Archive | 2017/02/16

WDOWA PO POKOLENIU

Dwutygodnik - strona kulturyWDOWA PO POKOLENIU

HENRYK GRYNBERG


Wdowa po pokoleniuPoruszaliśmy się z Agnieszką Osiecką w tej samej pokoleniowej przestrzeni. Też zapamiętałem na zawsze Cybulskiego w „Dwojgu na huśtawce” w Ateneum. Partnerowała mu Elżbieta Kępińska, za którą ganiałem na szkolnych potańcówkach

„Agnieszka Osiecka. Lubię farbować wróble” – kolejna książka osiecka (małą literą, bo to przymiotnik) – powstała z rozmów, które wybrała, zmontowała, skompowała Violetta Ozminkowski. Bohaterka urodziła się w Studenckim Teatrze Satyryków, który „tkwił w Skamandrze”, a patronowali mu Antoni Słonimski i Janusz Minkiewicz. Przedstawiała się jako córka Skamandra i szczerze kochała Tuwima. W niezwykle barwnej wiązance rozmów na niespełna dwustu stronicach mówi nie tylko o sobie, lecz o pokoleniu, ktorego symbolami są STS, Bim-Bom, Szkoła Filmowa, Hłasko, Cybulski, Kobiela, Komeda. Została „wdową po pokoleniu”, które „zaczęło wymierać młodo”. Myślała, „że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka”. Tak samo myślał Hłasko. Cybulski też „nie miał koncepcji dorosłości”, i też trudno go sobie inaczej wyobrazić „niż jak chłopaka w czarnej kurtce, okularach, wiecznie dokądś biegnącego”. Byli bożyszczami młodzieży i kapłanami młodości, która okazała się „potwornie ciężkim przypadkiem”. Zwłaszcza u niej, której serce zdążyło „posiwieć”, toteż doszła do wniosku, że „chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań”. To jednak przedwczesne uogólnienie, bo wychodzili z tego bez większych powikłań ci, co – przy całym respekcie dla artystycznych dusz – mieli poważniejsze zmartwienia.

Poruszaliśmy się w tej samej pokoleniowej przestrzeni. Też zapamiętałem na zawsze Cybulskiego w „Dwojgu na huśtawce” w Ateneum, „na pierwszej w Polsce okrągłej scenie”, to jest bez dystansu między aktorami a widzami. Partnerowała mu Elżbieta Kępińska, która zawsze mi się podobała i ganiałem za nią na szkolnych potańcówkach w Łodzi, a ona uciekała, bo ja się – całkiem słusznie – jej nie podobałem. Zresztą nie tańczyła z żadnymi chłopcami – żaden na to nie zasługiwał – tylko ze swoją przyjaciółką, też bardzo ładną, która zaraz po maturze wyszła za Nasfetera i ślad po niej zaginął. Świetnie grała wtedy z Cybulskim i byłem z niej dumny, pomimo że nigdy jej nie dogoniłem. Oczywiście, jak całe pokolenie, nigdy nie zapomnę tego ponurego, styczniowego poranka, gdy radio podało, że „biegnąc dokądś”, zginął pod kołami pociągu.

Tych rozmów z lat 1964–1997 nie czytałem (od 1967 roku mieszkałem w Ameryce), lecz portrety w nich naszkicowane wyglądają prawie tak, jak w moich „Uchodźcach”. Przede wszystkim Hłasko: „Marek był urodzonym aktorem. Człowiekiem, który pisze swą biografię nie tylko piórem, ale również żywą krwią. On się rzeczywiście stylizował na różne postaci, a Jamesa Deana wręcz naśladował. Lubił również wcielać się w bohaterów Dostojewskiego. Głównie jednak Marek lubił odgrywać różne wcielenia samego Marka Hłaski. Wtedy pojawiał się między nami w białym kożuchu, jak zbuntowany anioł”. Wdawał się w awantury w Kameralnej i był tam „ogromnie popularny”. Także Wojtek Frykowski, którego „zżerała ambicja” i „chciał coś robić w sztuce, ale zamiast pracować…”. Jednym celnym zdaniem scharakteryzowała Elżbietę Czyżewską: „wiecznie zniecierpliwioną, goniącą za czymś, niezdolną do kompromisu i bardzo niegrzeczną”. W „Uchodźcach” jest potwierdzenie jednego z tych elementów, gdy Ela mówi do swej koleżanki (mojej ówczesnej żony): „Nie narzekaj, masz dom, rodzinę, nie ganiasz za wiatrem w polu”. W ostrzeżeniu do młodszego pokolenia: „nie dajcie się zwariować!” Osiecka dosłownie powtarza to, co napisał Hłasko na kartce, którą jej przywiozłem z Izraela i z tego powodu cały rozdział w „Uchodźcach” nazywa się „Nie dajmy się zwariować”.

Wydział dziennikarski, gdzie oboje studiowaliśmy, był szkołą propagandy. Przyjmowano tam między innymi aktywistów po jakichś kursach partyjnych zamiast matury i „studia służyły im wyłącznie do ustawienia się” na reżimowych posadach. Indoktrynowano nas tam na potęgę, bałamucono, molestowano politycznie, deprawowano, i dobrze ją rozumiem, gdy wyznaje: „Nie umiałam dokonać wyboru w kwestiach politycznych”. U mnie też to trwało i na moje szczęście dokonano go za mnie. Podobnie jak za Hłaskę – na jego nieszczęście (vide „Uchodźcy”). Natomiast nie wierzę, gdy mówi: „z niezwykle nieraz błahych przyczyn wciąż wracałam do kraju!”. Zresztą sama temu zaprzecza kiedy indziej: „mam w sercu taką prywatną Polskę, która nie pozwala mi na emigrację. Jest nią język”. Cztery razy wracałem, więc wiem, jak to jest, gdy się nie ma nic prócz tego języka. Odmówiła, gdy proponowano jej „zaangażowanie się w podziemie, KOR”, bo chciała „dalej istnieć na antenie” i wstydzi się tego. Niesłusznie, bo poeta, (artysta) czuje przymus, żeby robić swoje, to, co umie lepiej od innych. Całe szczęście, że Miłosz nie zaangażował się w powstanie warszawskie. I ogromna szkoda, że Baczyński się zaangażował.

 Nie wierzę, gdy mówi: „z niezwykle nieraz błahych przyczyn wciąż wracałam do kraju!”. Cztery razy wracałem, więc wiem, jak to jest, gdy się nie ma nic prócz języka

Nie zgadzam się również z określeniem stalinizmu jako „najbardziej fanatycznego kultu, z jakim miał do czynienia świat dwudziestego wieku”. Najbardziej fanatyczny był hitleryzm. I nie kult Stalina, lecz Hitlera był „rodzajem zbiorowego zahipnotyzowania”. Stalin nie hipnotyzował, lecz deprawował i gnoił. Hitleryzm selekcjonował i eliminował, a stalinizm przeciwnie, starał się każdego umoczyć. Nieprawda, że „te sprawy [powszechna kolaboracja] nie były takie proste, jak by się chciało, żeby były”. I że „Miłosz sam doskonale o tym wiedział”. Wprost przeciwnie, sprawy te były prostsze, niżby się chciało, a Miłosz nie wszystko wiedział, bo wcześnie uciekł, i miał osobiste powody, żeby szukać usprawiedliwienia („Zniewolony umysł”). Nasze pokolenie po Październiku szukało ucieczki w sztuce i to była nasza najpiękniejsza cecha. Cybulski (siostrzeniec Jaruzelskiego) „o Polsce mówił niewiele, nigdy nie wygłaszając mów na ten temat”. Raz „gdzieś kiedyś powiedział, iż czuje się odpowiedzialny za Kieleckie i Rzeszowskie. A kiedy wypowiadał te słowa, widać było, że tak naprawdę czuje…”. Dlaczego? Tak mówią i czują ludzie o czystym sumieniu. Jego wuj nigdy czegoś takiego nie powiedział i przypuszczam, że nie czuł.

Osiecka uważała swoje piosenki za zakamuflowane „nowele, opowiadania” i to prawda. Notabene każdy wtedy chciał być nowelistą, jeśli nie powieściopisarzem. Hłasko był poetą, który wstydził się pisać wiersze. Ona się nie wstydziła, ale wolałaby, żeby to była proza. Potwierdzają to jej niezbyt udane próby prozatorskie. Marzyła jej się między innymi powieść o tym, że „mężczyzna porywa dziewczynę … Umawiają się pod ciemnym niebem, ona przyjeżdża z tobołkiem, zerwała ze wszystkim, a on się nie stawia. I ona … stoi wiele godzin, potem płacze, a potem sobie tam urządza… dom, wciąż czekając”. Tylko że w Hollywood opowiedziano tę fabułę kilkadziesiąt lat wcześniej na filmie i bardziej wiarygodnie, bo tamta czeka, żeby się zemścić.

Osiecka uważała swoje piosenki za zakamuflowane „nowele, opowiadania”. Każdy wtedy chciał być nowelistą, jeśli nie powieściopisarzem. Hłasko był poetą, który wstydził się pisać wiersze. Ona się nie wstydziła, ale wolałaby, żeby to była proza

Jaki mężczyzna się Osieckiej podoba? „Taki, który ma dużo czasu dla kobiety”. W tym tkwi zasadniczy konflikt płci. Mężczyźni mają na ogół mało czasu (a najmniej artyści). Dlatego „boją się mocno kochających kobiet” i „często uciekają od tych wspaniałych, namiętnych, pięknych do spokojnych, niewymagających”. Owszem, „wolą spokój niż szalone uczucia”, bo „zaborcza partnerka przeszkadza w osiąganiu sukcesów zawodowych, a mężczyzna chce być doskonały w tym, co robi, a nie w miłości”. Ja bym dodał, że taka partnerka przeszkadza z premedytacją, nie chcąc się pogodzić z faktem, że mężczyzna żyje dla tego, co robi, a nie dla niej. Zresztą Osiecka przypomina takiego mężczyznę, gdy wyznaje, że stosunki fizyczne „przydarzały [jej] się tylko z głuptasami”, a „z mądrymi chłopcami” kochała się tylko platonicznie. O „dzisiejszych” dziewczynach weteranka mówi, że „nie potrafią wypowiedzieć swoich uczuć, bronią się przed nimi, nie chcą być zranione”, ale to samo można powiedzieć o chłopcach tak dzisiejszych, jak i wczorajszych. Zatem teorie seksualne ewidentnie nie nadążają za praktyką. Nie do wiary, ale ta najpopularniejsza kobieta pokolenia bywała bardzo samotna: „Często zaglądam sama do rozmaitych barów”. Pewno było w tym coś z wiadomej samotności na szczycie. „Najbardziej boję się być sama w nocy w pustym mieszkaniu”. Ten lęk jest raczej nieznany mężczyznom i przypuszczam, że jest przejawem jeszcze jednej zasadniczej różnicy płci.

Teorie dorabia się do własnych umiejętności i skłonności. Dlatego skamandryczka, która nie lubi „tłuc kotletów”, głosi, że „nie można połączyć pisania ze starannym prowadzeniem gospodarstwa”. Ja zaś z doświadczenia wiem, że można i że jest to przydatne – jeśli nie konieczne – dla równowagi psychicznej. Auden, jeszcze bardziej doświadczony, twierdził wręcz, że gdyby istniała szkoła poetów, to jednym z obowiązkowych przedmiotów powinno być właśnie gotowanie. „W jednej dziedzinie nie pozwalam niczego zmienić – w dziedzinie języka. Awanturuję się o każdy przysłówek … Nawet z tłumaczem potrafię się kłócić o każdy przecinek i znak przestankowy”. Po tym się poznaje poetów.

Skamandryczka, która nie lubi „tłuc kotletów”, głosi, że „nie można połączyć pisania ze starannym prowadzeniem gospodarstwa”. Ja zaś z doświadczenia wiem, że można i że jest to przydatne – jeśli nie konieczne – dla równowagi psychicznej

Niem znam nikogo innego, kto by umiał tak elokwentnie jak ona improwizować w rozmowach, lecz improwizacja ma to do siebie, że wymyka się spod kontroli i łatwo wpada w sprzeczności. Toteż raz „w Marku było coś z błazna”, a drugi raz „z Marka zrobiono błazna, którym nigdy przecież nie był”. Jej ciotka Zofia Raczyńska-Arciszewska jest pułkownikową, a innym razem podporucznikową. Twierdzi, że jej rodzice mieli „pewną cechę wspólną: niechęć do mieszczuchowstwa”, a mojej żonie i mnie opowiadała, jak jej mieszczańska mamusia rozkładała do jedzenia białą serwetę w koszmarnym pruszkowskim obozie po wygnaniu z Warszawy. „Na mieszczańską kolację nie pójdę, bo nie wiem, co tam mam ze sobą zrobić ani na jakiej zasadzie toczy się rozmowa” – powiada, ale byliśmy razem na kolacji w Beverly Hills u mojej mieszczańskiej mamy – pluszowe meble, kryształowe lustra i żyrandole, polskie srebro i porcelana, polsko-żydowskie menu – i zachowywała się i rozmawiała całkiem normalnie i naturalnie, a wiem, że nie udawała, bo nie umiała udawać. Mówiąc o „kraju skażonym ksenofobią”, przesadziła, że „teatr jest azylem dla takich kundli jak my [bo] tu nikt nikomu nie powie: Nie jesteś potrzebny, odejdź!”. Owszem, powie, może nie takiemu „kundlowi” jak ona, ale takiemu jak ja, i właśnie w teatrze, który najbardziej kochałem, doświadczyłem więcej antysemityzmu niż gdzie indziej w polskiej kulturze. Już wtedy, przed dwudziestu laty, niepokoi ją „obserwowany na każdym kroku proces zwilczenia. Czasem myślę, że jesteśmy na niebezpiecznej drodze do kanibalizmu” – konkluduje. Tu nie pomyliła się ani na jotę.

Podobno Masza Kaleko, pisarka polsko-żydowsko-niemiecko-amerykańska, „bała się, że będzie żyć bardzo, bardzo długo i że przeżyje wszystkich swoich bliskich”. Ten najgorszy ból starości został wdowie pokolenia oszczędzony przez to, że wielu jej bliskich umarło bardzo młodo, a i ona stosunkowo niedługo żyła.

Tytuł mógłby być mądrzejszy, a portret na okładce prawdziwszy, bo ta wymuskana damulka to nie ona. Prawdziwsza jest na każdej innej fotografii w tej książce, ale rozmowy, sam na sam z Agnieszką Osiecką, są fascynujące i już dawno nie spędziłem tak dobrze wieczoru.


HENRYK GRYNBERG Prozaik, poeta, eseista i dramaturg urodzony w 1936 roku. Od roku 1967 mieszka w Stanach Zjednoczonych. Utwory Grynberga tłumaczono na wiele języków. Autor otrzymał m.in. nagrody im. Tadeusza Borowskiego (1966), Fundacji Kościelskich (1966) oraz Stanisława Vincenza (1991). Stale współpracuje z dwutygodnik.com.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Honor, affection, and glory

Honor, affection, and glory

Rabbi Dr. Chaim Shein


As usual, Israeli leftist media portrays depression and negativity, as if Trump demanded building freeze, not they.

Netanyahu and Trump at White HouseNetanyahu and Trump at White House

As an Israeli second-generation son of Holocaust survivors, I was thrilled at the spectacle of the honor, affection, and glory that the Jewish State received from the President of the United States.

Israel, a small country on the edge of the Middle East, is considered a world power in the areas of security, science, technological innovation, and the fight against terrorism. The shared values, identification of vital interests, and friendship between Trump and Netanyahu inspire hope that the two country’s ties will see better days.

That hope was dashed under President Obama who in his Cairo speech, at the beginning of his tenure, wistfully recalled the muezzin sounds he heard as a child in Indonesia, and whose last executive decision was to provide hundreds of millions of dollars to the Palestinian Authority that funds families of murderers.

Everyone has been talking for years about peace between the Israelis and the Palestinians, brought to us by headlines about the two-state solution and the settlements being an obstacle to peace. Intoxicating platitudes that never had a chance, for the reason that the Palestinians will never be willing to recognize Israel as a Jewish state and forego the right of return to Jaffa, Shefayim, Kibbutz Baram, Ramat Hasharon, and Ra’anana. A Palestinian state, most Israelis today realize, is only the first stage in the vision of a Jewish return to Europe.

President Trump, being a businessman, brings a new spirit to his office. He is not a prisoner of his predecessor’s antiquated conception of the Middle East, which only led to unnecessary bloodshed. Businessmen know that only a deal containing equal consideration for both parties can be realized. Good deals are not forced. The hostile takeover is viewed in the business world as a rather poor alternative.

The openness of the Trump Era will require all parties to think creatively so that at the conclusion of negotiations, the Israelis and Palestinians will be able to live in reasonable neighborly relations and coexistence. A rigid mindset leads to a dead-end, while initiative and openness create hope. A solution to the conflict in our region also requires abundant patience.

President Obama badly wanted his legacy to include Muslim-Indian peace. His approach was marked with hurried desperation and his failure was therefore resounding. He was convinced that whatever he wanted to do, he could do. Trump’s legacy is not anchored in the Middle East, but in restoring the United State’s lost and trampled dignity; the prosperity and the welfare of its citizens.

As usual, the Israeli leftist media will portray depression and negativity, as if Trump demanded the settlement construction moratorium, and not they. For the most part, Israeli citizens have a good sense of “Exult and rejoice, daughter of Zion, for great days await you; Judah will exist forever and Jerusalem from generation to generation.”

Courtesy Israel Hayom


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Secretary of State Tillerson, Stop funding terror!

‘Secretary of State Tillerson, Stop funding terror!’

Yoel Domb


Nitzana Darshan-LeitnerNitzana Darshan-Leitner

Shurat Hadin reveals American aid to Gaza funds terror organization’s educational activities, calls to cease funding.

A new investigation by the Israeli organization “Shurat Hadin”, an Israel-based civil rights organization and world leader in combating terrorist organizations and the regimes that support them, has revealed that the grant funds transferred by the American administration to Gaza in the last few years to promote reconstruction were instead diverted to terror activity and to sources that identify with Hamas and Islamic Jihad.

The investigation demonstrated that through an organization posing as a Palestinian humanitarian aid agency, millions of dollars were transferred over the last few years to educational and welfare institutions identified with Hamas, which is considered a terror organization by the US.

In the wake of the new revelations, Shurat Hadin appealed to the new Secretary of State, Rex Tillerson, demanding a cessation of funding to the aid agencies that effectively aid terror organizations by providing funds for Jihadist educational and welfare activities.

In 2015 the bogus organization received grants of $28 million US and in 2016, $24 million US. Additionally, Shurat Hadin demands that the Secretary of State require the organization to be transparent about its funding activities.

In her appeal to Tillerson, Shurat Hadin founder Attorney Nitzana Darshan-Leitner requested that he act in accordance with American law and prevent the indirect funding of terror organizations, especially in light of Congress’s view that restrictions must apply to funding terror-supporting entities.

“Under the guise of an organization working for refugees and indigents, the American agency has become a companion to terror organizations, says Attorney Leitner. “From my perception of the new administration in the US and the new winds blowing from the White House and the State Department, I hope and believe that the federal funding will be stopped as long as the agency continues to fund terror. This way we can cripple the terror infrastructure being rebuilt in the Gaza Strip.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com