Archive | 2017/01/10

BAUMAN: NIEPRAWDA, ŻE IGNORANCJA STAŁA SIĘ WARTOŚCIĄ

BAUMAN: NIEPRAWDA, ŻE IGNORANCJA STAŁA SIĘ WARTOŚCIĄ

VLODEK GOLDKORN


zygmunt-baumanZygmunt Bauman

Wybitny socjolog, filozof i mentor środowiska „Krytyki Politycznej” zmarł w wieku 91 lat w Leeds. Publikujemy nietłumaczony wcześniej na język polski wywiad prof. Baumana, udzielony włoskiej gaziecie „La Repubblica” w czerwcu 2016 roku.

Włodek Goldkorn: Kiedyś myśleliśmy, że reakcyjne, albo lepiej „wsteczne” utopie to charakterystyczna cecha „islamu politycznego”. To znaczy: kiedy teraźniejszość przedstawia się jako odarte z jakości życie „bez sensu”, kiedy ludzie stają się zbędni, a przyszłość budzi strach bądź w najlepszym wypadku odziera z nadziei, wymyślamy sobie lepszą przeszłość. Ale czy w ten sam sposób można zinterpretować np. wyniki referendum w Wielkiej Brytanii? Czy w chęci opuszczenia UE nie zawiera się silny element nostalgii – jak wszystkie nostalgie będący efektem naszej wyobraźni – za miłą, ucywilizowaną Anglią? Taką, jak ją opisywał Orwell, jako gentle way of living, nawet jeśli ojcowie i dziadkowie tych, którzy są podmiotami nostalgii, wówczas w Anglii nie żyli?

Zygmunt Bauman: Trafiłeś w sedno! Kryzysów namnożyło się dziś na kopy, a i z wszystkich szpalt gazetowych, głośników i ekranów leją się wieści o nowych, o jakich zaistnieniu jeszcze wczoraj niewielkie mieliśmy, jeśli w ogóle jakieś, pojęcie. Podejrzewam jednak, że za wszystkimi tymi kryzysami (a przynajmniej znaczną ich większością), czai się pewien meta-kryzys, z którego kiełkują one i się rozrastają; kryzys samego sposobu bycia-w-świecie, jaki władał nami (przynajmniej w naszej „nowoczesnej” części globu) of kilku ostatnich stuleci. Mam na myśli „życie ku przyszłości” – przyszłości lepszej niż teraźniejszość, która koniec końców jest tylko momentem stawania się przyszłości; przyszłości która nieuchronnie nadejdzie drogą utartą przez ludzki wprawdzie wysiłek i dokonania, ale wytyczoną zawczasu i nieodwołalnie przez spiżowe prawo postępu: ruchu od stanu mniej wygodnego do bardziej, od życia bardziej kłopotliwego do mniej zmartwień przysparzającego, od świata mniej ludzkim pragnieniom gościnnego do bardziej im przychylnego.

Otóż ta właśnie ufność w dobroczynność przyszłości stopniowo, lecz niebłaganie się dziś ulatnia. Nasi współcześni przekonali się już, i to wielokrotnie, na własnej skórze, że gorliwie wyczekiwana przyszłość z chwilą gdy się przeradza w teraźniejszość obdarza nas drobną tylko cząstką tego, czegożeśmy się radośnie spodziewali – a za to obficie raczy nas nowymi, przedtem nam nieznanymi bolączkami i troskami. A jeśli już o postępie mowa, to ze strachem raczej niż nadzieją się nam kojarzy: strachem przed własną ignorancją, niezaradnością, nieumiejętnością wspięcia się na poziom nowych wymagań i im sprostania – a więc przed pozostaniem w tyle i odtrąceniem, przed stratą w ciężkim trudzie nabytych kwalifikacji, poziomu życia i społecznej pozycji. Angelus Novus Paula Klee i Waltera Benjamina, jeszcze do niedawna popychany tyłem do przodu przez niedomagania przeszłości, dziś popychany jest przodem do tyłu koszmarem degeneracji i upadku, jaką groźna przyszłość zwiastuje. O ileż bardziej łatwe do zniesienia jawią się nam dalekie od doskonałości, ale przytulne, bo znane doznania przeszłości, niż strach budzące, bo nieznane i nieprzewidywalne odkrycia i wynalazki przyszłości!

Czy ucieczka do utopii wstecznej jest też porażką elit? Chodzi mi o dość prostą sprawę. Kiedyś, jeszcze wczoraj – wystarczy pomyśleć o Blairze, Clintonie, Prodim, albo o Havlu i Mazowieckim – elity polityczne były elitami między innymi dlatego, że miały wizje przyszłości i, przedstawiając te wizje, potrafiły zmobilizować elektorat. Elektorat z kolei nie był amorficzną masą, klientelą na rynku ofert politycznych, lecz miał swoje interesy i własne nadzieje na lepszą przyszłość. A elity pomagały w organizacji tych interesów, w ich przekształceniu w wolę polityczną. A dziś? W Ameryce wzrasta siła Trumpa; w Anglii jest Farage, we Francji Le Pen, w Polsce Kaczyński – ludzie, którzy mówią: interpretując wasze utajone myśli i uczucia, zgadzamy z waszą koncepcją tego, co dla was dobre. Nie chcemy was przekabacać, tylko dostarczyć wam tego, co sami chcecie. Innymi słowy, czy ucieczka do tożsamości i nostalgii oznacza potrzebę silnego wodza? I czy jest to klęska elit, czy też zmiana elit?

Ostatnie lata przyniosły jeśli nie zerwanie, to poważne nadwyrężenie komunikacji między polityczną elitą a hoi polloi. Ta pierwsza, w swym myśleniu (jeśli nie w czynach) coraz bardziej zglobalizowana, bo zmuszona do konfrontacji z eksterytorialnymi, nie poddającymi się jej zarządzaniu mocami zglobalizowanej planety, przejęta jest innymi sprawami niż te, co dręczą na co dzień ludzi, których interesy ma ona reprezentować; a też innym niż oni językiem ona przemawia. Nie łatwo te dwa języki poddają się wzajemnemu przekładowi. O ileż łatwiej sięgnąć do uczuć hoi polloi Trumpom, Borisom Johnsonom, Orbanom, Le Penom czy Kaczyńskim (ta lista z dnia na dzień rośnie, jak dotąd niepohamowanie!) – mającym tę przewagę, że wykładają kawa na ławę, rąbią prosto z mostu, opisy rzeczywistości przykrawają do pola widzenia i ram myślowych swych adresatów, przemilczając cokolwiek poza nie wykracza – a wszystko to w mowie, w jakiej ci adresaci po paru kuflach piwa dzielą się z kumplami swymi kłopotami, gniewem, jakie one budzą i nienawiścią do tych, których winą za nie obciążają, tym samym utwierdzając się nawzajem w swych wizjach świata…

Ale to tylko cząstka sprawy, i co więcej, ta mniej bodaj istotna. Druga część – znacznie istotniejsza – to fakt, że Trump i jemu podobni znajdują tak licznych i rosnących w liczbę wdzięcznych odbiorców.

Dlaczego tak wielu naszych współczesnych strzyże czujnie a w upojeniu uszami, gdy się do nich zwracają?

Tu wracamy poniekąd do pierwszego twojego pytania: nader ścisłe wszak pokrewieństwo łączy zagadnienia, jakich te dwa pytania dotyczą! Otóż odwrócenie się plecami do ortodoksyjnych autorytetów politycznych z wszystkimi ich nieodrodnymi przyległościami, a twarzą do demagogów wzywających do ich przepędzenia, uważam za spowodowane głównie, i to nie bez kozery, nawykowymi już doświadczeniami nieprawdomówności zastanych/odziedziczonych organów państwowej władzy i ogólnie rzecz biorąc niemożliwości polegania na ich słowie: z reguły jedno te organy obiecują, a czego innego dostarczają. Są więc podstawy po temu, by – jak to w demagogów zwyczaju czynić, ręce zacierając – przypisywać tę nieudolność skorumpowaniu, tchórzliwości, nieuctwu czy wręcz złej woli politycznej elity i jej (kto wie?) nikczemnym zamiarom. Wedle coraz bardziej rozpowszechnionych przekonań, zastana elita z tego czy innego powodu nie jest zdolna pójść za swym słowem. Wedle tychże przekonań, to demokracja (bo do takiej wszak kategorii układów politycznych ta elita sama się zalicza) nie zdała egzaminu i zdradziła swe powołanie. Jest niewydajna i niewydolna. Jest słaba – niezdolna do czynu. Krótko mówiąc, jest do chrzanu: i fakt, że usadza w urzędach państwowych podobnych ślamazar i niezgułów, jest tego koronnym dowodem.

A więc, jak i w wielu innych sprawach, wracamy do mętnych, a przez upływ czasu podkolorowanych wspomnień. W tym przypadku – do postaci mocarnego wodza i jego głównego waloru: rządów silnej ręki. Do takiej władzy, co to zrobi, co obieca i weźmie odpowiedzialność za skutki na swoje barki, zdejmując ją z naszych. Wracaj zatem, wodzu! Wszystko ci i tobie podobnym zapomniane; a jeśli nie zapomniane, to wybaczone. Powiedziałby Nietzsche: a kysz Apollo z twym nieszczęsnym upodobaniem do harmonii różnorodności; wracaj z wygnania Dionizosie na czele tabunu łaknącego stąpania noga w nogę!.

Lekceważyć czy pogardą zbywać to zjawisko możemy tylko na własną, a także zarówno świadomych jak i mimowolnych aktorów dramatu zgubę. Nie jest ono bowiem wytworem marginesu pomyleńców (o byciu skutkiem przyrodzonych wad demokracji już nie wspominając), ale przewidywalnym i niemal niemożliwym do zapobieżenia następstwem po wielekroć przeze mnie sygnalizowanego rozwodu między mocą a polityką: konfrontacji zglobalizowanej mocy, wyzwolonej spod politycznej kontroli, z po dawnemu zlokalizowanej polityki, cierpiącej na chroniczny niedobór mocy…

Były włoski minister Tremonti powiedział kiedyś na wiecu: „jesteśmy ludźmi, którzy rzadko czytają książki”. On akurat czyta i pisze książki. Pytanie zatem: dlaczego ignorancja stała się wartością?

Kiedyś (do względnie niedawna) znaczna a niepisząca większość ludzi czytała to, co inni czytający pisali. Ten podział pracy został, dzięki Facebookowi, Twitterowi czy im podobnym, zniesiony – a to przy pomocy prostego w gruncie rzeczy zabiegu: gwałtownego obniżenia poprzeczki w skokach do pisania i publikowania. Nie jest to posunięcie o negatywnych tylko skutkach: miliony mają dziś dzięki niemu niezagrodzony, niestrzeżony, bezpośredni i znikomego wysiłku wymagający dostęp do wytwarzania i dostarczania innym materiałów do czytania. Ale za to, w transakcji wiązanej, pisanie przestało zakładać konieczność czytania: człek dziś piszący nie ma na czytanie czasu ani, co ważniejsze, nie poczuwa się do bezwzględnej potrzeby czytania. Jak w słowach, które rosyjski osiemnastowieczny poeta Fonwizin włożył w usta bohatera swej sztuki przezwanego przezeń Niedorostkiem, który – pytany czy czytał to i owo – odpowiedział: „Ja nie czytuję, ja sam się drukuję”… Teraz wszyscy możemy (choć Bogu dzięki nie wszyscy jeszcze jak dotąd chcemy) stać się Fonwizinowymi „niedorostkami”. Tremonti (słusznie czy zbyt pochopnie) oskarżył Włochów o nieczytanie książek; ale czyżby nie zauważył, iż równolegle do upadku czytelnictwa książek liczba Włochów piszących i publikujących wzrosła tysiąc- lub może i milion-krotnie?

To chyba nieprawda że, jak powiadasz, „ignorancja stała się wartością”. Prawdą jest natomiast, że przestała być zawadą w dążeniu do rozgłosu, sławy i schlebienia swej próżności (a w rojeniach wielu także i w dążeniu do przyziemnych zysków, jakie się z nimi wiążą lub związać mogą). Pokłosiem najczęściej omawianym i opłakiwanym jest gwałt dokonywany codziennie, masowo i bezkarnie na języku do niedawna uznawanym za znamię kultury – na jego ortografii, składni i stylu.

Zauważa się często, że wulgaryzacja języka pociąga za sobą zubożenie myśli, a ta znów odbija się ujemnie na kształcie osobowości, stylu życia i międzyludzkich stosunków. Mniej jednak często, a niesłusznie, dostrzega się i wyciąga na powierzchnię inny jeszcze skutek, w moim mniemaniu bardziej jeszcze naganny i alarmujący, bo potencjalnie patogenny dla standardów moralnych: upadek odpowiedzialności za słowo – a w jego wyniku wątlenie kultury życia publicznego pospołu z szansami toczących się w tym życiu debat na wzajemne zrozumienie, nie mówiąc już o porozumieniu. Legalizacja grubiańskiego, gruboskórnego i obelżywego języka stwarza nieustającą pokusę zastępowania dogadywania się wzajemnym się dobijaniem – czy wręcz zaniechania argumentacji nastawionej na przekonywanie i nawrócenie rozmówcy na własną wiarę. Wypadły z łask prozelityzm ląduje na śmietnisku zbankrutowanych strategii. Bo przecież od nawróconego przeciwnika zalatuje własną porażką bardziej niż triumfem! Czai się w akcie nawrócenia ryzyko postrzegania wroga nie jako upadłego raz na zawsze stworu nie do zbawienia, ale osoby zabłąkanej wprawdzie, lecz nadającej się do naprawy – a przeto potrzebującej argumentów (na które ulegającego pokusie nie stać), a nie obelg (których ulegający pokusie ma nieograniczany zapas, rosnący w miarę tej pokusie ulegania). Obniżenie wspomnianej uprzednio poprzeczki sprawia, że posiadanie pełnej obelg (i obelg tyko) skrzynki narzędziowej jest dostateczną przepustką do areny publicznej; a ostateczną tegoż konsekwencją jest przeniesienie nawrócenia przeciwnika z kategorii zwycięstwa do kategorii porażki, zaś chęci owego nawrócenia z kategorii wierności sprawie do jej zdrady.

Wynik referendum w Wielkiej Brytanii oznacza też, ze sławetne lobbies nie zawsze wygrywają. Czy to też porażka elit, w tym sensie elit finansów, informacji itd.? A może jednak młodsi ludzie tych elit się nie boją….

„Lobbies” dla konszachtów w kuluarach parlamentów i gabinetach ministerialnych były stworzone i tam czuły się i były chez soi, i wraz z parlamentami tracąc zęby i moc ustalania przebiegu zdarzeń, nadwyrężają swą rację bytu. Tradycyjne „lobbies” podążały tam, gdzie posyłali je najmujący je mocodawcy – czyli tam, gdzie faktycznie lub domyślnie mieściła się moc decydowania w kwestiach dla ich mocodawców istotnych (zyskownych lub grożących skurczeniem zysków). W momentach, gdy owa moc wędruje na place miejskie i ulice, lobbies dla zachowania racji bytu muszą tamże za mocą podążyć.

I czy tak już się nie dzieje? Wiele wskazuje na to, że uwaga ich najemców, zdalnie lobbystami zawiadujących, ogniskuje się coraz bardziej na kupnie łask, przychylności, kumoterstwa lub uległości rozgłośni radiowych i telewizyjnych, opiniotwórczej prasy, i w coraz większym stopniu internetowych portali blogowych. Elity finansowe są od porażek ubezpieczone; stać je na to, by się do nowego układu sił dostosować i wymieniać ekipy najemnych speców zależnie of fluktuacji układu sił i wpływów.


Wywiad wydrukowany na łamach „La Repubblica” w czerwcu 2016 roku.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


What Now?

What Now?

Ari Fuld


Four murdered IDF officers, killed by Jerusalem Arab terrorist in truck ramming attack at Armon HaNatziv on Jan. 8, 2017Four murdered IDF officers, killed by Jerusalem Arab terrorist in truck ramming attack at Armon HaNatziv on Jan. 8, 2017
Photo Credit: courtesy, families / Facebook

WHAT NOW?

4 more Jewish families have been destroyed due to radical Islamic terror. Our enemies are handing out sweets in celebration of the murder of 4 IDF soldiers. People are calling the terrorists ‘freedom fighters’ and the UN calls it human nature! Our soldiers were murdered as they were touring the streets of Jerusalem, the city we call our eternal capital and what our “ally” President calls “illegal”.

WHAT NOW?

The terrorist was an Israeli Arab that lives in a Jerusalem village that has produced numerous barbaric terrorists such as the one who entered Mercaz Harav Yeshiva and slaughtered Jewish kids as they studied Torah and were preparing for the Purim festivities.

This terrorist had full Israeli rights and had absolutely nothing to do with the fabricated Palestine excuse radical Muslims use to justify murdering Jews.

Did I mention he was already in Israeli jail for terrorist activity and was released. Why? Well that’s the law! 4 soldiers died for the law.

WHAT NOW?

Tomorrow the entire nation will be in tears as we lay to rest 4 beautiful children whose lives were cut short by a radical Islamic genocidal ideology.

WHAT NOW?

Of course we will survive, we always do!

We have been surviving attack after attack for over 2 millennia and the only question is, how much longer will we define our survival by how well we pick ourselves up from pogroms, holocausts, inquisitions, burning temples, massacres, wars, intifadas, shooting attacks, axe attacks, rocket attacks and of course ramming attacks. How about from now on, we do not give those who clearly seek our destruction the benefit of the doubt. How about we do not give them rights and protect them with the law are trying to murder or use to carry out their next attack.

How about we judge them as they clearly and vocally demonstrate how they want to be judged; radical genocidal, anti-semitic terrorists.

WHAT NOW?

I, like many of you reading this, am sick and tired of funerals.

Personally, I simply cannot go to military funerals any more. Every time I see the coffin draped in the Israeli flag and watch the families lose their sanity as life is ripped out from their world, I am thrown back 23 years when I buried Yehoshua. I cannot stand hearing the gun shots at funerals and neither could Yehoshua. I cannot thinking about how each one of the families will be living their own personal holocaust every day! Over and over!

Yehoshua Friedberg, my platoon mate, who was brutally murdered 23 years ago by Islamic terrorists was laid to rest forever while his murderers were released from Israeli jail, only to murder again,which they did.

WHAT NOW?

Our enemies give out sweets in celebration and we are not disappointed in the slightest bit, because we expect such behavior from them. Some say we can not allow our soldier to kill a terrorist 7 minutes after an attack lest we become just like our enemies. They actually call the IDF soldier who kills a terrorist who came to murder him, a murderer!

Funny how the left hold such a clearly bigoted opinion of our enemies by insinuating (rightfully so) that we are not as barbaric as they are and then advocate making a deal with them as if they all of a sudden believe they are part of our sane Western culture.

WHAT NOW?

Arab textbooks have no Israel on the map and we make believe that all they want is a strip of land and then there will be peace? Abbas praises spilled Jewish blood in Jerusalem and we make believe he is different than Hamas and can be a partner for Peace?

Arabs claim going back to the 67 lines is all that is needed for peace and we believe them even though between 48-67 ALL of Judea, Samaria, Golan, Gaza and all of Jerusalem was already in Arab control and they were still calling for Israel’s annihilation. In fact the PLO, was created in 1964 by Egyptian born Arafat with the goal of destroying Israel. That was 3 years before any settlement ever touched the ground!

recomended by:
Ewa Korulska

WHAT NOW?

How about we stop buying into the false narrative of our enemies. How about we start believing again in who we are and what we are doing here. How about we realize we are part of a miraculous return of the Jewish people to the Land of Israel from all 4 corners of the Earth. How about we embrace our return instead of trying to reverse the process by kicking out Jews in the name of a false sense of Peace.

How about we tell the truth and stop hesitating. We, the nation of Israel, the Jewish people, are the indigenous people of the Land of Israel. Our culture, religion and history are dependent upon this land.

The Middle East is packed withe Arab and Islamic regimes that are hundreds of times bigger than Israel. How about we stop contemplating giving in to the demands of our enemies to split this land and stop making believe that solution is based on justice, truth or even sanity.

Muslims? They occupied the entire Middle East by force. They have no religious, historical or national claim on the Land of Israel, so let’s stop making believe we owe them something.

As MK Betzalel Smotritch so eloquently put it in his plan to stop the killing. When Yehoshua entered the land of Israel, he gave the non-Jewish residents 3 choices:

  1. LIVE as human beings in the Jewish homeland called Israel and enjoy all the benefits of this amazing country.
  2. LEAVE and join your Arab or Muslim brothers across the Middle East or to any other country in the world you would rather be in.
  3. FIGHT and meet the IDF and this time with no holds barred.

For the sake of our nation, for the safety of the Jewish people, to honor those who were murdered after numerous fabricated “peace” plans, let’s stop making believe that there is any pride in crying over dead Jews and being proud of the fact that we survived as we get up bloodied and beaten.

Let’s redefine our survival by not allowing others to beat us up or threaten us.

Let’s stop chanting NEVER AGAIN as they shoot, stab and ram us and start taking action as a unified nation and a strong country, so that they understand NEVER AGAIN is not a wish, it’s our warning and ultimatum to those who seek our destruction. Let’s start standing up for ourselves and let it be known there will be a grave price for killing a Jew. Let’s start doing whatever has to be done to make sure no more Jews die! World opinion? It went up in smoke 75 years ago!


About the Author: Ari Fuld is a sergeant in an IDF reserves elite paratroopers unit. His is the assistant director of Standing Together, an organization that supports IDF soldiers.

The author’s opinion does not necessarily reflect the opinion of The Jewish Press.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Alleged Cover-Up of Iranian Involvement in AMIA Bombing

Alleged Cover-Up of Iranian Involvement in AMIA Bombing

Barney Breen-Portnoy


Former Argentine President Cristina Fernandez de Kirchner. Photo: Wikimedia Commons.Former Argentine President Cristina Fernandez de Kirchner. Photo: Wikimedia Commons.

“The wall of impunity is being breached,” an Argentinian affairs commentator told The Algemeiner on Monday following the news that an Argentine court had reopened an investigation into former President Cristina Fernandez de Kirchner and the alleged cover-up of Iran’s involvement in the July 1994 bombing at a Jewish community center in Buenos Aires in which 85 people were killed.

“Kirchner and her associates are no longer untouchable,” Eamonn McDonagh said. “And this move is important because this will be the first time that Nisman’s allegation against the previous government will be investigated.”

McDonagh was referring to federal prosecutor Alberto Nisman, who was found dead — with a gunshot wound to the head — under suspicious circumstances at his Buenos Aires home in January 2015, just days after he accused Kirchner and then-Foreign Minister Hector Timerman — among other government officials – of making a secret agreement with Iran to absolve the Tehran regime of responsibility for the attack at the Asociacion Mutual Israelita Argentina building in exchange for trade concessions.

McDonagh is among those who believe Nisman was silenced by those he was investigating (it has never been officially ruled whether Nisman’s death was the result of murder or suicide).

“If Nisman hadn’t been on to something, they would not have killed him,” McDonagh said.

Kirchner, who left office in December 2015, is already facing corruption charges in a number of other cases. However, McDonagh said, “the Iran deal — and by implication having Nisman whacked — are another level of evil-doing altogether.”

The only thing that could stop the investigation now would be an appeal to the Supreme Court. But, McDonagh said, “I don’t see the Supreme Court even being willing to hear such an appeal and if it did there’s no way it’s going to go, ‘Hey, we don’t think that the accusations made by a deceased fiscal general four days before he was found with a bullet in his head should be investigated.’”

However, McDonagh cautioned, “In Argentina, we never get the full truth on anything, so I doubt if this will be an exception. Judge Ariel Lijo’s name came out of the draw to lead the investigation, but another federal judge, Claudio Bonadio, might seek to have it assigned to him because he’s investigating former Foreign Minister Timerman on closely-related treason charges. He’d be a more energetic investigator than Lijo.”

“Even if Lijo keeps the case, he won’t be able to avoid ordering the 50 or so investigative measures requested by Nisman nearly two years ago and never carried out,” McDonagh went on to say. “These including tracing the movements of cell phones belonging to the accused and checking the calls between them, also checking their movements in and out of the country, their tax records, etc. If he’s feeling brave, he may even call Kirchner to testify. And the results of these measures will leak in due course.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com