Archive | 2025/12/18

Coś niezwykłego dzieje się w izraelskim świecie kultury

Photo © The Israel Museum, Jerusalem (credit: Ellie Posner)


Coś niezwykłego dzieje się w izraelskim świecie kultury

Joshua Hoffman


Przez świat przelewają się międzynarodowe bojkoty podszywające się pod moralne zasady, w odpowiedzi widzimy jak kreatywne odrodzenie przekształca izraelską tożsamość — napędzane przez artystów, innowatorów i społeczeństwo, które odmawia utraty swojej duszy.

W izraelskim świecie kultury dzieje się coś niezwykłego: cichy, buntowniczy wybuch kreatywności w odpowiedzi na rok naznaczony traumą, wrogością i bezprecedensowym, globalnym wysiłkiem, by zepchnąć izraelskich artystów na margines.

Od 7 października odwołano na całym świecie niezliczone wystawy, koncerty, pokazy filmowe, panele akademickie i festiwale. Część z nich przerwano w chaosie pierwszych miesięcy wojny. Jednak znacznie więcej wydarzeń zniknęło później — odwołanych nie z powodu obaw o bezpieczeństwo, lecz w wyniku jawnych i ukrytych bojkotów kulturowych, podszywających się pod moralną postawę.

A jednak izraelski świat artystyczny nie przygasł — przeciwnie, zapłonął. Przestrzeń opuszczona przez zagranicznych wykonawców, zamknięte możliwości i zamarzniętą dyplomację została energicznie wypełniona przez samych izraelskich twórców. Sztuki wizualne, teatr, muzyka i kino nie tylko trwają — przeżywają renesans. I nie dzieje się to mimo presji i wykluczenia, lecz właśnie z ich powodu.

Choć wojna najprawdopodobniej już za nami, powrót międzynarodowych koncertów do Izraela (zwłaszcza tych z udziałem najbardziej znanych artystów) nie wydaje się bliski. A chłód dotyka nie tylko wykonawców. We wrześniu gwiazdy Hollywood podpisały list zobowiązujący się do niepodejmowania współpracy z izraelską branżą filmową. Wielu muzyków zażądało, by ich utwory nie były dystrybuowane w Izraelu. Izraelscy artyści otwarcie wspierający swój kraj muszą liczyć się z coraz poważniejszymi konsekwencjami.

Przykłady mnożą się w zawrotnym tempie, a to tylko wydarzenia z bieżącego roku:

  • Anta Gathering, pięciodniowy festiwal muzyczny organizowany przez Izraelczyków w Portugalii, został zamknięty przez lokalną policję po kampanii prowadzonej przez ruch BDS.
  • Festiwal muzyczny Tomorrowland w Belgii odwołał występ izraelskiego artysty muzyki elektronicznej Skaziego, powołując się na niejasne „względy bezpieczeństwa”, krótko po wprowadzeniu zakazu eksponowania izraelskich flag.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych w Amsterdamie, jedno z najważniejszych wydarzeń tego typu na świecie, wykluczył z udziału kilka istotnych izraelskich instytucji (w tym Docaviv, CoPro i Kan).
  • Na Festiwalu Filmowym w Toronto dokument o izraelskim generale, który 7 października uratował swoją rodzinę, został tymczasowo usunięty z programu z powodu rzekomego braku „praw do materiałów” nakręconych przez Hamas. Reżyser Barry Avrich skomentował to podczas panelu festiwalowego: „O ile wiem, Hamas nie ma działu licencjonowania materiałów filmowych”.

Nawet świat europejskich konkursów muzycznych nie pozostał odporny. Izrael był o krok od wykluczenia z Eurowizji 2026. Gdy ostatecznie dopuszczono go do udziału (co ogłoszono w zeszłym tygodniu), Hiszpania, Holandia, Irlandia i Słowenia wycofały się z konkursu.

Presja sięga także świata sportu — obszaru kiedyś uznawanego za odporny na politykę. Politycy i kampanie społeczne domagają się, by Izrael był traktowany jak Rosja po inwazji na Ukrainę. Porównanie to nie wytrzymuje nawet pobieżnej analizy: to Rosja rozpoczęła wojnę; Izrael nie zainicjował masakry Hamasu ani ofensywy regionalnych proxy Iranu. Mimo to protesty i zakłócenia nasilają się na meczach piłkarskich i koszykarskich w Europie, podczas wyścigów kolarskich i zawodów judo na całym świecie.

Przekaz jest jasny: międzynarodowa sfera kultury próbuje objąć Izrael kwarantanną — nie formalną, jak w przypadku Rosji, lecz społeczną i symboliczną.

A jednak wydarzyło się coś niespodziewanego: reakcją wewnątrz Izraela nie była rozpacz, lecz przebudzenie.

Podczas 16. edycji Israel Music Showcase Festival, który odbył się w zeszłym miesiącu w różnych miejscach kraju, dyrektorka artystyczna Hadas Vananu natychmiast wyczuła zmianę. Jak powiedziała publiczności, tegoroczne wydarzenie „otworzyło coś nowego”, miała wrażenie, że to „początek czegoś nowego”. Revital Malka z izraelskiego MSZ podziękowała zagranicznym gościom za „otwarte uszy i serca” — gest rzadko spotykany wobec Izraela w dzisiejszych czasach.

Zmieniło się coś głębszego. Gdy wybuchła wojna, Showcase Festival porzucił tradycyjny model międzynarodowej delegacji i stał się w pełni izraelskim wydarzeniem — wspólnotą zranionych ludzi, którzy tworzą, słuchają, opłakują i leczą się razem. Kreatywność przestała być rozrywką — stała się wspólnotą i przetrwaniem, zasiewając ziarna czegoś większego.

W całym kraju instytucje kultury obrały podobny kierunek — nie jako ucieczkę, lecz jako odnowę.

W sierpniu Muzeum Sztuki w Tel Awiwie ogłosiło przyjęcie 35 nowych dzieł 11 współczesnych izraelskich artystów. Rzeźba, fotografia, tkaniny, malarstwo — różnorodność mediów odzwierciedlała różnorodność głosów powracających na pierwszy plan. Prace te wejdą teraz do stałej kolekcji muzeum, poszerzając kanon w czasie, gdy międzynarodowe muzea ograniczają dostęp.

W Jerozolimie Muzeum Izraela uczciło swoje 60-lecie, całkowicie przekształcając kolekcję sztuki izraelskiej po raz pierwszy od niemal dekady. Kurator Amitai Mendelsohn, autor wystawy „Sztuka izraelska – Wahadło czasu”, wyjaśnił, że nie chodziło o chronologiczny przegląd, lecz o rezonans z chwilą obecną. Skupił się na trzech stanach psychicznych — rzeczywistości, nadziei i duchowości — formach świadomości, które od zawsze napędzały izraelską sztukę, lecz dziś nabrały nowej pilności.

„Nie można ignorować kontekstu i czasu, w którym żyjemy” — powiedział Mendelsohn². „Wiele dzieł nabrało nowego znaczenia, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń… Chcemy stworzyć trajektorię konfrontującą się ze złożoną rzeczywistością poprzez trzy psychiczne sfery: rzeczywistość, nadzieję i ducha. To wahadło, poruszające się między tu i teraz a snem lub ucieczką, zawsze istniało w izraelskiej sztuce.”

Współczesna sztuka izraelska od zawsze odzwierciedlała złożoność kraju, ale dziś jest bardziej zagęszczona, ostrzejsza, mniej przefiltrowana. Galerie w Tel Awiwie — Sommer Contemporary, Dvir, Chelouche — są pełne eksperymentalnych prac badających tożsamość, konflikt, intymność i kruche granice między żałobą prywatną a publiczną. Przestrzenie artystyczne Jerozolimy — zawsze bardziej refleksyjne — konfrontują się ze świętą historią, pamięcią zbiorową i ciężarem rytuału po katastrofie. Artyści nie tworzą już z myślą o międzynarodowej recepcji; tworzą z myślą o prawdzie.

Stawka jest większa. I to widać w ich pracy.

Izraelskie kino, choć może napotykać największe bariery za granicą, również przeżywa jeden z najmocniejszych okresów twórczych ostatnich lat. W szczególności kobiety-reżyserki stały się sercem izraelskiego kina. Dominują podczas nagród Ofir (izraelski odpowiednik Oscarów), debiutują silnymi pierwszymi i drugimi filmami, przesuwając granice izraelskiej narracji.

7 października otworzył nowy rozdział w tym, jak kino przedstawia izraelskie kobiety. Krytyk filmowy Shmulik Duvdevani zauważył, że izraelskie kino przez dekady koncentrowało się wokół macho tsabara: Aszkenazyjczyka, mężczyzny, stoickiego, nieustraszonego. Teraz jednak wiodącymi postaciami wojny stają się kobiety z pierwszej linii — zwłaszcza obserwatorki IDF stacjonujące przy granicy ze Strefą Gazy.

Ich historia jest wstrząsająca. 7 października zginęło szesnaście obserwatorek, siedem zostało porwanych, jedna zginęła w niewoli, jedna została uratowana, pięć wróciło do domu dopiero w 2025 roku. Przez miesiące ostrzegały przełożonych o nadchodzącym ataku — ostrzeżenia te zostały zignorowane.

Dziś kobiety te stają się kluczowymi postaciami izraelskiej pamięci kulturowej. Talya Lavie, znana z kultowej komedii Zero Motivation (2014), tworzy o nich nowy film. Dokument Noa Aharoni Eyes Wide Open (2024) stał się obowiązkową pozycją. W przygotowaniu są dziesiątki innych projektów — fabularnych i dokumentalnych.

Wielu izraelskich twórców filmowych nie chce jednak wypowiadać się do zagranicznych mediów, licząc, że po zakończeniu wojny festiwale znów zaczną przyjmować ich filmy. Jak powiedział anonimowo jeden z reżyserów: „Nie jestem zwolennikiem Bibiego, nigdy na niego nie głosowałem, i to szaleństwo, że moje filmy nie są pokazywane przez politykę, z którą nie mam nic wspólnego. Wyobrażacie sobie, że amerykańskie filmy byłyby bojkotowane tylko dlatego, że komuś w Europie nie podoba się Trump?”³

Odwołania nie dotyczą tylko filmu i muzyki. Na festiwalu Edinburgh Fringe — często chwalonym za otwartość i eksperymenty — żydowskim komikom Rachel Creeger i Philipowi Simonowi odwołano występy z powodu „obaw o bezpieczeństwo”. W rzeczywistości organizatorzy obawiali się protestów. Zamiast chronić artystów, usunięto ich z programu.

Przekaz był głośny i wyraźny: nawet sama żydowskość — nie mówiąc już o izraelskiej tożsamości — może dziś stać się podstawą do wykluczenia w niektórych kręgach kulturowych.

A reakcja w Izraelu? Po raz kolejny — fala lokalnej twórczości. Nowe sztuki, nowe stand-upy, nowe formy performance’u — często surowe, poranione, eksploracyjne i odważne.

Międzynarodowe sceny zamykające drzwi zmusiły izraelskich artystów do zadania radykalnego pytania: Dla kogo tworzymy?

Przez ostatnie dwie dekady izraelska kultura była nastawiona na zewnątrz, silnie zintegrowana z globalnym obiegiem. Nadal chce być częścią świata — i oczywiście na to zasługuje. Ale od 7 października, wraz z zanikającymi zaproszeniami i zamykającymi się drzwiami, narodziło się coś innego: świadomość, że izraelska kultura nie potrzebuje międzynarodowej akceptacji, by się rozwijać.

Artyści zaczęli tworzyć dla własnego społeczeństwa. Publiczność zaczęła wspierać ich z większym zaangażowaniem. Instytucje zaczęły inwestować głębiej. Rezultatem jest twórcza obfitość. Ten renesans wyrasta z przeciwności, ale nie jest nimi zdefiniowany. Kształtuje go wykluczenie, ale napędza — odporność. Izraelscy artyści nie kurczą się — wypełniają przestrzenie pozostawione przez innych.

Jesteśmy świadkami głębokiego przestawienia kulturowego — zwrotu ku wnętrzu, który nie jest ucieczką, lecz ponownym zakorzenieniem. Gdy zagraniczne sceny zgasły, izraelscy artyści rozświetlili puste miejsce własnym światłem. Gdy międzynarodowe instytucje się wycofały, izraelskie wkroczyły naprzód z nowymi zobowiązaniami, nowymi zakupami, wystawami, festiwalami i opowieściami.


Świat zewnętrzny być może teraz nie słucha. Ale publiczność w kraju — tak. I to wystarczy.

Link do oryginału: https://www.futureofjewish.com/p/something-extraordinary-is-happening

Future of Jewish, 9 grudnia 2025


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Australia’s ‘Hanukkah Massacre’ Is Worse Than You Think


Australia’s ‘Hanukkah Massacre’ Is Worse Than You Think

Daniel Pomerantz


Australian Prime Minister Anthony Albanese speaks during a press conference at the Parliament House in Canberra, Australia, June 17, 2024. Photo: Lukas Coch/Pool via REUTERS

Chabad’s “Hanukkah by the Sea” event near Bondi Beach in Sydney, Australia, turned into a bloody massacre on Sunday: 15 murdered and dozens more injured, as of the latest update.

Far from being an isolated incident, this nightmarish display of terror is only the latest symptom of a dangerous and systematic attack by the Australian government against its own Jewish population.

According to news sources, the terrorists were Sajid and Naveed Akram: a father and son of Pakistani origin who had pledged allegiance to ISIS shortly before carrying out their antisemitic bloodbath.

In one rare bright spot, Ahmed Al Ahmed, an immigrant from Syria, heroically risked his life to disarm one of the terrorists, likely saving many innocent lives in the process. Al Ahmed survived several gunshots and is recovering in hospital.

In the aftermath of this modern day pogrom, Australian Prime Minister Anthony Albanese issued a statement in which he made no mention whatsoever of Jews, antisemitism, Hanukkah, Islamic extremism,terrorism, or ISIS.

Albanese referred to the massacre merely as “shocking” and “distressing,” and said that his thoughts were with “every person affected.”

Within hours, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu utterly excoriated Albanese, accusing him of “pouring fuel on this antisemitic fire,” and noting that he had sent Albanese a letter last August, warning of the very conditions that had brought about this attack, a warning that had gone unheeded.

In tandem with the Israeli Prime Minister’s vigorous public scolding, Albanese held a press conference, in which he finally condemned the Bondi attack as antisemitic.

However, Albanese continued to avoid any mention of Islamic extremism, despite Australian law enforcement having already publicly confirmed that the terrorists had pledged allegiance to the Islamic State terror organization (ISIS), and that they were carrying an ISIS flag in their vehicle.

According to reports, the Mossad had been warning Australia regularly for months about terror plots against the local Jewish community. Local police deny there were specific warnings about this particular attack, but Israeli leaders from all sides of the political spectrum countered that Australia had ignored “countless warning signs.”

Australia’s national failures are reminiscent of the Dutch pogrom of November 2024, in which local Muslim attackers violently hunted Israeli soccer fans through the streets of Amsterdam — after Dutch police ignored urgent warnings from Israeli intelligence.

The conditions for a similar massacre are currently shaping up in New York City, where the incoming mayor responded to a highly threatening antisemitic protest by accusing the local Jewish community of “violations of international law.” (I previously addressed both topics in depth at The Algemeiner).

For the past two years since the October 7 massacre, not only has Australia seen a massive rise in violent antisemitic attacks, but local Jewish leaders have consistently objected to the government’s permissive atmosphere toward attacking Jews, such as failing to apply appropriate penalties and needed protections.

Examples include frequent and enormous marches calling to “Globalize the Intifada” (a phrase that the United States Congress officially recognizes as a call for violence against the Jewish people), public calls to “gas the Jews,” as well as Australia’s recognition of a Palestinian state last September, a move widely regarded in the Arab world as a reward for the October 7 massacre.

Like most countries with free speech protections, Australia also has numerous federal and local laws against incitement, which authorities have routinely failed and refused to enforce in protection of Australia’s Jewish communities.

Prime Minister Albanese has promised to respond to the massacre by tightening Australia’s gun laws. Ironically, Australia already has among the strictest gun control regimes in the entire world. Apparently, gun laws are not enough when a country permits and ignores massive hatred, incitement, antisemitism, ongoing violence, and affiliations with international terror organizations.

Who knew?

Given Australia’s ongoing commitment to a failing “strategy,” its continued protection of Islamist extremists, and its continuing systematic neglect of Jewish safety, it is safe to assume that this is only the beginning of more attacks to come.


Daniel Pomerantz is the CEO of RealityCheck, an organization dedicated to deepening public conversation through robust research studies and public speaking.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After Bondi Attack, the West Must Face the Reality of ‘Migration Jihad’


After Bondi Attack, the West Must Face the Reality of ‘Migration Jihad’

Jonathan Sacerdoti


A woman keeps a candle next to flowers laid as a tribute at Bondi Beach to honor the victims of a mass shooting that targeted a Hanukkah celebration at Bondi Beach on Sunday, in Sydney, Australia, Dec. 16, 2025. Photo: REUTERS/Flavio Brancaleone

“They don’t move from the Arab world to Europe. They move the Arab world to Europe.” So said Professor Mordechai Kedar when he spoke to me for an extended interview as part of my podcast series. That episode was published the very day the Hanukkah celebration at Bondi Beach in Sydney, Australia, was attacked. The massacre only confirmed his words. Migration, as he described it, does not merely transfer people from one place to another. It carries cultures, ideologies, and systems of meaning with it, and those systems do not remain inert; they spread and even flourish.

Kedar’s claim is not about ethnicity or private belief. It describes the movement of social order, of moral assumptions, of ideas about authority and legitimacy. People do not arrive empty-handed. They bring with them ways of organizing life, ways of resolving conflict, ways of defining who belongs and who does not. When those systems collide with liberal societies uncertain of their own boundaries, pressure accumulates.

The Bondi shooting especially matters because it strips away the last remaining comfort. This was not Gaza, not the West Bank, not a contested border. It was a beach, during a religious festival, in a country geographically and politically distant from the Middle East. A symbol of Australia, freedom, liberty. The perpetrators identified by law enforcement, a Muslim father and son, who had taken part in “military-style training” in the Philippines in the month leading up to the attack, targeted Jews.

Kedar warned me how this form of conquest moves through ideology, through repetition, through intimidation, through the slow reshaping of public space by force and intimidation — a “migration jihad.” Islam is not a private creed, but an all-encompassing framework. As Kedar puts it, it is “not only religion … Islam is also politics, economy, and every aspect of public life.” When that framework relocates, it seeks expression. When it meets hesitation, it expands.

Europe has been living inside this dynamic for years. Jews are often the first target, but the pattern rarely ends with us. Concerts, campuses, cultural events, and public squares have become the battlefields of this unconventional war. Yet political leadership responds with ritual rather than authority: candle lighting, moments of silence, interfaith theater. Expressions of sorrow, memorial gestures, and carefully chosen metaphors replace enforcement and deterrence. In Britain, demonstrations containing explicit antisemitic incitement have been tolerated for months without clear red lines. Around the world, the language of concern circulates freely while responsibility for combating poisonous ideologies and organized dangerous networks is shirked.

Paris has just canceled its traditional open-air New Year’s Eve concert on the Champs-Élysées because authorities judged the security risks too high to safely host such a large crowd of around a million people. The event will be replaced by a pre-recorded broadcast and fireworks only. Christmas markets and other festive sites have also been flagged as high-risk targets and subject to fortified security.

So, it’s not just Jews who are under threat. In Australia the terrorists came for Hanukkah, but they’ve been targeting Christmas for years. In Berlin in December 2016, a Muslim attacker, Anis Amri, drove a lorry into the Christmas market at Breitscheidplatz, murdering 12 people and injuring dozens more in one of the deadliest jihadist attacks in Germany.

In Strasbourg in December 2018, a Muslim attacker inspired by ISIS opened fire near the city’s Christmas market, killing five people, in an assault explicitly framed by French authorities as Islamist terrorism.

And last week federal authorities in the US arrested several people in connection with a planned New Year’s Eve bombing plot in Southern California. The FBI and Department of Justice say the group responsible is “pro-Palestinian” in its outlook as well as anti-law-enforcement and anti-government. The individuals were allegedly preparing improvised explosive devices (IEDs) to be used in coordinated bomb attacks across Los Angeles on New Year’s Eve.

But the response is weak. These days, order is no longer asserted; risk is managed. Jewish institutions are advised to remain calm while accepting abnormal levels of private security as a permanent feature of everyday life. An arrangement that should register as failure is absorbed as routine. Trust erodes this way.

Bondi shows that Europe is no longer the outer boundary of this phenomenon. Australia is now inside it. America, too, is discovering the same pressures through campus unrest, ideological intimidation, and violence that increasingly treats Jewish life as a proxy target for the wider freedoms and values it represents. The geography changes. The structure holds.

What Professor Kedar described was not prediction but trajectory. When people do not simply arrive but bring whole systems with them, the question facing Western societies ceases to be one of tolerance alone. It becomes a question of whether they still possess the clarity and resolve to defend the civic order and freedoms they inherited.


Jonathan Sacerdoti, a writer and broadcaster, is now a contributor to The Algemeiner.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com