Archive | March 2015

Czech Republic President Milos Zeman: We All Must Say ‘I am a Jew’

Czech Republic President Milos Zeman: We All Must Say ‘I am a Jew’

Czech President Miloš Zeman. Photo: David Sedlecký / WikiCommons.

Czech President Miloš Zeman. Photo: David Sedlecký / WikiCommons.

Czech Republic President Milos Zeman on Monday urged the global community to show solidarity with the Jewish people and Israel. His remarks were made in a speech at the 2015 American Israel Public Affairs Committee (AIPAC) conference

“Now we all must say, ‘I am a Jew,’” he told a packed auditorium in Washington, DC. After extended applause from the audience, he repeated the sentiment in Hebrew, saying, “Ani Yehudi.”

“Of course, your discrimination is our discrimination,” he added. “Your victims are our victims.”

Zeman told the gathered AIPAC delegates that expressing solidarity with Israel is the first step in fighting Islamist terrorism. He also advocated for “coordinated and systematic action, under the umbrella of [the UN] Security Council, against the basis of Islamic terrorism.” He denounced the efforts to fight terrorist groups that involve the “massive occupation of territory.”

“No tanks, no infantry, no artillery. But drones, rangers and secret service,” he said. “Never again we shall go, we shall march, like sheep to the slaughter. Never again.”

Zeman concluded his speech by highlighting the ties between the Czech Republic and the Jewish state.

“The Czech Republic has been the single island of democracy in central Europe. And [Israel] is the single island of democracy in the Middle East. And there must be the solidarity between those islands against the ocean of dictatorship.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kolejna Rocznica Naszych Wyjazdow z “Gdanskiego”

Kolejna Rocznica Naszych Wyjazdow z “Gdanskiego”

Elżbieta Magenheim

Przy Dworcu Gdańskim pod tablicą upamiętniającą wydarzenia Marca 1968 zebrało się wczoraj, ósmego marca kilkadziesiąt osób. Znamy się z różnych miejsc żydowskiej Warszawy. Z Gminy, stowarzyszeń, festiwali, wykładów, wystaw, filmów. Niektórych z nas rok 1968 dotyczył bezpośrednio, niektórzy, bez żydowskich korzeni, żegnali wtedy bliskich przyjaciół.
Nie wiem czy było nam tam wczoraj do łez.
Ci, którzy wrócili niedawno do Polski z tej przymusowej emigracji, a obecni wczoraj, mówili, że przez wyjazd nie zmarnowali życia. To prawda: wyrzucono ich z Polski, odczuwają żal. Ale są znów tutaj. W życiu osiągnęli sporo.
Inni, tacy jak niżej podpisana, pamiętają 1968 rok, jako rok łez i pożegnań na Dworcu Gdańskim. Pamiętam zapłakaną Matkę i wyrzucenie Jej z pracy. A teraz odczuwam żal, że zabrano mi możliwość bywania w Klubie Babel, wyjazdów na żydowskie kolonie, nie poznałam starszych kolegów i koleżanek z TSKŻ.

Nie uważam, że należy składać pod tablicą kwiaty, bo kojarzy mi się to z kwiatami układanymi na grobach tych, którzy odeszli na zawsze. Dworzec Gdański to miejsce, gdzie powinniśmy, co roku spotykać się i rozmawiać o tym, co stało się ze społecznością żydowską w Marcu i po nim. Może wypić wspólnie kieliszek szampana?

Elżbieta Magenheim



twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wzlot i upadek Baracka Obamy

Wzlot i upadek Baracka Obamy

Seth J. Frantzman


19 lutego prezydent USA Barack Obama w Waszyngtonie wygłosił kolejne zdumiewające przemówienie na „Szczycie O Przeciwdziałaniu Stosującemu Przemoc Ekstremizmowi”.

Na początku swojego przemówienia mówił o powstaniu Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku, o terroryzmie na Synaju, w Kopenhadze, Paryżu, Somalii, Nigerii i przeciwko Izraelowi i Pakistanowi. „Musimy być niezachwiani w naszej walce przeciwko organizacjom terrorystycznym”.

Stwierdził dalej, że na społecznościach muzułmańskich spoczywa odpowiedzialność odparcia “kłamstwa, że w jakiś sposób jesteśmy zaangażowani w zderzenie cywilizacji; że Ameryka i Zachód w jakimkolwiek sensie są w stanie wojny z islamem lub dążą do opanowania muzułmanów; lub, że jesteśmy powodem wszystkiego, co złe na Bliskim Wschodzie”.

Potem jednak pojawił się profesor Obama, który zaczął wykład dla publiczności: “Musimy zająć się frustracjami, które wykorzystują terroryści, włącznie z frustracjami ekonomicznymi… kiedy ludzie czują się całkowicie schwytani w pułapkę w swoich zubożałych społecznościach, gdzie nie ma żadnego porządku i żadnej drogi rozwijania się, gdzie nie ma możliwości edukacyjnych, gdzie nie ma żadnych możliwości utrzymania rodziny i żadnej ucieczki przed niesprawiedliwością i poniżeniem korupcji – to napędza niestabilność i chaos, i powoduje, że te społeczności są dojrzałe do działalności rekrutacyjnej ekstremistów”.

Prezydent chce, byśmy zwalczali „frustracje ekonomiczne”.

Obama brnął dalej, mówiąc o edukacji dla dziewczynek i o demokracji. Zagłębiał się w szczegóły, wspominając nie wymienioną z nazwiska „młodą Palestynkę, pracującą nad budowaniem zrozumienia i zaufania z Izraelczykami, ale także próbującą dać wyraz aspiracjom jej ludu”. Powiedział też ludziom: „Świat wie o ataku na Żydów w koszernym supermarkecie w Paryżu; musimy pamiętać o pracowniku tego supermarketu, muzułmaninie, który ukrył żydowskich klientów i uratował im życie”.

To przemówienie spotkało się z krytyką ze strony całego spectrum politycznego, a Peter Bergen z CNN nazwał je “nonsensem”.

Był to najnowszy dziwaczny epizod w całej litanii dziwacznych epizodów, w których prezydent USA mocował się z próbą mówienia o terroryzmie islamskim. Na początku lutego powiedział w wywiadzie dla Vox: „Jest całkowicie uzasadnione, by Amerykanie byli głęboko zatroskani, kiedy mamy grupę gwałtownych fanatyków, którzy obcinają głowy ludziom lub strzelają do grupy przypadkowych facetów w delikatesach w Paryżu”.

Media uchwyciły się owego „strzelania do przypadkowych facetów” i nie zostawiły na nim suchej nitki za tę bezduszną terminologię. 10 lutego spuszczono manto sekretarzowi prasowemu Białego Domu, ale nie był on w stanie wykrzesać z siebie jakiegoś współczucia dla ofiar: „To były osoby, które przypadkowo znalazły się w tych delikatesach i zostały zastrzelone, kiedy tam były”.

Ten najnowszy epizod jest ukoronowaniem całego miesiąca nieudanych wystąpień. Podczas „Narodowego Śniadania z Modlitwą”, tuż po tym, jak pilot jordański został spalony żywcem przez Państwo Islamskie (IS), Obama pouczał słuchaczy: „A żebyśmy nie wsiadali na zbyt wysokiego konia i nie uważali, że jest to unikatowe dla innych miejsc, pamiętajmy, że podczas krucjat i inkwizycji ludzie popełniali straszliwe czyny w imię Chrystusa”. Odgrywając rolę imama powiedział ludziom, że IS „zdradza islam” i cytował hadis, który mówi: „Żaden z was nie wierzy prawdziwie, póki nie kocha dla brata tego, co kocha dla siebie”. Dał wojnie w Syrii etykietkę „wojny sekciarskiej” i twierdził, że ma miejsce „mordowanie muzułmanów i chrześcijan w Nigerii”, wyraźnie niezdolny do przyznania, co i kto stoi za tymi morderstwami. Jak to później wskazali inni, te gafy nie są tak losowe, jak chciałby Obama, ale są częścią starannie zaplanowanej przez ekstremistów islamskich krucjaty religijnej.

Niektórzy ludzie patrzą na Obamę i widzą apologetę islamu. Patrzą na jego pamiętne przemówienie w Kairze w 2009 r., Nowy początek” i widzą, jak obwinia Zachód.

Są oburzeni tym, że masakra w Fort Hood w 2009 r. dokonana przez majora Nidala Hassana, została nazwana „przemocą w miejscu pracy”, podczas gdy było jasne, że Hassan przed zamachem kontaktował się z duchownym muzułmańskim Anwarem Al-Awlakim. Była także wypowiedź szefa NASA, Charlesa Boldena z 2009 r., że jego najważniejszą misją, powierzoną mu bezpośrednio przez prezydenta, jest „znalezienie sposobu wyciągnięcia ręki do świata muzułmańskiego i znacznie większe zaangażowanie w kontakty z narodami, w których dominują muzułmanie, by pomóc im czuć się dobrze w kwestii ich historycznego wkładu w naukę, matematykę i inżynierię”.

W pewnym sensie, elaboraty radykalnej prawicy oskarżającej Obamę, że w rzeczywistości jest muzułmaninem, a już na pewno nie jest obywatelem amerykańskim, pomogły chronić Obamę przed dyskusją o jego prawdziwych wadach. Ludzie tacy jak Dinesh D’Souza, autor The Roots of Obama’s Rage, twierdzili, że “prawdziwy Obama jest człowiekiem ukształtowanym przez doświadczenia bardzo inne niż doświadczenia większości Amerykanów; jest znacznie bardziej obcy, bardziej zdeterminowany i wykładniczo znacznie bardziej niebezpieczny niż to sobie kiedykolwiek wyobrażaliście”. Obama jest przedstawiany jako słabeusz, uniwersytecki radykał powiązany z ekstremistami palestyńskimi, wychowany w niechęci do Ameryki.

W ostatni weekend były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani, powiedział: “Nie wierzę, a wiem, że powiedzenie tego jest straszną rzeczą, ale nie wierzę, że prezydent kocha Amerykę”. Takie komentarze mogły pomóc Obamie, bo jego wrogowie w końcu powodują, że zapominamy, co się naprawdę zdarzyło.

Pamiętacie 2008 r., kiedy Obama został wybrany? Paul Krugman napisał w artykule w “New York Times”: “Jeśli wybranie naszego pierwszego afro-amerykańskiego prezydenta nie porusza cię, jeśli nie powoduje łez w twoich oczach i dumy z twojego kraju, to coś jest z tobą niedobrze”. Wiele było takich uczuć. Żartobliwy rysunek w gazecie pokazywał wiwatujący świat, krzyczący „Yes They Can”, sugerując, że Ameryka może odejść od swojej historii dyskryminacji rasowej (zapominając, że większość świata jest w objęciach rasizmu równie paskudnego, jak ten amerykański). Wyśmiewany przez prawicę jako człowiek z „kompleksem Mesjasza” Obama wzrastał w siłę, zdobywając Nagrodę Nobla bez ruszenia jednym palcem.

Czytaj dalej tu: Wzlot… Baracka Obamy


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


39 Breathtaking Places to See Before You Die

39 Breathtaking Places to See Before You Die

1 | Bagan, Myanmar
Image credits: Martin Sojka

Our world is filled with indescribable beauty, both man-made and natural, and it’s hard to say whether a single lifetime would truly be enough to truly experience all of it. Most of us will probably never see everything that the world has to offer us, but it’s worth a shot! Here are 40 incredible places around the world that are definitely worth adding to your bucket list.

Some consider travel to be a luxury or even an unnecessary burden, while others consider it to be vitally important to living a fulfilled life. Still others don’t even have the opportunity to make that decision. But if you are afflicted with a case of wanderlust, you know that seeing the world’s sights can be a deeply moving and valuable experience.

My personal favorite is ecological tourism – climbing mountains, exploring deserts or simply in drinking in the sights of the countryside. However, you can’t deny the appeal of some of the man-made structures as well – from the epic, ancient grandeur of the Pyramids of Giza to the sunny charm of sea-side villages in Greece.

It’s a wonderful and beautiful world we live in, so make sure to see as much of it as you can before you kick the bucket! Here’s an excellent quote from St. Augustine that will hopefully inspire you to get your foot out the door: “The world is a book and those who do not travel read only one page.”

2 | Zhangye Danxia Landform in Gansu, China
Images credits: Melinda Chan

Czytaj dalej tu: Places to See Before You Die


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wojna pamięci

Wojna pamięci

Rozmawiała Katarzyna Markusz


Jerzy Halbersztadt

W kwietniu poznamy zwycięski projekt upamiętnienia Sprawiedliwych przy Muzeum Historii Żydów Polskich. O toczących się sporach na temat budowy tego pomnika rozmawiamy z byłym dyrektorem MHŻP Jerzym Halbersztadtem.

Ostatnio ogłoszono prace finałowe w konkursie na upamiętnienie Sprawiedliwych przy Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Czy mógłby Pan je ocenić?

Myślę, że te projekty/pomysły będą jeszcze ewoluowały i bardziej z respektu dla artystów, niż tego przedsięwzięcia, wolałbym nie zagłębiać się w szczegóły. Mogę tylko ogólnie powiedzieć, że moim zdaniem wybrane propozycje nie mają „ikonicznego” potencjału. Mam tu na myśli zdolność do wyrażenia idei, której te pomniki mają służyć w sposób przykuwający uwagę opinii publicznej, tak by upamiętnienie stało się powszechnie identyfikowanym i rozumianym znakiem pamięci o Sprawiedliwych i ich heroicznych czynach. Rodzi się wobec tego pytanie – po co to w ogóle robić? To zresztą dość częsta sytuacja, że w warunkach trudno zrozumiałych sporów i zakulisowych przepychanek nawet najpiękniejsze intencje rzadko kiedy doprowadzają do ciekawego artystycznie rozwiązania.

Jedyna praca, którą chcę skomentować, to propozycja obsadzenia prawie całego terenu za muzeum „zagajnikiem osikowym”. Dla mnie jest to propozycja absurdalna, chociaż doceniam inspirację sadzeniem drzewek w Yad Vashem, ale to świadczy tylko o powierzchowności i braku pomysłu odpowiedniego dla tej konkretnej lokalizacji. Zagajniki mają to do siebie, że zmieniają się w las. Każdy, kto by chociaż zajrzał do encyklopedii, dowiedziałby się, że topole osiki osiągają wysokość 20 m, a przy okazji może zauważyłby także dlaczego są one powszechnie usuwane z miast. Zresztą zapełnienie lasem tak cennej i symbolicznie ważnej przestrzeni miejskiej (jedynej takiej przestrzeni na Muranowie) musiałoby doprowadzić do konfliktów z mieszkańcami. Moim zdaniem naruszałoby również powagę tego miejsca w imię pewnej abstrakcyjnej idei, która nie ma szans przemówić do osób tam przychodzących. Dla budynku muzeum byłby to zresztą swoisty „Las Birnam”, niweczący sporą część wrażenia, jakie wywołuje jego architektura.

W pozostałych, wybranych pracach widać próbę jak najmniejszego interweniowania w tę przestrzeń, i za zrozumienie tego ograniczenia trzeba podziękować wyróżnionym artystom, a także członkom jury, bo wśród zgłoszeń, które napłynęły, było wiele dziwactw, włącznie z pomysłami urządzania sadzawek w tym miejscu i wkopywania się w ziemię, która pełna jest ludzkich prochów.

Przy Muzeum stoi już kilka pomników…

I to już teraz jest duży problem, bo większości z nich nie powinno tam być. To jest muzeum honorujące jeden pomnik: Pomnik Powstania w Getcie Warszawskim autorstwa Natana Rapaporta i Leona Suzina. Tak zostało pomyślane i zaprojektowane. Samo muzeum też nie jest choinką do obwieszania ozdobami z różnych stron! Jeden z powodów mojego krytycznego stosunku do konkursu na pomnik Sprawiedliwych, to kwestia zupełnie niewłaściwie przyjętego przez organizatorów obszaru opracowania. Dopuszczono, a tym samym zachęcono artystów, do umieszczenia jakiejś formy upamiętnienia w przestrzeni na północny-wschód od budynku muzeum, a więc po stronie pomnika powstania, gdzie w ostatnich latach pojawiło się już kilka obiektów niezwiązanych z cierpieniem i walką mieszkańców getta. Moim zdaniem, to nie powinno było mieć miejsca. Fakt, że organizatorzy konkursu dopuścili do zaprojektowania w tym miejscu kolejnego upamiętnienia świadczy o tym, że albo nie byli świadomi, albo zlekceważyli wagę pamięci o powstaniu. Podobnie jak przedtem w przypadku tzw. kanapy Karskiego, dopuścili się pewnej agresji w tę przestrzeń. W moim przekonaniu jest to niedopuszczalne i krytykowałem to pisząc akurat o pomniku Karskiego.

Kiedy pytam o prace finałowe przedstawicieli różnych instytucji, najczęściej uważają oni, że zwycięży projekt przedstawiający drzwi.

Widzę, że uparcie chce Pani wycisnąć ze mnie jakieś określone wskazania! Nic z tego, to nie moja rola. Mogę tylko powiedzieć, że koncepcja „drzwi” to projekt artystycznie ciekawy, nawiązujący do meritum losu samych Sprawiedliwych. Ale jest on ulokowany w niewłaściwym miejscu i dlatego doprowadza do konfliktu pamięci. Wiąże te wszystkie upamiętnienia Karskiego, Sendlerowej, „Żegoty” w jakąś „Oś Sprawiedliwych” , która coraz agresywniej otacza Pomnik Powstania w Getcie Warszawskim i stwarza swoistą strefę manipulacji historią między tym pomnikiem a muzeum. To jest jakiś przejaw wojny pamięci, którą niemądrzy ludzie od kilku lat w wielu obszarach relacji polsko-żydowskich – a w tym miejscu szczególnie – urządzają. Ze szkodą dla wszystkich.

Może teraz jest chwila, aby zastanowić się, czy i po co to robić i kontynuować? W każdym razie projekt „drzwi”, jeśli miałby być realizowany, to nie we wskazanym miejscu.

Zygmunt Rolat, kiedy jesienią 2013 roku w Stanach Zjednoczonych odbierał medal od prezydenta Bronisława Komorowskiego, ogłosił chęć budowy tego pomnika. W 2014 trwały przygotowania, ogłoszono konkurs. Teraz zbliża się rozstrzygnięcie. Pomnik jest popierany przez środowiska żydowskie, których reprezentantem czuje się pan Rolat, i przez prezydenta Komorowskiego. Wydawałoby się, że wszyscy powinni być zadowoleni, a jednak nie są. Pojawiły się jakieś protesty. Może niezbyt głośne, ale jednak.

Niezbyt głośne protesty? Pani żartuje? Od dwóch lat trwa całkiem głośna i moim zdaniem w skutkach w sumie dość szkodliwa awantura, w którą zaplątało się wiele osób, zresztą z elementami zacietrzewienia po obu stronach. Rzecz toczy się od dawna, ale od wiosny 2013 roku spór stał się kwestią publiczną, gdy (słusznie!) ujawniła go prof. Barbara Engelking. Miałem wówczas nadzieję, że doprowadzi to do rozsądnego kompromisu, choć nie zgadzałem się z jej opinią (podzielaną przez spore grono osób), że upamiętnienie Sprawiedliwych, ze wszech miar potrzebne, nie powinno mieć miejsca na terenie dawnego getta. Wydaje mi się to dość sztuczną konstrukcją, użyteczną w tej polemice, ale sprzeczną z realiami, które i w przeszłości i współcześnie czyniły z tego terenu wspólną przestrzeń Żydów i Polaków.

Ciekawe jednak, że użyła Pani określenia „środowiska żydowskie”. Ja znam z imienia i nazwiska raptem trzy lub cztery osoby, które angażują się na rzecz pomnika w tej lokalizacji, ale są to właściwie głosy odosobnione. Jest dużym problemem, dlaczego kwestia, którą podnieśli publicznie przede wszystkim polscy badacze dziejów Holokaustu i II wojny światowej, osoby związane z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN, nie spotkała się z jakimś szerszym wsparciem w środowiskach żydowskich. Wiosną 2013 r. na państwa portalu pojawiło się oświadczenie szefów kilku ważnych organizacji żydowskich [list został podpisany przez Jana Śpiewaka, Piotra Kadlčika, Elżbietę Magenheim, Piotra Wiślickiego – przyp. red.] przeciw lokalizacji pomnika na Muranowie, ale list ten chyba nie trafił do mediów publicznych. List podkreślał wielką wagę samego upamiętnienia Sprawiedliwych, ale nie w tym miejscu. Poza tym jednak głosów żydowskich było bardzo niewiele. Uważam to za słabość i przejaw pewnego serwilizmu, niepozwalającego na zabieranie głosu w istotnych sprawach, nawet wtedy, kiedy taka dyskusja toczy się w sferze publicznej. Mam to za złe wielu osobom, które wyrażają ten krytycyzm pokątnie, natomiast bardzo starają się, żeby milczeć publicznie.

Kiedy Pan po raz pierwszy zetknął się z pomysłem postawienia pomnika przy Muzeum?

Miałem z tym do czynienia, jako dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich, co najmniej od 2003 roku. Dążenie do wzniesienia pomnika Sprawiedliwych pojawiło się w pobliżu dyskusji o Jedwabnem, w roku 2001-2002, w środowiskach polskiej prawicy, podkreślających swój związek z tradycją ruchu narodowo-demokratycznego, polskiej endecji, której znaną cechą był negatywny stosunek do mniejszości narodowych oraz antysemityzm. Te środowiska, dotknięte i urażone, niezdolne do zrozumienia wartości dyskusji, która się rozpoczęła po publikacji prof. Grossa, zareagowały chęcią prezentowania Sprawiedliwych, jako odpowiedzi na ujawnione przez niego fakty. Miał to być dowód na rzekomo powszechną, pozytywną postawę społeczeństwa polskiego wobec Żydów w czasie Zagłady, co jest ewidentną nieprawdą historyczną. Tyle, że to stwierdzenie w niczym nie ujmuje, a wręcz podkreśla wyjątkowość Sprawiedliwych, którzy zdecydowali się udzielić pomocy swoim znajomym lub nieznajomym, Żydom, w obliczu prześladowań i toczącej się Zagłady. Ich czyny są powodem do dumy i wdzięczności nas wszystkich, ale – moim zdaniem – nie powinny osłaniać nieprawdy i podłości.

Początkowo zawiązał się komitet, który działał pod egidą prof. Tomasza Strzembosza. Komitet ten doprowadził do podjęcia decyzji o budowie pomnika Sprawiedliwych na Placu Grzybowskim. To był też moment, kiedy ja – jako dyrektor MHŻP – miałem z tym do czynienia. Zanim lokalizacja na Placu Grzybowskim została określona, ze strony ratusza, kierowanego wówczas przez Lecha Kaczyńskiego, zwrócono się do mnie z pytaniem o lokalizację na Muranowie, w pobliżu muzeum. Udało mi się wyperswadować tę ideę, ponieważ uważałem, że byłoby to odbierane jako instrumentalizacja muzeum, które dopiero chcieliśmy wtedy powołać do życia.

Ucieszyłem się więc, gdy Jerzy Kropiwnicki wystąpił z ideą postawienia takiego pomnika w Łodzi, do czego doszło. Jest to dzieło w pełni poświęcone pamięci o Sprawiedliwych, ma kształt gwiazdy Dawida, są tam wymienione nazwiska i nazwy wszystkich podmiotów uhonorowanych przez izraelski instytut Yad Vashem. To pozwoliło na dłuższy czas odłożyć wszelkie pomysły i prace nad ulokowaniem tego pomnika przy muzeum.

Warszawscy urzędnicy jednak nie ustępowali?

Drugi etap w sprawie pomnika toczył się w latach 2007-2008, już po przejęciu administracji miasta przez PO. Obawiając się agresywnych treści pomnika wystawianego przez komitet z Pl. Grzybowskiego (po śmierci prof. Strzembosza jego liderem został prof. Jan Żaryn) władze Warszawy szukały alternatywnego rozwiązania. Wtedy pojawiła się u mnie cała delegacja z ratusza z zamiarem umieszczenia tego pomnika na Muranowie. Odbierałem to ewidentnie jako pewną próbę zapobieżenia wystawieniu na Placu Grzybowskim takiego pomnika, który mógłby być źródłem konfliktów. Uważałem jednak , że to nie byłoby właściwe rozwiązanie. Próba postawienia takiego pomnika na Muranowie, w takim dwuznacznym manewrze urzędniczym, a także zanim jeszcze zaczęła się budowa muzeum, doprowadziłaby moim zdaniem do pewnej kompromitacji zarówno idei pomnika, jak i muzeum. Te argumenty po raz drugi okazały się przekonujące.

Powrót tematu nastąpił w 2011 roku na tle poczucia, którego ja już wtedy nie podzielałem (od kiedy sprawą zajął się Czesław Bielecki), że pomnik na Placu Grzybowskim będzie stanowił jakiś wielki problem dla polskiej pamięci historycznej. Ze strony ratusza i władz państwowych ciągle pojawiały się sygnały, że sprawa pomnika jest aktualna, konieczna i trzeba do niej wrócić. Że jest to też kwestia pewnego wizerunku i wymowy Muzeum Historii Żydów Polskich. Do momentu mojego odwołania udało mi się parokrotnie uniknąć takiego działania. Później, docierały do mnie informacje o przebiegu różnych spotkań w tej sprawie, bo konsultowały to ze mną prywatnie osoby, biorące w nich udział.

Co z tych spotkań wynikało?

Do jednego z takich spotkań doszło na początku 2012 roku. Przedstawiciele różnych czynników urzędowych doszli do wniosku, że sprawę pomnika powinno podjąć jakieś środowisko żydowskie. Dwa miesiące później dowiedziałem się, że z tym wnioskiem wystąpiło Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu. Nie znam mechanizmu, w jaki sposób do tego doszło. Wierzę, że to Stowarzyszenie z najlepszą wolą taką myśl wyraziło. Zresztą, to Stowarzyszenie autentycznie, od lat, bez związku z pomnikiem, wkłada wiele wysiłku, żeby otoczyć opieką tych Sprawiedliwych, którzy żyją i wymagają opieki.

Pan Zygmunt Rolat w tym samym okresie był zapraszany przez władze Polski do podjęcia tego tematu i w jakimś momencie zdecydował się to zrobić. W moim przekonaniu na własną odpowiedzialność i bez konsultacji, a w każdym razie bez konsensusu, bez pozytywnej postawy przedstawicieli środowisk żydowskich. W związku z tym trudno tu mówić, że jest to coś, co jest wyrazem działania tego środowiska. W okolicznościach zupełnie nienaturalnych dla tej inicjatywy, a mianowicie w Nowym Jorku, i w sytuacji, która z cała tą dyskusją tutaj nie miała nic wspólnego, został zgłoszony komunikat pana Rolata o tym pomniku. W sposób wyraźny uruchomił różne działania, w które zaangażowało się kilka innych osób. Wtedy również pojawiły się coraz bardziej nasilone głosy zastrzeżeń i krytyki. One, patrząc z perspektywy kilku lat, zostały zlekceważone.

Jak mógłby Pan podsumować te działania?

Uważam całą tę sprawę, chociaż ona ma swoją własną wielką wagę, za podeptanie fundamentalnej zasady, która przyświecała stworzeniu Muzeum Historii Żydów Polskich i która – przynajmniej dopóki byłem jego dyrektorem – była siła motoryczną, a mianowicie, że to Muzeum jest wspólnym dziełem Polaków i Żydów, powstającym na zasadzie konsensusu(*wk- porozumienia), pewnego współdziałania, podzielenia zadań i wzajemnego się wspierania. Nie jest zaś terenem sporów i konfrontacji, których i tak jest wiele, i które toczą się w przestrzeni społecznej, krajowej i międzynarodowej. A już szczególnie nie jest doraźnym sposobem na reagowanie na jakieś inne problemy. Muzeum jest czymś, co jest pozytywną propozycją rozmawiania o wspólnej historii, a nie walki tą historią.

Mimo że teraz jest to przedstawiane jako upamiętnienie heroicznych działań Sprawiedliwych (które bezwzględnie wymagają dokumentacji i upowszechnienia), uważam, że mamy tu do czynienia z instrumentalizowaniem tej historii i wykorzystywaniem jej w różnego rodzaju celach „wizerunkowych”. Znajduje to odbicie w działaniach różnych urzędów państwowych, w ostatnich latach szczególnie widoczne w działalności MSZ i niektórych jego agend. Takie działania biurokratyczne i polityczne rodzą więcej wątpliwości niż uznania. O wiele większy szacunek można uzyskać podejmując w otwartej debacie intelektualistów i edukatorów te sprawy, które były wcześniej przemilczane.

Czy te sprawy może podjąć Muzeum?

Powinno. Generalnie temu służy wystawa MHŻP, chociaż niestety też z poważnymi słabościami. Przykre, że jedną z tych słabości jest problematyka Sprawiedliwych, która nie jest tam wystarczająco przedstawiona. Działa uruchomiony przeze mnie w 2008 roku odrębny program i portal internetowy poświęcony Sprawiedliwym, ale to nie to samo. To kwestia pewnego nieszczęścia, które się stało z MHŻP, które w o wiele większym stopniu niż ja uważałbym za dopuszczalne, zostało przejęte w ostatniej fazie jego realizacji przez czynniki urzędnicze i osoby niekompetentne. Umowa ze Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny, do której podpisania doprowadziłem w 2005 roku, została w wielu punktach na przestrzeni ostatnich kilku lat złamana, przy kompletnym milczeniu Stowarzyszenia. Ostatnie perypetie związane z bezpośrednimi ingerencjami w treść wystawy są tego konsekwencją.(*wk – pisala o tym m.in. Helena Datner) Wydaje mi się, że jest to bardzo nieszczęśliwa sytuacja, w której niestety udział swój mają organizacje żydowskie. W dosyć małostkowy sposób nie starały się umocnić tej umowy i podmiotowości nowego muzeum. Wręcz przeciwnie. Podobnie, jak to widać w działaniu pana Rolata, wolały zabiegać o przychylność polityków i urzędników, niż występować w obronie integralności tego muzeum. Żydowski Instytut Historyczny wypowiedział umowę, na mocy której m.in. wystawa w muzeum miała być nasycona oryginałami ze zbiorów w posiadaniu instytutu. Tak się więc nie stało i to m.in. zmieniło wystawę muzeum na gorsze.

Zaś w spornej sprawie pomnika i terenu wokół Muzeum Polin, samo muzeum jest wielkim niemową i cały czas uchyla się od zajmowania stanowiska. To nie jest sposób na wybicie się na autorytet, bo tego nie można wysiedzieć w wygodnym kącie, a jedynie przedstawiając dobre propozycje rozwiązywania spraw trudnych i konfliktowych.

Rozmawiała Katarzyna Markusz

*wk – redakcja blogu, wyjasnienie dla czytelnikow blogu
* – zaznaczenia tekstu na czerwono redakcja blogu


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com