Archive | 2015/03/26

Ludzie Marca spotykają ludzi Maja

Ludzie Marca spotykają ludzi Maja

Piotr Osęka


„Myśmy raczej praktykowali rewolucję seksualną, niż teoretyzowali na ten temat”.

Niewielu „ludzi z Marca” miało okazję z bliska przyjrzeć się ruchom kontestacyjnym na Zachodzie – podobnie jak mało który z ich francuskich lub angielskich rówieśników rozumiał, o co naprawdę walczą polscy studenci. Wzajemne wyobrażenia w dużej mierze zbudowane były z okruchów informacji, stereotypów, funkcjonującej w środowisku wiedzy potocznej. Tym cenniejsze są relacje pochodzące od naocznych świadków, którzy uczestniczyli w działaniach kontestacyjnych po obu stronach żelaznej kurtyny.

Władysław Bibrowski po klęsce strajku na Politechnice Warszawskiej zdecydował się wyemigrować. Wyjechał do Australii i tam na wiele lat związał się ze środowiskiem anarchistycznym. Był też współzałożycielem kilku komun. Jego droga życiowa jest wyjątkowo urozmaicona i bogata w doświadczenia: od Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności i udziału w komitecie strajkowym politechniki, aż po działalność w ruchu kontrkulturowym na Zachodzie. To znamienne, że jako jedyny rozmówca wspominał atak ZOMO i „aktywu robotniczego” z 8 marca bez większych emocji – chociaż zarazem jego wspomnienie jest wyjątkowo przejmujące.

Nie [to nie był żaden] szok. Ja panu powiem: z perspektywy mojego doświadczenia życiowego wcale nie było tak brutalnie. O wiele brutalniej było na demonstracjach przeciwko wojnie wietnamskiej w Melbourne parę lat później. Kiedy [policjanci] końmi szarżowali w tłum i walili jak popadło. Natomiast różnica polegała na tym, moim zdaniem, że w Melbourne nie bano się ich i walono w nich kamieniami, i policjanci też oberwali sporo. A później, no, to są sprawy [sądowe] za chuligaństwo, ale kontynuujesz studia, jesteś obywatelem. To jest różnica, wolny kraj. Natomiast w Polsce nie o tę brutalność chodzi, tylko o strach, o ogromny strach. Ludzie się bali, byli przerażeni. Taka jest prawda. Był strach, wszędzie był strach. Na politechnice był strach, w trakcie strajku był strach, po strajku był strach. Ja pamiętam, jak ludzie się bali. A później, kiedy byłem w Australii i brałem udział [w demonstracjach], i byłem o wiele bardziej aktywny politycznie niż w Polsce, nie było strachu. To jest ta różnica.

Do podobnych wniosków doszedł Karol Modzelewski, który w 1961 roku pojechał do Wenecji na stypendium naukowe. W swoim otoczeniu mógł obserwować narodziny ruchu kontestacyjnego, co odcisnęło się na jego późniejszej biografii.

Wróciłem z Włoch nabuzowany, dlatego że nie należało posyłać takich ludzi jak ja na stypendia zagraniczne. Bo przemieszkałem rok w kraju demokratycznym i o dosyć gorącej temperaturze życia publicznego, i widziałem to na własne oczy. Moi koledzy studenci i młodzi asystenci w tym czasie tam się angażowali w różne takie… No, wszystko jedno w co. Ale to było widać, że to jest autentyczne, że to jest opozycyjne, że nikt tego nie goni. Jeden z takich współbiesiadników moich w garkuchni, gdzie obiady jadałem studenckie, powiedział, że on się zajął polityką, a należał do partii radykalnej chyba, tak się nazywała, Partito Radicale Italiano, bardzo szczupła organizacja. No ale lewicowa w sumie. Powiedział, że się zaangażował za poradą swojego psychiatry. Ponieważ on cierpiał na stany lękowe, psychiatra mu poradził, żeby się zaangażował w działalność polityczną. To mnie tak strasznie rozśmieszyło, że… U nas raczej nie należałoby dawać nikomu cierpiącemu na stany lękowe tego rodzaju rady (śmiech). Po prostu różnice między dwoma porządkami politycznymi zobaczyłem jak w soczewce.

Część pokolenia ’68, która na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych miała okazję wyjechać na Zachód – głównie z powodu podjęcia decyzji o emigracji – była jednoznacznie krytyczna w ocenie ruchów kontestacyjnych. Aleksander Smolar, znakomicie zorientowany w funkcjonowaniu francuskiej sceny politycznej i mający rozległe kontakty z działaczami socjalistycznymi, przyznawał:

Mój stosunek do Maja paryskiego jest taki w gruncie rzeczy sceptyczny i mało sympatyzujący w każdym razie. […] Oczywiście [zadawałem sobie] pytanie „co [nas] łączy?” – ono się pojawiało, ale raczej odpowiedź była, że to jest zupełnie coś innego, że to jest zupełnie coś przeciwnego. To była nasza odpowiedź. W każdym razie w moim przypadku.

Czytaj dalej tu: Ludzie Marca spotykają…

Kup ksiazke tu: Ludzie Marca spotykają ludzi Maja


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Spacer historyczny śladami dyplomatów

Spacer historyczny śladami dyplomatów

Dzięki uprzejmości Instytutu Polskiego w Budapeszcie wzięłam udział w spacerze historycznym śladami dyplomatów ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. Jest to wspólny projekt placówek 7 krajów akredytowanych na Węgrzech (Hiszpania, Włochy, Watykan, Portugalia, Szwecja, Szwajcaria, Polska). W ramach współpracy przy projekcie Domy z gwiazdą, do którego ze względu na trwający rok pamięci Holokaustu włączył się również IP, na wydarzenie zaproszeni zostali dyplomaci z tych krajów.

70 lat temu w czerwcu 1944 roku w ciągu pięciu dni od ukazania się rozporządzenia do 2000 domów oznaczonych żółtą gwiazdą musiało przenieść się blisko 200 tys. Żydów. W czasie spaceru odwiedziliśmy kilka takich domów, z których większość przetrwała do dziś – najwięcej w VI, VII i VIII dzielnicy oraz Újlipótváros (to część XIII dzielnicy Budapesztu zamieszkiwana przez klasę średnią-wyższą i inteligencję pochodzenia żydowskiego) oraz mieliśmy możliwość zobaczyć kilka budynków, które były objęte ochroną państw neutralnych mających swoje przedstawicielstwa dyplomatyczne w ówczesnym Budapeszcie. Prowadzący spacer przewodnik przedstawił sylwetki dyplomatów, którzy wybitnie zaznaczyli się w akcji ratowania Żydów. Byli to: szwedzki handlowiec i dyplomata Raul Wallenberg, vice-konsul szwajcarski Carl Lutz i jego rodak Friedrich Born, nuncjusz apostolski w Budapeszcie abp Angelo Rotta, Hiszpan Ángel Sanz Briz, Włoch Giorgio Perlasca, zatrzymaliśmy się też przy tablicy upamiętniającej Henryka Sławika. Wg. danych Centrum Pamięci Holokaustu w czasie wojny zginęło ok. 500 tys. z liczącej ponad 700 tys. społeczności węgierskich Żydów. W pierwszej kolejności do obozów zagłady wywieziono Żydów z prowincji, tym z Budapesztu w wielu przypadkach udało się przetrwać, m.in. dzięki działalności dyplomatów, którzy chronili ich przed marszami śmierci i deportacjami.

Spacer wyruszył spod Parlamentu, gdzie pierwszym przystankiem było nabrzeże Dunaju i bardzo wymowny pomnik przedstawiający buty ludzi zamordowanych i wrzuconych do Dunaju w czasie terroru strzałokrzyżowców. Jedną z ofiar był Gedeon Richter, twórca węgierskiego przemysłu farmaceutycznego i działającej do dziś firmy. Rodzinę Richtera wraz z ponad tysiącem innych Żydów ochraniał Raul Wallenberg. Richtera upamiętnia tablica znajdująca się na domu przy ul. Katona (XIII dzielnica), z którego został wywleczony i wraz z towarzyszami stracony nad brzegiem rzeki w grudniu 1944 roku.

Najciekawszym punktem spaceru był tzw. szklany dom – węg. üvegház (przykład Bauhausu z użyciem dużej ilości szklanych elementów, zaprojektowany przez architekta Lajosa Kozmę dla rodziny Weissów produkującą szkło dla przemysłu budowlanego), znajdujący się przy ul. Vadász utca 29 w V dzielnicy, będący dziś izbą pamięci Carla Lutza. Wg. nowego prawa dyskryminującego Żydów, budynek został zamknięty i odebrany żydowskim właścicielom (tablicę pamiątkową ku pamięci dotychczasowego właściciela Arthura Weissa można obejrzeć na wystawie wewnątrz budynku – była ona kilkakrotnie niszczona aż trzeba ją było zastąpić wykonaną z brązu). Niszczejący obiekt po pewnym czasie przejęła ambasada Szwajcarii tworząc tu Wydział Imigracyjny. Fakt, że budynek stał się miejscem chronionym immunitetem wykorzystał Carl Lutz, szwajcarski dyplomata, który stworzył tu chroniony dom dla ludności żydowskiej, a któremu przypisuje się uratowanie 62 tys. Żydów poprzez pertraktacje z węgierskim rządem, przyznawanie dokumentów oraz poprzez współpracę z placówkami innych państw. W budynku jednorazowo przebywało od 2 do 3 tys. Żydów. Jak nam opowiedział opiekun Izby Pamięci – stłoczeni na małej powierzchni, gdzie warunki sanitarne i bytowe były bardzo trudne, potrafili być świetnie zorganizowani. Współpracujący z Lutzem młodzi syjoniści węgierscy podzieleni na kilka grup mieli pod swoją opieką określoną liczbę ludzi. Każdemu zapewniono miejsce do spania bądź siedzenia(!). Na wystawie widzimy rysunki, które dają wyobrażenie w jakim stłoczeniu toczyło się życie szklanego domu, na środku sali makieta budynku. Wśród przebywających tu osób wiele zajmowało się wcześniej handlem, a więc miało liczne kontakty z chrześcijańskimi kupcami. Dzięki temu łatwiej było zdobyć jedzenie czy inne niezbędne artykuły w zamian za obietnicę wynagrodzenia po wojnie. Młodzi syjoniści dzięki oficjalnej przykrywce zapewnionej przez Lutza mogli poruszać się swobodniej jako kurierzy, dostarczając prawdziwe i fałszywe dokumenty. Po 15 października 1944 roku i przejęciu władzy przez strzałokrzyżowców (węg. nyilasok), szklany dom stał się jednym z niewielu miejsc na mapie Budapesztu dających względnie bezpieczne schronienie przed szalejącym na zewnątrz terrorem. Dzięki własnej pomysłowości i poczuciu bezpieczeństwa ludzie przebywali tu tygodniami, a czasem miesiącami do stycznia 1945 roku. Tablica upamiętniająca Lutza znajduje się również na placu Szabadság, przed ambasadą USA.

Raoul Wallenberg – sekretarz ambasady szwedzkiej w Budapeszcie. Szwedzki paszport otrzymało dzięki niemu ok. 10 tys. Żydów, wielu zatrudnił w ambasadzie, umieszczał w domach chronionych immunitetem. Dzięki działaniom ambasady szwedzkiej we współpracy z Nuncjaturą i Czerwonym Krzyżem udało się uratować ok. 100 tys. Żydów. Tablica upamiętniająca tego….

Czytaj dalej tu: Spacer historyczny śladami dyplomatów


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Obama wypowiada wojnę Izraelowi

Obama wypowiada wojnę Izraelowi

Bassam Tawil


Premier Izraela Netanjahu spotyka prezydenta Obamę w Białym Domu, 20 maj 2011 r. (Zdjęcie: Israel PM office)

Premier Izraela Netanjahu spotyka prezydenta Obamę w Białym Domu, 20 maj 2011 r. (Zdjęcie: Israel PM office)

 

Wielu Arabów i muzułmanów zaciera ręce z radości, patrząc jak prezydent USA Barack Obama wypowiada wojnę Izraelowi po zwycięstwie Likudu, partii Benjamina Netanjahu, w wyborach w zeszłym tygodniu.

Nie traktują narastających napięć między Obamą i Netanjahu jako wyniku osobistego sporu między dwoma przywódcami. Wielu Arabów i muzułmanów widzi to jako część strategii administracji Obamy w dążeniu do osłabienia Izraela i zmuszenia go do ustępstw terytorialnych, które będą stanowić zagrożenie egzystencjalne dla tego kraju.

Na początku swojej pierwszej kadencji Obama wzbudził wielkie nadzieje w krajach arabskich i innych islamskich, kiedy popędził wygłosić pełne skruchy przemówienie na związanym z Bractwem Muzułmańskim uniwersytecie Al-Azhar w Kairze. Jego przemówienie wywarło na wielu Arabach i muzułmanach wrażenie, że wreszcie pojawił się prezydent Ameryki, który jest gotowy poświęcić Izrael na rzecz ugłaskania jego wrogów.

Wielu muzułmanów uważało, że Obama jest po ich stronie w konflikcie z Izraelem. Spodziewali się, że będzie pierwszym prezydentem USA, który porzuci Izrael na rzecz Arabów i muzułmanów. Od czasu przemówienia w Kairze w 2009 r. w krajach arabskich i islamskich nastąpiło jednak wielkie rozczarowanie Obamą za to, że nie zrobił „czegoś” w sprawie Izraela.

Wreszcie, po długim czasie, wzmożona wrogość administracji Obamy wobec Izraela zaczyna być radośnie witana w wielu stolicach arabskich i islamskich. Nie posiadają się z radości widząc, że po zawodzie, jak przez sześć lat sprawiał Arabom i innym muzułmanom, Obama wreszcie zaczyna iść we „właściwym” kierunku.

Także grupy terrorystyczne, takie jak Hamas, Hezbollah, Al-Kaida i Islamski Dżihad wyrażają zadowolenie z tego, co widzą jako “wypowiedzenie wojny” przez Obamę przeciwko Izraelowi. Przedstawiciele Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu także świętują fakt, że Izrael stał się największym wrogiem w oczach administracji Obamy.

W tym tygodniu przytoczono wypowiedź przedstawiciela Autonomii Palestyńskiej, który powiedział, że Palestyńczycy nie zdziwią się, jeśli sam prezydent Obama dołączy do kampanii wnoszenia oskarżeń Izraela o zbrodnie wojenne do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Podobno przedstawiciel ten powiedział zachodniemu dyplomacie stacjonującemu w Ramallah, że Obama nienawidzi Izraela i że jest to dobra wiadomość dla Palestyńczyków.

Wrogowie Izraela siedzą na jego granicach i czekają tylko na okazję do ataku. Jednym z powodów, dla którego jak dotąd byli niechętni rozpoczęciu wojny na pełną skalę, by zniszczyć Izrael, był ich strach, że USA przyjdą Izraelowi na ratunek. Teraz jednak Hezbollah, Hamas, Islamski Dżihad, Państwo Islamskie i inne grupy terrorystyczne są pełne nadziei, że Obama wreszcie zdecydował się porzucić Izrael.

Terroryści także z wielkim entuzjazmem śledzili doniesienia o rozważaniu przez administrację Obamy rewizji polityki na Bliskim Wschodzie w następstwie zwycięstwa wyborczego Netanjahu. Są to właśnie te wiadomości, na które czekali przez tak wiele lat – że USA nie uważają już Izrael za głównego partnera strategicznego na Bliskim Wschodzie.

Rosnąca liczba Arabów i innych muzułmanów uważa doniesienia, że administracja Obamy nie będzie dłużej popierała Izraela na forach dyplomatycznych i w agencjach międzynarodowych, szczególnie na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ i w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, za początek końca partnerstwa między USA i Izraelem. To partnerstwo przez dziesięciolecia niepokoiło wrogów Izraela, ponieważ stało na drodze do osiągnięcia ich celu – wymazania Izraela z powierzchni ziemi.

Krótko mówiąc, antyizraelskie stanowisko Obamy jest najlepszym podarunkiem, jakie Ameryka mogłaby dać terrorystom islamskim i radykalnym Arabom. Po raz pierwszy administracja Obamy wywołała nadzieję wśród wrogów Izraela, że USA wreszcie da im pełne poparcie, tak samo jak daje je Iranowi.

Ostry kryzys między administracją Obamy i Izraelem ma miejsce w czasie, kiedy USA tracą większość swoich arabskich i muzułmańskich przyjaciół, szczególnie w Egipcie, Jordanii, Jemenie, jak również w innych krajach. Dzieje się również w czasie, kiedy Iran przechwytuje jedno państwo arabskie za drugim i otoczył teraz pola naftowe w Zatoce Perskiej, jak również przez lata prowadził po cichu infiltrację Ameryki Południowej.

Czytaj dalej tu: Obama wypowiada wojnę Izraelowi


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com