Archive | 2022/10/19

Hitlerowski program budowy bomby atomowej rozpoczął się równo z kapitulacją Warszawy. Dlaczego się nie udał?

Test bomby atomowej na Atolu Bikini, 1946 r (Fot. Domena Publiczna)


Hitlerowski program budowy bomby atomowej rozpoczął się równo z kapitulacją Warszawy. Dlaczego się nie udał?

Piotr Głuchowski


Gdy goszczący w Nowym Jorku fizyk atomowy Enrico Fermi dowiedział się, jakie mogą być efekty odkrycia rozpadu uranu, wyjrzał przez okno na Manhattan i rzekł: – Mała bomba, wielkości piłki… i to wszystko zniknie.
W grudniu 1938 r. para Szwedów – były jezuita Niklas Bergius oraz jego żona, katolicka pisarka i pierwsza w kraju docent fizyki Eva von Bahr-Bergius – zaprosiła na Boże Narodzenie do swego wiejskiego domu w Kungälv dwójkę fizyków. Goście pochodzili z Wiednia, od ośmiu miesięcy miasta III Rzeszy. W rozumieniu uchwalonych w 1935 r. ustaw norymberskich oboje byli Żydami.

W mroźne wigilijne przedpołudnie zaproszona para wybrała się, by zażyć świeżego powietrza (ona pieszo, on na nartach biegowych) i omówić list, który właśnie przyszedł z Niemiec. Była to najbardziej brzemienna w skutki świąteczna przechadzka w historii ludzkości.

PRZECIEŻ URAN NIE MOŻE SIĘ TAK ROZPAŚĆ…

Spacerujący po zamarzniętej rzece Göta i pobliskim lesie byli dla siebie nawzajem siostrzeńcem i ciotką. Ona – Eliza Meitner – miała 60 lat, jeszcze w Wiedniu przeszła na protestantyzm i przyjęła chrzest; w 1906 r. doktoryzowała się jako druga kobieta w historii tamtejszego uniwersytetu. Chciała pracować w Paryżu u Marii Skłodowskiej-Curie, lecz nie została przez noblistkę przyjęta. Wyjechała więc do Berlina, gdzie najpierw słuchała wykładów ojca mechaniki kwantowej Maxa Plancka, a później pracowała, początkowo jako wolontariuszka, w przerobionym z warsztatu stolarskiego laboratorium młodszego od niej o rok Ottona Hahna, który w 1944 r. dostanie Nobla za rozszczepienie jądra atomowego. Po dojściu Hitlera do władzy, jako niepodlegająca niemieckiej jurysdykcji obywatelka Austrii, jeszcze na pięć lat zachowała stanowisko kierownika wydziału fizyki Instytutu Cesarza Wilhelma w podberlińskim Dahlem i kontynuowała (z Hahnem) badania nad następstwami neutronowego bombardowania atomów uranu. Po anszlusie Austrii uciekła do Sztokholmu – i stamtąd przyjechała na święta do Bergiusów.

Jej siostrzeniec Otton Frisch miał 34 lata i po Wiedniu pracował w Hamburgu u innego przyszłego noblisty, badacza protonów, a przy tym Żyda ze śląskiego Sohrau (dziś Żory) Ottona Sterna. Po spaleniu Reichstagu i wywiezieniu ojca Frischa – a szwagra Elizy – do Dachau syn schronił się w Londynie, a potem w Kopenhadze, gdzie przez pięć lat pracował z twórcą współczesnej atomistyki, Żydem po matce, Nielsem Bohrem.

Tematem, który ciotka i siostrzeniec chcieli omówić na spacerze, był list od Hahna, który informował Elizę, że przeprowadził doświadczenie będące powtórką wcześniejszego, jak wtedy sądzono nieudanego, eksperymentu serbskiego fizyka Pavle Savića i Jeana Joliot-Curie, zięcia Marii Skłodowskiej. Savić i Curie bombardowali powolnymi neutronami jądra uranowe, w efekcie otrzymali – ujmując rzecz w uproszczeniu – jądra pierwiastka zachowującego się jak lantan albo bar. Najtęższe głowy ówczesnej fizyki miały już świadomość, że pod wpływem atakujących neutronów niektóre pierwiastki mogą się zamieniać w swych sąsiadów z tablicy Mendelejewa – uran ma jednak liczbę atomową 92, a bar i lantan odpowiednio 56 i 57. Tego rodzaju transmutacja – przeskoczenie 35 lub 36 miejsc w układzie okresowym pod wpływem zaabsorbowanego neutronu – wydawała się niemożliwa.

Fizycy Otto Hahn (1879-1968) i Eliza Meitner (1878-1968) w swojej wiedeńskiej pracowniFizycy Otto Hahn (1879-1968) i Eliza Meitner (1878-1968) w swojej wiedeńskiej pracowni  domena publiczna

– Curie i Savić zupełnie się zaplątali – orzekł Hahn we wrześniu 1938 r., gdy przeczytał o eksperymencie w piśmie Francuskiej Akademii Nauk „Comptes Rendus”. Po czym postanowił powtórzyć doświadczenie. Do pomocy wziął Fritza Strassmanna, chemika i skrzypka samouka, który publicznie odmówił przystąpienia do NSDAP, za co został ukarany zakazem pracy w niemieckim przemyśle chemicznym. W czasie gdy Europą wstrząsał kryzys czechosłowacki, Strassmann z Hahnem bombardowali neutronami uran, otrzymując m.in. trzy nieznane dotąd izotopy radu – tak przynajmniej sądzili. Wyniki eksperymentu opublikowali w listopadowym „Naturwissenschaften” (niemieckim odpowiedniku „Nature”). 19 grudnia Hahn napisał do Elizy krótki list:

„Coś dziwnego dzieje się z [otrzymanymi] izotopami radu, na razie wspominam o tym tylko tobie (…) krystalizacja frakcyjna nie wychodzi. Izotopy zachowują się jak bar (…) Może znasz jakieś fantastyczne wyjaśnienie? Rozumiemy przecież, że uran nie może się rozpaść na bar. Spróbuj wymyśleć jakąś inną możliwość. [Na koniec życzę ci] znośnego Bożego Narodzenia”.

ABY ZIARNKO PIASKU PODSKOCZYŁO

W Wigilię 1938 r. w Kungälv było spokojnie: z kominów pomalowanych w pastelowe barwy drewnianych domków unosiły się pionowe smugi dymu – mieszkańcy przygotowywali świąteczne potrawy.

– To niemożliwe – powtarzał sunący na nartach Frisch, gdy ledwo za nim nadążająca ciotka Eliza opowiedziała o powtórzonym przez Hahna i Strassmanna eksperymencie Curie i Savića. – Nikomu nigdy nie udało się oderwać od jądra żadnych fragmentów większych niż protony, najwyżej jądra helu. Atakujący jądro uranowe neutron nie może go rozbić na dwie części, bo nie ma takiej siły. Jest też wykluczone, aby jądro pękło. To nie jest krucha bryłka. Bohr uczył, że najbardziej przypomina kroplę.

– No właśnie… – ciotka Meitner wydobyła z torebki papier i ołówek. Usiedli oboje na kamieniu, zaczęli rysować. Frisch tak to będzie opisywał ponad 30 lat później:

„[Eliza] narysowała dwa kółka, pytając, czy to może być coś w tym rodzaju? Zawsze miała kłopoty z wyobraźnią przestrzenną, ja natomiast mam całkiem niezłą. Najwidoczniej wpadłem na ten sam pomysł, bo narysowałem kółko [silnie] zgniecione w dwóch punktach naprzeciw siebie [otrzymując coś] jakby hantlę. (…) Kropla cieczy zachowuje kształt dzięki napięciu powierzchniowemu, a jądro – dzięki silnym oddziaływaniom [atomowym]. Odpychanie elektryczne protonów działa jednak przeciwnie (…) im cięższy pierwiastek, tym mocniej. Nie wiem, skąd wzięliśmy [podczas spaceru] wszystkie nasze liczby, ale sądzę, że musiałem już wtedy mieć jakieś pojęcie o energiach wiązania. Wyszło [mi], że gdy liczba atomowa wynosi w przybliżeniu 100, napięcie powierzchniowe znika, a zatem uran 92 musi być bliski niestabilności”.

Otto Frisch (1904-79), siostrzeniec Elizy MeitnerOtto Frisch (1904-79), siostrzeniec Elizy Meitner  East News

Sporządzone na kamieniu i świstku z torebki obliczenie uświadomiło Elizie, że gdy z uranu „wyklują się” dwa mniejsze jądra (na przykład baru i kryptonu), to muszą się one oddalać od siebie z ogromną energią.

Nie czując mrozu, oboje porachowali, że energia ta wyniesie około 200 milionów elektronowoltów, co oznacza, że siła z rozpadu jednego atomu uranu wystarczy, aby ziarnko piasku widocznie podskoczyło. Skąd taka moc?

Meitner policzyła w mig. Jeżeli duże jądro uranu rozpadnie się na krypton i bar, to oba mniejsze jądra ważą w sumie mniej niż jedno macierzyste. O ile? O prawie jedną piątą masy pojedynczego protonu. Wstawmy tę masę do równania Einsteina (energia równa się masa razy prędkość światła do kwadratu) i otrzymujemy…

…energię równą 200 milionom elektronowoltów! – ostatnie słowa Frisch niemal wykrzyczał.

ROZSZCZEPIENIE

Po świętach Frisch wrócił do Kopenhagi, by – jak potem zapisał – „przedstawić nasze spekulacje Bohrowi”. „Ledwo zacząłem mówić, [Niels] uderzył się ręką w czoło i krzyknął: – To wspaniałe! Tak właśnie musi być!”.

13 stycznia 1939 r. Frisch rozpoczął w Instytucie Bohra doświadczenie mające potwierdzić rozpad uranu na dwa lżejsze pierwiastki i trzynastka okazała się dlań szczęśliwa. O siódmej rano listonosz przyniósł telegram z Niemiec: ojca zwolniono z Dachau, rodzina wyjeżdża do Sztokholmu, gdzie zamieszkają z ciotką Elizą. Eksperyment także się udał. W jego trakcie do laboratorium wszedł amerykański biolog William Arnold, którego Frisch zapytał, „jak mikrobiolodzy nazywają proces, w którym bakteria dzieli się na dwie?”. Usłyszał: „rozszczepienie” (binary fission) i tak zostało na zawsze.

Od lewej: Werner Heisenberg i Niels Boht na konferencji w Kopenhadze w 1934 r.Od lewej: Werner Heisenberg i Niels Boht na konferencji w Kopenhadze w 1934 r.  Fermilab, U.S. Department of Energy, Public domain, via Wikimedia Commons

Gdy numer „Naturwissenschaften” z opisem doświadczenia Hahna i Strassmanna dotarł do Paryża, małżonkowie Joliot-Curie wiedzieli już, co wymyślili Frisch i Meitner. Z rozgoryczeniem stwierdzili, że wymknęło im się z rąk epokowe odkrycie.

Gdy obliczenia ciotki i siostrzeńca dotarły do Roberta Oppenheimera (Żyda i późniejszego „ojca bomby atomowej” ), ten napisał do przyjaciela: „Sprawa U[ranu] jest nieprawdopodobnie wspaniała! Na ile sposobów rozpada się U? A przede wszystkim: ile neutronów jest uwalnianych w procesie rozszczepiania? Jeżeli dużo [to nastąpi reakcja łańcuchowa], co mogłoby z pewnością spowodować piekielny wybuch”.

Gdy o wszystkim dowiedział się goszczący w USA Enrico Fermi (fizyk nagrodzony rok wcześniej Noblem za wykrycie silnego działania powolnych neutronów), wyjrzał przez okno na zasypany śniegiem Manhattan i rzekł do kolegi George’a Uhlenbecka: – Mała bomba, wielkości piłki… i to wszystko zniknie.

TRZECIA RZESZA STAJE DO WYŚCIGU

Jean Joliot-Curie był sfrustrowany, lecz nie załamany. Wraz z dwoma współpracownikami przeprowadził w stworzonym przez teściową Instytucie Radowym serię eksperymentów zakończonych publikacją na łamach „Nature” pt. „Liczba neutronów wyzwalanych podczas rozszczepienia jądra uranu”. Tytułowa liczba wyniosła 3,5. Upraszczając: zaatakowane neutronem jądro uranowego izotopu 235 (później przyjęła się nazwa „uran wzbogacony”) emituje średnio trzy i pół neutronu, a cząstki te natychmiast rozbijają kolejne jądra. „Łańcuch rozszczepienia będzie trwał i przerwie się dopiero po osiągnięciu granic” materiału rozszczepialnego – napisali w kwietniu 1939 r. Joliot-Curie, Hans von Halban (austriacki Żyd) i Lew Kowarski (naturalizowany Francuz, syn polskiego przedsiębiorcy i ukraińskiej piosenkarki). Ich publikację z uwagą przeczytano w Niemczech.

Młody fizyk z Hamburga Paul Harteck, który wcześniej pracował w Dahlem, a od dwóch lat był doradcą Heereswaffenamt (HWA), czyli hitlerowskiej agencji uzbrojenia, napisał do ministerstwa wojny: „Pozwalam sobie zwrócić uwagę na najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej, które umożliwiają otrzymanie środka wybuchowego o wiele rzędów wielkości potężniejszego od konwencjonalnych (…) Kraj, który go pierwszy zastosuje, osiągnie przygniatająca przewagę nad innymi”. 

Od lewej: Karl Scheel i Hans Geiger (1928)Od lewej: Karl Scheel i Hans Geiger (1928)  GFHund, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

List odebrał Hans Geiger (ten od licznika promieniowania), nazista znany z tropienia Żydów w podległych ministerstwu instytucjach. Natychmiast zalecił rozpoczęcie szeroko zakrojonych prac. Gdy biurokracja wyraziła zgodę, kierownikiem zespołu o enigmatycznej nazwie Rada Rzeszy ds. Badań został fizyk i doradca ministerstwa wojny Kurt Diebner, a jego nadzorcą – generał Carl Becker z HWA. Na 16 września 1939 r. obaj wezwali do Berlina Ottona Hahna, Walthera Bothego (konstruktora niemieckiego cyklotronu, czyli przyspieszacza cząstek elementarnych) oraz Geigera. Zebrani omówili najnowszą pracę Bohra z „Physical Review” (artykuł pt. „Mechanizm rozszczepienia jądrowego”), po niej artykuł Joliot-Curie i kolegów, na koniec zaś przygotowali „Wstępny plan działania w celu zapoczątkowania doświadczeń nad wykorzystaniem rozszczepienia”. Zarysowano program badań, zakazano eksportu uranu i zakontraktowano największą możliwą jego ilość w czeskiej (a teraz już niemieckiej) kopalni w Jáchymowie.

Hitlerowski program budowy bomby atomowej ruszył w ostatnich dniach września, równo z kapitulacją Warszawy.

ŻEBY NIEMCY NAS NIE WYSADZILI

Kolejny Żyd w tej historii to Leó Szilárd, pochodzący z Węgier konstruktor-wynalazca, który zasłużył na kilka Nagród Nobla, lecz nie dostał żadnej. Możliwość wywołania atomowej reakcji łańcuchowej przewidział (i opatentował) w 1933 r., kilkanaście miesięcy po odkryciu neutronu. Cztery lata wcześniej wymyślił mikroskop elektronowy (Nobla za to odbierze dopiero w 1986 r. Ernst Rusk), a rok później wynalazł cyklotron (za co szwedzką nagrodę wziął w 1939 r. Ernest Lawrence). Richard Rhodes, autor najsłynniejszej książki o bombie atomowej, pisze, że nikt na świecie nie zdawał sobie sprawy tak jasno jak Szilárd, do czego prowadzi rozszczepienie jądra.

Leo Szilard (1898-1964)Leo Szilard (1898-1964)  unknown photographer Furfur, Public domain, via Wikimedia Commons

Węgierski geniusz znał się z Herbertem George’em Wellsem, który w książce science fiction „Świat uwolniony” opisał wojnę z użyciem bomb atomowych (wymyślił je, prawdopodobnie dumając nad najsłynniejszym równaniem Einsteina). Po tej lekturze Szilárd postanowił utajnić swój patent z 1933 r., a w związku z emigracją do Wielkiej Brytanii przekazał sekret królewskiej Admiralicji, której urzędnicy wojskowi schowali go na dnie szafy. Tymczasem Szilárd – w obawie przed zajęciem Wysp przez Hitlera – przeprowadził się do USA i postawił sobie za cel zaalarmowanie w kwestii bomby samego prezydenta. Sporządził krótki tekst informujący, czym grozi wyprzedzenie w tej dziedzinie Anglii i Ameryki przez hitlerowskie Niemcy, po czym zdobył pod nim podpis Alberta Einsteina. Memorandum miał wręczyć Franklinowi Rooseveltowi Alexander Sachs, Żyd z Litwy i tajny radca dyrektora Biura Usług Strategicznych, instytucji wywiadowczej, z której wykluje się CIA.

Alexander Sachs (1893-1973)Alexander Sachs (1893-1973)  Harris & Ewing, photographer, Public domain, via Wikimedia Commons

Sachs, wchodząc do Gabinetu Owalnego 11 października 1939 r., zaczął od anegdoty o młodym amerykańskim wynalazcy Robercie Fultonie, który zaproponował Napoleonowi budowę flotylli statków bez żagli, by napaść na Anglię. Cesarz wyśmiał pomysł. Pierwszy pasażerski parowiec powstał więc w USA – o czym Roosevelt wiedział. Teraz Sachs wyjął pismo Szilárda i Einsteina, a gdy streścił je, prezydent zapytał krótko: – Chodzi o to, by Niemcy nas nie wysadzili?

– Dokładnie tak – odparł równie zwięźle tajny radca.

Roosevelt od razu wezwał swego attaché, generała Edwina „Pa” Watsona, i zwrócił się do niego słowami, które potem przeszły do legendy: – „Pa”… to wymaga działania!

Amerykański program atomowy ruszył dwa tygodnie po niemieckim.

Franklin D. Roosevelt i Edwin 'Pa' Watson, 1939 r.Franklin D. Roosevelt i Edwin ‘Pa’ Watson, 1939 r.  National Archives and Records Administration, Public domain, via Wikimedia Commons

MASA KRYTYCZNA

W 1940 r. Otton Frisch zamieszkał w Anglii u innego emigranta z Niemiec, również pochodzenia żydowskiego, wielce bogatego z domu Rudolfa Peierlsa. Ten studiował m.in. pod kierunkiem Fermiego, a ostatnio zainteresował się wynikami naukowca z instytutu Curie – Francisa Perrina, któremu udało się obliczyć masę krytyczną (a więc potrzebną do samoistnego wybuchu) naturalnego uranu. Wyszło: 44 tony. Peierls z Frischem policzyli to samo dla izotopu U 235 (który Rudolf potrafił wyodrębnić z pomocą tzw. rury Clausiusa) i uzyskali zupełnie inny wynik – jak potem zapisał Otto: „ku mojemu zdumieniu – funt lub dwa” (0,45-0,9 kg). Uran jest bardzo ciężki, więc taką masę ma już bryłka wielkości piłeczki do golfa.

Jaka będzie siła wybuchu? Peierls z Frischem szybko to obliczyli: temperatura równie wysoka jak we wnętrzu Słońca, ciśnienie większe niż w jądrze Ziemi. Byli wstrząśnięci.

„Popatrzyliśmy na siebie i zrozumieliśmy, że konstrukcja bomby atomowej jest możliwa” – zanotował Peierls.

Choć obaj zostali wcześniej wykluczeni z prac nad radarem dla wojska (byli obywatelami kraju, z którym Wielka Brytania prowadziła wojnę), uznali, że wyników nie będą publikować w piśmie naukowym, ale przekażą rządowi Jego Królewskiej Mości. Tzw. memorandum Frischa-Peierlsa postawiło na nogi nie tylko przechowującą wciąż patent Szilárda Admiralicję. Powołano tajny komitet, który miał rozstrzygnąć, czy bomba atomowa będzie wykonalna – a jeżeli tak, to kiedy? Ruszył brytyjski program atomowy.

Na marginesie – obliczenia Ottona i Rudolfa były błędne (ale nie tak jak Perrina). Masa krytyczna dla czystego U 235 wynosi 52 kilo.

WALTHER BOTHE ODRZUCA GRAFIT

W czerwcu 1940 r. niemiecki koncern Auer zakontraktował (niezależnie od zamówienia z Jáchymowa) 60 ton tlenku uranu w przedsiębiorstwie Union Miniere w okupowanej Belgii. Belgowie mieli uran w swojej kolonii – Kongu. Do spowalniania neutronów (wolne najlepiej „wnikają” w jądra atomowe) zespół Kurta Diebnera potrzebował jeszcze – zgodnie z ówczesną wiedzą – grafitu lub ciężkiej wody, bo zwykła też spowalnia, ale absorbuje zbyt wiele wystrzeliwanych w kierunku uranu cząsteczek. Ciężką, w której zamiast wodoru łączy się z tlenem jego cięższy izotop – deuter, produkowano jedynie w norweskiej górskiej hydroelektrowni w Vemork, 180 km na zachód od Oslo. Co nie było problemem, ponieważ Norwegowie poddali się Rzeszy 10 czerwca.

Czekając na sprowadzenie cennej cieczy, fizyk-eksperymentator i przyszły noblista z Heildelbergu Walther Bothe przeprowadził na wszelki wypadek doświadczenie z konkurencyjnym grafitem, po czym… wyeliminował tę substancję na długo. Prawdopodobnie użyta przezeń ponadmetrowej średnicy bryła zawierała zanieczyszczenia, czego nie był świadom.

„Pomiar Bothego zakończył niemieckie doświadczenia grafitowe” – pisze Richard Rhodes. Później historycy zastanawiali się, czy zdegradowany w 1933 r. za antynazistowskie podglądy eksperymentator celowo nie sfałszował wyników kluczowego pomiaru – zdaniem Rhodesa nic na to nie wskazuje.

Walther Bothe (1891-1957) - niemiecki fizyk, matematyk, chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1954 (współlaureat: Max Born)Walther Bothe (1891-1957) – niemiecki fizyk, matematyk, chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1954 (współlaureat: Max Born)  Unknown (Mondadori Publishers), Public domain, via Wikimedia Commons

Naukowcom Rzeszy pozostało czekać na ciężką wodę. Pierwsza partia – 150 litrów – dotarła z Norwegii do laboratorium Wernera Heisenberga w Lipsku we wrześniu 1940 r. Nagrodzony w 1932 r. Noblem za stworzenie zasad mechaniki kwantowej fizyk przystąpił w październiku do budowy reaktora (stosu atomowego) na norweską wodę. Podczas konferencji naukowej w Kopenhadze – pod koniec miesiąca – pokazał szkic konstrukcji Nielsowi Bohrowi. Ten – być może przez Peierlsa – ostrzegł Brytyjczyków, że Niemcy robią postępy, co przyspieszyło prace w ramach programu nazwanego później Projektem Manhattan.

27 października Roosevelt otrzymał sprawozdanie zawierające m.in. takie zdania: „Bomba rozszczepieniowa o najwyższej sile rażenia powstanie przez szybkie połączenie wystarczającej masy pierwiastka U 235. (…) Masa z pewnością będzie większa od dwóch kilogramów i mniejsza od 100 kg. (…) Przybliżona siła rażenia – równowartość 1800 ton trotylu na kilogram uranu. (…) Liczącą się ilość bomb rozszczepieniowych można zbudować w ciągu trzech lub czterech lat”. I ostatnie zdanie: „Wydaje się, że troska o obronę naszego kraju wymaga pilnego rozwoju tego programu, gdyż w przeciwnym wypadku mogą wyprzedzić nas inni”.

ZDOLNOŚCI POZNAWCZE HITLERA

Ci „inni” popadli tymczasem w kłopoty. W grudniu 1941 r. Sowieci zatrzymali ich pod Moskwą.

Niemiecka gospodarka musiała oszczędzać. Ministerstwo wojny ograniczyło więc program pracy nad uranem i przekazało go… resortowi szkolnictwa.

Kierował nim zapalony nazista – a przy tym naukowy i organizacyjny analfabeta – SS-Obergruppenführer Bernhard Rust. Z powodu tych decyzji niemiecki program uranowy podupadł.

Rada Rzeszy ds. Badań miała tego świadomość, więc Diebner, Becker i ich współpracownicy postanowili potrząsnąć najwyższymi władzami. Zorganizowali 26 lutego 1942 r. konferencję, na którą zaprosili Hermanna Göringa, Heinricha Himmlera, Martina Bormanna, feldmarszałka Wilhelma Keitla oraz dysponującego największym budżetem ministra uzbrojenia Alberta Speera. Ci jednak nie dotarli, bo sekretariat Rusta źle wysłał zaproszenia. W efekcie Speer dowiedział się o „kręgu uczonych pracujących nad bronią zdolną niszczyć całe miasta” dopiero w kwietniu 1942 r.

Hermann Göring, Adolf Hitler, Albert SpeerHermann Göring, Adolf Hitler, Albert Speer  Heinrich Hoffmann/Wikimedia Commons

6 maja – jak potem zapisze w pamiętniku – omówił temat z Hitlerem i zaproponował, by „na czele Rady postawić Göringa zwiększając tym samym jej wagę”. Tak się wkrótce stało. Po rocznym buksowaniu w miejscu znalazły się wreszcie poważne pieniądze – dwa miliony marek.

„Hitler rozmawiał ze mną niekiedy o możliwościach bomby atomowej – zapisze Speer. – Ta myśl przekraczała jednak wyraźnie jego zdolności poznawcze. Nie potrafił pojąć rewolucyjnego charakteru fizyki jądrowej. [W dodatku] moje informacje o rozmowach z fizykami zniechęciły go do tej sprawy. Faktycznie bowiem, gdy zapytałem prof. Heisenberga, czy reakcję rozszczepienia (…) można kontrolować, nie udzielił mi jednoznacznej odpowiedzi. Hitler nie był więc zachwycony ewentualnością, że Ziemia pod jego panowaniem mogłaby się zamienić w rozżarzoną gwiazdę”.

Troska Führera o planetę przekierowała aktywność niemieckich fizyków w stronę – cytując Speera – „budowy stosów atomowych na ciężką wodę, które mogłyby posłużyć jako źródło energii dla silników okrętów podwodnych”. I takim zastosowaniem uranu niemieccy fizycy się zajęli – na to przeznaczyli miliony od Speera. Alianci jednak nie spali. Transportów rudy z Jáchymowa i Konga zniszczyć nie mogli, lecz na ciężką wodę produkowaną przez Norsk Hydro w Vemork zasadzili się jesienią 1942 r.

OPERACJE „GROUSE” I „GUNNERSIDE”

18 października w ramach operacji „Grouse” Brytyjczycy zrzucili nad wioską Rjukan – siedem kilometrów od Vemork – czwórkę komandosów z zadaniem przygotowania lądowiska dla grupy uderzeniowej. 19 listopada ze Szkocji wystartowały dwa bombowce – ciągnęły za sobą szybowce z saperami, którzy mieli wysadzić hydroelektrownię. Fatalna pogoda sprawiła, że zamiast wylądować na zamarzniętym jeziorze Møsvatn na zachód od Vemork, rozbili się w otaczających Norsk Hydro dzikich górach Hardangervidda. Katastrofę przeżyło 14 ludzi, lecz Niemcy wszystkich wyłapali i – jako szpiegów-sabotażystów – pozabijali bez śledztwa.

Elektrownia Vemork w Rjukan w Norwegii w 1935 r.Elektrownia Vemork w Rjukan w Norwegii w 1935 r.  Anders Beer Wilse, Public domain, via Wikimedia Commons

16 lutego 1943 r. londyńskie Dowództwo Operacji Połączonych wdrożyło kolejną akcję „Gunnerside”. Sześciu norweskich cichociemnych wylądowało na lodzie w jednej z zatok Møsvatn – z nartami, prowiantem, krótkofalówką i 18 kostkami wybuchowego plastiku – po jednym na każdy elektrolizer, czyli zestaw do produkcji ciężkiej wody. Przedzierając się przez góry w kierunku Vemork, zgarnęli pierwszą czwórkę komandosów z operacji „Grouse” – ledwo żywi skoczkowie przesiedzieli w jaskiniach i śniegach prawie cztery miesiące. Obejrzeli w tym czasie zakład. Zbudowaną na skalnej półce naturalną fortecę w stylu neoromańskim i towarzyszący jej (postawiony później) sześciopiętrowy blok chroniło z jednej strony wysokie urwisko, a z drugiej – głęboki kanion. Wszystkie drogi dojazdowe zostały zaminowane, a na wiszącym moście nad wodospadem stała przez całą dobę drużyna wartowników Wehrmachtu.

Traf chciał jednak, że szefem komórki wywiadu i sabotażu w londyńskim emigracyjnym Naczelnym Dowództwie Wojsk Norweskich był fizykochemik, uchodźca Leif Tronstad, przed wojną projektant w Vemork. Dzięki niemu cichociemni wiedzieli, iż na poziomie twierdzy znajduje się nieużywana bocznica kolejowa, którą niegdyś transportowano materiały i maszyny do przyszłej elektrowni. Tej drogi Niemcy nie zaminowali. Odziani w białe kombinezony komandosi wdrapali się na skałę i podeszli wzdłuż szyn do fortecy.

Genialni fizycy, którzy przyczynili się do stworzenia broni jądrowej - Albert Einstein (1879-1955), uhonorowany Nagrodą Nobla w 1922 r., i Leó Szilárd (1898-1964), który zasłużył na kilka Nobli, lecz nie dostał nawet jednegoGenialni fizycy, którzy przyczynili się do stworzenia broni jądrowej – Albert Einstein (1879-1955), uhonorowany Nagrodą Nobla w 1922 r., i Leó Szilárd (1898-1964), który zasłużył na kilka Nobli, lecz nie dostał nawet jednego  Getty Images

„Reflektory [nad ogrodzeniem] były wyłączone, a wycie silnego wiatru zagłuszało wydawane przez nas hałasy – zapisze po wojnie jeden z komandosów Knut Haukelid. – Zatrzymaliśmy się, by zjeść trochę czekolady i poczekać na zmianę posterunków (….). Wszyscy byliśmy dobrze uzbrojeni: na dziesięciu ludzi mieliśmy pięć karabinów maszynowych, każdy po pistolecie, a do tego noże i granaty ręczne”.

Zaatakowali po godzinie, gdy czujność nowej warty osłabła. Haukelid: „Przecięliśmy cienki, żelazny łańcuch zagradzający drogę do jednego z najważniejszych celów wojskowych w Europie (…) grupa ubezpieczająca [do której należałem] rozbiegła się na wyznaczone pozycje, a grupa sabotażowa ruszyła [ku elektrolizerom]”. Dwaj ludzie wczołgali się do środka opisanym przez Leifa Tronstada kanałem kablowym. Haukelid dalej: „Po pewnym czasie, który wydawał mi się nieskończenie długi, usłyszałem niewielki wybuch. Czy po to, żeby stało się coś takiego, zrobiliśmy ponad tysiąc mil?”.

Niemcom drobny hałas też się nie wydał istotny. Jeden z żołnierzy sprawdził drzwi fabryki, stwierdził, że są zamknięte i odszedł. Akcia „Gunnerside” wypaliła: przy zerowych stratach własnych elektrolizery zniszczono bezpowrotnie, pół tony ciężkiej wody spłynęło do kanału ściekowego. W efekcie niemiecki program rozszczepienia uranu spóźnił się o rok. Do lutego 1944 r. elektrownia wyprodukowała co prawda kolejne 16 ton drogocennej cieczy, ale pozostawiony w Norwegii Haukelid z jednym tylko wspólnikiem, ładunkiem plastiku i budzikiem w roli zegara do prowizorycznej bomby zatopili prom, którym ładunek był transportowany po jeziorze Tinnsjå w stronę bałtyckich cieśnin – i dalej do Rzeszy.

SZTOS STOSOWI NIERÓWNY

– Przerwanie produkcji ciężkiej wody w Norwegii było główną przyczyną, która spowodowała, że nie udało nam się zbudować krytycznego stosu [atomowego] przed kapitulacją – stwierdził po wojnie Kurt Diebner.

Gdy 23 kwietnia 1945 r. szukająca śladów niemieckiego programu atomowego aliancka specjednostka Alsos, którą dowodził holenderski fizyk żydowskiego pochodzenia Samuel Goudsmit, odkryła jaskinię pod szwabskim miasteczkiem Haigerloch, ukryci w niej naukowcy Diebnera wciąż czekali na transport wody. Mieli przygotowany atomowy stos – głęboką i szeroką na 2,5 metra studnię, w niej aluminiowy cylinder obłożony grafitem (jednak!), a w tym cylindrze drugi – z magnezu. Dopiero w magnezowym walcu kryło się serce reaktora: 78 aluminiowych drutów, na które w odstępie 14 cm nawleczono 664 uranowe kostki o masie 2,5 kg każda. Diebner i jego ludzie liczyli na to, że gdy napełnią wewnętrzny cylinder ciężką wodą, neutrony emitowane z opuszczonej specjalnym szybem ampułki radu i berylu spowolnią na tyle, by wniknąć w jądra uranu i wreszcie się rozpocznie niemiecka reakcja łańcuchowa. Nie mieli jednak ciężkiej wody, a poza tym – o czym Diebner nie wiedział, a Goudsmit już tak – ich stos był półtora raza za mały.

Pierwsza w historii bomba atomowa, nazwana 'Little Boy' (mały chłopiec), została zdetonowana 6 sierpnia 1945 r. nad Hiroszimą. Jej moc wynosiła ok. 15-16 kiloton (15 tys. ton trotylu). Szacuje się, że zginęło natychmiast 100 tys. ludzi, kolejne 65 tys. zmarło w wyniku choroby popromiennej w ciągu kilku latPierwsza w historii bomba atomowa, nazwana ‘Little Boy’ (mały chłopiec), została zdetonowana 6 sierpnia 1945 r. nad Hiroszimą. Jej moc wynosiła ok. 15-16 kiloton (15 tys. ton trotylu). Szacuje się, że zginęło natychmiast 100 tys. ludzi, kolejne 65 tys. zmarło w wyniku choroby popromiennej w ciągu kilku lat  Getty Images / Universal Images Group via Getty Images

Amerykanie zbudowali odpowiednio wielki – i działający – już 2 grudnia 1942 r. (w Chicago, zespołem kierował Fermi). Ich pierwsza bomba atomowa – naukowcy z Projektu Manhattan nazywali ją między sobą Gadżetem – wybuchła 16 lipca 1945 na nowomeksykańskiej pustyni, w miejscu nazwanym przez jego hiszpańskich odkrywców Jornada del Muerto – droga umarłego.


Korzystałem z: Richard Rhodes, „Jak powstała bomba atomowa”; wyd. Marginesy, 2022; Bartosz Wieliński, „Atom dla Hitlera”, „Ale Historia”, 31.08.2015

Piotr Głuchowski

Reporter, publicysta i redaktor “Wyborczej” od 1990 r. Autor książek kryminalnych i non-fiction.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The U.S. Government’s Vast New Privatized Censorship Regime

The U.S. Government’s Vast New Privatized Censorship Regime

JENIN YOUNES


Censorship of wrongthink by Big Tech at the behest of the government is government censorship, which violates the First Amendment
.

Francis Collins, at right, and Anthony FauciTOM WILLIAMS/CQ ROLL CALL

One warm weekend in October of 2020, three impeccably credentialed epidemiologists—Jayanta Bhattacharya, Sunetra Gupta, and Martin Kulldorff, of Stanford, Oxford, and Harvard Universities respectively—gathered with a few journalists, writers, and economists at an estate in the Berkshires where the American Institute for Economic Research had brought together critics of lockdowns and other COVID-related government restrictions. On Sunday morning shortly before the guests departed, the scientists encapsulated their views—that lockdowns do more harm than good, and that resources should be devoted to protecting the vulnerable rather than shutting society down—in a joint communique dubbed the “Great Barrington Declaration,” after the town in which it was written.

The declaration began circulating on social media and rapidly garnered signatures, including from other highly credentialed scientists. Most mainstream news outlets and the scientists they chose to quote denounced the declaration in no uncertain terms. When contacted by reporters, Drs. Anthony Fauci and Francis Collins of the NIH publicly and vociferously repudiated the “dangerous” declaration, smearing the scientists—all generally considered to be at the top of their fields—as “fringe epidemiologists.” Over the next several months, the three scientists faced a barrage of condemnation: They were called eugenicists and anti-vaxxers; it was falsely asserted that they were “Koch-funded” and that they had written the declaration for financial gain. Attacks on the Great Barrington signatories proliferated throughout social media and in the pages of The New York Times and Guardian.

Yet emails obtained pursuant to a FOIA request later revealed that these attacks were not the products of an independent objective news-gathering process of the type that publications like the Times and the Guardian still like to advertise. Rather, they were the fruits of an aggressive attempt to shape the news by the same government officials whose policies the epidemiologists had criticized. Emails between Fauci and Collins revealed that the two officials had worked together and with media outlets as various as Wired and The Nation to orchestrate a “takedown” of the declaration.

Nor did the targeting of the scientists stop with the bureaucrats they had implicitly criticized. Bhattacharya, Gupta, and Kulldorff soon learned that their declaration was being heavily censored on social media to prevent their scientific opinions from reaching the public. Kulldorff—then the most active of the three online—soon began to experience censorship of his own social media posts. For example, Twitter censored one of Kulldorff’s tweets asserting that: “Thinking that everyone must be vaccinated is as scientifically flawed as thinking that nobody should. COVID vaccines are important for older, higher-risk people and their caretakers. Those with prior natural infection do not need it. Not children.” Posts on Kulldorff’s Twitter and LinkedIn criticizing mask and vaccine mandates were labeled misleading or removed entirely. In March of 2021, YouTube took down a video depicting a roundtable discussion that Bhattacharya, Gupta, Kulldorff, and Dr. Scott Atlas had with Gov. Ron DeSantis of Florida, in which the participants critiqued mask and vaccine mandates.

Because of this censorship, Bhattacharya and Kulldorff are now plaintiffs in Missouri v. Biden, a case brought by the attorneys general of Missouri and Louisiana, as well as the New Civil Liberties Alliance (NCLA), which is representing them and two other individuals, Dr. Aaron Kheriaty and Jill Hines. The plaintiffs allege that the Biden administration and a number of federal agencies coerced social media platforms into censoring them and others for criticizing the government’s COVID policies. In doing so, the Biden administration and relevant agencies had turned any ostensible private action by the social media companies into state action, in violation of the First Amendment. As the Supreme Court has long recognized and Justice Thomas explained in a concurring opinion just last year, “[t]he government cannot accomplish through threats of adverse government action what the Constitution prohibits it from doing directly.”

Federal district courts have recently dismissed similar cases on the grounds that the plaintiffs could not prove state action. According to those judges, public admissions by then-White House press secretary Jennifer Psaki that the Biden administration was ordering social media companies to censor certain posts, as well as statements from Psaki, President Biden, Surgeon General Vivek Murthy, and DHS Secretary Alejandro Mayorkas threatening them with regulatory or other legal action if they declined to do so, still did not suffice to establish that the plaintiffs were censored on social media due to government action. Put another way, the judges declined to take the government at its word. But the Missouri judge reached a different conclusion, determining there was enough evidence in the record to infer that the government was involved in social media censorship, granting the plaintiffs’ request for discovery at the preliminary injunction stage.

The Missouri documents, along with some obtained through discovery in Berenson v. Twitter and a FOIA request by America First Legal, expose the extent of the administration’s appropriation of big tech to effect a vast and unprecedented regime of viewpoint-based censorship on the information that most Americans see, hear and otherwise consume. At least 11 federal agencies, and around 80 government officials, have been explicitly directing social media companies to take down posts and remove certain accounts that violate the government’s own preferences and guidelines for coverage on topics ranging from COVID restrictions, to the 2020 election, to the Hunter Biden laptop scandal.

Correspondence publicized in Missouri further corroborates the theory that the companies dramatically increased censorship under duress from the government, strengthening the First Amendment claim. For example, shortly after President Biden asserted in July of 2021 that Facebook (Meta) was “killing people” by permitting “misinformation” about COVID vaccines to percolate, an executive from the company contacted the surgeon general to appease the White House. In a text message to Murthy, the executive acknowledged that the “FB team” was “feeling a little aggrieved” as “it’s not great to be accused of killing people,” while he sought to “de-escalate and work together collaboratively.” These are not the words of a person who is acting freely; to the contrary, they denote the mindset of someone who considers himself subordinate to, and subject to punishment by, a superior. Another text, exchanged between Jen Easterly, director of the Cybersecurity and Infrastructure Security Agency (CISA), and another CISA employee who now works at Microsoft, reads: “Platforms have got to get more comfortable with gov’t. It’s really interesting how hesitant they remain.” This is another incontrovertible piece of evidence that social media companies are censoring content under duress from the government, and not due to their directors’ own ideas of the corporate or common good.

Further, emails expressly establish that the social media companies intensified censorship efforts and removed particular individuals from their platforms in response to the government’s demands. Just a week after President Biden accused social media companies of “killing people,” the Meta executive mentioned above wrote the surgeon general an email telling him, “I wanted to make sure you saw the steps we took just this past week to adjust policies on what we are removing with respect to misinformation, as well as steps taken further to address the ‘disinfo dozen’: we removed 17 additional Pages, Groups, and Instagram accounts tied to [them].” About a month later, the same executive informed Murthy that Meta intended to expand its COVID policies to “further reduce the spread of potentially harmful content” and that the company was “increasing the strength of our demotions for COVID and vaccine-related content.”

Alex Berenson, a former New York Times reporter and a prominent critic of government-imposed COVID restrictions, has publicized internal Twitter communications he obtained through discovery in his own lawsuit showing that high-ranking members of the Biden administration, including White House Senior COVID-19 Advisor Andrew Slavitt, had pushed Twitter to permanently suspend him from the platform. In messages from April 2021, a Twitter employee noted that a meeting with the White House had gone relatively well, though the company’s representatives had fielded “one really tough question about why Alex Berenson hasn’t been kicked off from the platform,” to which “mercifully we had answers” (emphasis added).

About two months later, days after Dr. Fauci publicly deemed Berenson a danger, and immediately following the president’s statement that social media companies were “killing people,” and despite assurances from high-ups at the company that his account was in no danger, Twitter permanently suspended Berenson’s account. If this does not qualify as government censorship of an individual based on official disapproval of his viewpoints, it would be difficult to say what might. Berenson was reinstated on Twitter in July 2022 as part of the settlement in his lawsuit.

In 1963, the Supreme Court, deciding Bantam Books v. Sullivan, held that “public officers’ thinly veiled threats to institute criminal proceedings against” booksellers who carried materials containing obscenity could constitute a First Amendment violation. The same reasoning should apply to the Biden administration campaign to pressure tech companies into enforcing its preferred viewpoints.

The question of how the Biden administration has succeeded in jawboning big tech into observing its strictures is not particularly difficult to answer. Tech companies, many of which hold monopoly positions in their markets, have long feared and resisted government regulation. Unquestionably—and as explicitly revealed by the text message exchanged between Murthy and the Twitter executive—the prospect of being held liable for COVID deaths is an alarming one. Just like the booksellers in Bantam, social media platforms undoubtedly “do not lightly disregard” such possible consequences, as Twitter’s use of the term “mercifully” indicates.

It remains to be seen whether Bhattacharya and Kulldorff will be able to show that Fauci and Collins explicitly ordered tech companies to censor them and their Great Barrington Declaration. More discovery lies ahead, from top White House officials including Dr. Fauci, that may yield evidence of even more direct involvement by the government in preventing Americans from hearing their views. But Bhattacharya, Kulldorff, and countless social media users have had their First Amendment rights violated nonetheless.

The government’s involvement in censorship of specific perspectives, and direct role in escalating such censorship, has what is known in First Amendment law as a chilling effect: Fearing the repercussions of articulating certain views, people self-censor by avoiding controversial topics. Countless Americans, including the Missouri plaintiffs, have attested that they do exactly that for fear of losing influential and sometimes lucrative social media accounts, which can contain and convey significant social and intellectual capital.

Moreover, the Supreme Court recognizes that a corollary of the First Amendment right to speak is the right to receive information because “the right to receive ideas follows ineluctably from the sender’s First Amendment right to send them.” All Americans have been deprived—by the United States government—of their First Amendment rights to hear the views of Alex Berenson, as well as Drs. Bhattacharya and Kulldorff, and myriad additional people, like the reporters who broke the Hunter Biden laptop story for the New York Post and found themselves denounced as agents of Russian disinformation, who have been censored by social media platforms at the urging of the U.S. government. That deprivation strangled public debate on multiple issues of undeniably public importance. It allowed Fauci, Collins, and various other government actors and agencies, to mislead the public into believing there was ever a scientific consensus on lockdowns, mask mandates, and vaccine mandates. It also arguably influenced the 2020 election.

The administration has achieved public acquiescence to its censorship activities by convincing many Americans that the dissemination of “misinformation” and “disinformation” on social media presents a grave threat to public safety and even national security. Over half a century ago, in his notorious concurrence in New York Times v. United States (in which the Nixon administration sought to prevent the newspaper from printing the Pentagon Papers) Justice Hugo Black rejected the view that the government may invoke such concepts to override the First Amendment: “[t]he word ‘security’ is a broad, vague generality whose contours should not be invoked to abrogate the fundamental law embodied in the First Amendment,” he wrote. Justice Black cited a 1937 opinion by Justice Charles Hughes explaining that this approach was woefully misguided: “The greater the importance of safeguarding the community from incitements to the overthrow of our institutions by force and violence, the more imperative is the need to preserve inviolate the constitutional rights of free speech, free press, and free assembly … that government may be responsive to the will of the people and that changes, if desired, may be obtained by peaceful means. Therein lies the security of the Republic, the very foundation of constitutional government.”

The Founders of our country understood that line-drawing becomes virtually impossible once censorship begins and that the personal views and biases of those doing the censoring will inevitably come into play. Moreover, they recognized that sunlight is the best disinfectant: The cure for bad speech is good speech. The cure for lies, truth. Silencing people does not mean problematic ideas disappear; it only drives their adherents into echo chambers. People who are booted off Twitter, for example, often turn to Gab and Gettr, where they are less likely to encounter challenges to patently false posts claiming, for example, that COVID vaccines are toxic.

Indeed, this case could not illustrate more clearly the First Amendment’s chief purpose, and why the framers of the Constitution did not create an exception for “misinformation.” Government actors are just as prone to bias, hubris, and error as the rest of us. Drs. Fauci and Collins, enamored of newfound fame and basking in self-righteousness, took it upon themselves to suppress debate about the most important subject of the day. Had Americans learned of the Great Barrington Declaration and been given the opportunity to contemplate its ideas, and had scientists like Bhattacharya, Gupta, and Kulldorff been permitted to speak freely, the history of the pandemic era may have unfolded with far less tragedy—and with far less damage to the institutions that are supposed to protect public health.


Jenin Younes is litigation counsel at the New Civil Liberties Alliance.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hundreds of ancient artifacts seized from home in northern Israel

Hundreds of ancient artifacts seized from home in northern Israel

JERUSALEM POST STAFF


About 270 ancient artifacts were found in the search, including coins from different periods and figurines of Medusa.

.

Ancient artifacts seized from an antiquities dealer in northern Israel, September 2022 / (photo credit: YULI SCHWARTZ/IAA)

Hundreds of ancient decorated toga pins, earrings, rings and figurines of animals and idols were found in the home of a man who used to be an antiquities dealer in northern Israel, the Antiquities Authority announced on Thursday.

The Robbery Prevention Unit of the Antiquities Authority had entered the home with a search warrant. The suspect, a 70-year-old man, used to be an antiquities dealer and is suspected of trading in antiquities without a license and smuggling antiquities abroad.

“The suspect knew the provisions of the law but chose to ignore them and act against the law in order to make money,” said Amir Ganor, director of the Robbery Prevention Unit. “Hundreds of ancient finds reach the antiquities trade market as a result of illegal excavations at antiquities sites throughout the State of Israel. The time has come to act to ban the trade in antiquities in Israel, similar to all the countries of the Mediterranean Sea.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com