Archive | February 2016

Jak zwolennicy prawicy chcą zwalczać „żydowską masonerię” w Polsce

Jak zwolennicy prawicy chcą zwalczać „żydowską masonerię” w Polsce

Jan Woleński


Kedyś usłyszałem opinię, że w Polsce jest pięć milionów Żydów, którzy rządzą krajem z ukrycia. Gdy zapytałem jej autora, jak liczył, że wyszło mu pięć milionów, skoro się ukrywają, odparł: „Panie, mam swoje sposoby”.

„Domagamy się od rządu likwidacji masomerii żydowskiej. Zagrażają Polakom”. Taki transparent, wypisany na sporych rozmiarów biało-czerwonej fladze, trzymała grupa uczestników marszu zorganizowanego przez PiS 13 grudnia 2015 r. Od razu zauważono, że powinno być „masonerii”, nie „masomerii”. Uszedł jednak uwadze fakt, że nie zgadza się, niech już będzie, „masonerii” z „zagrażają”. Pierwsze jest w liczbie pojedynczej a drugie – mnogiej.

Rzeczone hasło spowodowało trochę komentarzy w internecie, jak zwykle, różnej treści, np. przypuszczających, że to fotomontaż, ale także mocno krytycznych wobec jego treści. Pojawiło się kilka bardziej oficjalnych wypowiedzi, np. w liście rzecznika ambasady Izraela w Polsce, liście działaczy Towarzystwa Przyjaźni Izrael-Polska w Tel Awiwie, obu adresowanych do redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, która za pośrednictwem swych klubów współorganizowała marsz.

Tomasz Sakiewicz odpowiedział: „Jedyni znani mi antysemici z marca 1968 r. znajdują się w Platformie Obywatelskiej i nie wykluczam, że prowokacja, którą pan [rzecznik ambasady Izraela – przyp. J.W.] opisuje, miała związek z tymi siłami, bo leżało to w ich interesie”. Jest to równie przekonujące jak przypuszczenie, że sławne hasło „Syjoniści do Syjamu” było prowokacją wobec aktywu zebranego w Sali Kongresowej 19 kwietnia 1968 r. w wiadomym celu i na rzecz jakich sił. Zabawna gramatyka transparentu z 13 grudnia 2015 r. daje się porównać z pocieszną geografią postulatu o syjonistach i Syjamie. Wszelako obie te proklamacje nie są śmieszne w treści.

Czy w Polsce jest żydowska masoneria? Prezydent Mościcki zdelegalizował, dekretem z 1938 r., wszystkie loże masońskie działające w Polce, zaliczając do nich B’nai B’rith, działający także na ziemiach polskich. Organizacja ta została reaktywowana w Polsce w 2007 r. jako Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej (dalej BB). Jak to tłumaczono w 1938 r., delegalizacja dotyczyła organizacji antypolskich, a BB tak właśnie oceniono. Przekonanie, że BB jest masonerią żydowską i organizacją antypolską, funkcjonuje także obecnie. Gorącymi orędownikami poglądu, że BB jest masonerią żydowską, są np. panowie Janusz Korwin-Mikke (wymyślił nawet termin „żydomasoneria”), Stanisław Krajski i Stanisław Michałkiewicz, znani specjaliści od tropienia knowań żydowskich w całym kosmosie, ale przede wszystkim w Polsce. Transparent głoszący, że masoneria zagraża(ją) Polakom, nie jest więc niczym wyjątkowym.

Przez dwie kadencje byłem wiceprezydentem BB w Polsce, co sprawia, że jestem uważany za żydowskiego masona. Prof. dr hab. Mirosław Dakowski, fizyk, raczył napisać: „Jan Woleński, faktycznie Jan Hertrich-Woleński (osoba ta próbowała się zarejestrować w KRS pod pierwszym nazwiskiem, jednak system zgodności danych osobowych używany przez KRS wykazał panu Janowi, że nazywa się trochę inaczej)”.

Rzeczywiście, nazywam się Jan Hertrich-Woleński, ale używałem nazwiska Jan Woleński w swej działalności naukowej i publicystycznej. Faktycznie, w piśmie grupy członków-założycieli w sprawie rejestracji BB w Polsce figurowałem jako Jan Woleński. Sąd zwrócił na to uwagę i rzecz została skorygowana. Pan Dakowski myli się, bo nie próbowałem zarejestrować się jako Jan Hertrich (pomijam już to, że osoba prywatna nie rejestruje się w KRS). Niektórzy inni znawcy żydomasonerii utrzymują, że pierwotnie nazywałem się Jan Hertrich, ale dodałem człon „Woleński”. Jak rozumieć powyższe proklamacje na mój temat? Chyba tak, że coś próbowałem ukryć, posługując się tylko częścią swojego nazwiska, a czyniłem to w celu szkodzenia Polakom.

Apel dotyczący likwidacji masonerii żydowskiej może być rozumiany jako wezwanie do delegalizacji BB w Polsce jako szkodzącej Polakom. Wprawdzie nie jest jasne, na czym to szkodzenie ma polegać, ale być może, zgodnie ze znanym oświadczeniem głównego pryncypała marszu z 13 grudnia 2015 r., BB służy obcym interesom (w konsekwencji jego członkowie są osobami gorszego sortu). To współbrzmi do pewnego stopnia z odkryciem pana Pawła Kukiza, że bankierzy żydowscy finansują KOD. Uważam, że każdy obywatel może żądać delegalizacji dowolnej organizacji, tłumacząc to dążeniem do przeciwdziałania szkodzeniu Polakom, niezależnie od tego, czy ma rację czy nie.

Przypuśćmy, że polski rząd jako adresat postulatu widniejącego na przedmiotowym transparencie zechce rozważyć zasadność delegalizacji BB. Winien zatem zbadać problem i ewentualną decyzję uzasadnić tym, że BB szkodzi Polakom czy też, przeciwnie, nie szkodzi. Zwracam się tedy do pani Beaty Szydło, kierującej rządem RP, z zapytaniem, jak zapatruje się na postulat delegalizacji Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith w Polsce jako masonerii szkodzącej Polakom. Możliwe, że pani premier uzna, że nie może odpowiedzieć na to pytanie bez uzyskania informacji od podległych jej służb.

Polska sekcja BB liczy 50 członków. Niewykluczone, że jest to grupa wystarczająco liczna dla efektywnego szkodzenia Polakom, np. przez wykorzystywanie międzynarodowych struktur BB. Od dawna przecież wiadomo, że knowania na skalę światową są powszechnym sposobem bycia żydostwa jako takiego. Niemniej jednak autorzy hasła domagającego się likwidacji żydowskiej zapewne sądzą, że żydowskich masonów w Polsce jest znacznie więcej. Kiedyś usłyszałem opinię, że w Polsce jest pięć milionów Żydów, którzy rządzą krajem z ukrycia. Gdy zapytałem jej autora, jak liczył, że wyszło mu pięć milionów, skoro się ukrywają, odparł: „Panie, mam swoje sposoby”. Wprawdzie to jest ekstremalne oszacowanie, ale np. Bolesław (dawniej Bernard) Tejkowski ponoć ustalił, że w Polsce mieszka dwa miliony Żydów. Tak czy inaczej domagający się likwidacji żydowskiej masonerii jako szkodzącej Polakom uważają, że polskich żydomasonów jest wielokrotnie więcej niż pięćdziesięciu.

Żydowskiej masonerii jako zbiorowości osób nie da się jednak zdelegalizować. Co może znaczyć wezwanie rządu do likwidacji żydomasonów jako szkodzących Polakom? Słowo „likwidacja” źle kojarzy się w tym kontekście. Nie chcąc być posądzanym przez pana Sakiewicza o jakąś prowokację w znanym celu i na rzecz wiadomo kogo, nie zamierzam czynić jakichkolwiek aluzji do projektu znanego jako ostateczne rozwiązanie. Nie będę nawet rozważał, czy likwidacja, o której mowa, ma na uwadze Polskę dla Polaków w podobnym sensie jak to, że kiedyś wzywano syjonistów, aby udali się do Syjamu. Skupię się tylko na świadomości kształtowanej przez język, którego próbką jest fraza (w poprawionej wersji): „Domagamy się od rządu likwidacji żydowskiej masonerii. Zagraża Polsce”.

Jest to właśnie próbka, a nie jednorazowy przypadek. Inne łatwo znaleźć: na płotach (np. gwiazdę Dawida wiszącą na szubienicy), w okrzykach „Żydzi do gazu”, w słownych wojnach kibiców na stadionach, w tysiącach komentarzy w internecie, jakby żywcem wyjętych z fałszywki o tytule „Protokoły mędrców Syjonu”. Są też wypowiedzi jednego z prominentnych duchownych, że Żydzi powinni pamiętać, że to, co kiedyś ich spotkało, może się powtórzyć, czy wreszcie w dowcipie pana dr. hab. Jana Kapuścińskiego, poznańskiego radnego PiS, że ulica prowadząca do spalarni odpadów w Poznaniu powinna być nazwana Oświęcimską. Pan Kapuściński należy do gremium, którego zadaniem jest m.in. kształtowanie nowoczesnego polskiego patriotyzmu. Czy jego znakiem ma być naigrawanie się z Holokaustu?

Tenże patriotyzm dotyka także (lista jest zapewne niepełna) Romów, Czechów, Rosjan, Ukraińców, europejskich unitów, imigrantów, Murzynów („Polska cała tylko biała”, jak wołają protegowani niektórych posłów z ugrupowania Kukiz’15), gejów, lesbijek, feministek, dzieci z in vitro (z bruzdami na twarzach, jak to wypatrzył pewien ksiądz profesor od prawa rzymskiego), cyklistów (minister Witold Waszczykowski urealnił znany kawał) czy wegetarian (pan Waszczykowski twórczo rzecz rozwinął).

Słyszymy, że Naród stoi ponad prawem, a więc chyba Patriotyzm także (duże i małe litery nie bez powodu). Wiele wskazuje na to, że Patriotyzm służący Narodowi zostanie Prawnie umocowany lub przynajmniej otrzyma gwarancję w ramach wolności słowa. Tylko czy rzeczywiście służy to społeczeństwu obywatelskiemu? Jak odpowiedzą na to pytanie Parlament RP, Prezydent RP i rząd RP? Może pan profesor Michał Seweryński, dla którego Senat jest najwyższym autorytetem, zechce rzucić nieco światła w tej materii.

PS Czytelnik zechce zauważyć, że słowo „antysemityzm” i jego pochodne nie pojawiło się w tym tekście poza jednym cytatem.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Gmina żydowska w Krakowie w nowej siedzibie

Gmina żydowska w Krakowie w nowej siedzibie

Krzysztof Bielawski


Zakończyła się przeprowadzka siedziby Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie. Jej biura mieszczą się teraz przy synagodze Kupa.

Synagoga Kupa od strony ul. Miodowej (fot. Krzysztof Bielawski)

Zarząd Gminy postanowił przenieść swoje biura z historycznej siedziby przy ul. Skawińskiej 2. Ten trzypiętrowy budynek wzniesiono w latach 1907-1911 z przeznaczeniem na siedzibę gminy żydowskiej.

– Budynek wynajęliśmy prywatnej firmie, która urządzi tam apartamenty – mówi przewodniczący GWŻ Tadeusz Jakubowicz – Umowę zawarliśmy na 8 lat.

Biura gminy przeniesiono do synagogi Kupa przy ul. Miodowej 27, gdzie regularnie odbywają się modlitwy. Znajduje się też tam koszerna stołówka wydająca obiady dla członków gminy. W segmencie przyległym do synagogi działa Klub Żydowski oraz biuro Zarządu Gminy.

– Wcześniej w budynku przy synagodze działał niewielki hostel, ale dokładaliśmy do niego – dodaje Tadeusz Jakubowicz.

Synagoga Kupa od strony ul. Warszauera (fot. Krzysztof Bielawski)

Zapytany czy nie żal mu opuszczać wieloletniej siedziby gminy, Tadeusz Jakubowicz odpowiada – Żal, ale musimy zdobywać fundusze na funkcjonowanie. Tylko w Krakowie musimy utrzymać aż 7 synagog. Do tego dochodzą synagogi na terenie województwa oraz około 20 cmentarzy.

Gmina kończy właśnie kosztowny remont synagogi Remu, w której renowacji poddano m.in. polichromie.

– Otwarcie odnowionej synagogi planujemy na 19 lutego. Będzie przepiękna – zapowiada Tadeusz Jakubowicz.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Bernie Sanders Spent Months at Marxist-Stalinist Kibbutz

Mała gmina w Małopolsce trzyma kciuki za… Berniego Sandersa

Maciej Pałahicki


ernard Sanders /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPA

Bernard Sanders /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPAPonad sześciotysięczna gmina Słopnice w Małopolsce trzyma kciuki za jednego z kandydatów na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Chodzi o Berniego Sandersa. Jego ojciec urodził się w Słopnicach i w wieku 17 lat wyemigrował do USA. Sanders w zmaganiach o nominację Partii Demokratycznej depcze po piętach samej Hilary Clinton.

Berni (Bernard) Sanders nie kryje swoich polskich i żydowskich korzeni. Niespełna trzy lata temu odwiedził małopolskie Słopnice. Wizytę doskonale pamięta wójt Słopnic Adam Sołtys. Człowiek taki ciepły, serdeczny, życzliwy, interesujący się wieloma społecznymi sprawami: służba zdrowia, rolnictwo, edukacja. To zapamiętałem najbardziej. To takie ciepło, brak dystansu i serdeczność pana senatora – opowiada wójt.

Bernard Sanders razem z wójtem Słopnic Adamem Sołtysem /arch. Prywatne /
Bernard Sanders razem z wójtem Słopnic Adamem Sołtysem /arch. Prywatne /

Sanders odwiedził m.in. miejsce, gdzie stał jego rodzinny dom. Wprawdzie został zburzony w latach 90. poprzedniego wieku, to zostały jednak jego fotografie. Władze gminy znalazły także część dokumentów związanych z jego rodziną m.in. akt zgonu babci, która prowadziła w Słopnicach sklep i karczmę.

Kibicujemy mu, śledzimy na bieżąco jego wyniki, skoro przyznał się do korzeni z Polski i ze Słopnic, to my też staramy się go wspierać – mówi Adam Sołtys. Rodzina Sandersa zginęła podczas drugiej wojny światowej, podczas eksterminacji Żydów przez Niemców. Łezka zakręciła mu się w oku, szczególnie kiedy przekazywaliśmy mu te osobiste pamiątki i zapytał nawet, co on może zrobić dla nas. Zaprosił nas do Stanów Zjednoczonych, ale powiedzieliśmy, że jak zniosą wizy, to przyjedziemy. Pan senator obiecał, że będzie pracował nad tym tematem. Gdyby został prezydentem, to myślę, że upomnimy się o realizację tych słów – mówi wójt Słopnic.


Bernie Sanders Spent Months at Marxist-Stalinist Kibbutz

Daniel Greenfield


Bernie Sanders has a complicated history with Israel. Back in the 70s, he called for denying weapons to Israel before the Yom Kippur War. His voting record on Israel in the Senate was spotty at best. He called for “aggressive normalization” with the terror state of Iran at the Democratic debate. But defenders keep mentioning that he and his anti-Israel brother Larry, who is with the Green Party in the UK, spent time at a Kibbutz in Israel.

When Bernie Sanders entered the race, there was a good deal of speculation in Israel which Kibbutz he was in. The Sanders campaign didn’t seem interested in answering the question. Now we know why.

In 1963, Sanders had told Yossi Melman that he had been at Kibbutz Sha’ar Ha’amakim as a guest of the Hashomer Hatzair youth movement.Israel had all sorts of Kibbutzim affiliated with various political movements. Hashomer Hatzair was about as bad as it got.

Kibbutz Sha’ar Ha’amakim had been co-founded by Aharon Cohen, the Arabist, who was a regular critic of Israel and opponent of its policy. He was arrested for spying for the USSR in the 50s.

Hashomer Hatzair was a Marxist organization. While the USSR purged most Zionist and Jewish groups, they waited until 1927 to ban Hashomer Hatzair making them the last group to be outlawed. Other left-wing groups described them as Leninist and even Stalinist.

Its founder, Ya’akov Hazan, described the USSR as a second homeland and eulogized Stalin, writing how shocked he and his comrades were, “to hear of the terrible tragedy that has befallen the nations of the Soviet Union, the world proletariat and all of progressive mankind, upon the death of the great leader and extolled commander, Josef Vissarionovich Stalin. We lower our flag in grief in memory of the great revolutionary fighter, architect of socialist construction, and leader of the world’s peace movement. His huge historical achievements will guide generations in their march towards the reign of socialism and communism the world over.”

Al Hamishmar, the movement’s paper, had a headline which read, “The Progressive World Mourns the Death of J.V. Stalin”

At the time, Stalin had been preparing his own Holocaust for the Jews of the USSR. His death saved the lives of millions of Jews.

While Hashomer Hatzair is described as Marxist-Zionist, its own position was Marxist, not Zionist. Like American Communists, it was the Communist part that mattered. Not the American part. Hashomer Hatzair contended that its cooperation with Zionists was a temporary expedient that would pave the way for a revolution.

It viewed Israel’s independence as a transitional phase that would end up with a bi-national Socialist state that would destroy Israel.

Eliezer Hacohen, one of Hashomer Hatzair’s ideological leaders, said, “Marxism was the key to renewing our spiritual creativity.” Hashomer Hatzair pledged its allegiance to the Soviet Union.

As late as 1969, well after Bernie’s 1963 visit, Dissent was describing Hashomer Hatzair kibbutzim as “Stalinist”.

Western lefties with a Hashomer Hatzair background include Noam Chomsky. Chomsky wrote that he was fairly close to “Hashomer Hatzair, but couldn’t join because it was split between Stalinists and Trotskyites.”

Bernie Sanders wasn’t there because he liked Israel. Hashomer Hatzair did not like Israel. It ultimately wanted to destroy it. He was there because he was far left. Perhaps even further left than he has admitted.


Daniel Greenfield

Daniel Greenfield, a Shillman Journalism Fellow at the Freedom Center, is a New York writer focusing on radical Islam.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów

Rūta Vanagaitė przerywa milczenie o zabójcach Żydów

Anna Pieszko


Zdjęcie numer 2 w galerii - Książka o ofiarach Holokaustu, która wstrząsnęła Litwą. Nakład „To książka dla tych, kto nie zamyka oczu na prawdę — w nadziei, że zniknie. Książka opowiada o zabójcach i zabitych. O Litwinach i Żydach. O tym, co się stało przed 75 laty na naszej, litewskiej ziemi” — podczas wtorkowej (26 stycznia) prezentacji książki „Mūsiškiai” mówiła autorka Rūta Vanagaitė.

Jak powiedziała „Kurierowi”, książka może służyć jako antidotum przeciwko przejawom antysemityzmu i możliwej powtórce z historii, kiedy to „zwykli ludzie” celowali w Żydów ustawionych przy dołach.

Nowa pozycja odsłania trudny temat, o którym na Litwie mówi się bardzo niechętnie. Jak twierdzą historycy, jest to biała plama historiografii. Mowa o masowych egzekucjach wykonywanych na ludności żydowskiej w 1941-44 roku na Litwie, gdzie zagłada Żydów była przeprowadzana na niespotykaną nigdzie dotąd skalę. Zamordowano wtedy ponad 90 proc. (niektóre źródła podają cyfrę 96 proc.) z ponad 200 tys. litewskich Żydów. Okupantom Litwy – Niemcom faszystowskim – aktywnego wsparcia w mordowaniu ludności żydowskiej udzielali kolaboranci litewscy z litewskiej formacji wojskowej „Ypatingas burys” (Oddział Specjalny), kierowanej przez Hauptscharfuehrera SS Martina Weissa.

„40-50 ochotników litewskich, najemnych członków »Oddziału Specjalnego« z tego domu (przy ul. Wileńskiej 37) prawie codziennie wyruszali na przeprowadzenie operacji w Ponarach, okolicach Wilna i Litwie Wschodniej. Tylko w ciągu trzech miesięcy od 1 września 1941 r. do 25 listopada w Ponarach zabili oni 18 898 Żydów, w wileńskim okręgu – 13 501. Ogółem w okresie okupacji w »Oddziale Specjalnym« służyło około 500 mężczyzn Litwy” — mówiła Rūta Vanagaitė podczas prezentacji książki.

„Litewskie Centrum Holokaustu przeprowadziło badania, że tych Litwinów, którzy uczestniczyli w mordzie Żydów i naciskali na spust, jest 2055” — powiedziała autorka w jednym z wywiadów. W swej nowej książce docieka, co było przyczyną tego zjawiska.

— Samo życie zmusiło mnie do podjęcia tego tematu – powiedziała „Kurierowi” autorka książki „Mūsiškiai” (tłum. pol. „Nasi”) Rūta Vanagaitė. – Przekonałam się, że na Litwie jest bardzo dużo antysemityzmu. Chociaż Żydów praktycznie nie zostało, ale nienawiść została prawie taka sama jak w 1941 roku. Nawet motywy zostały te same: że Żydzi to komuniści i wrogowie, ciągle – i wtedy, i dziś — padają te same argumenty.

Jak przyznała autorka książki, temat Holokaustu na Litwie jest znany niedostatecznie, gdyż miejsce zagłady Żydów to nie tylko Ponary. Również litewscy historycy przyznają, że problem Holokaustu na litewskiej prowincji jest prawie niezbadany. Tymczasem, jak twierdzi autorka, w lasach litewskich jest 227 miejsc masowej zagłady Żydów.

— Wystarczająco dobrze znane są ogólne dane, kto uczestniczył i kto zabijał, ale są to treści przystępne dla wąskiego grona odbiorców. Są to dzieła historyczno-naukowe, których nie czytają ani uczniowie, ani szerszy krąg społeczeństwa – mówiła autorka.

W swej książce odsłania mechanizm przeprowadzenia planowego wyniszczenia narodu żydowskiego: rozpoczynając od ukierunkowanej propagandy informacyjnej, przedstawiającej Żydów jako komunistów i wrogów, poprzez włączenie w proces ludobójstwa całej litewskiej struktury administracyjnej, departamentu policji, naczelników komisariatów.

Książka
Nowa pozycja na rynku wydawniczym — „Mūsiškiai” Rūty Vanagaitė — pomaga odkłamywać historię. Pomnik w Ponarach z sowieckiego okresu (inskrypcja na pomniku: „Tu hitlerowscy okupanci spalali wykopane trupy”) Fotomontaż Marian Paluszkiewicz

Efraim Zuroff Fot. archiwum

Efraim Zuroff Fot. archiwumSystem zagłady działał skutecznie: litewskie samorządy organizowały kopanie rowów przez mieszkańców, litewska policja pilnowała sprawnego formowania grup żydowskich, organizowano ich transport i konwój w miejsce straceń, oprawcy zabijali, mieszkańcy zakopywali doły, w samorządach litewskich przeprowadzano aukcje do podziału majątku żydowskiego.

— Kiedy zetknęłam się w archiwum z aktami spraw dotyczącymi zabójców, próbowałam zrozumieć, kim byli ci mordercy i dlaczego tak robili – mówi Rūta Vanagaitė. — Te świadectwa mną wstrząsnęły, to w ogóle było szokujące doświadczenie. Pomyślałam, że mieszkańcy Litwy muszą o tym wiedzieć. Muszą wiedzieć, dlaczego Litwini zabijali, wiedzieć, że byli oni całkowicie normalnymi i zwykłymi ludźmi. Oznacza to, że skoro jeden raz to się wydarzyło i zwykli mężczyźni okazali się w takiej sytuacji, że nacisnęli na spust — to może się stać, że taka sytuacja się powtórzy – nie jesteśmy od tego zabezpieczeni. Jeżeli będziemy wiedzieli więcej o tym, jeżeli zrozumiemy, dlaczego tak się stało, to może będzie to jakieś antidotum na to, żeby się nie powtórzyło innym razem. Historia przecież lubi się powtarzać.

Autorka podzieliła się swymi przemyśleniami na temat przyczyn tragicznych wydarzeń.

— Złożyło się na to niezwykle dużo nieprzychylnych okoliczności. Poczynając od tego, że z Hitlerem kolaborowała ówczesna władza litewska, poprzez to, że Kościół katolicki nie przeciwstawił się temu, a wręcz odwrotnie, w batalionach zabójców służyli kapelani, którzy odpuszczali im grzechy, i kończąc na ogromnej antysemickiej propagandzie – wyliczała Vanagaitė.

Jak mówiła, w dużym stopniu wpływ wywarł również wysoki poziom ubóstwa społeczeństwa litewskiego.

— Ludzie szli zabijać Żydów dla złota, dla ich domów, w których zostało dużo majątku. Litwa „dobrze” się wzbogaciła w 1941 r. To były podstawowe motywy. A żołnierze? Żołnierze spełniali obowiązek. Przyszli oni do batalionów, gdyż powiedziano im, że będą bronić ojczyzny i będą walczyć z sowietami, których nienawidzili, a potem byli postawieni przy dołach, do których przyprowadzono Żydów.

Książka powstała na podstawie dokumentów historycznych i zeznań żywych jeszcze świadków. Autorka cytuje znalezione w Litewskim Archiwum Specjalnym i Centralnym Archiwum Państwowym Litwy fragmenty protokołów śledztw, dokumentów, publikuje zdjęcia archiwalne, opiera się na komentarzach historyków litewskich oraz relacjach świadków rzezi.

— Cała książka powstała w oparciu o materiały litewskie, są to autentyczne dokumenty, opowiadania świadków z archiwum, do którego może przyjść dowolna osoba i je przeczytać. W drugiej części książki jest opis wspólnej podróży — mojej i łowcy nazistów Efraima Zuroffa (dyrektora biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie) — po 40 miejscowościach na Litwie i dzisiejszej Białorusi, która wtedy była częścią wschodniej Polski. Tam również Litwini byli „delegowani” do zabijania. Zabili 15 452 Żydów — opowiadała Vanagaitė.

Książkowa reprodukcja, przedstawiająca mord Żydów
w kowieńskich garażach „Lietūkisa” Fot. archiwum

Książkowa reprodukcja, przedstawiająca mord Żydów w kowieńskich garażach „Lietūkisa” Fot. archiwum

Rūta Vanagaitė przytacza w książce cyfry: w Nowej Wilejce „Ypatingas burys” zamordował 1 159 Żydów, w Niemenczynie – 403, Oranach – 1 767, Jaszunach – 575, Ejszyszkach – 3 446, Trokach — 1446 itd…. Ogółem na Litwie Wschodniej zamordowano 13 501 ludzi.
W książce znalazły się też udokumentowane wspomnienia świadków mordów dokonywanych na Żydach, przechowywane w zbiorach Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Zeznawali zasłużeni dla nauki i kultury Litwy działacze, w 1941 roku mający po kilkanaście lat.
14-letni Laimonas Noreika, (nieżyjący już aktor, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki) był świadkiem mordu Żydów w garażach „Lietūkisa”, gdzie 27 czerwca 1941 r. łomami zabito 52 kowieńskich Żydów; 11-letni Julius Šmulkštys (doktor nauk filozoficznych, doradca prezydenta Valdasa Adamkusa) był świadkiem rozstrzeliwania Żydów z Zapyškisa. 9-letni Antanas Kmieliauskas (malarz, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki) wspomina o rozstrzeliwaniu Żydów w miejscowości Butrimonys. Okropne sceny mordu wryły się w pamięć 5-letniego wtedy Marcelijusa Martinaitisa (śp. poeta, laureat Litewskiej Narodowej Nagrody Kultury i Sztuki).

W książce autorka cytuje również fragmenty pamiętnika Kazimierza Sakowicza, świadka masowych mordów Żydów i Polaków w Ponarach. Jego świadectwo ludobójstwa, książka „Dziennik 1941-1943” została z polskiego przetłumaczona na język hebrajski, niemiecki, angielski. Na Litwie „Panerių dienoraštis” ukazał się w 2012 r. — nakładem 500 egzemplarzy.

— „Mūsiškiai” byli tymi, którzy zabijali, i tymi, których zabijano. Jedni i drudzy byli „nasi”: i ofiary, i oprawcy. Nie możemy wyrzec się ani jednych, ani drugich – tłumaczy tytuł swej książki autorka.

Pozycja została zaprezentowana przed kilkoma dniami i wywołała w mediach prawdziwą burzę.

— Jest dużo komentarzy, dużo artykułów, dużo wywiadów. Kilku kolegów powiedziało, że robię źle, kilku bliskich nie było zachwyconych. Obecnie na razie nie obcujemy, nie wiem, jak będzie w przyszłości, może wybaczą. Taką mam nadzieję… – zdradziła Vanagaitė.

Podczas prezentacji książki mówiła o strachu panującym na Litwie przed publicznym mówieniem o przewinieniach oprawców.

„Zdziwił mnie mocno ogromny strach przed mówieniem na ten temat, poczynając od polityków, do prawników i zwykłych ludzi, którzy nie mają odwagi o tym mówić. Niektórzy zgadzali się o tym mówić po długich namowach, bez ujawniania swych imion. Naprawdę boimy się tego tematu. Po 25 latach niepodległości ludzie boją się nie władzy – boją się utraty pracy. To była ostatnia kropla, kiedy postanowiłam: »Jeżeli nie ja – to kto? Jeżeli nie teraz – to kiedy? Całe szczęście, że tego lata rozmawialiśmy z tymi ludźmi, którzy są świadkami, którzy mają dziś 85-90 lat«” — mówiła.

Na tylnej stronie okładki książki „Mūsiškiai” znalazła się refleksja ks. Ričardasa Doveiki: „Wszyscy musimy sobie powiedzieć: jest to przeszłość naszego narodu. Jesteśmy spadkobiercami i musimy przyjąć spuściznę. Nie wskrzesimy nikogo z grobu, nie pogodzimy kata i ofiary, ale może nauczymy się tej lekcji, by to, co się wydarzyło, już się nie powtórzyło”.


Fot. archiwum

image-76443

Rūta Vanagaitė
Urodziła się 25 stycznia 1955 r. w Szawlach. Specjalistka od PR, teatrolog, działaczka społeczna oraz polityczna. Pomysłodawczyni teatralnego festiwalu LIFE. Producentka różnych programów telewizyjnych. W 1993 r. została ogłoszona Kobietą Roku. Autorka książek „Ne bobų vasara” i „Pareigos metas”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czy można zakończyć z „kolonizacją” ?

Czy można zakończyć z „kolonizacją”?

N.R. Cohen-Tanugi
Tłumaczyła z francuskiego Irena Elster


Ban Ki Moon jako sekretarz generalny ONZ – organizacji, w której przeważają Arabowie oraz ich sojusznicy – już nie pierwszy raz oskarża Izrael o kolonizowanie „terytoriów palestyńskich”. Najwyższy czas, aby obalić tę niby kolonizację, która sugeruje ludziom, że w Judei-Samarii nie było… Żydów, podczas kiedy sama nazwa Judea ukazuje dokładnie coś odwrotnego !

Dokładniej, aby ukryć tę prawdę, w 1948 roku Jordania przechrzciła Judeę-Samarię na „Cisjordanię” i obarczyła ją wojną. Po pokoju z Izraelem, z tej fikcji zrezygnowała. 
Nieuniknioną prawdą historyczną jest, że jeśli w 1967 roku nie było tam Żydów, to prostu dlatego, że po swym podboju w 1948 roku, Jordania wygnała ich wszystkich, szczególnie tych z Jerozolimy Wschodniej, gdzie już od 1850 roku Otomańskie Imperium zaliczało Żydow do stanowiących większość. Historia, prasa z 1948 roku, fakty, dokumenty i reportaże fotograficzne są tutaj jednoznaczne.
Ale to nie wszystko: przed wypędzeniem Żydów przez Jordanię, arabonazistowski zbrodniarz, Mufti z Jerozolimy, urządził etniczną czystkę, która wywołała wiele ludobójczych pogromów w Judei, zidentyfikowanych historycznie.

Instalując się z powrotem na tych ziemiach, Żydzi mają podwójną rację: nie dość, że byli tam od średniowiecza, byli tam przed rokiem 1900, w roku 1948 i bezustannie od trzech tysięcy lat.

Kiedy w Palestynie miała miejsce etniczna czystka Żydów, w tym samym okresie świat arabski wypędził prawie milion Żydów, których większość mieszkała tam przed inwazją arabską.

W przeciwieństwie do Arabów, Żydzi nie zachowali się tak samo w stosunku do Arabów z Izraela. Na odwrót, zagrali w otwarte karty – obywatelstwa i współżycia – co potwierdza obecność dwóch milionów Arabów izraelskich. I dobrze zrobili.

Powtarzamy: i pod względem demograficznym istnieje podwójne prawo zarówno Żydów, jak i Arabów do Palestyny. W samej Palestynie Żydzi byli nieprzerwanie od trzech tysięcy lat; Arabowie żyją tam od prawie tysiąca trzystu lat.

Jedni jak i drudzy mają więc prawo do życia na tej ziemi. Izrael praktykuje kohabitację z Arabami (przeszlo 20% mieszkańców), podczas kiedy rasistowscy faszyści niezależności terrorem narzucają swoje ustawy Arabom, wykluczając wszelkie współistnienie i apelują o Palestynę judenrein.

W rzeczywistości, od wieków Żydzi byli liczniejsi w Judei-Samarii niż w reszcie Palestyny. Nie ma więc żadnej kolonizacji, można mówić o reintegracji. Jeśli powstałoby kiedyś nowe Państwo Palestyńskie, według nas będzie do zaakceptowania jedynie, jeśli pozwoli na pokojową kohabitację z Żydami. Jak dotychczas, według woli Fatahu i Hamasu, jest akurat odwrotnie.
Teraz, posuńmy się dalej, bo najwyższy czas na rozstrzygnięcie w zgodzie z prawdą kwestii manipulacji dokonywanej przez arabsko-europejską propagandę.

Palestyńczycy twierdzą, że ziemia ta należy do nich, bo na niej się urodzili.

Czyżby ?

Jeśli jest jakakolwiek rzecz, którą od wieków znakomicie wie każdy Żyd, to właśnie ta, że być urodzonym w jakimś kraju nigdy nie dawało prawa do pozostania w nim. We Francji Żydzi żyli około pięć wieków przed Frankami – zostali wypędzeni pięć razy, tak samo jak z Anglii, z Niemiec, z Rosji i z całej Europy ! Więcej: przez trzy tysiące lat żyli w Afryce północnej, w świecie arabskim, skąd WSZYSCY zostali wypędzeni, począwszy od 1948 roku.


Historia potwierdza arabską skłonność do etnicznego “oczyszczania” i do masywnej kolonizacji. Z Algierii wypędzili Francuzów, którzy żyli w tym kraju od dwóch-trzech pokoleń, wśród nich niektórzy nigdy nie przebywali we Francji. Czy należy przypomnieć wydalenie tubylców z Iraku oraz z Libii, za to, że nie byli Arabami ale chrześcijanami, na długo przed powstaniem islamu?!


Jeśli byśmy stosowali tę samą sprawiedliwość, co świat arabski, odpłacilibyśmy tym samym i wyrzucili tubylców arabskich z Palestyny. A działamy akurat odwrotnie, bo takie są nasze wartości od wieków.


A więc, panowie Arabowie i obywatele Zachodu, oczyśćcie się z waszej ignorancji, z waszego tendencyjnego lub wyrachowanego podejścia, z waszego nieznośnego zwyczaju nakazywania Żydom, co mają robić i myśleć.


Żydzi, uwolnijmy się z Tuniki Nessosa, bądźmy sobą, wierni naszej historii, naszej przeszłości, tożsamości, ufając przyszłości i silni, aby ją budować.


Lien Israël-Diaspora [Łącznik Izrael-Diaspora] z dn. 30/01/16
Pour en finir avec la “colonisation”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com