Archive | 2025/09/30

Upokorzony przez Izrael Katar grozi gospodarce Zachodu, ale dżihad to groźba znacznie poważniejsza

Szejk Kataru Tamim bin Hamad Al Tamimi z nieżyjącym już przywódcą Hamasu Ismailem Haniją


Upokorzony przez Izrael Katar grozi gospodarce Zachodu, ale dżihad to groźba znacznie poważniejsza


Christine Douglass-Williams


Izraelski atak na terytorium Kataru zszokował świat — choć wcale nie powinien. Powiązania i współdziałanie między Katarem a Hamasem były głębokie. Dokumenty znalezione w Gazie również wykazały współpracę Hamasu z Katarem przeciwko planowi pokojowemu Donalda Trumpa. Po izraelskim uderzeniu w Dosze premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział podczas wydarzenia w ambasadzie USA w Jerozolimie:

„Skończyły się czasy, gdy przywódcy terrorystyczni cieszyli się nietykalnością w określonych miejscach… Nasi wrogowie muszą wiedzieć jedno — od momentu powstania Izraela krew Żydów nie jest tania!… Przywódcy Hamasu spotkali się dokładnie w miejscu, gdzie świętowali 7 października 2023 roku, podczas gdy Hamas nadal dokonywał rzezi w Izraelu.”

Dziś Doha stała się przedmiotem globalnej debaty i znalazła się pod lupą, stojąc upokorzona i odpowiadając groźbami. Cytując artykuł Yigala Carmona opublikowany 16 września 2025 r. przez MEMRI:


„Katar został poważnie osłabiony i upokorzony przez uderzenie w Dosze i teraz grozi Zachodowi naciskiem gospodarczym – Uwaga: Katar to nie tylko światowa potęga ekonomiczna, ale także dżihadystyczny byt; pamiętajcie o 11 września.”

Przez ponad dwie dekady Katar wyróżniał się na tle świata arabskiego na dwa sposoby: dzięki potężnej sile finansowej, która pozwalała mu „kupować” polityków na Zachodzie, oraz zdolności do prowadzenia podwójnej gry wobec Ameryki.

Katar nieustannie podsycał nastroje antyamerykańskie i wspierał islamistyczne organizacje oraz ruchy terrorystyczne wymierzone w USA. Pompował miliardy dolarów w amerykańskie uniwersytety, by je zideologizować przeciwko Ameryce, wykorzystując w tym celu również swoją globalną tubę medialną — Al-Dżazirę. Jednocześnie odgrywał rolę „drugiego po Ameryce” nadzorcy świata arabskiego.

Wszystkie państwa arabskie nienawidzą Kataru, ale musiały pogodzić się z tym, że Trump i Izrael z nim współpracują. Izrael, podpisując Porozumienia Abrahama ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, „wbił nóż w plecy” Emiratom, pozwalając Katarowi ustawić się ponad nimi. Ta tragiczna sytuacja doprowadziła do tego, że większość krajów arabskich — zarówno tych potrzebujących wsparcia Kataru, jak i tych, które go nie potrzebowały, jak ZEA czy Arabia Saudyjska — ale obawiały się jego relacji z Iranem — podporządkowały się Dosze.


Uderzenie Dosze wszystko zmieniło. Katar został obnażony jako słaby…

Nie ma sporu co do tego, jak wielkie znaczenie Katar ma dla islamu. Prawo szariatu jest głównym źródłem jego legislacji, choć w celach czysto pragmatycznych kraj utrzymuje pewne pozory demokracji. Na przykład w Katarze zarejestrowane są kościoły — ale wszystkie zamknięte w jednym, ogrodzonym kompleksie religijnym w Dosze. Katar w sposób mistrzowski ograł Zachód, głównie za pomocą dyplomacji i siły finansowej. Jak podaje Global Markets, Katar dysponuje jednym z największych funduszy majątkowych świata, opartym na ogromnych złożach gazu, dyscyplinie fiskalnej i rosnącym sektorze pozanaftowym, co tworzy solidne podstawy pod transformacyjny rozwój.

Wiele państw zachodnich, które zaangażowały się w relacje z Katarem, zyskało na tym na krótką metę — ale długoterminowe skutki są zgoła odmienne. Szczególnie niepokojące są ogromne fundusze przekazywane przez Katar instytucjom edukacyjnym, za pomocą których szerzone są zasady islamu, w tym radykalna retoryka antyizraelska. To nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę otwarte wsparcie Kataru dla Hamasu. W wielu amerykańskich uczelniach, „katarska stolica” to „Miasto Edukacji” — kompleks akademicki, w którym znajdują się filie Northwestern (dziennikarstwo) i Georgetown (polityka zagraniczna), obie uczelnie otrzymały setki milionów dolarów od tego bogatego państwa Zatoki. Cornell, który wybudował kampus szkoły medycznej w Dosze, otrzymał od Kataru 2,1 miliarda dolarów.

Jako główny sponsor Bractwa Muzułmańskiego, Katar przenosi jego ideologię na cały świat. Oto fragment książki Jihad is the Way autorstwa Mustafy Mashhura, lidera egipskiego Bractwa w latach 1996–2002:


Cel Bractwa Muzułmańskiego: Dominacja islamu na świecie

  • „…umma islamska… może odzyskać swoją potęgę, zostać wyzwolona i zająć swoje należne miejsce, przeznaczone przez Allaha — jako najwyższy naród wśród ludzi, jako nauczyciele ludzkości…”
  • „Należy wiedzieć, że dżihad i przygotowanie do niego nie służą wyłącznie obronie przed atakami wrogów islamu, lecz realizacji wielkiego celu: ustanowienia państwa islamskiego, umocnienia religii i jej rozpowszechnienia na całym świecie…”
  • „Dżihad nie ogranicza się do konkretnego regionu krajów islamskich. Ojczyzna muzułmanina jest jedna i niepodzielna. Sztandar dżihadu został już wzniesiony w części z nich i będzie wznoszony dalej — z pomocą Allaha — aż każdy skrawek ziemi islamu zostanie wyzwolony, a Państwo Islamskie ustanowione...”

Środki: Dżihad — obowiązek religijny

  • „Potem przychodzi siła broni i oręża… Oto rola dżihadu.”
  • „Dżihad to publiczny obowiązek religijny… obowiązujący cały naród muzułmański. To osobisty obowiązek każdego muzułmanina, by odeprzeć napaść niewiernych…”
  • „Młodzież powinna wiedzieć, że problemy świata islamskiego, takie jak Palestyna, Afganistan, Syria, Erytrea czy Filipiny, nie są kwestiami terytorialnymi, lecz religijnymi. To problemy islamu i muzułmanów i nie można ich rozwiązać negocjacjami ani uznaniem prawa wroga do islamskiej ziemi, którą ukradł. Jedynym rozwiązaniem jest dżihad dla Allaha — dlatego dżihad jest drogą.”
  • „Symbolem Bractwa jest Księga Allaha (Koran) między dwoma mieczami. Miecze symbolizują dżihad i siłę chroniącą prawdę zawartą w Księdze Allaha.”
  • „…A zatem wyruszajcie do walki, wierni, młodzi i starzy, pieszo lub konno, w każdych okolicznościach…”

Czas: Nie śpieszcie się — przygotujcie się dobrze

  • „Bractwo nie podąży ślepo za młodzieńczym zapałem do podejmowania niedojrzałych i nieprzemyślanych działań… Przygotuj się i trenuj sztukę wojenną…”

Katar, państwo wspierające Bractwo Muzułmańskie, działa po cichu na Zachodzie, by podkopać go od środka. Warto przypomnieć plan Bractwa dla Ameryki Północnej (i szerzej — dla całego Zachodu):

„Proces osiedlania się [muzułmanów] to cywilizacyjno-dżihadystyczny proces — w pełnym znaczeniu tego słowa. Bracia muszą zrozumieć, że ich praca w Ameryce to rodzaj wielkiego dżihadu mającego na celu eliminację i zniszczenie cywilizacji Zachodu od wewnątrz i sabotowanie jego nędznego domu ich rękami i rękami wierzących, by religia Boga zatriumfowała nad wszystkimi innymi. Bez tego zrozumienia nie jesteśmy gotowi na to wyzwanie i nie jesteśmy przygotowani do dżihadu. A przecież przeznaczeniem muzułmanina jest wypełnianie dżihadu wszędzie tam, gdzie się znajdzie, aż nadejdzie godzina ostateczna. I nie ma od tego ucieczki — chyba że dla tych, którzy postanowili się lenić. Ale czy lenie i mudżahedini będą sobie równi?…”

Szok Kataru po izraelskim ataku, jego reakcja na upokorzenie oraz kolejne groźby gospodarcze wobec Zachodu powinny być sygnałem alarmowym. Tego państwa nigdy nie należało obdarzyć zaufaniem. Jego wpływy należało trzymać w ryzach — ale tak się nie stało. Doha została teraz upokorzona i szykuje się do odwetu.

To, co nastąpi, będzie testem nie tylko dla Kataru, ale i dla Stanów Zjednoczonych, które stały się zbyt zależne od katarskich funduszy. Nadszedł czas, by Ameryka i cały Zachód stanęły twardo w obronie swoich wartości i obnażyły to, co kryje się pod powierzchnią. Państwa przestrzegające szariatu od dawna erodują bezpieczeństwo i siłę Zachodu, wykorzystując przy tym swobody zachodnich społeczeństw.

MEMRI ostrzega również:

„Katar to wahabicki emirat dżihadystyczny zaangażowany w islamską dominację na świecie.”

Jego groźby nie ograniczają się więc wyłącznie do kwestii ekonomicznych. To znacznie poważniejsze zagrożenie niż to, co rozpowszechniają „katarscy agenci wpływu”, tacy jak „New York Times”, który ostrzega, że zbyt bliskie relacje USA z Izraelem mogą narazić stosunki z Katarem. Przypomnijmy, że Katar:
– gości największą amerykańską bazę wojskową na Bliskim Wschodzie,
– kupił od USA systemy obronne za miliardy dolarów,
– niedawno podarował prezydentowi Trumpowi luksusowy odrzutowiec Boeing.

Jak ostrzega MEMRI, stawka jest znacznie większa:

Zachód nie może ulegać złudzeniu, że Katar ogranicza się do presji ekonomicznej — choć i ta jest ogromna. Nie — to groźne złudzenie. Katar to emirat dżihadystyczny. Od lat wspiera organizacje dżihadystyczne. Odpowiada za wiele zamachów terrorystycznych, których dopuścił się m.in. Khalid Sheikh Mohammed (KSM), pracując jako urzędnik katarskiego rządu. Próba zamachu na Jana Pawła II, plan zestrzelenia 11 samolotów amerykańskich nad Pacyfikiem, operacja Bojinka i inne.

I nie tylko Katar — także inne państwa muzułmańskie, jak Turcja czy nawet Arabia Saudyjska, która 7 października, gdy Izraelczycy byli jeszcze mordowani, obwiniła Izrael za „okupację”; również Katar i Iran potępiły wtedy Izrael.

Ameryka stoi na rozdrożu. Jako przywódca świata zachodniego musi chronić swoje wartości przed infiltracją z krajów islamskich, których obywatele przynoszą ze sobą wartości szariatu. Wielka wdzięczność należy się Izraelowi, który stoi na pierwszej linii frontu w globalnej walce z dżihadem.


Link do oryginału: https://jihadwatch.org/2025/09/feeling-humiliated-by-israel-qatar-is-issuing-economic-threats-on-west-but-jihad-is-the-worse-threat


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czy Ameryka powinna uznać izraelską suwerenność Judei i Samarii?


Czy Ameryka powinna uznać izraelską suwerenność Judei i Samarii?


Opinia


Profesor Eugene Kontorovich pisze na łamach The Washington Times, że zdecydowanie tak.  

Zdaniem profesora Kontorovicha głosowanie ONZ za państwowością Palestyny to prezent dla Hamasu więc Trump powinien odpowiedzieć uznaniem Judei i Samarii.

Prezydent Trump już zapowiedział, że tego nie zrobi i ostrzegł Izrael, żeby nie podejmował żadnych  kroków w tym kierunku. Jak pisze Eugene Kontorovich, głosowanie Zgromadzenia Ogólnego ONZ za uznaniem państwowości Palestyny było jedynie wstępem. Każde z tych symbolicznych uznań wzmacnia przekonanie Hamasu, że może wygrać wojnę, po prostu przeczekując Izrael.

Hamas – pisze Kontorovich – trafnie uznał działania prezydenta Francji Emmanuela Macrona za potwierdzenie słuszności swojej masakry z 7 października 2023 roku – w końcu to właśnie przemoc doprowadziła do realizacji części ich celów politycznych. Sekretarz stanu Marco Rubio wielokrotnie podkreślał, że „w momencie”, gdy Francja rozpoczęła swoją „ofensywę uznań”, „Hamas odszedł od stołu negocjacyjnego”. Choć w praktyce Hamas wykazuje pogardę dla prawa międzynarodowego, przywiązuje ogromną wagę do kwestii suwerenności i uznania międzynarodowego.

Przypomnijmy, że uznanie Jerozolimy jako stolicy Izraele i przeniesienie amerykańskiej ambasady do tej stolicy, traktowane było jako Bóg wie jaka prowokacja i zagrożenie dla światowego pokoju. Okazało się, że uznanie rzeczywistości nie aż jest tak straszne jak je niektórzy malują.  Aby zakończyć impas wywołany farsą ofensywy uznań iluzorycznej Palestyny , administracja Trumpa musi odpowiedzieć w podobnym duchu – grożąc uznaniem przez USA suwerenności Izraela nad Judeą i Samarią. Hamas zdaje sobie sprawę, że nawet jeśli Trump pozwoli Izraelowi „otworzyć wrota piekieł”, to i tak wywoła to jedynie dalszą dyplomatyczną reakcję wymierzoną w państwo żydowskie. Każda operacja wojskowa, która nie zakończy się uwolnieniem wszystkich zakładników, pozostawia Hamasowi jego największy atut.

Z kolei uznanie izraelskiej suwerenności przez Stany Zjednoczone pokaże Hamasowi, że może tracić terytorium. Uznanie ma swoją trwałość – odważne działania Trumpa z pierwszej kadencji w sprawie Jerozolimy i Wzgórz Golan nie zostały cofnięte przez prezydenta Bidena, mimo znacznej presji ze strony liberalnego skrzydła. (Podobnie było w przypadku uznania suwerenności Maroka nad Saharą Zachodnią.) Co więcej, pierwsze poważne dyplomatyczne uznanie suwerenności Izraela na danym terytorium znaczy znacznie więcej niż sto pięćdziesiąte uznanie państwa palestyńskiego.

Polityka oparta na rzeczywistości ma większą siłę przyciągania niż ta oparta na fantazjach. Francuzi i ich naśladowcy bawią się w udawanie. Stało się to jasne, gdy potępili planowaną budowę mieszkań na przedmieściach Jerozolimy – rzekomo dlatego, że uniemożliwia ona powstanie państwa, które według nich już przecież istnieje.

Jak pisze Eugene Kontorovich, argument prawny za uznaniem jest mocny. Judea i Samaria były częścią Mandatu Palestyny, który w 1948 roku przekształcił się w państwo Izrael. Gdy Jordania i jej sojusznicy najechali ten obszar, by uniemożliwić powstanie państwa żydowskiego, okupowali terytorium, przemianowali je na Zachodni Brzeg i wypędzili żydowską ludność. Mimo to agresywna okupacja nie zmienia granic. Tereny te pozostają pod kontrolą izraelską od prawie 60 lat, a wielokrotne propozycje suwerenności dla Palestyńczyków były przez nich odrzucane.

Trump nie planował obecnie działać w sprawie Judei i Samarii, jednak Macron i spółka zmusili go do reakcji. Palestyńskie frakcje terrorystyczne mają świadomość przytłaczającej przewagi militarnej Izraela. Ich sprawa żyje dalej dzięki wierze, że międzynarodowa presja złamie syjonistów – dlatego tak bardzo upajają się porównaniami do RPA czy francuskiej Algierii.

Amerykańska reakcja jest niezbędna dla samego przetrwania jej kluczowego sojusznika na Bliskim Wschodzie. Długofalowym celem uznania przez stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ – Francję i Wielką Brytanię – jest stworzenie podstaw do przyszłych rezolucji nakładających sankcje i bojkoty na Izrael, których prezydent z Partii Demokratycznej, idąc śladem Baracka Obamy, może nie zawetować.

Trump rozważał uznanie izraelskiej suwerenności już w pierwszej kadencji, ale zdecydował się to odłożyć, by móc realizować Porozumienia Abrahama. Teraz, by je kontynuować i rozszerzyć, musi zakończyć wojnę w Gazie – a to wymaga nowych zachęt i środków nacisku. Tak jak uznanie Jerozolimy i Wzgórz Golan w pierwszej kadencji stworzyło fundament pod Porozumienia Abrahama, tak uznanie Judei i Samarii stworzy warunki do ich dalszej ekspansji.

Oczywiście państwa arabskie grożą wycofaniem relacji z Izraelem, jeśli ten w pełni zastosuje swoje prawo do obszarów Judei i Samarii. Mimo to, jeśli USA zalegalizują ten krok, arabskie stolice nie będą szukać konfliktu z Waszyngtonem z powodu sprawy symbolicznej. W każdym razie Trump będzie mógł słusznie powiedzieć państwom arabskim, by swoje pretensje kierowały do Paryża i Londynu.

Patrząc na mapę można się zastanawiać nad konsekwencjami takiego kroku. Arabska ludność Judei i Samarii to nie Druzowie. Było wiele powodów, dla których Izrael nie zdecydował się na rozciągnięcie swojej jurysdykcji na Judeę i Samarię po 1967 roku.  Dziś są one jeszcze poważniejsze niż były wtedy. Tu pojawia się pytanie, czy możliwa jest denazyfikacja palestyńskiego społeczeństwa i jak mogłaby być przeprowadzona.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Snapback’ UN sanctions on Iran go into effect


‘Snapback’ UN sanctions on Iran go into effect

Mike Wagenheim


The U.S. secretary of state said that it is important to “pressure Iran’s leaders to do what is right for their nation and best for the safety of the world.”

U.S. Secretary Marco Rubio participates in a United Nations Security Council ministerial meeting on Ukraine in New York City, Sept. 23, 2025. Credit: Freddie Everett/U.S. State Department.

The United Nations reimposed “snapback” sanctions on the Iranian regime at 8 p.m. on Saturday as a result of the latter’s “significant non-performance” of its obligations under the Joint Comprehensive Plan of Action, stated Marco Rubio, the U.S. secretary of state.

“The world will not acquiesce to threats and half measures, and Tehran will be held to account,” the secretary said.

Scott Bessent, the U.S. treasury secretary, stated that “Iran’s nuclear program poses a threat to our peace and prosperity.”

“President Trump gave Tehran every opportunity to reach a deal, yet they remain unserious,” Bessent said. “The decision by the U.N. Security Council to snapback sanctions against Iran is proof that the world will not kneel to Tehran’s threats.”

Tehran signed the JCPOA with world powers in 2015. When the Iranian regime offered international inspectors limited access to its nuclear facilities, it failed to explain undeclared nuclear materials, which inspectors discovered. Tehran has also enriched uranium more than the deal allows.

The European signatories to the pact, including France, Germany and the United Kingdom, started the snapback process a month ago, in what Rubio said was “an act of decisive global leadership.”

Iran and the so-called E3 were unable to bridge gaps through negotiations during the 30-day window leading up to Saturday’s triggered sanctions. The Europeans allege that Tehran stalled for time and wasn’t willing to make the needed guarantees and concessions.

Washington, which withdrew from the agreement in 2018 during U.S. President Donald Trump’s first term, couldn’t launch the snapback process.

Over the past eight days, the U.N. Security Council, which gave the plan of action the force of law via several resolutions, voted twice not to extend the pact another six months. The agreement was set to expire on Oct. 18.

The reimplemented sanctions include an arms embargo on Iran; a requirement to suspend uranium enrichment and heavy-water and reprocessing-related activities; a ballistic-missile development ban; a travel ban; and a global assets freeze for certain Iranians and entities.

Under the sanctions, weapons and prohibited cargo that Iran transfers abroad can be seized.

U.S. President Donald Trump “has been clear that diplomacy is still an option. A deal remains the best outcome for the Iranian people and the world,” Rubio stated. “For that to happen, Iran must accept direct talks, held in good faith, without stalling or obfuscation.”

“Absent such a deal, it is incumbent on partners to implement snapback sanctions immediately in order to pressure Iran’s leaders to do what is right for their nation and best for the safety of the world,” he said.

Prior to the Security Council vote on Friday, the Iranian foreign minister threatened to end the regime’s cooperation with the International Atomic Energy Agency watchdog if sanctions were reimposed.

“This was the right decision by the Security Council, as the Islamic Republic of Iran cannot be relieved or absolved of accountability for the continued non-performance of its nuclear commitments,” the Israeli mission to the United Nations told JNS following the vote on Friday.

“The threat posed by the Islamic Republic extends far beyond Israel’s borders,” it said. “The result of this failed draft resolution is a testament to that.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com