
Jak nauczyliśmy się obarczać Izrael winą za zbrodnie jego wrogów
Lucy Tabrizi
Wielkie wymazanie Hamasu i moralna ślepota, którą powoduje
Spędzam więcej czasu, niż zdrowy rozsądek nakazuje, przesiadując w przestrzeniach mediów społecznościowych propalestyńskich aktywistów albo wdając się w potyczki w sekcjach komentarzy. Częściowo to kwestia badań. Głównie jednak dlatego, że nie da się surfować przez pięć sekund, by nie natknąć się na przekonanie, że Palestyna to wielka sprawa moralna naszych czasów, a Izrael to winowajca absolutnie każdego przestępstwa i katastrofy. Im głośniej rozbrzmiewa oskarżenie, tym mniej osób dostrzega realne zagrożenia zbliżające się do nas — a może właśnie o to od początku chodziło.
Raz po raz uderza mnie w tych rozmowach o Izraelu, niemal całkowite zniknięcie Hamasu z moralnego uniwersum, które zamieszkują owi aktywiści. Ich światopogląd opiera się na jednej zasadzie: Palestyńczycy są wiecznymi ofiarami, a Izrael to jedyny podmiot posiadający sprawczość. Hamas nie funkcjonuje tu jako realna organizacja — staje się rekwizytem narracyjnym, pozbawionym intencji i odpowiedzialności, tak by cały ciężar moralny można było przenieść na Izrael.
W tej niezmiennej narracji Hamas nigdy nie używa szpitali jako centrów przesłuchań — to Izrael je bombarduje cywilne instytucje. Hamas nigdy nie ukrywa się za dziećmi — to Izrael je zabija. Hamas nigdy nie kradnie pomocy humanitarnej — to Izrael głodzi Gazę.
Izrael może i powinien być krytykowany jak każde inne państwo, ale to, co obserwujemy, to nie krytyka, lecz odruchowe przerzucanie winy — niezależnie od tego, kto faktycznie popełnił dane czyny. Kilka ostatnich doniesień ukazuje ten schemat z niepokojącą wyrazistością. Associated Press doniosło, że kobiety w Gazie były zmuszane do świadczenia usług seksualnych w zamian za pomoc humanitarną — system ten był kontrolowany przez urzędników Hamasu zarządzających siecią dystrybucji¹. Jednak już po kilku godzinach w sieci zaczęły krążyć nagrania obwiniające o to Izrael. Hamas zniknął z narracji jak odruchowo wymazany, a Izrael przyjął na siebie oburzenie, które powinno spaść na sprawców. Następnie pojawiła się kolejna informacja: Hamas ukrywał ogromne zapasy mleka dla niemowląt² — mimo to „New York Times”, magazyn „TIME” i ONZ oskarżały Izrael o głodzenie dzieci, nie wspominając niemal o grupie terrorystycznej³.
Ten zabieg dezinformacyjny działał tak skutecznie w czasie wojny, że Hamas przestał się nawet kryć. Otwarcie przejmowali ciężarówki z pomocą humanitarną w biały dzień, podczas gdy świat karcił Izrael za „blokowanie pomocy”. Jedli wystawne posiłki w zaopatrzonych tunelach, podczas gdy tłumy na Zachodzie utrzymywały, że Izrael głodzi Gazę. Demonstrowali bunkry pełne zapasów, których zwykli mieszkańcy Gazy nigdy nie widzieli — wiedząc, że wolny świat jest po ich stronie.
Obecnie pojawiają się dowody na to, jak celowo odwracano uwagę. Wewnętrzne dokumenty Hamasu potwierdzają, że system humanitarny w Gazie nigdy nie był niezależny od struktur tej grupy⁴. Organizacje pozarządowe nie były niezależne — działały w ramach równoległego systemu, zaprojektowanego do kontrolowania pomocy i przerzucania winy na Izrael. Rządy Zachodu traktowały raporty NGO jako obiektywne, mimo że w strukturach tych organizacji zasiadali mianowani przez Hamas łącznicy. Zanim te fakty ujrzały światło dzienne, narracja zdążyła już stać się powszechną opinią. Warunki zostały zaprojektowane, NGO opisały skutki, a świat wyciągnął dokładnie takie wnioski, jakich od niego oczekiwano.
Powinniśmy byli wiedzieć lepiej. Jesteśmy wykształconym społeczeństwem z natychmiastowym dostępem do historii, a jednak, gdy antysemityzm znów pojawia się w przestrzeni publicznej, zdrowy rozsądek bywa pierwszą ofiarą. Obecnie jego brak utrudnia oddychanie. Gdyby Izrael rzeczywiście chciał zabijać cywilów bez rozróżnienia, Gaza byłaby już pusta. Około 97% mieszkańców Gazy przeżyło wojnę toczoną w jednym z najbardziej zmilitaryzowanych środowisk cywilnych na ziemi⁵. To powinno być wystarczającym kontrargumentem. Ale dowody nic nie znaczą, gdy światopogląd moralny opiera się na archetypach — jednej grupie przypisuje się wszystkie grzechy świata, podczas gdy jej wrogowie zostają z nich całkowicie oczyszczeni.
To przypomina dynamikę narcystycznej współzależności i parentyfikacji w toksycznych relacjach: jeden z partnerów staje się wiecznym dorosłym, odpowiedzialnym za wszystko, a drugi wiecznym dzieckiem, odpowiedzialnym za nic. Jeden niesie cały ciężar moralny; drugi jest zwolniony z odpowiedzialności. Przenieśmy tę psychologię na skalę społeczną, a otrzymamy współczesny aktywizm antyizraelski.
Żyjemy w czasach, gdy tożsamość polityczna przeważa nad rozumowaniem moralnym. Palestyńczycy postrzegani są wyłącznie jako ofiary — a w tej logice ofiary nie mogą być jednocześnie sprawcami. Hamas znika, bo uznanie jego sprawczości zburzyłoby moralną konstrukcję całej narracji. Izrael staje się jedynym aktorem moralnym w tej opowieści — odpowiedzialnym nie tylko za własne działania, lecz także za czyny Hamasu, Islamskiego Dżihadu, Hezbollahu, a nawet ISIS.
To klasyczne „rozszczepienie” w skali społecznej: Palestyńczycy muszą być niewinni, Izrael musi być zły, a wszystko, co komplikuje ten binarny obraz, zostaje odrzucone. Izrael staje się idealnym złoczyńcą w kulturze, która nie toleruje już moralnych niuansów: zbyt kompetentny, by być ofiarą; zbyt zachodni, by być tubylczy; zbyt żydowski, by mógł zostać wybaczony.
Historia pokazuje, co dzieje się, gdy społeczeństwa obsesyjnie skupiają się na Żydach, ignorując siły, które faktycznie je niszczą. Najgorsze upadki Europy zaczynały się wtedy, gdy strach i frustrację kierowano przeciwko Żydom, podczas gdy prawdziwe zagrożenia rosły bez przeszkód. Dziś ta obsesja przeniosła się z żydowskich wspólnot na jedyne żydowskie państwo. Antysemityzm nie zagraża tylko Żydom — oślepia całe społeczeństwa na realne niebezpieczeństwa, które je podmywają.
Niektóre z tych sił otwarcie mówią o swoich celach. Ruchy takie jak Bractwo Muzułmańskie od dawna artykułują strategie podważania zachodnich społeczeństw od środka⁶, a państwa takie jak Rosja otwarcie stosują wojnę informacyjną, by osłabiać demokracje liberalne. Ale te działania giną w szumie rytualnej obsesji na punkcie Izraela.
Praca René Girarda o mechanizmach kozła ofiarnego tłumaczy to doskonale.
Kiedy społeczeństwo ogarnia chaos, niestabilność lub poczucie winy, podświadomie jednoczy się, projektując swoje lęki na jedną grupę. Ta grupa staje się odpowiedzialna za wszystko. Każdy konflikt i niesprawiedliwość sprowadza się do niej.
Dziś tym kozłem ofiarnym jest Izrael — i wszyscy, którzy są z nim kojarzeni.
To brzemię jest irracjonalne i niemożliwe do uniesienia — a jednak powraca co stulecie, bez względu na to, jak bardzo uważamy się za oświeconych. W tym moralnym świecie Żydzi nie są celem nienawiści, lecz jej źródłem. Każdy atak to rzekoma mistyfikacja. Każde okrucieństwo — prowokacja. Zło może pochodzić tylko z jednego miejsca. I jak na zawołanie, pojawia się garstka antysyjonistycznych Żydów, bezpiecznie osadzonych w zachodnim komforcie, by dostarczyć moralne alibi. Ich oddalenie od niebezpieczeństwa staje się tarczą ochronną dla wszystkich innych.
Tutaj ujawnia się kolejna psychologiczna dynamika: podwójne związanie — klasyczna struktura „jeśli wygrasz, to i tak przegrasz”, opisana przez Gregory’ego Batesona. Izrael funkcjonuje w systemie, w którym każde jego działanie — powściągliwość czy siła, sukces czy porażka, przetrwanie czy strata — jest dowodem winy.
Każdy komentarz, choćby lekko przychylny Izraelowi, spotyka się z tym samym gniewem. Kiedy izraelska reprezentantka zajęła drugie miejsce na Eurowizji, ogłoszono to dowodem syjonistycznego spisku. Gdyby była niżej, byłby to dowód, że świat nienawidzi Izraela. Gdy wnioski są z góry ustalone, każdy wynik — wysoki, niski, a nawet samodzielne myślenie — zostaje wykorzystany do podtrzymania tej samej narracji. To wszystko jest aż nazbyt przewidywalne.
Dziś syjoniści zdają się być odpowiedzialni za wszystko. Zastrzelono Charliego Kirka? To Mossad. Szaleniec z bronią publikuje neonazistowskie manifesty? Fałszywa flaga syjonistów. Klęska żywiołowa? Pewnie Izrael. Antysyjoniści mają ręce pełne roboty.
AIPAC przedstawiany jest jako cień za kulisami Waszyngtonu, choć to Katar prowadzi jedną z najbardziej agresywnych i hojnie finansowanych kampanii wpływu w USA⁷. Pompuje miliony w uniwersytety, think-tanki i media — na skalę, której żadna żydowska organizacja nie jest w stanie dorównać.
Nigdzie ta odwrócona logika nie jest bardziej widoczna niż w oskarżeniach o kontrolę mediów. Izrael przedstawiany jest jako manipulator zachodnich informacji, podczas gdy najbardziej wpływowym imperium medialnym kształtującym globalną narrację o tym konflikcie jest katarska Al Jazeera — państwowa stacja, która posiada więcej akredytacji prasowych w amerykańskim Kongresie niż „New York Times”. Al Jazeera nadaje jedno przesłanie dla zachodnich liberałów, a inne dla islamistów w regionie — otwarcie działając jako narzędzie katarskiej polityki zagranicznej. Mitologia „żydowskiej kontroli” trwa tylko dlatego, że mało kto zadaje sobie trud, by spojrzeć, kto naprawdę pociąga za sznurki.
To najstarszy mechanizm obronny, jaki zna psychologia: projekcja. Agresor wypiera własną przemoc, przypisując ją ofierze. Antysemici atakują Żydów, po czym twierdzą, że to Żydzi zaatakowali samych siebie — natychmiast przedstawiają się jako ofiary syjonistycznego ucisku, gdy tylko ktoś ich skrytykuje. Psychologicznie łatwiej jest oskarżyć ofiarę niż skonfrontować się z brutalnością własnej strony.
Te mechanizmy zbiegają się w jednym światopoglądzie, w którym Żydzi — i każdy kojarzony z Izraelem — ponoszą pełną odpowiedzialność moralną, podczas gdy reszta świata zostaje przedstawiona jako pasywna, bezradna i pozbawiona sprawczości.
Psycholodzy nazywają to asymetrycznym przypisywaniem sprawczości: pełna sprawczość zostaje przypisana tym, którzy są postrzegani jako potężni, a żadna — tym, którzy są postrzegani jako słabi. Polityka tożsamości tylko pogłębia ten efekt. Reżimy takie jak Gwardia Rewolucyjna Iranu czy państwa takie jak Chiny ledwo rejestrują się w zachodniej wyobraźni moralnej. Gracze jawnie wrodzy Zachodowi są przedstawiani jako ofiary, podczas gdy Izrael — demokratyczny sojusznik — staje się wyznaczonym ciemiężcą, na którego projektowane są zachodnie poczucie winy i lęki.
Z perspektywy zachodniego komfortu, oderwanej od kontekstu regionalnego, wojna w Gazie wydaje się wyjątkowo potworna. Tylko jeśli zignorujemy o wiele krwawsze konflikty w sąsiedztwie Izraela — w Jemenie, Syrii czy Sudanie — gdzie śmierć cywilów na znacznie większą skalę ledwo przebija się do cyklu wiadomości. Nikt nie wychodzi masowo na ulice, gdy muzułmanie mordują muzułmanów. Cierpienie liczy się tylko wtedy, gdy można je przypisać Izraelowi, a w razie potrzeby — Ameryce.
Społeczeństwo, które nie potrafi prawidłowo rozpoznać zagrożeń, nie przetrwa ich.
Dlatego dziś dochodzi do sytuacji, w której napastnik może wypisać antysemickie hasła na karabinie⁸ przed strzelaniną, a Internet i tak twierdzi, że to syjoniści je tam dopisali. Dlatego strzały oddane przed Muzeum Żydowskim w Waszyngtonie są natychmiast odrzucane jako „ustawka Izraela”. Dlatego sieci konspiracji twierdzą, że 7 października Izrael sam zainicjował masakrę, stosując „Dyrektywę Hannibala”, by rzekomo zamordować własnych obywateli. To nie wyjątki — to struktura.
Po Holokauście otwarta nienawiść do Żydów stała się nie do przyjęcia w towarzystwie, ale impuls nigdy nie zniknął. Obchodzenie tego problemu było proste: oddzielić syjonizm od judaizmu z nazwy, a następnie przerobić każdy stary przesąd antyżydowski i przypisać go „syjonistom”.
Nawet oskarżenia historyczne podlegają temu samemu mechanizmowi. Izrael potępiany jest jako projekt kolonialny, mimo że najdłużej trwającym imperium w regionie było 1300-letnie imperium arabsko-muzułmańskie, zbudowane na podbojach, przymusowych konwersjach i niewolnictwie. Ta historia zostaje zgrabnie pominięta, a Żydzi obsadzani są w roli architektów supremacji rasowej. To oskarżenie nie opisuje historii żydowskiej — opisuje historię oskarżycieli.
ISIS publikuje mapy globalnego kalifatu. Iran chwali się „szyickim półksiężycem” od Teheranu po Morze Śródziemne. Turcja flirtuje z granicami neoosmańskimi. A jednak jedyną mapą, która konsekwentnie wywołuje globalną furię, jest mapa Izraela — kraju, który wielokrotnie oferował podział ziemi i oddawał terytoria. Prawdziwe imperia są ignorowane, podczas gdy wyimaginowane imperium żydowskie traktowane jest jak największe zagrożenie dla świata.
Społeczeństwo, które czyni z niewielkiej mniejszości kozła ofiarnego za chaos świata, toruje drogę do ciemności. Zagrożenie nie dotyczy wyłącznie Żydów — dotyczy każdej cywilizacji, która porzuca rzeczywistość na rzecz mitu.
Bo gdy raz zdecydujesz, że jeden maleńki naród jest źródłem całego zła, nigdy nie dostrzeżesz prawdziwego zła, które nadchodzi.
Przypisy:
1 Associated Press, “Women in Gaza say they were pressured to exchange sexual favors for aid from local officials,” AP News, Feb 2025.
2 i24NEWS. Hamas hid tons of baby formula to damage Israel with starvation claims. Published Dec 2025.
3 The New York Times, “Starvation Looms in Gaza as Aid Fails to Reach Civilians,” Dec 2023. TIME Magazine, “Gaza’s Children Are Starving,” Jan 2024. UNRWA/UN OCHA humanitarian reports from 2023–2024 claiming famine conditions.
4 Intelligence dossiers released by the Israeli Security Agency (Shin Bet), Dec 2024–Feb 2025, detailing Hamas infiltration of NGO logistics and aid-distribution networks.
5 Based on UN and Gaza Health Ministry population statistics (approx. 2.2M pre-war; estimated casualty figures representing roughly 3% of the population).
6 ISGAP’s 2025 analysis describes the Muslim Brotherhood’s decades-long strategic plan to embed influence in Western society, using democratic freedoms to shape institutions and discourse. ISGAP
7 U.S. Foreign Agents Registration Act (FARA) filings list more than 30 Qatar-registered foreign agents and over 80 contracted firms since 2016; estimated expenditure exceeding USD $250 million.
8 “Minneapolis school shooter posted antisemitic videos before attack,” The Jewish Chronicle, August 28, 2025.
Link do oryginału: https://lucytabrizi.substack.com/p/how-we-learned-to-blame-israel-for
Notes From the Ruins, 13 grudnia 2025
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com





