Archive | 2015/03/30

Kilka uwag o Sądzie Społecznym przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce

Kilka uwag o Sądzie Społecznym przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce

Andrzej Żbikowski


8 X 1946 r. CKŻP zdecydował się powołać Centralny Sąd Społeczny. Jego działania opisał prof. dr hab. Andrzej Żbikowski w książce „Sąd Społeczny przy CKŻP. Wojenne rozliczenia społeczności żydowskiej w Polsce”.

Wide  mgl6754

Konflikty rozgrywające się po 1945 r. w Polsce w różnych sferach życia społecznego – kwestie własnościowe, masowe migracje, zatrudnianie się w administracji państwowej bądź angażowanie w działalność polityczną –nie sprzyjały uczciwym rozliczeniom za lata okupacyjne. W zrujnowanym przez wojnę kraju, rządzonym przez nieakceptowanych komunistów, zajmowanie się bliską przeszłością było trudne i bolesne. Teraźniejszość dla jednych oznaczała klęskę, dla innych – życiową szansę. Wśród tych wszystkich problemów sprawa żydowska jawiła się jako całkowicie marginalna. Takie były, moim zdaniem, powody bardzo powierzchownego rozliczenia haniebnego zachowania pewnej części społeczeństwa w latach okupacji przez polskie środowiska opiniotwórcze.

Skuteczności rozliczeń w obrębie społeczności żydowskiej nie sprzyjała z kolei duża jej mobilność w pierwszych dwóch powojennych latach oraz masowa emigracja po pogromie kieleckim. Także trauma Zagłady prawie całego narodu skutecznie powstrzymywała przed rozdrapywaniem ran.

Mimo pewnych nacisków ze strony członków Bundu i komunistów Centralny Komitet Żydów w Polsce (CKŻP) zdecydował się jesienią 1946 r. powołać Centralny Sąd Społeczny. Ogłoszono tę decyzję w „Dos Naje Lebn” 18 października wraz z obszernym komentarzem Zdrajcy narodu – przed Sąd Ludowy (Di nacionale fareter – cum folks-miszpet) uzasadniającym jej słuszność. Autor tego komentarza, używający pseudonimu A. Cincinnatus, argumentował: „musimy mieć odwagę się przyznać, że nasz naród nie składa się wyłącznie z niewinnych ofiar”.

Należy też pamiętać, że do końca 1945 r. żydowskimi kolaborantami (kapo w obozach, policjantami w gettach, agentami gestapo) dosyć skutecznie zajmowały się polskie specjalne sądy karne, szczególnie krakowski, oraz sądy powszechne. Co najmniej czterdziestu czterech Żydów stanęło przed polskimi sądami pod zarzutem kolaboracji z niemieckim okupantem, trzydziestu z nich zostało skazanych, w tym dziesięciu na karę śmierci (wykonano dwa wyroki). 28 września 1946 r. miało miejsce posiedzenie organizacyjne Sądu Społecznego przy CKŻP. Uchwalono regulamin i wybrano odpowiednie władze. Zgłoszono na przewodniczącego sądu pracownika Krajowej Rady Narodowej Stanisława Temczyna. Pierwszym rzecznikiem oskarżenia został adwokat Ludwik Gutmacher. Ustalono także, że Sąd zwróci się do Komitetów Żydowskich oraz do „społeczeństwa żydowskiego”, by albo sporządzały listy, albo też wskazywały indywidualnie osoby podejrzane o „współdziałanie z okupantem”.

Zgodnie z „Inwentaryzacją akt Sądu Społecznego przy CKŻP z dn. 1 grudnia 1949 r.” wyniki pracy Sądu można ująć w następujących kategoriach spraw: pierwsza – „Sprawy zawyrokowane na skutek rozprawy sądowej” – dwadzieścia dziewięć pozycji, druga – „sprawy umorzone i zakończone” – trzydzieści pozycji, trzecia – „sprawy umorzone do podpisu” – cztery pozycje, czwarta – „sprawy zawieszone i podpisane” – dwanaście pozycji, piąta – „sprawy zawieszone do podpisu” – trzy pozycje. Łącznie siedemdziesiąt osiem spraw. Dotyczyły one m.in. tak znanych osób, jak: bokser Szapsio Rotholc (były mistrz Polski w wadze muszej); artystka Wiera Gran; szef Żydowskiej Samopomocy Społecznej Michał Weichert; Ignacy Gutman, bliski współpracownik Chaima Rumkowskiego w getcie łódzkim.

Thumbnail  mgl4922

prof. dr hab. Andrzej Żbikowski

 Praktycznie wszystkie sprawy związane były z oceną osób ze społeczności żydowskiej, które „w okresie okupacji hitlerowskiej [nie zachowały] postawy godnej obywatela – Żyda, przez uczestniczenie i szkodliwą działalność w »Judenratach«, w służbie porządkowej, administracji obozów koncentracyjnych”. Wyroki wydawały składy sędziowskie powołane przez prezydium sądu, jego członkowie byli pracownikami etatowymi stowarzyszenia. Kary były wprawdzie jedynie honorowe, niemniej dotkliwe – od upomnienia, poprzez naganę i napiętnowanie, do zawieszenia w prawach członka na okres do trzech lat i w końcu wykluczenia ze społeczności żydowskiej. Karą dodatkową była utrata prawa do „wybieralności do władz instytucji żydowskich” oraz prawa do korzystania z pomocy materialnej, co ukryto pod formułą „utraty wszystkich praw”. Rozprawy miały przebieg jawny, z pewnymi wyjątkami, a oskarżony miał ustawowe prawo do obrońcy. Rolę prokuratora pełnił rzecznik oskarżenia, który przedstawiał prezydium, a ono sądowi – którego skład ustalało – „akt oskarżenia lub wniosek o rehabilitację bądź wniosek o umorzenie postępowania”. Plenum prezydium sądu (większością 2/3 członków) mogło wyrok zatwierdzić bądź go uchylić i przekazać sprawę do rozsądzenia innemu pięcioosobowemu składowi sędziowskiemu. Wówczas sąd mógł na posiedzeniu plenarnym „orzec zamazanie lub darowanie kary w całości lub części”. Osoby, które odmawiały przynależności do społeczności żydowskiej, mogły liczyć na umorzenie postępowania, były jednak wówczas na wniosek sądu skreślane z listy członków CKŻP i innych instytucji żydowskich, a informację o tym zamieszczano to w prasie.

kup ksiazke tu: ksiegarnia


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Spowiedź byłych scjentologów.

Spowiedź byłych scjentologów. Film, który konsultowało 160 prawników

Sebastian Łupak


kościół scjentologów scjentologia

Pranie mózgów, szantaże i olbrzymi majątek – nowy film HBO ujawnia sekrety Kościoła Scjentologicznego. Scjentolodzy są oburzeni, ale premiery nie udało się im zablokować. Amerykańska HBO pokaże film w niedzielę 29 marca, a na polskich ekranach zobaczymy go w czerwcu.

Ten film telewizyjny został skonsultowany z rekordową liczbą 160 prawników! Tylu było trzeba, żeby upewnić się w najmniejszych detalach, że HBO i producenci nie będą pozwani przez kościół scjentologiczny, który z zaciekłością atakuje wszelkich adwersarzy. Ale Scjentolodzy i tak już się odezwali: twierdzą, że film Alexa Gibneya „Going Clear” zawiera „co najmniej jeden poważny błąd średnio co dwie minuty”. Jednak w liście do amerykańskiego tygodnika „The Hollywood Reporter” nie podają, na czym te błędy miałyby polegać.

Film oparty jest na bestsellerowej książce „Going Clear” Lawrence’a Wrighta z 2013 roku. Zbierając materiały autor rozmawiał z około 200 byłymi i obecnymi członkami kościoła (sekty?). Z kolei twórcy filmu rozmawiają z samym Wrightem oraz byłymi scjentologami.

Przypomnijmy: kościół scjentologiczny został założony w latach 50. przez L. Rona Hubbarda – marnego pisarzynę science fiction, który poza tym, że napisał ponad tysiąc (!) książek (dało mu to miejsce w Księdze Rekordów Guinessa), założył przy okazji własną religię. Uznał bowiem, że w ten cwany sposób najlepiej zapewnić sobie stały, nieopodatkowany dochód.

Jak wygląda teologia Hubbarda? Ludzka historia w jego wersji przypomina kiepską powieść science fiction: 75 milionów lat temu ludzie żyli w szczęściu na odległej planecie. Jednak okrutny władca planety – czy raczej konfederacji 76 planet – niejaki Xanu, zamroził ludzkie ciała i wysłał na odległą planetę Teegeeack (po naszemu Ziemia). Tu ciała zostały wrzucone do wulkanów i dobite na dokładkę bombami wodorowymi! Jak tłumaczy Hubbard, w wyniku tego działania powstały „thetany” – czyli nieśmiertelne dusze, później umieszczone w… gigantycznej elektromagnetycznej taśmie. Dalej historia robi się jeszcze ciekawsza (czy raczej jeszcze bardziej chora): nieśmiertelne thetany wstępują rzekomo w ciała noworodków na Ziemi, czasem nawet po kilka thetanów w jednym małym ciele, i stają się zalążkiem ludzkich neuroz, strachów i innych traum.

Czytaj dalej tu: Spowiedź byłych scjentologów…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


W pogoni za sensacją. Niemcy dyskutują na temat etyki dziennikarskiej

W pogoni za sensacją. Niemcy dyskutują na temat etyki dziennikarskiej

DW, epd, kna / Katarzyna Domagała


Frankreich Seyne les Alpes Absturz Germanwings A320

W Seyne les Alpes służby bezpieczeństwa starają się oddzielić media od rodzin ofiar, które przybyły na miejsce tragedii

Sposób informowania o katastrofie samolotu Germanwings rzuca cień na media i skłania do pytań nt. etyki dziennikarskiej.

Reporterzy osaczają rodziny ofiar katastrofy, fotografowie próbują uchwycić bolesny wyraz ich twarzy. Przed gimnazjum w Haltern am See, tuż po katastrofie rozlokowały się ekipy telewizyjne. Nadawały „na żywo”. „Kto chce zapalić świeczkę albo przystanąć na chwilę na schodach prowadzących do szkoły, czuje się jakby był w ZOO lub na wybiegu”, skarżył się jeden z użytkowników Facebooka.

Świadkowie donoszą, że sfora fotografów rzuciła się na miejskim deptaku na mężczyznę, który załamał się pod wpływem emocji. Zdarza się też, że za udzielenie informacji lub wypowiedzenie przed kamerą ustalonych zdań oferowane są dzieciom pieniądze. Premier Północnej Nadrenii-Westfalii, Hannelore Kraft, skarżyła się po rozmowach z rodzinami ofiar, na bezpardonowe podejście dziennikarzy. Od tego typu praktyk wyraźnie dystansuje się Niemiecki Związek Dziennikarzy (DJV), przypominając o zakazie „dręczenia osób w żałobie”. Osoby dotknięte katastrofą nie mogą stać się po raz drugi jej ofiarami.

Ochrona ofiar – priorytetem

Do Niemieckiej Rady Prasowej wpłynęły liczne skargi, głównie na media bulwarowe, które informując o ofiarach katastrofy, podawały ich nazwiska. Niemiecka Rada Prasowa przyznaje, że choć w tym wypadku interes publiczny jest duży, „ochrona ofiar jest priorytetem”. Tożsamość ofiar nie wnosi bowiem niczego do wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Medioznawca Horst Poettker z Uniwersytetu Technicznego w Dortmundzie krytykuje naruszanie granic obowiązujących w dziennikarstwie. Jego zdaniem reporterzy posuwają się za daleko, publikując prywatne zdjęcia ofiar zamieszone na Facebooku. Kodeks prasowy mówi bowiem wyraźnie o nieujawnianiu tożsamości ofiar.

Krytyka dotyczy przede wszystkim mediów bulwarowych. Krytyczny portal “BILDblog”, śledzący sposób informowania w niemieckich mediach, zebrał przykłady niestosownych artykułów, godzących w zasady etyki dziennikarskiej. W portalu Change.org użytkownicy domagają się zlikwidowania felietonu „Poczta od Wagnera”, zamieszczanego regularnie na łamach „Bild”-Zeitung. W jednym z felietonów Wagner w niefrasobliwym tonie spekulował o ostatnich minutach życia pasażerów lecących samolotem Germanwings.

Czytaj dalej tu: W pogoni za sensacją. Niemcy dyskutują…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com