Osoba trzymająca izraelską flagę pośród kurzu, gdy helikopter z uwolnionymi zakładnikami, przetrzymywanymi w Strefie Gazy od czasu śmiertelnego ataku Hamasu z 7 października 2023 r., został uwolniony wraz z innymi w ramach wymiany więźniów i zakładników oraz porozumienia o zawieszeniu broni między Izraelem a Hamasem. Samolot startuje z Reim w..
“Wiedzieliśmy, że to koniec. Szeptem pożegnaliśmy się z dziećmi”. Izraelczycy wspominają atak Hamasu
Marta Urzędowska
Izraelczycy, którzy przeżyli bestialski atak Hamasu z 7 października 2023 r., kiedyś wierzyli w pokój z Palestyńczykami. Dziś nie mogą znieść arabskiego, nie współczują głodnym dzieciom w Gazie, nie są w stanie wybaczyć ani zapomnieć.
Korespondencja z Izraela
– Kiedy zaczynają wyć syreny, zwykle mamy do dwunastu sekund, żeby dojść do schronu, dlatego w Izraelu właśnie w schronach robimy pokoje dziecięce. Dzieci przecież nie dobudzę w kilka sekund – zaczyna swoją opowieść Barak Morag, który oprowadza grupę dziennikarzy po kibucu Nir Oz na południu Izraela, kilometr od granicy ze Strefą Gazy.
Kibuc uważa się za osiedle lewicowych liberałów. Dziesiątki jasnych domków tonie w zieleni. Między nimi panuje jednak ponura cisza, w wielu ogródkach powiewają żółte flagi, na drzwiach domów przyklejono plakaty z twarzami byłych mieszkańców.
Dziś prawie nikt tu nie mieszka.
Terroryści z Hamasu, którzy 7 października 2023 r. zaatakowali Izrael, zabijając 1,2 tys. osób, 250 porywając do Gazy i rozpętując w enklawie wojnę, w której zginęło 70 tys. Palestyńczyków, w Nir Oz spędzili kilka godzin. Na miejscu było ich kilkuset. Zaatakowali z trzech stron, zabili blisko pięćdziesiąt osób, porwali 76 mieszkańców osiedla, z których 14 zmarło w niewoli.
Dom rodziny Bibas jest teraz smutnym miejscem
– Nie lubię podchodzić pod ich dom, czuję się jak intruz. Słyszeliśmy, jak zabierali ich terroryści. Cieszyli się, puszczali głośną arabską muzykę – wspomina Barak. Jest wysoki, szczupły, nosi brodę, opowiada bardzo spokojnie, często się uśmiecha.
Dom, pod który nie lubi podchodzić, należał do jego sąsiadów, rodziny Bibas. To stąd terroryści zabrali młodą mamę i dwójkę rudowłosych maluchów – niemowlę i kilkulatka. Z Gazy wrócili po wielu miesiącach w metalowych trumnach. Dziś ich dom jest smutnym miejscem. Na drzwiach wiszą podniszczone zdjęcia dzieci, na podwórku rowerek i plastikowy dziecięcy domek.
Barak nie chce wejść na taras Bibasów. Za to chętnie, choć ponad dwa lata temu przeżył tu koszmar, prowadzi do swojego domu.
Tablice z wizerunkami Yardena, Shiri, Ariela i Kfira Bibasów znajdujące się przy wejściu do ich domu w kibucu Nir Oz. Upamiętnia to ofiary śmiertelnego ataku Hamasu na południowe społeczności Izraela, do którego doszło 7 października 2023 r. w kibucu Nir Oz w południowym Izraelu, 6 października 2025 r. Shiri Bibas i dzieci zginęły w niewoli, a Yarden Bibas został zwolniony po 484 dniach. Fot. REUTERS/Amir Cohen
– O 6.29 usłyszeliśmy rakiety, ale myśleliśmy, że to zwykły alarm. Poszliśmy do dzieci. Dwa tygodnie wcześniej moja żona uparła się, żeby zamontować u dzieci zasuwkę. Nie wiedziałem po co, przecież schrony mają chronić przed rakietami, nie ludźmi – wspomina.
Zasuwka była w użyciu wiele godzin. Terroryści weszli do kibucu przed godz. 7 rano, izraelska armia dotarła tam po godz. 14. – Żołnierze nie musieli wystrzelić ani jednej kuli, terroryści odeszli czterdzieści minut wcześniej. Porwanych zabrali do Gazy, przed ich domami powiewają żółte flagi – pokazuje Barak. Równie smutno wyglądają naklejki na skrzynkach pocztowych: czerwone to te, których właściciele zginęli, czarne – zostali porwani.
– Terroryści włamali się do 217 domów, większość spalili. Nie weszli tylko do sześciu – opowiada Barak. – Moje dzieci, Gaja i Inad, miały wtedy siedem i cztery lata. Na początku najbardziej martwiliśmy się, że syreny ich obudzą i już nie zasną. Jednak już po kilku minutach zrozumieliśmy, że to nie jest zwykła eskalacja. A po kilkunastu kolejnych, że w Nir Oz są terroryści – relacjonuje.
Atak Hamasu na Izraelczyków. “Zrozumiałem, że moje życie się skończyło.”
Dalsza opowieść Baraka brzmi jak najgorszy koszmar rodzica. – Siedzieliśmy po ciemku, bo okiennica była zamknięta, czekaliśmy. Po godz. 8 obudziły się dzieci, powiedzieliśmy im, że jest trochę zamieszania, ale zaraz przyjdą żołnierze i będzie dobrze – opowiada.
– Kiedy o 9.30 sąsiedzi zaczęli pisać, że terroryści są już w domach, spojrzeliśmy na siebie z żoną, wiedzieliśmy, że to koniec. Żona weszła z córką na piętrowe łóżko, przykryły się kołdrą. Ja skuliłem się na małym łóżku synka, zakryłem go swoim ciałem, chciałem, żeby najpierw zastrzelili mnie – relacjonuje Barak.
– O 10.02 usłyszeliśmy, że są w domu. Rozmawiali po arabsku. Zaczęli szarpać drzwi do pokoju dzieci.
Zrozumiałem, że moje życie się skończyło. Dzieci nic nie mówiły, nie płakały, tylko patrzyły na nas.
Nigdy nie zapomnę oczu mojego synka, kiedy terroryści plądrowali dom, próbowali wyłamać drzwi, krzyczeli, że spalą nas żywcem. Siedzieliśmy w milczeniu. Szeptem pożegnaliśmy się z dziećmi, przeprosiliśmy je, że nie zdołaliśmy ich ochronić – opowiada lekko drżącym głosem.
Na miejscu zostały zabawki i książki. „To już nie są te same dzieci”
Po kolejnych kilku minutach terroryści odeszli. Wrócili po chwili podpalić dom. – Usłyszeliśmy płomienie. Jedyne. co mogliśmy zrobić, to zasłaniać dzieciom buzie, położyć pod drzwiami koc. Nie mogliśmy otworzyć okna, bo nie wiedzieliśmy, gdzie są terroryści. Dzieci ciągle zasypiały, kiedy je budziliśmy, wymiotowały na czarno. W końcu nie miałem wyboru, uchyliłem okno, ale nie okiennicę, czekałem, żeby w razie czego przytrzasnąć terroryście palce – opowiada.
Czekali tak do godz. 14, potem usłyszeli głosy mówiące po hebrajsku. Przybyli izraelscy żołnierze.
– Dopiero wtedy moja żona i dzieci zaczęli krzyczeć. Żołnierze wyciągnęli ich przez okno. Gaja mdlała, nie była w stanie utrzymać się na nogach, a synek nagle zniknął nam z oczu. Byliśmy przerażeni, a on poszedł na werandę sąsiadów pobawić się zabawką ich synka – wspomina.
W schronie-pokoju dzieci nie zmienili nic, na półkach stoją książki i zabawki, jest tak, jak w dniu ataku. Nie chcieli nic ze sobą zabrać. – Moje dzieci dzisiaj chodzą do szkoły, mają przyjaciół. Ale to już nie są te same dzieci, tak jak my nigdy nie będziemy tymi samymi ludźmi, jak przed atakiem terrorystów – dodaje.
Barak zawsze był za pokojem. Uważał, że Palestyńczycy, tak jak Izraelczycy, zasługują na dobre życie, ale obecnie nie ma dla nich empatii. Stracił ją.
– Patrzę na zniszczoną Strefę Gazy, na te głodne dzieci i nic nie czuję. Żałuję, że tak się zmieniłem
– dodaje smutno Barak, patrząc na widoczną kawałek za płotem Gazę.
Mazal: Party is over. Terroryści polowali na imprezowiczów
Mazal ma 36 lat i dziesięcioletniego synka. Jej rodzice przenieśli się do Izraela z Etiopii. Przed atakiem hamasowców studiowała architekturę i design, lubiła koncerty i imprezy taneczne. Ucieszyła się, kiedy usłyszała, że tym razem Nova – jej ulubiony festiwal – będzie w pobliżu jej wioski, tuż przy granicy ze Strefą Gazy.
Mężczyzna zapala menorę w trzecią noc żydowskiego święta Chanuka, w miejscu, gdzie odbywał się festiwal Nowa, gdzie uczestnicy imprezy zostali zabici i porwani podczas ataku Hamasu 7 października 2023 r. w Reim w Izraelu, 16 grudnia 2025 r. Fot. REUTERS/Ronen Zvulun
– Tam był parkiet do tańca, tu scena, tam siedział didżej – pokazuje. – A tu, gdzie stoję, wśród drzew, mieliśmy namioty. Było po godz. 6 rano, poszłam do namiotu po ciemne okulary, chciałam zrobić zdjęcia ze wschodem słońca – mówi powoli, jakby z wysiłkiem.
– Nagle usłyszeliśmy syreny i zobaczyliśmy rakiety nad Gazą. To nie było nic szczególnego, pomyśleliśmy nawet: „Może będzie tych rakiet kilka, a potem wrócimy do tańca”. Ale rakiet było więcej, niż zwykle, zrozumieliśmy, że party is over, to koniec imprezy. Ludzie wsiadali w samochody i ruszali drogą do pobliskich miejscowości, Beri i Reim, ale oni już tam czekali – Mazal zawiesza głos.
Dziś już wie, że drogi wyjazdowe obstawili terroryści. W pobliżu można odwiedzić miejsce, gdzie złożono setki zniszczonych samochodów. Niektóre w przedniej szybie mają dziury po kulach, są i zupełnie zwęglone.
Hamasowcy nie planowali ataku na festiwal. Ale kiedy przekroczyli granicę, zobaczyli samochody, usłyszeli muzykę. Najpierw otoczyli teren festiwalu, obstawili drogi wyjazdowe, dopiero potem przypuścili atak.
Setki terrorystów przez kilka godzin polowało na młodych Izraelczyków. Zabijali, gwałcili, porywali. Zamordowali blisko czterysta osób, kilkadziesiąt porwali do Gazy. – Nie mieliśmy dokąd uciec, tu jest całkiem płasko, jest mało drzew – pokazuje Mazal.
Na miejscu Novej znajdują się setki drewnianych stojaków. Na nich plakaty młodych, uśmiechniętych imprezowiczów ze słowami od ich rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Pisali o tym, kim byli zamordowani, jak kochali życie. Pod ich zdjęciami ułożone są kwiaty, czasem i znicze.
“Wołałam Dani, Danielle, ale ona nie żyła.” Miała 22 lata
Mazal na festiwal przyjechała z trojgiem przyjaciół. Żadne z nich nie przeżyło. Opowiada, że najpierw chowali się za samochodami, myśleli, że na miejscu jest może kilku terrorystów. Na nagraniach, które pokazuje, słychać strzały, krzyki policjantów i hamasowców. – Nie wiedzieliśmy, czy lepiej zostać w samochodach, czy próbować uciekać, wszędzie wokół ludzie krzyczeli, płakali – wspomina.
Kobieta w końcu doczołgała się do większego dołu, wtedy ktoś uderzył ją kolbą w tył głowy, pokazuje dużą białą bliznę. Straciła przytomność, ocknęła się zalana krwią. – Nie ruszałam się, udawałam martwą, wokół były ciała, słyszałam, jak terroryści mówią po arabsku. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś przysuwa się blisko do mojej twarzy. Wtedy znowu zemdlałam – relacjonuje. Kiedy odzyskała przytomność, obok zobaczyła Danielle, swoją 22-letnią przyjaciółkę. – Wołałam Dani, Danielle, ale ona nie żyła – opowiada.
Mazal nie mogła zostać tam, gdzie leżała, bo terroryści podpalili okoliczne krzaki. Ryzykując życiem, wybiegła na drogę. Schowała się w jednym z samochodów, skulona z tyłu i przykryta kocem, przeczekała resztę ataku.
Co jakiś czas słyszała, jak ktoś podchodzi do auta, rozmawiając po arabsku.
– Nie mogę znieść tego języka. Nie chcę ich słyszeć, nie chcę na nich patrzeć, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Nigdy nie wybaczę, nie zapomnę
– wylicza powoli z ponurą determinacją.
Daniel, wnuk Polaka z Nir Oz porwanego przez Hamas. „W Gazie bili cywile, nie terroryści”
Jesienią 2023 roku Odet Lipschitz miał 83 lata, ogród kaktusowy i polskie obywatelstwo. W latach 60. założyli kibuc Nir Oz. – Dziadek zawsze był za pokojem. Pracował dla Lekarzy bez Granic w Rwandzie, walczył o prawa Palestyńczyków, Beduinów, woził chore dzieci z Gazy do szpitali w Izraelu – wylicza jego wnuk Daniel.
– W latach 80. spotykał się z palestyńskimi liderami w Gazie. Był pierwszym izraelskim dziennikarzem, który rozmawiał z Jaserem Arafatem. Kiedy Hamas w 2005 r. przejął władzę w Gazie, był przerażony. Przekonywał, że dżihadyści nie mogą rządzić dwoma milionami ludzi – wspomina.
Pokojowe nastawienie nie pomogło Odedowi 7 października 2023 r. Kiedy w kibucu pojawili się terroryści, jeszcze o 8 rano dzwonił do siostry do Hajfy – był spokojny, wierzył, że zaraz zjawi się izraelska armia.
Odeda terroryści wywlekli ze schronu, jego żonę Jochevet zawinęli w dywan, bo nie chcieli jej dotykać. Po 64 małżeństwa ostatni raz widziała męża leżącego na plecach i krwawiącego pośród swoich ukochanych kaktusów.
Jochevet hamasowcy wrzucili na motocykl, po pięciu minutach była w Gazie. – Opowiadała, że najgorsze było to, że zwykli ludzie, cywile podbiegali, żeby ją uderzyć. Potem terroryści wepchnęli ją do tunelu, było ciemno, wilgotno, szło jej się ciężko, bo była boso, ale nie pozwolili jej odpocząć – relacjonuje wnuk.
Izraelscy żołnierze w tunelu, w którym, według izraelskiego wojska, bojownicy Hamasu trzymali ciało izraelskiego oficera Hadara Goldina, w Rafah w Strefie Gazy, 8 grudnia 2025 roku. Goldin zginął podczas wojny izraelsko-palestyńskiej w 2014 roku. Jego szczątki zwrócono w listopadzie w ramach zawieszenia broni między Izraelem a Hamasem. Fot. REUTERS/Nir Elias
Babcia opowiedziała mu, że kiedy doszli do ukrytego w tunelu pomieszczenia dla zakładników, wszystko było gotowe, wykafelkowane, na miejscu były urządzenia do mierzenia poziomu tlenu i woda. Widać było, że terroryści szykowali to latami. Od pierwszego dnia głodzili zakładników – dostawali małą pitę, jednego ogórka i odrobinę sera na cały dzień.
Jochevet wyszła po 17 dniach, jej mąż zmarł w niewoli. – Kiedy babcia była w tunelu, trzeciego dnia przyszedł Jahja Sinwar – opowiada Daniel. Sinwar był szefem Hamasu w Gazie i głównym organizatorem ataku, którego później zabili Izraelczycy. – Babcia powiedziała mu, żeby się wstydził, jak może porywać dzieci, starych ludzi. Nie odpowiedział, spuścił głowę i wyszedł – dodaje.
Równie bestialsko terroryści zaatakowali w pobliskim Kfar Aza, leżącym 2 km od granicy z Gazą. – Mój brat, Neta Epstein był z dziewczyną w mieszkaniu, kiedy usłyszeli terrorystów – opowiada żołnierka Rona, kiedy siedzimy w biurze rzecznika izraelskiej armii w Tel Awiwie. – Czekał przy drzwiach z nożem, ale terroryści nie weszli, tylko wrzucili granat. Neta rzucił się na niego, tego nauczyli go w wojsku. Zginął, ale uratował swoją dziewczynę, bo choć hamasowcy podpalili ich mieszkanie, udało jej się uciec – mówi Rona. Dodaje: – Mój brat miał 22 lata, nie chciał być bohaterem. Chciał żyć.
– Najsmutniejsze jest to, że w Kfar Aza zawsze wierzyliśmy w pokój. Co roku organizowaliśmy festiwal latawców. Puszczaliśmy je w kierunku Strefy Gazy.
Właśnie 7 października przypadał dzień puszczania latawców, ale rano przyszli terroryści – dodaje.
Rona przekonuje, że nie chowa urazy do izraelskich Arabów, nie przeszkadza jej arabski na ulicach, dalej robi zakupy w arabskich wioskach. – Przecież nadal mają najlepsze pomidory – uśmiecha się.
Redagowała Iwona Görke
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com





