Photo © The Israel Museum, Jerusalem (credit: Ellie Posner)
Coś niezwykłego dzieje się w izraelskim świecie kultury
Joshua Hoffman
Przez świat przelewają się międzynarodowe bojkoty podszywające się pod moralne zasady, w odpowiedzi widzimy jak kreatywne odrodzenie przekształca izraelską tożsamość — napędzane przez artystów, innowatorów i społeczeństwo, które odmawia utraty swojej duszy.
W izraelskim świecie kultury dzieje się coś niezwykłego: cichy, buntowniczy wybuch kreatywności w odpowiedzi na rok naznaczony traumą, wrogością i bezprecedensowym, globalnym wysiłkiem, by zepchnąć izraelskich artystów na margines.
Od 7 października odwołano na całym świecie niezliczone wystawy, koncerty, pokazy filmowe, panele akademickie i festiwale. Część z nich przerwano w chaosie pierwszych miesięcy wojny. Jednak znacznie więcej wydarzeń zniknęło później — odwołanych nie z powodu obaw o bezpieczeństwo, lecz w wyniku jawnych i ukrytych bojkotów kulturowych, podszywających się pod moralną postawę.
A jednak izraelski świat artystyczny nie przygasł — przeciwnie, zapłonął. Przestrzeń opuszczona przez zagranicznych wykonawców, zamknięte możliwości i zamarzniętą dyplomację została energicznie wypełniona przez samych izraelskich twórców. Sztuki wizualne, teatr, muzyka i kino nie tylko trwają — przeżywają renesans. I nie dzieje się to mimo presji i wykluczenia, lecz właśnie z ich powodu.
Choć wojna najprawdopodobniej już za nami, powrót międzynarodowych koncertów do Izraela (zwłaszcza tych z udziałem najbardziej znanych artystów) nie wydaje się bliski. A chłód dotyka nie tylko wykonawców. We wrześniu gwiazdy Hollywood podpisały list zobowiązujący się do niepodejmowania współpracy z izraelską branżą filmową. Wielu muzyków zażądało, by ich utwory nie były dystrybuowane w Izraelu. Izraelscy artyści otwarcie wspierający swój kraj muszą liczyć się z coraz poważniejszymi konsekwencjami.
Przykłady mnożą się w zawrotnym tempie, a to tylko wydarzenia z bieżącego roku:
- Anta Gathering, pięciodniowy festiwal muzyczny organizowany przez Izraelczyków w Portugalii, został zamknięty przez lokalną policję po kampanii prowadzonej przez ruch BDS.
- Festiwal muzyczny Tomorrowland w Belgii odwołał występ izraelskiego artysty muzyki elektronicznej Skaziego, powołując się na niejasne „względy bezpieczeństwa”, krótko po wprowadzeniu zakazu eksponowania izraelskich flag.
- Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych w Amsterdamie, jedno z najważniejszych wydarzeń tego typu na świecie, wykluczył z udziału kilka istotnych izraelskich instytucji (w tym Docaviv, CoPro i Kan).
- Na Festiwalu Filmowym w Toronto dokument o izraelskim generale, który 7 października uratował swoją rodzinę, został tymczasowo usunięty z programu z powodu rzekomego braku „praw do materiałów” nakręconych przez Hamas. Reżyser Barry Avrich skomentował to podczas panelu festiwalowego: „O ile wiem, Hamas nie ma działu licencjonowania materiałów filmowych”.
Nawet świat europejskich konkursów muzycznych nie pozostał odporny. Izrael był o krok od wykluczenia z Eurowizji 2026. Gdy ostatecznie dopuszczono go do udziału (co ogłoszono w zeszłym tygodniu), Hiszpania, Holandia, Irlandia i Słowenia wycofały się z konkursu.
Presja sięga także świata sportu — obszaru kiedyś uznawanego za odporny na politykę. Politycy i kampanie społeczne domagają się, by Izrael był traktowany jak Rosja po inwazji na Ukrainę. Porównanie to nie wytrzymuje nawet pobieżnej analizy: to Rosja rozpoczęła wojnę; Izrael nie zainicjował masakry Hamasu ani ofensywy regionalnych proxy Iranu. Mimo to protesty i zakłócenia nasilają się na meczach piłkarskich i koszykarskich w Europie, podczas wyścigów kolarskich i zawodów judo na całym świecie.
Przekaz jest jasny: międzynarodowa sfera kultury próbuje objąć Izrael kwarantanną — nie formalną, jak w przypadku Rosji, lecz społeczną i symboliczną.
A jednak wydarzyło się coś niespodziewanego: reakcją wewnątrz Izraela nie była rozpacz, lecz przebudzenie.
Podczas 16. edycji Israel Music Showcase Festival, który odbył się w zeszłym miesiącu w różnych miejscach kraju, dyrektorka artystyczna Hadas Vananu natychmiast wyczuła zmianę. Jak powiedziała publiczności, tegoroczne wydarzenie „otworzyło coś nowego”, miała wrażenie, że to „początek czegoś nowego”. Revital Malka z izraelskiego MSZ podziękowała zagranicznym gościom za „otwarte uszy i serca” — gest rzadko spotykany wobec Izraela w dzisiejszych czasach.
Zmieniło się coś głębszego. Gdy wybuchła wojna, Showcase Festival porzucił tradycyjny model międzynarodowej delegacji i stał się w pełni izraelskim wydarzeniem — wspólnotą zranionych ludzi, którzy tworzą, słuchają, opłakują i leczą się razem. Kreatywność przestała być rozrywką — stała się wspólnotą i przetrwaniem, zasiewając ziarna czegoś większego.
W całym kraju instytucje kultury obrały podobny kierunek — nie jako ucieczkę, lecz jako odnowę.
W sierpniu Muzeum Sztuki w Tel Awiwie ogłosiło przyjęcie 35 nowych dzieł 11 współczesnych izraelskich artystów. Rzeźba, fotografia, tkaniny, malarstwo — różnorodność mediów odzwierciedlała różnorodność głosów powracających na pierwszy plan. Prace te wejdą teraz do stałej kolekcji muzeum, poszerzając kanon w czasie, gdy międzynarodowe muzea ograniczają dostęp.
W Jerozolimie Muzeum Izraela uczciło swoje 60-lecie, całkowicie przekształcając kolekcję sztuki izraelskiej po raz pierwszy od niemal dekady. Kurator Amitai Mendelsohn, autor wystawy „Sztuka izraelska – Wahadło czasu”, wyjaśnił, że nie chodziło o chronologiczny przegląd, lecz o rezonans z chwilą obecną. Skupił się na trzech stanach psychicznych — rzeczywistości, nadziei i duchowości — formach świadomości, które od zawsze napędzały izraelską sztukę, lecz dziś nabrały nowej pilności.
„Nie można ignorować kontekstu i czasu, w którym żyjemy” — powiedział Mendelsohn². „Wiele dzieł nabrało nowego znaczenia, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń… Chcemy stworzyć trajektorię konfrontującą się ze złożoną rzeczywistością poprzez trzy psychiczne sfery: rzeczywistość, nadzieję i ducha. To wahadło, poruszające się między tu i teraz a snem lub ucieczką, zawsze istniało w izraelskiej sztuce.”
Współczesna sztuka izraelska od zawsze odzwierciedlała złożoność kraju, ale dziś jest bardziej zagęszczona, ostrzejsza, mniej przefiltrowana. Galerie w Tel Awiwie — Sommer Contemporary, Dvir, Chelouche — są pełne eksperymentalnych prac badających tożsamość, konflikt, intymność i kruche granice między żałobą prywatną a publiczną. Przestrzenie artystyczne Jerozolimy — zawsze bardziej refleksyjne — konfrontują się ze świętą historią, pamięcią zbiorową i ciężarem rytuału po katastrofie. Artyści nie tworzą już z myślą o międzynarodowej recepcji; tworzą z myślą o prawdzie.
Stawka jest większa. I to widać w ich pracy.
Izraelskie kino, choć może napotykać największe bariery za granicą, również przeżywa jeden z najmocniejszych okresów twórczych ostatnich lat. W szczególności kobiety-reżyserki stały się sercem izraelskiego kina. Dominują podczas nagród Ofir (izraelski odpowiednik Oscarów), debiutują silnymi pierwszymi i drugimi filmami, przesuwając granice izraelskiej narracji.
7 października otworzył nowy rozdział w tym, jak kino przedstawia izraelskie kobiety. Krytyk filmowy Shmulik Duvdevani zauważył, że izraelskie kino przez dekady koncentrowało się wokół macho tsabara: Aszkenazyjczyka, mężczyzny, stoickiego, nieustraszonego. Teraz jednak wiodącymi postaciami wojny stają się kobiety z pierwszej linii — zwłaszcza obserwatorki IDF stacjonujące przy granicy ze Strefą Gazy.
Ich historia jest wstrząsająca. 7 października zginęło szesnaście obserwatorek, siedem zostało porwanych, jedna zginęła w niewoli, jedna została uratowana, pięć wróciło do domu dopiero w 2025 roku. Przez miesiące ostrzegały przełożonych o nadchodzącym ataku — ostrzeżenia te zostały zignorowane.
Dziś kobiety te stają się kluczowymi postaciami izraelskiej pamięci kulturowej. Talya Lavie, znana z kultowej komedii Zero Motivation (2014), tworzy o nich nowy film. Dokument Noa Aharoni Eyes Wide Open (2024) stał się obowiązkową pozycją. W przygotowaniu są dziesiątki innych projektów — fabularnych i dokumentalnych.
Wielu izraelskich twórców filmowych nie chce jednak wypowiadać się do zagranicznych mediów, licząc, że po zakończeniu wojny festiwale znów zaczną przyjmować ich filmy. Jak powiedział anonimowo jeden z reżyserów: „Nie jestem zwolennikiem Bibiego, nigdy na niego nie głosowałem, i to szaleństwo, że moje filmy nie są pokazywane przez politykę, z którą nie mam nic wspólnego. Wyobrażacie sobie, że amerykańskie filmy byłyby bojkotowane tylko dlatego, że komuś w Europie nie podoba się Trump?”³
Odwołania nie dotyczą tylko filmu i muzyki. Na festiwalu Edinburgh Fringe — często chwalonym za otwartość i eksperymenty — żydowskim komikom Rachel Creeger i Philipowi Simonowi odwołano występy z powodu „obaw o bezpieczeństwo”. W rzeczywistości organizatorzy obawiali się protestów. Zamiast chronić artystów, usunięto ich z programu.
Przekaz był głośny i wyraźny: nawet sama żydowskość — nie mówiąc już o izraelskiej tożsamości — może dziś stać się podstawą do wykluczenia w niektórych kręgach kulturowych.
A reakcja w Izraelu? Po raz kolejny — fala lokalnej twórczości. Nowe sztuki, nowe stand-upy, nowe formy performance’u — często surowe, poranione, eksploracyjne i odważne.
Międzynarodowe sceny zamykające drzwi zmusiły izraelskich artystów do zadania radykalnego pytania: Dla kogo tworzymy?
Przez ostatnie dwie dekady izraelska kultura była nastawiona na zewnątrz, silnie zintegrowana z globalnym obiegiem. Nadal chce być częścią świata — i oczywiście na to zasługuje. Ale od 7 października, wraz z zanikającymi zaproszeniami i zamykającymi się drzwiami, narodziło się coś innego: świadomość, że izraelska kultura nie potrzebuje międzynarodowej akceptacji, by się rozwijać.
Artyści zaczęli tworzyć dla własnego społeczeństwa. Publiczność zaczęła wspierać ich z większym zaangażowaniem. Instytucje zaczęły inwestować głębiej. Rezultatem jest twórcza obfitość. Ten renesans wyrasta z przeciwności, ale nie jest nimi zdefiniowany. Kształtuje go wykluczenie, ale napędza — odporność. Izraelscy artyści nie kurczą się — wypełniają przestrzenie pozostawione przez innych.
Jesteśmy świadkami głębokiego przestawienia kulturowego — zwrotu ku wnętrzu, który nie jest ucieczką, lecz ponownym zakorzenieniem. Gdy zagraniczne sceny zgasły, izraelscy artyści rozświetlili puste miejsce własnym światłem. Gdy międzynarodowe instytucje się wycofały, izraelskie wkroczyły naprzód z nowymi zobowiązaniami, nowymi zakupami, wystawami, festiwalami i opowieściami.
Świat zewnętrzny być może teraz nie słucha. Ale publiczność w kraju — tak. I to wystarczy.
Link do oryginału: https://www.futureofjewish.com/p/something-extraordinary-is-happening
Future of Jewish, 9 grudnia 2025
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com



