Archive | 2017/02/06

KRWAWA LUNA I ŻYDOKOMUNA

KrytykaPolityczna.plKRWAWA LUNA I ŻYDOKOMUNA

PIOTR FORECKI


Maria Mamona jako Julia Brystiger w filmie „Zaćma”

Potrójnie obca – kobieta, Żydówka, komunistka – postać Julii Brystiger doskonale obsługuje polskie fobie i resentymenty.

Przyglądając się historii polskiego antysemityzmu, można bez większego wysiłku zauważyć, że jedną z jego figur konstytuujących jest klisza „żydokomuny” – wzmacniana i uzupełniana, a przede wszystkim na różne sposoby reprodukowana, począwszy od rewolucji 1905 roku do dziś. W efekcie stała się ona społeczną oczywistością, osnową potocznego myślenia o przeszłości, kategorią opisową w dyskursie publicystycznym i naukowym, słowem kluczem w dyskusjach o tzw. stosunkach polsko-żydowskich. Kategoria to tak dobrze przyswojona i zadomowiona, że jako „zrozumiała sama przez się” organizuje myślenie i wyznacza jego struktury.

Figura „żydokomuny” jest niezwykle przydatna kształtowaniu polskiej wspólnoty narodowej. Można wręcz powiedzieć, że spośród wszystkich innych antysemickich konceptów to właśnie ten ma się we współczesnej Polsce najlepiej. Na jego podstawie można bowiem bagatelizować antysemityzm, twierdząc, że był on co najwyżej odpowiedzią na zaangażowanie Żydów w komunizm albo że owo pojęcie w ogóle nie jest adekwatne do opisu wywołanej tym zaangażowaniem zrozumiałej wrogości. „Żydokomuną” można usprawiedliwiać pogromy, powojenne morderstwa oraz inne akty przemocy wobec Żydów ze strony Polaków. Tłumaczyć, że ich ofiarami byli nie Żydzi, lecz komuniści.

Kategoria ta doskonale służy także odciążeniu Polaków z własnego zaangażowania w komunizm i udziału w „narodzinach systemu władzy”. Pozwala traktować jej przedstawicieli jako obcych, co jest zadaniem o tyle ułatwionym, że sam komunizm traktowany jest przecież jako organicznie obcy Polakom. Podczas licznych dyskusji na temat różnych form współudziału Polaków w Zagładzie, pogromów, fali powojennej przemocy wobec Żydów, można się było przekonać, że topos „żydokomuny” służy także ustanawianiu fałszywej symetrii w rozrachunkach z przeszłością. Na jego podstawie sprawcom pogromów z Jedwabnego i Kielc przeciwstawia się bestialskich żydowskich ubeków, torturujących i mordujących polskich patriotów („żołnierzy wyklętych”); przesłuchujących i wydających surowe wyroki żydowskich prokuratorów i sędziów. W taki oto sposób za pomocą kliszy „żydokomuny” od lat obsługuje się te rzekomo bilateralne rachunki krzywd – my wam, wy nam – a co za tym idzie: bagatelizuje antysemityzm i unieważnia problem polskich zbrodni na Żydach.

„Żydokomuną” można usprawiedliwiać pogromy, powojenne morderstwa oraz inne akty przemocy wobec Żydów ze strony Polaków.

Poza samą narracją o krzywdach wyrządzonych polskim patriotom przez żydowskich oprawców to właśnie ich imiona i nazwiska zajmują ważne miejsce w strukturze tego toposu. Trudno zresztą nawet wyobrazić sobie jego treść bez wszystkich emblematycznych dla niego postaci: Jakub Berman, Anatol Fejgin, Roman Romkowski, Stefan Michnik, Helena Wolińska-Brus, Julia Brystiger, Józef Różański. Kolejność przypadkowa, ale lista raczej kompletna, o czym można się przekonać choćby wpisując w internetową przeglądarkę hasło: „żydokomuna”. To właśnie oni od lat pełnią przypisane im role ikon w polskim dyskursie antysemickim.

„POETKA TORTUR”

Spośród tego grona na szczególną uwagę zasługuje Julia Brystiger, a raczej nie tyle ona sama, co jej spowity stereotypami i poddany mitologizacji wizerunek. Bez wątpienia rację ma bowiem Agnieszka Mrozik, która analizując publikacje poświęcone żywotom komunistek, doszła do wniosku, że Julia Brystiger to „jedna z najbardziej zdemonizowanych komunistek w Polsce”. Bestia w spódnicy, „poetka tortur”, gorsza od oprawców w obozach koncentracyjnych, a przede wszystkim „krwawa Luna”. To właśnie na ten przydomek miała zapracować jako dyrektorka Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, słynąc z przypisywanych jej sadystycznych tortur, które miała stosować w trakcie osobiście prowadzonych przesłuchań. Konstrukcję jej wizerunku współtworzą także opowieści o niepohamowanej rozwiązłości seksualnej mierzonej liczbą kochanków, zwłaszcza tych z kręgów elity władzy w Polsce doby stalinizmu. Rys postaci uzupełnia podkreślane za każdym razem żydowskie pochodzenie.

Oddając raz jeszcze głos Agnieszce Mrozik należy z całą mocą odnotować, że w tak skonstruowanym obrazie szefowej V Departamentu „mieszczą się wszystkie możliwe sensy zakodowane w stereotypowych figurach »pięknej Żydówki« i »żydokomunistki«: demoniczność, seksualna występność, zbrodniczość”.

Trudno się dziwić, że jej postać stała się wdzięcznym i powracającym tematem. Nie dlatego, że ciekawi i intryguje – po prostu doskonale obsługuje polskie fobie i resentymenty. Jako szczególna przedstawicielka „żydokomuny” bez wątpienia do tego się nadaje. Potrójnie obca – kobieta, Żydówka, komunistka – na dodatek „krwawa”. Nie ma „krwawego” Józka, Stefana, Anatola czy Jakuba. Jest Julia, a w zasadzie Luna, o której wiele mówi się różnymi tekstami polskiej kultury. To jej w swoich publikacjach poświęcili uwagę Przemysław Słowiński (Boginie zła, 2010), Tadeusz M. Płużański (Bestie, 2011), Marek Łuszczyna (Zimne, 2014) czy Iwona Kienzler (Krwawa Luna i inni, 2016)

Nie ma „krwawego” Józka, Stefana, Anatola czy Jakuba. Jest Julia, a w zasadzie Luna, o której wiele mówi się różnymi tekstami polskiej kultury

Już same te tytuły odsłaniają zawartość treści. Za jedyną jak dotychczas próbę demistyfikacji fantazmatycznej biografii Julii Brystiger można natomiast uznać Krwawą Lunę Patrycji Bukalskiej (2016). Pod koniec roku, w którym książka ta się ukazała, na ekrany polskich kin trafił film Zaćma w reżyserii Ryszarda Bugajskiego w całości poświęcony Brystygierowej. To również ona, obok Heleny Wolińskiej, posłużyła Pawłowi Pawlikowskiemu jako pierwowzór „krwawej Wandy” w nagrodzonej Oscarem Idzie. Zainspirowała także twórców popularnego telewizyjnego serialu Czas honoru, do stworzenia postaci minister Ady Lewińskiej. Uwzględniając film dokumentalny Świat Luny z 1997 roku, można powiedzieć, że o Julii Brystiger opowiedziano Polakom kluczowymi formami sztuki filmowej: od dokumentu, przez fabułę, po serial.

Warto zatem przyjrzeć się bliżej, czego na podstawie wszystkich tych źródeł możemy się na jej temat dowiedzieć, a w istocie: jak bardzo zdemonizowana i uwięziona w fantazmacie wciąż pozostaje.

KRWAWA LUNA I JEJ SZUFLADA

Bez wątpienia fundamentem snutej w Polsce opowieści o Julii Brystiger jest przypisane jej okrucieństwo i sadyzm, którego mieli doświadczać osobiście przez nią przesłuchiwani patrioci: katolicy, działacze polityczni, „żołnierze wyklęci”. Wprawdzie już Stefan Staszewski w rozmowie z Teresą Torańską mówił, że Luna „nie brała udziału w walce ze zbrojnym podziemiem, nie zajmowała się wymuszaniem zeznań czy montowaniem procesów, przydzielano jej zadania wymagające dużej inteligencji, typowo dywersyjnej”.

Jego słowa potwierdza Andrzej Friszke, autor książki Między wojną a więzieniem. Młoda inteligencja katolicka 1945–1953, z której wynika, że nie zajmowała się ona podziemiem poakowskim, nie prowadziła śledztw, nie przesłuchiwała. „Wiem, że opisują ją jako bestię, ale nie mogę tego potwierdzić – nie znalazłem śladu takich spraw ”. Nie znalazł Friszke, nie znalazła również jej biografka Patrycja Bukalska. „Byłam przekonana, że znajdę wiele takich relacji. Szukałam przez półtora roku. Może za krótko. Nie znalazłam – ani w archiwach, ani w ludzkiej pamięci”.

Na nic tu jednak ustalenia badaczy. Fantazmat żyje własnym życiem, siłą społecznego przekonania, mocą nieustannego odtwarzania. „Symbol stalinowskiego terroru”, „słynęła z okrucieństwa”, „prawdziwy postrach żołnierzy niepodległościowego podziemia”, „prawdziwa bestia”, „sadystka”. To tylko wyimki z tego, co na temat Julii Brystiger można usłyszeć w programie Kalendarz historyczny Telewizji Republika .

W przywołanych wcześniej publikacjach nie jest inaczej. Autor książki Boginie zła, czyli kobiety okrutne, żądne władzy i występne tak rozpoczyna swoją o niej opowieść:

„Była jedną z najbardziej okrutnych, a zarazem najbardziej wpływowych osób w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa(…). Słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom, którym kazała się rozbierać do naga, a następnie biła ich pejczem po genitaliach i przycinała je szufladą. Jeden z uwięzionych wspominał ją w następujący sposób: »Zbrodnicze monstrum przewyższające okrucieństwem niemieckie dozorczynie obozów koncentracyjnych«”.

W podobnym duchu pisze o Julii Brystiger autor książki Kobiety władzy PRL Sławomir Koper:

„Towarzyszkę Julię nie bez powodu nazywano krwawą Luną, zarzucano jej okrucieństwo i wyrafinowany sadyzm. Jej ulubionymi ofiarami byli młodzi żołnierze Armii Krajowej, których z lubością osobiście torturowała”.

Tyle na samym wstępie poświęconego jej rozdziału. Dalej mowa jest o konkretach:

„Podejrzewano ją wręcz o sadyzm na tle seksualnym, katowała rozebranych więźniów szpicrutą, ze specjalnym uwzględnieniem okolic jąder. Jedną z jej ofiar stał się szef propagandy opozycyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego na województwo olsztyńskie. »(…) maltretowany przez Lunę Szafarzyński stanowił widok przerażający – opisywał Tomasz Grotowicz. – Jądra miał na wysokości kolan. Brystygierowa wsadzała mu przyrodzenie do szuflady i następnie zatrzaskiwała, a także bez opamiętania biła więźnia. Szafarzyński wkrótce zmarł wskutek ogólnego wycieńczenia«. To nie był wyjątek (…)”.

O tym, że pod względem okrucieństwa Julia Brystiger była gorsza od Józefa Różańskiego, zmuszającego więźniów do siedzenia na odwróconym krześle, że był on „tylko odbiciem Krwawej Luny, wcale nie najokrutniejszym przesłuchującym” i tylko za sprawą intelektu Luny oraz „mnóstwa szczęścia” to właśnie jego, a nie jej nazwisko stało się „symbolem katowni UB”, pisze natomiast Marek Łuszczyna. Wydany przez PWN zbiór reportaży Zimne. Polki, które nazwano zbrodniarkami otwiera właśnie ten poświęcony Brystiger i zatytułowany Niewidzialna. Można w nim między innymi przeczytać, że wrogów Polski Ludowej przesłuchuje osobiście i „genitalia uwielbia wyszarpywać zwłaszcza młodym mężczyznom”, z których wielu umrze z wycieńczenia, a ich miejsce spoczynku „będzie nieznane aż do 2012 roku”. Przede wszystkim jednak Łuszczyna nie stroni od plastycznych opisów, odnosząc się także do wspomnianego już przykładu Szafarzyńskiego. Opis jego przesłuchania przeplata rozmową Julii Brystiger z Marią Okońską, aresztowaną, bliską współpracowniczką kardynała Stefana Wyszyńskiego:

„Brystygier patrzy na zegarek. Bardzo przeprasza swoją rozmówczynię, ale musi na chwilę wyjść. Jej przerwa obiadowa, którą poświęciła na spotkanie z Marią, dobiegła końca już kilkanaście minut temu(…). W czasie kiedy Okońska czeka w gabinecie, Brystygier schodzi jedno piętro, skręca w kierunku gabinetu przesłuchań. Sunie wolno korytarzem. Bezpieczniacy pod bronią stają na baczność, strzelają obcasami. Przyzwyczajono się do tego, że pani pułkownik nigdy nie nosi munduru. Zawsze te same ciemne sukienki. Łatwo też zauważyć, czy ma na sobie biżuterię, czy nie. Tym razem nie ma. Nie chce poświęcać tej sprawie zbyt wiele czasu (…). Dlatego teraz, schodząc z przerwy obiadowej jako główny przesłuchujący, skręca do pomieszczenia, w którym czeka na jej powrót Szafarzyński z PSL. Brystygier nie ma zamiaru działać dłużej niż to konieczne. I tak się już przy nim naharowała. Przesłuchiwany siedzi tyłem do drzwi. Kobieta jednym gestem każe zawiązać mu oczy. Ma nie widzieć jej twarzy, tak jak wszyscy inni osobiście przesłuchiwani więźniowie MBP. – Szuflada – mówi cicho do najwyższego rangą mundurowego obecnego w celi”.

Ten wpleciony w narrację wątek zawiązywania przesłuchiwanym oczu jest bardzo znamienny. Skoro bowiem brakuje dowodów na osobisty udział Julii Brystiger w przesłuchaniach oraz stosowanie przez nią drastycznych metod, to można w ten sposób zabezpieczyć tyły bez naruszenia jej demonicznego wizerunku. Powracająca zaś w wielu miejscach opowieść o sadystycznym przesłuchaniu Szafarzyńskiego, z miażdżeniem jąder w szufladzie jako jej makabrycznym leitmotiviem, jest jedyną tak detaliczną i opartą na personaliach. Wstrząsająca i stwarzająca pozory umocowania w faktach, zajmuje szczególne miejsce w czarnej legendzie Julii Brystiger. Jej źródłem stały się wspomnienia innego więzionego działacza PSL, na którego powołał się Tomasz Grotowicz w artykule opublikowanym na łamach „Naszej Polski” 4 sierpnia 1999 roku. Prawdopodobnie to właśnie wówczas historia ta po raz pierwszy ujrzała światło dzienne i zaczęła żyć własnym życiem.

Problem jednak w tym, że jak wskazuje Piotr Zaremba, który w mającej się niebawem ukazać powieści historycznej także poświęca uwagę szefowej V Departamentu, Bolesław Szafarzyński był przesłuchiwany w Olsztynie, a nie w Warszawie przy ulicy Koszykowej. Nie umarł w efekcie brutalnego przesłuchania, choć takiemu faktycznie był poddany, lecz wyszedł na wolność w wyniku amnestii ogłoszonej w 1956 roku. Jego urodzony później syn, do którego dotarł Zaremba, nie potrafił określić „jaką rolę w maltretowaniu ojca odegrała Luna”.

Doskonale wiedzą to jednak autorzy obszernie cytowanych publikacji i inni budowniczy mitu „krwawej Luny”. Przyjmują casus Bolesława Szafarzyńskiego za pewnik, choć sami nigdy tej historii nie zweryfikowali. Nie sprawdzili nawet, jak miał on na imię. Posługują się samym jego nazwiskiem, co zresztą wcale nie dziwi, bo przecież nie o pamięć ofiary tu chodzi, ale o bestialstwo oprawczyni.

Analogicznie do cytatu powszechnie czerpanego z tekstu Tomasza Grotowicza publicznie cyrkuluje również ten zaczerpnięty z książki byłej żołnierki AK Anny Rószkiewicz-Litwinowiczowej. Powołując się na dowódcę Kedywu Warszawskiego Okręgu AK, Józefa Rybickiego, pisała ona: „Julia Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom, była zdaje się zboczona na punkcie seksualnym i tu miała pole do popisu”.

Jednakże i w tym przypadku nie wiadomo, skąd ta wiedza, co dokładnie Rybicki powiedział autorce, jakie miał ku temu podstawy i jakie jest „oryginalne pochodzenie przekazu”, na co bodaj jako pierwsza zwraca uwagę Patrycja Bukalska. Być może nawet nigdy niczego takiego nie powiedział. Najważniejsze, że ten skwapliwie przywoływany cytat obsługuje i pozwala reprodukować fantazmat. Na jego mocy przypadek Szafarzyńskiego „to nie był wyjątek”, „przykładów takiego postępowania Julii było jeszcze parę i trudno przypuszczać, że były to tylko wyjątki”, co w rozmaitych publikacjach potwierdzają zawsze bezimienni świadkowie i niewskazane dokumenty.

Sugestywną siłą oddziaływania obrazu potwierdza to także Ryszard Bugajski w Zaćmie. Reżyser skoncentrował w nim uwagę na późniejszym etapie życia Julii Brystiger, kiedy to starsza pani odwiedza ośrodek w Laskach (w filmie: Górki), przechodzi duchową przemianę, cierpi za grzechy przeszłości, zbliża się do katolicyzmu, zabiega o spotkanie z kardynałem Stefanem Wyszyńskim i ostatecznie się z nim spotyka. W retrospekcjach z przeszłości Bugajski w pełni jednak powiela kreowany latami wizerunek Brystiger jako sadystycznej „żydokomunistki”. Pokazuje bezwzględną i okrutną oprawczynię, która w kazamatach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego osobiście przesłuchuje i torturuje młodych mężczyzn. Czerpie z tego perwersyjną przyjemność, a jej sadyzm nie pozostawia żadnych wątpliwości. Bestia gości na ekranie i przeraża widownię.

We własnych wspomnieniach Brystiger powraca zwłaszcza postać torturowanego przez nią chłopaka z podziemia, który wraz z biegiem filmu, a zarazem coraz bardziej onirycznymi reminiscencjami z przeszłości, staje się alegorią Jezusa Chrystusa. Tak zresztą sam się swojej oprawczyni przedstawia, a w pewnym momencie drewniana figura Chrystusa w kaplicy w Górkach zyskuje jego twarz. Ofiara „krwawej Luny”, „żołnierz wyklęty”, Jezus Chrystus, król Polski ostatecznie umiera. Ona zaś ma jego krew na rękach. U Bugajskiego zatem Żydzi kolejny raz mordują Chrystusa, a w istocie to „żydokomuna” morduje Polaków. Zaktualizowane antysemickie klisze poddane zostają reprodukcji i wzmocnieniu – „Krew jego na nas i na dzieci nasze”.

U Bugajskiego zatem Żydzi kolejny raz mordują Chrystusa, a w istocie to „żydokomuna” morduje Polaków.

Najwyraźniej jednak dla reżysera to nie żaden ponury fantazmat, bo jak powiedział w jednym z wywiadów: „najważniejsze fakty, które dotyczą Julii Brystygierowej, się zgadzają. Reszta jest oparta na poszlakach, hipotezach, ale dość solidnych”. Nie pierwszy to zresztą raz, kiedy Bugajski gra „żydokomuną”. Już w Generale Nilu jest przecież scena, w której podczas posiedzenia Sądu Najwyższego jedna z uczestniczek wypowiada znamienne słowa: „Wszyscy jesteśmy Polakami, choć większość z nas pochodzenia żydowskiego”. To dzięki niej i Bugajskiemu Polacy mogli zobaczyć na ekranie, kto mordował polskich patriotów. Zyskali również sposobność, by kolejny raz utwierdzić się w przekonaniu, że w stalinowskim aparacie represji zasiadały jakieś obce, „niepolskie” siły, a konkretnie Żydzi.

 

czytaj dalej tu: KRWAWA LUNA I ŻYDOKOMUNA


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Remember the 11 million’? Why an inflated victims tally irks Holocaust historians

Remember the 11 million’? Why an inflated victims tally irks Holocaust historians

RON KAMPEAS


An oft-cited statistic of 5 million non-Jewish Holocaust deaths has no basis in fact, experts say, and may be contributing to denial efforts

A social media post by the IDF Spokesperson’s Unit, marking International Holocaust Remembrance Day, includes a total of Jews and non-Jews killed in the Holocaust that historians say is greatly exaggerated. (Twitter)
A social media post by the IDF Spokesperson’s Unit, marking International Holocaust Remembrance Day, includes a total of Jews and non-Jews killed in the Holocaust that historians say is greatly exaggerated. (Twitter)

WASHINGTON (JTA) — “Five million non-Jews died in the Holocaust.”
It’s a statement that shows up regularly in declarations about the Nazi era. It was implied in a Facebook post by the Israel Defense Forces’ spokesperson’s unit last week marking International Holocaust Remembrance Day. And it was asserted in an article shared by the Trump White House in defense of its controversial Holocaust statement the same day omitting references to the 6 million Jewish victims.

It is, however, a number without any scholarly basis.

Indeed, say those close to the late Nazi hunter Simon Wiesenthal, its progenitor, it is a number that was intended to increase sympathy for Jewish suffering but which now is more often used to obscure it.

The White House statement sent waves of dismay through the Jewish community, including among groups that have been supportive of President Donald Trump.

By mentioning the “victims, survivors, [and] heroes of the Holocaust” without mentioning the Jews, said a host of Jewish organizations, the January 27 statement risked playing into the hands of the European right, which includes factions that seek to diminish the centrality of the Jewish genocide to the carnage of World War II.

In defending the omission of Jews from the statement, a White House spokeswoman, Hope Hicks, sent CNN a link to a 2015 Huffington Post-UK piece titled “The Holocaust’s Forgotten Victims: The 5 Million Non-Jewish People Killed By The Nazis.”

Sean Spicer, the White House spokesman, on Monday appeared to cite the same source, saying that the Nazis’ victims included Roma, gays, the disabled and priests. He called complaints about the statement “pathetic,” although some of those objections came from two groups that otherwise have been supportive of Trump, the Republican Jewish Coalition and the Zionist Organization of America.

recomended by:
Leon Rozenbau

In the wake of the controversy, the world’s two leading Holocaust museums, in Washington and in Jerusalem, issued statements emphasizing the centrality of the annihilation of the Jews to the understanding of the Holocaust; neither mentioned Trump.

The “5 million” has driven Holocaust historians to distraction ever since Wiesenthal started to peddle it in the 1970s. Wiesenthal told the Washington Post in 1979, “I have sought with Jewish leaders not to talk about 6 million Jewish dead, but rather about 11 million civilians dead, including 6 million Jews.”

Yehuda Bauer, an Israeli Holocaust scholar who chairs the International Holocaust Remembrance Alliance, said he warned his friend Wiesenthal, who died in 2005, about spreading the false notion that the Holocaust claimed 11 million victims – 6 million Jews and 5 million non-Jews.

Yehuda Bauer (Thonke/Ullstein bild via Getty Images/JTA)Yehuda Bauer (Thonke/Ullstein bild via Getty Images/JTA)

I said to him, ‘Simon, you are telling a lie,’” Bauer recalled in an interview Tuesday. “He said, ‘Sometimes you need to do that to get the results for things you think are essential.’”

Bauer and other historians who knew Wiesenthal said the Nazi hunter told them that he chose the 5 million number carefully: He wanted a number large enough to attract the attention of non-Jews who might not otherwise care about Jewish suffering, but not larger than the actual number of Jews who were murdered in the Holocaust, 6 million.

It caught on: President Jimmy Carter, issuing the executive order that would establish the US Holocaust Memorial Museum, referred to the “11 million victims of the Holocaust.”

Deborah Lipstadt, a professor of Holocaust studies at Emory University in Atlanta, wrote in 2011 how the number continues to dog her efforts to teach about the Holocaust.

“I have been to many Yom Hashoah observances — including those sponsored by synagogues and Jewish communities — where eleven candles were lit,” she wrote in an article in the Jewish Review of Books in which she lacerated Wiesenthal’s ethical standards. “When I tell the organizers that they are engaged in historical revisionism, their reactions range from skepticism to outrage. Strangers have taken me to task in angry letters for focusing ‘only’ on Jewish deaths and ignoring the five million others. When I explain that this number is simply inaccurate, in fact made up, they become even more convinced of my ethnocentrism and inability to feel the pain of anyone but my own people.”

The problem, according to Bauer, who has debunked the number repeatedly in his writings over the decades, is not that non-Jews were not victims; they were. It is that Wiesenthal’s arbitrarily chosen tally of non-Jewish victims diminishes the centrality to the Nazi ideology of systematically wiping any trace of the Jewish people from the planet.

In fact, he said, the term “genocide” could accurately be applied to the 2 million to 3 million Poles murdered and millions more enslaved by the Nazis. But the mass murder of the Poles, Roma and others should not come under the rubric “Holocaust,” a term that Holocaust historians generally dislike because of its religious connotations but nonetheless have accepted as describing only the annihilation that the Nazis hoped to visit on the Jews.

“All Jews of the world had to be annihilated,” Bauer said. “That was the intent. There was never an idea in Nazi minds to murder all the Russians.”

The number 5 million also adheres to no known understanding of the number of non-Jews killed by the Nazis: While as many as 35 million people were killed overall because of Nazi aggression, the number of non-Jews who died in the concentration camps is no more than half a million, Bauer said.

Simon Wiesenthal in 1995. (photo credit: AP/Ronald Zak, File)Simon Wiesenthal in 1995. (photo credit: AP/Ronald Zak, File)

read more: Remember the 11 million’?….


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Polish tango in Hebrew: Adam Aston (Ben-Lewi) – Przytul, uściśnij, pocałuj 1935

Polish tango in Hebrew: Adam Aston (Ben-Lewi) – Przytul, uściśnij, pocałuj 1935

240252



Ben-Lewi (Adam Aston) – Przytul, uściśnij, pocałuj (Hug Me, Squeeze Me, Kiss Me) Tango z teatru Wielka Rewia (Tango from theatre Grand Revue) (W.Krupiński / M.Biderman) Sung in Hebrew with the Dance Orchestra, Syrena-Electro 1935 (Polish)
NOTE: See also the Polish version of this beautiful tango http://youtu.be/XwD_DE6CNcA

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com