Archive | March 2015

Kina żydowskie w Warszawie w dwudziestoleciu międzywojennym

Kina żydowskie w Warszawie w dwudziestoleciu międzywojennym

Katarzyna Czajka


Kino jidysz stanowiło wyjątkowy przejaw kultury żydowskiej – jedynie w Polsce i w Stanach Zjednoczonych produkowano filmy w tym języku, tworzyło się środowisko aktorów, reżyserów i scenarzystów związanych niemal całkowicie z kinem żydowskim.
Wide 223966

Jednak kino jidysz jest tylko pewnym elementem obecności Żydów w kinematografii polskiej okresu dwudziestolecia międzywojennego. W przeciwieństwie do dzisiejszych kin, które są̨ ostatnim ogniwem w procesie produkcji i dystrybucji filmu, w dwudziestoleciu właściciele kin byli zaangażowani zarówno w dystrybucję, jak i w reklamę̨, a często także produkcję filmu. Wiele kin było bezpośrednio powiązanych z wytwórniami filmowymi (np. kino „Atlantic” czy „Sfinks”), niekiedy miały tych samych właścicieli.

To właśnie obserwacja działalności tak rozumianych przedsiębiorstw kinowych dobrze ukazuje, jak trudno nakreślić́ granice między tym co polskie, a tym co żydowskie w kinematografii dwudziestolecia. Co więcej, nawet przy lekturze prasy filmowej trudno wyodrębnić́ informacje dotyczące żydowskich właścicieli kin – opisując problemy „kiniarzy” autorzy artykułów nie wyodrębniali tej grupy, podobnie jak nie podkreślali żydowskiego charak- teru wybranych kin. Ów brak tematyki żydowskiej pojawia się̨ także w recenzjach gdzie np. nie podaje się̨ informacji o wersji językowej filmu.

Mówiąc o wkładzie żydowskiej ludności Warszawy w historię kinematografii stolicy, trzeba zacząć́ nieco wcześniej niż̇ w roku 1918. Już̇ przed I wojną światową w Warszawie czynnych było kilkadziesiąt kinematografów. Trzeba tu zaznaczyć, że pod tą kategorią rozumiano nie tylko teatry świetlnie (jak wówczas nazywano budynki specjalnie przystosowane lub wybudowane w celu pokazywania w nich filmów), ale także zwykłe drewniane budy, w których stojąca publiczność́ mogła popatrzeć́ na kilka minut migających obrazków. Wśród kin warszawskich naczelne miejsce należało do kinoteatru Aleksandra Hertza – „Sfinks” otwartego w 1909 r. przy Marszałkowskiej 116 (później przeniosło się̨ na uli- cę Senatorską do galerii Luksenburga) oraz do „Iluzjonu” Mordechaja Towbina (otwarty w 1908 r. przy Marszałkowskiej 118). Ci dwaj przedsiębiorcy oprócz prowadzenia eleganckich kin w centrum Warszawy posiadali też własne przedsiębiorstwa zajmujące się̨ produkcją filmów – ,,Siłę” (Towbin) oraz ,,Sfinksa” (Hertz). W owych pierwszych latach obecności kin w Warszawie rywalizacja tych dwóch przedsiębiorców zdominowała rynek warszawski, ale także nadawała ton całej ówczesnej polskiej produkcji filmowej. Obaj przedsiębiorcy niemal jednocześnie zdecydowali się̨ na produkcję pierwszych w historii polskiej kinematografii filmów patriotycznych, narażając się̨ tym samym na problemy z rosyjską cenzurą. Ofiarą cenzury padła jedna z pierwszych polskich produkcji filmowych o tematyce aktualnej, Pruska kultura za której produkcją stał Towbin – film został skonfiskowany przez władze carskie, zanim jeszcze ktokolwiek zdołał go zobaczyć́. Pokaz filmu odbył się̨ dopiero po wybuchu I wojny światowej. Sam film opowiadał o strajku dzieci we Wrześni. Mniej więcej w tym samym czasie Hertz wyprodukował konkurencyjny film Słodycz grzechu (także o tematyce patriotycznej), który uniknął problemów z cenzorem. Już̇ te pierwsze produkcje pokazują̨, że dla ówczesnych producentów żydowskich liczyła się przede wszystkim widownia, która w tym okresie była bardzo zainteresowana produkcjami o tematyce patriotycznej.

Trzeba tu zaznaczyć́, że obaj przedsiębiorcy zasadniczo różnili się̨ sposobem prowadzenia biznesu. O ile Aleksander Hertz stawiał raczej na silną i rozpoznawalną markę̨, chciał zasłużyć́ na opinię mecenasa kultury, o tyle Mordechaj Towbin nie cofał się̨ przed niczym, by pokonać́ konkurencję. Słynął z fikcyjnych bankructw, prowadzenia podwójnej księgowości i niechęci do regulowania zobowiązań́. Choć słynne stało się zdanie Towbina o konkurencie: ,,Hertz to taki sam złodziej jak ja, tylko w białych rękawiczkach”, to jednak jego działania świadczą̨ o braku jakichkolwiek skrupułów w grze rynkowej. Gdy Hertz zaprosił na występy do Polski niezwykle wtedy popularnego aktora Maxa Lindera, Towbin zgłosił się do niego z propozycją współpracy – aktor po występach w wynajętej sali Filharmonii miałby wystąpić́ w kinie Towbina. Gdy Hertz jasno dał do zrozumienia, że jakakolwiek współpraca jest niemożliwa, Towbin podając się za konkurenta odebrał Lindera z dworca, po czym podejmując gościa w hotelu zadzwonił do Hertza i zmusił go, by ten podzielił się z nim zyskami z pokazów zaplanowanych na czas pobytu aktora w Polsce. Hertz chcąc nie chcąc musiał przystać́ na tę niekorzystną propozycję, gdyż była ona bardziej opłacalna od odwołania pokazów. Ostatecznie rywalizację zakończyło aresztowanie Towbina w 1914 r. za machlojki finansowe, których szczegółów jednak nie wyjaśniono. O tym, jak głośne było to wydarzenie, może świadczyć́ fakt, że informowano o nim na pierwszych stronach gazet. Pomimo ostrej konkurencji było oczywiste, że Hertz stał się już wtedy potentatem na rynku filmowym, a także zgodnie ze swoim planem – mecenasem kultury. Jego spółka produkcyjna – Towarzystwo udziałowe „Sfinks” (założone wraz z Alfredem Silberlastem i Józefem Koernerem) produkowała jeden do dziewięciu filmów rocznie, miedzy innymi Meira Ezofowicza, a już w 1913 r. zaczęto rozważać́ zekranizowanie trylogii Henryka Sienkiewicza. Gdy kino Towbina zaczęło pokazywać Quo Vadis (ówczesny wielki przebój kinematografii włoskiej), Hertz założył spółkę̨ „Sokół”, która miała wyprodukować polską wersję filmu. Trzeba tu ponownie zaznaczyć́, że dla obu producentów kwestia tematyki filmu była drugorzędna wobec możliwych zysków, jakie mogła przynieść́ produkcja.

Czytaj dalej tu: Kina żydowskie w Warszawie...


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wystawa poświęcona żydowskim samorządowcom w Starej Synagodze w Krakowie

Wystawa poświęcona żydowskim samorządowcom w Starej Synagodze w Krakowie

Oprac. Jan Burek
Źródło: materiały informacyjne Muzeum Historycznego Miasta Krakowa


IlustracjaOd dziś w Starej Synagodze w Krakowie oglądać można wystawę „Budowali nowoczesny Kraków. Żydzi w samorządzie miejskim, gospodarczym i finansowym miasta (1866–1939)”. Ekspozycja przedstawia wkład Żydów w rozwój Krakowa pod koniec XIX w. i w 20-leciu międzywojennym.

W 1866 r. reforma samorządowa umożliwiła krakowskim Żydom uczestnictwo w pracach różnorodnych instytucji lokalnych. Wielu z nich skorzystało z tej okazji, dołączając do grupy samorządowców działających na rzecz dobrobytu miasta i jego mieszkańców.

Twórcy wystawy w Starej Synagodze pragną przybliżyć zwiedzającym sylwetki zasłużonych dla Krakowa żydowskich rajców miejskich, przemysłowców zrzeszonych w Izbie Przemysłowo-Handlowej i działaczy Kasy Oszczędności Miasta Krakowa. To między innymi dzięki nim Kraków w okresie autonomii galicyjskiej i w latach II Rzeczpospolitej przekształcił się z zaniedbanego, peryferyjnego ośrodka w nowoczesne miasto z rozwiniętą infrastrukturą, reprezentacyjnymi budynkami użyteczności publicznej i willowymi osiedlami.

Wystawie towarzyszyć będą również m. in.: panel dyskusyjny z udziałem krakowskich historyków, kuratorskie oprowadzania po ekspozycji i wykłady połączone ze spacerem na cmentarz żydowski przy ulicy Miodowej. Uczestnicy tych wydarzeń postarają się odpowiedzieć na pytania: W jaki sposób Żydzi zaistnieli jako pełnoprawni obywatele miasta? Czy we współczesnym Krakowie możemy odnaleźć ślady ich działalności? Czy żydowscy samorządowcy reprezentowali partykularne interesy swojej społeczności czy kierowali się dobrem ogółu mieszkańców?

Wystawę można zwiedzać do 25 października 2015 r. w Starej Synagodze w Krakowie przy ul. Szerokiej 24.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Supertide of the century

Supertide of the century

By Chris Kitching for MailOnline


Supertide of the century: Thousands of tourists descend on French city of Mont Saint-Michel to witness spectacular event sparked by the solar eclipse

  • Experts said the wall of water could equal the height of a four-storey building and surge faster than a ‘running man’
  • A tidal expert told French media that the surge was a few inches short of expectations
  • Massive tide occurs due to the gravitation pull created by the alignment of the sun, moon and Earth
  • Incredible aerial photos show the picturesque landmark off the coast of Normandy cut off from the mainland
  • Similar tides are expected along the coasts of Britain, the Netherlands and Canada this weekend
  • The last ‘tide of the century’ occurred on March 10, 1997 and the next will take place in March 2033

Tens of thousands of curious visitors have crowded historic Mont Saint-Michel and other beauty spots along the French coastline with the promise of a ‘tide of the century’, but it may not have lived up to everyone’s expectations. Anticipating a wall of water that could equal the height of a four-storey building, tourists and locals staked out positions around the picturesque landmark last night and again today, including the partially-washed out causeway as the tide retreated. They travelled to France’s northern coast for the first giant tide of the millennium, with experts predicting that it could reach as high as 46ft – 18ft above normal – thanks to the effects from yesterday’s spectacular solar eclipse.

Parts of the coast are on high alert and France's Navy Oceanic and Hydrological Service has urged people not to venture out too far

Parts of the coast are on high alert and France’s Navy Oceanic and Hydrological Service has urged people not to venture out too far

But tidal specialist Nicolas Pouvreau told France 24 the surge was a few inches short of expectations. Mont Saint-Michel was briefly turned into an island at high tide, but low tide provided an opportunity for people to walk on the expansive flat seabed. Although it is dubbed the ‘tide of the century’, the ‘supertide’ phenomenon occurs once every 18 years when a rare alignment of the sun, moon and Earth create a massive gravitational pull on the sea. On each occasion, Mont Saint-Michel provides a stunning setting for those looking to watch the phenomenon.

Perched on a rocky island, the Unesco World Heritage Site is exposed to some of the most powerful tides in the world, pictured is Mont Saint-Michel during low tide

Perched on a rocky island, the Unesco World Heritage Site is exposed to some of the most powerful tides in the world, pictured is Mont Saint-Michel during low tide

 

See more pictures : Supertide of the century


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Runaway jihadi took two-year-old son to ISIS

Runaway jihadi took two-year-old son to ISIS warzone: She returned to Syria despite MI5 being in regular contact

Chris Greenwood And Inderdeep Bains For The Daily Mail


Wedding day: Jamila Henry with her estranged husband, whose identity is being protected

Wedding day: Jamila Henry with her estranged husband, whose identity is being protected

  • Jamila Henry, 21, fled to Syria last year with her one-year-old son
  • When she returned she was repeatedly interviewed by MI5, relative says
  • But last year she managed to fly to Turkey using passport stolen from her ‘party girl’ twin sister Jalila
  • She was stopped at the Syrian border and arrested on her return to the UK

The jihadi twin caught trying to enter Syria had already had a seven-month stay there with her toddler son, it emerged yesterday.

Jamila Henry, 21, lived with two-year-old Mustafa in the Islamic State stronghold of Raqqa until just before Christmas.

She came back to Britain to leave him with family before trying to return to Syria. On Monday Turkish police picked her up in the capital Ankara.

Henry managed to flee the UK for a second time despite being on the radar of MI5, whose agents tried to recruit her.
They interviewed her, gave her a smartphone and repeatedly contacted her. But, under their noses, she was able to steal her glamorous identical twin’s passport and head back to the conflict zone.

The astonishing lapse comes weeks after it emerged that Mohammed Emwazi – the Islamic State butcher called Jihadi John – was known to the security services for five years and they had tried to recruit him too.

Despite being classed as a priority target, Emwazi managed to travel to the Middle East and start his reign of terror in Syria. Michael Adebolajo, one of the killers of Lee Rigby in Woolwich, was also courted by MI5.

Last night, a friend of the Henry family lashed out at ‘bumbling’ MI5 officers, accusing them of trying to cover up their mistakes.

‘They are a joke,’ said the source. ‘They keep calling everyone to find out what happened and telling them what they should and shouldn’t say to people.

They were all over the family for months after Jamila came back but were left whistling in the wind when she disappeared again.’

Read more: Runaway jihadi…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Włosy trzeba mieć blond

Włosy trzeba mieć blond

Jacek Tomczuk Newsweek Polska


Irena Solska w 1933 r.

“Kryjówka” – reż. Paweł Passini – neTTheatre w Lublinie

Ona ukrywała Żydów, narażając się na śmierć. Jej wnuk donosił Niemcom. Ona przeżyła, on został zastrzelony przez AK. Wojenne losy wybitnej polskiej aktorki Ireny Solskiej są wciąż pełne tajemnic.

Grudzień 2014, strych na warszawskim Powiślu. Wszędzie wełna, w najrozmaitszej formie: laki, swetry, koce. Najwięcej jest nici, rozpięte na wysokości metra nad podłogą tworzą wielką pajęczynę. Za chwilę na strychu zacznie się spektakl “Hideout/Kryjówka”. Reżyser Paweł Passini mówi o wielkim bohaterstwie i równie wielkim milczeniu, jakie je przez lata otaczało. – Polusia wiele opowiadała o kobiecie, która jej pomogła, kiedy wyszła z getta. Dopiero kiedy studiowałem w Akademii Teatralnej, ta historia wróciła, skojarzyłem fakty, to była Solska. TA Irena Solska. Okazało się, że nikt nie wie, co robiła w czasie wojny największa polska aktorka XX wieku, która grała Rachelę w “Weselu” Wyspiańskiego czy Joasa w “Sędziach”.

Warszawa, styczeń 1943 roku, Apolonia Starzec wyszła z getta, by się ukryć po aryjskiej stronie. Miała prawdziwą kenkartę na nazwisko Zofia Dzióbłowska i włosy pofarbowane na platynowo. – Myśli pan, że jestem Żydówką? – odwróciła się i krzyknęła prosto w twarz granatowemu policjantowi, który od dłuższe go czasu za nią szedł. Spuścił wzrok i przeprosił.

Nie miała mieszkania ani pracy, przypadkowo spotkała na ulicy znajomą z getta. “Dostałam adres: Mokotów, ul. Puławska nr 114, róg Malczewskiego, parter” – wspominała 50 lat później. Mieszkanie było na zapleczu sklepu. Małe, skromnie urządzone – pokój, kuchnia, łazienka i ubikacja. Łazienka pełniła funkcję składu wełny.

Otworzyła jej siwa, wysoka, szczupła kobieta. Miała szlachetny profil, piękną długą szyję, wspaniałe włosy i silne objawy choroby Parkinsona. “Mówiła z aktorską manierą – trochę podobnie do Niny Andrycz i Ireny Eichlerówny. Trochę mnie to początkowo dziwiło i zaskakiwało, ale przyzwyczaiłam się. W jej wydaniu nie wydawało mi się to śmieszne ani dziwne. Po prostu była wspaniałą aktorką, która żyła sceną także poza sceną” – wspominała po wojnie Apolonia Starzec.

Kobietą, która otworzyła drzwi, była Irena Solska.

Drżenie głosu

Była gwiazdą Młodej Polski, przełomu XIX i XX wieku, muzą Wyspiańskiego, młodzieńczą miłością Witkacego. Malowali ją Wyczółkowski, Wyspiański, Walery Eljasz-Radzikowski. Była u szczytu aktorskich możliwości, kiedy dopadła ją choroba Parkinsona.

Miała 30 lat, gdy w 1905 roku w listach do znajomych i rodziny po raz pierwszy wspominała o dziwnych drżeniach ciała i leczeniu u neurologów. Objawy okresowo mijały. Nasilenie choroby nastąpiło po roku 1918, kiedy przeszła grypę hiszpankę. – Wtedy nie było leków na opanowanie drżenia. Miała więc drżenia głowy, kręgosłupa. Tak że musiała się o coś opierać. Do tego dochodziło najgorsze – drżenie głosu, które całkowicie ją wykluczyło z zawodu. Bardzo długo starała się występować, zmagała się z chorobą na scenie. Stawała na przykład w ten sposób, że opierała głowę o dekorację, żeby opanować to drżenie – mówi Lidia Kuchtowna, biografka aktorki.

Ostatni raz Solska wystąpiła w 1938 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie jako wdowa w “Balladynie”. – Wojna zastała ją już nie na scenie, ale z wysoką pozycją moralną w środowisku aktorskim – mówi Kuchtówna.

Solska miała na utrzymaniu córkę i wnuka. By miała z czego żyć, przyjaciele zorganizowali dla niej przydział spirytusu z Monopolu Spirytusowego, który przysługiwał artystom jako rodzaj zadośćuczynienia za przyłączenie się do bojkotu scen teatralnych. “Ubrana w długi szary płaszcz, w butach, z plecakiem na ramionach, z kosturem w ręce, w chustce jaskrawej na głowie, siwa, już nie ruda. Była tak niezwykła, przykuwająca uwagę, że przechodnie odwracali się za nią, uderzeni jej wyglądem, jej całą oryginalną sylwetką” – pisał o niej pisarz Jerzy Zawieyski w 1939 roku.

polecil: Vlady Rozenbaum

Wełna za spirytus

Tamtego styczniowego dnia 1943 roku Irena Solska nie zadaje Apolonii Starzec żadnych pytań. Za to sama opowiada, czym się zajmuje: zorganizowała rodzaj spółdzielni – sprzedała przydział spirytusu, kupiła wełnę i zaczęła pomagać żonom internowanych oficerów. Przyzwyczajone do tego, że obsługuje je służba, teraz były bliskie postradania zmysłów, ale i śmierci głodowej. Solska wymyśliła sposób, żeby zarabiały i przestały myśleć o swoich nieobecnych mężach: namówiła je na zakup warsztatów tkackich i zajęcie się rękodziełem. Sama siedząc przy telefonie, prowadziła – używając dzisiejszej terminologii – działalność marketingową. Reklamowała towar, przyjmowała zamówienia, organizowała dostawę do odbiorców.

Czytaj dalej tu: Włosy trzeba mieć blond


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com