Nietrudno zrozumieć, dlaczego wielu Izraelczyków czuje niezadowolenie. Wychodzą właśnie z dwuletniego okresu wojny, przedłużającego się kryzysu zakładników, trwających ataków terrorystycznych, konstytucyjnego chaosu i dysfunkcyjnego rządu. W 2024 roku Izrael opuściło 82 700 osób, podczas gdy przybyło 55 280.
Paradoksalnie, jest w tym coś budującego. To znak, że syjonizm się powiódł. Izrael stał się na tyle „normalny”, że jego obywatele doświadczają tych samych drobnomieszczańskich niepokojów co wszyscy inni — włącznie z odwieczną fantazją o tym, że „gdzie indziej jest lepiej”. Był czas, kiedy wielu Żydów postrzegało Izrael jako jedyne realne schronienie.
Dane potwierdzają tę normalność. W badaniu Instytutu Demokracji Izraela z 2023 roku około 37% Izraelczyków przyznało, że rozważa emigrację — liczba szokująca, dopóki nie zauważy się, że w demokracjach zachodnich między 30% a 35% obywateli rutynowo deklaruje chęć emigracji. W Kanadzie to 27%, w Wielkiej Brytanii — 31%. A przecież to kraje, do których ludzie zazwyczaj chcą się przenosić. To, że Izraelczycy chcą wyjeżdżać za granicę, nie jest dowodem na upadek kraju, lecz sygnałem, że Izrael wkroczył w codzienną rzeczywistość życia klasy średniej rodem z OECD.
A jednak trend ten pokazuje, że Izraelczycy mają skostniały, wręcz wyblakły obraz Zachodu — co można zrozumieć, biorąc pod uwagę, jak szybko wiele jego części zeszło na psy. I to na psy bezpańskie. Antysemityzm osiąga rekordowe poziomy na całym Zachodzie, rządy wydają się niezdolne lub niechętne, by mu przeciwdziałać, przemoc i dyskryminacja znów stają się elementem społecznej tkanki, a Żydzi coraz silniej czują, że ich kraje ich zdradziły.
W Stanach Zjednoczonych statystyki FBI za 2024 rok wykazały 361-procentowy wzrost incydentów antyżydowskich w ciągu roku. W Wielkiej Brytanii organizacja Community Security Trust odnotowała najwyższą liczbę przypadków antysemityzmu od początku prowadzenia statystyk — ponad 4100 w 2023 roku. We Francji wzrost wyniósł 300%. W Niemczech zanotowano najwyższy poziom od 25 lat. To nie są wybryki statystyczne — to cywilizacyjna regresja.
Podzielam te obawy i uważam, że Żydzi — zwłaszcza młodzi, przed którymi jeszcze całe życie — powinni wyrabiać sobie izraelskie paszporty, choćby jako polisę ubezpieczeniową.
Zachód nie jest już tym moralnie uspokojonym miejscem, które wyłoniło się po II wojnie światowej, z ogólnym konsensusem co do tego, co jest dobre, a co złe. Stał się postmodernistyczną dystopią, w której lewicowi ideolodzy uznają kategorie moralne za „społeczne konstrukty”, islamskich imigrantów przyjmuje się, jakby ich średniowieczna nienawiść była jakimś wzbogaceniem kulturowym, a nieprzyjemna skrajna prawica odkurza swoje mundury i pucuje oficerskie buty.
Trudno pojąć, dlaczego Izraelczycy mieliby chcieć się przeprowadzać do takich miejsc, gdyby zdawali sobie sprawę z głębokości tego upadku i tego, jak niewiele się robi, by go powstrzymać. Brakuje im też wyczucia — podobnie jak zbyt wielu liberalnym Żydom na Zachodzie — że sytuacja może się dramatycznie pogorszyć. Nienawiść do Żydów nie musi osiągnąć poziomu Holokaustu, żeby była bardzo niebezpieczna.
W codziennej walce o przetrwanie, obciążeni żalem i traumą, wielu Izraelczyków traci z oczu fakt, że przyszłość państwa żydowskiego rysuje się wyjątkowo obiecująco. Prasa — zagraniczna i izraelska — rzadko to relacjonuje, bo konsekwentnie wrzuca wiadomości z Izraela do szuflady „strefa konfliktu”, zamiast spojrzeć panoramicznie. Poza tym obowiązuje stare dziennikarskie powiedzenie: „jeśli krwawi, to się sprzedaje”.
Zapomnijmy na chwilę o kwestii palestyńskiej — jeśli tylko media pozwolą na takie „herezje”. Konflikt trwa już sto lat, a Izrael mimo to się rozwija. I ten konflikt nie zostanie zlikwidowany w najbliższym czasie, bo wymagałoby to radykalnej przemiany politycznej i kulturowej po stronie palestyńskiej — takiej, która zakładałaby gotowość życia obok Żydów, a nie zamiast nich.
Na innych frontach jednak istnieje mnóstwo powodów do optymizmu. Podczas gdy Iran zmaga się z katastrofalną suszą, a cały Bliski Wschód jest wyjątkowo podatny na skutki zmian klimatu, Izrael wyprzedza resztę regionu. Przez dekady nastroje społeczne w Izraelu wahały się w zależności od poziomu wody w Jeziorze Tyberiadzkim. Tymczasem w tym miesiącu po raz pierwszy zaczęto pompować do niego wodę z odsalarni — uniezależniając kraj od kaprysów pogody. Izrael produkuje dziś ponad 80% wody pitnej metodą odsalania — to najwyższy odsetek wśród krajów rozwiniętych.
W połączeniu z wiodącymi technologiami irygacyjnymi pozwoli to uczynić ogromne obszary kraju rolniczymi. Negew może w ciągu 30 lat przypominać żyzne doliny. Regionalne i globalne kryzysy klimatyczne staną się szansą eksportową. Izrael już teraz zarabia 2,7 miliarda dolarów rocznie na eksporcie technologii wodnych — kwota ta może potroić się do 2050 roku.
Izrael stoi również u progu renesansu demograficznego, jakiego nie zazna Europa czy Azja — starzejące się kontynenty, gdzie można zainwestować co najwyżej w przemysł chodzików dla staruszków. Nawet pomijając wysoką dzietność wśród ultraortodoksów, świeccy Izraelczycy rozmnażają się powyżej poziomu zastępowalności pokoleń. Całkowity współczynnik dzietności w Izraelu w 2023 roku wyniósł 3,0 — najwyższy wśród krajów OECD, gdzie średnia to zaledwie 1,5. Świeccy Żydzi w Izraelu mają średnio 2,2 dziecka — znacznie powyżej europejskiej mediany wynoszącej 1,3. Do 2050 roku populacja Izraela może wzrosnąć z obecnych 9,8 do 15 milionów.
Jak głosi stare powiedzenie: „demografia to przeznaczenie”.
Utrzymanie tak wysokiej dzietności w kraju rozwiniętym to ewenement. Być może wynika to z faktu, że judaizm u swych podstaw jest cywilizacją afirmującą życie — a nie nihilistyczną.
Konsekwencje są głębokie. Młoda populacja zapewni Izraelowi ogromną premię produktywności. Wpływ aliji zależeć będzie od wieku i kwalifikacji przybyszów, ale ostatni imigranci są zazwyczaj dobrze wykształceni, wielojęzyczni i elastyczni ekonomicznie.
Izraelski boom demograficzny zapewni też armii dużą pulę obywateli w wieku poborowym — co jest kluczowe, zważywszy że także sąsiedzi Izraela, w tym Palestyńczycy, mają wysoką dzietność.
Młoda populacja ma również kluczowe znaczenie dla rozwijającego się sektora technologicznego, który wykazał się imponującą odpornością w ciągu ostatnich dwóch lat — podobnie jak dynamicznie rosnący przemysł zbrojeniowy.
W 2023 i 2024 roku izraelskie firmy technologiczne pozyskały ponad 11 miliardów dolarów kapitału wysokiego ryzyka, mimo wojny, zapowiedzi sankcji i globalnej stagnacji. Międzynarodowe giganty jak NVIDIA, Microsoft, Amazon i Intel rozszerzyły działalność badawczo-rozwojową w Izraelu. Sam Intel zainwestował 25 miliardów dolarów w nową fabrykę — to największa inwestycja w historii kraju. Kapitał międzynarodowy nie kieruje się sentymentami — stawia na izraelską pomysłowość.
Co więcej, izraelski przemysł obronny będzie nadal tworzył miejsca pracy i przynosił znaczne dochody z eksportu. W 2024 roku eksport broni osiągnął rekordowy poziom 14,8 miliarda dolarów. Potrzebne działania rządu na rzecz uniezależnienia się od zagranicznych dostaw broni uczynią kraj bardziej bezpiecznym. Krótkie wojny wygrywa się taktyką, wywiadem i technologią — długie wojny wygrywa się zdolnością przemysłową. A Izrael właśnie ją buduje.
Choć polityczne spory o przyszłość Gazy będą się toczyć bez końca, trwałość Porozumień Abrahamowych w czasie wojny w Strefie Gazy sugeruje, że regionalna integracja to długofalowy trend, którego nie da się łatwo odwrócić. Dwustronny handel ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi skoczył od zera do ponad 3,2 miliarda dolarów rocznie w ciągu dwóch lat. Wymiana handlowa z Marokiem się potroiła.
I nie chodzi tylko o pieniądze. Izrael buduje szpital na swoim terytorium, który ma leczyć jordańskich pacjentów onkologicznych w ramach wspólnej strefy przemysłowej Jordan Gateway — miejsca, gdzie Izraelczycy i Jordańczycy będą mogli pracować po obu stronach granicy. Takie przedsięwzięcia pokazują, jak pragmatyczna współpraca może podnieść poziom życia i dobrobyt całego regionu.
Strategiczne otoczenie Izraela zawsze będzie niebezpieczne. To mały kraj w złym sąsiedztwie — wśród zbirów i teokratów — i zawsze będzie musiał mierzyć się z Katarem, Iranem, ich milicjami i innymi fanatykami. Takie są realia małego państwa narodowego w drapieżnym świecie. Tajwan nie czuje się bezpieczny w obliczu Chin. Europa Wschodnia nie czuje się bezpieczna wobec Rosji. Fraza „pokój na Bliskim Wschodzie” to sentymentalna bzdura, którą wielu ludzi Zachodu powtarza jak zaklęcie. Historia się nie kończy — wielka gra musi być stale toczona i wygrywana.
Izrael jest dobrze przygotowany, by ją prowadzić — nawet jeśli niektórzy jego obywatele obecnie tego nie dostrzegają. Gdy wiele państw Zachodu się rozpada, Izrael konsoliduje swoją siłę. Wielu Izraelczyków wciąż marzy o Berlinie, Toronto, Melbourne czy Miami — ale te marzenia coraz bardziej trącą anachronizmem. Wielu Żydów w diasporze, po raz pierwszy od dekad, zaczyna intuicyjnie rozumieć, że przyszłość leży w Izraelu.
Link do oryginału: https://www.futureofjewish.com/p/something-strange-is-happening-to?utm_source=post-email-title&;publication_id=844794&post_id=182570082&utm_campaign=email-post-title&isFreemail=false&r=36uf0r&triedRedirect=true&utm_medium=email
Future of Jewish, 26 grudnia 2025