Archive | 2015/03/29

Zakłamywanie daty śmierci Korczaka jest szkodliwym absurdem

Lipszyc: Zakłamywanie daty śmierci Korczaka jest szkodliwym absurdem

Jarosław Lipszyc


Chcemy udostępnić wszystkim dzieła Korczaka, tyle możemy dla niego zrobić.

Gdy cieszyliśmy się w 2012 roku, że dzieła Janusza Korczaka w 70 lat po jego śmierci przechodzą do domeny publicznej, dotarła do nas przedziwna informacja – Korczak z prawnego punktu widzenia zginął nie w 1942 roku, a 1946. I jego pisma powinny być uwolnione zgodnie z prawem dopiero 1 stycznia 2017. Zaczęliśmy tę sprawę badać i okazało się, że to, dlaczego ktoś wbrew wiedzy historycznej obstaje przy tej dacie, to ciekawa i długa historia.

Prawa autorskie do dzieł Janusza Korczaka przeszły na skarb państwa. A ten nie ma żadnej polityki dotyczącej wykorzystywania tych dzieł, nie tylko tego autora, ale w ogóle. Dysponentem praw stał się więc Instytut Książki, także dlatego, że Grzegorz Gauden miał pomysł na to, jak Korczaka „monetyzować” i przede wszystkim: jak go dalej wydawać. Przejście dzieł do domeny publicznej okazało się być w tym przeszkodą.

Upomnieliśmy się bowiem o dzieła Korczaka w domenie publicznej dokładnie wtedy, gdy Instytut Książki właśnie zakończył długą biurokratyczna procedurę, która pozwoliłaby cokolwiek w sprawie wydawania jego książek zrobić – bo wcześniej nie można było zrobić nic.

Z punktu widzenia Instytutu, ja – walcząc o wolny dostęp do Korczaka – byłem troublemakerem, osobą która rozgrzebuje problem, który, wydawało się, właśnie został załatwiony. Z mojego punktu widzenia sytuacja również była skandaliczna, ale z zupełnie innych powodów.

Po pierwsze dlatego, że skarb państwa może nie wiedzieć, jakie prawa autorskie ma i do czego. W przypadku Korczaka akurat wiedział, ale jednocześnie nikt nie prowadzi rejestru i nie zajmuje się rozstrzygnięciem losu tysięcy dzieł, których twórcy i twórczynie zmarli bezpotomnie. Korczak o tym zaniedbaniu przy tej okazji tylko przypomniał, bo problem pozostaje nierozwiązany. Po drugie, to dla mnie skandal, bo domena publiczna jest święta – jeśli dzieła wchodzą do niej w 70 lat po śmierci autorki lub autora, a Korczak został zamordowany w Treblince w 1942, to możemy z jego dzieł korzystać od 1 stycznia 2013 roku. I koniec. Wyrok z lat 50., według którego powinniśmy ustalić rok jego śmierci na 1946, jest historycznym kłamstwem. Tym gorzej więc, że instytucje publiczne, wiedząc o tym, raz ten fałsz podtrzymują, a innym razem mu zaprzeczają – w zależności od okoliczności.

W 2012 obchodziliśmy Rok Korczaka, wtedy wiedzieliśmy, że zginał w 1942 roku. Ale gdy chodzi o prawa do jego dzieł, to wiemy, że jednak w 1946. To absurdalne dwójmyślenie. Chcieliśmy z tym walczyć.

Mieliśmy olbrzymie szczęście, że udało nam się znaleźć wyśmienitych prawników, którzy zgodzili się poprowadzić tę sprawę pro publico bono, Adama Barbasiewicza i Joannę Woźniak. Przy ich pomocy udało się nam w sądzie ustalić najbardziej prawdopodobną datę śmierci Korczaka, co powinno być formalnością, ale i wygrać coś ważnego dla wszystkich. To mianowicie, że prawo i prawda nie powinny się ze sobą rozmijać. Czyli, mówiąc inaczej, żeby prawo uznawało stan faktyczny, a nie fikcję. To ważne także dlatego, że chodzi o pamięć o Holocauście i stwierdzenie, że osoby, które wydała na śmierć faszystowska machina śmierci, zostały zagazowane i zamordowane, między innymi w Treblince, a nie na przykład „zaginęły w nieznanych okolicznościach”. Wiemy, po prostu, że osoby wysyłane do Treblinki, do komór gazowych, nie żyły długo, tylko były mordowane niemalże od razu. Pomijając pamięć historyczną i realia wojny, które znamy i z badań, i z relacji, dotyczas można było mówić: „nie wiemy, czy Korczak zginął 6 czy 7 sierpnia 1942 roku, więc zgódźmy się, że zginał jednak w 1946, 9 maja”. To absurd, z którym trzeba się było zmierzyć, bo on miał wpływ na stan prawny. A w końcu: w ramach tego procesu udało się pokazać, że działalność instytucji kultury, które chcą udostępniać dzieła jest wystarczającym powodem, by instytucje te mogły w sądach dochodzić na przykład dat śmierci twórców i być stroną w sprawie. Tyle udało się wygrać.

Mamy nadzieję, że instytucje państwa będą miały tyle przyzwoitości, żeby nie odwoływać się od wyroku i zgodzić się z faktyczną datą śmierci Janusza Korczaka. Najbardziej cieszę, że udało się to dla niego i pamięci o nim zrobić. Chcemy, żeby był czytany, a nie tylko wspominany.

Wysłuchał Jakub Dymek


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Katastrofie w Alpach można było zapobiec

Medycyna i okolice - Druga strona stetoskopuKatastrofie w Alpach można było zapobiec

Stefan Karczmarewicz


Trwa dochodzenie w sprawie przyczyn katastrofy samolotu w Alpach

Śmierć pasażerów i załogi lotu Germanwings była następstwem depresji drugiego pilota, ale być może również – niedopatrzeń pracodawcy, lub instytucji medycznych, które go leczyły.

To, co zrobił drugi pilot niemieckich linii nazywa się fachowo rozszerzonym samobójstwem. Dane które już mamy pozwalają na łatwe odtworzenie niepokojąco prostej i logicznej sekwencji zdarzeń, prowadzących w rezultacie do tragicznego końca. Odtwórzmy je, z koniecznymi uproszczeniami, by zwiększyć prawdopodobieństwo, że nasza historia nie odbiegnie zbyt daleko od prawdy (której szczegółów wszak jeszcze nie znamy, a być może nie poznamy).

Był sobie pilot, dla którego latanie było sensem życia. Z tego, co wiem, nie jest to żaden szczególny wyróżnik – piloci często są tak zbudowani mentalnie. Bohater naszej opowieści zapadł na chorobę okulistyczną, która miała postępujący charakter. Jej skutki były znane pacjentowi, a najgorszym z nich miała być utrata w przewidywalnej przyszłości licencji pilota. Popadł w depresję, jednym z jej skutków była zmiana osobowości. Jego dziewczyna nie wytrzymała z nim i odeszła. Zapewne czuł się osaczony, bez nadziei na pozytywne zakończenie. Zapewne – jak niejeden pacjent z ciężką depresją – nie widział sensu życia i odejście wydawało mu się jedynym rozwiązaniem. Mógł, jak wielu samobójców, zginąć tak, żeby nie dać innym szans na ratunek, ale również – by nikogo fizycznie nie skrzywdzić. Wybrał tzw. rozszerzone samobójstwo. Zablokował drzwi kabiny pilotów. Mógł w tym momencie wyłączyć silniki – samolot spadł by znacznie szybciej. On jednak rozpoczął stałe obniżanie lotu, ale z prędkością opadania (tu wierzę wszystkim wypowiadającym się ekspertom lotniczym, których oglądałem, słuchałem, lub czytałem) charakterystyczną dla pierwszej fazy zniżania przed lądowaniem. Być może zaplanował taki scenariusz, jako swoje ostatnie podejście do lądowania w życiu. Jeżeli prawdą jest, że samolot rozbił się w miejscu, które dobrze znał i lubił, przemawia to tym bardziej za hipotezą, że przebieg dramatu nie był przypadkowy, lecz starannie przemyślany. To z kolei czyni mniej prawdopodobne chwilowe obniżenie nastroju, jako przyczynę desperackiego kroku, a tym bardziej każe myśleć o depresji. Tyle faktów i niewysilonych przypuszczeń. Pora na wątpliwości.

Kluczowe pytanie brzmi: czy pracodawca pilota – linia Germanwings, należąca do Lufthansy – wiedział o chorobie narządu wzroku u swojego pilota? Jeżeli wiedział, to czy ktoś w firmie zadał sobie trud, żeby sprawdzić, co taka choroba oznacza i czym musi (lub może) się skończyć? Jeżeli sprawdził i dowiedział się tego, co trzeba, to czy zlecił, by pacjent został poddany kontroli psychologicznej i by testy te były powtarzane systematycznie? Choroba miała wszak charakter postępujący… Jest wysoce prawdopodobne, że w pewnym momencie uznano by, że konieczna jest konsultacja psychiatryczna, z powodu nasilenia depresji. Jest również bardzo prawdopodobne, że psychiatra spowodowałby zawieszenie pacjenta w lotach. Jeżeli pracodawca wiedział i nie wdrożył odpowiedniego toku postępowania, to dyrektor linii i ci pracownicy, którzy zaniechali prostych procedur powinni być uznanymi za współwinnych śmierci 149 osób.

Czytaj dalej tu: Katastrofie w Alpach można było zapobiec


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kilauea – The Fire Within

Kilauea – The Fire Within

©2015 PageFilms


 

(WK – film mozna ogladac w HD na calym ekranie)

Available in 4K, The Fire Within is a visceral, artistic study on the Big Island of Hawaii’s hyperactive Kilauea volcano. I was born and raised on the island and all my life up until last year I hadn’t had the chance to come face to face with her incredible presence.

Many in Hawaii refer to the lava as ‘Pele’, the Hawaiian goddess of fire. After our incredible experiences at the volcano it’s not hard to see why so many islanders to this day see her as a living breathing thing. I wanted to capture her beauty and mysteriousness as well as her unimaginable power in the best way that I knew how. I wanted to just see it doing what it does. I shied away from any human interaction and turned the cameras to the fiery blood of the Earth.

This six and a half minute film is my best attempt at capturing what it felt like to witness molten rock slowly burning down a dense wet rainforest or to peer into a six-hundred-foot-wide lava lake at Kilauea’s summit crater. I’ve never been anywhere else on the planet that demanded as much respect and awareness for the natural environment around me. Her unexpected beauty and unsettling sense of danger were nothing short of humbling and put so much into perspective. Kilauea really did change my life.

Huge thanks to those who supported this film along the way, especially Wes and Stefan for contributing so much time and talent to make this thing what it is. Kilauea – The Fire Within was produced out of pocket and with complete creative freedom.

Director/DP/Editor: Lance Page
pagefilms.com
facebook.com/pagefilms
instagram.com/pagefilms
twitter.com/pagefilms

Producers: Lance Page & Wesley Young

Original Score: Stefan Scott Nelson
soundcloud.com/stefonz-1

featuring Starsieve
soundcloud.com/search?q=starsieve

Gear:
Canon EOS 6D
Panasonic Lumix GH4
Canon 24-105L F4
Canon 70-300L F4-5.6
Rokinon 14mm F2.8
Rokinon 24mm T1.5
Emotimo TB3
emotimo.com
Dynamic Perception Stage Zero
dynamicperception.com
Radian and Michron controllers
alpinelaboratories.com

©2015 PageFilms


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com