Archive | December 2016

Adar – “Halaila” (Official Music Video) “אדר – “הלילה

Adar – “Halaila” (Official Music Video) “אדר – “הלילה

Mike Lichtman


Video Production By Yechiel (Mike) Lichtman of Lighthouse Productions.
Written & Directed by AJ Greenwald

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


AGUNA ZNACZY LITERATURA

AGUNA ZNACZY LITERATURA

MICHAŁ SOWIŃSKI


Agnon przekuwa stan bolesnego zawieszenia i nieprzystawalności w literaturę najwyższej próby – jego proza to zbiór fascynujących opowieści o uniwersum pisma.

Aby lepiej zrozumieć prozę Szmuela Josefa Agnona, należałoby w pierwszej kolejności przyjrzeć się pseudonimowi, który wybrał sobie na początku kariery literackiej. Urodzony w małym galicyjskim miasteczku w 1887 r., najbardziej zasłużony pisarz literatury hebrajskiej przyszedł na świat pod nazwiskiem Czaczkes. Dopiero gdy debiutował w 1909 r. opowiadaniem „Porzucone żony”, przyjął przydomek Agnon, który zaczerpnął z tytułu swojego tekstu, brzmiącego po hebrajsku Aguna. To stary termin prawniczy, oznaczający kobietę, której mąż w taki czy inny sposób zaginął (w wyniku przypadku bądź na wojnie). Taka kobieta nie jest ani rozwódką, ani wdową, a nieobecność męża (który najprawdopodobniej nie żyje, ale nie ma możliwości potwierdzenia tego) sprawia, że jej status żony również zostaje zawieszony. Jak sugeruje Piotr Paziński, tłumacz właśnie wydanego zbioru opowiadań izraelskiego noblisty, kondycję aguny można z powodzeniem rozszerzyć także na samego pisarza, a nawet na status przedwojennych żydowskich intelektualistów.

Dla Agnona jednak owo prawno-egzystencjalne limbo, stan permanentnego zawieszenia, z którego nie ma wyjścia, staje się podstawową sytuacją literacką.

„Przypowieść o skrybie i inne opowiadania”, tom krótkich utworów prozatorskich, w których Agnon całe życie się specjalizował, jest dopiero drugą pozycją tego autora wydaną po polsku (nie licząc pojedynczych rzeczy publikowanych w czasopismach). Słaba obecność w Polsce pisarza nagrodzonego w 1966 r. Nagrodą Nobla tłumaczona jest przede wszystkim kontekstem historycznym – wydarzenia marcowe skutecznie powstrzymały wydawców przed publikacją w okresie, w którym było o nim szczególnie głośno. Nie tłumaczy to jednak, dlaczego tak późno nadrabiane są te zaległości.

 W przestrzeni literatury hebrajskiej status Agnona jest tyleż niepodważalny, ile problematyczny. Uważany za ojca założyciela nowoczesnej prozy izraelskiej, szybko mianowany na klasyka – jego wizerunek widniał nawet na banknocie pięćdziesięcioszeklowym. I jak to zazwyczaj bywa z klasykami – zyskał powszechny szacunek, ale został przesunięty na bezpieczną i oswojoną pozycję autora znanego, ale mało czytanego. Być może dlatego, że dla kolejnych pokoleń powojennych izraelskich pisarzy jego język był nieco zbyt archaiczny, mocno zakorzeniony w sferze religijnej, a jego proza, rozpięta między trudnymi początkami budowania izraelskiego państwa a wspomnieniami galicyjskiej prowincji, okazała się zbyt anachroniczna. Amos Oz (przytaczany przez Pazińskiego w posłowiu) twierdzi, że Agnon był dla niego jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, od którego, bezskutecznie, próbował się całe życie uwolnić.

Kontekst prawodawcy i założyciela nowoczesnej literatury izraelskiej jest bez wątpienia bardzo ważny, jednakże dziś, prawie pół wieku po śmierci Agnona, warto spojrzeć na jego prozę inaczej, traktując poważnie konsekwencje, jakie płyną z wyboru takiego, a nie innego pseudonimu. Niemalże wszystkie opowiadania zgromadzone w tomie „Przypowieść o skrybie…” oscylują wokół problemu księgi i tekstu. Zawieszając na moment olbrzymią żydowską tradycję, w której Agnon był bez reszty zanurzony, można potraktować je jako fascynujące opowieści o samym uniwersum pisma. Świetnym tego przykładem jest późne opowiadanie „Na wieki”. Jego bohaterem jest Adiel Amze, izraelski uczony, który całe życie poświęcił zgłębianiu historii zniszczonego przed wiekami miasta Gomlidata. Obsesyjna precyzja oraz podporządkowanie życia dziełu przywodzą na myśl zeświecczoną wersję talmudycznego mędrca studiującego bez końca Torę i jej komentarze. Gdy poznajemy Amzego, jest on już bliski ukończenia swojego opus magnum, brakuje mu jednak ostatniego szczegółu, więc odwleka w nieskończoność publikację książki.
I tu wracamy do kwestii aguny, czyli zawieszenia. „Czy autor, który odkłada wydanie swojego dzieła, nie przypomina mędrca, dla którego odwlekanie jest błogosławieństwem?” – pyta narrator opowiadania. Zdanie to doskonale opisuje kondycję Agnona, który przekuwa ów stan problematycznego i bolesnego zawieszenia w błogosławieństwo nieskończonej potencjonalności – przestrzeń literatury najwyższej próby. Przeczytany w ten sposób nie tylko przestaje być przykurzonym klasykiem, a wręcz wyrasta na jednego z najważniejszych pisarzy nowoczesności.

Szmuel Josef Agnon, PRZYPOWIEŚĆ O SKRYBIE I INNE OPOWIADANIA, przeł. Piotr Paziński, Nisza, Warszawa 2016
ARTYKUŁ POCHODZI Z NUMERU: TP 51-52/2016


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Sorry, but Jordan is not a friend

Sorry, but Jordan is not a friend

EDY COHEN


What is to be made certain here is that Jordan’s king is not our friend, in fact he and his regime are a part of the problem.

Jordan's King AbdullahJordan’s King Abdullah speaks at the Munich Security Conference in Munich, Germany, February 12, 2016 Photo By: REUTERS

The recent United Nations Educational, Scientific and Cultural Organization (UNESCO) decision to deny Jews any connection to the Temple Mount was no coincidence. The ill-considered decision came about under the full and continuous support, and at the initiation of, the king of Jordan.

This is no longer a secret. The UNESCO move came barely three weeks after the king spoke at the UN promising doom to Israel because he alleges Israel is unfair to the Palestinians.

This well-calculated and very sophisticated harassment from Jordan’s king, however, was not a mere reaction to anything Israel has done – in fact, as an academic and close observer of Arab affairs, I have seen it as Jordan’s policy for years.

For example, with regard to the current and vicious wave of knife attacks that was launched from the Temple Mount, an official Israel statement was published by Arutz Sheva that confirmed Jordan’s government was an instigator by both actions and verbal incitement, and let’s not forget that the Temple Mount is run fully by the Jordanian king’s own office.

Further, recently Israel expelled Jordan’s state news agency’s reporter, Modar S. al-Momani, for Jerusalem for being a security risk. It turns out the man was not only a reporter but also a senior Jordanian Wakf official – he even bragged about it after he was expelled. Official documents proving this have been posted on Facebook.

What is to be made certain here is that Jordan’s king is not our friend, in fact he and his regime are a part of the problem. And let’s not forget the non-Palestinian Jordanian official who attacked the guards in front of the Temple Mount just three weeks ago, the so-called “tourist” from Jordan.

At the same time let’s not forget why Jordan’s king is doing all of this: he is weak, having lost much of his power, and wants to direct Jordanians to hate and fight Israel instead of toppling him.

Either way, we must realize he is fragile and could fall, and we must seek our own security and interest by making sure the next regime in Jordan is our friend. We cannot keep fantasizing about a good king next door, and to those who keep indulging in such fantasy: wake up, the king next door is shamelessly anti-Israel.

He also supports the Islamists for his own interest, like him selling British weapons to Islamic State, as confirmed by The New York Times and The Daily Mail. Why cannot we see the facts? The king is a threat to Israeli national interests and security and we cannot keep fooling ourselves.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Accredited Journalist as BDS Activist

EXCLUSIVE: HR Exposes Accredited Journalist as BDS Activist

Simon Plosker


antony-loewenstein-feature-770x400-2

Judging by Antony Loewenstein’s Twitter feed, it looks like we’ve caught his attention:

 

Fanatical #Zionist lobby “exposes” me as a journalist working in #Israel/#economic when all my work/background is widely available online https://t.co/UdWKxD8teV
— Antony Loewenstein (@antloewenstein) December 15, 2016


When Yesh Atid chairperson Yair Lapid responded to a hostile question at a press conference this week in Jerusalem, he may not have realized how close to the mark he was when he attacked The Guardian and some media outlets for taking a one-sided approach towards Israel and the Palestinians.

For the question was being posed by an anti-Israel activist at an event organized by Israel’s Foreign Press Association. The activist was also the holder of an official press card issued to him by Israel’s Government Press Office. Serious questions need to be asked concerning his FPA membership, the GPO’s due diligence and his dubious self-claimed links to The Guardian.

The questioner was Antony Loewenstein, a self-described freelance journalist for publications including The Guardian. Yet when HonestReporting asked The Guardian directly about him, incredibly Peter Beaumont, the newspaper’s Israel correspondent replied in an email: “I don’t anything [sic] about Antony Loewenstein.”

Furthermore, Harriet Sherwood, a former Israel correspondent and The Guardian’s current religion correspondent posted the following on Facebook in response to the original Jerusalem Post story of Loewenstein’s appearance at the FPA event:

harrietsherwood_loewenstein

Either way, Loewenstein was at the press conference. The Jerusalem Post described the exchange as follows:

“You talked before about the idea that since Oslo, Israel has done little or nothing wrong, but the truth is that 2017 is the 50th anniversary of the occupation.

There are now 600,000- 800,000 settlers, all of whom are regarded by international law as illegal, including your good friends in Amona apparently.”

“Is there not a deluded idea here that many Israeli politicians, including yourself, continue to believe that one can talk to the world about democracy, freedom and human rights while denying that to millions of Palestinians, and will there not come a time soon, in a year, five years, 10 years, where you and other politicians will be treated like South African politicians during Apartheid?” he asked.
Lapid pushed back stating: “The problem is that the Palestinians are encouraged by The Guardian and others saying we don’t need to do anything in order to work for our future because the international community will call Israel an apartheid country.”

[See the video below for Lapid’s complete response.]

https://www.facebook.com/yeshatid/videos/1254182387971752/

read more: EXCLUSIVE: HR Exposes Accredited Journalist as BDS Activist


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Cicha wojna Agence France Presse przeciw Izraelowi

Cicha wojna Agence France Presse przeciw Izraelowi

Yves Mamou
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


15 lipca 2016 r., po tym jak ciężarówka staranowała i zabiła 84 ludzi w Nicei we Francji, Agence France Presse (AFP) opublikowała relację zatytułowaną „Kiedy pojazdy stają się bronią”. Deklarowała w niej, że jest obowiązkiem dużej agencji informacyjnej, takiej jak AFP, wyliczenie dla swoich klientów przykładów krajów, które cierpią z powodu terroryzmu pojazdami.

W sprawie Izraela w trzecim akapicie tej relacji czytamy: “W Izraelu i na terytoriach palestyńskich taranowanie samochodami występowało często podczas fali przemocy, w której od października zeszłego roku zginęło 215 Palestyńczyków, 34 Izraelczyków, dwóch Amerykanów, Erytrejczyk i Sudańczyk”.

Nieznający sytuacji czytelnik mógłby zrozumieć, że w Izraelu i na terytoriach palestyńskich Żydzi i muzułmanie – lub Izraelczycy i Palestyńczycy – zabawiają się używaniem swoich pojazdów do zabijania niewinnych przechodniów. Mógłby ktoś także pomyśleć, że Żydzi są znacznie lepszymi graczami w tej grze niż muzułmanie, bo zabili „215 Palestyńczyków”. a Palestyńczycy tylko „34 Izraelczyków”.

Jak zauważono na witrynie internetowej Honest Reporting:

“W rzeczywistości, całkowita liczba Izraelczyków, którzy popełnili zamachy samochodowe na Palestyńczykach wynosi dokładnie zero, ale czytelnik nie może się tego w żaden sposób dowiedzieć. Wręcz przeciwnie, język użyty przez AFP daje fałszywe wrażenie, że więcej Palestyńczyków jest celemzamachów samochodowych niż Izraelczyków”.

Przekłamane informacje o Izraelu w prasie francuskiej nie są sporadyczne. Są systematyczne. Głównym motorem przy produkcji tych przekłamanych informacji jest bez wątpienia Agence France Presse.

AFP – podobnie jak Reuters, Associated Press lub Bloomberg – jest agencją informacyjną z biurami na całym świecie (150 krajów i 200 biur). Nie jest jednak prywatnym przedsiębiorstwem; teoretycznie jest kooperatywą, której właścicielami są klienci (gazety, stacje radiowe i telewizyjne), ale w rzeczywistości jest własnością państwa, ciężko subsydiowaną dzięki dużej liczbie prenumerat różnych ministerstw francuskich – szczególnie ministerstwa spraw zagranicznych. Dyrektora AFP mianuje rząd francuski. AFP jest narzędziem dyplomacji francuskiej i uważa się ją za kanał międzynarodowego wpływu kulturalnego Francji.

AFP ma wielkie “biuro” w Jerozolimie i jej dziennikarze mają olbrzymi wpływ na prasę europejską i bliskowschodnią. Ten wpływ jest olbrzymi, ponieważ jej doniesienia są dosłownie kopiowane i przeklejane przez gazety i niezliczone strony internetowe we Francji i w Europie.

Zamach terrorystyczny z 8 czerwca 2016 r. na Rynku Sarona w Tel Awiwie jest dobrym przykładem systematycznie wypaczonych nagłówków, jakie AFP wysyła swoim klientom.

Można udokumentować trzy rodzaje takich wypaczeń w tytułach doniesień.

  • Jeśli nie podoba ci się rzeczywistość, zmień narrację w rzeczywistość. Przykład: W “Le Figaro”, tytuł doniesienia: “Tel Awiw, czterech zabitych w strzelaninie [fusillade]”. Słowo fusillade znaczy “strzelanina” lub “wymiana ognia”. To jednak, co zdarzyło się na Rynku Sarona, nie było “fusillade”, ale masowym morderstwem z zimną krwią popełnionym przez dwóch uzbrojonych Palestyńczyków przeciwko nieuzbrojonym cywilom izraelskim. To, co zdarzyło się w Tel Awiwie, było tym samym, co zdarzyło się w Paryżu 13 listopada 2015 r., kiedy ekstremistyczni terroryści muzułmańscy zastrzelili 130 osób w sali koncertowej, kawiarniach i restauracjach. Media francuskie nie informowały jednak o żadnej paraleli tego typu.
  • W Izraelu nie istnieją terroryści islamscy. Jest to wojna o „wyzwolenie narodowe” Przykład: Dla mediów takich jak L’Express, lub BFMTV (kanał informacyjny), “krwawy atak (zdarzył się) w pobliżu kwatery głównej armii”. W rzeczywistości, bliskość Rynku Sarona do kwatery głównej armii jest nieistotna. Celem tego nagłówka jest jednak wzmocnienie iluzji, że terroryści celowali w Izraelską Armię Obronną. Dla mediów Palestyńczycy są w stanie wojny z „okupantem”: armia palestyńska przeciwko armii izraelskiej.
  • Jedynymi ofiarami są Palestyńczycy. Trzeci rodzaj tytułów próbuje odwrócić pojęcie tego, kto jest mordercą i kto jest ofiarą. Dla “Le Monde” i “Le Parisien”: “Po morderczej strzelaninie [fusillade], Izrael zawiesza 83 tysiące wiz dla Palestyńczyków”. To implikuje, że Izrael uprawia karanie kolektywne niewinnych ludzi. Dla prasy francuskiej, jak zwykle, „prawdziwymi” ofiarami palestyńskiego terroryzmu są sami Palestyńczycy. Te same media, nawiasem mówiąc, nie informują o masowym świętowaniu w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie po wiadomości o morderstwach w Tel Awiwie, ani nie piszą o morderstwach w kontekście systematycznego podżegania do przemocy, które podsyca obecną falę zamachów palestyńskich na Izraelczyków.

Skrzywienie “pro-palestyńskie” jest tak rażąco oczywiste, że wielu ludzi we Francji nazywa teraz AFP “Agence France Palestine.”

Jest to tak głęboko “pro-palestyńska agencja informacyjna”, że ta instytucja francuska nie widzi niczego nieetycznego w zatrudnianiu Palestyńskich aktywistów jako reporterów. Według Committee for Accuracy in Middle East Reporting in America (CAMERA):

“Nasser Abu Baker, przewodniczący Palestyńskiej Agencji Dziennikarzy, wiodąca siła w akcji na rzecz bojkotu izraelskich dziennikarzy i mediów, pisze także dla tej wpływowej agencji francuskiej… od ponad dziesięciu lat Abu Baker pracuje jako reporter dla AFP, informując o sprawach izraelsko-palestyńskich. Dwóch dziennikarzy izraelskich potwierdziło, że Abu Baker nadal pracuje dla tej agencji informacyjnej. Jeden z tych dziennikarzy sprawdził tę informację z trzema dziennikarzami palestyńskimi, którzy także potwierdzają, że Abu Baker nadal pisze dla AFP, będąc równocześnie na czele Palestyńskiej Agencji Dziennikarzy. Strona Facebooka Abu Bakera także wskazuje na to, że pracuje on dla AFP”.

Nie wolno dopuścić, by czytelnik zapomniał, kto jest “ofiarą”, a kto jest “ciemiężcą”. Informacje z AFP mają jeszcze jedną cechę. Systematycznie – tak, systematycznie – określa Zachodni Brzeg jako “okupowane terytorium palestyńskie”. Kiedy informacja dotyczy wschodniej Jerozolimy, AFP systematycznie dodaje: „anektowana i okupowana przez Izrael”. Czy ta maniacka precyzja jest neutralną informacją? Byłaby neutralna, gdyby AFP robiła to samo dla Tybetu „anektowanego i okupowanego przez Chińczyków”; dla Cypru „anektowanego i okupowanego przez Turcję”; i dla Krymu „anektowanego i okupowanego przez Rosję”. Na całym świecie są dziesiątki „anektowanych i okupowanych terytoriów”. AFP jednak stosuje tę formułkę tylko wobec Jerozolimy. To samo dotyczy Zachodniego Brzegu, do którego zawsze dodaje się hasło: „okupowany przez Izrael”.

Jaki jest cel tych obsesyjnych powtórek? Prawdopodobnie jest tak, by czytelnik nigdy nie zapomniał, że Izrael nie ma prawa obecności na Zachodnim Brzegu i że żaden palestyński zabójca nie jest ekstremistą islamskim, ale bojownikiem o wolność, zajętym „wyzwalaniem” rzekomo „okupowanego” terytorium. Ponieważ jednak Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP) została założona w 1964 r., a „okupowane terytoria” dostały się pod administracje izraelską dopiero w 1967 r., to ważne jest pytanie, co miała OWP „wyzwalać” wcześniej? Dla AFP prawdziwą ofiarą jest morderca, a Żydzi zamordowani w Tel Awiwie mają być tylko postrzegani jako martwe symbole „okupacji”.

Przy każdej fali przemocy AFP wspomina na końcu niemal wszystkich swoich informacji o Izraelu, że „Izrael, Jerozolima i terytoria palestyńskie są uwikłane w wewnętrznej przemocy, podczas której od 1 października zginęło 207 Palestyńczyków, 32 Izraelczyków, 2 Amerykanów, 1 Erytrejczyk i 1 Sudańczyk, według danych podliczonych przez AFP”.

Liczby różnią się, ale na końcu każdego doniesienia o akcie terroryzmu AFP dodaje: “Większość zabitych Palestyńczyków jest sprawcami lub domniemanymi sprawcami ataków” (AFP. 10/06/2016 – 14:42:04). Ten maniakalny podział na grupy etniczne jest wyjątkowy dla Izraela. Nie ma takiego wyliczania dla Syrii. Nie ma takiego wyliczania dla Tybetu. Nie ma takiego wyliczania dla Nigerii. W jakim celu to robią? Żeby czytelnik zauważył, że ginie więcej Palestyńczyków, co rzekomo oznacza “nieproporcjonalną” liczbę, mimo że w Konwencjach Genewskich “nieproporcjonalność” nie ma nic wspólnego z równą liczbą zwłok[1]. Próbuj jednak wyjaśnić to niecierpliwej i zdezorientowanej publiczności.

Wydaje się, że AFP próbuje skłonić cię do podejrzenia, że wielu z tych Palestyńczyków zastrzelono z zimną krwią.

Proszę również zauważyć zwrot: “Izrael, Jerozolima i terytoria palestyńskie”, rozróżnienie powtarzane dzień za dniem, by przypominać ludziom, że międzynarodowa legitymacja Izraela i jego roszczenia do świętego miasta Jerozolimy mogą być sporne.

Palestyńczycy nie są islamistami jak inni islamiści. Wiadomości z AFP nigdy nie wspominają, że mordercy palestyńscy krzyczą “Allahu Akbar” [“Allah jest Największy”], kiedy dźgają nożami, taranują samochodami i strzelają do Izraelczyków. Nigdy nie informują, że ci terroryści, którzy nie giną podczas zamachu, wyjaśniają, że chcieli być “szahidami” [męczennikami], żeby dostać 72 dziewice, które czekają na nich w ogrodach Allaha. Ta prosta prawda zniszczyłaby system kłamstw budowanych przez AFP, która portretuje Palestyńczyków nie jako islamistów, jak innych muzułmańskich terrorystów, ale jako „działaczy” walczących o „wyzwolenie” ich kraju.

Zaprzeczanie palestyńskiemu terroryzmowi islamistycznemu. AFP systematycznie odmawia nazywania islamskiego terrorysty “terrorystą”, szczególnie, jeśli ten terrorysta jest Palestyńczykiem. W wiadomościach AFP słowo terrorysta pojawia się tylko w cudzysłowie, kiedy funkcjonariusz policji lub rządu mówi o „terroryście”. AFP mówi, że jest to dowód, iż agencja odmawia czynienia jakichkolwiek sądów wartościujących. Dla AFP słowa „terroryzm” i „terrorysta” implikują osąd moralny (to jest złe), nie zaś określenie typu walki politycznej. Ta reguła jest jednak stosowana systematycznie wyłącznie w stosunku do Izraela. We wspomnianym powyżej tekście pod tytułem „Kiedy pojazdy stają się bronią” pierwsze zdanie brzmi: „Zamiana pojazdu w prostą, ale zabójczą broń terroru…”, pokazując, że dla taranowania ciężarówką we Francji słowo „terror” nie jest zbyt mocne ani związane z osądem moralnym.

W 2015, Conseil Représentatif des Institutions Juives de France (CRIF), federacja około sześćdziesięciu organizacji żydowskich we Francji, zamówiła u grupy zawodowych dziennikarzy analizę produkowanych przez AFP wiadomości o Izraelu. Raport, nazwany “AFP wobec propagandy palestyńskiej: październik-listopad 2014”, nie został nigdy opublikowany – nie z nieśmiałości; zamiast tego wysłano go tylko do dyrektora wykonawczego AFP.

Co znajdujemy w tym raporcie? Badanie wielu sądów wartościujących!

  • Obraźliwe określenia lub nieumiarkowane komentarze: Mosze Feiglina, członka izraelskiego Knesetu, opisywano na przykład jako “ziejący siarką poseł Likudu” (AFP, 13 października 2014, 12:22). Avigdor Lieberman, który był wówczas ministrem spraw zagranicznych (obecnie jest ministrem obrony) jest “ultra-nacjonalistycznym jastrzębiem”(AFP, 18 października 2014. 21:52). Po stronie palestyńskiej jednak, Ismail Radwan jest po prostu “przywódcą Hamasu”, a sam Hamas (ruch uznany za międzynarodową organizację terrorystyczną przez wszystkie kraje zachodnie) jest wstrzemięźliwie prezentowany jako „radykalna organizacja islamistyczna”.
  • Dla AFP jedynymi “ekstremistami” są Żydzi: członkowie rządu Netanjahu albo osadnicy. Młodzi „muzułmanie” lub młodzi „Palestyńczycy” nigdy nie kwalifikują się jako „ekstremiści”, także kiedy rzucają kamieniami, dźgają nożami pielgrzymów lub grożą Żydom odwiedzającym Wzgórze Świątynne.

Na zakończenie można zapytać: Dlaczego mamy krytykować tylko AFP? Takie samo skrzywienie pojawia się w mediach i agencjach informacyjnych w całym rozwiniętym świecie, włącznie z Reutersem, BBC i AP. To jednak prowadzi do drugiego, bardziej przerażającego pytania: dlaczego, kiedy chodzi o Izrael, tak błędne przedstawianie rzeczywistości jest tak powszechne w zachodniej prasie? Jedyną odpowiedzią jest, że trwa wojna – wojna delegitymizacji. Historycy pokazali, że za każdym razem, jakaś grupa jest obrana za cel jako „zła” – podludzka z powodu swojej religii, przynależności etnicznej, kraju lub koloru skóry – pragnienie ludobójstwa czai się bardzo blisko.


Od Redakcji

U nas korespondentką Polskiej Agencji Prasowej jest mocno związana z Hamasem pani Ala Qnadil, a niegdyś szacowny “Racjonalista” kusi czytelników takimi tytułami jak ten: „Co gorsze – smród czosnku czy śpiew muezzina?”


Yves Mamou

Francuski dziennikarz przez ponad 20 lat związany z redakcją „Le Monde”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com