Archive | 2017/01/14

Inna wojna Izraelskich Sił Zbrojnych

Inna wojna Izraelskich Sił Zbrojnych

DAVID BASOK


Siły Obronne Izraela /fot. CHIDUSZSiły Obronne Izraela /fot. CHIDUSZ

W CZASACH WZGLĘDNEGO POKOJU TOCZY SIĘ W IZRAELSKIEJ ARMII WOJNA IDEOLOGICZNA, KTÓRA POTRWA DŁUŻEJ NIŻ NIEJEDEN KONFLIKT ZBROJNY.

4. stycznia cały Izrael w napięciu czekał na finał procesu sierżanta Elora Azarii, który w marcu 2016 roku śmiertelnie postrzelił palestyńskiego terrorystę w Hebronie. Sprawa budziła wiele emocji, protestowali zarówno obrońcy żołnierza, jak i ci, którzy zdecydowanie potępiali czyn, którego się dopuścił. Sąd wojskowy, przed którym sądzony był Azaria, zadecydował w środę, 4. stycznia, że zbrodnia popełniona przez młodego sierżanta nie była przypadkowa, nie działał on w obronie innych, ani pod wpływem impulsu. Sędziowie orzekli, że postrzelił terrorystę, motywowany jedynie chęcią zemsty. Mimo że wymiar kary nie został jeszcze ogłoszony, tłumy Izraelczyków protestowały w obronie Azarii przed siedzibą sądu.

Poniżej znajduje się mój artykuł „Inna wojna izraelskich sił zbrojnych” o szczegółach zajścia, jak również o innych problemach izraelskiej armii z września 2016 roku.

W Izraelu zawsze i dużo mówi się na temat bezpieczeństwa. W tym kontekście nazwa Izraelskich Sił Zbrojnych odmieniana jest przez wszystkie przypadki. Uwaga opinii publicznej w minionym roku nie była jednak skupiona na krytyce tego, jak wojsko radzi sobie z codziennymi zagrożeniami, a na ocenie jego moralnej kondycji. Sytuacja na wszystkich granicach kraju i w Strefie Gazy była stabilna, nawet ataki nożowników, które od października 2015 roku paraliżowały całe społeczeństwo swoją skalą, częstotliwością i okrucieństwem (rozmawialiśmy o tym z rabinem Samuelem Rosenbergiem oraz Yossim Kuperwasserem), od marca 2016 roku stały się już sporadyczne. Coraz częściej zaczęto więc mówić o potrzebie wprowadzenia głębszych zmian w armii, a politycy wszystkich frakcji wskazywali na największe ich zdaniem wady, prowadzące do degradacji pozycji wojska w Izraelu.

Debatę o wartościach, które powinny przyświecać żołnierzom, można w uproszczeniu przedstawić jako starcie lewicy i prawicy. Ta pierwsza obwiniała armię za to, że nie działa etycznie i nie dba o morale żołnierzy. Krytykowała dowódców za tuszowanie i pozostawanie obojętnym wobec przestępstw, których w ostatnim czasie było w szeregach IDF-u zbyt dużo. Prawica z kolei widziała apele lewicy o kierowanie się humanitarnymi wartościami jako działania prowadzące do osłabienia armii, której podstawowym zadaniem ma pozostać obrona Izraelczyków przed zagrożeniem ze strony terrorystów. Zdaniem prawicowych polityków za nieefektywność wojska w zwalczaniu terroryzmu należy obwiniać zbyt duży wpływ, który wywiera na nie lewica.

Najważniejszym wydarzeniem w ideologicznym starciu lewicy i prawicy, było zastrzelenie przez młodego sierżanta Elora Azarię terrorysty, który zaatakował izraelskich żołnierzy w Hebronie.

Zajście miało miejsce 24 marca 2016. Dwóch palestyńskich terrorystów rzuciło się na izraelskich żołnierzy z nożami. Z odsieczą szybko przybiegli inni żołnierze i postrzelili Palestyńczyków. Jeden zginął na miejscu, drugi, Abdel Fattah al-Sharif, został ciężko ranny. Wkrótce potem sierżant Azaria oddał śmiertelny strzał w jego stronę.

Być może całe zdarzenie nie doczekałoby się uwagi mediów – w końcu żadnemu z Izraelczyków nic poważnego się nie stało – gdyby nie fakt, że w Hebronie przebywa wielu działaczy różnych organizacji pozarządowych (zarówno izraelskich, jak i zagranicznych), którzy filmują każde zajście i najmniejszą nawet sprzeczkę pomiędzy palestyńskimi a izraelskimi sąsiadami. Tak też było w tym przypadku, kiedy członek lewicowej organizacji Be-celem (po hebrajsku nazwa ta oznacza „na obraz” i pochodzi z pierwszego rozdziału Księgi Bereszit) nagrał całą akcję i opublikował film w internecie. To rozpętało burzę, bo na nagraniu widać dokładny przebieg wypadków.

Jest już po ataku, ambulansy zabierają rannych, wokół sceny zamachu kręci się kilkoro uzbrojonych żołnierzy, ale też paramedycy, ludzie w cywilnych ubraniach, niektórzy z karabinami na plecach, niektórzy bez. Ranny terrorysta leży na ulicy, nikt zdaje się nie przejmować jego obecnością. Nóż, którego użył do ataku, leży zbyt daleko, aby mógł po niego sięgnąć. Zresztą i tak nie byłby w stanie tego zrobić, bo oprócz paru ledwie widocznych obrotów głowy, w ogóle się nie rusza. Wtedy sierżant Azaria, który nie był obecny podczas ataku na swoich kolegów, podchodzi do leżącego na ziemi mężczyzny i z bliskiej odległości oddaje strzał prosto w jego głowę.

Ta sprawa podzieliła Izraelczyków. Wielu uważa Azarię za bezdusznego, przepełnionego agresją mordercę. Część twierdzi, że terrorysta i tak był umierający, dobicie go było więc czymś w rodzaju skrócenia jego agonii. Ale są też tacy, którzy w młodym żołnierzu widzą bohatera. Twierdzą, że nie jest pewne, iż al-Sharif nie sięgnąłby po nóż, że nie zdetonowałby ładunku wybuchowego, który potencjalnie mógł być ukryty pod jego kurtką. Ich zdaniem sierżant Azaria miał więcej rozumu niż jego dowódca, który nie upewnił się, że żadnego niebezpieczeństwa już nie ma.

Po publikacji nagrania, dowódcy IDF-u musieli obiecać opinii publicznej rzetelne śledztwo. Sierżant Azaria został aresztowany, a początkowo dochodzenie w jego sprawie było prowadzone z domniemaniem popełnienia przez niego morderstwa. W tej chwili zarzuty dotyczą już tylko nieumyślnego spowodowania śmierci. Akt oskarżenia mówi, że Azaria „naruszył zasady włączania się do akcji” i strzelał „bez wyraźnego uzasadnienia, kiedy ranny terrorysta leżał na ziemi, nie próbując dokonać kolejnego ataku i nie stanowiąc bezpośredniego zagrożenia oskarżonego, osób cywilnych i żołnierzy znajdujących się na miejscu”.

Kto stoi po stronie sierżanta Azarii? Oczywiście jego rodzina, która w sądzie dowodziła, że chłopak dostał wyróżnienie za służbę w swojej jednostce, a dowódcy byli z niego bardzo zadowoleni. Zwykli Izraelczycy, którzy przyszli wyrazić swoje poparcie. Artyści, tacy jak raper Subliminal, którzy zaśpiewali na demonstracji w obronie Azarii, odbywającej się na placu Rabina w Tel Awiwie. Prawicowy minister edukacji Naftali Bennett, który zorganizował wiec poparcia dla żołnierza w miejscowości Ramle. Wspierał go też inny prawicowy polityk Avigdor Liberman, który przychodził nawet na toczący się w sądzie wojskowym w Jafie proces. Fakt, że 30 maja Liberman został Ministrem obrony narodowej, sprawił jednak, że musiał pohamować się z wyrażaniem zbyt osobistych opinii.

Zachowaniem sierżanta Azarii nie byli jednak zachwyceni najważniejsi ludzie w armii. Dowódca Sztabu Generalnego IDF-u, generał Gadi Eizenkot powiedział, że żołnierze i dowódcy, którzy nie działają zgodnie z kodeksem etycznym armii izraelskiej, będą bezzwłocznie karani. Podkreślił jednocześnie, że ci, którzy popełniają błędy, mogą liczyć na poparcie swoich przełożonych, jednak czyn sierżanta Azarii z pewnością nie był pomyłką na polu walki.

Również ówczesny Minister Obrony Narodowej Moshe „Bogie” Yaalon zapowiedział, że nie będzie więcej zamiatania problemów pod dywan. Prawda zostanie ujawniona, a on sam zrobi wszystko, co może, aby armia funkcjonowała, mając zawsze na uwadze kodeks etyczny. I mimo że były to słowa, których oczekiwałoby się od człowieka na jego pozycji, wywołały oburzenie prawicy, a Yaalon został zmuszony do dymisji. Należy dodać, że nie tylko z powodu sprawy sierżanta Elora Azarii.

W Dniu Pamięci o Zagładzie, 5 maja 2016, Zastępca Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Izraela, generał Yair Golan wygłosił przemowę, po której spadła na niego ogromna krytyka, a jego przełożony, Minister Yaalon, znalazł się na dywaniku premiera Benjamina Netanyahu.

Yair Golan, nawiązując od poczynań nazistowskich żołnierzy podczas drugiej wojny światowej, ostrzegł w swoim przemówieniu przed nienawiścią, której łatwo się poddać, szczególnie żołnierzom. „Nie ma nic prostszego niż stanie się bezwzględnym, moralnie skorumpowanym i hipokrytą” – mówił. Przyznał, że niepokoi go, iż podobne procesy, jakie w latach trzydziestych zachodziły w Europie, rozpoznaje także we współczesnym Izraelu. Nawiązał również do sprawy sierżanta Elora Azarii, podkreślając, że zadaniem armii jest wziąć odpowiedzialność zarówno za rzeczy chwalebne, jak i wstydliwe.

Trudno powiedzieć, co dokładnie w przemówieniu Golana nie spodobało się politykom prawicy. Czy były to porównania do nazistów, czy może wyrażanie zaniepokojenia widokiem młodych ludzi protestujących na ulicach przeciwko Arabom lub firmach, które zwalniają arabskich pracowników, o czym też wspomniał.

Minister Edukacji Narodowej Naftali Bennett wezwał Yaira Golana do natychmiastowego odwołania opinii, które wygłosił. Głos zabrał też Bezalel Smotrich z religijno-syjonistycznej partii Ha-Bajt ha-Jehudi, który wyznał, że martwią go absurdalne i przekłamane porównania Golana, które znieważają pamięć o Zagładzie.

Po przemowie generała Golana, premier Netanyahu wezwał do siebie Ministra Obrony Narodowej Moshego Yaalona, jednak ten nie przeprosił za zachowanie Golana. Podkreślił, że ma do niego pełne zaufanie i ceni jego kompetencje zawodowe. Wkrótce potem, przewidując, że Netanyahu będzie chciał go usunąć ze stanowiska, sam podał się do dymisji. Swoją rezygnację uzasadnił brakiem porozumienia w „kwestiach moralnych i zawodowych”. W swoich wcześniejszych wypowiedziach wspierał również innych wysokich rangą wojskowych, którzy wyrażali zaniepokojenie sytuacją w izraelskiej armii.

Generała Golana wsparli także politycy opozycji, w tym jej lider Isaac Herzog, który publicznie pochwalił go za odwagę. Mimo to Golan ugiął się i przeprosił za swoją przemowę, stwierdzając, że nie został dobrze zrozumiany. Problem został więc pozornie rozwiązany. Pozostała też nadzieja, że nowy Minister Obrony Narodowej Avigdor Liberman, bliski Netanyahu, z resztą problemów poradzi sobie lepiej niż jego poprzednik.

Jaka będzie przyszłość izraelskiej armii? Dużo zależy od tego, kto wygra jeszcze jedną wojnę toczącą się pomiędzy prawicą a lewicą.

Do niedawna za edukację żołnierzy odpowiedzialne były dwa departamenty: edukacji religijnej (todaa jehudit) i zwykłej edukacji, uważany za bardziej liberalny. Dwa lata temu zrezygnowano całkowicie z edukacji religijnej, co bardzo nie spodobało się prawicy. Decyzja na początku wywołała wiele kontrowersji i protestów, które zdążyły już nieco przycichnąć. Ich echa pojawiają się jednak raz na jakiś czas, tak jak po przemowie rabina Yigala Levinsteina (szerzej pisaliśmy o niej w „Chiduszu” 7/2016 w artykule „Dumni i perwersyjni”), który stoi na czele wyznawców poglądu, że armia jest w konflikcie z religią. Nie podoba mu się m.in. jej otwartość na ruchy feministycznie i organizacje LGBT.

Przyszły kształt Sił Obronnych Izraela będzie zależał od żołnierzy, którzy teraz zaczynają swoją służbę. Jakich wartości nauczą się w wojsku? Wydaje się, że właśnie zaczęła się o nie długa i niełatwa wojna.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Hamas’s Fatah and the No-State Solution

Gatestone InstituteHamas’s Fatah and the No-State Solution

Khaled Abu Toameh


  • Palestinian Authority President Mahmoud Abbas declared that 2017 will be the “year of international recognition of the State of Palestine.”
  • The melee in Gaza exposes as the lie that it is Abbas’s repeated claim of a unified Fatah able to lead the Palestinians towards statehood. Incredibly, Abbas seeks global recognition of a Palestinian state at a time when the flames in his own backyard are set to engulf him and his questionable regime.
  • More bad news from the poll: if presidential elections were to be held today, Ismail Haniyeh, leader of the terrorist group Hamas, would beat Abbas by 49% to 45%.
  • Palestinians are now openly talking about two different Fatah factions. After Abbas’s decision to strip the legislators of their parliamentary immunity, six Fatah PLC members participated in a Hamas-sponsored meeting of the PLC in the Gaza Strip. This was the first time since 2007 that such a move had been made.
  • Fatah leaders in the Gaza Strip, unlike their colleagues in the West Bank, are de facto recognizing the Hamas rule over the Gaza Strip. This is wonderful news for Hamas, whose leader, Ismail Haniyeh is likely to defeat Abbas in a presidential election.
  • The Fatah gunmen who marched in the Gaza Strip courtesy of Hamas are not supporters of Abbas. Instead, they represent the “other face” of Fatah — the one that does not believe in any peace process with Israel and shares Hamas’s ambition of destroying Israel.

BildresultatKhaled Abu Toameh

During a celebration in Ramallah marking the 52nd anniversary of the founding of his Fatah faction, Palestinian Authority (PA) President Mahmoud Abbas declared that 2017 will be the “year of international recognition of the State of Palestine.” Hailing the recent anti-settlement UN Security Council resolution 2334, Abbas said he was prepared to work with the new administration of Donald Trump “to achieve peace in the region.”

But while Abbas and his lieutenants were celebrating in Ramallah, at least 11 Palestinians were wounded in a scuffle that erupted between rival Fatah factions in the Gaza Strip. According to sources in the Gaza Strip, the fight broke out between Abbas loyalists and supporters of estranged Fatah leader Mohammed Dahlan. The confrontation, which was the most violent between the two sides in many years, is yet another sign of increasing schism in Fatah. Moreover, it is an indication of how Abbas’s control over his own faction is slipping through his hands. Hamas policemen who were at the scene did not interfere to break up the fight between the warring Fatah activists.

The melee in Gaza exposes as the lie that is Abbas’s repeated claim of a unified Fatah, able to lead the Palestinians towards statehood. Incredibly, Abbas seeks global recognition of a Palestinian state at a time when the flames in his own backyard are set to engulf him and his questionable regime.

Abbas says he wants to work with the Trump Administration to achieve peace in the Middle East, yet he cannot even achieve peace in his very own faction.

Abbas’s speech coincided with a new public opinion poll that showed that 64% of Palestinians want him to step down. The poll, conducted by the Ramallah-based Palestinian Center for Policy and Survey Research, also showed that two-thirds of Palestinians do not believe that the current Fatah leadership can achieve their aspirations.

The poll’s findings show that the percentage of Palestinians who want Abbas to resign has risen over the past three months from 61% to 64%. More bad news from the poll: if presidential elections were to be held today, Ismail Haniyeh, leader of the terrorist group Hamas, would beat Abbas by 49% to 45%.

The results of the poll should not come as a surprise to those who have been monitoring Palestinian affairs for the past few years. Judging from the sentiments on the Palestinian street, there is good reason to believe that the 81-year-old Abbas, who is now in his 12th year of his four-year term in office, has long ago lost much of his credibility among his people. The real surprise is that only 64% of Palestinians want to see him gone.

Many Palestinians hold Abbas personally responsible for the continued and rapid deterioration in the Palestinian arena. They see his incompetent and failed leadership as the main reason behind the 2007 violent Hamas takeover of the Gaza Strip. As soon as Hamas started shooting, Abbas’s fragile, corrupt and strife-ridden Palestinian Authority security forces collapsed. Critics of Abbas say that lack of leadership and decision-making on his part facilitated the Hamas seizure of the Gaza Strip.

Yet over the years, it has become evident that Abbas has not only lost the Gaza Strip and its two million inhabitants to Hamas, but that he is also losing control over his own Fatah faction there. Abbas has managed to alienate many Fatah leaders and activists in the Gaza Strip (most of whom are not necessarily affiliated with his arch-rival, Dahlan) to a point where Palestinians are now openly talking about two different Fatah factions.

Instead of devoting his energies to freeing the Gaza Strip from the iron grip of Hamas, Abbas has spent the past few years waging war against anyone in Fatah who dares to challenge his policies or criticize him. In this regard, he has resorted to a number of punitive measures that have further escalated tensions among Fatah cadres.

These measures include cutting off salaries and pensions to Fatah employees whose loyalty to Abbas is in question or who are suspected of being affiliated with Dahlan. As far as Abbas is concerned, affiliation with Hamas is less of a crime than being affiliated with Dahlan or any of his rivals in Fatah. Another measure that Abbas has taken to punish his rivals in Fatah: stripping them of their parliamentary immunity. The latest victims of this punishment: Mohamed Dahlan, Nasser Juma’ah, Shami Al-Shami, Najat Abu Baker and Jamal Al-Tirawi. Abbas took the decision without seeking the approval of the Palestinian parliament, the Palestinian Legislative Council (PLC), or any other judicial or decision-making institution. His detractors point out that the removal of the parliamentary immunity is in violation of the Palestinian Basic Law, because the PLC is the only party authorized to take such a decision.

When Fatah legislators protested against Abbas’s arbitrary measure by holding a sit-in strike inside the offices of the International Committee of the Red Cross in Ramallah, Abbas ordered his security forces to raid the compound and evict them by force. “This is a grave violation of the legislators’ rights and it is completely unjustified,” said a spokeswoman for Fatah in the Gaza Strip.

“It is also an indication of the repressive measures taken by the Palestinian Authority security forces. The legislators were holding a peaceful protest inside the offices of the Red Cross after President Abbas’s decision to remove their parliamentary immunity. We hold the president, the prime minister and the security forces responsible for the violations against human rights and public freedoms. We also condemn the silence of the Red Cross towards this despicable assault against the legislators inside the (Red Cross) offices.”

Abbas’s crackdown on his Fatah critics has driven them into the open arms of Hamas. After Abbas’s decision to strip the legislators of their parliamentary immunity, six Fatah PLC members participated in a Hamas-sponsored meeting of the PLC in the Gaza Strip. This was the first time since 2007 that such a move had been made.

The PLC has been effectively paralyzed since the Hamas takeover of the Gaza Strip. However, this has not prevented Hamas from continuing to convene sessions of the parliament in the Gaza Strip during the past few years. Until recently, Fatah legislators have boycotted these meetings because they do not recognize Hamas’s rule over the Gaza Strip. Abbas’s punitive and vengeful measures, however, have pushed Fatah legislators to change this status quo. This means that Fatah leaders in the Gaza Strip, unlike their colleagues in the West Bank, are de facto recognizing the Hamas rule over the Gaza Strip. This is wonderful news for Hamas, whose leader, Ismail Haniyeh (according to the latest poll) is likely to defeat Abbas in a presidential election.

Emboldened by the growing divisions in Fatah, Hamas leaders are also beginning to flirt with disgruntled Abbas critics who have been hurt by Abbas’s measures. For the first time in many years, the Hamas government permitted thousands of Fatah gunmen to hold a military parade in the Gaza Strip this week, marking the faction’s 52nd anniversary.

Pictured: For the first time in many years, Hamas permitted thousands of Fatah gunmen to hold a military parade in the Gaza Strip this week. (Image source: YouTube video screenshot)

The Fatah gunmen who marched in the Gaza Strip courtesy of Hamas are not supporters of Abbas, the overall commander of Fatah. Instead, they represent the “other face” of Fatah — the one that does not believe in any peace process with Israel and shares Hamas’s ambition of destroying Israel. The message that the Gaza Strip branch of Fatah wished to send to Abbas: Unlike you and your West Bank Fatah, we will not give up the “armed struggle” against Israel. “This parade sends a message to Abbas that Fatah has not relinquished the armed struggle,” explained Palestinian political scientist Ibrahim Abrash.

Meanwhile, Abbas appears to be living on a different planet. His ego prevents him from grasping the news that the polls reveal: most of his people are done with him. He refuses to wake up to the truth that his Fatah faction is falling into pieces, his erstwhile loyalists getting into bed with Hamas. He asks the world to recognize a Palestinian state when his own private residence in the Gaza Strip is forbidden to him. Indeed, it seems that the Palestinians are moving toward a “no-state solution” — a Gaza Strip run by Hamas and dissident Fatah members and a West Bank controlled by another Fatah that is still loyal to Abbas, largely because he is paying them salaries.

Abbas maintains that he is eager to work with the Trump Administration to achieve peace in the region. But will he have the courage to tell the new US administration some uncomfortable truths — namely that he has become a political liability to the majority of his people, and that the Palestinians have never been as divided as they are at this moment? In short, will Abbas dare to share the truth of the splintered Fatah’s no-state solution?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com