Archive | 2016/12/06

Po co ci to, czyli co to dziś znaczy być polskim Żydem

Po co ci to, czyli co to dziś znaczy być polskim Żydem

Piotr Pacewicz [14 listopada 2015]


Rabin Łodzi Symcha Keller, wychowanek lumpenproletariackich Bałut, na zaczepki odpowiada slangiem, co z reguły wystarcza. Rabin Łodzi Symcha Keller, wychowanek lumpenproletariackich Bałut, na zaczepki odpowiada slangiem, co z reguły wystarcza. “Czasem trzeba wypić kielicha” (Fot. Tomasz Stańczak)

Mówi się, że mamy w Polsce antysemityzm bez Żydów. Ale czy mielibyśmy Żydów bez antysemityzmu? Czy nie jest okrutnym paradoksem, że polski antysemita współtworzył polskiego Żyda?

Wychowany na warszawskich Nalewkach bawiłem się na gruzach getta, oczywiście w wojnę. Nikt nie chciał zostać Niemcem, wszyscy byliśmy powstańcami, my z Wackiem W. zawsze w jednym oddziale. Oczywiście powstańcy byli Polakami. Nalewki, przed wojną jedna z największych żydowskich ulic w Warszawie, czyli na świecie, niemal ograniczają się dziś do tamtego bloku w kształcie podkowy.

Nie wiedziałem, gdzie mieszkam. Czyje to gruzy.

Pamiętam zdumienie, gdy Wacek W. wyjeżdżał z Polski. Był rok 1965. Wstydził się, a może bał powiedzieć, kim jest. Klasa szeptała, że Żyd.

Książka “My, Żydzi z Polski” – 24 wywiady Ireny Wiszniewskiej (Czarna Owca, 2014) – to spojrzenie z drugiej strony na życie na gruzach żydowskiego świata. Poza Anną Kempińską urodzoną w getcie zakliczyńskim w 1942 r. pozostali należą do drugiego i trzeciego pokolenia. Są dziećmi i wnukami dzieci Holokaustu.

Co to dziś znaczy być polskim Żydem? Jaka jest przyszłość polskiego żydostwa? – pyta Wiszniewska.

Polaku, opuść wzrok

Ta książka boli.

Została ich przecież garstka. Prawie wszyscy z 3,5 mln zginęli od gazu, głodu, kuli, sznura, a z ocalałych może 350 tys. polskich Żydów większość uciekła, bo – jak mówi pisarz Irek Grin (rocznik 1969) – “bycie Żydem jest tutaj karygodne, Żyd jest kary godny z zasady”.

Polski antysemityzm boli.

Dyrektorka szkoły uwzięła się na Anię Kempińską i domagała się metryki, a tych w getcie nie wydawali. Aż interweniował wujek, naczelnik milicji, dotarł do samego Cyrankiewicza, komunistycznego premiera i byłego więźnia Auschwitz. Pod szkołę zajechały czarne wołgi, wszyscy zamarli z trwogi… Jak w hollywoodzkim filmie klasy B wszedł mężczyzna w czarnym garniturze, wziął Anię za rękę i zapytał dyrektorkę: “Nad takim maluszkiem się pani znęca? To pierwsze i ostatnie upomnienie”.

Zofii Krajewskiej-Jankiewicz (1953), współprzewodniczącej stowarzyszenia Drugie Pokolenie, utkwiła w pamięci scena z liceum. “Polonistka, świetna zresztą, opowiada zaraz po Marcu o bananowej młodzieży, powtarza kalki propagandy. I nagle słyszę: Panna Krajewska, spuść wzrok. Czyli miałam się wstydzić za Żydów”.

Było i jest dużo przemocy.

Symcha Keller (1963, rabin Łodzi): “Trzeba mieć żyłkę do sportów ekstremalnych. Kto w kipie wychodzi na ulice Łodzi, może zostać popchnięty, zwymyślany, opluty. Kto nie czuje się na siłach, niech wyjedzie”. Sam Keller, wychowanek lumpenproletariackich Bałut, na zaczepki odpowiada slangiem, co z reguły wystarcza. “Czasem trzeba wypić kielicha”.

Jana Geberta (1979), syna Konstantego (znanego jako Dawid Warszawski), regularnie bili w szkole. Podchodził większy chłopak: “Ty, Żydu, ustąp miejsca”. Bronił się jak wściekły, pewnego dnia przyniósł do szkoły nóż, na szczęście go nie użył. A był to czas jego buntu przeciw żydostwu i przeciw ojcu, ostentacyjnie jadał w domu szynkę.

Paweł Passini (1977), reżyser teatralny, wracał z próby z kompozytorką, gdy dopadli ich żule. “Ją zdzielili pięścią w twarz, a mnie wciągnęli do bramy i zaczęli rozbierać, by sprawdzić, czy jestem obrzezany. Polski antysemityzm nie jest wymierzony w Żyda z pejsami ani w wycieczki z Izraela, tylko w tych skurwysynów, którzy udają, że są Polakami”.

Było i jest dużo bezwstydnego chamstwa.

Kempińska: “I ten pan, znana postać w Sączu, podchmielony, mówi: Pani Aniu, pytanie: czy to prawda, że Żydówki mają w poprzek?. A wszyscy w ryk”.

Bożena Keff (1948), poetka, feministka, naukowczyni: “Bycie Żydem w Polsce często uszkadza psychicznie, bo katolicki i nacjonalistyczny idiom polskiej kultury jest silnie antysemicki (…). W Polsce w ogóle trudno należeć do mniejszości, obojętne jakiej, bo naszą chorobą jest brak szacunku dla innych”.

Ale nie myślcie, że “My” to jakaś księga skarg i zażaleń. Wręcz odwrotnie, oni i one są przygotowani na taki los. Oburzają się raczej mało. (Nigdy nie zapomnę, jak w 2006 r. lat zadzwoniłem po komentarz do naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha, którego na ulicy zaatakował “narodowiec”. Krzyknął do słuchawki: “Jaki antysemityzm?! Zwykły chuligan! Bym go złapał, gdyby mi nie prysnął gazem”).
Wywiady Wiszniewskiej czytałem w Krakowie, pięknym, zadowolonym z siebie mieście, w którym kościoły i knajpy są pełne. Patrzyłem w twarze przechodniom i zamiast cieszyć się końcem lata, próbowałem zgadnąć: Ile razy zgrzeszyłeś antysemickim gestem, czynem, zaniechaniem? Czy aby nie “przechowujesz na dnie serca pogardy czy po prostu mitu antyżydowskiego, które, jak niewygasłą iskrę, rozniecić nie tak znów trudno”? Czy lubisz sobie powiedzieć pod nosem “porządny człowiek, chociaż Żyd”? Tak pisał Tadeusz Mazowiecki w eseju “Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych” (“Więź” nr 5/1960).
 

Gdyby nie było Marca

Mówi się, że mamy w Polsce antysemityzm bez Żydów. Ale czy mielibyśmy Żydów bez antysemityzmu? Czy nie jest okrutnym paradoksem, że polski antysemita współtworzył polskiego Żyda? Gdyby nie Marzec ’68, byłoby w Polsce zapewne kilkakrotnie więcej Polaków żydowskiego pochodzenia, ale ilu z nich pielęgnowałoby swe żydostwo?

Sergiusz Kowalski (1953), socjolog, publicysta: “Ci, którzy przeżyli Holokaust i nie wyjechali po pierwszych falach pogromów, pochodzą z rodzin zasymilowanych o tradycjach lewicowych, często komunistycznych. Ich rodzice albo i dziadkowie dawno wyszli z synagogi, ze sztetlu”. Kowalski przypomina sobie, jak w latach 80. ktoś nazwał Żydem (przyszłego) redaktora “Wyborczej”. “Nie po to mój ojciec walczył całe życie o prawo bycia Polakiem, żebyś mi wmawiał żydostwo” – odpowiedział.

Oczywiście byli też inni Żydzi. Po 1968 r. wyjeżdżały nawet grupy, które mówiły tylko w jidysz. Ale zasymilowanej większości Marzec przypomniał, kim są. Czy raczej kim nie są, bo przecież nie krew wyznacza ludziom tożsamość.

Keff: “Zaczęłam myśleć o sobie jako Żydówce w Marcu. Zostałam w Polsce przypadkiem”.

Grin: “Gdybyś chciał się spolonizować tak ostatecznie, do końca, ciekawe zresztą, na czym by to miało polegać, to i tak nie pozwolą ci zapomnieć. A wtedy możesz zrobić tylko to, co ja – nauczyć dzieci, jak być Żydem, i być z tego dumnym”.

Gdyby tylko mogli, wielu by jednak zapomniało. Zwłaszcza że rodzice nie pielęgnowali rodzinnej przeszłości. Wręcz odwrotnie.

Kto ty jesteś? Żydek mały

Darek Jażdżyk (1973), artysta i twórca słownika jidysz, dowiedział się, że jest Żydem, jako dziesięciolatek od umierającej babci. Przez godzinę opowiadała o chasydzkich przodkach. Matka machnęła ręką, że to takie bajanie chorej. – Zapomnij – dodała.

Jan Hartman (1967), filozof i czasem polityk, dowiedział się od katechetki: “Ty, Jasiu, to chyba Żydek jesteś”.

Kasia Mazurkiewicz (1956), współtwórczyni gminy reformowanej Beit Trójmiasto – od ciotki. Gdy sama powiedziała 12-letniej córce, ta wybuchnęła płaczem: “Mamo, ja nie chcę być Żydówką”.

Krystyna Piotrowska (1949), artystka – od kolegi z klasy: “Wrzasnął: Ty głupia Żydówo. Na zasadzie dowcipu opowiedziałam mamie. Zareagowała: Moi rodzice byli Żydami. Ile ją to kosztowało! Nie chciała być Żydówką, była zakochana w Polsce”.

Keller: “Moja mama, jak każda żydowska matka, mówiła: Po co ci to? Na całym świecie nienawidzą Żydów. Ukrywaj się!. Zmieniła trochę pogląd, gdy zobaczyła w telewizji, jak rozmawiam z Janem Pawłem lub oprowadzam Clintona po warszawskim getcie”.

Niektórzy i niektóre wciąż żyją w ukryciu.

Emilia (nie podaje nazwiska) od lat działa w chasydzkiej gminie Chabad Lubawicz, ale jej polscy znajomi nie wiedzą, kim jest. Kiedyś idąc z sześcioletnim synkiem na szabat, spotkali sąsiada. Olek, coś ty taki elegancki?. Zamarłam. A Olek na to: Idziemy na przyjęcie. Potem skomentował: Przecież nie musi wiedzieć”.
 

Tajemnica babci Zosi

Zapomnienie, milczenie, zaprzeczanie rozgrzeszało tych z nas, którzy źle czuliby się z bagażem antysemityzmu, a takich “ludzi łagodnych i dobrych” jest z pewnością większość, zwłaszcza dziś, gdy antysemityzm staje się niepoprawny politycznie. Bo skoro Żydów nie ma, to nie ma też naszych win. Nie ma, nie było… Tak musiałem myśleć jako dzieciak z Nalewek. Nie wiedziałem, że ta korekta pamięci, ta polsko-żydowska amnezja dotyka także mnie.

Otóż rodzice postanowili mi oszczędzić potencjalnie kłopotliwych informacji o heroizmie matki ojca. Dopiero wiele lat później, przypadkiem, dowiedziałem się, że babcia Zosia – prosta kobieta, która aż do śmierci wyrzekała na “Żydków” – w 1942 r. wzięła pod opiekę żydowskie niemowlę. Wbrew protestom dziadka Józia, organmistrza. Po czterech latach żydowska mama wróciła po Jerzyka i babcia go oddała, znowu wbrew protestom męża. Wyjechali i nigdy się nie odezwali, co babcię utwierdziło w przekonaniu, że Żydzi są fałszywi.

(Takie historie pisali razem diabeł i anioł. Opowiadano mi taką: żydowską dziewczynkę zabiera jej żydowski krewny. Polska mama ma do końca życia żal, że się nie odwróciła, nie pożegnała. Ona do końca życia ma pretensje, że mama jej nie zatrzymała).

Oczywiście od zapomnianego żydostwa są wyjątki. Np. gmina łódzka, chasydzko-mistyczna, zachowała ciągłość. Rabin Keller uczył się pieśni od Izaaka Froimowskiego, kantora na przedwojennym dworze cadyka z Radoszyc. Zachowały się nawet meble chasydów z Kozienic i klamka do drzwi z mieszkania cadyka z Aleksandrowa.

Ale jako goje możemy zatrzymać się na uogólnieniu rabinki Miriam Gonczarskiej (1972). Pokolenie Dzieci Holokaustu “milczało tak skutecznie, że część Żydów właśnie tym milczeniem do dziś karmi swoją tożsamość. Żydowska samotność w tym kraju jest dotkliwa”. Ta samotność dotyka też czasem, jak widać, Sprawiedliwych, którzy ukrywali przed światem sens tego, co zrobili. A nawet przed samymi sobą.

Religia Holokaustu

Idąc do żydostwa, trzeba przejść pod bramą “Arbeit mach frei”. Jankiewicz: “Uznałam, że mam obowiązek poczuć się Żydówką, a nie Polką żydowskiego pochodzenia, właśnie z powodu Zagłady”.

Delifna Kieger (1987) tłumaczy konwersję: “Nie chciałam, by walka mojego dziadka [o przetrwanie] poszła na darmo”.

Irek Grin odczuwa “atawistyczny odruch zemsty na obraz rzucanego w powietrze niemowlęcia, do którego się strzela”. Ta nienawiść może być obsesyjna, ale można zamienić ją w “pielęgnowanie pamięci o wielu zabitych żydowskich narodach” (bo Żydzi tworzyli różne “narody”, od prostaków ze sztetli, przez geszefciarzy z krakowskiego Kazimierza, po wyrafinowaną inteligencję).

Tyle że Holokaust odbywał się w Polsce, ze sporadycznym udziałem Polaków – tych od donosu, napaści, pogromu. Maniucha Bikont (1986), pieśniarka i badaczka muzyki ludowej, córka Anny: “Książkę mamy My z Jedwabnego czytałam, połykając łzy, ale nie mogłam przestać (…) w przejawach barbarzyństwa nic już mnie nie zdziwi”.

Rodzice, którzy przeżyli Zagładę, nie chcieli im opowiadać. Wyjątkiem jest matka Kempińskiej, która wplątuje dziecko w swe cierpienie. “Powtarzała mi w kółko, że w obozie z ludzi robili mydło, rękawiczki”. Podczas wycieczki do Oświęcimia “zniosłam wszystko: hałdy zabawek, lalek, bucików. Już mieliśmy wychodzić, gdy zaprowadzono nas pod gablotę, w której leżała kostka mydła, pędzel do golenia, rękawiczki”. I wtedy… coś się stało… pomyślałam, że to z mojego ojca. Dostałam jakiegoś ataku”.

Piotrowska w zrujnowanej żydowskiej kamienicy pokazała instalację “Luli luli”. W pokoju unosił się puch, jakby tańczył do dźwięków muzyki. “Kojarzy się z pogromami. Porwane poduszki i kołdry zawsze towarzyszyły gwałtom. Widziałam, jak widzowie płakali. Nie wiedziałam tylko, że w czasie powstania w getcie Warszawa była zasypana puchem”.
 

Judaizm, czyli zabobony

Dokąd ten tunel prowadzi? Aż do Ściany Płaczu. Córce Kasi Mazurkiewicz łzy same pociekły, gdy jej dotknęła. “Poczuła jedid nefesz, pieśń duszy. Przodkowie się w niej odezwali”.

Naród wybrany przez stulecia chronił się w pancerzu swej religii. Ta religia jest zdumiewająca. Kompulsywne przestrzeganie halachy, tych wszystkich – patrząc z zewnątrz – zabobonów, które są traktowane ze śmiertelną powagą. Jakbyśmy przenieśli się 25 wieków wstecz”.

“Przepisy halachy pozwalają odciąć się od świata zewnętrznego” – mówi Emilia. Zachwyca się przestrzeganiem szabatu w synagodze Chabad Lubawicz: nawet papier toaletowy jest podzielony na kawałki. Żeby nie naruszać zasady, że siódmego dnia odpoczywamy, jak Jahwe. Nie wykonujemy żadnej pracy.

Właśnie. Są dyskusje o otwieraniu puszki z colą w szabat. Bo Talmud przypomina o biblijnym zakazie stwarzania nowych otworów. Dlatego puszki metalowe nieposiadające otworu nie mogą być w szabat otwierane i sprawa jest halachicznie oczywista. Ale puszka coca-coli ma zawleczkę [czyli można otwierać – P.P.]. Czy jednak nie wykonamy pracy, ciągnąc za zawleczkę? [Nie można] Zakazane są zwłaszcza prace przekształcające obiekty w coś innego. Pusta puszka nie ma wprawdzie statusu naczynia [można], ale jak się ją otworzy, staje się naczyniem [nie można]. Ale zwykle ją wyrzucamy [można]. Ale co jeśli zapomnimy wyrzucić? [Nie można]. Ale otwór jest tak mały, że trudno go wykorzystać [można]. Konkluzja: “Większość znawców halachy zaleca na wszelki wypadek otwarcie puszek przed szabatem”.

Gdy powiedziałem rabinowi Schudrichowi, że takie triki mnie śmieszą, odpowiedział życzliwie: “Dla was to triki, dla nas sposób, by utrzymać tradycję” (rozmowa z nim ukazała się w mojej książce “Pociąg osobowy”, Agora 2010).

Tradycja, wspólnota… tego akurat Polakom tłumaczyć nie trzeba. Passini określa przestrzeganie zasad szabatu jako “włączenie się w rytm, w jakim funkcjonują wszyscy Żydzi na świecie”. Mówi o “czerpaniu wprost ze źródła”, przywracaniu harmonii. “Czujesz, że to jest tikkun olam, naprawa świata”.

Judaizm, czyli refleksja

Ale te prastare nakazy nie są spiżowymi regułami, których wykładnia – jak w islamie czy katolicyzmie – jest ogłaszana przez Najwyższe Autorytety. Są poddawane intelektualnej obróbce, bywają przedmiotem sporów (“Jak Żyd się nie kłóci, to nie żyje. To jest podstawa u Żydów, jak u Polaków” – mówił mi Schudrich).

Emilia: “Mój syn ma dziesięć lat. Rabin chciałby go obrzezać, a ja odmawiam. Jak dorośnie, sam zdecyduje. Ostatnio dużo rozmawiamy z rabinem, bo chciałabym, żeby Olek miał bar micwę” [uroczystość religijnej inicjacji – P.P.].

“Bar micwa bez obrzezania?” – dziwi się Wiszniewska. Jako niewierzący katolik też jestem zdumiony, bo to tak, jakby bierzmować dziecko, które nie było ochrzczone.

Halina Postek, naukowczyni związana z Beit Warszawa (gminą postępową), ma korzenie żydowskie po ojcu (czyli nie jest Żydówką z urodzenia). Rozważała konwersję, choć… jest agnostyczką. “Pytałam o to wielu rabinów, usłyszałam: nie”. Ale rok później “ten sam rabin przyjechał z informacją, że po namyśle i konsultacjach z kolegami nie widzi przeciwwskazań”.

Jankiewicz: “Wiążę żydostwo z mądrością i niepewnością, czy ja mam rację, czy ty masz rację”.

Piotra Menachema Mirskiego (1987), muzyka klezmerskiego, zachwyca w judaizmie kult doczesności. Przeciwstawia go prymitywnym katolickim marzeniom o raju, które mają ukoić lęk przed śmiercią. Dla Żydów “życie jest święte. Credo judaizmu jest życie, tu, na ziemi, w szczęściu i błogosławieństwie”.

“Wyborcza” zamiast Tory?

Oczywiście nie wszyscy szukają synagogi. Ale czy jest inna droga do żydostwa niż ta, którą polskich Żydów prowadzą – nieobecni w książce – Stanisław Krajewski (zawodowo matematyk) i Konstanty Gebert?

Bożena Keff: “Mam coś wspólnego z przedwojenną formacją lewicowych intelektualistów”. Kowalski: “Jestem przedstawicielem szeroko pojętej lewicy”. Ze dwie inne osoby odwołują się do tradycji lewicowego i antysyjonistycznego Bundu. Hartman: “Jestem taką żydowską dziczką. Jaki tam ze mnie Żyd!”.

Są polskim odpowiednikiem potężnej grupy amerykańskich Żydów, o której Norman Podhoretz, neokonserwatysta (rocznik 1930), mówi, że ich świętą księgą nie jest już Tora ani nawet “Kapitał”, lecz “New York Times”, a ich religią liberalizm: przywiązanie do praw człowieka, nieufność do władzy i religii. Są dziećmi oświecenia z jego odrzuceniem dominującej religii i nacjonalizmu, śmiertelnych zagrożeń dla Żydów.

Ale czy w Polsce można na “liberalizmie” budować żydowską tożsamość? Rozmówcy Wiszniewskiej twierdzą, że nie.

Jankiewicz, siostra Krajewskiego, choć jest “niereligijna”, obawia się, że “bez religii odnowy by nie było. Nie ma cudów, tradycja żydowska to judaizm”.

Kowalski próbował “bronić prawa do tożsamości świeckiej, a zarazem żydowskiej”. Ale “nie umiał jej dobrze nazwać ani osadzić w czymkolwiek”. Cytuje swoich polemistów: “Żydzi przetrwali w diasporze dwa tysiące lat, bo łączyli religię z etnicznością. Gdy nastąpi rozejście się tych czynników, jeszcze dwa pokolenia i Żydzi przestaną być Żydami”. “Wolałbym, żeby Żydem można było być na różne sposoby”.

Religia daje zakorzenienie we wspólnocie, otwiera kontakty, ale judaizm ma też brzydszą twarz. Rosnący w siłę żydowski fanatyzm, haredim, zwłaszcza w Izraelu, zmieszany z mizoginizmem i bezwzględną polityką wobec Palestyńczyków, może budzić niechęć. “Gdy pomyślę, że miałabym w pewnym sensie stać się jedną z nich…” – tłumaczy Danuta Postek rezygnację z konwersji.

Jan Gebert przyszłość żydostwa w Polsce widzi “czarno”. “Nie myślisz o wyjeździe?”. “Nie. Zostałem wychowany na Żyda. W Izraelu byłbym Polakiem”.

Przekroczenie tożsamości?

Mazowiecki pisał, że “walka z antysemityzmem nie jest zasługą ani humanitarnym gestem litości; nie jest też tylko walką o godność Żydów, ale w równej mierze walką o naszą własną godność. Uogólnienie właściwe samej istocie antysemityzmu prowadzi bowiem poza próg pojęć moralnych, którego przekroczyć nie wolno, jeśli nie ma się wszystko zawalić”.

Patrząc na dzisiejszą Polskę, gdzie przy dźwięku kościelnych dzwonów prężą się narodowe muskuły, i na Europę tylu Wspaniałych Narodów (nawet w Finlandii poszukują na gwałt prawdziwych Finów), można mieć obawy, czy wszystko się nie zawali. Jak szukać ucieczki z zaklętego koła nacjonalizmu i nietolerancji? Może przestać tak neurotycznie pytać, czym się różnimy od innych?

Kuba Herczyński (rocznik 1983), programista: “Przyszłość żydostwa jest taka jak wszystkich religii. Nie ma przyszłości. I dobrze. Świecka żydowskość też nie ma szans. Nie mówię, że to źle. Żyjemy w epoce globalizacji, zatarcia granic. Takie pojęcia jak naród tracą na znaczeniu”.

Dla mego pokolenia brzmi to jak profanacja, ale może to nasze uporczywe pielęgnowanie polskości, żydostwa, węgierskości, te nasze spory o niewinność narodowego doświadczenia, są pułapką? Może trzeba się bardziej z siebie śmiać, a mniej nad sobą płakać (w dowcipach na swój temat Żydzi są genialni, ale i Polacy byli nie najgorsi). Może zgoda na tożsamość diagnozowaną przez Zygmunta Baumana jako płynna i, dodajmy, płytsza, nas uratuje?
Żydowskość powoli się rozpuszcza, także za sprawą mody, która przyciąga gojów i “pół-Żydów”.

Martwi się tym (może niesłusznie?) Jan Śpiewak (1987), socjolog i aktywista miejski: “Jesteśmy jednym z ostatnich pokoleń, potem już będą takie popłuczyny”.

Napływ gojów widzi także Keff: “Ten kraj tak odrzuca inność, że staje się ona pożądana. Żydowskość może być takim właśnie kolorowym piórem”.

A może “popłuczyny” to sposób na rozmycie granic i uwolnienie nas samych od ciężaru sztywnych samookreśleń? Może Żydom przydałby się żydowski Gombrowicz, który namawiał Polaka, by było w nim mniej Polaka, a więcej człowieka?

Maniucha Bikont nauczyła się bronić przed zalewem cierpienia, którego pełne są książki jej mamy Anny. “Ciągłe odwoływanie się do Zagłady sprawia, że elementem żydowskiej tożsamości staje się krzywda, a z drugiej strony poczucie wyższości, że jest się wybranym. To mnie razi. W porównaniu z mamą i siostrą jestem jakby tą nie-Żydówką”. Opisuje swoje tożsamości Polki, Żydówki, chrześcijanki, ateistki, Europejki.

Wyzwolenie Auschwitz?

Wyjeżdżając z Krakowa, zajrzałem do Muzeum Sztuki Współczesnej na wystawę “Doświadczenie Auschwitz dzisiaj”. Wejście zdobi pastisz oświęcimskiej bramy z napisem “Kunst macht frei” Grzegorza Klamana. Jasne, znamy ten nurt niepokojących prowokacji, jak “Berek” Artura Żmijewskiego czy “Lego – obóz koncentracyjny” Zbigniewa Libery. Ale w Krakowie zobaczyłem coś więcej – video art Żydówki z Melbourne Jane Korman (1955). Razem z ojcem, który przeżył Oświęcim, i trójką swoich dzieci Korman tańczy przed bramą Auschwitz do przeboju Glorii Gaynor “I will survive” i ballady Cohena “Dance me to the end of love”. Ojciec, Adolek Kohn, mówi, że “powstał z popiołów. Oni zginęli. Ale my daliśmy życie nowej generacji i dlatego tańczymy”. Nieporadne ruchy starszego pana budzą odruch śmiechu i płaczu jednocześnie.

Oglądałem struchlały od świętokradztwa i zarazem z uczuciem ulgi. Trudno się było oprzeć wrażeniu, że to jakaś zwycięska zemsta, zagranie na nosie tym, którzy dbali o każdy szczegół, by zapewnić wydajność fabryki śmierci (w drodze pod “prysznic” Żydzi mijali kwiaty w oknach, co miało ich uspokajać). Tańczę, żyję, mam wnuki – mówi swoim oprawcom Kohn. Nawet nad Auschwitz można jakoś przejść, nawet Auschwitz można przetańczyć, nawet po Auschwitz można żyć.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Why did a Hong Kong couple sponsor the aliya of 1,372 Ethiopians?

Why did a Hong Kong couple sponsor the aliya of 1,372 Ethiopians?

STEVE LINDE


The Chens’ philanthropic SEEDS Foundation also provided scholarships for higher education to a number of promising youth from the existing Ethiopian community in Israel.

Chen EthiopiaRoy Chen (third left) and his wife Yuk Lynn Chen Woo (second left) visit Ethiopia. Photo By: COURTESY ROY CHEN

Hong Kong entrepreneurs and philanthropists Roy Chen and his wife, Yuk Lynn Chen Woo, are devout Christians who believe they were instructed by God to bring Ethiopian Jews to Israel.

It took them a while to figure out and fulfill their mission but, in late November, they flew to Ethiopia to meet the Falash Mura still waiting to come to Israel, and then came to Israel to meet some of the immigrants they had funded on Operation Wings of the Dove from 2012 to 2013.

“We sponsored 1,372 immigrants from Ethiopia during Operation Wings of the Dove,” Roy Chen told The Jerusalem Post during a visit to Jerusalem on Thursday. “For us, it has been like seeing the Bible come alive.”

Their philanthropic SEEDS Foundation also has provided scholarships for higher education to a number of promising youth from the existing Ethiopian community in Israel which now numbers some 135,000.

Following a government decision this year to bring the remaining 9,000 Falash Mura to Israel (1,300 a year for seven years), the Chens decided to contribute to the current campaign, as well, via Keren Hayesod-United Israel Appeal.

How did this partnership between the Chens and KH-UIA happen? They related their fascinating story over dinner at the Waldorf Astoria.

Although both Roy and Yuk Lynn grew up in wealthy Hong Kong families, they met while attending business school at New York’s Columbia University in 1989 and married in Los Angeles in 1993.
Their marriage went through “good times and tremendously bad times,” and at one point, Yuk Lynn asked God, “Why are things so difficult for us when other Christians seemed to be doing so well?” The response she heard was: “You need to learn how to pray.”

She found a local ministry in Hong Kong, and Roy joined her a week later “just to be sure it wasn’t a cult or something.”

Roy took up the story: “From then on, March 2005, we both had very powerful encounters with God. We thought things were going to be fine, but that was followed by three of the toughest years ever. It was like God ripped out all the band aids, opened the old wounds and stuck His right hand in the depths of our hearts. But in the midst of the darkness, He began to heal us, bit by bit, individually as a man and woman, learning how to become a husband and wife and gradually how to be a father and mother.

“We also used to be addicted to a type of computer game called role-playing games (or RPG for short). She’s the puzzle solver and I’m the action man.

God actually redeemed the situation by giving my wife these rather cryptic messages, which she then had to solve and piece together, and I would pray for confirmation and then put them into action. We began learning to work together as a team.”

Yuk Lynn explained: “Since we encountered the Holy Spirit in 2005, I find that I hear Him quite frequently. This happened on November 11, 2006, at five o’clock in the morning, for instance, when the Lord woke me up. He said, ‘I’m going to tell you something about my end-time plans, and they all come out of the Bible.’ So I found verse 11 of chapter 11 in certain books of the bible. The Book of Isaiah, 11.11, for example, talks about God bringing back all his children from the four corners of the world. In that Scripture, it also talks about how He is going to bring his children back from Kush, even though I had no idea what or where that was.

“Then he showed me Psalm 68, the psalm that David sang when he brought the Ark of the Covenant back to Jerusalem.

He asked me to read it all, and then He highlighted Verse 31, which is about Kush reaching out to Him. I got frustrated and tried to block it out because I couldn’t understand it, and then He said: ‘Read the New Living translation.’ So I read it, and it said, ‘Ethiopia.’ And I said, ‘Okay, so this is some place in Africa, but what’s that got to do with me?’” For two years, from 2010, the couple tried to work this assignment out, but to no avail. Then the breakthrough came.

Roy took up the story: “On November 11, 2011, at 11 a.m., I surprised Yuk Lynn by getting her onto a helicopter and flew her above Hong Kong Harbor where I re-proposed to her.

I knew she felt very strongly about the numbers 11/11 so she wouldn’t say no. So we got reengaged and, in August 2012, we got re-married in our church to make right everything that was wrong before.

Not only that, but we had a huppa and a handmade Ketuba from Jerusalem. We had all our five children as our wedding party, with our No. 1 son as our best man and our No.2 daughter as maid of honor, and the other three as bridesmaid, ring bearer and flower girl. After that, and once the foundation of our family was properly established, things then started happening very quickly.”

Within a week Roy found himself at a luncheon in Hong Kong with a few Israeli venture capitalists.

“As we were sitting around the table, I asked the gentleman next to me if he knew anything about Ethiopian Jews. To my surprise, he said, ‘My late father was known as the father of Ethiopian Jews.’ The gentleman turned out to be none other than Yair Shamir, and his father was Israel’s prime minister Yitzhak Shamir who authorized Operation Solomon to airlift 14,000 Ethiopian Jews to Israel. He said he could connect me with the relevant people, but added that all the Ethiopian Jews were back in Israel.”

Yuk Lynn adds: “So, we thought, maybe the assignment is finished. Maybe we’re just too late, and God found someone else, so it’s already done.”

On November 15, 2011, which was the day of Roy’s birthday, Yuk Lynn asked him to pick up a piece of jewelry from a local jeweler before a meeting they had scheduled with Irit Barash from Keren Hayesod-United Israel Appeal.

“Actually, I had told the jeweler, who is a friend of mine, that Christian jewelry is too boring, and that she should think of something more interesting,” Yuk Lynn says, smiling. I hadn’t intended it to be for me, but the weekend before, I saw my friend at her kid’s birthday party, and she said my jewelry was ready. So I couldn’t refuse her and asked Roy to pick it up instead.”

Roy got to his office just in time for the meeting with Barash.

“As soon as Irit sat down, and I had never met her before, she announced she had good news to share. The Israeli government had apparently just authorized a new operation to bring back more Ethiopian Jews called the Falash Mura. She said the name of it is Operation Wings of the Dove. When I heard that, I pulled out the piece of jewelry which you now see my wife wearing, a diamond encrusted dove with wings opened. At that moment, everyone was in shock, including us.”

Roy then asked his wife to remind him of the two scriptures she had received previously in prayer.

“At that very moment, Irit handed me a brochure. On the cover, it said, “Biblical Prophesies Fulfilled,” with a photograph of a black woman and then underneath were printed two scriptures. It turned out that they were the exact same scriptures, Isaiah 11:11 and Psalm 68:31. By this time, Irit was in tears and all of us in awe. We knew right there and then that this was of God. You could feel God’s presence in the room.”

They gave their first sum of money to KH-UIA from the proceeds of the sale of their house in Hong Kong, which broke all records. How did they give and how did they know how much money to give? Before making the first donation, in May 2013, the couple had visited Israel with another director of their foundation as well as a consultant “to conduct due diligence on KH-UIA.”

Said Roy: “I want to give particular credit to Irit Barash. She really delivered the first time we gave, which gave us the confidence to continue. She told us all about those we sponsored and explained exactly where the money was going. We didn’t want to give everything through Keren Hayesod, and wanted to track some of the families after absorption, especially the youngsters, to see how they progressed through education, entering society and becoming contributing members. So we held back a smaller amount of money for them. We applied the same practice as our private equity investments because we want to see this through, and see its impact.

“Also, before we left for that trip, the Lord spoke to us and told us to look for Sheba’s gold, from Isaiah 60, where it also says that foreigners will bring your children home. And Isaiah 18 talks about Ethiopian Jews being a gift presented back to God. In our due diligence, we visited communities in the South like Ibim and Sderot and met with Ethiopian immigrants from different walks of life,” Yuk Lynn said.

“In Ibim, we visited with a young family,” said Roy. “They were very shy and soft-spoken.

We asked the name of one of their children, a handsome young boy age six, as we also have a son of similar age. It turns out that his name in English means ‘Gold.’” The Chens believe people are precious, just like gold.

Yuk Lynn added: “We prayed and came up with an amount based on Psalm 23. It was the biggest single donation we had ever made, but we were just following instructions. I was praying about what number, because the Lord oftentimes talks to us through numbers. We gave the first batch of money to fund the Ethiopian Jews. They came on Operation Wings of Dove on August 28. To us, that’s Romans 8:28, and it means that God is going to work everything out for the good of those He loves. Unfortunately, we couldn’t welcome the Ethiopian Jews ourselves, because we were in California at the time, sending our two oldest children to university.”

Roy added: “We gave the money, and understood that it was a very significant and very historical moment, but there was still no real connection of the heart. Then, one evening last year, my cousin invited us to a dinner and asked us to share our story with a group of Israelis, who included Moodi Sandberg, the world chairman of KH-UIA, and leaders of the Knesset Christian Allies Caucus.

“Earlier this year, they asked for another meeting when they told us that there was one more group of Ethiopian Jews waiting to come back – the family members of those who have made aliya but who normally wouldn’t qualify. On humanitarian grounds, however, the Israeli government has decided to allow them to come.

“So we prayed about it, as we typically do when given a request of this nature, and separately the Lord told us that this time, it’s not so much about the finances. It’s really about the telling of His amazing works amongst his people. My wife received Psalm 22:22, and I received the words “Make my name known amongst my people.” We confirmed this with each other, and started thinking about what to do.

“We thought to make a short video and started to interview production and media people, but we couldn’t find the right people. So we thought maybe we heard wrong and put it aside.”

On October 9, 2016, the Chens met Sandberg, who was attending a conference in Hong Kong, for breakfast. He suggested they should fly to Ethiopia and Israel both to see the situation for themselves and share their story.

“We’d never been to Ethiopian and, to cut a long story short, we thought it would be a good thing to do. We have five children, family and work obligations and a very tight schedule, but we managed to choose a date that worked.”

In a trip arranged by Keren Hayesod and the Jewish Agency, they flew to Ethiopia from November 28-30, together with Sandberg, a board member of their foundation, his wife and a staff member who works with their philanthropic foundation.

Accompanied by Israel’s Ambassador to Ethiopia Belaynesh Zevadia, who had herself made aliya from Gondar, they were given a hero’s welcome by some 250 people in Addis Ababa and more than 2,000 at the makeshift synagogue in Gondar.

“When we went to Gondar, we sat on the stage and looked out at the thousands of faces. All of a sudden, I felt God’s tenderness towards them,” said Roy. “As I was praying and asking God what I was supposed to say, I suddenly felt this incredible love in my heart, even though I didn’t know any of them. And, that day in Gondar, I felt the Lord asking me to tell those present that they are His sons and daughters, that He will never forget them and that He will bring them back – every last one.’” The standing audience wept and applauded as he spoke, as others stood outside the packed hall listening.

“We wondered for a long time why Father God would use two people who hadn’t even known where Ethiopia was, or that there were Jews there at all, or what the Falash Mura was, for this mission,” said Roy. “We believe God is using the Torah to tell them that every word is true, and that He is going to use us, foreigners, which is what he said in Isaiah 60, to bring them back, all of them, not just the Ethiopian Jews but the Falash Mura, as well. He has called them back, like Sheba’s gold.

“Can you imagine the affirmation we gave these people? Whatever man says is not important. It’s what God is saying and He is telling them that ‘I’m going to do what I promised, and you are my children,’ and I’m going to do it through these foreigners, who didn’t even know you existed. We, like them, were crying like crazy.”

From Ethiopia, they flew straight to Israel, where they visited three absorption centers in Kiryat Gat and Beersheba on their first day.

“When we went to one absorption center, we saw exactly what the Bible says, the in-gathering of the exiles from all over the world, including Ethiopia,” said Roy. “One of the ladies I met was crying because she said that she was the only one in Israel. Her daughter and her daughter’s children (her husband had died) are all still in Gondar, waiting to come. We also met a beautiful and brilliant young woman who serves as an officer in the Israel Air Force and has just completed her first degree in Beersheba. But her three older brothers are still stuck in Gondar.

“You could feel the gratitude they carried. A woman from Moscow just hugged me even though we’ve never met. Another woman from Mumbai shared her story of how grateful she was to be in Israel with her husband and children. There were also a couple from Peru and a guy from Yemen. I just thought, ‘Wow!’”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Żydowscy uchodźcy z arabskich krajów

Żydowscy uchodźcy z arabskich krajów

Malgorzata Koraszewska  Malgorzata Koraszewska



Ponad połowa żydowskiej społeczności Izraela to uchodźcy i potomkowie uchodźców żydowskich z arabskich krajów. Uciekali przed prześladowaniami i śmiercią. Było ich więcej niż Arabów, którzy uciekli z Izraela. Nie otrzymywali pomocy ONZ, ani nie trzymano ich w obozach dla uchodźców. Budowali przyszłość, nie wyciągając do świata rąk po pomoc. Może dlatego nikt nie chce o nich pamiętać.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com