Archive | 2025/12/04

Prawie 200 lat „polskiego” Irkucka: zesłańcy, lekarze, inżynierowie, nauczyciele

Tablica upamiętniająca Jana Czerskiego, zesłanego na Syberię po powstaniu styczniowym. Fot. PAP/A. Wróbel


Prawie 200 lat „polskiego” Irkucka: zesłańcy, lekarze, inżynierowie, nauczyciele

Marta Panas-Goworska


Zamknięcie polskiego konsulatu w Irkucku kieruje uwagę na miasto, które od prawie 200 lat stanowi jeden z najważniejszych punktów polskiej historii zesłańczej w azjatyckiej części Rosji.

To tutaj, do Irkucka, po powstaniu listopadowym (1830-1831) i styczniowym (1863-1864) trafiały grupy skazańców politycznych, kierowanych dalej w głąb Syberii. Tu także w 1866 r. wybuchł tzw. bunt zabajkalski, uznawany za ostatni akord powstania styczniowego. Wyroki na jego uczestników zapadały 19 listopada 1866 r.

Irkuck jest miastem położonym nad Angarą we Wschodniej Syberii. Miasto zostało założone w 1661 r. jako fort handlowy i punkt strategiczny Rosji. Ze względu na surowy kontynentalny klimat oraz położenie wśród wysp rzecznych i gęstych lasów, miasto było, wedle słów poety Kornela Ujejskiego, „pustynią, skąd nie ma wychodu”.

Po raz pierwszy Polacy zaczęli przybywać do Irkucka w większej liczbie w pierwszej połowie XIX w., głównie w związku z represjami po powstaniu listopadowym. Tu, wśród „wirującego śniegowego pyłu” i „siarczystego mrozu [który] obejmował gwałtownie”, jak czytamy w liście zesłańca Olgierda Wilczyńskiego, Polacy musieli nie tylko przeżyć, ale i pracować. Przydzielano im, według zasądzonej kary, najcięższe zajęcia – w kopalniach czy kamieniołomach. Ci, którzy mieli lżejsze wyroki, albo jak powstaniec styczniowy, kanonizowany Rafał (właściwie Józef) Kalinowski, doczekali się zmniejszenia kary, mogli znaleźć zatrudnienie przy pracach rolnych. Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja osób, którym pozwolono odbywać karę z rodzinami. Mogli oni korzystać ze wzajemnego wsparcia i – w ograniczonym zakresie – z udogodnień materialnych, czasem w formie symbolicznego dofinansowania lub innej pomocy władz.

Czytamy o tym m.in. w listach Feliksa Zienkiewicza: „Mieścimy się w sześć rodzin (Bnińscy, Łozińscy, Gruszeccy, Rolkowie, Majowie i my) w rządowym budynku, ex szkole, gdzie mamy na każdą rodzinę osobny kącik i wspólne dość obszerne gospodarskie zabudowania z kawałkiem ogrodu”. Taka organizacja życia umożliwiała utrzymanie więzi społecznych, prowadzenie nauczania dzieci oraz kontynuowanie praktyk religijnych, co było istotne dla zachowania tożsamości narodowej.

Kolejna fala polskich zesłańców zaczęła docierać do Irkucka w drugiej połowie XIX w., po powstaniu styczniowym i trwała w kolejnych latach, gdy władze carskie kontynuowały politykę represji wobec działaczy niepodległościowych. Trafiali tu zarówno uczestnicy powstania, jak i osoby związane z organizacjami patriotycznymi, zaangażowane w konspiracyjną edukację czy kolportaż zakazanej literatury. W tamtym czasie, jak podają badacze historii Syberii, na dwóch rodowitych mieszkańców Irkucka i okolic przypadał jeden skazaniec.

W regionie działali również późniejsi badacze Syberii, których prace przyczyniły się do rozwoju nauk przyrodniczych. Najwybitniejszy z nich, Benedykt Dybowski, zesłany tu po powstaniu styczniowym, prowadził badania nad jeziorem Bajkał i w okolicach Irkucka, gdzie badał lokalną faunę i florę i tworzył raporty naukowe. Sam pisał: „Pracować mieliśmy poza ojczyzną, lecz dla niej wyłącznie. Według mojego widzenia rzeczy, ten, co kocha szczerze kraj swój, potrafi sercem w nim być zawsze, chociażby był od niego oddalony o tysiące kilometrów”. Dybowski w liście do współpracowników wspominał również sam Irkuck: „Miasto dosyć liche i brudne, o wyglądzie nudnym, pospolitym, nie miało żadnych bruków, domy były przeważnie drewniane, głównie z cedrów bajkalskich”.

Równie istotną osobowością był Jan Czerski, zesłany także po powstaniu styczniowym. Na Syberii zdobył uznanie jako geolog, kartograf i badacz geomorfologii. Po uwolnieniu został kustoszem zbiorów przyrodniczych w Syberyjskim Oddziale Cesarsko-Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego i prowadził badania geologiczne wybrzeża Bajkału, opracowując pierwszą mapę geologiczną regionu.

Wśród Polaków w Irkucku byli też lekarze, inżynierowie, nauczyciele i urzędnicy, którzy po odbyciu kary zostawali w regionie lub znajdywali zatrudnienie w irkuckiej administracji. Jak zanotował Dybowski, Polacy – nawet w surowych warunkach – wciąż pozostawali sercem związani z ojczyzną, a ich praca naukowa i społeczna stanowiła trwały ślad polskiej obecności na Syberii.

Latem 1866 r. w rejonie Bajkału dojrzewał plan jednego z najśmielszych zrywów, jakie podjęli polscy zesłańcy. Grupy pracujące przy budowie drogi – rozproszone między Kułtukiem, Miszychą i stacjami nad jeziorem – zaczęły potajemnie przygotowywać broń i zapasy na wypadek ucieczki. W pracowni kuźniczej Kazimierza Arcimowicza wykuto kilkadziesiąt kos powstańczych, w barakach gromadzono suchary i sól. Przyszykowano też flagę z hasłem „Dla naszej i waszej wolności!”, która miała stać się symbolem wspólnego czynu zbrojnego.

Zryw nie był jednak wyłącznie polską inicjatywą. W jego wczesnych etapach brali udział również rosyjscy rewolucjoniści. Najważniejszym z nich był Michaił Serno-Sołowjewicz, związany z konspiracyjną organizacją Ziemla i Wola. Utrzymywał kontakt z Polakami i miał pośredniczyć w kontaktach z innymi antycarskimi środowiskami na Syberii. Zginął jednak w trakcie podróży do Irkucka i przygotowania spadły całkowicie na barki polskich zesłańców.

Na czele zrywu stanął Narcyz Celiński, czterdziestodziewięcioletni były kapitan armii rosyjskiej, człowiek z dużym doświadczeniem wojskowym, cieszący się dużym autorytetem wśród zesłańców. Wspierali go Gustaw Szaramowicz – trzydziestoletni pianista i jeden z najbardziej energicznych organizatorów, a także Władysław Kotkowski i Jakub Reiner. Do konspiracji stopniowo wciągano kolejne grupy katorżników pracujących nad jeziorem.

Do wybuchu doszło 24 czerwca 1866 r. na stacji w Kułtuku, gdzie buntownicy rozbroili straż i ruszyli w stronę granicy mongolskiej. Zamierzali przebić się do Chin i liczyli, że tak uda się im przedostać dalej, a później drogą morską dotrzeć do Europy. Jak wynika z zachowanych relacji, mieli świadomość, że szanse są niewielkie: byli wycieńczeni fizycznie, słabo ubrani, a broń stanowiły głównie narzędzia pracy i prowizoryczne kosy.Po kilku dniach dopadła ich pogoń rosyjskich wojsk. Grupa rozciągnęła się na wiele kilometrów, część buntowników odłączyła się w poszukiwaniu jedzenia lub próbowała ukryć się w lasach. Decydujące starcie nastąpiło po południowej stronie Bajkału, pod Miszychą, gdzie oddziały kozackie osaczyły główny trzon uciekających. Krótka wymiana ognia zakończyła zryw, a przywódcy zostali aresztowani. Część zesłańców wymordowano podczas pościgu lub zginęli w trakcie prób przeprawy przez tajgę.

Powstanie zabajkalskie zakończyło się klęską, a uczestnicy, którzy przeżyli, zostali postawieni przed sądem wojennym. Jak podkreśla badacz tych wydarzeń, prof. Wiesław Caban, „karę śmierci wykonano na czterech przywódcach: Narcyzie Celińskim, Gustawie Szaramowiczu, Władysławie Kotkowskim i Jakubie Reinerze”. Prawie 200 osób skazano na karę chłosty i zesłanie w jeszcze surowsze ostępy Syberii, zaś „122 osobom podwyższono wymiar kary do dożywotniej katorgi, 92 więźniów skierowano do ciężkich prac, 260 osób uniewinniono”. Szczególnie okrutnie postąpiono z rodzinami osób skazanych na śmierć. Zwyczajowo pozwalano im napisać do swoich bliskich ostatnie, pożegnalne słowa, ale z rozporządzenia carskich władz listy te zostały skonfiskowane i nie dotarły do adresatów.

Powstanie zabajkalskie zamyka pewien etap historii polskiego oporu w azjatyckiej części imperium. Nie oznaczało jednak końca obecności na tych ziemiach. Jak podkreślał w 2019 r. senator Artur Warzocha: „Najwięcej Polaków w tym rejonie mieszka w Irkucku. Są wśród nich potomkowie zesłańców – już czwarte, a nawet piąte pokolenie”. To właśnie dla tych ludzi, a także dla coraz liczniejszej grupy polskich przedsiębiorców, istotne było funkcjonowanie polskiej placówki dyplomatycznej. Konsulat nie tylko udzielał wsparcia administracyjnego i konsularnego, lecz także dbał o zachowanie dziedzictwa historycznego: nadzorował renowację zabytków, w tym historycznych kościołów i cmentarzy polskich zesłańców, będących świadectwem wielopokoleniowej obecności Polaków w regionie. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Antisemitism in Healthcare Is a Public Health Crisis — and Must Be Treated as One


Antisemitism in Healthcare Is a Public Health Crisis — and Must Be Treated as One

Sara Colb and Miri Bar-Halpern


Illustrative: Medical staff work at the coronavirus disease (COVID-19) ward at Hadassah Ein Kerem Hospital, in Jerusalem January 31, 2022. REUTERS/Ronen Zvulun

While healthcare providers pledge to “do no harm,” that oath is being violated as antisemitism seeps into the very spaces meant to embody compassion and healing. This was the warning issued by Dr. Jacqueline Hart, who organized a medical conference on this issue, and emphasized that antisemitism in medicine endangers both patients and practitioners.

At the conference, titled Addressing Antisemitism in Healthcare,” a Jewish medical student described classmates who erased her from social media groups when they learned she was Jewish, and chalked the names of Hamas “martyrs” (those who brutally murdered Jewish men, women, and children) outside the school on the anniversary of October 7.

Other Jewish medical students were labeled “colonizers,” “oppressors,” and “bloodthirsty Zionists” by their peers. A genetic counselor who petitioned to stop her professional association from platforming a speaker with a history of antisemitic rhetoric received death threats from colleagues, and had to walk into work with a police escort. One Jewish resident recalled a patient who sneered, “I don’t trust the Jew to treat me,” while the supervising physician said nothing.

Jewish patients within the mental health sphere are experiencing what’s known as traumatic invalidation — the denial or dismissal of one’s pain, experience, and humanity. Research shows that when people are silenced, minimized, or erased in this way, the psychological impact can be as damaging as other recognized traumas, leaving deep scars of mistrust, hypervigilance, and isolation.

And when bias permeates hospitals and clinics, everyone is at risk. Patients hesitate to disclose important personal information, practitioners experience significant harm, and the public’s faith in medicine erodes.

For these reasons, antisemitism in healthcare must be treated as a public-health crisis.

A National Call to Action

America’s great medical hubs — Boston, Chicago, New York, San Francisco, Philadelphia, Seattle, Atlanta, and others — have long set the pace for clinical innovation and high-quality care. Now they must lead again. Public and private leaders within healthcare must mobilize around confronting antisemitism head-on.

For example, longitudinal studies should be funded and conducted on the impact of antisemitism on patient outcomes, workforce retention, and mental health, and to develop antisemitism-reduction interventions — just as we do for smoking cessation or infection control.

Policies and practices that illuminate and address the issue must be implemented, including adding antisemitism metrics to existing patient-safety and employee-climate surveys; requiring academic medical centers and health systems to track and publicly report antisemitic incidents; and posting a Patients’ Bill of Rights that explicitly guarantees a care environment free from discrimination.

Healthcare facilities should review their dress codes and revise policies to prohibit staff from wearing political attire that could intimidate patients or colleagues. This will help to ensure that treatment environments remain safe and welcoming for all.

Mandatory training and education are needed, including integrating antisemitism education into cultural-competence curricula for students, residents, and continuing medical education for practicing clinicians.

Facilities should create anonymous reporting hotlines — either individually or collectively — where patients and workers can report antisemitic or other bias-related incidents without fear of retaliation, and facilities should also ensure there are penalties for retaliation.

Mental health services must be available for patients and health care workers who experience discriminatory treatment. Further, regulations should be reviewed and revised to guarantee that clinical environments remain free from antisemitic bias and other forms of hate.

Finally, medical schools’ LCME accreditation and hospital Joint Commission status should be made dependent on having an antisemitism-prevention program or training requirement.

Medicine’s social contract is built on safety, dignity, and trust. When Jewish clinicians who report antisemitism are told to “keep politics out of the hospital,” or Jewish patients fear revealing their identity, that contract is broken. The cure is neither complicated nor optional: study the problem, implement interventions, train the workforce, and enforce standards — just as we have done with other threats to public health.

What’s at stake is not only the well-being of Jewish patients and professionals, but the integrity of our healthcare system itself.


Sara A. Colb is the Director of Advocacy for ADL’s National Affairs division. Dr. Miri Bar-Halpern is the Director of Trauma Training and Services at Parents for Peace and a Lecturer in Psychology at Harvard Medical School, where she supervises psychology interns and psychiatry residents. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


House passes bill to bar, deport Oct. 7 perpetrators


House passes bill to bar, deport Oct. 7 perpetrators

Andrew Bernard


“New laws would be helpful to prevent a future Joe Biden from making a mockery of our sovereignty and reopening our borders,” the bill’s sponsor said.

View of the U.S. Capitol building in Washington, Aug. 25, 2025. Credit: Arie Leib Abrams/Flash90.

The U.S. House of Representatives passed legislation on Monday that would render participants in the Hamas-led Oct. 7 attacks in southern Israel inadmissible to the United States.

The “No Immigration Benefits for Hamas Terrorists Act of 2025,” which Rep. Tom McClintock (R-Calif.) introduced, would amend the Immigration and Nationality Act to bar from the United States “any alien who carried out, participated in, planned, financed, afforded material support to or otherwise facilitated any of the attacks against Israel initiated by Hamas beginning on Oct. 7,” including members of Hamas and Palestinian Islamic Jihad.

The act’s 18 other co-sponsors, all Republicans, include Reps. Joe Wilson (R-S.C.), Claudia Tenney (R-N.Y.) and Ann Wagner (R-Mo.).

Rep. Jamie Raskin (D-Md.) said during floor debate on the bill that Democrats supported the legislation but were opposed to amending the Immigration and Nationality Act directly to cite specific terror acts. Raskin argued that all members of designated Foreign Terrorist Organizations, like Hamas, are already barred from entering the United States.

“To put into perspective just how anomalous this approach is, consider our response to the 9/11 attacks and the aftermath of that catastrophe,” Raskin said. “We revised our immigration laws to overhaul significant parts of our immigration system, and we created the Department of Homeland Security.”

“Even then, we did not amend the Immigration and Naturalization Act to specifically reference the events of Sept. 11, or to bar the individuals involved in the planning or commission of those outrageous terror attacks from entering or remaining in the United States,” he said.

McClintock said that Hamas deserves to join the Nazi Party and the Palestine Liberation Organization as organizations whose members are explicitly barred from immigrating to the United States under law.

“Does anyone seriously argue that we should repeal the sanctions against persons who aided and abetted the Nazis’ Holocaust?” McClintock said. “If not, then why would they oppose extending the same sanctions to the Nazis’ would-be modern-day successors, who just two years ago slaughtered more than 1,200 innocent civilians, including children and infants and the elderly, because they were Jewish?”

McClintock cited the example of Mahmoud Amin Ya’qub al-Muhtadi, a Gaza-born resident of Lafayette, La., who entered the United States in 2024 and whom the U.S. Justice Department charged about a month and a half ago for taking part in the Oct. 7 attacks.

“New laws would be helpful to prevent a future Joe Biden from making a mockery of our sovereignty and reopening our borders to the most violent criminal gangs and cartels and criminals and terrorists on the planet,” McClintock said.

Raskin asked if the new law would apply to Changpeng Zhao, former CEO of the crypto company Binance, who pleaded guilty to laundering money for terrorist organizations, including Hamas, and whom U.S. President Donald Trump pardoned in October.

McClintock said he was unfamiliar with the case.

The bill passed the House by voice vote with no objections and will now proceed to the Senate, which previously failed to take up a previous version of the legislation.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com