A French police officer stands guard in front of a synagogue in Sarcelles, a suburb of Paris, on October 11, 2023. Geoffroy Van Der Hasselt/AFP via Getty Images
Ankieta, której boi się francuska inteligencja
Anna Grabowska
We Francji wszystko zaczyna się od sceny, bądź obrazu, które powinny wywoływać moralne oburzenie, a tymczasem stały się szarą codziennością. Przed szkołą żydowską stoi radiowóz. Obok – barierki, czasem żołnierz lub policjant z bronią. W środku dzieci mają lekcje matematyki, historii, literatury. Na zewnątrz państwo próbuje zablokować to, czego społeczeństwo nie potrafi już kontrolować – nienawiść, która wymknęła się spod fasady republikańskich i wyperfumowanych sloganów. Widok ten nie jest ani środkiem ostrożności, ani świętem czujności państwa. To dowód porażki. Bo jeśli szkoła musi wyglądać jak placówka dyplomatyczna w Kabulu, to nie jest zwykła ostrożność, to kapitulacja przed rzeczywistością, którą Francja woli przemilczeć. To wszystko odbywa się w kraju, który lubi o sobie mówić, że jest latarnią praw człowieka. Tymczasem ta latarnia świeci wybiórczo, oświetla deklaracje polityków, a pogrąża w cieniu fakty stojące tuż pod ich drzwiami. Jednym z tych faktów jest policja, która musi zabezpieczać szkoły żydowskie, bo inaczej mogłoby dojść do tragedii. Wszyscy wiedzą, że to konieczność. Nikt nie udaje, że to normalne.
Właśnie w tym momencie Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego postanawia zrobić coś, co w normalnym kraju byłoby oczywistością – zapytać uniwersytety o poziom antysemityzmu. IFOP przygotowuje kwestionariusz, czterdzieści cztery pytania, które miały ujawnić skalę uprzedzeń, lęków, nadużyć, mowy nienawiści. Miało być prosto, zobaczyć i zmierzyć rzeczywistość, na którą brakuje odwagi by dostrzec ją gołym okiem. I wtedy wybuchła panika. Nie u skrajnych aktywistów, nie na marginesie. Wybuchła na uniwersytetach – tych samych, które od lat deklarują, że ich etosem jest “odwaga intelektualna” i “szczerość debaty”. Środowisko, które powinno być pierwsze na barykadach w obronie prawdy, dostało ataku moralnej histerii na widok ankiety. Nagle wszyscy mówią jednym chórem: to “inwigilacja i zamach na wolność akademicką”, to “sondaż polityczny”. France Universités odmówiło jej przekazania. Związki zawodowe wzywają do bojkotu. Pojawiają się dramatyczne apele o “naruszenie neutralności”. A przecież najbardziej krzyczą ci, którzy od miesięcy powtarzają, że antysemityzm nie jest problemem.
Dlaczego się aż tak boją? Bo boją się prawdy. Bo wiedzą, że test, który miał odsłonić rzeczywistość, stał się zagrożeniem nie dla wolności, lecz dla pozorów.
Uniwersytety nie boją się metodologii. One boją się wyniku. Bo wynik byłby katastrofalny. SPCJ i CRIF alarmują od miesięcy: od 7 października liczba aktów antysemityzmu we Francji wystrzeliła – o ponad 1 600 incydentów w ciągu roku. Najwięcej od dekad. W szkołach laickich prawie połowa incydentów dotyczy Żydów, choć stanowią mniej niż jeden procent populacji. W przestrzeni publicznej dochodzi do pobić, obelg, zastraszeń, gróźb, a w jednym z najcięższych przypadków – do gwałtu motywowanego nienawiścią. A w tym samym czasie uniwersytety, te same, które pouczają świat o “prawach mniejszości”, bronią się przed samym pomysłem, że ktoś mógłby zmierzyć ich własny wkład w tę nienawiść. To nie jest przypadek. To jest europejska tradycja. Kontynuacja wielowiekowej elegancji, z jaką kontynent racjonalizował nienawiść do Żydów. Europa od wieków wypracowała subtelną sztukę nazywania antysemityzmu “kulturą”, “religią”, “dyskursem”. Voltaire pisał o Żydach jako “najpodlejszym i najbardziej chciwym narodzie”. Proudhon chciał ich “deportować albo zgładzić”. Maurras marzył o Europie “bez ani jednego Żyda”. Heidegger oskarżał ich o “rachunkową machinację nowoczesności”. Picasso, tak, nawet on, w okupowanym Paryżu rzucał: “Żydzi są jak trawa – mnożą się wszędzie”. To nie są marginalni głupcy. To są świętości europejskiej kultury. Nikt im nie zarzucał “braku neutralności”. Ich nienawiść była elegancko opakowana, traktowana jak ozdobny motyw, część kulturowego pejzażu.
A gdy Bernanos pisał, że “Hitler zhańbił antysemityzm”, brzmiało to tak, jakby mówił o pięknej, starej tradycji, którą dopiero nazizm zepsuł. Europejska mentalność w pigułce: nienawiść była “dopuszczalna”, dopóki pozostawała salonowa. Dopóki nie zamieniła się w obóz śmierci. Dopóki można było nią błyszczeć w literackich frazach.
Dzisiaj widzę dokładnie ten sam mechanizm, tylko w nowej dekoracji. Nikt oficjalnie nie powie: “Żydzi są podli”. Zamiast tego mówi się: “Izrael jest kolonizatorem”. Nikt nie powie: “nienawidzę Żydów”. Zamiast tego mówi się: “walczę z syjonizmem”. To jest ta sama nienawiść, tylko przefiltrowana przez akademicką poprawność. Ta sama przemoc, opakowana w słowo “solidarność”. Dokładnie ta sama tradycja, ubrana w nowe hasła.
W tym czasie dzieci wracają z zajęć sportowych, z kina, z transportu publicznego i słyszą, że są “brudnymi Żydami”. Dwunastoletnią dziewczynkę w Courbevoie gwałcą nieletni, policja potwierdza motyw antysemicki. W Lyonie pobity zostaje czternastolatek, bo “wygląda żydowsko”. Rodziny zdejmują z framug mezuzy, bo boją się, że ich drzwi staną się obiektem ataku. W Val-de-Marne zerwano mezuzy z kilku mieszkań i zdewastowano całe piętro. Patrick Zachmann fotografuje puste framugi po mezuzach – rany na ścianach, ślady strachu. To jest prawdziwa twarz problemu. Nie abstrakcyjne definicje, nie akademickie analizy, nie wielkie słowa z debat telewizyjnych. Prawda stoi na chodniku: framuga bez mezuzy, radiowóz przed szkołą, pobite dziecko. To jest rzeczywistość, którą uniwersytety próbują zasłonić własnym lękiem. Laickość nie chroni przed nienawiścią. Reguluje symbole. Nienawiści symbole nie są potrzebne. Wystarczy twarz, nazwisko, akcent, podejrzenie. We współczesnej Francji nie trzeba nosić gwiazdy Dawida, by stać się celem. Wystarczy, że ktoś pomyśli: “on wygląda jak Żyd”.
I tu koło się domyka: uniwersytety nie chcą ankiety, ponieważ wiedzą, że nie są niewinne. Wiedzą, że ich własne środowisko stało się przestrzenią, w której antysemityzm uchodzi za “polityczną postawę”. Wiedzą, że prawda pociągnęłaby ich do odpowiedzialności. I wreszcie – wiedzą, że musieliby przestać udawać.
Dlatego zamiast stanąć po stronie ofiar, stają po stronie własnego komfortu. Dlatego wolą krzyczeć o “zagrożeniu dla wolności”, niż przyznać, że ich milczenie ma swoją cenę. To właśnie jest sedno: nie metodologiczne spory, nie neutralność. I żadna troska o prywatność. Tylko strach przed lustrem. Europa od wieków ma z nim problem. Zawsze łatwiej było jej wskazać Żyda jako winnego, niż spojrzeć na siebie. I dziś jest dokładnie tak samo.
Bo jeśli państwo musi chronić żydowskie dzieci karabinami, a uniwersytety muszą chronić siebie przed prawdą, to tylko jedna strona obnaża rzeczywistość. I nie są to uniwersytety.
Źródła:
https://www.crif.org/…/crif-rapport-annuel-du-spcj-les…
https://www.spcj.org/…/chiffres-de-l-antis%C3%A9mitisme…
https://www.senat.fr/questions/base/2025/qSEQ250203097.html
https://www.ifop.com/…/analyse-radiographie…
https://www.lepoint.fr/…/l-antisemitisme-en-france-une…
https://www.lemonde.fr/…/inside-france-s-jewish…
https://www.rfi.fr/…/20240415-france-ups-security-at…
https://www.lemonde.fr/…/antisemitisme-des-actes…
https://www.middleeasteye.net/live-blog/live-blog-update/french-university-union-calls-withdrawal-biased-antisemitism-survey?fid=550417&;nid=430463&topic=Israel%27s%20genocide%20in%20Gaza
https://jewishjournal.com/…/neighbor-of-paris-synagogue…
https://revues.droz.org/…/download/RHP_2.4_505-522/pdf
Anna Grabowska – urodzona i mieszkająca we Francji wspaniała syjonistka z solidnymi polskimi i żydowskimi korzeniami. Autorka udzieliła pozwolenia na publikację niektórych wpisów z jej Facebooka w „Listach z naszego sadu”.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com





