Farge and Dr. Inga Clendinnen) and awarding them the distinguished prize.

The matter is a curious one. First, because Hall herself not only declined the prize; her supporters, the British Committee for the Universities of Palestine, released the news of her rejection, which it described as “a significant endorsement of the campaign to end ties with Israeli institutions.” Hall and her supporters/handlers clearly want credit for her “politically correct” sacrifice. Perhaps a pro-Islamic or a British anti-Zionist foundation will soon find a way to reward her. Perhaps others will then follow suit.

The matter is also curious because the Committee posted a press release on May 10th—and Ha’aretz did not report this until May 22nd. Ha’aretz states that Hall declined this prize “after many discussions with those who are deeply involved with the politics of Israel-Palestine.”

The Dan David Prize was founded in 2000 with an endowment of $100 million; awards were given for the first time in 2002. It seems to be an end-of-career or a later-in-one’s-career kind of award. Scientists, novelists, musicians, thinkers, and academics, mainly historians, have been recipients of this largesse. Many undeniably great historians have received this prize, such as Sir Martin Gilbert and Robert Conquest, who shared the prize in 2012.

Hall’s work is obsessed with the crimes of colonialism and Caucasian racism.
However, what makes Hall’s rejection really curious is the extent to which the Dan David Prize has also been awarded to many “politically correct” thinkers. In 2008, Amos Oz and Al Gore (!) won; in 2009 Tony Blair won.

The judges have been very creative, awarding the city of Jerusalem, the city of Istanbul, and the Warburg Library in London prizes. The filmmaker Frederick Wiseman, theatrical talents such as Tom Stoppard and Peter Brook, novelists Margaret Atwood and Amitav Ghosh, Muslim moderate Goenawan Mohammad, and Leon Wieseltier have also received this award. If anything, the judges “lean a bit left.”

Thus, they chose Hall, an admirer of Edward Said. Hall attended a one day conference at Columbia University to celebrate the 25th anniversary edition of Edward Said’s “path-breaking book,” Orientalism. Hall writes:

It was a very special occasion. Edward Said was there all day, sitting on the front row of the hall with his wife Mariam, asking questions, engaging in debate, a constant and generous presence. At the end of the day he spoke, to a completely packed auditorium, full of colleagues, students, and friends. We hung on his words. It was a truly memorable occasion.

I would suggest that Hall read the work by Ibn Warraq Defending the West: A Critique of Edward Said’s Orientalism.

Nevertheless, Hall’s work is genuinely feminist work. However, it is a feminism that is obsessed with the crimes of colonialism and with Caucasian racism.

According to her biography listed at the University College London, Hall’s research “focuses on re-thinking the relations between Britain and its empire in the nineteenth and twentieth centuries….how English identities, both masculine and feminine, were constituted in relation to the multiple ‘others’ of the empire. (Her book), Civilizing Subjects, looks at the process of mutual constitution, both of colonizer and colonized.”

The visionary and radical feminism I once knew has become a wholly-owned subsidiary of ‘Palestine.’

As a feminist, she is and has, admirably, been concerned with women of color and with slavery.

Less admirably, she seems unaware that many Jews, including many Israelis, are also women of color.

As a “politically correct” scholar who has studied Britain’s colonized “Others,” Hall chooses not to understand that after the Ottoman Empire, Britain also colonized the indigenous Jewish people in Palestine. Britain refused Jewish survivors entry to their colony upon their pitiful return from the death camps of Europe and from the Far East.

My pen pal, Larry Shapiro, has written a letter to Hall from which I would like to quote.

Your interest in British colonial history will include the British Mandate to rule Palestine to provide governance to an area once controlled by the Ottoman Empire. The relationship between Great Britain and Jewish Palestinians, as well as the reluctance by Great Britain to allow Jews fleeing the Nazi horrors to enter Palestine is, to quote President Franklin D. Roosevelt, acts that ‘will live in infamy’. You will also discover that in 1947, Great Britain, upon preparing to leave Palestine in preparation for the establishment of the State of Israel left strategic positions in the hands of the Arabs that the UK knew had refused to accept the UN offer for a country of their own, and were bent upon aborting the new Jewish state. If there is a country that ought to suffer boycotts, divestments and sanctions it is Great Britain.

Your refusal to acknowledge the existence of Israel, indeed your decision to support the destruction of Israel, aside from being a rancid, racist revolt against decency, is in character with the acts perpetrated on Jews and the Jewish state by the British people that came before you.

And, as I have written hundreds of time before: The visionary and radical feminism that I once knew and still represent, seems to have become a wholly-owned subsidiary of “Palestine.”

Phyllis Chesler, a Shillman-Ginsburg fellow at the Middle East Forum, is an emerita professor of psychology and women’s studies and the author of sixteen books.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jak w Izraelu działają antyizraelskie organizacje “pokojowe”

Jak w Izraelu działają antyizraelskie organizacje “pokojowe”

Malgorzata Koraszewska



Izraelska organizacja Ad Kan infiltrowała radykalne grupy lewicowe organizujące prowokacje w celu przejęcia państwowej ziemi. Udokumentowano metody działania tych grup. Wcześniej członek takiej grupy, Ezra Nawi, wydawał władzom palestyńskim Palestyńczyków gotowych legalnie sprzedać ziemię Izraelczykom. Ci Palestyńczycy byli często zabijani przez palestyńska bezpiekę.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kto grozi dziennikarzom izraelskim i dlaczego?

Kto grozi dziennikarzom izraelskim i dlaczego?

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Odważni korespondenci wojenni przygotowują dla ciebie
wiadomości z frontu.

Odważni korespondenci wojenni przygotowują dla ciebie wiadomości z frontu.Niemal wszystkie media izraelskie mają dziennikarza, którego zadaniem jest informowanie, co dzieje się po stronie palestyńskiej. Do niedawna ci dziennikarza jechali do Ramallah i innych miast palestyńskich na Zachodnim Brzegu, by prowadzić wywiady ze zwykłymi Palestyńczykami, przedstawicielami Autonomii Palestyńskiej (AP) i rozmaitych frakcji palestyńskich.

Sytuacja zmieniła się. Obecnie trudno jest spotkać dziennikarza izraelskiego w terenie. I równie trudno znaleźć funkcjonariusza AP, który jest skłonny rozmawiać z dziennikarzem izraelskim. Od czasu do czasu prezydent Mahomoud Abbas zaprasza dziennikarzy izraelskich na briefing – ale tylko starannie wyselekcjonowanych dziennikarzy.

Również kilku weteranów ruchu Fatahu, jak Dżibril Radżoub i Kadoura Fares, którzy płynnie mówią po hebrajsku, udzielają wywiadów wybranym izraelskim stacjom radiowym i telewizyjnym.

Poza tymi kontaktami dziennikarze izraelscy, którzy informują o sprawach palestyńskich, nie mogą już swobodnie (ani bezpiecznie) pojawiać się na konferencjach prasowych lub innych wydarzeniach w Ramallah i większości miast palestyńskich. Nie są też zapraszani na takie wydarzenia.

Niemniej nie słyszymy skarg wykluczonych dziennikarzy izraelskich. Dlaczego? Może, jak bite żony, trzymają swój sekret w ukryciu, bo wiedzą, że będą musieli tam wrócić i wolą nie narażać się na gorsze problemy. Albo, również jak to bywa z bitymi żonami, uważają sytuację za wstydliwą.

Można by pomyśleć, że okres świąteczny będzie świetnym czasem na podnoszące na duchu reportaże. Tak mogli myśleć dziennikarze izraelscy, kiedy w zeszłym roku przyjechali do Betlejem, żeby informować o przygotowaniach do Bożego Narodzenia.

Niestety, szukali nastroju świątecznego, a znaleźli nienawiść. Przy groźbach ze strony „aktywistów przeciwko normalizacji” i dziennikarzy palestyńskich, którzy zaalarmowali służby bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej o obecności nieproszonych gości, dziennikarze uznali, że trzeba szybko odejść. Jeden z dziennikarzy izraelskich był z „Ha’aretz”, gazety izraelskiej, która od dawna znana jest z przyjaznego informowania o Palestyńczykach.

Albo weźmy, na przykład, doświadczenie dziennikarza z izraelskiej telewizji Channel 2. W zeszłym roku wyrzucono go wraz z ekipą z śródmieścia Ramallah. Mieli informować o wiecu poparcia dla prezydenta Abbasa. Według źródeł palestyńskich, członkom izraelskiej ekipy telewizyjnej grozili “aktywiści”, należący do palestyńskiego ruchu przeciwników normalizacji.

Niemniej obecnie kampanię przeciwko reporterom izraelskim wiodą dziennikarze palestyńscy. Ci dziennikarze wierzą, że jest ich rolą i obowiązkiem bronić swoich przywódców i ludność przed negatywnymi wizerunkami w mediach. Nauczono ich, że dziennikarz, który odważa się krytykować Autonomie Palestyńską lub Hamas jest „zdrajcą”. Oczekują zapewne, że dziennikarze izraelscy i zachodni będą pisać złe rzeczy tylko o Izraelu.

W tym roku Palestyńska Agencja Dziennikarska (PAD) wydała oświadczenie wzywające Palestyńczyków do bojkotowania mediów izraelskich. Podnosząc stawkę PAD groziła także bojkotem każdemu funkcjonariuszowi palestyńskiemu, który rozmawia z reporterami izraelskimi lub w jakikolwiek sposób ma do czynienia w mediami izraelskimi. Używając słów, które mogą podżegać do przemocy przeciwko reporterom izraelskim, PAD twierdzi, że dziennikarze izraelscy „są częścią systemu okupacyjnego, który trzeba bojkotować i nikt nie powinien mieć z nimi do czynienia ani ułatwiać im pracy”. Ponadto PAD oskarżyła dziennikarzy izraelskich, że są „tubami okupanta i usprawiedliwiają jego zbrodnie przeciwko ludowi palestyńskiemu”.

Tak więc, dzięki takim wypowiedziom PAD i podobnemu zastraszaniu, reporterzy izraelscy nie mogą wykonywać swojej pracy na Zachodnim Brzegu.

„Kiedy widzę moich palestyńskich kolegów w terenie, chowam się. Boje się, że mnie zobaczą i będą podżegać ludzi przeciwko mnie” – zwierzył mi się reporter izraelski, który relacjonował o sprawach palestyńskich od niemal dziesięciolecia.

“To bardzo smutne, kiedy widzisz, że twoi koledzy po drugiej stronie podżegają przeciwko tobie i robią co mogą, by nie pozwolić ci na wykonywanie twojej pracy. To szkodzi samym Palestyńczykom, bo nie mają już możliwości przekazywania swoich opinii publiczności izraelskiej”.

Nie jest zaskakujące, że bojkot dziennikarzy izraelskich przez AP wykracza poza granice regionu. Palestyńscy dziennikarze, którzy w przeszłości spotykali się z izraelskimi kolegami w Norwegii i gdzie indziej, są teraz atakowani za promowanie „normalizacji z Izraelem”. Dla palestyńskich dziennikarzy publiczne pokazanie się z izraelskim kolegą jest aktem zdrady.

Kampania Autonomii Palestyńskiej zastraszania dziennikarzy izraelskich ma bardzo praktyczne konsekwencje. Bojąc się wyjazdu w teren i rozmawiania z Palestyńczykami, dziennikarze izraelscy muszą polegać na mediach społecznościowych i palestyńskich witrynach internetowych, by zdobywać informacje. Zbierają też informacje przez telefon w rozmowach z tymi nielicznymi Palestyńczykami, którzy nadal są skłonni z nimi rozmawiać. Ale także te wywiady udzielane są pod warunkiem anonimowości. Próbowano bardziej twórczych podstępów: dziennikarze izraelscy przedstawiali się jako obywatele zachodni lub przedstawiciele mediów zagranicznych, by skłonić Palestyńczyków do rozmawiania z nimi.

Minęły czasy, kiedy dziennikarze izraelscy i palestyńscy współpracowali codziennie, czasami razem wybierając się w teren. Ta współpraca była najlepsza w latach 1980. i na początku 1990. – przed podpisaniem Umów z Oslo między Izraelem a OWP. Wówczas obie strony odnosiły korzyści z tej współpracy. Wielu Palestyńczyków mówi o tych latach jako o „dobrych, dawnych czasach sprzed pokoju”.

Co za ironia, że “proces pokojowy”, który zaczął się w 1993 r., spowodował całkowite załamanie się stosunków między dziennikarzami palestyńskimi i izraelskimi. I jakże możliwe do przewidzenia: radykalizacja, jaką Autonomia Palestyńska narzuciła na ludność, zatruwając ich umysły kłamstwami i podżegając młodych i starych przeciwko Izraelowi, przeniknęła do szeregów dziennikarskich.

Wczoraj działo się to wobec dziennikarzy palestyńskich, którzy odmawiali służenia jako tuby swoich władców i zradykalizowanych kolegów. Dzisiaj dotyka to także dziennikarzy izraelskich, którzy, jak to zawsze w dziennikarstwie, martwią się o „stracenie dostępu”. Jutro może to dotknąć dziennikarzy zachodnich, którzy próbują zrozumiećrzeczywistość na miejscu wykonując porządną robotę dziennikarską.

Wielu dziennikarzy zachodnich zamyka oczy na ataki na wolność w mediach pod rządami Autonomii Palestyńskiej i Hamasu. Możliwe, że boją się, że nie wpuszczą ich potem do Ramallah lub Strefy Gazy. Wiedzą, że będą niemile widziani w tych miejscach, jeśli napiszą cokolwiek negatywnego o Palestyńczykach. Ponadto, dlaczego miałoby to obchodzić media zachodnie? Kampanię przeciwko dziennikarzom izraelskim prowadzą Palestyńczycy, nie Izraelczycy. Dla dziennikarzy zachodnich już ten fakt powoduje, że nie warto o tym mówić.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com