Archive | 2015/04/17

Chcę przewietrzyć teatr, ale bez przeciągu

Chcę przewietrzyć teatr, ale bez przeciągu

Redakcja – Poludnie


Chcę przewietrzyć teatr, ale bez przeciągu
Z Gołdą Tencer rozmawia Rafał Dajbor

– Od niedawna jest Pani dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Żydowskiego w Warszawie, z którym związana jest Pani od niemal półwiecza. Jak się Pani czuje w tej nowej roli?

– To dla mnie faktycznie nowa rola i chyba jeszcze tak do końca nie wiem, jak się w niej czuję. Od kiedy pamiętam swoje dorosłe życie jestem cząstką tego teatru, a ten teatr jest najważniejszą chyba cząstką mnie. Znam język jidysz, znam kulturę i literaturę żydowską, jestem wychowana na pograniczu dwóch kultur – żydowskiej i polskiej. Odbyłam niedawno spotkanie z zespołem aktorskim teatru i poczułam ogromne poparcie ze strony zespołu. Było mi to bardzo potrzebne. To był moment, który upewnił mnie, że jako dyrektor Teatru Żydowskiego jestem właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

– Jakie cele stawia sobie Pani jako nowy dyrektor?

– Mam oczywiście swoją wizję teatru. Pragnę kontynuować tradycje moich wielkich poprzedników, czyli Idy Kamińskiej i Szymona Szurmieja. Obok tego chcę jednak zaznaczyć swoją własną indywidualność. Pierwszą sztuką, która doczeka się premiery za mojej dyrekcji, będzie „Dybuk” Szymona An-skiego w opracowaniu Łukasza Chotkowskiego i reżyserii Mai Kleczewskiej. Rozmawiając z Mają Kleczewską powiedziałam do niej wprost: „Maju, chcę przewietrzyć ten teatr, ale bez robienia przeciągu”. Myślę, że to zdanie w znacznym stopniu oddaje to, w jaki sposób myślę o swojej dyrekcji.

– Maja Kleczewska w Teatrze Żydowskim… To może być wydarzenie sezonu.

– Sama jestem zafascynowana tym, jak Łukasz Chotkowski i Maja Kleczewska widzą „Dybuka”, ich wizją tej granej wielokrotnie w naszym teatrze klasycznej sztuki An-skiego, w której sama przecież grałam Leę, a potem – w Teatrze Telewizji – Surę Bas Tojwim. Cieszę się, że przedstawienie to grane będzie w trzech językach, z których dwa – jidysz i polski – są w naszym teatrze obecne od lat, ale trzeci, a będzie nim język hebrajski, zagości w Teatrze Żydowskim właściwie po raz pierwszy. Prawdopodobnie, ale tu muszę odpukać, bo jestem przesądna, jesienią zawieziemy naszego „Dybuka” na festiwal teatralny do Izraela.

– „Dybuk” ma otworzyć obchody 65-lecia polskiego Teatru Żydowskiego. Jak – poza tą premierą – teatr zamierza uczcić swoją rocznicę?

– Od razu mogę powiedzieć, że honorowy patronat nad obchodami objęły pani Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, profesor Małgorzata Omilanowska oraz pani Prezydent m.st. Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wielu naszych zasłużonych artystów doczeka się odznaczeń. Ale te obchody, to przede wszystkim premiery: „Dybuk”, następnie sceniczne słuchowisko o trzecim pokoleniu po Holokauście w reżyserii Wojtka Klemma, przedstawienie Anny Smolar o aktorach Teatru Żydowskiego, musical o wydarzeniach marcowych w opracowaniu Moniki Strzępki i Michała Demirskiego oraz wiele innych, mniejszych przedstawień, które znajdą swoje miejsce na małej scenie. Pragniemy wydać album, który prezentowałby dorobek tego sześćdziesięciopięciolecia. Organizujemy też konferencję naukową pod hasłem „Teatr Żydowski w XXI wieku”. Naszym marzeniem jest zaproszenie nielicznych żyjących aktorów, którzy grali jeszcze w teatrze Idy Kamińskiej. Wreszcie – drugi już raz lecimy z którymś z naszych przedstawień do Nowego Jorku. To będzie rok naprawdę niezwykle bogaty w wydarzenia.

– Teatr Żydowski przez lata wypracował swój styl i prezentował pewien specyficzny typ repertuaru. Z jednej strony na teatr spadała nieraz krytyka, z drugiej widownia teatru jest od kilkunastu lat zawsze wypełniona po brzegi…

– Wydaje mi się, że już od paru lat teatr stara się otworzyć na nowych, młodych widzów, stąd wśród reżyserów, których zapraszał do współpracy jeszcze dyrektor Szurmiej znaleźli się m.in. Piotr Cieplak czy Michał Zadara. Czasem jesteśmy krytykowani za to, że pewne sztuki o charakterze rozrywkowym, taneczno-muzyczno-kabaretowym widnieją w repertuarze latami. Dzieje się tak na przykład w przypadku „Kamienicy na Nalewkach”, której premiera odbyła się w grudniu 2000 roku. Tylko że, gdy ostatnio graliśmy „Kamienicę na Nalewkach” trzykrotnie, dzień po dniu, w piątek, sobotę i niedzielę, na wszystkich trzech wieczorach mieliśmy bite komplety na widowni oraz oklaski na stojąco na końcu. Pytam więc tych krytykujących: jakim prawem, a przede wszystkim dlaczego i po co miałabym zdjąć to przedstawienie? Staramy się naszym repertuarem trafić w tzw. target, czyli być teatrem, w którym znajdzie swoje miejsce zarówno ten widz, który od lat do nas przychodzi i kocha „swoje” przedstawienia, jak i widz szukający czegoś nowego. Stąd w naszym repertuarze przedstawienia takie, jak „Skrzypek na dachu” czy wspomniana już „Kamienica na Nalewkach”, sąsiadują i sąsiadować będą z przedstawieniami reżyserów eksperymentujących, poszukujących. Mamy fantastyczny, nagradzany na festiwalach zespół aktorski, który jest w stanie sprostać tak zmiennemu repertuarowi. I będziemy z tego w pełni korzystać.

– A w jaki sposób teatr zamierza upamiętnić zmarłego w lipcu 2014 roku wieloletniego dyrektora, Szymona Szurmieja?

– Pragniemy stworzyć festiwal teatralny jego imienia. Prace nad tym projektem trwają, jednak na razie niczego nie chcę zdradzać.

– Przez wiele lat mieszkała Pani pod Warszawą, ale kilka lat temu przeprowadziła się Pani do Centrum. Tendencja jest raczej odwrotna – aktorzy uciekają z Centrum i osiedlają się na peryferiach. Dlaczego Pani postąpiła odwrotnie?

– Jak patrzę na swoje życie, to wydaje mi się, że ja zawsze szłam pod prąd. Urodziłam się i mieszkałam w Łodzi, gdy zaczęłam grać w Teatrze Żydowskim zamieszkałam w centrum Warszawy, a gdy urodził mi się syn – chciałam, by miał zieleń i przestrzeń, wyprowadziłam się więc pod Warszawę. Z czasem okazało się, że dom służy mi właściwie wyłącznie do spania, bo w obawie przed korkami, po codziennych zajęciach już do domu nie wracałam, bojąc się spóźnić na wieczorne przedstawienie. W podjęciu decyzji o powrocie do Śródmieścia pomogła mi audycja, w której mieszkający w Nadarzynie Tomek Raczek opowiadał, że jak tak sobie policzy, to wychodzi mu, że większość życia spędza w samochodzie. Zrozumiałam, że mam tak samo. Zdecydowałam więc o przeprowadzce do Centrum, zamieszkałam trzy minuty pieszo od teatru i nigdy tej przeprowadzki nie żałowałam.

– Pani filmografia nie jest zbyt bogata, poza tym więcej na niej chyba filmów zagranicznych niż polskich. Dlaczego tak się stało?

– Rzeczywiście więcej grałam w filmach zagranicznych – niemieckich i amerykańskich – niż w polskich, ale dlaczego tak się działo, to pytanie nie do mnie, ale do reżyserów. Niestety prawda jest też taka, że wielu polskich reżyserów filmowych proponowało mi role przekupek biegających z koszykiem po żydowskim targu, a ja nie jestem zainteresowana statystowaniem, więc odmawiałam. A może byłam za mało utalentowana? (śmiech)

– Będąc dyrektorem Teatru Żydowskiego wciąż też jest Pani kierownikiem artystycznym stworzonego przez siebie festiwalu Warszawa Singera. Czy może już Pani uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, jakie atrakcje czekają na warszawiaków w tym roku podczas festiwalu?

– Mogę i chcę przede wszystkim pochwalić się tym, że wystąpi wybitny artysta zza oceanu – Matisyahu, który od lat łączy w swojej twórczości elementy tradycyjnej muzyki klezmerskiej z jazzem, rockiem, reggae i hip-hopem. To jest raper światowego formatu, ceniony tak samo przez znawców muzyki żydowskiej, jak i przez hip-hopowców. Koncertował m.in. w USA, Kanadzie, Izraelu i całej Europie. Przez cztery lata o niego zabiegaliśmy, a teraz to on nas zawiadomił, że chce przyjechać i zagrać na festiwalu. Już teraz zapraszam na ten wyjątkowy koncert. Podobnie jak i na cały festiwal.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Żydowski antysyjonizm: honorowe zabijanie per procura

Żydowski antysyjonizm: honorowe zabijanie per procura

Richard Landes

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska



Niedawne osłupiające wystąpienie Marcii Freedman na konferencji J-Street, w którym wzywała do rozwiązania w postaci jednego państwa (niemal z pewnością nie o nazwie Izrael), w którym większość arabska zaciekle broniłaby praw chronionej mniejszości żydowskiej, gorąco oklaskiwane przez publiczność ludzi rzekomo opowiadających się “za pokojem, za Izraelem”, raz jeszcze podnosi pytanie, jakie zadano mi kiedyś po pokazie The J-Street Challenge: DLACZEGO działacze J Street zajmują stanowisko, o którym wiedzą, że jest destrukcyjne dla szans Izraela na przetrwanie?

Tylko ktoś z nieuleczalną ślepotą nie dostrzega, że poza granicami Izraela większości arabskie rzadko kiedy chronią prawa mniejszości, szczególnie tych, którymi czują się zagrożone. Koncepcja, że 2000 lat zdecydowanych prześladowań Żydów, którzy nie posiadali suwerenności, nie ma znaczenia i że w jakiś sposób arabska większość będzie „zaciekle broniła praw żydowskiej mniejszości”, zaprzecza wyobraźni społecznej i politycznej, która jednak opiera się na rzeczywistości i daje nam znakomity przykład mdłego angélisme, który podnieca tak wielu antysyjonistycznych Żydów.

Tutaj chciałbym odpowiedzieć na to pytanie, trochę je parafrazując:

Dlaczego Żydzi identyfikują się i propagują palestyńskie zabójcze narracje o Izraelu i stowarzyszają się, zachęcają i promują grupy, które jawnie chcą zniszczenia Izraela, zapewniając nas równocześnie, że nie mamy żadnego powodu obawiać się ich?

Krótko mówiąc: sądzę, że zajmują się długoterminowym zabójstwem honorowym per procura.

Zabójstwa honorowe

W kilku kulturach znajdujemy zjawisko “zabójstw honorowych” – czyli zabijania niezamężnej kobiety przez jej rodzinę za zhańbienie ich (z postępowego punktu widzenia są to właściwie „morderstwa honorowe”). W większości wypadków chodzi o, z jednej strony, niestosowne zachowanie seksualne kobiety i z drugiej, grupę honorową, która żąda tej ofiary dla zachowania respektu. Wszystkie morderstwa honorowe mają na celu ułagodzenie wrogiej opinii innych, zyskanie przychylności w oczach społeczności. Są typowymi sprawami honoru i wstydu, kwestiami reputacji w oczach sąsiadów.

Wśród tych kultur wyróżniają się kultury arabska i muzułmańska z powodu częstotliwości i zasięgu zachowań definiowanych jako „haniebne zachowania”, które wymagają takich morderstw rodzinnych. To zjawisko spowodowało wiele niepokoju i obaw, że opisywanie tych spraw i zwracanie uwagi na częstotliwość, z jaką dokonują tych mordów właśnie rodziny muzułmańskie, może prowadzić do „islamofobii”. Pierwotnie i w większości wypadków zabijanie honorowe miało miejsce, kiedy niezamężna kobieta dobrowolnie i świadomie angażowała się w nielegalne zachowania seksualne. Pod wpływem szoku jakim było zderzenie się z nowoczesnością, która traktuje takie morderstwa jak coś prymitywnego i godnego potępienia, niektóre kultury rozszerzyły powody „zabójstw honorowych”, by narzucić dominację patriarchalną (zabijanie córek, które odmawiają wyjścia za mąż – albo rozwodzą się) i do pilnowania granic między nami a nimi (zabijanie sióstr, które chodzą na randki z Europejczykami).

Nie wyłącznie, niemniej z osobliwym nasileniem kultura arabska i muzułmańska dostarcza najszerszej listy czynów prowokujących do morderstwa – od pójścia do kina, nieskromnego ubierania się, zostania zgwałconą, do zaledwie podejrzenia o niewłaściwe zachowanie, niezależnie czy jest ono słuszne, czy nie…

Ponad 75 procent kobiet palestyńskich w Jordanii, które poddano badaniu na całość błony dziewiczej, zamordowali następnie członkowie ich rodzin, nawet kiedy badanie wykazywało, że nadal były dziewicami.

Rola opinii społeczności – “grupy honorowej” – w egzekwowaniu żądania zabijania kobiet odgrywa rolę zasadniczą. W jednym wypadku, kiedy córka została zgwałcona przez jej braci i zaszła w ciążę, a ojciec zgodził się jej nie zabijać, zrobiła to matka. Dlaczego? “Dla dobra moich dzieci”. Ponieważ otaczająca ich społeczność bojkotowała tę rodzinę (nawet zamężne siostry matki nie mogły przyjść z wizytą) i jej dzieci nie mogły znaleźć współmałżonków jak długo żyła ofiara gwałtu.

Co ma to wspólnego z antysyjonistycznymi Żydami?

Uważam, że ich uczucia wobec Izraela są odbiciem tej dynamiki honoru-hańby. Przedstawianie Izraela przez jadowite dziennikarstwo jako okrutnego okupanta ziemi palestyńskiej, który umyślnie morduje palestyńskich cywilów, głęboko hańbi postępowych Żydów w oczach ich “grupy honorowej”, ich towarzyszy w obozie postępowym. Dla tych Żydów hańba posiadania członka rodziny – Izraela – uważanego przez innych za brutalnego i bezdusznego Goliata, jest nie do zniesienia. Popieranie Izraela w takich warunkach oznacza utratę reputacji człowieka postępowego. Wszystko, tylko nie to… jak wyraźnie pokazuje los professora Andrew Pessina.

Nie potrafiąc rzeczywiście zabić swojego hańbiącego członka rodziny – większość żydowskich antysyjonistów, jak Judith Butler i ludzie z “Jewish Voice for Peace” to pacyfiści, którzy zlecają innym zadanie wykonania, żeby tak powiedzieć, morderstwa honorowego per procura. Tymi innymi są grupy dżihadystyczne, takie jak Students for Justice in Palestine i American Muslims for Palestine.

Jak na ironię, te grupy zajęte są własnym rodzajem pozarodzinnego zabijania honorowego, a mianowicie zabijania tych, którzy ich zhańbili przez założenie swojej autonomii pomiędzy nimi – w samym sercu Dar al Islam. Palestyńskie pojęcie sprawiedliwości obejmuje zemstę za utracony honor, obmycie swojej zhańbionej twarzy krwią wroga. Jeśli brzmi to dla was nieprawdopodobnie, pomyślcie: skoro są gotowi zabić własne córki za zhańbienie ich, o ile bardziej będą gotowi zabić obcych, którzy ich zhańbili?

Kiedy więc Żydzi, zarówno Izraelczycy jak i w Diasporze, przyjmują zabójczą narrację palestyńską o Izraelu, kiedy sprzymierzają się z przysięgłymi wrogami Izraela, kiedy ignorują wszystkie dowody, że zabójcze narracje dziennikarzy są nieuczciwymi pogwałceniami wszystkich zasad odpowiedzialnej, wolnej prasy, kiedy promują akcje (jak BDS), które uderzają w samo istnienie Izraela, to zajmują się morderstwami honorowymi per procura.

Najwyraźniej nic poza absolutną doskonałością nie jest do zaakceptowania dla tych motywowanych honorem moralistów. Wszystko, co nie jest tak absolutnie doskonałe, wywołuje gniew zhańbionego członka rodziny, zdecydowanego na uratowanie swojej pozycji moralnej kosztem swojego nękanego narodu.

Wstyd wyjaśnia irracjonalną motywację tego stanowiska moralnego. Ci Żydzi nie tylko wymagają dotrzymywania najwyższych standardów przez swój naród, ale (w głęboko rasistowski sposób) nie wymagają żadnych standardów moralnych od Palestyńczyków. Wręcz przeciwnie, ich mordercza nienawiść jest jedynie spodziewaną reakcją na rzekomo nieznośne cierpienia zadawane im przez Izraelczyków.

I, niestety, podobnie jak wrogowie ich narodu, którzy zabijają swoje córki tylko na podstawie podejrzeń, ci Żydzi robią to, mimo że ich członek rodziny, Izrael, nie jest winny oskarżeń, jest w istocie jedną z najbardziej postępowych i otwartych kultur na naszej tak bardzo targanej konfliktami planecie.

Czytaj dalej tu: Żydowski antysyjonizm…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Romans Zachodu z Iranem i islamistami

Romans Zachodu z Iranem i islamistami

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Uzay Bulut

 


Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, oświadcza \

Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, oświadcza “Śmierć Ameryce” 21 marca 2015. (Źródło: MEMRI zrzut z ekranu)

W oczach większości islamistów – tak sunnitów, jak szyitów – nic nie jest tańsze lub mniej wartościowe niż życie ludzkie. Widać to we wzrastającej liczbie egzekucji w Iranie od czasu pojawienia się na scenie „umiarkowanego” prezydenta Hassana Ruhaniego i w makabrycznych rzeziach popełnianych przez ISIS.

Kiedy terroryści w świecie muzułmańskim oddają własne życie, żeby sprowadzić śmierć na innych, USA i Europa w milczeniu patrzą na terroryzm ISIS w Sudanie, w Pakistanie, w Iraku i w Syrii, na terroryzm Boko Haram w Nigerii, a szczególnie na terroryzm reżimu mułłów w Iranie, o którym P5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ plus Niemcy) nadal snują urojenia, że przekuje głowice nuklearne na pługi.

Ministrowie spraw zagranicznych USA i Iranu kontynuują rozmowy po upłynięciu ostatecznego terminu, żeby dać Iranowi – jednemu z najbardziej skorumpowanych, represyjnych i ludobójczych krajów na świecie – czas na stworzenie potencjału nuklearnego by mógł grozić reszcie Bliskiego Wschodu, USA i Europie. Przyznanie prawa do posiadania broni nuklearnej jest widziane jako nagroda za kłamanie, oszukiwanie i łamanie jednego traktatu po drugim. Cóż za wspaniały przykład dla wszystkich innych.

Wydaje się, że Zachód stracił wolę krytykowania politycznego islamu. Zaniechanie krytykowania islamistów jest chorobą nie tylko obecnego rządu USA; zapadło na nią także wielu intelektualistów. Na Zachodzie istnieją intelektualiści o dobrym sercu, którzy najwyraźniej pragną zaprzeczyć temu, że religia odgrywa wszechogarniającą rolę – szczególnie w islamie – w kształtowaniu i wpływaniu na ludzkie myśli i czyny.

Pogląd marksistowski utrzymuje, że religia jest wyłącznie nadbudową ucisku ekonomicznego. Tak więc, jeśli istnieje jakiś problem w społeczeństwie muzułmańskim, musi wynikać głównie z biedy, nierówności i konfliktów klasowych, jak również z „zachodniego imperializmu”. Wielu ludzi, którzy są pod wpływem takich poglądów, wierzy, że po obaleniu kapitalizmu i imperializmu „uciskani” odrzucą religię, której trzymają się jedynie dla pociechy i nadziei na lepsze życie następne. Ci, którzy wyznają taki pogląd, zachowują milczenie wobec brutalnie uciskających swoją ludność rządów, takich jak Hamas, Iran i Korea Północna, mówiąc, że walczą z „imperializmem” w jednym szeregu z reżimami, które nienawidzą Żydów, chrześcijan i kobiet i które w swoich staraniach o ekspansję same często są „imperialistyczne”.

Wielu z tych intelektualistów, wśród których są czołowi politycy, wydaje się fantazjować o przyszłych światach zachodnim i muzułmańskim, kiedy już zlikwiduje się “kapitalizm”, imperializm amerykański” i “okupację syjonistyczną”: despoci nagle odkryją, że nie potrzebują już przemocy ani islamskiego radykalizmu i rozpocznie się nowa, słoneczna epoka pokoju. Według nich, jeśli krytykujesz islamizm, jesteś nietolerancyjnym, bezdusznym „rasistą” lub „bigotem”, a twoje słowa są niewątpliwie „mową nienawiści”.

Dla wielu intelektualistów na Zachodzie zrozumienie lub przyznanie, że może istnieć ideologia religijna, która pozwala na branie dziewcząt na niewolnice, bicie “nieposłusznych” żon lub obcinanie głów niewiernym, wydaje się być bolesne. Przedstawiają inne rzekome wyjaśnienia tych czynów, włącznie z biedą, „imperializmem amerykańskim” lub chorobą umysłową.

Bieda lub imperializm nie powodują jednak, że ludzie palą innych ludzi żywcem, porywają uczennice i sprzedają je na rynku niewolników, mówiąc, że takie praktyki nakazał Bóg. Bieda, gniew lub alienacja, nie powodują, że ludzie obcinają głowy i krzyżują nie-muzułmanów, cytując odpowiednie wersety ze swojej księgi świętej jako uzasadnienie i przechwalając się na filmach swoimi czynami.

Ci przywódcy i intelektualiści wydają się błędnie kojarzyć islam polityczny z “byciem uciemiężonym”. Islam polityczny nie jest jednak ideologią uciemiężonych. Jest to ideologia, która ciemięży. Sprowadza te właśnie cierpienia, którym przeciwstawiają się ci intelektualiści.

Także muzułmański prezydent Egiptu, Abdel Fattah al-Sisi, wydaje się rozumieć, że światopogląd, który w oparciu o teologię islamską czyni wymówki dla wielu zbrodni popełnianych w świecie muzułmańskim, wyłącznie ułatwia popełnienie coraz większej liczby uprowadzeń, dekapitacji i śmierci.

Podczas gdy “kochający pokój” liberałowie na Zachodzie popierają i sympatyzują z Hamasem, jak również usuwają go z europejskiej listy organizacji terrorystycznych, przywódcy Hamasu zajmują się wyrażaniem poparcia i sympatii dla Osamy bin Ladena i dla talibów:

W 2005 r. dr Mahmoud Zahar, współzałożyciel Hamasu i członek kierownictwa Hamasu, powiedział: “Talibowie są 1000 razy bardziej honorowi niż okupacja amerykańska i jej kolaboranci… Nie jesteśmy kopią Talibanu… Sądźcie nas według tego, kim jesteśmy. Wszyscy muszą przestać obwiniać talibów za rzeczy, które naprawdę charakteryzują ludzi Zachodu, chcących zamienić społeczność międzynarodową w bagno korupcji i zniszczenia i szerzyć zgorszenie i choroby w imię absolutnej wolności…”

W 2011 r. Ismail Hanija, szef administracji Hamasu w Strefie Gazy, powiedział: “Uważamy to [zabicie Osamy Bin Ladena] za kontynuację polityki amerykańskiej opartej na ucisku i rozlewaniu krwi muzułmańskiej i arabskiej… Potępiamy zamach i zabicie świętego wojownika arabskiego. Prosimy Boga, by dał mu miłosierdzie prawdziwych wiernych i męczenników”.

Czytaj dalej tu: Romans Zachodu…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com